*Louis nie miał pojęcia, kiedy zasnął, ale stało sięto tak nagle, że gdy się obudził, jego poczucie czasu było całkowicie zdezorientowane, przez co zaczął panikować. Nie było to nic w sumie nic ważnego, biorąc pod uwagę, jak o niewiele rzeczy musiał się martwić, będąc na statku.
Próbował wyrzucić myśli o Harry’m ze swojej głowy, gdy powoli wstawał z łóżka. Ostry ból między jego pośladkami natychmiast przypomniał mu o tym, co wydarzyło się między nim, a Harry’m wcześniej. To małe spotkanie, które nie powinno się zdarzyć. Naprawdę nie powinno.
Im więcej Louis o tym myślał„ tym bardziej wściekły był na siebie, zwłaszcza w tym momencie, gdy nie był pewien, z jakiego powodu był zdenerwowany.
Był zły, bo Harry najzwyczajniej go przeleciał, czy dlatego, że kędzierzawy pirat nie dokończył tego, co zaczął?
Chciał wierzyć, że to pierwszy powód, ale gdzieś w jego głowie usłyszał cichy głos, który mówił inaczej. Louis nazwał ten głos niczym innym, jak tylko nastoletnim popędem seksualnym. Harry zdecydowanie nie był nieatrakcyjny, wręcz przeciwnie… Po prostu jest charakter… I cały jego sposób bycia był gówniany.
Louis próbował odepchnąć tę myśl. Było to w przeszłości. Jeśli wróciłby do Anglii i na jaw wyszłoby, że uprawiał seks z piratem i podobało mu się to, z pewnością sprawy nie byłyby dla niego już takie przyjemne.
Jego dojście do drzwi przypominało koślawe utykanie, gdy próbował współpracować z bólem, który towarzyszył każdemu jego ruchowi, rosnąc z każdym kolejnym krokiem. Gdy był przy drzwiach, Louis pochylił się, by upewnić się, że Harry’ego nie ma swoim gabinecie, a kiedy nie usłyszał nic po drugiej stronie, otworzył drzwi. Tak, jak podejrzewał, nikt nie pracował przy biurku.
Uprzednio wyłamane przez pirata drzwi, były już naprawione, co wyraźnie zaskoczyło Louisa. Uderzyło go wspomnienie, kiedy jego wzrok opadł na podłogę, w miejscu, w którym niedawno leżał trup. Pojedyncza plama krwi była jedyną pozostałością już zmarłego pirata.
Nawet jeśli Louis wiedział, że nie powinien czuć się źle, nie mógł pozbyć się skrawku ludzkiego współczucia, które prześladowało go na myśl, jak szybko i bezlitośnie Harry strzelił w plecy nic niepodejrzewającego mężczyzny, kończąc jego życie. Mimo to, Louis powinien pamiętać, że zabijając tamtego, uratował jego i Nialla.
Louis kontynuował drogę do drzwi, które ostatecznie prowadzą na pokład, a gdy jego dłoń dotknęła gałki, rozważał swoje ewentualne wyjście lub pozostanie, oraz wszelkie skutki. Zdając sobie sprawę, że nie ma nic do stracenia, bo i tak, do cholery, jego linia życia była już cienka, otworzył drzwi i wyszedł.
Była już noc, najwidoczniej czas poszedł o wiele dalej w swojej “drzemce”, co wprawiło go w zakłopotanie. Jak długo był na zewnątrz?
Kilka lamp naftowych zostało umieszczonych na dużych, drewnianych stanowiskach na statku, a Louis w milczeniu obserwował kilku członków załogi, którzy chodzili tam i z powrotem między statkami, przenosząc jakieś przedmioty, począwszy od obrazów, aż po prowiant, do niższych części okrętu.
Wiedząc, że to niemożliwe, aby wszystko to działo się tak długo, Louis zorientował się, że był to wciąż ten sam dzień. Oni po prostu okradali inny statek…
Jego usta wykrzywiły się w grymasie, kiedy chwycił się za tyłek, a ból nadal był świeży i uciążliwy. Zastanawiał się, czy Eleanor ma coś, co mogłoby mu pomóc. Ponieważ Bóg zabronił mu prosić o to kogoś takiego, jak Zayn.
Louis nigdy nie usłyszałby końca.
- Och, hej, Louis! Miło widzieć, że jesteś żywy i masz się w porządku!
Prawie podskoczył, gdy nieoczekiwanie jakiś głos pojawił się blisko jego ucha. Louis przekręcił głowę w lewo, gdzie zobaczył Zayna opartego o ścianę, w pobliżu otwartych drzwi. Brunet uśmiechał się chytrze.
- Kiedy Harry opuszczał pokój, wydawał się mieć lepszy humor niż wcześniej, więc wszyscy zakładaliśmy się, w jaki sposób cię zabił, gdy nie wyszedłeś jeszcze po godzinie.
Louis oparł się chęci wybicia zębów, tworzących rozbawiony uśmiech pirata i ciężko westchnął.
- Wszystko jedno, mam to gdzieś. Gdzie Eleanor? - szybko zapytał.
- Mam się w porządku, dzięki, że spytałeś – rzucił oschle Zayn z rękami w kieszeniach. Louis przewracając oczami, wykonał akcent dłonią.
- Gdzie jest Eleanor? Jest coś, co muszę z nią teraz omówić.
- Co takiego? - Zayn spojrzał na księcia, unosząc jedną z brwi.
- O mój Boże, nie możesz mi powiedzieć, gdzie ona, do cholery, jest, zamiast być tak wścibskim? - Louis jęknął podirytowany, natychmiast powodując, że Zayn uniósł dłonie w obronnym geście.
- Tak mi przykro, Wasza Królewska Mość. Wybacz, że nie wypełniam twoich zachcianek w jednej chwili.
- To nie jest słodkie. Po prostu odpowiedz na moje pytanie.
- Jest w pokoju medycznym, wykonując swoją pracę – odpowiedział pirat, kręcąc głową. Bo wiesz, tym jak, jak lekkomyślnie wyszedłeś na pokład, wywołałeś atak ze strony załogi z The Rose, część załogi jest ranna, więc nasza nowa pielęgniarka im pomaga.
Louis skulił się, gdy słowa Zayna uderzyły w niego z większą goryczą, niż by sobie tego życzył. Jednakże, odrzucił to, chcąc ukryć wszelkie ślady winy ze swojego tonu głosu.
- Dobrze, możesz mi pokazać ten pokój medyczny?
- Nie sądzę, że chcę – Zayn zakaszlał w dłoń i kiedy Louis posłał mu pytające spojrzenie, odwrócił wzrok. - Słyszałem od jednego z pozostałych członków załogi, że Danielle tam jest i pomaga Eleanor, a w którymś momencie zrobiło się tam tłoczno i Eleanor zaczęła się stresować, Danielle wpadła w szał i wszystkich wyrzuciła.
- Ona nigdy nie pracowała dobrze pod presją – wzdychając, Louis spojrzał w niebo.
- Danielle jest kimś w rodzaju jej osobistego ochroniarza. Gdy tylko pomyśli, że ktoś próbuje zdenerwować Eleanor, dziewczyna szykuje się do skoku. Raz wydawało jej się, że ja i Niall gapimy się na piersi Eleanor, czy coś i popchnęła nas na pieprzoną ścianę.
Louis oparł się pokusie zachichotania, gdy ciemnoskóry mężczyzna mówił dalej.
- Oczywiście, musiałem podnieść Nialla i uciekać, gdzie pieprz rośnie, w strachu, że ta zwariowana kobieta może mnie dotknąć – drgnął gwałtownie. - To za dużo dla mnie, by w ogóle o tym myśleć, stary.
Potrząsając głową, Louis obserwował z rozbawieniem zakłopotanego pirata, gdy przeczesywał dłonią włosy.
- Także nie wiem, jak pomocna może być dla ciebie ta rada, ale nigdy nie mów Danielle, że nie umie tańczyć. Pamiętam, jak raz Alfred powiedział, że nie umie tańczyć…
- Kim jest Alfred? - Louis spytał z ciekawości, bo nie znał tego imienia.
- Otóż to.
Louis parsknął, przekrzywiając głowę na bok.
- Nie boję się Danielle czy kogokolwiek na tym statku. Tylko zaprowadź mnie do pokoju medycznego.
- Twój pogrzeb, nie mój – Zayn pokręcił głową, wzruszając ramionami.
Dwójka zaśmiała się krótko, gdy Zayn zaczął prowadzić go w głąb statku. Używając tak wiele siły, jak tylko mógł, Louis próbował nie utykać, modląc się w duchu, by mężczyźni, przechodzący obok, kradnąc wyposażenie The Rose, nie zauważyli dziwnego sposobi chodzenia Louisa.
Ciekawość wzięła górę, kiedy Louis patrzył, jak mniejszy statek został zakotwiczony niesamowicie blisko tego, na którym był.
- Zayn, co dokładnie robicie z tym statkiem? - zapytał nisko.
Zayn zatrzymał się, rzucając Louisowi krótkie spojrzenie, nim spojrzał na The Rose.
- Rabujemy go – odpowiedział jak gdyby nigdy nic. - Zaatakowali nas, przegrali, więc bierzemy wszystko. To typowe w pirackim świecie. Z pewnością nie jest to pierwszy raz, gdy nam się to stało i prawdopodobnie nie ostatni, biorąc pod uwagę to, że ci nieświadomi niczego kapitanowie poważnie myślą, iż mogą nas pokonać - wyjaśnił krótko.
- Och. Ale co stało się z załogą? Kapitanem? Czy oni wszyscy zostali… - urwał, naprawdę nie mogąc wypowiedzieć tego słowa.
- Zamordowani – Zayn odpowiedział łatwo, w ogóle nie reagując na niechęć Louisa wobec tego tematu. - Cóż, nie wiem nic o kapitanie. Wiedząc, jak niepohamowany musiał być Harry, kiedy dowiedział się, że próbują cię zabrać, kapitan prawdopodobnie nadal żyje ze złamanymi nogami tak, iż nie może uciec ze statku. Gdy kończymy brać wszystko, co cenne, zwyczajnie topimy statek, a kapitana razem z nim. Ale nie wiem, nie pytałem Harry’ego i nie zamierzam tego robić.
Głowa Louisa zaakceptowała tę nową informację ze smutkiem. Harry był cholernie okrutny. Kapitan nie tylko musiał żyć z bólem połamanych nóg przez kilka godzin, to jeszcze to wszystko zakończy się wypełnieniem jego płuc palącą, słoną wodą.
To nawet nie była jego wina! To była wina jego załogi, która działała bez rozkazu po tym, jak zobaczyli Louisa na pokładzie. Więc Harry torturuje biednego kapitana za nic.
Louis spoliczkował się wewnętrznie. Nie powinien się tym przejmować. Kapitan piratów był przestępcą, który po prostu dostał to, na co zasłużył. Ale tak czy siak, nikt nie zasłużył na śmierć, jak ta…
- Tak więc, mój drogi – mężczyzna zanucił. - To kolejny powód, dla którego doceniamy fakt, że Harry bezwarunkowo kocha nas swoim skamieniałym, czarnym sercem – uśmiechnął się.
- Jesteś pewien, że on jeszcze ma serce? - mówiąc to, oczy Louisa rozszerzyły się, gdy zauważył pośród cieni na The Rose, Harry’ego.
Tylko z tej odległości, kędzierzawy mężczyzna wyglądał niezwykle poważnie. Palące się światła z lamp naftowych na drugim statku, pozostawiały głębokie pomarańczowe światło oraz ciemne, ostre cienie na twarzy kapitana, który wszedł na pokład za ostatnimi członkami swojej załogi.
Zatrzymał się przed jednym z mężczyzn, wyglądając na zaciekawionego czymś. Oczywiście, będąc tak daleko, Louis nic nie słyszał, ale sądząc po twarzach dwóch piratów, wyraźnie pogrążonych, gdy Harry zmarszczył brwi, mówiąc coś bez emocji, z poważnym spojrzeniem, książę był zaskoczony sposobem, w jaki pirat się prezentował.
Patrząc na niego teraz, Louis mógł powiedzieć, że faktycznie widział kapitana piratów. Nie wkurzającego gówniarza, który ciągał do wszędzie, lecz poważnego i dojrzałego człowieka morza.
Rozmowa ciągła się dalej po odpowiedzi drugiego mężczyzny, który wyglądał na nieco zmartwionego, zanim zaczął się śmiać. Louis spojrzał na Harry’ego, by zobaczyć jego reakcję, a brunet uśmiechał się, poklepując członka swojej załogi po plecach, zanim poszedł na przód statku, gdzie znajdował się most.
Niebieskie oczy Louisa obserwowały dokładnie ruchy mężczyzny i w momencie, gdy Harry odwrócił się, by spojrzeć na One Direction, serce księcia zatrzymało się, kiedy oczy Harry’ego stanęły na nim. Usta kapitana otworzyły się, marszcząc brwi, nim wskazał na Louisa. Nie czekając na jego reakcję, Louis z powrotem zaszczycił uwagą Zayna.
- Więc, skoro twój chłopak już nas zauważył, zgaduję, że chcesz iść do pokoju medycznego TERAZ – Zayn natychmiast powiedział.
Louis nie miał pojęcia, czy powinien się wstydzić, że został przyłapany na wpatrywaniu się w Harry’ego przez Zayna i innych, ale odrzucił to od siebie, gdy zwyczajnie skinął głową i uśmiechnął się wdzięcznie.
- Tak.
Natychmiast, obaj mężczyźni ruszyli w kierunku drzwi, które prowadziły do pokoju na dole. W środku, Zayn odepchnął wszystkich członków załogi, którzy nieśli kilka dużych, skradzionych dużych skradzionych skarbów z The Rose.
Próbując sprostać zwinnym, pirackim ruchom, Louis praktycznie wpadał na każdego mężczyzną w drodze w dół, po schodach i na korytarzu, byle tylko widzieć Zayna, pędzącego do przodu.
- Nie dotykaj mnie! Jestem wart więcej niż ty! - Louis zirytował się, kiedy pirat złapał go w swoje ramiona, zanim skręcił w korytarzu, za Zaynem.
Nieoczekiwanie, pirat odsunął swoje ręce, nim brunet podążył za ciemnoskórym mężczyzną, poruszającym się szybciej, niż Louis kiedykolwiek potrafił. Zatrzymał się dopiero na końcu korytarza i Louis zwolnił, dysząc ciężko.
- Następnym razem uprzedź mnie, kiedy będziesz chciał mnie złapać i uciekać, jakbyś zwiewał przed policją.
- Haha, jesteś jak Niall. Nie wiedział, jak można tak biegać, póki go nie nauczyłem, ale nie martw się, prakryka czyni mistrza.
- Skoro mowa o Niallu – Louis sapnął ze znużeniem. - Pamiętam, jak mówiliście mi, że ma paskudny charakter. To trochę dziwne, że gdy byliśmy w gabinecie Harry’ego, przyparci do muru przez piratów z The Rose, on nie miał przy sobie żadnej broni… Czy tak jest zawsze?
Brew ciemnowłosego pirata uniosła się, zachęcając Louisa do podania szczegółów, ale nim zdążył odpowiedzieć, drzwi do pokoju medycznego otworzyły się.
Danielle rozejrzała się z rozdrażnieniem, unosząc brwi, gdy spojrzała na Zayna.
- Dlaczego wróciłeś, Zayn?
- Dlaczego nigdy nie zajmujesz się swoimi sprawami w dzisiejszych czasach, Danielle? - Zayn natychmiast wyprostował, zwracając się do niej.
- Hałasujesz w korytarzu i Eleanor nie może się skupić – kobieta skrzywiła się, mierząc go wzrokiem. - Więc myślę, że jest to moja sprawa, zwłaszcza, gdy dotyczy zdrowia jednego z członków mojej załogi.
- Hej, zejdź z niego – Louis bronił go gorąco, stając między parą. Spojrzał groźnie na Danielle. - Wrócił, by mnie tu przyprowadzić i Boże, to nie jest twój zasrany interes, jeśli chce tu wrócić. Nie monitorujesz korytarza. Może robić tak wiele gała, jak chcemy. A jeśli Eleanor nie może się skoncentrować, musi się nauczyć, że to jest w porządku, jeśli nie uratuje życia kilku piratom, w rzeczywistości to społecznie akceptowane.
Zayn powoli pokiwał głową, patrząc sztywno z boku, podczas gdy Danielle była wyraźnie zaskoczona odpowiedzią księcia.
- A teraz, proszę wybaczyć – Louis uniósł rękę, po czym obszedł brunetkę o kręconych włosach i pewnym krokiem wszedł do pokoju medycznego.
Będąc wewnątrz, Eleanor obdarowała go skromnym uśmiechem, gdy skończyła owijać bandażem ramię Liama. Pierwszy oficer statku skinął głową, przyglądając się Louisowi.
- Tak, to nic złego nie uratować życia kilku piratom.. Byłoby zupełnie w porządku, że gdyby Eleanor zawaliła i mnie zabiła.
- Nie dramatyzuj – Danielle zaszydziła, po raz kolejny wchodząc do pokoju. - Masz tylko dwa, słabe obrażenia. Nie ma nic, czego nie mógłbyś znieść, co jest imponujące, biorąc pod uwagę, jak walczyłeś przeciwko piątce piratów na raz.
- Wiem, – Liam westchnął. - ale to będzie imponujące, jeśli będę mógł to robić bez żadnych “słabych obrażeń” jak Zayn czy Harry – przyznał się ciemnowłosemu mężczyźnie, stojącemu przy drzwiach.
- Nie chcę być niegrzeczny czy coś, - książę skrzyżował dłonie na klatce piersiowej – ale muszę was poprosić o wyjście, teraz, kiedy potrzebuję służbowo porozmawiać z Eleanor.
- Och, służbowo. Biorąc pod uwagę, jak oboje jesteście uwięzieni na statku, to brzmi bardzo poważnie – Danielle roześmiała się, otrzymując od Louisa piorunujące spojrzenie.
Wyraźnie zaskoczona Eleanor, obserwowała bruneta w zdezorientowaniu, gdy Liam stanął na nogi w zdumieniu.
- Służbowo? To z pewnością brzmi oficjalnie.
- Brzmi jak wtedy, gdy Niall coś mówi, by móc przemycić dodatkowe jedzenie od kucharza. Haha – kobieta o kręconych włosach zachichotała, gdy Liam zaczął wyprowadzać ją z pokoju, obdarzając Louisa skinieniem głowy z szacunkiem.
Gdy trójka piratów wyszła z pokoju, Louis zwrócił uwagę z powrotem na Eleanor, uprzednio zamykając drzwi. Przyłożył ucho, by być w stu procentach pewnym, że odeszli, aż wreszcie wrócił do Eleanor, która zaczynała porządkować bandaże i maści w gabinecie. Wyczekująco, odwróciła się do niego.
- Masz jakieś aktualne informacje na temat planu? - zapytała z zaciekawieniem.
Louis już opowiedział jej o planie ucieczki i obiecał, że gdy tylko dowie się czegoś więcej, poinformuje ją. Zaplanowali ucieczkę ze statku i powrót do Anglii, bez względu na koszty.
Potrząsając głową, uwaga Louisa skupiła się na jego tyłku, który wciąż pulsował, a jego wcześniejszy bieg nie zrobił nic, by ból odszedł.
- Czy masz cokolwiek, by poradzić sobie z bólem? - niezdarnie westchnął.
- Hm? - zamrugała.
- Środki przeciwbólowe – Louis starał się zamaskować wstyd. - Masz jakieś?
- Hm, myślę, że może… - odwróciła się do szafy. - Po co? Słyszałam o tym, co się stało z tobą i piratami… Kapitan Styles… Nie skrzywdził cię, prawda? - zapytała cicho.
Jak, do cholery, miał na to odpowiedzieć?!
- Cóż, powiedzmy, że Harry jest głównym bólem w mojej dupie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz