sobota, 22 marca 2014

Życie było krótkie. Zwłaszcza, gdy uświadamiasz sobie, że przez cały czas nie miałeś na nic wpływu, aż wreszcie zostawiasz wszystko i twoje oczy wreszcie się otwierają. W miesiącu były tylko cztery tygodnie.


Tydzień miał siedem dni. Dzień to tylko dwadzieścia cztery godziny, a przez około połowę z tego człowiek po prostu spał. Nie wiedząc nawet, że jak bardzo życie ludzkie może się zmienić w krótkim czasie. Jak różne wydarzenia na nas wpływają. To niemal przerażające, jak miesiące, który niegdyś były całym życiem, a teraz wydają się być tylko snem.

Jego czas na pokładzie One Direction był już tylko odległym wspomnieniem, choć tak naprawdę opuścił statek zaledwie tydzień temu. Louis spojrzał w lewo, gdzie z szerokich okien miał widok na ogród różany. Dzień był typowym, szarym dniem i książę zauważył ogrodników, zmierzających do pracy.

To, co widział, przyprawiło go o pustkę w żołądku. Praca była dla nich tym, czym była nawet wtedy, kiedy zaginął. Oni nadal pracowali w ogrodzie, pielęgnując róże, przycinając rośliny i upewniając się, że wszystko pozostało schludne, mimo jego nieobecności.

Kiedy po raz pierwszy pojawił się w porcie, w jednej z mniejszych łodzi One Direction, natychmiast otrzymał olbrzymią pomoc i został zaprowadzony do pałacu, gdzie spotkał się ze wszystkimi. Płakał razem z siostrami, gdy je przytulał, potem płakał z matką, gdy objął także i ją i wydawało się to być najdłuższym czasem w jego życiu. Po tym, jak zauważono go w Whiteheaven, podobno szukali go na wodach irlandzkich, ale Louis zapewnił ich, że statek zatonął podczas burzy, a on ocalał jako jedyny. Aby zachować swe kłamstwo w miarę spójnym, opowiadał o holenderskich żeglarzach, który go znaleźli i pomogli dostać się do Londynu.

Wszyscy kupili jego historyjkę i chociaż bolało go to, że musi kłamać, wiedział, iż lepiej, aby usłyszeli taką wersję, niż to, co stało się naprawdę. Jego ojciec podróżował po Europie, ale miał wkrótce wrócić. Zaczął więc studiować prawo w miejscu, gdzie praktyki religijne nie były tolerancyjne.

Bardziej, niż prawdopodobne było, że jego sugestie odnośnie polityki zostaną przez ojca zignorowane, ale mógł spróbować, prawda?
Cały tydzień trzymał głowę w jego książkach, starając się patrzeć na każdy aspekt stronniczości i nierówności prawa, które może być podważone, choć było to trudne. Jego matka podarowała mu jak najwięcej czasu wolnego od jego rzeczywistych zajęć, aby mógł się zaaklimatyzować, a biorąc pod uwagę, jak bardzo Louis nienawidził swego nauczyciela, wiedział, że to będzie długi czas zanim się “zaaklimatyzuje”. Louis oblizał wargi, gdy podniósł się z krzesła, które z kolei zapiszczało przez kontakt z posadzką, po czym ruszy, by odłożyć książkę na półkę.

W pewnym momencie zorientował się, że musi dogłębniej poznać sytuację w Irlandii. Ale do tej pory przyjął już tyle informacji, że czuł, iż jeszcze chwila, a jego mózg eksploduje. Myśląc o Irlandii, do głowy przyszedł mu Niall. Nie miał okazji nawet dłużej z nim porozmawiać i gdy opuszczał statek, pirat zapytał, czy naprawdę chce odejść. Louis był w stanie tylko powiedzieć, że nie jest tak silny jak on. By móc opuścić swoją rodzinę dla kogoś, kogo kochał.

Gdy odchodził, Liam i Zayn obiecali zająć się Harry’m. Wspomnienie przybrało gorzki uśmiech, kiedy szukał nowej książki. Dotknął głonią grubej, w twardej oprawie, po czym zaczął studiować ją strona po stronie.
Upewnił się, czy powiedział Danielle jak ma zająć się Eleanor; by szanowała wybory jego najlepszej przyjaciółki. Louisowi było smutno, że musi ją opuścić i pewnie by się rozpłakał, gdyby nie Harry.

Dźwięk otwieranych z lekkim zgrzytem, drewnianych drzwi, rozległ się w pokoju. Louis spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył służącą, najwyraźniej była nowa, gdyż wcześniej jej nie spotkał.

- W czym mogę pomóc? - zapytał, kartkując jedną z książek. Kobieta skłoniła się.

- Jej Majestat prosi o spotkanie w Białym Saloniku, Wasza Wysokość.

Ta nagła prośba ze strony matki sprawiła, iż Louis zamrugał zaskoczony. Skinął głową w stronę służącej.

- Och, w porządku – powiedział, po czym podniósł się i opuścił pokój.

Gdy szedł korytarzem, dziwne uczucie kotłowało się w jego żołądku. Nigdy nie pomyślałby, że będzie tęsknić za spacerowaniem bo ciągle ruchomym statku. Pierwszego dnia poszedł spać, jakby chciał zapomnieć o tym, co go spotkało, ale w efekcie Louis czuł się z godziny na godzinę jedynie bardziej samotny.

To dziwne, że przez całe życie praktycznie nie spał z nikim, kogo mógłby trzymać w swoich ramionach, a te kilka tygodni sprawiło, iż naprawdę brakowało mu z łóżku drugiej osoby. Nawet teraz przyjrzał się pałacowi, który był o wiele większy, niż okręt i jednocześnie był taki pusty, samotny. Eleanor z nim ni wróciła, więc nie miał z kim porozmawiać.

- Louis! - zatrzymał się, po czym odwrócił się i zobaczył Lottie, która zbliżała się do niego z niespokojnym wyrazem twarzy.

Młoda księżniczka urosła tak szybko. tak znacznie więcej niż Louis przypomniał sobie w ciągu miesiąca. Kiedy wrócił, dowiedział się, że kiedy był uważany za martwego, Lottie zaręczyła się z młodym szlachcicem, gdyż w przypadku śmierci Louisa, to ona miała przejąć tron. Oczywiście, wraz z powrotem księcia, plany zaślubin zostały wstrzymane.

- Hm? - zagaił z zaciekawieniem, kiedy zatrzymała się przy nim. Jej suknia ściśle opinała jej ciało, przez zapewne miała problemy z oddychaniem.

- Czy możesz coś mi powiedzieć, bo nikt inny nie chce mnie słuchać. Piraci porywają księżniczki, prawda?

Większość pirackich opowieści, które Louis opowiadał rodzeństwu, tak naprawdę mijały się z prawdą. Wiele razy mówił o Harry’m, ale jakby był tylko legendą. Louis wzruszył ramionami.

- Cóż… – zaczął niepewnie.

- Tak, porywają księżniczki.

Oczy księcia rozszerzyły się ze zdziwienia na dźwięk głosu, który zdawał się być tak blisko, że to aż niemożliwe. Lottie zamrugała oczami, przechylając głowę, by spojrzeć za Louisa, a serce księcia zdawało się na moment zatrzymać, kiedy usłyszał za sobą kroki.

- Powiedz jej, Louis. Powinieneś wiedzieć te rzeczy lepiej, niż ktokolwiek inny.

Nie chciał się obrócić. Jeśli to wszystko tylko działo się w jego głowie… To był pierwszy raz, gdy mózg płata mu takie figle i musiał przyznać, iż wizyta u lekarza w najbliższym czasie jest nieunikniona. Niestety jednak, halucynacje były ostatnim, czego by chciał.

Ale głos był niepowtarzalny i Louis przeczesał palcami włosami, po czym obrócił się powoli, aż stanął twarzą w twarz z Harrym, a spojrzenie, którym został obdarzony, zdawało się przyspieszyć bicie jego serca.
Harry wyglądał zupełnie nieświadomi jego szoku, gdy odrzucił z czoła grzywkę.

- Wyglądasz, jakbyś obaczył ducha, Księżniczko - Harry przywitał się z uśmiechem na twarzy.

Ostatnim razem, gdy widział Harry’ego, było to zaraz przed tym, jak wsadził go na łódź, aby mógł dostać się do Londynu. Pożegnał się z załogą i Eleanor czując, że właśnie tak ma być. Ale gdy podszedł do Harry’ego, który trzymał w ramionach małą Dusty, Louis czuł, iż pęka mu serce. Gdy ich oczy się spotkały, Louis naprawdę starał się nie wybuchnąć płaczem.

Zamienili kilka słów, gdy reszta zostawiła ich w spokoju i książę wiedział, że łzy cisnęły się młodemu kapitanowi do oczu. Harry poprosił go, aby był bezpieczny i nigdy o nim nie zapomniał. Wtedy Louis wybuchnął płaczem.

Ale Harry naprawdę miał nadzieję, że Louis o nim zapomni, kiedy książę podjął decyzję, że wraca do Londynu. Dwójka przytuliła się i pocałowała krótko, po czym się rozstali. Lecz teraz, Harry tak po prostu zjawił się w pałacu. Cały i zdrowy. To było niemożliwe.

- Jak ty..? - oddech uwiązł księciu w gardle, gdy był w stanie po prostu patrzeć na wyższego bruneta, który zdawał się natomiast być rozbawiony całą sytuacją.

- Jestem wyszkolonym drapieżnikiem, pamiętasz? - Harry uśmiechnął się, na co Louis pokręcił głową i pociągnął kapitana za ramię.

- Zwariowałeś? Musisz się stąd wydostać! Jeśli ktoś cię widział, złapią cię, a wtedy zdajesz sobie sprawę, że udasz się prosto na szubienicę? - Louis powiedział niespokojnie, a grymas pojawił się na jego twarzy, gdy rozglądał się dookoła, czy aby na pewno nikt ich nie obserwuje.

- Tak, zdaję sobie sprawę, że zobaczenie się z tobą jest ryzykowne - Harry rzekł, wsuwając dłonie do kierzeni. Louis jęknął, nim odwrócił się do Lottie.

- Myślę, że powinnaś wrócić do innych i z nimi porozmawiać. Zobaczymy się później.

Jego siostra powoli oderwała wzrok od twarzy Harry’ego, po czym spojrzała na brata jak w transie i Louis oparł się pokusie, by się powtórzyć. Lottie skinęła głową, uśmiechając się radośnie.

- Tak, oczywiście. Ale mogę poznać twoje imię, sir? - zapytała grzecznie Harry’ego.

- Harry.

- W takim razie, do widzenia, Louis, Harry – dziewczynka skinęła głową, po czym odwróciła się na pięcie i ruszyła w dół korytarza.

- Do zobaczenia później, Lottie - Louis zawołał do niej, gdy zniknęła za rogiem. Westchnął i spojrzał na Harry’ego, po raz kolejny marszcząc brwi we frustracji. - Musimy cię stąd wydostać, zanim ktoś cię zobaczy. Jak w ogóle się tu dostałeś? Nikt cię nie widział? Strażnicy są wszędzie!

Harry zachichotał, gdy, Louis złapał go za rękę i zaczął prowadzić go korytarzem.

- Przychodzę, aby zobaczyć, jak się masz, a ty po prostu chcesz się mnie pozbyć. Jakiś ty grzeczny, księżniczko.

- Och, cicho. Próbuję ci pomóc, ty nieznośny palancie - Louis szorstko odparł, a szczęście rozlało się w jego brzuchu.

Nie zdawał sobie sprawy, jak mu brakowało przekomarzania się z Harry’m. Nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo tęsknił za trzymaniem dłoni Harry’ego w swojej. Szczerze mówiąc, nie zauważył, kiedy tak emocjonalnie związał się z piratem.

- Nie, poważnie, wszystko jest w porządku, Księżniczko. Nie martw się o mnie tak bardzo. Po prostu chciałem zobaczyć, jak się masz, to wszystko – rzekł kapitan piratów, gdy zatrzymał się, ciągnąc Louisa do siebie. Ten odchrząknął i odwrócił się, aby spojrzeć na Harry’ego.

- Nie mówisz poważnie.

- A jednak. Jak się masz? - Harry wpatrywał się w niego, na co Louis przygryzł język.

- W porządku, chyba. Wciąż próbuję dostosować się do mojego starego życia – jego odpowiedź sprawiła, że pirat zmarszczył czoło.

- Starego życia? Byłeś tu jakieś pięć tygodni temu, prawda?

- Tak, ale… - Louis przerwał, kręcąc głową z zakłopotaniem. - To trwa dłużej, z jakiegoś powodu.

- Co masz na myśli? - Harry zapytał z ciekawości, na co Louis westchnął, wzruszając ramionami.

- Nie wiem, szczerze mówiąc. To tak, jakby wielki kawałek mojego życia został wycięty i nic z niego nie pamiętam. Cały ten tydzień minął tak szybko, że mam wrażenie, iż przed tak naprawdę nic nie miało miejsca. A jednak tu jesteś, stoisz przede mną tak prawdziwy jak wszystko inne w tym miejscu.

- Po prostu potrzebujesz czasu – kędzierzawy mężczyzna skinął głową, krzyżując ręce na klatce piersiowej. - Życie pirata naprawdę cię zachwyciło.

Nie do końca będąc pewnym, czy było to żartobliwe, Louis wywrócił oczami.

- W sumie, oprócz tego uczucia oszołomienia, jest w porządku. A co u ciebie? Jak załoga? Eleanor? Wszyscy mają się dobrze? - zapytał, na co Harry się uśmiechnął.

- Niedawno doszedłem do wniosku, iż Skrzynia Stuarta nie jest na Wyspach Brytyjskich, ponieważ nasze poszukiwania zostały sfingowane przez Kapitana Cowella, który okazał się fałszywym źródłem - Harry wyjaśnił. - Zostawiamy ten obszar, a po południu odpływamy, więc po prostu chciałem zobaczyć cię przed wyjazdem – wzrok Harry’ego znacznie złagodniał, gdy patrzył na Louisa. - Cieszę się, że jesteś w porządku i jesteś szczęśliwy.

- Nazywanie mnie szczęśliwym jest tematem do dyskusji – Louis westchnął.

- Nie jesteś szczęśliwy?

- Nie tak bardzo jak myślałem, że będę – jęknął, przeczesując ręką włosy. - Jestem z moją rodziną i jestem szczęśliwy, że znów jest przy nich, ale po prostu czuję się tak… Nie wiem… Nie na miejscu, tak jak powiedziałem wcześniej. Jakbym tu nie należał – urwał, po czym zmienił temat. - Kiedy dokładnie macie zamiar tu wrócić? W pobliże Londynu, mam na myśli.

- Nie jestem pewien – Harry przechylił głowę na bok. - Nim znajdziemy skrzynię, może minąć kilka miesięcy lub więcej.

Louis skinął głową, przyjmując odpowiedzieć, a jego niebieskie oczy spotkały się z zielonymi Harry’ego. Przez chwilę milczeli i Louis wiedział, o co chce spytać, a co najlepsze, Harry także był tego świadomy.

- Mogę jechać z tobą? - zapytał. Harry z obojętnym wyrazem twarzy, oblizał wargi.

- Jesteś tego pewien?

- Cóż, skoro macie zamiar wrócić do Londynu za parę miesięcy, nie widzę żadnego problemu - Louis szybko odpowiedział.

Po raz kolejny Harry milczał i Louis zaczął czuć się nieco nieswojo, że zapewne zostanie odrzucony. Gdyby tak się stało, nie wiedziałby, co zrobić ze sobą w tym wielkim pałacu. Musiałby spać sam w ogromnym łóżku, pełnym poduszek.

- Mogę jechać? - książę zapytał ponownie.

- Nie wiem, czy życie pirata jest dla Ciebie.

Nie spodziewając się tego typu reakcji, Louis otworzył szerzej oczy ze zdziwienia, a jego żołądek zrobił fikołka, jednak zaraz po tym kąciki ust Harry’ego drgnęły ku górze, na co książę odetchnął z niemałą ulgą.

- Ale jestem pewien, że będziemy w stanie dokonać pewnych korekt dla twojego dobra, Wasza Wysokość – jego zęby lśniły w szerokim uśmiechu. - Tak więc, cokolwiek zechcesz, Louis.

Louis nie mógł powstrzymać się od śmiechu, gdy podszedł do Harry’ego i rzucił mu się na szyję, aż poczuł, jak ramiona kapitana obejmują go w biodrach, by przyciągnąć jego drobne ciało bliżej.

- Dziękuję, Księżniczko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz