- Haz, czy istnieją jeszcze inne sposoby na pokazanie ludziom, że się ich kocha? Żebym mógł ci pokazać?
Harry zerknął na przyjaciela z błyskiem w swoich zielonych oczach. Serce łopotało mu w piesi.
- Jest dużo sposobów - powiedział, a kilka z nich już pojawiało się w jego głowie, którą oparł o skalną ścianę za sobą, biorąc głęboki wdech i wpatrując się w Louisa, jakby nie potrafił uwierzyć, że był on prawdziwy.
- Na przykład jakich? - zapytał Louis, kiedy wstał, przemieszczając się na drugą stronę jaskini, gdzie siedział Harry, ześlizgując się w dół po ścianie i zwijając się pod jego ramieniem. Znajdowali się w jednej z wielu pieczar stworzonych przez skały przy liliowym stawie, w której światło było przyciemnione, a powietrze uspokajające. Harry pocałował jego skroń i zastanowił się nad właściwą odpowiedzią.
- Więc… można się po prostu przytulać, tak jak robimy to teraz. Można mówić danej osobie, jak bardzo się ją kocha, przy użyciu słów i takich tam. No i w końcu można jej to pokazywać przy pomocy, jakby… działań.
- Jakiego rodzaju działań? - Głowa Louisa znowu była przekrzywiona i jego oczy utrzymywały rodzaj czystej ciekawości, który nie tylko zmuszał Harry’ego do wyjaśniania każdej odpowiedzi na zadane przez niego pytanie, ale także do pocałowania chłopaka właśnie tam i teraz, z jego zaszklonymi oczami i cienkimi ustami.
- Eee, to, co którejś nocy zrobiliśmy w stawie, malinki, pocałunki i jeszcze inne rzeczy.
Louis zaczynał się niecierpliwić i Harry mógł to zobaczyć.
- Jakie inne rzeczy? - domagał się odpowiedzi, z wyrazem namiętności i chęci.
Harry nie próbował uniknąć wątku. Po prostu nie był do końca pewny, jak wyjaśnić to Louisowi bez okropnej dosadności i kompletnego zrażenia go do tematu. Co miał powiedzieć? Och tak, Lou, po prostu padnij przed facetem na kolana i ssij jego kutasa, dopóki nie dojdzie, to wszystko. Louis prawdopodobnie spojrzałby na niego jakby był psychiczny i udałby, że się krztusi lub po prostu by się roześmiał. Harry nie wiedział, jak się za to zabrać, ale skończył dochodząc do wniosku, że pokazywanie jest lepsze od mówienia. Prawda?
- Ufasz mi? - zapytał miękko, uspokajając oczy, które umierały z chęci pojęcia wszystkiego, co było tam do zrozumienia. Obserwował, jak część napięcia umyka z sylwetki Louisa.
- Tak, ufam ci, Haz. - Jego ton był tak poważny, jak poważnie chłopak to traktował, skinąwszy głową, by przekonać go najlepiej, jak potrafił. Oczy Harry’ego złagodniały na tę szczerość i chłopak ujął w dłoń policzek Louisa, żeby złożyć na jego ustach delikatny pocałunek. Zabrał rękę, którą otaczał jego ramiona i wstał, a następnie wyciągnął dłoń, by pomóc wstać także chłopakowi odzianemu w zieleń.
Wówczas stali przy ścianie jaskini, i jeżeli wcześniej świat zdawał się istnieć tylko dla nich dwóch, teraz było tak, jakby czas się zatrzymał. Ich delikatne oddechy były jedynym dźwiękiem, który odbijał się od ścian. Ręce Harry’ego odnalazły drogę do talii Louisa, stukając w nią lekko palcami, a jego zielone oczy były szerokie, jak gdyby nie mógł uwierzyć w roztaczający się przed nim widok. Raz jeszcze pocałował go w usta, zwlekając przez kilka chwil, zanim wymruczał:
- Kocham cię, wiesz? Dlatego chcę ci to pokazać.
Louis z uporem założył ramiona na piersi, a na jego czole pojawiła się zmarszczka.
- Ja chcę pokazać tobie! - zażądał. Nieznacznie nadąsany wyraz jego twarzy niemal wytworzył u Harry’ego szeroki uśmiech, ale młodszy chłopak go powstrzymał, wiedząc, że to tylko bardziej rozgniewałoby Louisa.
Przejechał palcem po jego kości policzkowej.
- Możesz mi pokazać następnie, tak? Chcę po prostu, żebyś najpierw się nauczył.
- Dobra - burknął Louis.
- Hej - powiedział Harry uspokajająco. Przycisnął usta do jego policzka, próbując pozbyć się z niego
napięcia. - Nie zrobię tego, jeżeli zamierzasz się gniewać. Nie będzie zabawy, jeśli nie będziesz się tym cieszył.
- Okej. A będzie dobre?
- Bardzo dobre - wymamrotał tamten. Zagarnął Louisa do słodkiego pocałunku, rozluźniając go i dając mu możliwość wśliźnięcia się językiem do swoich ust. Pozwolił, aby starszy chłopak przejął kontrolę i mimo że to on miał się uczyć, Harry zdążył się przekonać, że Louis całkiem lubił być odpowiedzialny za te rzeczy. Louis rozłożył ramiona i chwycił biceps Harry’ego, czując bezpieczeństwo i zapominając o byciu upartym. - Mogę ci teraz pokazać, Lou?- wyszeptał Harry, kiedy przerwał pocałunek, obracając policzek z goniącym za nim Louisem. Roześmiał się.
- Tak, możesz mi pokazać.
Harry ponownie pocałował go w policzek i pozostawił dłonie na jego biodrach, zanim powoli opuścił się na kolana, utrzymując z nim kontakt wzrokowy ze swojego miejsca na zimnym, twardym kamieniu podłoża pieczary. Uniósł rąbek koszuli Louisa i pocałował go tuż pod pępkiem, czując, jak chłopak drży.
- Możesz zdjąć dla mnie swoją koszulkę, kochanie?
Louis zamarł, zanim przytaknął, ściągając z siebie zieloną koszulę, razem z którą upadł na ziemię jego kapelusz, oraz rozpinając swój mało użyteczny pasek. Harry przycisnął do jego biodra kolejny pocałunek, a potem poruszył ustami przy twardym wybrzuszeniu w leśno-zielonych spodniach przed sobą.
- C-co robisz? - zapytał Louis drżąco, spoglądając w dół zmieszanym wzrokiem.
- Cii, Lou. Sprawiam, że czujesz się dobrze i pokazuję ci, że cię kocham. Czujesz się dobrze?
Louis skinął głową. - Ale…
- Wszystko okej, kochanie. Po prostu czuj, dobrze? Czuj.
Ponownie skinął głową, pozwoliwszy sobie na bycie uległym, odchylając się na ścianę jaskini, ale utrzymując oczy szeroko otwarte i obserwując każdy ruch Harry’ego. Usta młodszego chłopaka kontynuowały wędrówkę wzdłuż materiału ciasnych, zielonych legginsów Louisa, a jego oddech był gorący i zwilżał materiał. Przeniosły się na biodro, wysysając na kości w tamtym miejscu malinkę, która rozkwitła purpurą. Harry zagłębił nos w wybrzuszeniu, zahaczając kciukami o pasek spodni i mówiąc:
- Zdejmę je, okej?
Louis kolejny raz przytaknął. Jego źrenice były ciemne i obejmowały prawie całe oko.
Harry powoli ściągnął legginsy z nóg Louisa, uwalniając u ich granicy erekcję, która kierowała się do góry przy jego brzuchu. Pomógł jego stopom wyjść z kłębowiny materiału, dzięki czemu chłopak stał przed nim kompletnie nagi, z opaloną, gładką skórą. Harry niespiesznie scałował w górę jego uda, szczypiąc je lekko i trzymając spojrzenie na oczach Louisa, nie chcąc stracić jego uwagi. Wziął do ust główkę i wtedy Louis przerwał kontakt wzrokowy, trzaskając głową o skalną ścianę, gdy wydał z siebie jęk.
- H-harry, ja…
Harry odciągnął się tylko na moment, by wyszeptać:
- Po prostu czuj.
Tym razem Louis nie przytaknął.
Harry złożył pocałunek na czubku jego erekcji, pozwalając swojemu językowi się wysunąć i polizać szczelinę. Louis nie potrafił powstrzymać kwilenia, które wydostało się z jego ust; przechodziła go czerwona, gorąca przyjemność - uczucie, którego wciąż nie potrafił w pełni pojąć. Potem Harry pochłonął całą jego długość, ssąc mocno z zapadniętymi policzkami. Jego ręce przycisnęły się lekko do kości biodrowych Louisa, gdzie nadal zalegały, kreśląc kciukami lekkie wzorki, gdy Louis wydawał z siebie niewyraźne dźwięki, ledwo zauważając, że opuszczają one jego wargi. Harry ssał mocno, z ustami ciasno owiniętymi wokół jego penisa. Ręce starszego chłopaka przemierzyły chłodną, twardą powierzchnię, przy której były rozrzucone, szukając czegoś, czego mogłyby się przytrzymać. Nie był dokładnie pewny, gdzie je umieścić, ale to dość szybko zaczynało go przerastać. Otworzył oczy, gdy jego penis wyskoczył z ust Harry’ego. Chłopak zaczął przy użyciu języka kreślić oraz lizać różne wzory na jego stronach i po bokach, malując śmiały pasek nad żyłą przy spodzie. Louis utrzymywał kontakt wzrokowy, wciąż wyglądając na odrobinę zmieszanego, jednak pięknie przepełnionego rozkoszą. Spojrzał w dół na głowę Harry’ego, jakby prosił o zgodę na zagłębienie dłoni w lokach, które darzył ogromną miłością. Nie miał jednak pewności, czy posiadał pozwolenie, by ich dotknąć. Lub czy w ogóle powinien to zrobić.
Harry skinął wokół jego penisa, ssąc główkę i trzepiąc dokuczliwie językiem w szczelinę. Niewyraźne dźwięki wydobywające się z Louisa sprawiły, że znowu zamknął oczy, desperacko próbując nie ocierać się o jego nogę. Zdawał sobie sprawę z tego, że musiał oszczędzić się dla Louisa, by ten mógł mu sprawić przyjemność i gdyby tego nie zrobił, starszy chłopak by się zdenerwował.
W chwili, gdy delikatne dłonie znalazły się w jego loczkach, Harry przyjął penisa w usta najdalej jak potrafił, a jego ręka opuściła biodro Louisa i skręciła się u jego podstawy. Louis zerknął na niego niemal oszalałym wzrokiem i Harry odwzajemnił spojrzenie najłagodniejszymi oczami, na jakie mógł się zebrać z penisem w ustach, mówiąc mu, że to było w porządku.
Louis doszedł mocno w jego buzi i Harry przełknął wszystko do ostatniej kropli, pozwalając penisowi łatwo wypaść na zewnątrz. Złożył kolejny pocałunek na jego pępku, zanim wstał i wziął starszego chłopaka w ramiona, muskając jego głowę, a następnie całując go lekko. Louis przekazał mu przez wargi miękkie „dziękuję”.
- Polubiłem ten sposób - ogłosił, gdy się rozdzielili, decydując o tym, że nie potrzebuje zaznaczać faktu, że znów mógł posmakować na ustach Harry’ego samego siebie, ponieważ było dokładnie tak samo jak poprzednio. - To mój ulubiony.
Harry powstrzymał chichot i wymamrotał:
- Cieszę się, że ci się podobało. - Spojrzał w dół na nagie, w porównaniu do swojego, ciało Louisa. - Zimno ci?
Louis przemyślał to krótko.
- Nie, nie za bardzo. Chociaż jestem trochę zmęczony. - Harry miał zamiar coś powiedzieć, ale Louis mu przerwał. - Ale - wtrącił - wciąż muszę ci pokazać, jak bardzo cię kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz