- No chyba żartujesz… – Harry był pierwszy, który przerwał niezręczną ciszę.
- Dlaczego miałbym kłamać w tej sprawie Harry?! – Louis przebiegł palcami po włosach, pociągając końcówki, kiedy stawał się coraz bardziej zestresowany.
- O kurde! Dobra robota, stary! – Niall podszedł do chłopaka i klepnął go w plecy, gratulując. Louis odpowiedział mu, odwracając się i chwytając blondyna za ramiona.
- Nie! On był tak bardzo pijany, Ni! Zapewne przeraził się na śmierć, kiedy obudził się obok mnie! – Louis potrząsnął nim, kiedy mówił.
- Byłeś na dole czy na górze? – Loczek uśmiechnął się, kiedy zapytał.
- Pozwoliłem mu…nieważne, Harry! Wszystko spieprzyłem! – Louis puścił Nialla, aby wskazać gniewnie palcem na zielonookiego chłopaka.
- Nie, on pieprzył siebie…
- HARRY! – Louis wyglądał, jakby mógł udusić loczka w tym momencie, a Niall po prostu się zaśmiał. – Nie czas na twoje pyskate żarty! W ogóle mnie nie wspieracie, potrzebuje pomocy!
- Dobrze.. u licha! Nie powinieneś być szczęśliwy? Właśnie przespałeś się z facetem swoich marzeń, Lou! – Niall próbował trochę go rozweselić.
- Chciałem to zrobić, ale nie tak. Wszystko źle poszło. Nie mogę nic poradzić na to, że czuję się jakbym go wykorzystał. Na pewno mnie nienawidzi – westchnął Louis, kiedy upadł na krzesło.
- To nie tak, że go zgwałciłeś… to znaczy, spójrz na swoją szyję. On oczywiście też brał w tym udział. – Harry wskazał fioletowe ślady pokrywające skórę Louisa.
- On był pijany, nawet nie wiedział co robi. – Szatyn ułożył łokcie na stole i ukrył twarz w dłoniach.
- Wiedział, co robi… Rozmawiałem z nim zeszłej nocy – powiedział loczek, kiedy usiadł naprzeciwko chłopaka.
- Co?! – Louis odwrócił się, aby spojrzeć szeroko otwartymi oczami na przyjaciela.
- Tak, powiedział mi, że cię lubi. – Loczek zwyczajnie wzruszył ramionami.
- On mnie lubi? – Louis zaśmiał się wariacko. – Przecież jest hetero!
- Nie, nie jest i wiesz o tym. Już wcześniej o tym wiedziałem, zwłaszcza po tym jak na ciebie patrzy. Otwórz oczy, Lou – Niall usiadł obok chłopaka, kiedy mówił.
- Czemu jestem taką ciotą? – Szatyn spojrzał na dwójkę przyjaciół.
- Przychodzi ci to naturalnie – zaśmiał się Harry.
- Dziękuję, naprawdę. – Louis przewrócił oczami.
- Nie ma za co – odpowiedział loczek z zadowolonym z siebie uśmiechem.
- Co mam zrobić? – zapytał Louis. Naprawdę nie wiedział, jak to naprawić. Dlaczego pozwolił, aby się to stało? Powinien to zatrzymać… Co on sobie do cholery myślał?
- Nie mam pojęcia Lou. I oprócz mądrych komentarzy na temat twojego tyłka, nie sądzę, żeby Harry wiedział – przyznał Niall.
- Znam kogoś, kto mógłby pomóc. – Louis wstał i poszedł do swojego pokoju. Chwycił telefon, który leżał na stoliku i przejrzał kontakty, zatrzymując się kiedy znalazł, to czego szukał. Nacisnął przycisk ‘połącz’.
- Halo? – odezwał się łagodny, głęboki głos.
- Liam, potrzebuję twojej pomocy.
- Louis? Co jest? – zapytał trochę zdezorientowany Liam.
- Zayn jest w domu?
- Tak, właśnie śpi. Czemu? Chcesz z nim porozmawiać?
- Nie… Mówił ci coś..?
- Powiedział, że został u ciebie, spał na kanapie, a potem wrócił do domu. To wszystko. Dlaczego?
- Jak się zachowywał?
- Był cichy, jakby czymś się przejmował. – Brwi Liama złączyły się w zdezorientowaniu, kiedy trzymał telefon przy uchu.
- Liam, potrzebuję pomocy. Mam problem.
- Co jest? Martwisz mnie Lou – powiedział delikatnie Liam.
- Zayn i ja…spaliśmy razem.. – westchnął Louis, zastanawiając się czy dobrze robi, mówiąc mu to. Między nimi trwała teraz cisza, z wyjątkiem cichego szumu telefonów, których używali.
- Ah… – Liam wreszcie przerwał ciszę, która wydawała się trwać wieczność.
- Co do cholery mam zrobić, Li? – Szatyn myślał, że chłopak będzie jedynym, który mógłby mu pomóc, ale ta nadzieja coraz bardziej blaknęła.
- To była tylko kwestia czasu…
- Co?! – Louis podniósł głos, czy tylko on brał to na poważnie?
- To znaczy, mógłbym powiedzieć, że on cię lubi, non-stop o tobie mówi…
- Naprawdę? – Louis nic nie mógł poradzić, że uśmiechnął się na tą wiadomość. Jak taki ktoś, jak Zayn mógł o nim mówić?
- Ta… czasami było to trochę wkurzające. Pytał się czy zaprosimy ciebie i chłopaków i czy słyszałem coś o tobie.. – powiedział zwyczajnie Liam.
- Nie mów, że ci mówiłem! Udawaj, że nie słyszałeś, że my…no wiesz. – Louis zaśmiał się, kiedy mówił, nadal niezdolny, aby zmyć uśmiech ze swojej twarzy.
- Dobrze, nie powiem.
- Powinienem zadzwonić do niego później? – Louis przygryzł wargę, nadal nie wiedząc, czy Zayn chciałby z nim rozmawiać.
- To zależy od ciebie, Lou. – Liam także nie znał odpowiedzi na to pytanie. Zayn był zazwyczaj bardzo skryty, więc chłopak rzadko wiedział, co chodzi po jego głowie.
- Właściwie.. mogę wpaść potem?
- Jasne Lou… jeżeli chcesz. Później wychodzę, ale Zayn niczego nie planuje.
- To do zobaczenia!
- Dobrze. – Liam westchnął delikatnie. Louis zazwyczaj nie zachowywał się, jak paranoiczny typ, nie był przyzwyczajony być w takim stanie. Rozłączył się i zatonął w myślach. Co on do cholery robi? Czy nie lepiej byłoby zostawić Zayna po prostu samego? Nie.. Zaszło to już za daleko. Nie byłby zdolny zaprzestać spotkań z mulatem.
-
Louis był zdenerwowany, delikatnie mówiąc. Z obawą stał przed drzwiami mieszkania Zayna i Liama. Nie był w stanie zebrać w sobie tyle odwagi, aby zapukać. Właśnie podniósł pięść, aby puknąć w drzwi, kiedy usłyszał za sobą głos.
- Lou? – zapytał Zayn. Szatyn obrócił się, aby zobaczyć go z papierosem w zaciśniętych ustach.
- Uh.. Cześć, Zayn – wydusił z siebie Louis, kiedy mulat rzucił niedopałek na podłogę, po czym zdepnął go stopą. Podszedł bliżej, stając teraz obok szatyna.
- Co tu robisz….? – zapytał Zayn, kiedy Louis odsunął się trochę, aby chłopak mógł otworzyć drzwi.
- Przyszedłem z tobą porozmawiać. – Szatyn spojrzał na mulata, który nadal unikał jego wzroku. Jego brwi były złączone razem, jakby odkluczanie drzwi było najtrudniejszym zadaniem, które musiał wykonać. Jego oczy były skupione na kluczu w dłoni. – Zayn. – Louis próbował skupić jego uwagę na sobie, po czym instynktownie ułożył dłoń na jego ręce. Mulat wzdrygnął się i odciągnął swoją dłoń, pozostawiając klucz w zamku.
- Spójrz – sapnął Zayn i spojrzał na Louisa, który wyglądał na zranionego. Mulat nie chciał zasmucać pięknego, radosnego, zabawnego Louisa. Nie. On nawet nie myślał o szatynie w ten sposób… Był hetero, Louis był tylko przyjacielem i nie chciał go ranić, ani wiedzieć go zranionego. To było to. – Co to ostatniej nocy… – głos Zayna obniżył się kiedy mówił, a to samo stało się z jego głową. Patrzył na podłogę, niezdolny aby spojrzeć w niebieskie tęczówki wijącego się przed nim Louisa. Potem mulat wymamrotał słowa, których szatyn z pewnością nie chciał usłyszeć. – Byłem pijany, nie myślałem. To nic nie znaczyło… wiem, że teraz będzie niezręcznie… – Zayn przejechał dłonią po swoich włosach. Louis był zraniony, delikatnie mówiąc. Z pewnością nie mogło to nic znaczyć. To nie on zainicjował to wszystko, Zayn to zrobił. To mulat pogłębiał coraz bardziej pocałunki, a potem zaproponował przeniesienie się do mieszkania Louisa. Niespodziewanie złość zaczęła rosnąć w szatynie. Nigdy w życiu tak się nie czuł. Wcześniej miał swoje humorzaste dni, ale to była różnica.
- Jeżeli to nic nie znaczyło, to nie będzie niezręcznie – powiedział Louis przez zaciśnięte zęby.
- No więc nie jest. Udawajmy, że to się nie wydarzyło. – Zayn wzruszył ramionami, próbując zachowywać się zwyczajnie.
- Nie będziesz mógł udawać do końca – wydusił z siebie Louis, kiedy mulat wreszcie otworzył drzwi do mieszkania.
- Udawać co? – zapytał ciemnowłosy chłopak, kiedy wyciągnął klucz z zamka.
- Udawać, że nie jesteś zdezorientowany – Louis uniósł jedną brew. Zayn był naprawdę zmieszany. Tak, facet, który jest hetero mógłby przespać się z dziewczyną, kiedy był pijany… Ale mógłby być tak nierozważny i pieprzyć się z kimś tej samej płci? Nie, zwłaszcza kiedy teraz wszystko pamięta. Widocznie nie był, aż tak pijany, skoro mógł teraz odtworzyć te wszystkie wydarzenia.
- Nie jestem zmieszany i ty też nie możesz długo udawać. – Zayn wskazał palcem klatkę piersiową, prawie ją dotykając. Teraz Louis był zdezorientowany…
- Udawać co, Zayn? – Szatyn przeniósł swój ciężar na drugą nogę, przyciągając dłoń do ust, podkreślając przemienienie swojego nastroju na jeszcze bardziej wściekłego.
- Udawać, że coś może się między nami wydarzyć. Udawać, że ja czuję coś do ciebie. – Głos Zayna przepełniony był niestosownym gniewem i to sprawiło, że Louis znalazł się na granicy. Zanim się zorientował, podniósł stopę, aby kopnąć nią w krocze Zayna. Usłyszał bolesne chrząknięcie wychodzące z ust opalonego chłopaka, który za chwilę upadł na kolana, chwytając swoją pachwinę.
- Co do cholery, Louis?! – zakrztusił się Zayn całkowicie oszołomiony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz