***
Louis przeskanował wzrokiem nowe otoczenie, sceptyczny względem tego, co w nieoczekiwanym czasie mogło się wydarzyć. Spojrzał na lodówkę - to ta rzecz, która utrzymywała wszystko zimne. Zlew dawał wodę, po prostu tak, jak robiło to jezioro Clearwater w Nibylandii. Garnki i patelnie przeznaczone były na jedzenie, o czym już wiedział, zważając na to, że Dzwoneczek posiadała mniejszą wersję wszystkich przyborów kuchennych ze stali. Nie miał pojęcia, co znajdowało się w licznych drewnianych szafkach, ale zakładał, że coś ważnego. Następnie na powrót skupił swoją uwagę na piekarniku, kuchence i mikrofalówce. Te trzy urządzenia wciąż wprawiały go w zdezorientowanie, ponieważ każde podgrzewało jedzenie, więc komu były one potrzebne wszystkie naraz?
Harry był w środku przygotowywania składników, których mieli użyć do przyrządzenia pizzy na obiad. Jego chłopak nie paplał mu do ucha, zamiast tego milczał. Cisza i Louis nigdy nie były dobrą rzeczą.
- Lou, wszystko okej? - zapytał, krojąc w kostkę oliwki bez pestek do miski, gdy przemówił.
- Tak - wyszczerzył się Louis w odpowiedzi i od tyłu owinął wokół niego ramiona, opierając czoło w zagłębieniu pomiędzy łopatkami swojego chłopaka. Zamruczał miękko, bawiąc się materiałem koszulki Harry’ego, gdy starał się rozproszyć swoją uwagę za pomocą zapachu, jaki oferował chłopak. Unosząc podbródek, złożył dolną część twarzy na jego ramieniu, co dało mu jasne spojrzenie na zewnątrz małego, kuchennego okna. Zmarszczył brwi, skupiając się na postaci po drugiej stronie podwórka, która trzymała coś w rodzaju srebrnej broni.
Louis sapnął cicho, chwytając biceps Harry’ego, żeby pociągnąć go w dół na wykafelkowaną podłogę. Chłopak zmarszczył brwi, kiedy jego plecy zderzyły się z szafkami, a tyłek uderzył o podłogę, otwierając usta, żeby sprzeciwić się postępowaniu Louisa.
- Ci! - nakazał Louis, surowo przyciskając palec wskazujący do jego warg. - Coś tam jest - wyszeptał, kiwając głową w stronę podwórka.
Harry natychmiast zrozumiał, że była to prawdopodobnie wiewiórka albo inne nieszkodliwe zwierzątko, na punkcie którego Louis był przesadnie paranoidalny.
- Lou - westchnął ciężko, podciągając się na nogi, by wyjrzeć przez okno nad zlewem. - To tylko moja sąsiadka. Wystawia ciasto na zewnątrz, żeby ostygło, widzisz? - zaoferował swoją wielką rękę mniejszej dłoni, pomagając drobnemu chłopakowi stanąć na nogach, gdy tylko ich ręce zostały ze sobą ściśnięte.
Louis przycisnął obronnie swoje ciało do Harry’ego, zerkając przez okno i widząc panią w średnim wieku, ustawiającą parujące ciasto na parapecie swojej werandy.
- Oh - wyszeptał.
Harry zachichotał i złożył pocałunek na jego skroni, łaskocząc go po nosie materiałem błękitnej czapki, którą nosił.
- Przejdźmy do gotowania, dobrze?
Dzbanek matowego, pomarańczowego płynu stał na środku stołu, kiedy Louis patrzył na niego i zastanawiał się, jak nowy napój mógł smakować. Pocierając ręce, odpędził pragnienie sięgnięcia po dzbanek, wiedząc, że Harry zakazał mu robienia czegokolwiek bez poproszenia o pozwolenie. Ta zasada sprawiała, że czuł się jak dziecko, ale rozumiał, jak niesforny potrafił czasami być.
- Czy mogę tego spróbować? - pochylił się, żeby wyszeptać do chłopaka obok siebie, w odpowiedzi otrzymując skinienie głową.
- Więc, Louis, skończyłeś już szkołę? - Anne zainicjowała rozmowę, sięgając po porcelanowy talerz, żeby nałożyć sobie kawałek pizzy.
Louis poczuł szeroki uśmiech ciągnący kąciki swoich ust, ponieważ usłyszenie słowa „szkoła” sprawiło, że pomyślał o Harrym. Harry chodził do szkoły.
- Tak - odpowiedział instynktownie.
Swoją natychmiastową odpowiedzą zaskoczył Harry’ego, który sięgnął pod stół, żeby kilka razy potrzeć go z aprobatą po udzie, po czym nalał chłopakowi trochę pomarańczowego soku, na który ten miał ochotę wcześniej.
- Masz śliczne oczy, Louis - skomentowała Gemma, uśmiechając się po przyjacielsku. Louis wiedział, że była siostrą Harry’ego, co zresztą sam mógł powiedzieć. Mieli wiele podobnych cech wyglądu, które czyniły Gemmę również bardzo ładną.
- Ty też! - zaćwierkał radosnym głosem. - Wszystkie macie piękne oczy, dokładnie takie jak Harry.
Harry poczuł ciepło skradające się po boku jego szyi, gdy uśmiechnął się w dół na swoje jedzenie, wyczuwając na sobie wzrok swojej mamy. Wiedział, że ona także się uśmiecha.
Siedząc, Louis wymachiwał nogami do przodu i do tyłu - nigdy nie potrafił usiedzieć długo w miejscu. Szczególnie wtedy, gdy chłopak, w którym był zakochany, siedział tuż obok niego i którego nie mógł obdarować go pocałunkami. Ani dotknąć. Anne i Gemma zaangażowały się w rozmowę na temat kilku przyjaciół Gemmy oraz głupich rzeczy, które zaplanowali. Louis zrozumiał większość z tego, o czym mówiły, ale nie znał nowych słów jak „bar”, „martini” czy „migdalić się”. Więc pozostał cicho, jedząc swoją pizzę w odpowiedni sposób, tak jak to robił Harry. Uwielbiał patrzeć, jak Harry je; na sposób, w jaki jego język wysuwał się z buzi, zanim znalazło się w niej jedzenie, a także na pewne okrężne ruchy jego ostrej szczęki, kiedy zaciskał zęby na pizzy. Ale rozmowa w końcu zamarła i słychać było jedynie odgłos przeżuwania i przełykania napojów.
- Twój syn jest świetnym całuśnikiem - ogłosił Louis z dumą, uśmiechając się słodko do Anne.
Mięśnie w tyle gardła Harry’ego niemal zacisnęły się na soku pomarańczowym, który miał w ustach, zmuszając go do krótkiego kaszlnięcia, zanim zdołał przełknąć resztę. Poczuł kłujące łzy w oczach z powodu kwasku cytrynowego, zalewającego jego wrażliwe dziąsła, a wtedy mała dłoń znalazła się na jego wielkich plecach, pocierając je uspakajająco, gdy usłyszał słowa „Wszystko dobrze?” wyszeptane niepewnym tonem.
Podniósł rękę, żeby napotkać udo Louisa, ściskając je lekko, aby mieć pewność, że chłopak pozostanie cicho. Jego zielone oczy przeniosły się na mamę, która uśmiechała się z zadowoleniem z powodu tego, co właśnie powiedział Louis. To nie tak, że była zła lub zakłopotana; to był raczej uśmiech triumfu, ponieważ wiedziała, że pomiędzy nimi coś się działo. Czuła po prostu, że to dosyć dziwne, iż ten uroczy nowy chłopak musiał podzielić się tą informacją z rodziną Harry’ego przy obiedzie.
- Jest bardzo niezdarny, prawda? - uśmiechnął się szeroko Louis, po czym umiejscowił własną rękę na czubku bladej dłoni Harry’ego, która wciąż ściskała jego udo.
Gemma parsknęła śmiechem, pozwalając opinii Louisa pociągnąć się kilka lat wstecz, aby opowiedzieć mu zawstydzające historie z czasów, kiedy Harry był młodszy i ekstremalnie niezdarny.
Harry się nie odzywał, okazjonalnie rzucając dla żartu swojej siostrze mordercze spojrzenie, żeby zapewnić ją, że uważał, kiedy tak naprawdę ledwo słuchał. Przede wszystkim skupiał się na sposobie, w jaki Louis nawiązywał kontakt z jego rodziną, z ludźmi, którzy mieli dla niego największe znaczenie - oprócz jego samego - i było to naprawdę fantastyczne uczucie. Jego mama i siostra zazwyczaj witały z otwartymi ramionami każdego, kogo przyprowadził do domu, jednak tym razem było inaczej. Prawdopodobnie dlatego, że niektóre z rzeczy, które Louis powiedział, były absolutnie absurdalne i wywoływały u wszystkich śmiech, ale Harry był wdzięczny, że pozwalały mu paplać wystarczająco długo, ponieważ zwyczajnie kochał ten szorstki głos.
- Harry, mogę z tobą porozmawiać, kochanie? - zapytała Anne miękkim tonem, gdy szorowała brudne naczynia.
Harry rzucił okiem na Louisa i Gemmę trajkoczących w salonie i po cichu modlił się, by chłopak nie poruszał niczego na temat swojego prywatnego życia w Nibylandii, i że to Gemma rozprawiała o sobie. Udał się do kuchni i wziął ociekającą ściereczkę oraz suchy ręcznik, zaczynając wycierać niechcianą wodę
- Tak? - sprowokował rozmowę, odkładając teraz suche naczynie, aby odstawić je później.
- Co tak naprawdę jest pomiędzy tobą i Louisem? Wiem, że jesteś osiemnastoletnim chłopakiem, chcesz zatrzymać swoje „prywatne życie” i nie chcesz, aby twoja mama zadręczała cię na jego temat, ale… jestem po prostu naprawdę ciekawa - posłała mu uśmiech, który praktycznie odzwierciedlał jego własny.
Harry odwrócił spojrzenie od kobiety obok, kontynuując osuszanie kolejnych talerzy. Przez chwilę się nie odzywał, rozmyślając nad słowami.
- Jestem w nim zakochany - odezwał się delikatnym tonem, nie wiedząc, jak inaczej wyjaśnić swoje uczucia do Louisa.
Przez dobrych kilka minut panowała cisza, jedynym dosłyszalnym dźwiękiem był odgłos naczyń brzęczących o zlew i blat oraz przyciszony śmiech Louisa i Gemmy z drugiego pokoju. Anne nacisnęła rączkę zlewu, zatrzymując wodę przed wylewaniem się z kranu. Wplątała ręce w ręcznik, który trzymał Harry i oparła się o blat, patrząc na swojego syna. Chłopak o kręconych włosach położył ręcznik na szafce i wbił wzrok w mamę, natychmiast czując brzęczenie paniki w żołądku - coś, czego od dawna nie czuł w pobliżu kobiety. Był bardzo otwarta w stosunku do jego zainteresowania zarówno chłopcami, jak i dziewczynami, ona i Gemma zaakceptowały go kilka lat wcześniej bez żadnego problemu. Ale co nie tak było z Louisem? Jeszcze kilka minut temu wszystko szło doskonale, a teraz Harry modlił się, aby kobieta jego także zaakceptowała. Chwilę potem poczuł parę ramion owijającą się wokół niego. Nie były ciepłe i mocne jak normalny uścisk Louisa, ale raczej słodkie i delikatne, po prostu tak, jak powinna przytulać mama.
- Naprawdę go lubię - powiedziała, zanim ścisnęła subtelnie swojego syna. Niepewnością napawał ją jedynie fakt, że Harry nigdy wcześniej nie wspomniał o tym promyku słońca. Naprawdę chciałaby od dawna znać Louisa, ponieważ wniósł on tę wspaniałą energię do rodziny i ich domu; coś, czego ogromnie potrzebowano.
- Ja też - zachichotał Harry, po czym ścisnął kruche ciało mamy i przerwał uścisk, który zapewnił go, że Louis był tutaj mile witany.
Miał tylko nadzieję, że jego przyjaciel czuł to samo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz