*- Doktorze Malik, jak miło cię znowu zobaczyć – powiedział Louis zaraz po przyjeździe Zayna do ośrodka psychiatrycznego o szóstej piętnaście następnego ranka. Zayn był śmiertelnie wykończony, ale tylko przy obecności psychiatry Louisa, agent Laurence mógł z nim porozmawiać. Wspaniale.
- Usiądź – powiedział szorstko, odsuwając krzesło, aby usadzownić na zewnątrz jego celi. Agent Laurence dzwonił i powiedział, że spóźni się trochę. Louis obserwował go uważnie, po czym usiadł na samym końcu łóżka. Nic nie mówił, jedynie dalej wpatrywał się w Zayna. Ciemnowłosy zamknął oczy i oparł się o krzesło. On i Harry zasnęli dopiero o piątej nad ranem. Harry nie odzywał się do niego, jedynie oznajmił, że idzie biegać z Liamem o szóstej. Zayn wiedział, że ma kłopoty, ponieważ Harry absolutnie nienawidził biegania.
- Ciężka noc? – Powieki Zayna uniosły się i ten zobaczył uśmieszek na twarz Louisa.
- Nawet chyba wiem dlaczego – odpowiedział, słysząc kroki z korytarza. Louis nadal uśmiechał się, kiedy dyszący agent Laurence się pojawił.
- Przepraszam za późnienie. Musieliśmy zidentyfikować ciało. – Oboje spojrzeli na Louisa, który wpatrywał się w nich z iskrą w oczach.
- Panie Tomlinson – powiedział agent Laurence. – Kim jest Stan Lucas?
- Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedział Louisa, chociaż jego mina sugerowała, że wie dokładnie kim on był.
- Louis-
- Panie Tomlinson – powiedział Agent Laurence, przerywając doktorowi Malikowi. – Zgodnie z informacjami z FBI jest to zbrodnia i możesz mieć sprawę w sądzie.
- Już ją mam, agencie Laurence. To dlatego tu jestem – powiedział Louis ze śmiechem. Zayn nadal pozostał cicho. Był wściekły na Louisa, który prowadził swoje gierki, ale też wściekły na siebie, że dał się wpakować w ten cały bałagan. To niszczyło jego związek i powodowało, że mało sypiał i naprawdę, naprawdę chciał go za to udusić. Ta myśl przeraziła go, ponieważ zazwyczaj nie stosował przemocy, tak samo jak Harry.
- Jest przyjacielem przyjaciela – powiedział Louis, przerywając myśli Zayna. – Lub był nim.
- Kogo?
- To nie jest twoja sprawa – odparł Louis z gniewem w oczach, a potem spojrzał na Zayna.
- Zabiłeś go? – zapytał detektyw Laurence. Wzrok szatyna nie opuścił Zayna, kiedy odpowiadał.
- Tego się nie dowiesz.
***
- Szczerze koleś, on jest wkurzony – powiedział Danny. Harry spędzał ten wieczór z Liamem. Tak sądzi, ponieważ ledwo się z nim ostatnio widuje, ale Zayn wie że to przez to, iż ostatnio ciągle się kłócą.
- Nie wiem, czego on oczekuje! Przecież to moja praca, Danny! – powiedział Zayn, wyciągając papierosa. Szli przez Różany Ogród, który znajdował się kilka przecznic od mieszkania jego i Harry’ego. Danny posłał mu to spojrzenie. To spojrzenie, które mówiło: Jesteś idiota i czasami zachowujesz się, jak żałosny dupek.
- Dobra, ale chodzi o to, że ja na pewno byłbym wkurzony, gdybyś zapomniał o naszej drugiej rocznicy – odparł Danny ze wzruszeniem ramion.
- O czym ty mówisz? Moja rocznica z Harrym jest… – Danny uniósł brwi, wpatrując się w mężczyznę. – Cholera.
- Ta, koleś. Gratuluje.
- Kurwa, nie dziwne, że przyszedł (dop. tłum.: lub doszedł)-
- Przestań, stop! – powiedział Danny, wymachując rękoma. Nie chcę słyszeć żadnych szczegółów z waszego życia seksualnego.
- Więc co mam zrobić?
- Kiedy ja się kłócę z Michelle-
- Koleś, kłócisz się z nią co najmniej raz na tydzień. Ant mówi mi ciągle, jak wkurzające jest to, kiedy wy dwoje-
- Chcesz mojej rady czy nie? – odparł Danny, krzywiąc się.
- Tak, tak, na pewno nie zaszkodzi.
- Idź do domu, zrób mu obiad lub raczej kup go. Ty nie ugotujesz nic dobrego. Udekoruj trochę i zabiegaj o niego. Przypomnij mu, dlaczego jest z tobą od tych dwóch lat.
- Wiesz, to nie jest zły pomysł.
- No raczej – powiedział Danny, zabierając papierosa Zaynowi. Zaciągnął się, po czym oddał go mężczyźnie. – Ja mam zawsze dobre pomysły. – Oboje zaśmiali się, po czym rozeszli się w swoje strony, Danny kierując się na występ z Antem, a Zayn, aby kupić obiad w Chińskiej Restauracji blisko ich domu, którą Harry uwielbiał.
O dziewiątej wieczorem, Zayn zadzwonił do Harry’ego i zapytał, czy przyjdzie do domu, używając swojego najlepszego szczenięcego głosu. Głosu, któremu Harry nie potrafił nigdy odmówić. Udekorował mieszkanie świeczkami i przepysznie pachnącym chińskim jedzeniem, które czekało na stole. Dźwięk otwieranych drzwi zabrzmiał dziesięć minut później, a Zayn wiedział, że było to warte, w chwili gdy zobaczył, że oczy Harry’ego rozświetliły się jak cholerna choinka na święta.
- O mój boże – powiedział, ściągając kurtkę i rozglądając się po mieszkaniu. Zayn siedział na kanapie, uśmiechając się przepraszająco, kiedy trzymał miskę jedzenia. Harry także się uśmiechnął i usiadł obok niego. Ciemnowłosy pochylił się i pocałował go, długo i powolnie, a Harry westchnął szczęśliwie podczas pocałunku.
- Przepraszam za bycie dupkiem – powiedział delikatnie Zayn, muskając usta Harry’ego kiedy mówił. Brunet potrząsnął głową, a jego loki połaskotały czoło drugiego chłopaka.
- To nie jest tylko twoja wina – odparł, opierając się o kanapę i przygryzając dolną wargę. – Nienawidzę się do tego przyznawać, ale byłem jakby…zazdrosny o Louisa?
- Co? – zapytał Zayn, unosząc brwi.
- To znaczy, spędzałeś z nim cały swój czas i…nie wiem – powiedział Harry, patrząc w podłogę.
- Ale teraz mamy dla siebie całą noc – powiedział Zayn, uśmiechając się. – Więc, chińszczyzna?
***
- Boże, kocham cię – powiedział Zayn, kiedy Harry zsuwał się z niego po orgazmie. Brunet zaśmiał się, a Zayn odwrócił się do niego, plącząc ich nogi pod kołdrą.
- Też cię kocham – wymamrotał Harry, przyciągając bliżej chłopaka i całując go w czoło. Zayn otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale jego telefon zaczął wibrować na szafce obok łóżka. Westchnął i sięgnął po niego, ale Harry go powstrzymał.
- Nie dzisiaj. Proszę? Tylko… nie dzisiaj. – I wyglądał na tak smutnego i zmęczonego, że Zayn nie mógł odmówić. Więc nacisnął czerwoną słuchawkę, po czym wtulił się w swojego chłopaka.
***
- Nie odbiera – powiedziała Demi – asystentka agenta Laurence. Była ładną dziewczyną z długimi i opalonymi nogami, ale ten nie był nią zainteresowany. Był w szczęśliwym małżeństwie przez siedemnaście lat. Westchnął i kazał jej iść do domu, a sam wszedł do swojego biura ze stosem kartek w rękach. Stan Lucas był gwiazdą piłki nożnej w college’u i ukończył nauki polityczne. Wyglądał na skromnego chłopaka. Umarł w wieku 24 lat. Został znaleziony dwa lata później. Jego ciało było w ostatnim stopniu rozkładu, więc możliwe, iż zostało porzucone przed tym jak aresztowali Louisa. Ale ten nie odpowiadał na najważniejsze pytania o nim.
- Proszę pana. – Laurence spojrzał na Demi, która stała w wejściu do jego biura. Wyglądała na trochę przerażoną. Mężczyzna myślał, że poszła już do domu, przecież był po północy.
- O co chodzi, panno Lovato?
- Znaleźli kolejne ciało. To Andrew Kavenaugh.
- Gdzie? – zapytał Laurence od razu wstając i biorąc swój płaszcz.
- Na Bay Ridge. Tak jak mówił Louis.
- Spróbuj zadzwonić jeszcze raz do doktora Malika.
***
- Czy to wszystko, panie Tomlinson? – powiedziała starsza pielęgniarka, która dostarczyła mu nowe wydanie New York Times i stos pustych kartek, tak jak ją o to poprosił.
Janet Smith pracowała w ośrodku psychiatrycznym od wielu lat. Widziała przeróżne rzeczy. Pracowała z seryjnymi mordercami, brutalnymi schizofrenikami i ludźmi z przeróżnymi zaburzeniami osobowości. Widziała śmieci i uzdrowienia. Wszystko to przeżyła bez cienia emocji. Była odporna na ich cierpienie. Długo uczyła się, że przejmowanie się tym ludźmi, mogło spowodować śmierć jej zdrowego rozsądku.
- Tak, dziękuję pani Smith - odpowiedział grzecznie Louis. Wokół niej było coś, co czuli wszyscy pacjenci. Nie była tą, z którą ktoś chciałby zadzierać, a raczej tą, której okazuje się szacunek.
Kiedy wyszła, Louis chwycił karki, które włożyła mu przez okienko do jedzenia. Uśmiechnął się do siebie.
Zostawiła spinacz na kartkach.
***
- Andersownowie byli trudniejsi niż Kavenaughowie. Pan Anderson był policjantem w Brooklynie. Dobrze zbudowany mężczyzna, ważący około 95 kilogramów, wysoki. Jego żona była piękną kobietą. Długie nogi, duży biust. To znaczy, była kobietą, za którą oglądali się mężczyźni. Ich sąsiad, pan Thompson, poniósł tej nocy stratę, tylko tyle ci mogę powiedzieć. Ich córka była taka jak mama: piękna. Jednak ich syn był brzydkim kaczątkiem.
- Jego ciało także zaginęło – odparł niskim i beznamiętnym głosem Zayn.
- Tak, to prawda – powiedział Louis, po czym kontynuował historię. – Broń pana Andersona wisiała zaraz obok drzwi, więc wziąłem ją, kiedy tylko tam wszedłem. Zaczął dzwonić alarm, ale nie przejmowałem się. Po prostu kolejne wyzwanie. Pierwszy przybiegł pan Anderson. Strzeliłem mu w kolano, a ten upadł jak worek ziemniaków. Pani Anderson chwyciła dzieci za ręce i pobiegła z nimi na tył domu, kiedy usłyszeli wystrzał. Nie martwiłem się. Wziąłem mój nóż i przejechałem powoli po jego nadgarstku, upewniając się, że na to patrzy. Jego źrenice były ogromne! Odszedłem i znalazłem resztę rodziny. Córka płakała, a kiedy próbowałem odciągnąć ją od matki, ta zaczęła krzyczeć. Prosiła, żebym wziął ją zamiast jej, żebym oszczędził jej dzieci. Więc chwyciłem jej nadgarstki i podniosłem ją. Miała na sobie jedną z tych wściekle nieodpowiednich sukienek. Jej piersi praktycznie wypływały z niej. Jaka matka ubiera się tak przy dzieciach? Przeciąłem jej nadgarstki, a potem jej uda. Jej piękne uda. Córka nie chciała zamknąć swojej modry. Tak samo jak suka od Kavenaughów. Rozciąłem jej brzuch i obserwowałem, jak łzy wypływają z jej oczu. Ale chłopak był cicho. Przez cały ten czas nie powiedział ani słowa – odparł Louis i po raz pierwszy wyglądał na sfrustrowanego. W końcu problem, którego nie rozumiał. Coś co Zayn wiedział, a on nie.
- Leo Aderson był ślepy i nie mógł mówić, panie Tomlinson. – powiedział Zayn. I to sprawiało, że wszystko było gorsze. Ten biedny, dwunastoletni chłopak słyszał jak jego rodzina umiera, ale nie mógł nic zobaczyć, ani powiedzieć. Oczy Louisa pozostały puste. – Gdzie jest ciało, Louis?
- Jesteś sam, doktorze Malik? – zapytał nagle szatyn.
- Nie – odpowiedział Zayn. – Gdzie jest ciało Leo?
- Szczęściara. Jak czuję się z tym, że jestem twoim pacjentem?
- To nie twój interes, panie Tomlinson. A teraz powiedz mi, gdzie jest ciało.
- Byłem raz zakochany – powiedział Louis, wpatrując się w okno. – Moje piękne słońce, światło w moim życiu. – Jego wzrok powrócił do Zayna. – To smutne, kiedy odchodzą. To jakby coś zostało tobie odebrane, rozumiesz? – I dla Zayna, brzmiało to prawie jak groźba.
- Czemu odeszła? – zapytał. Potrzebował wszystkich informacji, które mógł dać mu Louis.
- Jego ciało jest w Różanym Ogrodzie – powiedział Louis, wstając. – I właściwie znasz już odpowiedź na te pytanie. Jest w twojej głowie, tylko musisz jej poszukać.
Kiedy wyszedł, wszystko doszło do Zayna. Louis prosił o niego z nazwiska. Więc mężczyzna potrzebował coś, co ma Zayn. A jedynym czego potrzebował, to powód, aby spotkać się z psychiatrą. Wybrał Zayna z setek psychiatrów w okolicy.
Kiedy jechał do domu, to niespokojne uczucie w żołądku nie znikło. Zamiast tego, coraz bardziej się pogarszało i mężczyzna czuł, jakby miał zwymiotować. Kiedy dojechał do domu, było tak źle, że potykał się o schody do jego mieszkania i ciężko oddychał. Jego kolana zadrżały, a ten upadł na zimne, kamienne schody. Ciało Leo Andersona było w Różanym Parku. Był tam dwie noce wcześniej z Dannym. Był dokładnie tam.
Włożył głowę pomiędzy kolana, próbując unormować oddech i uczucie w żołądku. Kiedy w końcu oddychał trochę lepiej, wstał. Jego torba wydawała się o wiele lżejsza niż zazwyczaj. Otworzył ją, a jego szczęka opadła.
Jego laptopa tam nie było.
***
Louis wiedział, że musi działać szybko, zanim pan Smith wróci. Otworzył laptopa i włączył go. Kiedy pojawiło się okienko do logowania, nacisnął ‘przypomnij hasło’. Pojawiło się: Coś, bez czego nie mogę żyć.
Louis próbował kilku rzeczy: imiona jego trzech sióstr, jego drugie imię, nazwisko przybranych i biologicznych rodziców, ale nic nie działało. Tygodnie na poznawaniu doktora Malika były bezużyteczne. Westchnął i zdecydował się na plan B. Zamknął laptopa i użył spinacza, aby otworzyć komputer. Jego współlokator za czasów college’u był jakby geniuszem techniki i pokazał Louisowi mały przewód, który można rozłączyć, jeżeli nie pamięta się hasła. To było ryzykowne. Jeśli nie zrobi się tego poprawnie, można utracić wszystkie dane na laptopie, ale Louis ćwiczył to przez miesiące.
Kiedy odwrócił laptopa, ten od razu otworzył twardy dysk Zayna. Uśmiechnął się, kiedy zobaczył pliki mężczyzny. Wiedział, że ten nie jest na tyle głupi, aby mieć dokumenty pacjentów na swoim laptopie, ale ten chciał mieć dostęp do GPSa w jego telefonie. Wpisał w linijkę jego numer telefonu, który zobaczył kiedyś na biurku jego prawnika.
Jak tylko znalazł adres, którego szukał, zamknął laptopa. Kiedy Janet wróciła, położył komputer w to samo miejsce w celi, gdzie było wcześniej. Kobieta spojrzała na przedmiot i westchnęła, zabierając go ze sobą do recepcji, aby zadzwonić do Zayna, że go mają. Louis uśmiechnął się do siebie i czekał, aż kroki Janet ucichną. Kiedy tak się stało, wziął zszywacz, podszedł do drzwi celi i odblokował je.
Był wolny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz