* Louis zrobił krok w tył; jego oczy wpatrzone były w tył głowy Harry’ego, gdy powoli się cofał. To było to. Stopniowo obrócił całe ciało, a jego serce było szybciej, niż to możliwe. Wreszcie odchodził od Harry’ego. Wreszcie był na drodze do ucieczki.
Już był gotów zrobić krok, gdy zmroził go głos Harry’ego, odbijający się echem w jego głowie.
- Księżniczko?
Louis próbował ukryć wszelkie oznaki winy, nim zerknął przez ramię, by spojrzeć na kapitana, który przyglądał mu się, a wyraz twarzy oznaczał, iż książę ma kłopoty.
- Co ty, do cholery, robisz? Chodź – kapitan piratów mruknął, machając na niego ręką.
- Cóż, potrzebuję skorzystać z toalety. Wiesz może, gdzie ona jest? - Louis uśmiechnął się niewinnie, skinąwszy głową.
Harry jęknął, wywracając teatralnie oczami i Louis oparł się pokusie, by zdjąć ciężkiego buta i rzucić nim w głowę tej cioty. Czy naprawdę denerwował się, bo Louis musiał iść do toalety? Bezmyślny gówniarz.
To przypomniało Louisowi, dlaczego musiał uciec. Harry w ogóle nie traktował go jako osobę. Widział go tylko jako przedmiot. Wszystko inne było potępione, dlatego musiał odejść.
- Poproś Cheryl, by wskazała ci drogę. Nie przytrzymać Kapitana Cowella – Harry mruknął z roztargnieniem i odwrócił się z powrotem, spoglądając w stronę baru.
- Okej – Louis skrzywił się. Spodziewał się, że to koniec i kiedy westchnął, obrócił się w obranym wcześniej kierunku, lecz znów Harry mu przerwał.
- Spotkaj się ze mną, gdy skończysz. Będę za drzwiami na końcu korytarza.
- Okej – Louis powtórzył, nieco bardziej zestresowanym tonem niż wcześniej.
Starał się pozostać spokojny, nie wykazując żadnych oznak chęci ucieczki na swej twarzy, gdy ruszył w stronę baru, gdzie kobieta przecierała ladę, nucąc pod nosem. Kiedy zbliżył się, rzucił spojrzeniem ku drzwiom, których nadal strzegł silnie zbudowany mężczyzna. Uświadamiając sobie, że scena, która mogłaby się wydarzyć, gdy chciał przez nie uciec, byłaby prawdopodobnie bardzo głośna, Louis odchrząknął i zwrócił się do brunetki.
- Przepraszam, czy możesz mi wskazać toaletę? - zapytał grzecznie, unosząc ręce, by poprawić kapelusz na jego głowie.
- W dół korytarza – spoglądając w górę, kobieta wsunęła kosmyk włosów za ucho, po czym kciukiem wskazała na prawo od Louisa. - Prosto przed siebie, drugie drzwi po prawej stronie.
- Dziękuję bardzo. Tak w ogóle, kocham twoje kolczyki – pochwalił ją z uśmiechem, odwracając się dumnie, na co brunetka mimowolnie dotknęła błyszczących diamentów.
W chwili, gdy Louis obrócił się, przewrócił oczami z grymasem. Potrzebował innego planu. Może było jakieś inne wyjście stąd… Coś, jak tylne drzwi? Jeśli to było jakimś potajemnym miejscem spotkań przestępców, na pewno mieli jakieś wyjście ewakuacyjne, na wypadek, gdyby znalazły ich władze czy coś.
Kiedy dotarł we wskazane miejsce, starał się zachować wszelką ostrożność, gdy stanął prze drzwiami do toalety. Biorąc gałkę w dłoń, po czym pchnął drzwi. Nie było to nic specjalnego. Pojedyncza toaleta, niezbyt duża jak na jego gust. Ściany były bardzo blisko siebie, że jeśli Louis rozłożyłby ramiona, mógł swobodnie dotykać obudwu.
Był już gotów odwrócić się, rozczarowany, jednak coś w górze przykuło jego wzrok. Otwarte okno wysoko pod sufitem. Nie zniechęcaj się, Louis pomyślał, oceniając szanse. Jeśli stanąłby na sedesie, nie będzie wystarczająco wysoki, jednak ściany są tak blisko… Przygryzł dolną wargę, zamykając za sobą drzwi. Dłoń opadła na jego podbródku, gdy tylko zablokował zamek.
To było to.
*
Harry starał się zachować wyprostowaną posturę i wysoko uniesioną twarz, siedząc naprzeciwko swojego starego mentora, Simona Cowella, byłego kapitana statku LionHeart.
- Kopę lat, czyż nie, Kapitanie Cowell? - Harry odetchnął z uśmiechem, który został ledwo odwzajemniony.
Jego stary kapitan nigdy nie był zbyt otwarty, jeśli chodzi o uczucia, do czego Harry przyzwyczaił się już, będąc na jego statku, który teraz znajdował się setki metrów pod wodą Atlantyku.
- Oboje doskonale wiemy, - Simon skrzyżował ramiona i odchylił się w fotelu. - że nie po to przeszedłeś przez piekło, by mnie znaleźć, tylko dla samego spotkania i powspominania dawnych czasów, Haroldzie. Przejdźmy do rzeczy.
Uśmiech Harry’ego zbladł, na co Simon jęknął.
- Jestem naprawdę bardziej ciekawy, niż zły, że udało ci się mnie odnaleźć. Wydawało mi się, że jestem niewykrywalny dla kogokolwiek – starszy mężczyzna sięgnął po butelkę trunku, nim nalał trochę do kieliszka. Podniósł naczynie i zamieszał nim spokojnie. - Jak to zrobiłeś?
- Kapitan piratów ma swoje sposoby na znalezieniu różnych rzeczy. Uczyłem się od najlepszych – Harry przyznał, wzruszając ramionami, na co Simon przewrócił oczami, nim pochylił się. - Tak czy siak, zastanawiałem się, czy możesz mi powiedzieć, co wiesz o skrzyni Stuarta.
Znudzony wyraz twarzy Simona przekształcił się nagle w zainteresowanie, gdy jego oczy uważnie wpatrywały się w Harry’ego, oczekując kontynuowania.
- Chcę po prostu coś wiedzieć, co w ciągu ostatnich kilku miesięcy bez celu szukałem go po północnej Europie. Mam kilka namiarów i podpowiedzi, ale nic nie dało mi dokładnego ustalenia, gdzie go szukać. A że ty, to ty, doszedłem do wniosku, że musisz mieć jakiś pomysł odnośnie współrzędnych jego lokalizacji – rzucił bezceremonialnie.
- Skrzynia Stuarta? Ponownie szukasz skarbu? - Simon prychnął, biorąc łyk napoju, nim pokręcił żałośnie głową. - Polowanie na złoto i skrzynie skarbów jest dziecinnie proste, Styles. Myślałem, że wyrosłeś z tego, gdy tylko stałeś się Księciem Siedmiu Mórz.
- Chcę po prostu wiedzieć, czy wiesz, gdzie to jest – Harry skrzywił się. - Nie potrzebuję znać twojej opinii w tej sprawie, Kapitanie.
- Nie jestem już kapitanem, Styles – Simon stwierdził stanowczo. - Porzuciłem to życie nie bez powodu, więc możesz przestać zwracać się do mnie w ten sposób. Poza tym, nie mam pojęcia, gdzie jest skrzynia Stuarta, choć jestem zaskoczony, że szukałeś mnie, by spytać tylko o to.
- To nie była moja decyzja – Kapitan piratów nic nie mógł poradzić, więc zaczął się bronić. - Mój pierwszy oficer przekonał mnie, że marnowaliśmy prowiant, bo nie wiedzieliśmy, od czego zacząć, gdy uzyskanie bezpośredniej odpowiedzi jest najlepsze.
- Cóż to za świat, - Simon zaśmiał się. - gdzie nie kapitan podejmuje decyzje, a pierwszy oficer. W każdym bądź razie, dam ci współrzędne na wyspę, gdzie powinien być kufer, mimo iż nadal nie rozumiem, po co tego chcesz. To zwyczajna skrzynia skarbów.
- Doceniam to, sir – Harry skinął głową.
- Cóż, jestem naprawdę ciekawy – Simon zaznaczył poważnym tonem, na co mężczyzna o kręconych włosach zamrugał oczami, spoglądając na niego uważnie. - Stworzyłeś swoje własne imię i jestem z ciebie dumny. Przeszedłeś z majtka pokładowego na stanowisko kapitana w tak krótkim czasie i w przeciągu kilka lat masz w garści każdego, pojedynczego monarchę w Europie, do tego nawet amerykańscy koloniści są cholernie przerażeni, znając twe imię, czego nawet ja nie potrafiłem dokonać. Więc, powiedz mi, w kwiecie swojej kariery, jak to jest być na szczycie listy poszukiwanych?
Nie mogąc powstrzymać uśmiechu wpełzającego na twarz, Harry od niechcenia oparł głowę na ręce.
- Tak dobrze, jak tylko to brzmi. Wszystko do tej pory szło po mojej myśli i czuję się na szczycie swojej gry, jestem przekonany, że już nic nie może pójść źle.
- Jesteś jeszcze młody – Simon skrzywił się, przybierając uroczysty ton. - Zwłaszcza patrząc na to, czego dokonałeś w ciągu ostatnich kilku lat… Łatwo o jeden błąd, który może zniszczyć to, co…
- Ja nie popełniam błędów, sir- Harry zainterweniował pewnie. - Wszystko, co robię, jest skrupulatnie obliczone i zaplanowe. Nie pozwolę sobie cokolwiek stracić. To po prostu niemożliwe.
- Harry, moją uwagę przykuło to, że masz w posiadaniu samego Księcia Zjednoczonego Królestwa.
Odpowiedź była szybka i nie należała do tych, których Harry się spodziewał. Był wyraźnie zaskoczony, gdy patrzył na Simona.
- Skąd o tym wiesz?
- To nie ma znaczenia. Z kolei znaczenie ma to, iż nadal jesteś w Wielkiej Brytanii z księciem w swoich sidłach – twarz Simona zmarszczyła się, gdy wymawiał “księciem”, jakby to słowo miało go boleć.
- Rozumiem to – Harry zachował stoicki spokój. - Ale jestem pewien, że będzie w zasięgu mojego wzroku tak długo, jak tutaj jesteśmy. Do tej pory nikt nie zauważył niczego podejrzanego i jeśli ktoś zorientuje się, gdy będziemy wracać, zakończę żywot tej osoby, nim zdąży zrobić cokolwiek – poinformował go, skinąwszy głową.
- Gdzie on teraz jest? - Simon uniósł brwi.
- W toalecie – Harry odpowiedział automatycznie.
- Jest tam, odkąd tutaj usiadłeś? - Simon ciągnął, nieznacznie szydząc. Harry zatrzymał się, by przemyśleć wszystko.
Louis był w toalecie od momentu, gdy Harry usiadł z Simonem. Minęło już sporo czasu…
- Zaraz wrócę, wybacz mi – Harry wymamrotał, wstając szybko z fotela. Simon patrzył na niego tępo, nim przesunął po stole kartkę w kierunku kapitana, po czym skrzyżował dłonie na piersi.
- Nie, nie wrócisz.
Styles podniósł kartkę i wsadził ją do kieszeni, nim ruszył w kierunku baru. Gdy dotarł do drzwi, usłyszał głos Simona.
- Do widzenia, Harry. Pozdrów ode mnie księcia, gdy już go zobaczysz!
- Dziękuję, pozdrowię – Harry odpowiedział i natychmiast ruszył naprzó.
Znając już drogę do łazienki, Harry wymamrotał szybkie pozdrowienie w kierunku Cheryl, która polerowała jedną ze szklanek, z zaintrygowanym wyrazem twarzy.
- Czy twój przyjaciel brał jakieś leki przeczyszczające, nim tu przyszedł? Jest w toalecie już jakąś chwilę.
Harry nie był w stanie sformułować odpowiedzi, przyspieszając kroku, aż dostał się na korytarz, gdzie znajdowała się toaleta. Zatrzymał się przy drzwiach i odchrząknął.
- Księżniczko, jesteś tam?
Cisza. Przycisnął ucho do drzwi, by usłyszeć jakikolwiek dźwięk, który Louis mógłby wydać, po czym Harry odsunął się z grymasem.
- Księżniczko? - zapytał, pukając do drzwi.
Cisza była jego jedyną odpowiedzią. Ponownie zapukał.
- Księżniczko, mówię poważnie. Odpowiedz mi.
Jego ręce zawahały się na moment, by dać księciu szansę się odezwać, jednak kiedy kapitan nie otrzymał odpowiedzi, jego poirytowanie rosło.
- Księżniczko – kontynuował surowo, a kiedy założył ręce na piersi na kilka sekund, zaciskając żeby, by sprawdzić, czy książę wewnątrz przestanie być uparty i odpowie mu, do cholery. - Louis.
Harry warknął nisko i poczuł, że jego brwi marszczą się w rosnącej frustracji, gdy książę po raz kolejny się nie odezwał.
- Louis, otwórz te cholerne drzwi albo tam wejdę.
Złe przeczucie rosło w jego piersi bardzo szybko, więc Harry chwycił za klamkę i szarpnął nią. Kiedy zdał sobie sprawę, że drzwi są zamknięte, kapitan piratów nie marnował czasu, a chwycił pistolet i kierując do w zawiasy, pociągnął za spust.
Kopiąc w drewnianą ramę, Harry rzucił się do środka, irytacja sięgnęła zenitu, uwalniając rozdrażnione warczenie w stronę księcia i wtedy zatrzymał się.
Louisa nie tu nie było. Odszedł. Louis opuścił go. (Boże, rozpłakałam się :( - tłum.)
Szybko powstrzymując swój niepokój, Harry postanowił natychmiast rozwiązać tajemnicę. Niemożliwe było, aby wyszedł drzwiami, bo bramkarz nie wypuściłby go samego. Wtedy jego oczy spojrzały w górę, do okna…
Na pierwszy rzut oka, człowiek nie mógł tam doskoczyć ze względu na wysokość, jednak jeśli przesunął się w górę po ścianach, które były blisko siebie, mógł bez problemy dotrzeć do okna. Jego rozmiar i sam fakt, że było otwarte, wystarczyło, aby Harry zmrużył oczy.
Odwracając się na pięcie z warknięciem, brunet szybko wyszedł z łazienki na korytarz. Gra w kotka i myszkę nie była czymś, na co był w nastroju. Ale jeśli Louis był na tyle głupi, by próbować skutecznie uciec z kraju, w którym nawet nigdy przedtem nie był, cóż. Harry podejrzewał, że tak będzie.
- Już ja wiem, co zrobię z tym krnąbrnym, niewdzięcznym kawałkiem gówna, gdy tylko go znajdę…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz