Następnego dnia Louis zaspał i musiał wybiec z domu bez śniadania, tylko po to pokonując z zawrotną prędkością odległość dzielącą jego kamienicę od studia tatuażu Malik Tattoos , by zastać w środku Perrie, która przywitała go ironicznym uśmieszkiem i pełnym zadowolenia „Ktoś znowu przegrał zakład.”.
- Ale przez tydzień się nie spóźniałeś - powiedziała pocieszającym tonem, na który Louis może by się nabrał, gdyby nie widział, jak dziewczyna z błyskiem w oku chowała wygrane banknoty w staniku. - Następnym razem, Lou.
Louis udał pełne wyższości prychnięcie, wymijając ją dumnie w drodze na swoje stanowisko pracy - recepcję. Znalazłszy się za szklaną ladą w fantazyjnym kolorze soczystej śliwki, wyciągnął ze swojego plecaka zeszyty i zaczął studiować sporządzone na ostatnich wykładach notatki. Nie było tego dużo, ale opanowanie wszystkiego wymagało ciągłego skupienia, co dla niewyspanego umysłu było nie lada wyzwaniem i Tomlinson przetarł oczy, marząc o kubku mocnej kawy. Dramatycznie potrzebował czegoś, co postawiłoby go do pionu. Obiecał sobie w duchu, że dzisiaj położy się wcześniej i nie będzie przez pół nocy roztrząsał problemu coraz młodszych prostytutek na ulicach Nowego Jorku, a także pewnie każdego dużego miasta na świecie.
Jak na zawołanie, dzwonek przy drzwiach wejściowych zabrzęczał metalicznie, obwieszczając przybycie klienta i w salonie pojawił się wyrośnięty nastolatek o nieco dziecinnych rysach twarzy. Louis niechętnie odłożył notatki, po czym stanął ze znudzeniem za ladą, obserwując, jak przybysz otrzepuje śnieg z kręconych włosów i rozgląda się ciekawie po wnętrzu. Zauważywszy recepcję, ruszył pewnym krokiem w jej stronę, a w głowie Louisa zaczęło się odtwarzać doskonale mu znane „bez zgody rodzica lub prawnego opiekuna nie możesz sobie niczego wytatuować”. Zanim jednak zdążył się odezwać, drzwi ponownie zostały otwarte, tym razem przez dorosłego mężczyznę w eleganckim płaszczu. Był wysoki, bardzo szczupły, a jego włosy podwijały się nad czołem i Louis miał wrażenie, że gdzieś go już widział, chociaż nie mógł sobie przypomnieć, gdzie dokładnie.
Mężczyzna rozpiął guziki płaszcza, dołączył do nastolatka, który obdarzył go promiennym uśmiechem, a następnie spojrzał na Louisa stojącego po drugiej stronie lady.
- Cześć - rzekł z wyraźnym brytyjskim akcentem, który sprawił, że Louis zmrużył oczy w skupieniu i jeszcze raz dokładnie mu się przyjrzał. - Czy Zayn Malik jest teraz wolny?
Tomlinson potrząsnął głową.
- Przykro mi, ale w tym miesiącu wszystkie terminy są już zarezerwowane - odarł powoli, kartkując kalendarz. Żaden z przybyłych nie przejął się za bardzo jego słowami.
- Och, jestem pewny, że mimo to Zayn znajdzie dla nas czas. Możesz go zawołać? Bardzo nam na tym zależy.
Louis zmarszczył brwi, zirytowany lekko protekcjonalnym tonem, jakiego użył mężczyzna, a potem ruszył do gabinetu po drugiej stronie krótkiego korytarza, gdzie zastał Zayna rozmawiającego przez telefon. Zapukał głośno w futrynę, obwieszczając tym samym swoją obecność w pokoju.
- Jakiś facet chce z tobą rozmawiać - powiedział, przystając w drzwiach. - Spławić go, czy sam się tym zajmiesz?
Malik przeprosił swojego rozmówcę i zakrył mikrofon dłonią, odwracając głowę w stronę Louisa.
- Przedstawił się?
- Nie, ale wydawał się ciebie znać. Brytyjczyk, przyszedł z jakimś chłopakiem z kręconymi włosami.
Zayn zamrugał, prawdopodobnie dopasowując w myślach opis do odpowiednich nazwisk, ponieważ po chwili jego twarz rozjaśnił uśmiech.
- Powiedz im, że zaraz przyjdę, dobrze? - I nie czekając na odpowiedź, podjął przerwaną rozmowę, mrucząc coś pośpiesznie do słuchawki. Louis wywrócił oczami.
Wrócił do poczekalni, bez słowa wskazując klientom kanapę pod jedną ze ścian, gdzie nietypowa para usiadła ciasno spleciona, co zbiło go z tropu. Był pewny, że mężczyzna jest ojcem chłopaka, albo ostatecznie starszym bratem, ale na pewno nie jego… partnerem? Niezaprzeczalnie było coś intymnego w sposobie, w jakim ramię mężczyzny automatycznie owinęło się wokół pleców nastolatka, kiedy opadali na kanapę, a palce jego dłoni natychmiast powędrowały do sprężystych loków, jakby to była najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Louis bardzo starał się na nich nie gapić, czytając od nowa pierwszy akapit notatek z zajęć teatralnych, ale jego uwaga wciąż i wciąż uparcie wracała do obserwowania sceny na kanapie, ponieważ, no cóż, zwyczajnie czuł niezdrową ciekawość. A także dziwny dyskomfort na samą myśl o tym, że w domowym zaciszu para prawdopodobnie nie ograniczała się do samego przytulania, a przecież pomiędzy nimi musiało być kilkanaście lat różnicy.
To wszystko, w połączeniu z historią, którą opowiedział mu poprzedniego wieczora Liam, sprawiło, że Louis nie był w stanie oderwać wzroku od dziecinnej twarzy nastolatka, który bez cienia skrępowania pozwalał się dotykać oraz, ku wielkiemu przerażeniu Tomlinsona, całować starszemu mężczyźnie. To było tylko zwykły buziak w usta i w normalnej sytuacji nie miałby nic przeciwko podobnemu widokowi, ale na wszelkie bóstwa całego świata, to było zdecydowanie niewłaściwe! Złe. Niemoralne. Dzieci nie powinny być całowane w taki sposób przez dorosłych.
Szczęśliwie, w tym momencie pojawił się Zayn i para przerwała pieszczotę, podnosząc się z kanapy, a Louis mógł odetchnąć z ulgą. Szybko pozbierał z podłogi plik kartek, które najwyraźniej upuścił w czasie podglądania i miał wielką nadzieję, że nikt niczego nie zauważył.
- Zayn! - Po drugiej stronie pokoju odbyła się zwyczajowa wymiana uścisków rąk. - Stary, nic się nie zmieniłeś od naszego ostatniego spotkania!
- Nic dziwnego, Nick, to było trzy miesiące temu - odparł pogodnie Zayn. Wydawał się być całkowicie rozluźniony i zadowolony z niespodziewanych odwiedzin znajomych. - Nadal szczęśliwi w raju?
Louis wiedział, że nie powinien podsłuchiwać, ale to było silniejsze od niego. Pochylił głowę, udając skupienie na pracy, a tak naprawdę wychwytywał każde ich słowo w nadziei, że dowie się czegoś więcej o relacjach pomiędzy owym Nickiem a młodym chłopakiem.
- Jest idealnie - odpowiedział Nick. - Dzisiaj obchodzimy naszą pierwszą rocznicę i chcemy ją uczcić w specjalny sposób.
- Grimmy wymyślił więc pasujące tatuaże - wtrąciła się trzecia osobą. Louis nie wierzył, że tak głęboki głos może należeć do kogoś tak młodego i musiał wyjrzeć ponad blatem lady, aby się upewnić. - Od razu pomyśleliśmy o tobie. Wciśniesz nas w swój napięty grafik? Zależy nam na czasie.
- Będzie ciężko, ale coś wymyślimy - odpowiedział Zayn z rozbawieniem. - Chodźcie.
Cała trójka zniknęła w sąsiednim pomieszczeniu, gdzie znajdowało się właściwe miejsce pracy Zayna, a Louis pozostał w recepcji, w której bez przyjemnego dla ucha głosu Nicka oraz niskiego basu najmłodszego chłopaka zrobiło się nagle bardzo cicho. Tomlinson odchylił się na swoim fotelu, kierując spojrzenie w sufit.
Czemu tak bardzo przejmował się nietypowym związkiem dwóch obcych mu osób? Zayn nie wydawał się zaniepokojony różnicą wieku pomiędzy swoimi znajomymi, więc i Louis nie powinien się martwić, a jednak cała sprawa nie chciała opuścić jego głowy, skutecznie uniemożliwiając mu naukę. Jaki normalny nastolatek wiąże się z dużo starszym mężczyzną? Do cholery, jaki normalny mężczyzna ryzykuje związek z dzieckiem, kiedy może za to pójść za kratki?
Godzinę później Louis nadal siedział za ladą, ale zdążył zmienić swoje podejście. Ochłonął i przeszedł nad wszystkim do porządku dziennego. To nie tak, że związek dorosłego mężczyzny z niepełnoletnim chłopcem stał się nagle czymś dopuszczalnym, po prostu pierwszy szok minął i Tomlinson zrozumiał, że nie zna wszystkich faktów. Może to nie było to, na co wyglądało. Może czegoś nie zauważył, niepotrzebnie rozdmuchując sprawę i robiąc z niej problem, kiedy tak naprawdę wszystko było dobrze. Może był przewrażliwiony, a może zwyczajnie się nudził i na siłę wyszukiwał sensacji, by się trochę rozerwać.
Postanowił więc orzeźwić swój umysł, wyskakując na chwilę do pobliskiej kawiarni, gdzie zamówił duży kubek czarnej kawy bez cukru, gawędząc w czasie jej przygotowywania ze sprzedawczynią, o której wiedział, że miała na imię Jane i od urodzenia mieszkała w Nowym Jorku. Potem zapłacił trzy dolary i wyszedł na mroźne powietrze. Nie cierpiał gorzkiego smaku ciemnego napoju, ale żadna inna kawa nie rozbudzała tak dobrze, więc starał się nie narzekać. Kiedy doszedł do Malik Tattoos, Nick wsiadał właśnie do sportowego samochodu zaparkowanego przed studiem, a jego drogi płaszcz powiewał na wietrze. Przez boczną szybę można było dostrzec także zarys niesfornych loków i Louis domyślił się, że para otrzymała pasujące tatuaże i wyruszała realizować dalszy plan świętowania rocznicy swojego związku. Wyrzucił papierowy kubek do kosza na śmieci stojącego przy krawędzi jezdni, specjalnie przeciągając w czasie całą czynność, by móc obserwować odjeżdżający samochód, dopóki ten nie został zasłonięty ciężarówką rozwożącą kurczaki z rożna i nie zniknął z pola widzenia Louisa.
***
W ciągu dwóch kolejnych dni Louis nie robił niczego specjalnego. Nadszedł weekend, a wraz z nim wolne od pracy i nauki, jednak chłopak spędził większość czasu w domu przed telewizorem, niechętny wszelkim wyjściom na zewnątrz. Nawet gdyby zechciał wybrać się do klubu, nie miałby za bardzo z kim iść - Liam zdecydowanie nie był typem imprezowicza, a koledzy ze studiów za bardzo przejmowali się nadchodzącymi przesłuchaniami do wiosennego spektaklu, żeby mieć czas na coś poza powtarzaniem scenariusza. Perspektywa samotnego picia przy barze nie różniła się wiele od leżenia w pojedynkę na kanapie, więc wybór nie był trudny. Rozłożony w pokoju dziennym, oglądał po kolei powtórki trzeciego sezonu Przyjaciół, popijał schłodzone piwo i co jakiś czas odpisywał na wiadomości od swojej dziewczyny, a chociaż brzmiało to naprawdę nudno, Louis nie miał nic przeciwko spędzania soboty w taki właśnie sposób. Odpowiadało mu się błogie lenistwo pozbawione wszelkich trosk.
Jednak razem z nadejściem poniedziałku, wróciły także obowiązki i Louis jak zwykle stawił się o dziesiątej rano w pracy, niewyspany i lekko rozkojarzony z powodu wszystkich butelek Corony*, które opróżnił w ciągu ostatniej doby. Przecierał zmęczone oczy, próbując odgadnąć, w jaki sposób zdołał doprowadzić się do takiego stanu siedząc cały weekend na kanapie, ale żadne sensowne wytłumaczenie nie przyszło mu do głowy i chłopak usiadł za ladą, ignorując ból w skroniach. Pech chciał, że akurat tego ranka w salonie panował nadzwyczaj duży ruch. Klienci wchodzili i kręcili się po pomieszczeniach, rozmawiając ze sobą głośno i zasypując Louisa setkami głupich pytań, na które starał się odpowiadać w sposób uprzejmy i miły, ale po szóstym przypadku, gdy jakaś dziewczyna zaczęła rozpływać się nad jego „słodkim i seksownym brytyjskim akcentem” poczuł, że to wszystko zdecydowanie przerastało jego siły.
Wygrzebał z szuflady opakowanie proszków od bólu głowy i wziął dwie tabletki, popijając je wodą z dystrybutora stojącego w poczekalni. Czując, że ktoś stanął za jego plecami, zamknął z rezygnacją oczy. Kolejny klient pragnący ozdobić swoje ciało bezsensownym rysunkiem motyla lub chińskim przysłowiem.
- Ciężki weekend? - rozległ się zachrypnięty głos, który Louis natychmiast rozpoznał, ponieważ ostatnio myślał o jego właścicielu naprawdę sporo. Zdziwiony odwrócił się, stając twarzą w twarz z właścicielem ciemnych, kręconych włosów.
- Coś w tym rodzaju - odpowiedział wymijająco, zgniatając przeźroczysty kubek, który następnie wrzucił do śmietnika. Rozejrzał się wokół, ale nie dostrzegł nigdzie Nicka, który poprzednio mu towarzyszył ; tym razem chłopak musiał przyjść sam.
Louis wrócił za ladę, odczuwając powoli zbawienne działanie proszków.
- Pewnie mnie nie pamiętasz, ale byłem tutaj w piątek - odezwał się ponownie nastolatek, podchodząc za nim do kontuaru. Louis popatrzył na niego bez słowa. Oczywiście, że go pamiętał, ale nie spieszył się przyznać do swojej dziwnej obsesji na punkcie jego nielegalnego związku, więc wzruszył niezobowiązująco ramionami. - Nieważne. Chciałbym sobie zrobić tatuaż.
- Potrzebna jest zgoda rodzica lub opiekuna - poinformował go Tomlinson, zerkając na plaster wokół nadgarstka chłopca, pod którym prawdopodobnie znajdował się świeży obrazek zrobiony wprawną ręką Zayna. Był ciekawy, co przedstawiał, ale nie miał ochoty wypytywać o to swojego pracodawcy.
- W piątek nikt o to nie pytał - zauważył chłopak i uniósł do góry brew. - Zresztą, jestem pełnoletni.
Brwi Louisa także się uniosły.
- Jasne, wszyscy tak mówicie. Mogę w takim razie zobaczyć twój dowód?
Nastolatek westchnął, ale wyciągnął z kieszeni płaszcza portfel i wyłuskał z przegródki plastikową plakietkę. Sądząc po rysach twarzy, Louis dawał nieznajomemu jakieś piętnaście lat. Natomiast dowód osobisty twierdził, że miał niemal dziewiętnaście.
- Wszystko się zgadza - powiedział Tomlinson powoli po dokładnym przestudiowaniu daty urodzenia. Starał się ukryć niedowierzanie wywołane wiekiem chłopaka. Zerknął także na imię. Harold Styles. - Rozmawiałeś o tym z Zaynem?
- Tak. Powiedział, że znajdziesz mi wolny termin na dzisiaj.
- Świetnie - mruknął Louis z niezadowoleniem, otwierając swój notes. - A niby jak ja mam to zrobić?
- Zayn powiedział, że to powiesz.
- Może minął się z powołaniem i powinien zająć się przepowiadaniem przyszłości. - Już on sobie z nim porozmawia przy najbliżej okazji. Wciśnięcie kogokolwiek w napięty grafik Malika zawsze graniczyło z cudem. - Okej - poddał się. - Jakiej wielkości będzie tatuaż? Nie wiem, ile czasu mam zarezerwować.
Harry wyciągnął przed siebie rękę, wskazując powierzchnię od polowy przedramienia do obojczyka. Louis zastygł z długopisem w dłoni.
- I Zayn się na to zgodził? - zapytał zdziwiony.
- Jeszcze o niczym nie wie - uśmiechnął się w odpowiedzi Harry, mierzwiąc sobie grzywkę palcami. - Ale zaczniemy od czegoś małego, więc godzina powinna wystarczyć. Znasz się na tym, prawda? Ile według ciebie może zająć wytatuowanie całego ramienia?
Louis zapisał na kartce nazwisko chłopaka, a potem zamknął kalendarz i spojrzał na jego podekscytowane oblicze. Harry naprawdę wydawał się cieszyć z perspektywy stałego pokrycia rysunkami znacznej części swojej skóry i Tomlinson z jakiegoś powodu nie chciał psuć mu humoru, chociaż uważał to za kompletną głupotę.
- Kilka tygodni. To zależy od tego, jak często będziesz przychodził na sesje - odparł. - Dzisiejsza zaczyna się o osiemnastej. Tylko… przemyśl to jeszcze.
Harry skinął głową i zapiął płaszcz, przygotowując się szybko do wyjścia. Louis był pewny, że klamka zapadła i nic nie zdoła go odwieźć od tego pomysłu, chociaż miał nadzieję, że może Nick spróbuje go do tego zniechęcić. Odkąd wiedział, że chłopak jest pełnoletni, jego związek ze starszym mężczyzną przestał być tak rażący - Louis naprawdę za szybko osądzał ludzi po wyglądzie.
- Dzięki, ale wszystko jest już ustalone - Harry powiedział dokładnie to, czego spodziewał się Tomlinson. - Cześć!
Louis pokręcił głową, odprowadzając go wzrokiem do drzwi, a potem wybrał numer kobiety, której wizytę musiał przenieść na inny dzień. Mimo wszystko, czuł się teraz dużo lżej, jakby z jego ramion spadł niewidzialny ciężar i z czystym sumieniem mógł wyrzucić Harry’ego z głowy.
***
Liam zakręcił kurek od ciepłej wody i wyszedł spod prysznica, owijając sobie ręcznik wokół bioder. Stanął przed lustrem, przecierając je dłonią, aby pozbyć się pary wodnej, i dokładnie przyjrzał się swojemu odbiciu. Wyglądał strasznie. Prawy bok jego klatki piersiowej oraz kawałek pleców pokrywała gęsta siatka granatowych siniaków, których nabawił się w czwartkowy wieczór, gdy o mało nie został rozjechany przez samochód, i żadne kremy nie pomagały w pozbyciu się pamiątek po tamtym spotkaniu. W dodatku każdy, nawet najmniejszy, dotyk wywoływał przejmujący ból w żebrach, przez co chłopakowi naprawdę ciężko było poruszać się zatłoczoną komunikacją miejską, od której był uzależniony, jeżeli nie chciał spóźniać się do pracy i na zajęcia w szkole.
Delikatnie wytarł wrażliwą skórę, a potem zapobiegawczo posmarował ją maścią, która i tak nie działała, ale przynajmniej miał wrażenie, że cokolwiek robił. Potem powoli założył ubrania i jeszcze raz skontrolował swój wygląd, tym razem odnajdując na twarzy szczęście - w końcu niedługo zobaczy Zayna. Może nawet porozmawiają, Liam powie coś błyskotliwego, a Zayn uśmiechnie się do niego tym swoim idealnym uśmiechem? Na samą myśl coś w jego żołądku zatrzepotało, a żebra przestały tak strasznie boleć.
Dotarłszy na miejsce, niecierpliwie zrzucił z siebie kurtkę i zerknął na grafik. Zayn miał właśnie jakiegoś klienta, kogoś o nazwisku Styles, który został wpisany w miejsce pani Roberts, dzięki czemu Liam zdobył idealną wymówkę, aby wejść do jego pracowni. Zabrał ze sobą notes i przekroczył próg sąsiedniej sali, gdzie Zayn rozmawiał z młodym chłopakiem, wskazując różne miejsca na jego ramieniu. Podszedł bliżej i odchrząknął.
- Hej, Zayn. Zastanawiałem się właśnie, czy pani Ro… - urwał, gdy jego wzrok omiótł przypadkowo twarz nastolatka, która okazała się nadzwyczaj znajoma. Podobnie jak burza kręconych włosów, wielkie zielone oczy i pełne usta układające się w bezczelny uśmiech. To właśnie te usta skutecznie rozproszyły kierowcę samochodu, przez którego znaczna część ciała Liama pokryta była teraz ciemną barwą. Payne miał wielką nadzieję, że jednak się pomylił i wcale nie patrzył na dzieciaka, który zabawiał się z dorosłymi mężczyznami.
- Co za spotkanie - odezwał się młody chłopak, przekrzywiając z zainteresowaniem głowę i mrugając wolno powiekami, czym rozwiał wszelkie wątpliwości Liama. Los naprawdę robił sobie z niego żarty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz