czwartek, 28 listopada 2013

124

Mała ręka Louisa ścisnęła kurczowo materiał koszulki Harry’ego, gdy ten ogłosił, że jego babcia potrzebowała go, aby zawiózł ją do banku (kolejna rzecz, którą trzeba było mu wyjaśnić).

- To zajmie tylko chwilę, kochanie, obiecuję - wyszeptał mu do ucha Harry.

Zaufanie, jakim Louis darzył Harry’ego, było niewiarygodne i sprawiło, że powoli wypuścił bawełnianą tkaninę i cofnął się od swojego chłopaka, którego przytrzymywał. Skinął powoli głową, a jego oczy posmutniały jak u małego szczeniaka, kiedy Harry powstał na nogi. Uśmiechając się po raz ostatni i mówiąc szybkie „kocham cię”, opuścił pokój, bawiąc się swoimi kluczami od samochodu. Harry chciałby móc wziąć Louisa ze sobą, ale wiedział, że zachowywałby się on jak jego chłopak, a tego jego staromodna babcia by nie pochwaliła.

Bez swojego całuśnika Louis poczuł się niewygodnie - na tyle, że musiał pokręcić się trochę, by przyjąć wygodną pozycję, chociaż niezręczność znajdowała się w środku. Słuchał trzech chłopaków przed sobą rozmawiających o czymś, co dotyczyło słowa szkoła oraz ludzi, o których Louis przypuszczał, że do niej chodzili.

- Czy Harry już wrócił? - przerwał ich konwersację, nie uznając tego za niemiłe. Umiejscowił dłonie na udach i ścisnął je, spychając ręce w dół do kolan. To, jak czuł się bez Harry’ego praktycznie bolało i nie chciał już dłużej czuć się tak samotnie.

- Wyszedł dopiero pięć minut temu - parsknął Niall, sięgając ręką pod łóżko, żeby wyciągnąć plecak.

Louis zmarszczył czoło, lekko sfrustrowany, że pozostali nie rozumieli, iż będąc bez Harry’ego cierpiał. Ale zdecydował się choć raz pozostać cicho, obserwując, jak Niall wyciąga okazałą butelkę przejrzystego płynu. Pomyślał, że to woda. Wyciągnął po nią zachłannie ręce. Zapał nowego chłopaka sprawił, że Niall uniósł brew, zerkając na Zayna i Liama, którzy również byli zaskoczeni desperacją.

Louis się niecierpliwił, ale pomyślał, że nie wręczyli mu napoju, ponieważ musiał użyć manier, tak jak nauczył go Harry.

- Poproszę?

I po wypowiedzeniu tego słowa, Niall z wahaniem podał butelkę do Louisa, patrząc z przyjemnością, jak Louis odkorkował butelkę i przystawił jej koniec do ust. Odchylił głowę do tyłu, wlewając sobie do buzi kilka dużych łyków.

- Hej! - zawołał Liam, podciągając się z łóżka i z dala od Zayna, żeby zabrać od niego butelkę.

Louis niemal mu za to podziękował. I zrobiłby to, gdyby nie piekły go usta. Bardzo bolały i Louis z miejsca wiedział, że to, co wypił, nie było wodą. Jego buzię opuściło kilka suchych kaszlnięć i westchnięć, gdy do oczu wstąpiły mu łzy. Nie miał pojęcia, co to było, ale wiedział, że potrzebował teraz Harry’ego; wiedział, że Harry powstrzymałby go i nakrzyczał na Nialla za dopuszczenie do tego wszystkiego.

- Wiedziałem, że picie nie jest dla ciebie. Do diabła, nikt tak nie pije wódki, Louis. Nawet ja - wyjaśnił mu Niall, ale Louis mógł stwierdzić, że blondyn wstrzymywał śmiech.

Louis zmarszczył czoło po raz, jak się wydawało, milionowy, szybko przecierając oczy dłonią, żeby oczyścić je z zawstydzających łez, które niemal z nich wypłynęły.

- Co to jest? - zaskrzeczał ochryple.

- Alkohol. Z którym najwyraźniej sobie nie radzisz - uśmiechnął się głupawo Zayn, siedząc teraz na podłodze pomiędzy Niallem a Liamem.

Louis zmarszczył na niego brwi, nieświadomie zaciskając ręce w pięści.

- Poradzę sobie. Jestem najdzielniejszym chłopcem w Niby… - urwał, przypomniawszy sobie, że rozmawianie o jego domu z kimkolwiek oprócz Harry’ego było niedozwolone.

- Dzielnym? - Uśmiech Zayna był dla niego niemal irytujący.

- Tak - nacisnął Louis uparcie, ponownie wyrywając butelkę Liamowi.

- Louis, nie sądzę, żebyś powinien pić. Wiem, że to oczywiste, że nie wypiłeś w swoim życiu zbyt wielu drinków, dlatego uważam, że najlepiej dla ciebie będzie, gdy poczekasz na Harry’ego - namawiał go Liam, ale było za późno.

Louis nabierał głębokie łyki gorzkiego alkoholu, pokasłując kilkukrotnie, aby pozbyć się palącego uczucia w gardle. Trzej chłopcy patrzyli z respektem i rozbawieniem, ale szybko odciągnęli daleko butelkę, kiedy uświadomili sobie, że potrzebowali też trochę dla siebie.

Harry wszedł do małego pokoju pół godziny później, a jego oczy wylądowały na Zaynie, który siedział okrakiem na szerokich biodrach Liama, prowadząc jego muskularne dłonie do określonych części swojego ciała, gdy wymieniali kilka odgłosów przyjemności. Następnie zauważył Nialla skupiającego się na grze w FIFĘ, co szło mu naprawdę okropnie. Ręce Louisa chwytały kurczowo jego udo, dopingując najlepszego kumpla Harry’ego w jego grze na Xboxie.

- Spójrz na te malutkie ludziki! - sapnął Louis ze zdumieniem, a jego oczy były wielkie, gdy obrazy na ekranie błyskały szybko między ujęciami.

Harry wpatrywał się w swojego chłopaka, czując się lekko zazdrosnym, że jego ręce były połączone z Niallem, a nie z jego własnymi. Odchrząknął, zwracając na siebie uwagę jednie Louisa, kiedy głowa chłopca odkręciła się i jasny uśmiech przejął jego twarz.

- Harry! - zawołał Louis, stając na nogi i potykając się o nieduże przedmioty na podłodze sypialni, dopóki Harry’emu nie udało się go złapać.

Mając go w swoich ramionach, ich usta szybko złączyły się ze sobą, kiedy Louis przyciągnął twarz Harry’ego do swojej. Jego ręce były wplątane głęboko w loki młodszego chłopaka, a język forsował sobie drogę przez linię jego ust. Słodki jęk opuścił Louisa, kiedy ich języki prześlizgnęły się po sobie, pobudzając wrażenie w każdym calu jego ciała. Naraz, poprzez bycie ekstremalnie świadomym oraz podekscytowanym, Louis stał się napalony i potrzebujący jak chuj.

Harry mógł wyczuć alkohol w ustach Louisa i pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było przerwanie gorącego pocałunku.

- Co chłopaki ci dali?! - wysyczał.

Niall zerknął znad swojej gry, kiedy usłyszał ostre pytanie Harry’ego, natychmiastowo odrywając się od zajęcia i wybuchając śmiechem.

- Jesteś zajebiście seksowny, gdy się złościsz.

Louis zacisnął ręce na delikatnym materiale koszulki Harry’ego, marszcząc go, gdy obrócił się lekko, by zwrócić się twarzą do Nialla.

- Zamknij się. Jest mój. To ja jestem jego całuśnikiem. - Nigdy w życiu nie brzmiał tak niemiło. Zagłębił palce za kołnierzykiem koszulki Harry’ego, ściągając materiał w dół, żeby odsłonić liczne malinki. - Widzisz je? Ja to zrobiłem. Naznaczyłem go. Jest mój.

Niall po prostu kontynuował śmianie się, wracając wzrokiem do telewizora, gdy Louis wciąż parował ze złości. Harry zdecydował, że będzie dla niego najlepiej, gdy na chwilę znajdzie się z dala od ludzi, więc poprowadził swojego chłopaka do łazienki w głębi korytarza, zamykając za nim drzwi. Otworzył szafkę przy umywalce, mając nadzieję znaleźć ręcznik, który mógłby zwilżyć i przyłożyć do skóry Louisa, żeby go uspokoić.

Plany Harry’ego szybko spaliły na panewce, kiedy jego plecy zostały przyciśnięte do drewnianych drzwi, a szyja do wilgotnych ust.

- Lou - wydał z siebie, biorąc w ręce jego biodra. - To, co zrobiłeś, było złe, rozumiesz? - Starał się dać mu małą lekcję moralną, ale sposób, w jaki oddech oraz usta Louisa padały na jego szyję, doprowadzał go do szaleństwa. - Picie tego było złe.

Louis wbił pięty w płytki na podłodze, uzyskując nacisk, którego potrzebował, aby naprzeć swoimi biodrami na biodra Harry’ego.

- Jestem zły? - zapytał bez tchu, nie zdając sobie sprawy, że to, co mówił, natychmiastowo działało na Harry’ego. - Źli chłopcy wpadają w kłopoty, prawda? - odezwał się, po czym zajęczał cicho, z wprawą ocierając się biodrami o drugiego chłopaka, w najbardziej obscenicznym rytmie z możliwych. - Jak Niall w waszej szkole, on był zły. Wpadł w kłopoty. Jak to się nazywało?

- Był ukarany. - Harry wydał odpowiedź po długiej chwili ciszy, wciskając opuszki palców w biodra Louisa, gdy ich erekcje rosły w równym tempie.

- Czy ja też zostanę ukarany? - zapytał starszy chłopak z powagą, nieświadomy nieprzyzwoitych rzeczy, które mówił.

Harry opuścił głowę na drzwi, wypuszczając pod nosem przekleństwo, ponieważ to, jak Louis brzmiał tak autentycznie niewinnie w swoich słowach było, kurwa, podniecające i Harry chciał więcej. Jego wielkie ręce omiotły pośladki Louisa, wbijając opuszki w skórę pod materiałem. Ściskał palcami jego tyłek, gdy ich biodra bez ustanku ocierały się o ciebie, miednice dopasowywały się do siebie niczym kawałki puzzli.

- Nie chcę być ukarany. Jestem grzeczny, obiecuję. Grzeczny - przemówił bezcelowo Louis, odurzonymi słowami, kiedy skrył twarz w szyi Harry’ego.

Harry sprowokował sprośną rozmowę.

- Jesteś grzecznym chłopcem? Grzecznym dla mnie?

Louis przytaknął w kark Harry’ego, wydając z siebie głośne jęki, kiedy poczuł, że zbliża się do orgazmu.

- Bardzo grzecznym. Jestem grzecznym chłopcem. Dla ciebie, Harry. Grzecznym - zakwilił, zagłębiając paznokcie w ramionach Harry’ego.

Uczucie orgazmu skręciło mu żołądek i zakręciło w głowie, która i tak była otumaniona od alkoholu, który tłoczył się w jego organizmie. Ich wspólne ruchy stały się gorączkowe, a wydawane przez nich dźwięki nadmiernie głośne bez toczenia się nieprzyzwoitej rozmowy, ponieważ Harry wiedział, że nie byłby w stanie znieść więcej niewinnych słów Louisa. Naprawdę podobało mu się niewinne zachowanie jego chłopaka.

Harry doszedł jako pierwszy, wypuszczając finałowy jęk satysfakcji, kiedy substancja przeniknęła przez jego bokserki oraz dresy. Już wkrótce na dresach Louisa odbiła się taka sama plama, a jego jęk był trochę wyższy, niż Harry’ego.

Teraz Harry musiał się martwić o to, jak on i jego poplamiony spermą, odurzony alkoholem chłopak, mają dostać się do jego domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz