piątek, 21 marca 2014

*- Ach, Harry! - słowa echem odbiły się od ciszy, gdy Louis otworzył oczy z głośnym jękiem czując, jak jego napięte ciao zaczyna się relaksować na szczycie materaca.


Dysząc ciężko, Louis potrzebował jedynie dwóch sekund, by uświadomić sobie, co się z nim stało. Jego serce nadal niewiarygodnie szybko biło, kiedy przeniósł rękę z pod kołdry w górę, by przetrzeć swoją spoconą twarz. Odchrząknął siadając, czując jak lepka ciecz cieknie z jego ciała.

- Kurwa – wymamrotał, a następnie poczuł, jak jego płuca zacisnęły się w jego piersi. Przyłożył dłoń do ust, kaszląc. Cieszył się, że jest w pokoju sam. Gdyby ktoś go usłyszał, dowiedzieliby się…

Jego ciało zesztywniało, gdy zwrócił wzrok ku drzwiom, w których stali Eleanor i Niall, z dłońmi zaciśniętymi na uszach. Usłyszeli go.

- Co wy tu, do cholery robicie? - udało mu się wycharczeć, a jego ciało zatrzęsło się z zimna, po czym nakrył kołdrą swą nagą pierś. Nawet nie pamiętał, by zdejmował w nocy koszulę. Ale było to mało ważne. Niall i Eleanor byli w pokoju, kiedy obudził się krzycząc. Wszyscy wiedzieli, co się stało, zwłaszcza, skoro stoją tak daleko. To było popieprzone.

Niall powoli zdjął dłonie z uszu, spoglądając na Louisa z nerwowym uśmiechem.

- Cieszymy się, że nie śpisz, Wasza Wysokość.

- CO. WY. TU. DO. CHOLERY. ROBICIE?! - Louis przybrał kamienną twarz, mrużąc oczy. - Ile dokładnie słyszeliście? - zacisnął zęby, a jego prawa ręka złapała mocno za kołdrę. Lewe ramię bolało go już mniej, ale Louis nie odważył się jeszcze go używać, na wypadek, gdyby ból miał wrócić.

- Cóż…

- TAK bardzo przepraszam, Lou! - Eleanor zainterweniowała, kiedy ściągnęła dłonie obejmujące jej oczy, a policzki zaczerwieniły się mocno, kiedy z zażenowaniem mówiła. - To naprawdę żenujące, wiem! Ale mam nadzieję, że nie jesteś zły. To nie nasza wina! Masz gorączkę, więc Harry poprosił, bym upewniła się, że ci pomogłam. Kiedy przyszła, nie sądziłam, że będziesz… No, wiesz…

- Przyszedłem chwilę po Eleanor, by jej pomóc, więc… - Niall włożył dłonie do kieszeni.

Wściekłość Louisa rosła z minuty na minutę, jednocześnie z zażenowaniem i to nawet nie ze względu na fakt, że Eleanor i Niall dowiedzieli się o jego polucji*, ale dlatego, iż prawdopodobnie Harry był tu od początku jego snu.

Jego ciało zrobiło się nagle gorące i Louis poczuł potrzebę, by wrócić do sennego marzenia, z którego dopiero się obudził. Było to ciężkie do zapamiętania, ale było dobrym wspomnieniem. Sam nie mógł w to uwierzyć. Jeśli Harry go usłyszał, chyba skoczy za burtę.

Spuszczając głowę, Louis chrząknął. Jego spodnie były jeszcze mokre od wytrysku i czuł się coraz bardziej zdenerwowany, gdy fakt, że to właściwie są spodnie Harry’ego, dotarł do jego świadomości.

- Zanim się obudziłem… Proszę, powiedzcie, że to było aż rak oczywiste – odetchnął słabo.

Dwie pozostałe osoby w pokoju zamarły na sekundę. Niall wzruszył ramionami.

- Cóż, kiedy mówisz oczywiste, masz na myśli jęczenie “Harry, ach, Harry, och kurwa, Harry!”?

Louis miał ochotę się zabić. Dwójka osób była tutaj, gdy przez to przechodził. Harry prawdopodobnie był tu, kiedy to wszystko miało miejsce. Proszę, niech ktoś go zastrzeli.

- Wiem, że to może być zły czas na to pytanie, ale czy byłeś na górze w swoim śnie? - Niall niewinnie zapytał z uśmiechem, spoglądając na Louisa.

- Co, do diabła, chcesz wiedzieć, mały perwersie?!

- O mój Boże. Czy możemy, proszę, a kiedy mówię “proszę”, mam na myśli “błagam”, ominąć ten temat? Możemy udawać, że to się nigdy nie wydarzyło, okej?! Ponieważ to naprawdę niezręczne i mam ochotę umrzeć w tej chwili! - Eleanor zawołała nerwowo, a jej twarz wciąż wyrażała pewien dyskomfort.

- Ty chcesz umrzeć? - Louis spojrzał na nią czule. - To nie ty miałaś zmazę nocną przez Harry’ego, gdy dwie inne osoby słyszały jego koniec! - po tych słowach jęknął, gdy poczuł podrażnione gardło. Z ręką zaciśniętą w pięść, zaczął kaszleć jeszcze mocniej, niż przedtem.

Słysząc jego cierpienie, Eleanor natychmiast ruszyła mu na pomoc. Rzuciła się do brzegu łóżka i podniosła kubek wody, oferując mu go. Louis próbował uspokoić kaszel bez skutku, po czym zaczął pić wodę, aż ból w płucach nie ustąpił. Następnie spojrzał na Nialla.

- Wy dwoje NIGDY nie wyniesiecie tego, co usłyszeliście, poza ten pokój. Rozumiecie mnie?

- Czekaj – mrugając w zastanowieniu, Niall odezwał się. - Czemu patrzysz na mnie? A Eleanor?!

- Eleanor mogę ufać, że nie pobiegnie z tym do Danielle, a znając ciebie, mógłbyś pobiec do Zayna i Liama. Natomiast, znając ich, ci powiedzieliby Harry’emu i wtedy moje życie prawdopodobnie by się skończyło – Louis wyjaśnił z jękiem.

Nie potrafił znieść myśli, jaką Harry miałby satysfakcję, gdyby dowiedział się, że Louis miał polucję podczas snu z nim w roli głównej. To było wielkie NIE. Był księciem, na pierdoloną litość boską! Nie mógł uwierzyć, że jego mózg mógł zrobić coś takiego!

Dodatkowo, Louis odnosił wrażenie, że miało to związek z seksualnym nękaniem księcia, które Harry tak uwielbiał. Oprócz tego, miał gorączkę. To było jedyne wytłumaczenie.

- Dlaczego miałoby się skończyć? - Niall zmarszczył brwi, gdy usiadł na łóżku z niejasnością na twarzy. - Harry nie byłby zły. Myślę, że byłby szczęśliwy, gdyby dowiedział się, że śnisz o nim w ten sposób!

- Nie. Nie. Nie. Nie – Louis potrzęsnął gwałtownie głową.

- Ale… Ostatniej nocy ty i Harry zeszliście się. Nie lubisz go? - Irlandczyk był szczerze oszołomiony tym wszystkim, a kiedy Louis nawiązał z nim kontakt wzrokowy, księciu zrobiło się żal chłopca, który tak bardzo w to wierzył.

- Tak, zeszliśmy się – Louis mruknął.

Nie miał pojęcia, jak odpowiedzieć na pytanie blondyna. Nie był nawet pewien, czy lubi Harry’ego jako przyjaciela. Głównym powodem, dla którego chciał go przeprosić, było to, że nie chciał umrzeć, prawda? Czy Harry go lubił? Każdy mówił mu, że tak. I Louis czuł do niego jakąś sympatię, to fakt. Czy bycie przyjaciółmi może skończyć się wyrzuceniem za burtę?

Harry przeprosił go dwa razy. Dar, za który Louis mógł właściwie postawić życie, gdyż nie został podarowany liczbie ludzi większej, niż palce u jego jednej dłoni. Właśnie tego Harry’ego widział wtedy w mieście, gdy opowiadał o swej zmarłej siostrze, co pokazało, iż kapitan był zdolny do kochania kogokolwiek.

- Myślę, że go lubię – książę odpowiedział. - Nie jestem pewien. Znaczy się, mogę go lubić po tym, jak mnie uwięził i trzyma w niewoli? - Louis zapytał z żartobliwym uśmiechem.

- Ale nie jesteś w niewoli! - Irlandczyk żachnął się. - Możesz spacerować i bawić się! Nie jest przykuty do ściany, ani nic!

Louis starał się nie wracać do dni, w których Harry rzeczywiście to zrobił, czując jak jego żołądek zaczyna burczeć z głodu.

- Wszystko, co pamiętam, zdarzyło się ostatniej nocy, tak?

- Masz na myśli to między twoim upadkiem na pokładzie, a resztą? - kiwając głową, Niall odezwał się. - Tak. Spałeś tylko jedną noc, ale już dość późna pora dnia, więc gorączka utrzymywała się podczas snu.

- Dobrze – Louis odetchnął z ulgą. - Cóż, to już nie gorączka, ale wciąż czuję się jak gówno. Gdzie jest Harry, tak w ogóle? - zapytał z ciekawością i wtedy drzwi się otworzyły. (WEJŚCIE SMOKA, KURWA. - tłum.)

Cała trójka spojrzała w stronę wejścia, gdy Louis spodziewał zobaczyć się Harry’ego, ponieważ ten zawsze znajdował idealną chwilę na wstąpienie, lecz zamiast niego, był to Liam. (ach, jednak nie ma wejścia smoka, shit! - tłum.) Brunet rozejrzał się po pokoju, co wydawało się być absolutnie dziwne, nim zerknął na łóżko, gdzie znajdowała się trójka osób. Wskazał oskarżycielsko palcem na Nialla, na co blondyn schował twarz w kołnierzu koszuli.

- Niall, nie myśl, że nie jestem na ciebie zły za wcześniej.

- Powiedziałem, że przepraszam! - Irlandczyk jęknął w swoje ubranie. Liam prychnął, a następnie spojrzał na Eleanor.

- Danielle cię potrzebuje.

- Minęliśmy już obcy statek? - Eleanor zamrugała, po czym ruszyła do drzwi. - Tak szybko?

- Czekaj – zaskoczony Louis rozejrzał się dookoła. - Mijaliśmy jakiś obcy statek? - słowa wyszły z jego ust nieco głośniej, niż tego chciał, zważając na ból gardła, przez co zdanie zabrzmiało ochryple.

- Tak. To było bardzo szybkie. Harry zna kapitana Golden Pearl, więc wszystko zostało załatwione w mgnieniu oka – Liam wzruszył ramionami. - Jesteśmy zaufani, więc nie muszę pilnować mostku. Ale Zayn jest tam na wszelki wypadek – mężczyzna wyjaśnił, na co Louis powoli skinął głową.

To dlatego Harry wysłał Eleanor, by ta sprawdziła, co z Loisem, kiedy on musiał załatwić sprawy z kapitanem na zewnątrz okrętu… Co znaczy, że Harry musiał być tutaj wcześniej.

- Eleanor, zdjęłaś mi koszulę? - Louis zapytał, nim kobieta opuściła pokój. Ta spojrzała na niego, marszcząc brwi.

- Nie.

- Wydaje mi się, że Harry to zrobił.

- Więcej, niż pewne.

- Może zrobił to, gdy twój sen się zaczynał…

- STOP! - Louis przerwał, spoglądając złośliwie na Irlandczyka. Jęcząc, starał się zrelaksować, opierając się o ścianę za nim, wbijając wzrok w swe kolana.

Nie mógł uwierzyć, że jego ciało dopuściło się czegoś tak zdradliwego. We śnie, pamiętał to dokładnie, gdy on i Harry dotykali się, było to przyjemne. Podobnie jak w rzeczywistości. Może Harry dotykał go, gdy ten spał, co pobudziło hormonalną część jego mózgu? Tak, to musiało być to. I gorączka.

- Skoro mowa o Harry’m – Liam zaczął z uśmiechem, siadając obok Nialla na łóżku. Potargał włosy blondyna, po czym przekręcił głowę, by spojrzeć na Louisa. - Cokolwiek stało się między wami poprzedniej nocy, to musiało być coś.

- Co masz na myśli? - szatyn spytał niepewnie, na co Liam pokręcił głową.

- Nie spał w nocy, ale był taki… Taki…

- Harry’owy? - Niall uniósł w górę palec, marszcząc brwi.

- Tak! Był taki Harry’owy! - Liam pstryknął palcami, po czym uśmiechnął się do Louisa. - To było dobre. Kiedy miałeś um, karę, Harry był odseparowany od nas. Wydawał się być gotów, by nas pobić i wybuchnąć bez powodu, kiedy wyrywaliśmy go z zamyślenia. Teraz wrócił do bycia opanowanym. Kiedy patrzysz na niego, trudno odczytać jego emocje, co jest takie, jak kiedyś. Myślę, że sprawy mają się już w porządku.

- Nie spał w nocy? - nie do końca pewien, co powiedzieć, Louis zamrugał. - Skąd wiesz? - spytał uprzejmie, biorąc pod uwagę, że łóżko, na którym spał, należało do Harry’ego. Nie zastanawiał się zbyt często nad tym, gdzie Harry sypia, bo kiedy on sam miał gdzie spać, wszystko było w porządku. Teraz, jednak, ciekawiło go to.

- Znam Harry’ego jakiś czas. Wiem, kiedy nie śpi – Liam odpowiedział skinieniem głowy. Po namyśle westchnął. - Chcę też przeprosić w imieniu Zayna, za jego iście szalony plan ostatniej nocy.

- W porządku – Louis uśmiechnął się na samą wzmiankę o tym. Zakołysał lewą ręką spod kołdry, która wciąż owinięta było koszulą Harry’ego. - Już tak bardzo nie boli.

- Plan Zayna był szalony, ale podziałał! - Niall rzucił.

Nim Louis zdołał odpowiedzieć, drzwi sypialni otworzyły się ponownie. Wszyscy mężczyźni spojrzeli na wejście z zaciekawieniem, (WEJŚCIE SMOKA 2?! - tłum.), a w momencie, gdy książę zobaczył znajomą postać, spuścił zbolały wzrok na pościel.

- Hej, Harry.

- Whoa. Statek znów jest w ruchu?

- Nawet się nie zorientowałem! - Niall machnął rękami w zdumieniu.

- Niedobrze, Niall – Louis usłyszał westchnienie Harry’ego. - Zawsze musisz wiedzieć, co dzieje się dookoła, z otoczeniem – jego słowa brzmiały jak nauczyciela, który prowadzi lekcję z uczniami, co wywołało skowyt Niall podkreślający, że karcenie piratów było w nawyku Stylesa.

- Już nakrzyczałem na niego za to wcześniej – Liam jęknął, zbliżając się do Irlandczyka.

- Powiedziałem, że przepraszam!

- Przepraszam nie zmienia faktu, że trzeba coś nosić, co będzie chroniło cię cały czas! I nie obchodzi mnie, że to niewygodne! Jeśli chciałbyś nosić to częściej, przyzwyczaiłbyś się. Zayn i ja nie zawsze będziemy cię chronić!

- Wiem, ale nie potrzebuję waszej ochrony! Jestem w stanie zrobić to na własną rękę!

- Niall, ciężko ci walczyć z jedną osobą bez zranienia się.

- Tylko dlatego, że nie jestem mistrzem w byciu zabójcą jak ty i Zayn nie znaczy, że nie jestem dobry wcale! Wciąż się uczę!

- Po prostu spójrz na to z mojego punktu widzenia! Skoro się uczysz, czemu nie masz broni przy sobie cały czas?

- Wiecie, tak bardzo jak chcę zobaczyć jak ta”kłótnia małżeńska” się skończy, tak naprawdę tego nie chcę – Harry zainterweniował. (STYLES, ZDUPCAJ. TO MOMENT NIAMA, KURWA! - tłum.) - Kontynuujcie to poza moim pokojem.

Zarówno Liam jak i Niall skrzywili się, po czym razem ruszyli do wyjścia.

- Jest nadopiekuńczy!

- A ty zbyt arogancki!

Drzwi zamknęły się za nimi, i Louis był pewien, że usłyszał jak coś trzasnęło w biurku Harry’ego, w pokoju obok (NIAM RUCHA SIĘ NA BIURKU, TAAAAK – tłum.), ale zignorował to, gdy Harry usiadł za nim na materacu.

Czując spojrzenie kapitana o kręconych włosach, książę instynktownie podniósł kołdrę, by się przykryć. Po kilku chwilach milczenia, chrząknął.

- Jeśli będziesz tak blisko, zarazisz się tą gorączką.

- Nie zarażę się. Jak się czujesz? - Harry rozwiał wszelkie wątpliwości, a jego ręka powędrowała do Louisa i popchnęła go, by mógł przyjrzeć się jego piersi.

Louis był gotów zaprotestować, lecz zimna dłoń kapitana potarła jego ciało ponownie i poczuł przyjemność, przez co przygryzł wargę. Jego sen. Natychmiast próbował o tym zapomnieć.

- W… W porządku – Louis słabo mruknął, czując się coraz bardziej twardy i zaczął przeklinać swe ciało, kiedy spojrzał z powrotem na Harry’ego.

Kapitan piratów zdawał się wyzbyć z twarzy wszelkie emocje, kiedy kontynuował dotykanie klatki piersiowej księcia. Harry naprawdę był atrakcyjny. Ale był to coś w rodzaju diabła uwięzionego w ciele anioła. Wspaniała twarz ukrywająca okrucieństwo.

Gdy jeden z palców Harry’ego potarł sutek, Louis chrząknął i cofnął się, spoglądając na pirata z irytacją.

- Czemu cię to w ogóle obchodzi? - Harry uniósł brew i Louis starał się znaleźć odpowiednie słowa. - Znaczy się, po co marnujesz na mnie czas? Jestem tylko częścią twojej gry, pamiętasz? Nie mam znaczenia. Jesteś twórcą gry, a ja tylko pionkiem. Więc po co się troszczysz?

Jego słowa brzmiały, jakby przebiegł maraton, po czym przyłożył dłoń do ust i zaczął kaszleć. Louis obserwował, jak obojętność Harry’ego powoli zmienia się w coś innego, kiedy na twarzy Louisa pojawił się grymas.

- Jako kapitan piratów, musisz nauczyć się, że kiedy jesteś na granicy złamania kogoś, uderzasz go prosto w miejsce, gdzie boli to najbardziej. To sprawia, że są bardziej otwarci i łatwiej ich kontrolować.

Cóż. Wyjaśnienie było proste i na temat. Louis od razu zrozumiał, ale jeśli Harry powiedział to tylko, by Louis był łatwiejszy w obsłudze… Czy to oznaczało, iż jednak miał dla niego jakieś znaczenie?

- Czy naprawdę coś znaczę dla ciebie? - Louis zapytał młodszego mężczyznę, wzdychając ciężko, gdy odwrócił wzrok.

- Nie jesteś częścią gry dla mnie, Louis.

Książę starał się zignorować te słowa, ale nie mógł zaprzeczyć, że dziwne uczucie pojawiło się w jego żołądku, kiedy usłyszał oświadczenie Harry’ego. Chciał zapytać, jednak żadne słowa nie były w stanie wyjść z jego ust.

Harry odsunął się, składając ręce na piersiach, kiedy po prostu obserwował Louisa.

- Poza tym, muszę powiedzieć, że jestem cholernie ciekawy czegoś, księżniczko. Czy ty zabijałeś mnie w swoim śnie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz