*Następnego dnia Louis jedynie dźgnął swoją kolację, podczas gdy Harry tak jak zawsze siedział naprzeciwko niego, koncentrując się na swojej książce. Brunet podniósł wzrok dopiero wtedy, gdy Louis odsunął od siebie talerz z ledwo dotkniętym jedzeniem, a potem zmarszczył brwi pod zakręconymi włosami.
- Nie jesteś głodny? – zapytał – Śniadanie też ledwo tknąłeś.
Szatyn potrząsnął przecząco głową, spoglądając na swoje kolana. Jego kciuk ostrożnie grał z innymi palcami, a cienkie usta znalazły się między zębami. Harry rzucił mu zaniepokojone spojrzenie, którego niebieskooki nawet nie zauważył. Zamknął książkę, w której zagiął wcześniej róg, a później znów podsunął mu bliżej talerz.
- Proszę cię, jedz. – powiedział, krzyżując na stole ramiona – Mimo wszystko zrobiłem to dla ciebie.
- Dlaczego masz w schowku album, w którym są moje zdjęcia i moich przyjaciół? – zapytał Louis nie widząc sensu ukrywania tego dłużej. Harry zamrugał i wyprostował się odrobinę, a malutki dźwięk zaskoczenia wydostał się z jego rozchylonych warg.
- Album? – zapytał, będąc przez chwilę cicho, zanim znów się odezwał – Och, ten niebieski? Nie tylko ty w nim jesteś.
- Nigdy nie powiedziałeś mi, że chodziłeś do mojej szkoły. – wyrzucił z siebie Louis, patrząc na niego – Kiedy zamierzałeś mi to powiedzieć?
Harry spojrzał na niego, wzdychając odrobinę, a później oderwał od niego swój wzrok, przeczesując bladymi palcami włosy.
- Nigdy. – powiedział szczerze – Nigdy nie planowałem.
- Dlaczego? – niższy spojrzał na niego – Śledziłeś mnie przez całe moje życie w Londynie?
- Nie. – odpowiedział Harry, potrząsając głową.
- Więc jak długo?
Wyższy chłopak znów zamilkł na chwilę, tak jakby myślał.
- Nigdy. – odpowiedział znowu, bardziej cicho, a Louis pomyślał, że wygląda na odrobinę zawstydzonego, a może i nie. Wyglądał tak bardzo często, gdy Louis był w pobliżu – Ja nigdy… nigdy cię nie śledziłem.
- Więc skąd wiesz tak dużo o moim życiu? – zapytał Louis, podnosząc się i chwytając palcami stołu.
- Przez podsłuch… w większości. – wymamrotał i teraz przyszła jego kolej by zabębnić nerwowo palcami, w które zaczął się wpatrywać. Louis warknął.
- O co ci chodzi Harry?
- Możemy zająć się tym innym razem?
- Nie.
- Proszę?
- Możesz przynajmniej to mi powiedzieć.
- Nie. Ostatnią rzeczą, którą przynajmniej mogę zrobić to nie mówić ci tego.
Louis jęknął głośno, skręcając ręce na stole. Robił się zły, możliwe, że nie powinien tego wszystkiego wyciągać bo to nie był jego interes, a może jednak i był. Nie wiedział, nie myślał trzeźwo. Podszedł do kanapy, stając za stołem, a później ostrzegawczo wskazał na niego palcem.
- Słuchaj do jasnej cholery, zasługuję by to wiedzieć!
Harry podniósł wzrok, powoli potrząsając głową. Po raz kolejny wygląd na poważnego i srogiego, tak jak wtedy, gdy prawie go uderzył, tyle, że tym razem był odrobinę bardziej zdenerwowany. Louis nie był pewien czy mu się to podobało.
- O co ci chodzi Harry?!
- Dowiesz się pewnego dnia. – powiedział po prostu, nie odpowiadając na pytanie Louisa. Wziął ze stołu dwa talerze i zaniósł je do blatu kuchennego. Potknął się odrobinę i Louis podniósł brwi tak, jak zrobił to wcześniej Harry. Czyżby się zranił, lub coś podobnego?
Szatyn potrząsnął głową, wyrzucając z głowy te myśli.
- Pewnego dnia to nie data! – powiedział, depcząc do niego i klepiąc go po plecach. Harry wypuścił z siebie powietrze, a później odwrócił się do Louisa, patrząc na niego i niższy miał ochotę stanąć na palcach, by się z nim zrównać, ale nie zrobił tego – Wkrótce mnie tu nie będzie.
- Nie prawda. – powiedział Harry, uśmiechając się odrobinę. Louis syknął na niego.
- Prawda i chcę wiedzieć to właśnie teraz.
Harry westchnął, wkładając do zlewu naczynia, wraz ze sztućcami i szklankami. Przetarł oczy.
- Proszę, ja…
- Nie Harry. Nie sądzisz, że czekałem na to wystarczająco długo?
- Nie. Naprawdę tak nie myślę. – rzucił Harry, wpatrując się w niego. Louis musiał zrobić krok do tyłu, widząc zmianę wyrazu jego twarzy, z czym naprawdę nie chciał igrać w tym momencie – Dowiesz się pewnego dnia, ale na pewno nie dzisiaj.
Louis spojrzał na niego, powoli kręcąc głową.
- Naprawdę mnie lubisz? – zapytał cicho, a Harry przełknął ślinę i skinął głową, zmywając naczynia.
- Tak. – powiedział, a jego rzęsy pogłaskały delikatnie kości policzkowe, gdy zmrużył oczy – W przeciwnym razie nie byłoby cię tutaj.
- …czy to jest twój sposób okazywania miłości? – Louis spytał cicho.
- Nigdy nie powiedziałem, że cię kocham. – odparł Harry, tym razem wskazując na Louisa, który obserwował jego blade palce. Znów zrobił krok do tyłu – Nie myślałem o tym nawet przez ani jedną sekundę.
- Więc dlaczego miałbyś…?
- Niektóre rzeczy nie są takie łatwe do wytłumaczenia. – westchnął Harry i zatrzymał się w tym co robił, a jego głowa zawisła na ramionach podczas, gdy zmrużył oczy. Jego palce chwyciły krawędź zlewu, a on sam spuścił głowę i oddychał, przez co jego pierś unosiła się lekko i opadała. Louis obserwował go i to jak cienkie i czarne tkaniny luźno wisiały na jego szerokim torsie i ramionach. Wyglądało jakby dmuchał w nie słaby wiatr.
Wkrótce Harry sięgnął po czysty ręcznik i wytarł o niego ręce z wody, gdy umył naczynia. Później rzucił go na ladę, odwrócił się i ruszył do schodów, pokonując kilka stopni na raz. Louis został sam w kuchni.
W końcu ruszył za nim, z najróżniejszymi myślami w głowie. Nie łatwo jest to wszystko wyjaśnić? „Jestem maniakiem” byłoby bardzo łatwe, więc może coś w stylu „Przepraszam, zabiorę cię do domu”? Wydawało się jednak, że było to coś czego nie usłyszy jeszcze przez bardzo długo. Możliwe nawet, że nigdy.
Louis miał zamiar przejść przez drzwi, gdy Harry wrócił, trzymając w rękach album fotograficzny. Niebieskooki warknął na niego, a Harry przewrócił oczami, chwytając nadgarstek Louisa.
- Chodź ze mną. – powiedział, zaczynając go ciągnąć, gdy ten próbował wyrwać swoje ramię. Jęknął odrobinę, patrząc na niebieskie siniaki, które w końcu zaczynały zanikać. Wydawały się być teraz odrobinę bardziej zielone. Szatyn spojrzał na niego ze złością, idąc za nim. Harry usiadł na kanapie i Louis zrobił to samo, siadając tak daleko jak było to możliwe, ale Harry’ego to nie obchodziło bo owinął swoje ramie wokół talii Louisa i przyciągnął go do siebie bliżej. Louis był zbyt zmęczony by protestować, więc po prostu westchnął, spoglądając na album ze zdjęciami, gdy Harry zaczął przerzucać kartkami.
- Tu jesteś ty. – powiedział, a niższy chłopak przewrócił oczami. Harry znów przerzucił kolejną stronę – A tu są inni ludzie. Nie jesteś jedyny. Jeśli oglądałbyś dalej wiedziałbyś to.
Louis spojrzał na zdjęcie, na innych ludzi, których również rozpoznał. Kristen, Stephanie i nawet Eleanor, każdy z osobna nawet nie zdawał się wiedzieć, że ktoś robił im zdjęcie. Louis patrzył jak Harry przerzuca kartkami.
- Ale dlaczego? – zastanowił się.
- Dlaczego nie? – mruknął wyższy – To są wspomnienia.
Louis prychnął, krzyżując ramiona, gdy z powrotem pochylił się na kanapie.
- To straszne. – powiedział i odwrócił wzrok. Spojrzał na biblioteczkę, która znajdywała się pod schodami. Zawsze chciał wziąć jedną z tych książek.
- Być może. One są jednak dla mnie, nie dla nikogo innego, więc nie rozumiem co w tym jest złego.
Louis westchnął, a jego palce przeczesały grzywkę, która opadała mu na oczy. Oparł swoją głowę o oparcie kanapy, a Harry wydawał się zrozumieć jego wskazówkę, że wciąż chce wyjaśnienia bo położył swoją dużą dłoń na jego ramieniu.
- Pewnego dnia. – powiedział i Louis delikatnie zrzucił z siebie jego rękę, a później skrzyżował ramiona na piersi.
- W porządku. – powiedział, mrugając powoli.
Harry wydawał się być usatysfakcjonowany bo wyprostował się i odłożył album na poduszki obok siebie. Obydwoje siedzieli przez chwilę w ciszy, aż Louis zaczął czuć się sennie.
- Nigdy nie widziałem cię w szkole. – powiedział powoli – Dlaczego?
- Odszedłem. – powiedział Harry, zadowalając Louisa tą odpowiedzią. W końcu nie mógł pytać o nic więcej – Coś się wydarzyło.
Gdy po dłuższej chwili nie dostał odpowiedzi, odwrócił się do Louisa, pochylając do przodu by zobaczyć jego twarz, która wciąż odwrócona była na bok. Uśmiechnął się lekko, wstając tak cicho jak to tylko możliwe, gdy zauważył, że niższy rzeczywiście zasnął. Jego ręce powoli przechyliły go do przodu i przyciągnęły do piersi, a później ostrożnie poruszył głową, by głowa niższego spoczęła na jego ramieniu, gdy powoli chwycił go pod nogi i podniósł do góry. Louis mruknął odrobinę, a Harry odetchnął z cichym chichotem. Małe oddechy Louisa uderzały w jego skórę, gdy niósł go po schodach na górę. Harry liczył kroki, starając się nie potknąć, a później położył Louisa do łóżka uśmiechając się delikatnie. Upewnił się, że jest mu wygodnie, a później odgarnął z jego czoła kilka kosmyków włosów. Trwało to coraz dłużej, co nie umknęło uwadze Harry’ego, który ugryzł dolną wargę, obserwując go jeszcze przez krótką chwilę. Po tym wyszedł, zamykając za sobą drzwi i zszedł po schodach na dół, by sam położyć się spać.
Gdy Louis zszedł na dół, piątego października, następnego dnia okazało się, że obudził się jako pierwszy. Harry chapał cicho na kanapie, a koc, który go przykrywał zsunął się w połowie na podłogę, odsłaniając jego plecy i tyłek. Niebieskooki odwrócił wzrok, gdy obejrzał tatuaże na jego ciele. Większość z nich wyglądała jak płomienie, które szły w górę jego rękawów i ramion. Były całkiem ładne, jak pomyślał Louis. Nigdy nie był fanem tatuaży, ale uznał, że Harry’emu wyjątkowo pasowały.
Przez pierwszą godzinę szatyn nie wiedział co powinien zrobić, bez celu chodząc i przeglądając książki i pamiątki, tak cicho jak tylko mógł, niekoniecznie chcąc obudzić Harry’ego. Wyglądał wcześniej na bardzo zmęczonego i Louis przypomniał sobie jak prawie upadł na kanapę. Czy opieka nad zwierzętami była aż tak bardzo męcząca?
Wydął wargi, bębniąc palcami o rękaw, gdy obserwował książki i rzeźby, które wyglądały tak jakby były kupione na wakacjach – niektóre z nich były zwierzętami lub łodziami. Szatyn uśmiechnął się do jednej, która wyglądała jak krowa i dźgnął ją lekko palcami. Ruszyła się odrobinę, ale nie spadła, więc po chwili przestał. Zamierzał dalej się rozglądać, gdy w końcu Harry obudził się, czyszcząc swoje gardło i sprawiając, że Louis drgnął odrobinę i odwrócił się. Zamrugał, patrząc jak wyższy przemieszcza się, owinięty prześcieradłami.
- Dzień dobry. – powiedział brunet, tym samym ochrypniętym głosem jak pierwszego dnia tutaj. Louis przełknął ślinę.
- Hej. – odpowiedział, odwracając się na bok na nogach – Ja tylko… rozglądałem się. Ja nie…
- Nawet tak nie pomyślałem. – powiedział Harry, potrząsając głową, a później uśmiechnął się. Koc zsunął się z niego trochę, gdy siadał i zaczął przeczesywać ręką loki.
- Mógłbyś. – powiedział cicho niższy chłopak, wpatrując się jedynie w słonia. Harry ponownie pokręcił głową.
- Dostałem je, gdy byłem mały. – wyznał. Louis znów przełknął ślinę.
- Są nietrwałe? – zastanowił się, a Harry pokręcił głową.
- Nieee, upuściłem je wiele razy, gdy sprzątałem, ale nic się nie stało, więc jest w porządku. – powiedział i Louis skinął głową, podczas, gdy jego palce delikatnie bawiły się rąbkiem swojej koszuli. Więc Harry wciąż miał rzeczy z czasów, gdy był mały, mimo tego, że był tutaj. Louis uznał, że to dość fascynujące, chociaż może nie powinien tak myśleć. To były tylko rzeczy. Louis również je miał, więc to chyba nie było rzadkością.
- Czy masz coś jeszcze? – zapytał cicho, czując jak Harry wpatruje się w niego. Pokręcił głową.
- Jeśli coś to tylko album ze zdjęciami. – powiedział – Nie zabrałem ze sobą nic więcej, gdy odszedłem. – dodał i Louis zamruczał pod nosem. Harry wstał, na szczęście upewniając się, że prześcieradła wciąż go owijają. Podszedł do niebieskookiego, gdy ten natychmiast cofnął się o krok, a później chciał sięgnąć jego ramienia, ale nie trafił i zamiast tego sięgnął szafki. Louis nie zdawał sobie sprawy, z tego, że to cały czas było jego celem, dopóki nie chwycił słonia i zdmuchnął z niego odrobinę kurzu.
- Dostałem go od siostry, gdy wróciła z Indii. – powiedział, jak Louis wpatrywał się w zwierzę z kamienia – Jest stewardesą i przynosi mi takie rzeczy bardzo często.
- Czy ona wie o wszystkim? – zapytał Louis – To znaczy… o nas?
Harry wzruszył ramionami.
- Może wiedzieć. Wie, że mam tutaj coś co próbuję ukryć, ale na szczęście nie zdaje sobie sprawy, że to jesteś ty. – powiedział. Louis przełknął ślinę.
- Czy ona… czy… no wiesz. Czy zadzwoniłaby po policję, gdyby się dowiedziała?
Harry zamilkł i był cicho przez dłuższą chwilę. Ostatnio bardzo często mu się to zdarzało. Przemówił dopiero wtedy, gdy Louis delikatnie szturchnął jego ramię. Potrząsnął głową.
- Z jakiegoś powodu myślę, że nie. – odpowiedział, stawiając rzeźbę z powrotem na regał – Ona rozumie dlaczego to robię. Mam nadzieję.
Louis nadgryzł swoją cienką dolną wargę, a gdy Harry zaczął na niego patrzeć, odwrócił wzrok, odmawiając utrzymywania z nim kontaktu wzrokowego. Skrzyżował ramiona na piersi, a Harry zaśmiał się cicho i jego gorący oddech uderzył policzek Louisa, przez co przeszedł go mały dreszcz. Louis spodziewał się, że oddech Harry’ego nie będzie za przyjemny, biorąc pod uwagę to, że pali, ale wcale tak nie było.
- Gdzie ona teraz jest? – zapytał, cofając się o krok.
- Nie wiem. – wyższy chłopak wzruszył ramionami, przesuwając się na bosych stopach – Może być wszędzie. To zależy od tego czy pracuje, czy nie. – powiedział i Louis przełknął ślinę.
- W porządku. – powiedział. Harry uśmiechnął się i wrócił na kanapę, na której usiadł i zaczął szukać koszuli. Zauważył ją pod nogami Louisa, który kopnął ją przez co przeleciała w powietrzu i wylądowała na kolanach Harry’ego. Chłopak wziął ją i wciągnął przez głowę. Potem wstał i Louis odwrócił się, znów wpatrując w książki. Nagi. Był nagi. Niebieskooki zarumienił się lekko i zamknął oczy na książkach, udając, że jest nimi wyjątkowo zainteresowany. Wyciągnął jedną z nich i zaczął przeglądać kartki.
- W porządku. Ubrałem się. – zaśmiał się Harry, gdy Louis zamruczał w odpowiedzi. Jego palce grały jakąś melodię, uderzając o okładkę książki, którą po chwili odłożył na miejsce i spojrzał na Harry’ego jak wchodzi do kuchni. Odwrócił się do szatyna, który teraz zastanawiał się czy kiedykolwiek w ogóle myśli o swojej rodzinie. W końcu powiedział, że jest tutaj szczęśliwy i nie wrócił do Anglii. Na lotnisku powiedział mu również, że przyjechał tu ze swoją siostrą, ale stracił z nią kontakt. Dlaczego więc przysyłała mu te rzeczy? Czy prosiła o wybaczenie? Te pytania zaczęły zaprzątać głowę Louisa, który nie słyszał nawet jak Harry pyta czy chce jakieś śniadanie. Po chwili skinął głową bez słowa i nic nie powiedział. Poszedł do kuchni, gdzie usiadł przy stole i obserwował jak Harry zaczyna krzątać się po pomieszczeniu i przygotowuje jedzenie. Garnki i patelnie zadzwoniły pod zlewem, gdy je wyciągał.
Wkrótce obydwoje mieli przed sobą owoce, chleb i jajka. Niższy nałożył sobie byle co, a z jego ust wydobyło się ciche „dziękuję”. Dopiero teraz czuł, że jest to konieczne, chociaż na początku w ogóle mu nie dziękował, mimo tego, że Harry przez cały czas się nim opiekował. To było coś co po prostu powinien był robić, prawda? Louis podniósł wzrok na Harry’ego, który właściwie również na niego patrzył i zamrugał, gdy ten uśmiechnął się odrobinę.
- Spałeś dobrze? – zapytał, a szatyn skinął głową, grzebiąc w swojej jajecznicy zanim włożył trochę w usta i zaczął przeżuwać.
- Zazwyczaj śpię dobrze. – wymamrotał, oblizując się z okruszków, a później sięgając po szklankę mleka.
- Naprawdę? – Harry zamrugał, prostując się na krześle i zastanawiając nad czymś – Nie wydajesz się spać dobrze.
- Dlaczego? – szatyn spojrzał na niego – Idziesz na górę i patrzysz jak śpię? – wymamrotał – To jest przerażające.
- Nie, oczywiście, że nie. – chłopak w kręconych włosach zaśmiał się, biorąc kęs swojej własnej kanapki – Po prostu czasami mówisz przez sen.
- Nie, nie mówię. – warknął Louis po tym jak przełknął jedzenie. Skrzyżował ramiona.
- Właśnie, że tak. – kiwnął głową Harry – Przysięgam. – Louis prychnął, przecinając jajko w dość brutalny sposób. Harry nawet drgnął i skrzywił się odrobinę, gdy dźwięk skrobiącego widelca wypełnił cały dom. Możliwe nawet, że poniósł się echem w górach.
- Dlaczego miałbym ci ufać? – zapytał – Nie mam żadnych powodów. – Harry niespodziewanie uśmiechnął się na te słowa, po czym odłożył sztućce na talerz i skrzyżował ramiona na płaskiej i gładkiej powierzchni stołu.
- Nigdy cię nie okłamałem kochanie. – uśmiechnął się – I nigdy nie okłamię. – dodał, a Louis prychnął.
- Gówno prawda. – wymamrotał – Czysta bzdura.
- Wierz mi lub nie. – powiedział Harry, potrząsając swoją głową – Ale naprawdę nigdy cię nie okłamałem.
- Nawet jeśli nie to pewnego dnia to zrobisz. – szepnął Louis i wstał. Harry zdawał się wzruszyć ramionami, a może i nawet uśmiechnąć smutno, ale Louis nie wyłapał tego bo odwrócił się i wyszedł na górę, trzymając się ręką balustrady. Zatrzymał się zanim wyszedł na pierwsze piętro i odchylił odrobinę do tyłu, nieśmiało spoglądając na Harry’ego. Harry również na niego spojrzał i przechylił głowę, przeczesując dłonią loki, które opadły mu na czoło. Jego usta drgnęły w małym skurczu, sprawiając, że uśmiechnął się lekko, gdy obserwował jak Louis skręca nogi – Wiesz, że też kiedyś będziesz miał wspaniałe życie. – powiedział Louis – Może nie dzisiaj i może nie jutro, ale kiedyś tak. Pewnego dnia.
Harry wypuścił z ust mały chichot i potrząsnął głową. Spojrzał na stół, a później znów przeczesał włosy, zakręcając palce o małe loki.
- Już mam. – powiedział, ponownie patrząc na Louisa – Z tobą. – z jakiegoś zupełnie niewytłumaczalnego powodu nagle wydawało się jakby cały świat po prostu zamarł wokół Louisa, który wciągnął powietrze. Wszystko stało się czarne i białe, oprócz niego i Harry’ego, który wciąż się do niego uśmiechał, co Louis mógł opisać jedynie jako tło. Pokręcił głową, chwytając się mocniej poręczy. Nie. Nie, nie, nie.
- Nie. – szepnął, potrząsając mocniej głową – Nie lubię cię i na pewno nie jesteś ze mną szczęśliwy.
Harry wzruszył ramionami.
- Pracuję nad tym. – powiedział – Mam na myśli nad tym, żebyś zaczął mnie lubić.
- Nigdy nie przestanę cię nie lubić Harry. – westchnął – Nie rób sobie nadziei.
- Nie robię. – Harry wzruszył ramionami, a później wstał i tak jak zawsze zaczął zbierać wszystkie talerze i sztućce. Louis obserwował go, gdy jego głowa wciąż kręciła na boki. Zrobił jeden krok w kierunku pierwszego piętra. Jego palce ledwo przesuwały się po drewnianych schodach. Były zimne i stopy Louisa również.
- Pewnego dnia mnie wypuścisz. – wymamrotał – Nie dlatego, że ucieknę, ale dlatego, że będziesz tego chciał.
Harry zamruczał, wrzucając talerze do zlewu.
- Być może. – powiedział po prostu.
Louis trzymał na nim swój wzrok, aż zrobił ostatni krok na górę, tak cicho jakby bał się, że ktoś go usłyszy. Bojąc się, że Harry go usłyszy. Był niebezpieczny, czyż nie? Co prawda nie skrzywdził Louisa odkąd ten tutaj był. Otrzymał od niego jedynie kilka siniaków na swoim nadgarstku i na dole pleców, ale nic poza tym. Westchnął, gdy zwinął się w kulkę na łóżku, a ramiona owinęły jego ciało w prześcieradłach i kocach. Usiadł, spoglądając w okno. Czerwony, pomarańczowy i żółty kolor ubierał drzewa na zewnątrz. Liście powoli zaczynały spadać pozbawiając drzewa ubrań i zostawiając je nagie, tak by cały świat mógł zobaczyć. Louis nie mógł powiedzieć, że czuł się teraz inaczej. Zamknął oczy, gdy małe kropelki wody zaczęły uderzać w okno, a wiatr dmuchnął w nie z małym świstem. Louis uznał, że był to całkiem miły i przyjemny dla uszu dźwięk. Mały powiew zimnego powietrza uderzył jego policzki i czoło przez co niektóre jego już i tak za długie włosy opadły mu na oczy. Potrząsnął nimi, przechylając głowę na bok i odgarniając je z twarzy. Jego rzęsy zetknęły się z kocem, którym był owinięty. Jęknął cicho, czując jak nagle prześcieradła robią się mokre i otarł policzki, kręcąc głową. Nie, koniec z płaczem. Robił się już przez to zmęczony. To i tak było bez sensu i nie mogło nic zmienić, nie robiło żadnej różnicy, a Louis jedynie wyglądał jeszcze bardziej żałośnie gdy to robił.
Stracił już rachubę w tym ile razy płakał odkąd się tutaj znalazł, ile razy myślał o Eleanor, Niallu lub nawet Liamie, który pewnie nie miał pojęcia co się teraz działo i dlaczego Louis odszedł, spóźniając się z oddaniem swojego artykułu. Szatyn mruknął. Cholera z tobą Liam, za to, że mu to wszystko zrobiłeś. Spójrz tylko jak to się obróciło. Jęknął cicho, spoglądając na sufit, a palce zawinęły się wokół materiału. Westchnął.
Pewnego dnia się stąd wydostanie. Pewnego dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz