Tej nocy Harry zabrał Louisa z domu.
Dokończył obiad z rodziną, ze swoją ręką dumnie splecioną z dłonią Louisa na blacie stołu i nawet pocałował go w policzek, kiedy chłopak położył mu na talerzu kolejny kawałek pizzy. Jego skóra zarumieniła się leciutko, a Anne poniosła porażkę w powstrzymywaniu szerokiego uśmiechu. Odpowiedź na to, dlaczego Harry był ostatnio tak przepełniony euforią, znajdowała się tuż przed jej oczami. Grzecznie zwolnili się z kolacji i Harry poinformował je, że wybierali się do domu Nialla. Oczy Louisa rozświetlił jasny błysk na wiadomość, że mieli zobaczyć jedynego z przyjaciół Harry’ego, którego imię rzeczywiście znał.
Harry wspomniał Louisowi o Niallu zaledwie kilka razy, ale jego imię oraz entuzjastyczny opis osobowości przylgnęły do chłopaka (a także fakt, iż to przez niego Louis nauczył się, czym była masturbacja). Przypomniał sobie zdjęcie blond włosów i brązowych odrostów w telefonie Harry’ego, i już mógł dopasować imię do twarzy. Harry trzymał go za rękę, gdy szli ulicą, a Louis zadawał pytania o to małe miasteczko. Jego oczy bez ustanku poruszały się po wszystkich nieznanych rzeczach, które go otaczały - domach, sklepikach, ulicach, samochodach.
- Dlaczego jest ich tak wiele, Harry? Czy wszyscy mieszkają w jednym? Są śliczne.
- Wyglądają jak małe robaczki! Po co im koła?
- Więc dają ci tam rzeczy do jedzenia? Trzeba za nie płacić? Inni ludzie dla ciebie gotują?
- Ale ładnie pachnie!
Harry posiadał wytłumaczenie dla każdego z jego pytań i dwadzieścia minut później, kiedy znajdowali się po drugiej stronie miasteczka, Louis wiedział wszystko, czego potrzebował o Holmes Chapel. Zrozumiał pojęcie jezdni, samochodów, które jeździły wzdłuż nich, domów po ich bokach, sklepów w centrum miasta oraz tego, co było w środku tych sklepów. Jego twarz płonęła czystym szczęściem, dumą z samego siebie i radością, że Harry mógł go nauczyć wszystkiego o tych nowych rzeczach.
Skończywszy spacer, zatrzymali się przed drzwiami z gładkiego drewna i Louisowi było trochę zimno w samej luźnej koszulce i cienkich spodniach, ale na głowie miał swój kapelusz, a ramię Harry’ego obejmowało go w talii, więc nie mógł tak naprawdę narzekać.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał, z szeroko otwartymi oczami oraz jeszcze szerszym uśmiechem. Rozglądał się po nowym otoczeniu, gdy Harry nacisnął guzik po boku drzwi, który rozniósł po wnętrzu domu przed nim dzwoniący dźwięk. - Co to było?
Harry zaśmiał się i owinął mocniej ramię wokół szczupłej talii Louisa.
- Jesteśmy przed domem mojego przyjaciela, Zayna… zaprosił nas do siebie. - Harry pominął fakt, że technicznie rzecz biorąc Louis nie został zaproszony, ale i tak mieli być tam we czwórkę, więc co to za różnica, jeżeli dodatkowo kogoś przyprowadzi? - I to był dzwonek. Dzwonisz nim, dzięki czemu osoba w środku wie, że tu jesteś. Zupełnie jak wtedy, gdy pukasz w moje okno. Ale skoro dom jest większy, musisz mieć możliwość usłyszenia, dlatego ktoś wymyślił dzwonek.
- Oh - powiedział Louis, myśląc nad tym przez moment. - Okej.
Zanim mieli możliwość powiedzenia czegoś jeszcze, drzwi otworzyły się i stanął przed nimi Zayn, z przylizanymi włosami oraz w luźnych spodniach od dresu. Wystarczyło mu jakieś pięć sekund uważnej obserwacji Harry’ego - ułożenia jego ramienia, wyrazu twarzy - aby wiedział dokładnie, kim był Louis. Cóż, oczywiście nie z imienia, ale kim chłopak był dla Harry’ego. Głupi uśmieszek wypracował sobie drogę na jego twarz i Zayn zapytał gładko:
- Kto to taki, Haz?
- To Louis - odparł Harry, równie płynnie, owijając rękę odrobinę ciaśniej wokół pasa Louisa i wystukując rytm na jego biodrze.
- Miło cię poznać! - odezwał się Louis radośnie i wyciągnął do niego rękę.
- I nawzajem - mruknął Zayn, a w jego głosie pobrzmiewał ten wiedzący półton, który sprawiał, że Harry miał ochotę walnąć go w twarz, ale w przyjacielski sposób. Ten z rodzaju dobrych. - Jestem Zayn. - Louis wyszczerzył zęby. - Wchodźcie, jest zimno.
Więc Louis i Harry ruszyli za nim do środka i w górę po schodach, i przez chwilę Louis był lekko zdezorientowany, dlaczego wnętrze jego domu różniło się od wnętrza domu Harry’ego, ale Harry wyszeptał mu do ucha, że każdy dom był inny, dokładnie jak ludzie, zwierzęta, drzewa i rośliny. Wtedy Zayn posłał w ich kierunku kolejny uśmieszek, ale pacnięcie ręki Harry’ego o tył jego głowy starło mu go z twarzy (w głównej mierze). Harry pocałował Louisa w skroń.
Weszli do pokoju, gdzie siedziało dwóch innych chłopców i Louis natychmiast zauważył blond włosy.
- Czy to Niall? - zapytał w ucho Harry’ego. Chłopak przytaknął i w odpowiedzi na jego szeroki uśmiech oraz miękki ton, Niall i Liam przybrali nagle identyczne głupie uśmieszki, jaki oryginalnie należał do Zayna, i podczas gdy Louis był kompletnie nieświadomy reakcji malującej się na ich twarzach, Harry rzucił całej trójce gniewne spojrzenie i poprowadził chłopaka w stronę kanapy naprzeciwko łóżka Zayna. Na niej siedział Liam, otulony w przykrycia, i Zayn przepchnął się do niego, przesuwając nosem pod jego ramieniem i zwijając się przy jego boku. Harry opadł na kanapę, a Louis usiadł ostrożnie, niepewny co do tej grupy nieznajomych, przywierając do Harry’ego niczym klej i zagrzebując się w nim.
- Więc kto to jest? - powiedział głośno Niall, przyciskając plecy do komody Zayna, siedząc po turecku z paczką chipsów pomiędzy nogami.
- Jestem Louis! - zaćwierkał Louis, i chociaż czuł się leciutko skrępowany, to nie powstrzymało go przed byciem radosnym.
- Mam na imię Niall. Miło cię poznać - powiedział Niall, z ustami pełnymi chipsów, co było trochę grubiańskie, ale Louis sam był dosyć grubiański, więc jego uśmiech poszerzył się, a ciało rozluźniło.
- Jakie jest twoje imię? - zapytał Louis, kierując uwagę na chłopaka, który kreślił delikatne wzorki na ramieniu Zayna.
- Oh, jestem Liam! - zawołał tamten, a jego oczy były wielkie, brązowe i cieple, zachęcając Louisa do zaufania chłopakowi. Posłał mu lekki uśmiech i Louis odwdzięczył się tym samym, tylko że jego uśmiech był prawdziwy i mniej zbagatelizowany.
Harry spojrzał w dół i uśmiechnął się do niego czule; owinął rękę wokół jego ramiona i pocałował go w czubek głowy.
Louis uniósł spojrzenie, w sam raz by zobaczyć, jak Zayn kończy pocałunek, i wyrzucił z siebie:
- Wy też jesteście całuśnikami?
I spojrzenie, które posłał mu Zayn wystarczyło, by Harry wybuchł salwą śmiechu, dlatego powtórzył:
- Chce wiedzieć, czy jesteście parą.
- Oh - powiedział Zayn. - Tak, jesteśmy. - Na jego twarzy pojawił się uśmiech, całkiem z rodzaju usychających z miłości, który tak naprawdę nigdy jej nie opuszczał.
Następny odezwał się Niall.
- Żeby było fair, odpowiedzcie na to samo pytanie - rzekł, dla podkreślenia gestykulując ręką, z buzią pełną chipsów. - A jeżeli nie jesteście parą, to przynajmniej się pieprzycie.
- Jestem w nim zakochany, ty kutasie - wymamrotał Harry, ponieważ naprawdę nie chciał wyciągać na wierzch tej części swojej przeszłości.
- Mówi ten, który nie wierzył w miłość - zakpił Zayn. Harry spojrzał na niego spode łba. - Ale ludzie się zmieniają. Jestem szczęśliwy z twojego powodu. Ty też go kochasz, racja? - Zwrócił się do Louisa.
- Kocham go bardziej, niż gwiazdy! - wykrzyknął Louis, i tak, chłopaki prawdopodobnie w ogóle nie załapali tego porównania - nie wiedzieli, ile gwiazdy znaczyły dla Louisa, co się w nich mieściło - ale Harry i tak pocałował go powoli, ponieważ wiecie, ludzie się zmieniają, i Harry był wdzięczny, że znalazł kogoś, kto to w nim zapoczątkował.
A kiedy się rozdzielili, zobaczył gwiazdy w oczach Louisa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz