*Harry nigdy wcześniej nie widział sesji zdjęciowej, więc nie miał pojęcia, czego mógł się spodziewać, kiedy pojawił się w poniedziałek rano o dziesiątej. Louis kręcił się ze swoim aparatem i rozkazywał ludziom, wokoło, którzy pracowali nad światłem i mnóstwem innych rzeczy, których nie potrafił nazwać, nawet gdyby chciał. Odszedł na kilka minut, odwiedzając garderobie, w której styliści włosów i makijażu rozmawiali znudzeni. Grzebał w kuferku z akcesoriami zabierając wianek z kwiatów, a potem zatrzymał się rozglądając się dookoła, żeby upewnić się czy nikt nie patrzy, zanim umieścił go na szczycie swojej głowy, odgarniając niektóre z jego loków z oczu.
- Co robisz? - Harry odwrócił się szybko z szeroko otwartymi oczami i był zaskoczony, kiedy coś błysnęły w jego twarz.
- Co to do cholery było? - zapytał. Louis przygryzł wnętrze swojego policzka, powstrzymując uśmiech.
- To się nazywa robienie zdjęć. Dlaczego masz na sobie wianek z kwiatów?
- Nie ma… - urwał sięgając by go zdjąć.
- Zatrzymaj go – powiedział Louis – To nikogo nie zabije – Harry pokiwał głowa.
- Dobrze. Um., jak… Mogę pomóc? - Szatyn wzruszył ramionami robiąc jeszcze kilka zdjęć chłopakowi z krótkich odstępach czasu.
- Przestań – powiedział młodszy z nerwowym uśmiechem – Wierz mi, nie chcesz mieć moich zdjęć na swoim aparacie.
Louis przejrzał zdjęcia, które zrobił i ponownie wzruszył ramionami.
- Kamera cię kocha – mruknął. Harry zaczerwienił się.
Nie.
Nie było mowy, żeby Louis z nim flirtował.
Nie ma mowy.
To po prostu… Się nie działo.
Naprawdę nie.
Nie.
- Możesz wyciągnąć mojego iPad z torby i sprawdzić pocztę? Cara ma tu być lada chwila – powiedział Louis zanim nie odwrócił się i odszedł. Harry chwycił urządzenie mężczyzny i podszedł do ławki i usiadł na obok niego, przeglądając jego e-maile.
- Czy to nie jest to, co powinien zrobić Zayn?
- Prawdopodobnie – powiedział Tomlinson, czyszcząc obiektyw swojego aparatu – Ale jego dziś nie ma.
- Więc, dlaczego tutaj jestem? - burknął Harry, na co Louis uśmiechnął się.
- Ponieważ wpakowałeś mnie w ten bałagan, musisz być tutaj ze mną przez cały dzień, nawet, jeśli nie będziesz miał tutaj nic produktywnego do roboty – powiedział mu.
- Wspaniale – mruknął Harry, przeglądając jego wiadomości i czytając je, w stosownych przypadkach, zanim Louis nie kazał mu przerwać. Kazał mu znaleźć herbatę dla niego i to nie było łatwym zadaniem. Zajęło mu to prawie pół godziny, aby znaleźć odpowiednią herbatę, albo przynajmniej taką, dzięki której Louis nie uderzy go w twarz (nie, żeby kiedykolwiek to zrobił, ale, to mógł być pierwszy raz). Kiedy znalazł Louisa, mężczyzna znowu był w centrum wszystkich pracowników, którzy tam pracowali i mieli nieszczęśliwe miny.
- Dobrze, więc – powiedział niebieskooki z westchnieniem – Cara nie przyjedzie. Więc…
- Co masz na myśli? - przerwał Styles, przepychając się przez ludzi, aby podać Louisowi jego herbatę. Szatyn spojrzał na swój telefon przez włożeniem do go kieszeni.
- Ona nie może tego zrobić. Więc mam przejebane. Anne mnie wywali i…
- Musi być inne wyjście. Znasz jeszcze kogoś, kto byłby w stanie pomóc?
- Nikt, Harry. Cara wyświadczała mi przysłu…
- Nie, musi być ktoś jeszcze. Do kogo mogę zadzwonić? Jak mogę pomóc? - Louis zmrużył oczy.
- Harry, nie możesz… - Harry złapał go za ramiona, aby nie rozlać herbaty i wyciągnął go z tłumu.
- Wszyscy po prostu… Idźcie coś robić. Spotkamy się tutaj za dziesięć minut – polecił Harry, ciągnąc Louisa wbrew jego woli do ławki, na której siedzieli wcześniej tego dnia.
- Harry, przestań – powiedział Louis, wyszarpując się – Po prostu przestań. Wylecę i…
- Nie, nie wylecisz – powiedział uparcie brunet – Mam zamiar to naprawić – Louis uniósł brwi.
- Serio? Nosząc wianek z kwiatów? - Chłopak wydął wargi, wahając się przed zdjęciem wianka z głowy i położeniem go obok siebie.
- Nie pozwolę ci wylecieć. Wpakowałem cię w to, i nie pozwolę ci wylecieć – Louis westchnął, patrząc na swoje dłonie.
- Nie zasługuje na twoją pomoc.
- Nie wiem, dlaczego tak uważasz, ale jesteś w błędzie – powiedział mu Harry.
- Może, dlatego, że byłem dla ciebie dupkiem kilka dni temu? - zasugerował Tomlinson.
- Jak mogę ci pomóc? - powtórzył zielonooki.
- Nic nie możesz zrobić, Harry – rzucił.
- Lou..
- Nie. Chyba, że chcesz sam nosić cholerne ubrania, które są… - urwał, przechylając głowę na bok i studiując twarz chłopaka – Właściwie… - Usta Harry’ego otworzyły się i pokręcił głową.
- Och, nie miałem na myśli.
- Aparat cię kocha… - powtórzył Louis, patrząc na chłopaka spod rzęs.
- Chyba nie oczekujesz ode mnie… Pozowania tobie, prawda? - zapytał, czując panikę rosnącą w jego żołądku. Louis wzruszył ramionami.
- Zapytałeś jak możesz pomóc… - Harry westchnął, pokazując na wieszak ubrań.
- Wiesz, że żadne z nich nie będzie na mnie pasować, prawda?
- Więc dobrze się składa, że to reklama zapachu a nie ubrać – powiedział mu Louis.
- Nie ubrań? - Louis potrząsnął głową.
- Więc… Możemy znaleźć coś, aby było na ciebie dobre. Nie jesteś taki wielki – Harry prychnął.
- Nie zgadzam się – Louis przełknął, czerwieniąc się i odwracając wzrok.
- Dużo ci zawdzięczam Harry – powiedział cicho.
- Całkowicie to zniszczę, Lou. Nie jestem modelem. Nie… Aparat mnie nie kocha, okej? - powiedział, a jego głos ociekał kpiną, kiedy powtarzał słowa Louisa – Mogę całkowicie zniszczyć sesję i wtedy cię zwolnią…
- Albo ocalisz mój tyłek – przerwał Louis – Musisz to dla mnie zrobić, Harry – Młodszy westchnął – Proszę – powtórzył miękko – Wiem, że nie zasługuje na twoją pomoc.
- Przestań – jęknął Harry, zanim zatrzymał się, aby rozważyć opcje. Po pierwsze, mógł odmówić i oglądać jak Louis zostanie wylany, niezaprzeczalnie wylany, wiedząc, że mógł temu zapobiec. Zwłaszcza, że to była jego wina, że Louis w tym był. Po drugie, mógł spróbować, znaleźć kogoś z obszernej listy kontaktów Louisa i ściągnąć go w ostatniej chwili, ale to prawdopodobnie nie zadziała. Albo, po trzecie mógł jebać to na kilka godzin i pomóc swojemu szefowi i może to nie będzie takie złe. A potem zdał sobie sprawę, że Louis miał rację. To on był winien. I wiedział już, czego chce.
- Więc… - ciągnął Lou – Odpowiesz mi? - Harry uśmiechnął się łagodnie.
- Tak. Tak, zrobię to. Ale pod jednym warunkiem – Louis westchnął, ponieważ powinien się spodziewać, że Harry będzie chciał czegoś takiego.
- Tak?
- Chce prawdziwego pocałunku – postanowił Styles, a Louis otworzył usta.
- To nie…
- Jeden pocałunek. Może dwa. Prawdziwy, nie taki pijacki jakie mieliśmy piątkowej nocy – powiedział Harry.
- To nie był…
- Nie był, masz racje – przytaknął – To było żałosne, a ja jestem gotów, żeby dać ci jeszcze jedną szanse, bo wiem, że możesz zrobić to lepiej.
Louis westchnął, bo miał w tamtym momencie dwie opcja. Spieprzyć lub wybrać. Jeśli spieprzy, to go wywalą, jego imię zostanie zszargane… To było by straszne. A jeśli mu się uda, to może dostanie awans, zrobi coś, co kocha i pocałuje Harry’ego nie po pijaku. To było wręcz oczywiste, co zamierzał zrobić, nawet nie musiał o tym myśleć.
- W porządku. Jeden pocałunek.
- Może dwa – poprawił Harry z radosnym uśmiechem na twarzy.
- Może dwa – mruknął Louis przez zaciśnięte zęby – A teraz idź do fryzjerki i makijażystki. Muszę poprawić oświetlenie.
Harry uśmiechnął się i wstał. Odszedł do fryzjerów i makijażystów, aby powiedzieć im, co się dzieje. Nie był dokładnie zachwycony byciem przed kamerą, robiąc z siebie głupka przez godziny, zwłaszcza, że Louis był tym, który miał go fotografować. Ale przestał myśleć o tym, co robi, to nie był zły układ.
+
Serce Louisa kołatało w jego piersi, przed końcem sesji. Nie kłamał mówiąc, że aparat kochał Harry’ego. Naprawdę tak było. Mógł być jednym z najbardziej fotogenicznych ludzi, jakich kiedykolwiek znał. Przejrzał zdjęcia i był pewien, że wiedział, które zdjęcia pokażę na spotkaniu w środę. Nie wiedział jak ma zamiar wyjaśnić Anne, że Cara nie było na zdjęciach a on zaproponował to Harry’emu, ale postanowił martwić się tym później.
Schował swój aparat, głęboko w torbie, obok swojego iPada, i poszedł do pomieszczenia fryzjerów i makijażystów (ponieważ, to było wszystko co chciał), gdzie Harry przebierał się. Patrzył jak Harry rzuca brązową skórzaną torbę na bok, a następnie muszkę i odpina piały guzik, zanim nie założył swojego białego podkoszulka. Zmienił z powrotem swoje jeansy i buty, wkładając telefon i portfel do tylnej kieszeni, a potem odwrócił się i spotkał oczy Louisa. Uśmiechnął się łagodnie. Louis podszedł do niego zarzucając pasek swojej torby na ramie. Zatrzymał się przed chłopakiem, w niezręcznej ciszy podrapał się po karku.
-J a… - westchnął – Dziękuje.
Harry uśmiechnął się wzruszając ramionami.
- To nie było takie straszne jak myślałem, że będzie. I jesteś takim genialnym fotografem. Jestem pewien, że wszystko będzie dobrze, nawet, jeśli fotografowałeś tylko mnie – zażartował. Louis wiedział, że rumieni się po pochwale Harry’ego, chociaż nadal nie wiedział czy sobie na to zasłużył.
- Tak, jasne – wzruszył ramionami. Nie zasługiwał na kogoś takiego jak Harry. Kogoś, kto popchnął wszystko dalej. Kogoś, kto płakał przez niego. Tak, tym właśnie był Harry. Pomagając mu, jak gdyby był dla niego najważniejszy na świecie.
- Więc zobaczymy się jutro, tak? - zapytał Harry, na co Louis kiwaną głowa.
- Tak, rano.
- Och, jest możliwość, żeby dostał trochę wolnego w czwartek? To najwcześniejszy dzień, kiedy firma od przeprowadzki ma czas – wzruszył ramionami – Chciałbym po prostu się już wyprowadzić.
- Wyprowadzasz się o Nicka – zapytał Lou. Styles pokiwał głową.
- Tak.
- Więc nie żartowałeś…
- Nie, nie żartowałem. Wszystko, co powiedziałem było prawdą, Lou.
- Harry…
- Nie musimy o tym teraz rozmawiać – powiedział brunet – Miałeś długi i stresujący dzień. Musisz iść do domu, wziąć trochę wina i się zrelaksować – Szatyn pokiwał głową.
- Tak, okej.
Harry uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu, zanim się nie odwrócił. Louis sięgnął ręką, zatrzymują go i przyciągając do swojej piersi. Zawahał się nieco zanim nie przycisnął ich ust razem. Czuł uśmiech Harry’ego naprzeciwko niego, całując go ledwo, zanim nie odsunął się.
- Co?
- Chyba naprawdę nie myślałeś, że to będzie się liczyć – dokuczył mu Harry.
- Powiedziałeś…
- Och, Lou, kochanie. Wiesz, że to ja ustalam warunki – powiedział, puszczając mu oczko – Ale dzięki za pokazanie trochę inicjatywy. Jestem z ciebie dumny.
-J esteś śmieszny – uśmiechnął się Louis. Harry kiwnął głową.
- Prawdopodobnie bardzo. Zobaczymy się jutro, Lou.
+
Harry obudził się w czwartkowy poranek wpół do siódmej i nie był zachwycony tą wczesną godziną. Jednak trzymał się faktu, że w ciągu następnych sześciu godzin będzie w własnym mieszkaniu i to było bardzo ekscytujące. Wyszedł z łóżka, umył zęby i założył swoje najciaśniejsze jeansy (ponieważ były jedynymi, których nie zapakował), oraz biały podkoszulek w serek. Wepchnął swój telefon do tylnej kieszeni, w przypadku gdyby ludzie o przeprowadzki, dzwonili, żeby powiedzieć, że się spóźnią. Poszedł do kuchni, gdzie był już Nick siedzący przy stole. Miał gazetę i herbatę z dłoni. Harry zaczął robić sobie swój kubek napoju.
- Dzień dobry – przywitał się Nick, opuszczając swoją gazetę w dół. Harry uśmiechnął się.
- Jak się spało? - Nick wzruszył ramionami.
- O której będą ludzie od przeprowadzki?
- O ósmej – powiedział Harry, biorąc łyk ze swojego kubka.
- Och.
- Oni po prostu zabierają wielkie rzeczy i pudła, bo nie mam samochodu – powiedział Harry – Resztę mebli zamówiłem, dostarczą je koło południa.
- Mogłeś wziąć niektóre z moich rzeczy – Harry wzruszył ramionami.
- Chciałem czegoś nowego.
- Coś, co nie miało nagich ciał leżących na nich? - dokuczył Nick, na co Harry roześmiał się.
- Cóż, skórzana kanapa nie zawsze sprzyjała naszym erotycznym wyczynom – powiedział.
- Zawsze jakoś się udawało.
Harry uśmiechnął się, biorąc kolejny łyk herbaty, rozkoszując się ciszą między nimi. Wreszcie doszli do momentu, w którym nie było niczego dziwnego między nimi. Zwłaszcza, że Nick wydawał się robić wszystko, aby Harry czuł się dobrze. Styles będzie tęsknił za dokuczaniem, ale nie chciał być wszystkim, tak jak Nick był dla niego. Wreszcie zaczął rozumieć skąd był Nick i to bolało. Powtarzał sobie, że to było dla niego najlepsze, ponieważ było.
Nick był tym, który wpuścił ludzi od przeprowadzki do mieszkania. Harry był w sypialni kończąc wrzucać swoje ubrania do torby podróżnej, a gdy szedł do salon zatrzymał się w pół kroku. Nie było mowy, atrakcyjni faceci od przeprowadzek istnieją tylko w filmach, prawda? Nie było mowy, żeby wysoki piękny mężczyzna stał w jego mieszkaniu, gotowy, żeby zabrać jego rzeczy.
- Dzień dobry.
- To jest Ben – powiedział Nick z machnięciem ręki – A to jest Richard. Pomogę ci z przeprowadzką.
Harry zignorował wyraz twarzy Nicka, który ich przedstawił. Uśmiechnął się i wyciągnął dłoń do Bena.
- Jestem Harry. Miło mi cię poznać – Ben chwycił mocno jego dłoń i uśmiechnął się
- Mnie również. Powinniśmy chyba zacząć od większych rzeczy, bo je trudniej jest przewieźć.
- Tak oczywiście – powiedział Harry przytakując – Są w sypialni. W tą stronę – Nick wywrócił oczami opierając się o ścianę, gdy patrzył jak Ben idzie za Harrym do sypialni. Harry wsunął dłonie do kieszeni powodując, że jego koszula podsunęła się do góry i okej, może zrobił to celowo. (Zrobił).
- Um, to będą te dwie komody, rama łóżka, materac, biurko i dwa regały na książki, które są w salonie. Kanapa i stolik przyjadą później – powiedział mu wskazując losowo na meble.
- Co z tymi pudłami i pojemnikami? - zapytał Ben.
- To tylko… Ubrania i różne rzeczy – wzruszył ramionami.
- Weźmiemy to na końcu – powiedział mu Ben, odsuwając się z pokoju, aby zadzwonić do Richarda, żeby mogli rozpocząć przeprowadzkę. Harry nie był najbardziej skoordynowaną osobą na świecie. Zwykle starał się unikać ćwiczenia, z wyjątkiem rzadkich gry w piłkę nożną, gdy pogoda była ładna. Dlatego też mianował siebie jak nadzorującego ruch. Upewniając się, że nic nie zostało zepsute i wszystko zostało zabrane. Kiedy Ben wyniósł ostatnie pudło przez drzwi, które trzymał Harry. Jego dłoń klapnęła w tyłek Bena, kiedy ten wyszedł. Ben, w większości czasu grał dobrze, nosząc pudełka z Richardem, a Harry powstrzymywał uśmiech.
- Myślę, że jesteś nadal zraniony po naszym rozstaniu, prawda? - Harry spojrzał w górę w oczy Nicka, kiedy oparł się o ścianę. Wzruszył ramionami.
- Nie jesteśmy razem, więc nie możesz mi mówić, co mam robić, Nick. Zwłaszcza, że nigdy nie byliśmy na swoją wyłączność – powiedział mu Harry, a mężczyzna westchnął.
- Patrzysz na niego jakbyś chciał…
- Co? - przerwał Harry – Jakbym chciał, co? - potrząsnął głową – Cholera, Nick, nie możesz mieć wszystkiego, dobrze? Zakończyłeś to. Pieprzyliśmy się z innymi ludźmi, kiedy byliśmy razem, więc co sprawia, że myślisz, że nie mogę flirtować z kimś przed tobą teraz?
- Masz rację – powiedział Nick.
- Wiem.
- Dobra, wszystko spakowane? - zapytał Ben, wracając do mieszkania z Richardem idącym tuż za nim. Harry przywdział swój najpiękniejszy uśmiech.
- Tak. Chcecie herbatę, zanim udamy się do nowego mieszkania?
- Naprawdę nie powinniśmy… - urwał Ben.
- Jedna filiżanka herbaty nikomu nie zaszkodziła – powiedział Styles. Ben westchnął kiwając głową zgadzając się niechętnie.
- Brzmi świetnie.
+
Minęło pół godziny na rozładowanie mebli i pudełek, kładąc wszystko na schodach i w mieszkaniu Harry’ego. Było małe, ale nie potrzebował dużo miejsca. Miał Bena i Richarda do ustawienia łóżka w najdalszym kącie mieszkania. Ustawiał niektóre z pudełek, które Ben i Richard przynieśli.
- Gdzie postawić kredens? - zapytał Ben a jego biceps, prezentował się, kiedy ściskał mebel.
- Pod ścianę poproszę – polecił. Postawili go pod ścianą podsuwając go trochę.
- Właściwie – westchnął Harry, kręcąc głową – Nie. Możemy spróbować postawić go tutaj, proszę? - Harry przechylił głowę, kiedy patrzył jak Ben podnosił mebel ponownie, aby przenieść go po pokoju. Zrobił krok do tyłu oglądając miejsce, ale tak naprawdę nie obchodziło go miejsce, gdzie on stał, ponieważ w ten sposób Ben się poruszał, mógł go podziwiać i cieszyć się widokiem – W sumie…
- Wiesz, że nie jesteśmy od ustawiania twoich mebli z mieszkaniu, prawda? - zapytał surowym tonem Ben, ale w jego oczach były iskierki, których nie można było pominąć. Harry uśmiechnął się i przeczesał palcami swoje włosy całkiem podświadomie.
- Ale musisz zrobić wyjątek, ponieważ jestem taki słodki, prawda? - Ben odchrząkał i spojrzał na komodę.
- Myślę, że tutaj wygląda dobrze.
- Też tam myślę.
- Mam zamiar iść po stolik nocny – ogłosił Richadr przed zniknięciem, idąc z mieszkania zostawiając Bena z Harrym samych.
- Twój współlokator nie wydawał się być szczęśliwy, że się wyprowadzasz – powiedział cicho Ben. Brunet wzruszył ramionami.
- Nick, nie ma nic do powiedzenia w kwestii tego, co robię.
- Więc… Żadnej dziewczyny przeprowadzającej się z tobą? - Harry roześmiał się.
- To nawet nie było subtelne, Ben, ale jestem zaszczycony – powiedział mu posyłając bezczelny uśmiech – Tylko ja będący tutaj samotnie, tym razem.
- To… Miłe miejsce – powiedział kiwając głową.
- Jest małe – wzruszył ramionami – Co jest interesujące, ponieważ zawsze myślałem, że duże byłoby lepsze – Ben zakaszlał, kołysząc się na swoich stopach.
- Więc…
- Powinniśmy gdzieś razem wyjść, kiedyś – powiedział Harry.
- Ja…
- Powinniśmy – Harry kiwnął zdecydowanie głową. Wyjął telefon z kieszeni i podał go Benowi, aby ten mógł wpisać mu swój numer.
- Nie jestem…
- Kochanie, oboje jesteśmy gejami – przerwał mu, wskazując na niego, aby wpisał mu swój numer. Mężczyzna uśmiechnął się i wstukał swój numer, a potem podszedł do Harry’ego i wsunął mu telefon do jego tylnej kieszeni.
- Chciałem powiedzieć, że nie szukam chłopaka – powiedział mu i zatrzymał swoją dłoń troszkę dłużej na tyłku Harry’ego niż to było konieczne, ale nikt nie musiał wiedzieć. Harry uśmiechnął się kładąc dłoń na piersi Bena i pochylił się w jego stronę.
- Ja też nie.
- Przerywam w twojej zabawie Ben? - zapytał Richard, niosąc szafkę nocną i ustawiając ją obok łóżka. Ben zaczerwienił się lekko i odchrząknął.
- Nie, skończyliśmy wszystkie ważne sprawy – powiedział Harry, wysyłając Benowi zalotny uśmiech.
- Myślę, że skończyliśmy tutaj – powiedział cicho mężczyzna.
- Możecie zostać, jeśli chcecie. Nie muszę być w pracy aż do południa. Mogę zrobić nam obiad? - Ben pokręcił głową.
- Mamy inną prace za godzinę.
- Miło było cię poznać Harry – powiedział Richard. Harry skinął głową i poszedł do kuchni. Wyciągnął portfel z torby i wyjął z niego pieniądze, jakie miał dla nich. Przeliczył je zanim nie podszedł do Bena i nie włożył ich do przedniej kieszeni jego jeansów.
- Cała przyjemność po mojej stronie – powiedział z uśmiechem. Ben zaśmiał się cicho mamrocząc coś pod nosem, czego Harry nie mógł zrozumieć, a potem razem z Richardem opuścili mieszkanie zanim mógł zrobić coś głupiego. Harry uśmiechnął się do siebie. Flirtowanie z Benem było inne niż to, z Nikiem i Louisem. Było miłe. Ben był miły. I chociaż wątpił, że gdziekolwiek wyjdą, to było miłe mieć pewność, że potrafił sprawić, że ktoś nie mógł mówić.
+
Louis spojrzał w górę, kiedy Harry wbiegł do jego biura, z wielkim uśmiechem na twarzy.
- W, czym mogę pomóc?
- Dziękuje bardzo za wolny czas dziś rano, Lou – powiedział – Wreszcie wszystko przeniosłem.
- Wyglądasz na bardzo podekscytowanego jak na kogoś, kto właśnie się z kimś rozstał – skomentował Louis. Harry wzruszył ramionami.
- Jak to Nick powiedział mi wiele razy, nigdy nie byliśmy naprawdę razem…
- Zerwanie jest nadal słowem idealnym do nazwania tego – powiedział, na co Harry wciągnął głęboko powietrze.
- Dobrze. Zerwanie. Więc dlaczego nie powinienem być? Jeśli ktoś nie chce ze mną być, dlaczego ja powinienem chcieć być z nim?
- Racja – mruknął Lou.
- Więc, przyjdziesz jutro wieczorem na kolacje? - zapytał Harry. Louis upuścił długopis, otworzył szerzej oczy za okularami i spojrzał na Harry’ego.
- Słucham? - Styles uśmiechnął się.
- Robię kolację. Zaprosiłem Zayna i Liama, oboje są podekscytowani i myślę, że powinieneś też przyjść.
- Myślisz, że też powinienem przyjść? - zapytał Louis.
- Chce żebyś przyszedł – powiedział poprawiając jego słowa. Tomlinson westchnął.
- Nie uważam…
- Jeśli powiesz, że nie uważasz tego za dobry pomysł, uderzę cię – przerwał.
- Harry…
- Jutro wieczorem, wpół do siódmej. Masz jakieś alergie na jedzenie?
- Nie…
- Genialnie – powiedział Harry z uśmiechem – Zrobię coś pysznego, obiecuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz