środa, 19 marca 2014

*Budzę się przyciśnięty przez słodki ciężar, który skupia się głównie na moich biodrach. Mruczę sennie i przeciągam się, po czym otwieram oczy, by napotkać uroczy uśmiech Nialla i błyszczące niebieskie oczy. Odpowiadam mu uśmiechem i podnoszę się do pozycji siedzącej. Nasze klatki piersiowe niemal się stykają.

– Jak tu wszedłeś? – pytam. Niall uśmiecha się szerzej, po czym wzrusza ramionami, jakby dostawanie się do czyjegoś mieszkania bez klucza było dla niego zupełnie normalne. Mam zamiar ponowić pytanie, ale właśnie wtedy chłopak pochyla się i szybko dociska swoje wargi do moich. Czuję nacisk jego dłoni na moich ramionach, więc układam się z powrotem na plecach, nie przerywając pocałunku. Niall przenosi ręce z moich ramion i opiera je po obu stronach mojej głowy. Wymieniamy słodkie pocałunki do czasu, kiedy burczy mi w brzuchu. Niall odsuwa się troszeczkę i chichocze, a ja odwracam wzrok, zawstydzony. Czuję, jak na moje policzki wpływa niechciany rumieniec.

– Drzwi nie były zamknięte – mówi w końcu Niall. Marszczę brwi, próbując przypomnieć sobie wczorajszy powrót do domu. Rzeczywiście, mogłem ich nie zamknąć. Wzruszam ramionami.

– I tak nie ma tu nic wartościowego – odpowiadam. Niall przygląda mi się chwilę, a ja podziwiam jego piękne niebieskie oczy i blond włosy, które delikatnie lśnią w świetle poranka. Otoczony słabą słoneczną poświatą wygląda jak anioł. Mimowolnie wzdycham, a mój brzuch daje o sobie znać po raz kolejny.

– No jak to? Ty tu jesteś – mówi po chwili, a ja po raz kolejny (jak to przy nim bywa) nie wiem, co powinienem odpowiedzieć. Chłopak wstaje z moich bioder, uśmiechając się uroczo, i wyciąga w moim kierunku rękę. Gramolę się z łóżka i oboje idziemy do małej kuchni. Niall przysiada na stole, kiedy wyciągam toster i wstawiam wodę na herbatę.

– Chcesz też? – pytam, machając w powietrzu chlebem tostowym. Niall przytakuje cicho.

Jemy śniadanie, rozmawiając o wszystkim i o niczym.

– Pokażesz mi je? – pyta Niall, kiedy przenosimy się z herbatą na wysłużoną kanapę. Nie rozumiem przez chwilę, o co mu chodzi, zamroczony jeszcze od snu. Poza tym fakt, że najpiękniejsza istota na świecie siedzi skulona u mojego boku też nie wychodzi na dobre dla mojej koncentracji. – Obrazy.

Mruczę ze zrozumieniem, po czym odstawiam swój kubek na bok i wstaję. Z szafki w korytarzyku wyciągam dwa niewielkie płótna i kilka szkicowników. Przenoszę je do saloniku i opieram o mały stoliczek. Szkicowniki rzucam na kanapę, po czym siadam na podłodze, dokładnie naprzeciwko Nialla.

Niall bierze do rąk większe płótno i przygląda mu się w skupieniu. To nie jest nic specjalnego – panorama Londynu namalowana farbami. Chłopak marszczy brwi, przeciągając palcem po chropowatej powierzchni. Wygląda, jakby myślał o historii ukrytej za obrazem (choć tak naprawdę nie ma jakieś niesamowitej), jakby zastanawiał się nad uczuciami, które powodowały mną, gdy to malowałem. Przez moje myśli przemyka pomysł uwiecznienia też Nialla. Uśmiecham się.

Po zaskakująco długiej chwili (nigdy nie sądziłem, że moje bazgroły mogą tak kogoś zaabsorbować) Niall odkłada płótno na bok i bierze mniejsze. Przedstawia mojego jedynego chłopaka, Ashtona, siedzącego na parapecie w promieniach letniego słońca. Uśmiecha się, a urocze loczki, które tak kochałem, są roztrzepane na wszystkie strony. Przestaję zwracać uwagę na Nialla, który teraz porównuje obydwa obrazy, i zatapiam się we wspomnieniach. Co prawda spędziłem z Ashem jedno jedyne lato, ale mogę szczerze wyznać, że było najlepszym w moim życiu. Nigdy nie sądziłem, że kogoś pokocham i że ktoś pokocha mnie, ale oto był. Prawdziwy. Czuję, jak do oczu napływają mi łzy, więc zagryzam wargi i wracam do rzeczywistości, do Nialla. To on jest tu ze mną, a nie Ashton. On… odszedł, zostawił mnie. Potrząsam głową.

– …są powiązane? – pyta blondyn. Unoszę brwi. – Te dwa obrazy? To znaczy… Tło jest takie samo, ale na jednym jest ten chłopak, a na drugim już nie. Dodatkowo mniejszy jest utrzymany w jasnych barwach, a drugi jest ciemny. Co się z nim stało, Zayn?

– Po czym wnioskujesz, że znałem tego chłopaka? Skąd wiesz, że istniał? A po drugie, to na pewno studiujesz pedagogikę? Bo…

– To nie było trudne, Zayn. Po prostu tak wywnioskowałem, być może błędnie. Więc?

Odchylam się do tyłu i opieram na dłoniach. – Miał na imię Ashton. Poznałem go latem na koncercie i, cóż, zupełnie mnie oczarował. Spędziliśmy razem piękne trzy miesiące, niczym się nie przejmując i ciesząc się sobą. Był zawsze taki uroczy, radosny… A potem, gdy przyszła jesień, ni z tego, ni z owego popełnił samobójstwo. Nie wiedziałem, że cierpiał na depresję. Nigdy mi nie powiedział… A ja myślałem, że znam go na wylot. I wiesz co? Nic o nim nie wiedziałem. Cóż… Sądziłem, że to nie odbiło się na mnie mocno. To znaczy jego śmierć. Ale ostatnio zrozumiałem, że tak. Zabrał ze sobą moje serce, pozostawiając mnie bezuczuciowym potworem.

Nie ronię żadnych łez, mówiąc o tym, i jestem z siebie dość dumny. Ostatnim, czego mi było trzeba, to żeby rozkleić się przed Niallem. Podnoszę wzrok i widzę, że obrazy stoją oparte o stoliczek, a chłopak patrzy na mnie jak oniemiały. Podnosi się z kanapy i siada obok mnie, by po chwili objąć mnie mocno. Wtulam się w jego ciepłe ciało.

– Chciałbym, żebyś mnie też namalował – mówi cicho. – Proszę.

Bez słowa wstaję i wyciągam z szafki małe płótno i farby. Siadam naprzeciwko chłopaka i układam je na kolanach, po czym odkręcam tubki. Widzę zdziwienie w jego oczach, gdy wyciskam farbki na stolik, a potem moczę palce w beżowej. Powoli przejeżdżam nimi po płótnie, tworząc jasne kreski, które zaczynają składać się w kształty. Zmieniam kolory, przenosząc na płótno całe naturalne piękno Nialla tylko za pomocą nieregularnych maźnięć palców i zbyt rozjechanych kropek. W ciągu mniej niż dwudziestu minut białą przestrzeń wypełnia uśmiechnięta twarz, a wokół niej tańczą niesamowite kolory, którym nikt nie nadał (i nigdy nie nada) nazwy. Tak właśnie go widzę – rozświetla każde miejsce, w którym się pojawi. To właśnie zrobił z moim życiem.

Niall podnosi się i zabiera obraz z moich dłoni. Przygląda mu się przez chwilę, nic nie mówiąc. Pochyla się, jakby nie chciał, żebym widział jego twarz, a kiedy odkłada płótno i podnosi głowę, w jego oczach błyszczą łzy. Chcę coś powiedzieć, zapytać co się stało, ale ucisza mnie, kiedy tylko otwieram usta. Pochyla się w moją stronę i łączy nasze wargi, całując mnie zapamiętale, jakby jutra miało nie być. Nie zważając na to, że moje palce są umazane farbą, unoszę dłoń do jego policzka i gładzę go lekko. Niall popycha mnie delikatnie, a kiedy kładę się płasko na plecach, siada na moich biodrach. Otwieram oczy, by zobaczyć ślady moich palców na jego policzkach i szyi. Niall odrywa się od moich ust i zaczyna składać delikatne pocałunki na moim czole, powiekach, policzkach, linii szczęki. Mruczy przy tym cicho, a ja wyginam się w stronę jego ciepłych ust.

– Kochaj się ze mną, przepiękny – szepce Niall, obdarowując moją szyję lekkimi pocałunkami. – Kochaj mnie.

Przytakuję, a wtedy ściąga moją koszulkę i unosi się na chwilę, by przypatrzeć się mojemu w połowie nagiemu ciału. Układa rękę na moim obojczyku i powoli przejeżdża nią w dół brzucha, a moje ciało jakby samowolnie unosi się, podążając za jego dotykiem. Chłopak chichocze cicho i zaczyna składać mokre i coraz bardziej potrzebujące pocałunki na mojej piersi, skupiając się głównie na obojczykach. W tym samym czasie szybko rozpina pasek moich spodni, po czym zdecydowanym ruchem ściąga je z bokserkami w dół moich ud. Sapię na uczucie dość chłodnego powietrza, które nagle otacza mnie całego, a wtedy Niall odrywa się ode mnie i pospiesznie ściąga swoją koszulkę i spodnie. W ciągu niecałych pięciu minut oboje jesteśmy nadzy i spragnieni dotyku.

– Lubrykant? Prezerwatywa? – pyta Niall pomiędzy zachłannymi pocałunkami. Mamroczę „sypialnia, górna szuflada w nocnej szafce” i po chwili chłopak wraca z potrzebnymi przedmiotami. Rozsuwa moje nogi i usadawia się między nimi. – Czy to ja mogę cię kochać?

Kiwam głową, zupełnie zauroczony sposobem, w jaki Niall mówi o seksie. Tymczasem chłopak odkręca buteleczkę lubrykantu i obficie pokrywa nim swoje palce. Po chwili czuję, jak czubek jednego z nich jest przyciskany do mojego wejścia. Nigdy jeszcze nie byłem na dole i naprawdę się denerwuję, ale nie chcę o niczym mówić Niallowi. Nie zdziwiłbym się, gdyby mimo wszystko wiedział. Niall wyczuwa pewne sprawy i po sposobie, w jaki delikatnie wsuwa we mnie pierwszy palec poznaję, że teraz także zrozumiał mnie bez słów. Starając się zignorować nieprzyjemne rozciąganie, przyciągam go do pocałunku.

Niall ma we mnie trzy palce, gdy czuję się już przygotowany. Odrywam się od jego malinowych ust, szepcąc ciche „proszę, kochaj mnie” (może idę za jego przykładem, a może czegoś mnie nauczył, kto wie?). Niall uśmiecha się do mnie, wyciągając palce. Zakłada na swojego twardego penisa prezerwatywę i pokrywa go lubrykantem, po czym delikatnie się we mnie wsuwa. Pochyla się i przyciąga mnie do siebie, a ja wczepiam paznokcie w jego umięśnione plecy. Niall wykonuje pierwszy ruch, przyjemność rozlewa się w moich żyłach, a palce mimowolnie przejeżdżają po całej długości jego pleców, znacząc je kolorowymi smugami. W niedługim czasie Niall przyspiesza, budując sobie stałe tempo. Całuje mnie zapamiętale, zduszając wszystkie jęki, które chciałyby wydostać się z naszych opuchniętych ust. Tymczasem moje palce błądzą już po całym jego ciele, pozostawiając na nim kolorowe kropki i kreski, ślady tego, co między nami się dzieje. Mam nadzieję, że odbiją się też na mnie – jesteśmy w tym razem.

Dochodzę, kiedy ciepła dłoń Nialla owija się wokół mojego penisa i przeciąga po nim kilka razy. Czuję (i słyszę), że blondyn także osiągnął spełnienie i teraz opada na moją klatkę piersiową. Leżymy chwilę w ciszy, starając się unormować oddechy, a potem Niall się ze mnie wysuwa i odrzuca prezerwatywę gdzieś na bok. Układa się koło mnie i przyciąga w swoje ramiona, dając jedyny i niepowtarzalny widok na swoje wspaniałe ciało pokryte różnokolorowymi farbami. Kryję twarz w zagłębieniu jego szyi i uśmiecham się w ciepłą skórę.

– Jesteś mój? – pyta w końcu Niall, a jego dłoń gładzi czule moje plecy. Unoszę głowę, by spojrzeć w bezmiar błękitu, który kryje się w jego oczach.

– Jestem tylko i wyłącznie twój – odpowiadam, po czym składam delikatny pocałunek na jego czerwonych ustach. Ogarnia mnie zmęczenie, ale nie chcę zasypiać, bo chwila, którą teraz dzielimy jest magiczna. Warta zapamiętania.

– Dobrze – mówi i wyczuwam, że on też jest zmęczony. Ale to nie jest nic złego; w końcu będziemy mieli dla siebie nieskończoną ilość dni, poranków, wieczorów, nocy. Nie chcę się na nic porywać, ale chciałbym móc powiedzieć (albo wykrzyczeć), że mamy dla siebie całe życie. Czuję się cholernie przywiązany do tego blondwłosego Irlandczyka. Jakby… na zawsze.

To zabawne, jak jedno spotkanie może cię zmienić. Nie wiem, co poniosło mnie do tego parku niemal wieki temu, ale wiem, że to była jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Nie wiem, kiedy dokładnie Niall uczynił ze mnie lepszego człowieka, ale cieszę się, że to zrobił. Śmieję się pod nosem na myśl, że mógłby być tylko jednonocną przygodą. Świat potrzebuje takich ludzi, jak on, tak myślę. Ludzi, którzy rzucą ci ohydną rzeczywistością w twarz, by potem uczynić ją piękną tylko samą swoją obecnością. Chcę mu podziękować, ale na to będzie jeszcze czas. Układam się wygodniej w jego ramionach i zamykam oczy, szczęśliwy jak nigdy dotąd.

– Dobrze – odzywa się znowu Niall, kiedy myślałem, że już zasnął. – Naprawdę dobrze, bo ja też jestem twój.

Uśmiecham się, wtulając się w niego mocniej. Żadne wyznania nie są już potrzebne – a nie są potrzebne dlatego, że właśnie złożyliśmy obietnicę.

***

P.S Zdajecie sobie sprawę, że całość miała tylko 9,8k słów? Piszę dłuższe oneshoty… Tak czy siak, możecie skomentować, kotki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz