*Harry obserwował Louisa systematycznie. Nie miał odwagi spojrzeć gdzieś indziej, ponieważ jeśli to zrobi, Louis zniknie. Jak dużo czasu minęło, odkąd ostatni raz widział księcia? Ilość tego czasu zdecydowanie wyrazić można było w dniach i w dodatku… To było dla Harry’ego jak wieczność.
Pierwszej nocy, gdy skończył przywiązywać kapitana The Rose do steru statku, zanim zatopił okręt, Harry pamiętał, że widział bruneta na pokładzie z Zaynem. W gruncie rzeczy miał się na baczności, bo w porównaniu do tego, jak ostro pieprzył Louisa kilka godzin wcześniej, książę nie powinien był w stanie w ogóle chodzić – choć na przyszłość, dobrze było wiedzieć, że Louis jest wytrzymały. Harry po prostu mógłby pieprzyć go mocniej, więc nie potrafił myśleć o niczym innym, jak o następnym dniu, kiedy znów…
Jego największym błędem zdecydowanie był brak ingerencji, gdy zobaczył Zayna, Liama i Danielle na pokładzie, jednoznacznie twierdzących, że Louis jest z Eleanor. Harry wziął to za jedną z niewielu rozmów Louisa z dziewczyną. Spodziewał się, że Louis wróci na noc do pokoju. Mylił się.
Louis nie pojawił się nawet w pobliżu jego kwatery i Harry nie próbował się do niego dostać. Był po prostu pewien, że po śniadaniu zaciągnie Louisa do swojego pokoju i przypomni mu o kilku rzeczach. Ale Louis nie pojawił się tam przez cały dzień. Starał się zachować spokój w obliczu załogi, jednak jego rozdrażnienie powoli osiągało szczyt. I gdy zapytał o miejsce pobytu Louisa, nagle nikogo to nie obchodziło.
Harry starał się panować nad sobą tak bardzo, jak to tylko możliwe, bo przynajmniej jedna osoba w tym pokoju była pieprzonym kłamcą i przysięgał, że jeśli dowie się, kto trzyma Louis z dala od niego, wpadnie w furię.
Nie mógł nic na to poradzić, gdy spojrzał na Eleanor w czasie śniadanie. Nieśmiała brunetka była wyraźnie speszona jego wzrokiem, a Danielle próbowała grać jak najlepiej. Louis ukrywał się w ich pokoju, Harry był tego pewien. I chociaż Danielle doskonale wiedziała, jaka jest cena zabrania czegoś, za co Harry potrafiłby zabić, Eleanor wciąż była nowa i naiwna. Nie miała bladego pojęcia, że Harry poderżnąłby jej gardło, jeśli trzymałaby go z dala Louisa za długo.
Przez cały dzień Harry wyrzucał Louisa ze swego umysłu, pracując nad pozbyciem się pozostałych jeńców z The Rose. Liam był tym wyraźnie zdziwiony, bo Harry nigdy nie zajmował się zabijaniem wszystkich więźniów. Cóż, Liam po prostu nie widział frustracji Harry’ego.
Kiedy poszedł na kolację i zobaczył, że Louisa wciąż nie ma, znalazł w sytuacji odrobinę czarnego humoru. Czy naprawdę był w stanie się głodzić, byle tylko uniknąć Harry’ego? Jak słodko.
Po raz kolejny Harry przesłuchiwał wszystkich, gdzie jest Louis, a jego słowa były srogie. Zatrzymał wzrok na Eleanor, kiedy mówił i widział, jak pęka, ale Danielle stworzyły mocną barierę między nimi, utrzymując kontakt wzrokowy z Harry’m, a jej oczy były spokojne, choć niezrozumiałe.
Kiedy Harry ponownie nie otrzymał odpowiedzi, opuścił kolację wcześniej, mając zamiar udać się do pokoju Danielle po Louisa, ale powstrzymał się, dochodząc do wniosku, im dłużej Louis będzie się ukrywał, tym więcej agresji seksualnej Harry będzie mógł później użyć.
A Louis nawet się nie ukrywał. Harry wiedział, że jest gdzieś na statku. Po prostu uciekał od niego. To nie miało znaczenia, podobnie jak wszystko, czego Harry chciał, odkąd został Księciem Siedmiu Mórz, bo Louis wpadnie w jego ręce, prędzej czy później.Ale dla dobra każdego innego, lepiej, by było to wcześniej.
Następnie dnia, gra ciągła się dalej i nawet, jeśli Harry próbował być cierpliwy, jego nastrój odbijał się na wszystkim, co robił w ciągu dnia. Czuł się jak krwawe dziecko.
Niall i Danielle w pewnym momencie zaczęli mu dopingować, tańcząc jakiś dziwny taniec, na co Harry zwyczajnie wystrzelił pistoletem w pobliżu ich stóp, by ich powstrzymać.
Widząc, że niedługo dotrą do portu w Irlandii, Liam zapytał, czy może zorganizować ognisko dla załogi. Harry powiedział, że nie powinno to mieć miejsca, ale z drugiej strony, mógł swobodnie obserwować wszystkich, siedzących przy ognisku, jeśli Louisa nadal by nie było. Oczywiście żartował.
Ale widząc, że Louis jest tu teraz, Harry wiedział, że będzie musiał przeprowadzić krótką rozmowę z Liamem, dlaczego okłamywanie swego kapitana jest takie złe.
Louis skrzywił się, gdy obrócił się, aby spojrzeć na Harry’ego, a rysy jego twarzy wyglądały ładnie, kontrastując z pomarańczowymi płomieniami i cieniami dookoła. W przeciwieństwie do tego, co zwykle, Harry nie widział zarumienionych policzków księcia, które pojawiały się zawsze, gdy Harry z nim flirtował. A Harry kochał widzieć jego twarz.
- Myślałem, że kazałem ci przestać nazywać mnie księżniczką – Louis mruknął, zanim z powrotem odwrócił się twarzą do ognia. Harry był nieco zaskoczony, że Louis miał go w swojej głowie. To było coś innego.
- Hej, Harry – Liam przywitał się, a Danielle, Eleanor i Niall pomachali mu, gdy Zayn skinął głową w jego stronę.
Fakt, że Eleanor uśmiechała się nieśmiało i była w stanie spojrzeć mu w oczy, był naprawdę dziwny. Co to było? Eleanor nie bała się już go, a Louis porzucił swój zadziorny charakter?
- Dobry wieczór, wszystkim – Harry powiedział gładko, po czym machnął ręką między Eleanor, a Louis, na skrzyni. Uśmiechnął się do Eleanor. - Czy mogłabyś się trochę przesunąć?
- Och! Jasne, wybacz! - rzuciła Eleanor, przesuwając się bliżej Eleanor. Louis zmrużył na nią oczy, kiedy Harry usiadł tuż obok niego. Louis nie mógł nic powiedzieć, a Harry spojrzał na resztę swojej załogi.
- Więc, co robiliście?
- Po prostu opowiadałem Jego Wysokości i Eleanor historyjki o Liamie i Danielle. Byliśmy w środku mówienia o Dan.
- Dotarliście do części, w której uratowałem ją od śmierci? - Harry skinął głową.
- Nie, byliśmy w momencie, kiedy nazwałem cię egocentrykiem – Zayn zmrużył oczy, powodując u Harry’ego śmiech. - Ironia.
- Bardziej hipokrytą – Prychnął Liam, kręcąc głową.
- Albo głodnym! - każdy spojrzał tępo na Nialla, a blondyn wzruszył ramionami, unosząc w górę dłonie, w geście obrony. - Co? Jestem głodny!
- Ty zawsze jesteś głodny.
Danielle, Zayn, Liam, Harry i Louis powiedzieli jednoznacznie i nagle wszyscy zdali sobie sprawę, jak dziwne to było. Wszyscy zaczęli się szaleńczo śmiać, a Niall żachnął się rozdrażniony.
Harry spojrzał na Louisa. Książę wydawał się rozbawiony, mówiąc coś do siebie, co Harry uznał za coś naturalnego, biorąc pod uwagę to, iż odcinał go od każdego innego w tej małej grupie.
Harry oparł się na rękach i wtedy Louis zdał sobie sprawę, że jest obserwowany.
- Jaki masz problem? - spytał, a Harry uśmiechnął się.
- Patrzenie jest przestępstwem? - powoli zaczął przesuwać rękę ku nodze Louisa. Poczuł, jak Louis sztywnieje pod nim, przez niespodziewany kontakt, ale nic nie mówił. Widząc to jako otwarte zaproszenie, kędzierzawy kapitan ułożył dłoń na udzie księcia.
- To nie jest przestępstwo, a nawet, jeśli by było, to chyba nie ma dla ciebie znaczenie, skoro i tak jesteś przestępcą – Louis wymamrotał pod nosem, nim odwrócił się i powiedział. - Nie, sądzę, że nie jest, ale czuję się nieswojo, więc możesz przestać?
Wiedząc, co ma na myśli, gdy oboje na siebie patrzyli, a Harry zachichotał nisko, głaszcząc jego nogę.
- Mogę? - jego ręka sunęła się w dół, do krocza Louisa, ale nim otrzymał odpowiedzieć, Louis zacisnął całkowicie nogi.
- Myślę, że możesz, teraz – Louis uśmiechnął się bezczelnie. Chciał odsunąć się nieco od Harry’ego, do tyłu, i wtedy Harry cofnął rękę.
Mogli grać w tę, skoro Louis tego chciał.
- Więc, może poinformujesz mnie, gdzie byłeś przez ostatnie kilka dni? - Harry pozwolił, by jego głos brzmiał tak charyzmatycznie, jak to tylko możliwe. Skoro Louis chciał grać, mogli grać.
Louis zamarł na chwilę, a jego oczy obserwowały Harry’ego, co wydawało się być ostrzeżeniem, nim udał obojętność i wzruszył ramionami.
- Och, wiesz – przeniósł wzrok na ogień. - Tu i tam.
Na pewno nie był przygotowany na to pytanie, co wprawiło Harry’ego w rozbawienie. Oparł łokieć o jego nogę i położył podbródek na dłoni.
- Tu i tam, z kim? Z pewnością z nikim z mojej załogi, bo gdy ic pytałem, czy wiedzą, gdzie jestem, wszyscy mówili, że nie mają pojęcia.
Wszyscy nasłuchiwali ich rozmowy. Oczywiście, że to była co najmniej jedna osoba z nich i teraz prawdopodobnie srała w gacie, ze strachu, jeśli Louis ich wyda. Lecz ten milczał.
- Ja… - jego twarz skrzywiła się, gdy odchrząknął.
- Ty? - Harry ciągnął dalej. - Teraz nie masz nic do powiedzenia? A to nowość – Harry zachichotał nisko, nim odwrócił się w lewo, by spojrzeć na innych, którzy poświęcili mu uwagę. - Liam, ponieważ już wcześniej ci groziłem, jestem absolutnie przekonany, że gdzieś musiałeś znaleźć księżniczkę. Powiedz mi, gdzie?
- Ja… - Liam spuścił oczy ze wstydem.
- Ukrywał się w pokoju panny Calder, prawda? - Harry zapytał, spoglądając na brunetkę, która zesztywniała pod jego spojrzeniem. Eleanor wbiła wzrok w swoje kolana i skrzywiła się, gdy ręka Harry’ego dotknęła jej ramienia, po czym uśmiechnął się do niej.
Podnosząc się, Danielle zmarszczyła brwi.
- Nie, Harry, bo technicznie pokój jest mój i…
- Czy pytałem cię o zdanie, Danielle? - Harry warknął wściekle, spoglądając na kobietę o kręconych włosach, która natychmiast usiadła, posyłając mu przepraszające spojrzenie, zerknął na Eleanor.
Niall i Zayn usunęli z twarzy wszelkie ślady protestu, gdy usłyszeli jego surowy ton względem Danielle. Nawet Liam spokojnie spuścił głowę.
Wiedząc, że nie spotka go żaden opór, zwrócił uwagę z powrotem na Eleanor.
- Eleanor, wiesz, że jestem niecierpliwym człowiekiem, prawda? - zapytał delikatnie.
- Tak, proszę pana – mruknęła szybko.
- Oczywiście wiesz też, że przez ostatnie dni tęskniłem za kimś bardzo mocno i to sprawiło, że byłem nieco – zacisnął dłoń na jej ramieniu. - Zdenerwowany.
Eleanor syknęła cicho z bólu, ale skinęła głową.
- Jeśli kiedykolwiek spróbujesz ukryć go przede jeszcze raz, przysięgam na każdego możliwego Boga, jaki jest, że sprawię twoją ostatnią chwilę na Ziemi bardziej bolesną, niż kiedykolwiek. Nie trzymaj tego, co moje, z dala ode mnie…
Nim zdążył dokończyć, ktoś złapał za ramię Harry’ego i odciągnął je w tył. Odwrócił się, by spojrzeć na tego, kto go dotknął i po raz drugi jego oczy spotkały się z oczami Louisa, patrzącymi na niego groźnie.
- Możesz przestać?! - Louis warknął. - Przysięgam ci, że Eleanor nie miała z tym nic wspólnego! Nie miała pojęcia, gdzie jestem! Nikt nie miał! Byłem w jednym z pokoi więziennych! Zostaw ich wszystkich, kurwa, w spokoju! Nic nie wiedzą!
W tle, Harry usłyszał gwizdanie Zayna, nim Liam go uciszył. Harry patrzył przed siebie, na księcia, a jego umysł przetwarzał wszystko. Czy ten chłopak próbuje kłamać mu prosto w twarz? Jak głupi Louis musi być, by to robić?
To było zbyt obraźliwe. Zbyt, nawet jak na Harry’ego. Louis nic nie rozumiał. Bez słowa, ręka Harry’ego zacisnęła się smyczy prowadzącej do żelaznej obroży, nim siłą pociągnął Louis ku sobie. Louis wydał zduszony dźwięk, ale nim mógł się przyzwyczaić, Harry odezwał się.
- Jeśli nie pojawisz się w mojej kwaterze w ciągu dwóch minut, każdy na tym statku otrzyma parę istotnych kwestii – Harry puścił go, stawiając go na nogach. Założył ręce na swych ramionach i spojrzał na Liama. - Zgaś ogień, a wy, pijane kutasy, macie iść do łóżek, zanim wywalę was za burtę – nie zważając na nic innego, Harry odwrócił się i odszedł.
Podążając wzrokiem za Harry’m, Louis mógł praktycznie powiedzieć, że czuł terror, rosnący w nim. Stał nieruchomo, przetwarzając dokładnie ostrą wypowiedź Harry’ego.
- Tak straszne jak to było, nie możecie powiedzieć, iż nie wiedzieliście, że to nadchodzi – Zayn był pierwszym, który przerwał milczenie, zaraz po tym jak Danielle porwała Eleanor w objęcia, gdy wstrząśnięta dziewczyna zaczęło cicho płakać.
Niall i Liam spojrzeli na ciemnowłosego mężczyznę jak na debila, a Zayn uniósł dłonie w obronnym geście.
- Wszyscy pomagali ukrywać księżniczkę, a teraz Harry jest wściekły. Wiedzieliśmy, że to nastąpi od momentu, w którym zaczęliśmy mu pomagać.
- Dlatego nigdy nie chciałem pomagać w ukrywaniu Louisa, ponieważ nie chciałem wkurzyć Harry’ego – Liam skrzywił się. - Dlaczego mnie w to wciągnęliście? - westchnął, kręcąc głową, gdy wstał na nogi. - Za dużo, jak na opowiadanie śmiesznych historyjek przy ognisku.
Pierwszy oficer ruszył na drugą stronę ogniska, gdzie inni członkowie załogi nie byli w ogóle świadomi sytuacji, która właśnie miała miejsce.
- Pomogę ci, stary – Zayn zawołał do Liama, gdy wstał, aby pomóc mu pozbyć się ognia.
- Hej, w porządku? - Louis wyrwał się z oszołomienia, gdy Niall pojawił się u jego boku i blondyn wyraźnie troszczył się.
- Tak… - Louis powoli skinął głową. - Jest mi po prostu przykro za was wszystkich, bo Harry jest teraz na was wściekły i to jest… - przeczesał palcami włosy. - Nieprzyjemne.
Irlandczyk uśmiechnął się dobrodusznie.
- Jedną z ważniejszych rzeczy o Harry’m jest to, że bardzo łatwo go wkurzyć, ale równie łatwo sprawić, by był… Nie-wkurzony – blondyn uśmiechnął się do księcia. - Nie martw się. Po prostu idź do jego pokoju i gdy będzie na ciebie krzyczał, wszystko co musisz zrobić, to przyjąć na siebie to wszystko, nawet jeśli ci się to nie podoba. Przestanie i da ci mniejszą karę, jeśli nie będziesz się opierał.
Chciał pomóc, choć to nie było dobre pocieszenie. Zwłaszcza na wspomnienie, że ostatnie dwie kary, jakie dał mu Harry, były seksualnymi torturami i Louis nie był taki pewien, czy chce być choćby w pobliżu pokoju Harry’ego.
- Dlaczego za każdym razem, kiedy się spotykamy, iskry pojawiają się w całym tym pieprzonym miejscu?! - Louis jęknął rozpaczliwie, chowając twarz w dłoniach. - Dlaczego nie możemy mieć normalnej rozmowy i po prostu to skończyć?!
- To dlatego, że Harry bardzo cię lubi – Niall zachichotał. - Wasze osobowości są bardzo podobno, więc może dlatego, gdy macie rozmawiać, wszystko w koło eksploduje?
- Nie jesteśmy podobni! Nie jestem w niczym podobny do tego chłopca! - Louis syknął w obronie.
Niall wzruszył ramionami, patrząc na Zayna i Liama, którzy gasili ogień.
- Oboje zawsze upieracie się przy swoim, więc próbujecie wziąć górę nad sobą nawzajem. Jedyne, co mogę ci doradzić, to po prostu pozwól Harry’emu przejąć na chwilę kontrolę, przynajmniej póki wasze relacje są takie ciężkie. Będę ci to powtarzał, póki sam nie zdasz sobie z tego sprawy… Harry nie jest złym facetem, Louis – jego słowa uderzyły lekko Louisa, a Niall wciąż się uśmiechał. - Po prostu pomyśl o tym wszystkim z jego perspektywy, a zobaczysz! Będzie łatwiej – poklepał Louisa pocieszająco po plecach, na co książę zareagował grymasem.
- Chciałbym spróbować spojrzeć na to wszystko z jego strony, ale nie wiem, czy mogę trzymać głowę tak daleko jak mój tyłek – Louis wymamrotał, nim ruszył w stronę kwatery Harry’ego.
Gdy dotarł do drzwi, rozważał odwrócenie się i odejście, ale wiedział, że to tylko pogorszy sytuację. Przekręcając gałkę, Louis stopniowo wchodził do środka. I po raz kolejny myślał o wszystkim, od początku.
Jeśli ojciec dotrzymałby obietnicy… Jeśli miałby… Louis nie musiałby się martwić niczym, bo nie spotkałby Harry’ego, kapitana stojącego przy drzwiach ze skrzyżowanymi ramionami i raczej chłodnym wyrazem twarzy, kiedy patrzył na Louisa, wchodzącego do gabinetu.
- Cieszę się, że wreszcie ci się udało dotrzeć – Harry stwierdził sarkastycznie, gdy książę zamknął drzwi.
- Nie miałem wielkiego wyboru – odparł Louis, a Harry wzruszył ramionami.
- Nie wiem, może opowiesz mi historyjkę o tym, jak byłeś śledzony przez syreny albo jak zgubiłeś się i potknąłeś, wpadając w króliczą norę, idąc tutaj?
W obronie, Louis zrobił krok do przodu.
- To, co ci powiedziałem, nie było…
- Wiesz co? - Harry rzucił. - Jestem już cholernie zmęczony twoją gówno-prawdą - nieprzygotowany na ten wybuch, Louis zatrzymał się w pół słowa, obserwując jak kędzierzawy kapitan oddycha szybko. - Nie kłam. To wszystko, o co cię proszę, Louis. Po prostu zachowaj te kłamstwa dla siebie. To tak cholernie mnie denerwuje, że nawet nie zdajesz sobie sprawy… - Harry westchnął, gdy zdjął kapelusz i przeczesał palcami włosy.
- Skąd wiesz, że to co powiedziałem było kłamstwem? - Louis skrzywił się.
Harry potrząsnął głową, śmiejąc się sucho. Zaczął iść w kierunku biurka.
- Czy to ważne? Wiem, że kłamstwo jest w twojej krwi, ale byłbym wdzięczny, gdybyś to zatrzymał lub po prostu nie mówił tego do mnie.
Słysząc o swojej rodzinie, Louis nagle dostał mdłości, na wspomnienie odejścia rodziny Harry’ego. Przełykając gulę, która pojawiła się w jego gardle, idąc w stronę Harry’ego, który przeglądał liczne dokumenty na biurku.
- Przykro mi, że cię okłamałem – Louis wyznał szczerze. Ręce Harry’ego zatrzymały się, najwyraźniej nie spodziewając się takiej odpowiedzi, lecz szybko pokręcił głową, szydząc.
- Nie, nie jest ci przykro. Jest ci tylko przykro, że zostałeś złapa…
- Harry, naprawdę mi przykro – Louis podniósł rękę i dotknął ramienia kapitana. Harry zesztywniał i Louis zbliżył się do niego. - Nie tylko za to. Przepraszam też za to, co mój ojciec ci zrobił – uścisnął ramię, by go uspokoić. - Przepraszam za to, co zrobił twojej mamie i siostrze, jasne? Ja…
Bez ostrzeżenia, Harry agresywnie odepchnął Louisa od siebie. Louis nie był na to przygotowany i prawie upadł, jak Harry strzepnął ramię, z gniewem w oczach.
- Nie waż się, kurwa! Nie jest ci, kurwa, przykro i nie chcę, kurwa, litości!
Oczy Louisa otworzyły się szeroko, a on sam zmarszczył brwi.
- Harry, mówię poważnie! Wiem, że to, co mój ojciec zrobił było złe! Nie byłem świadom, co wyprawiał za swojego panowania i muszę przyznać, że nadal tego nie rozumiem, ale to było złe i po prostu chcę przeprosić, okej!? Nie nabijam się z ciebie!
Usta Harry’ego wypuściły lekkie warknięcie, gdy kapitan piratów stanął twarzą w twarz z Louisem, prawie wybuchając.
- Skoro było ci tak przykro, to czemu nigdy nic z tym nie zrobiłeś?! Wszystkie królewskie pomioty i szlachta są tacy samolubni i nienawidzę was za to! Nie obchodzi cię nic, póki to nie dotyczy ciebie! Gdybyś nie był na tym statku i nie miałbym nad tobą kontroli, nie zrobiłbyś, kurwa, nic, odnośnie tego, co twój ojciec zrobił!
- Jak możesz mówić mi, co zrobiłbym, a czego nie?! Nie możesz powiedzieć, kim jestem! Czemu po prostu nie przyjmiesz tych jebanych przeprosin, zamiast być tak zajebiście trudnym?!
- Jak możesz oczekiwać ode mnie przyjęcia tych przeprosin, kidy pierdolisz takie bzdury?!
- Wiesz, co!? Pieprzyć to i pieprzyć ciebie! Skończyłem! - zanim zdążył się odwrócić, jak chciał, wargi Harry uderzyły w jego z taką siłą, iż zabolała go twarz. Ich nosy zderzyły się ze sobą i Louis zakrztusił się, starając złapać oddech, gdy ramiona Harry’ego owinęły się wokół jego ciała, a dłonie próbowały już zerwać jego koszulę.
Sprzeciwiając się sobie, Louis oddał pocałunek jak najmocniej, próbując przejąć w nim dominację, jednak Harry próbował do powstrzymać.
Pirat odsunął się na chwilę, by zaczerpnąć powietrza, zanim rzucił się na niego, atakując usta Louisa, którego pchnął do tyłu, aż zatrzymał się na ścianie, naprzeciw biurka.
- Jedną z rzeczy, które pamiętam, gdy byłem mały – Harry sapnął, kiedy koszula Louisa została wręcz wgnieciona w podłogę między nimi. - To, że tak cholernie i głupio mi się podobałeś.
Ręce Louis zabrały się za płaszcz Harry’ego, który okazał się cięższy, niż myślał. Kiedy uderzył o podłogę, szatyn próbował zdjąć koszulę Harry’ego, ale zanim to zrobił, usta Harry’ego były na jego szyi i oddech Louisa urwał się, kiedy poczuł, jak brunet o kręconych włosach ssie jego wrażliwą skórę.
Jęknął, jak wolna dłoń Harry’ego zaczęła się wiercić, by znaleźć drogę do krocza Louisa. Wargi pirata poruszały się wzdłuż szyi Louisa.
- Przed masakrą, nim wszystko straciłem, pamiętam, jak bardzo cię chciałem – popchnął Louisa i ten ponownie uderzył w ścianę, jęcząc z bólu, który został przerwany ruchem Harry’ego po drugiej stronie jego szyi. - Pamiętam, jak bardzo chciałem tam być z tobą, na szczycie. Miałem głupie złudzenie, że kiedyś weźmiemy ślub i też będę księciem – Harry zachichotał mrocznie, śledząc wargami szyję Louisa, stymulując przyjemność w ciele Louisa.
Louis starał się spojrzeć na bruneta, bo ta nowa informacja docierała do niego nieco zamglona, gdy poczuł, że jego krocze sztywnieje, a ciało Harry’ego kładzie się na nim i cóż, to nie była wygodna pozycja.
- Teraz, - Harry spojrzał na niego. - Po prostu chcę cię wziąć na oczach twojego ojca. Chcę, by widział jak cię pieprzę kompletnie, do samego końca. Chcę, by zobaczył, jak brudny, katolicki pirat pieprzy jego słodkiego synka, na jego oczach – uśmieszek wkradł się na twarz Harry’ego, gdy złapał Louisa za podbródek. - Tak cholernie chcę to zrobić, księżniczko.
Usta Harry’ego uderzyły w Louisa mocno, ale tak, jak poprzednio i Louis odsunął się ogłuszony, by złapać oddech.
- Tak mocno, jak chcę to zrobić, prawdopodobnie tego nie zrobię, jeśli nie będziesz się zachowywać – Harry zmierzył księcia. - Lubię cię bardzo, księżniczko i gdybym cię nie znał, uznałbym, że ty też mnie lubisz – uśmiechnął się, po czym zdjął rękę. - Jestem lepszym przyjacielem, niż wrogiem. Spróbuj mnie nie wkurzyć.
- Nie myśl, że nagle jestem twoją małą kurwą – Louis zawołał do niego, gdy ten zszedł z niego i schylił się po płaszcz i kapelusz, leżące na ziemi. Harry zerknął przez ramię tępo, gdy starszy mężczyzna burknął. - Jestem lepszym przyjacielem, niż wrogiem, jak ty. Może czuję się źle z tym, co zrobił ci mój ojciec, ale to nie daje ci prawa do mówienia o takich rzeczach przy mnie – Louis stwierdził. - Rozumiem, skąd pochodzisz, naprawdę, Harry… Ale nie przeginaj, bo gdy to zrobisz, ja także nie zawaham się zrobić czegoś.
Książę Siedmiu Mórz zatrzymał się, jakby chciał ocenić słowa księcia, nim cicho zachichotał.
- Księżniczko, przysięgam ci, że jesteś ładniejszy z zębami. Masz dużo odwagi – podniósł ubranie i ruszył do drzwi swego pokoju.
- Fakt, że ciągle nazywasz mnie księżniczką i poniżasz mnie, jest głównym powodem, dlaczego to robię – Louis zawołał za nim z irytacją w głosie.
Nucąc pod nosem, Harry powiesił kapelusz na haku, na jednej ze ścian.
- Więc, jeśli przestanę cię poniżać, spróbujesz być względem mnie choć trochę grzeczny? - powiedział to tak swobodnie, jakby ich mała, agresywna sesja w ogóle nie miała miejsca, a Louis wciąż borykał się z tym, by zapanować nad swoją nietkniętą erekcją tak, by Harry tego nie zobaczył.
Miał wrażenie, że Harry robił to celowo. Doprowadzał go do pełnej gotowości, a następnie zwyczajnie odpuszczał. Dupek.
- Nie będę próbować. Po prostu będę – Louis podkreślił, krzyżując ramiona, gdy Harry usiadł na łóżku i zdjął buty. Młodszy mężczyzna potrząsnął głową, ciesząc się.
- Interesujące.
- Umowa stoi?
- Tak, ale nie mogę obiecać ci, że przestanę nazywać cię księżniczką. To naprawdę do ciebie pasuje.
Louis sapnął z oburzeniem, gdy usiadł na drugim końcu łóżka, z rękami wciąż skrzyżowanymi na piersi.
- Nie widzę powiązania.
- Jesteś cholernie ślepy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz