.- Puść mnie, Zayn! - Louis syknął, gdy został wciągnięty do pokoju zaraz po tym, jak z niego wyszedł.
Powinien był wiedzieć lepiej. Nawet jeśli Zayn nie był Harry’m, to wciąż był piratem i jednym z najlepszych kumpli Harry’ego. I teraz ramiona bruneta, które objęły mężczyznę w talii, szarpnęły go do środka, dopóki nie obróciły księciem o 180 stopni. Louis skrzywił się.
- Teraz, pozwolę ci odejść. Zadowolony jesteś, Wasza Wysokość? - Louis zmrużył oczy.
- Nie chcę robić niczego złego – z założonymi rękami na piersi, próbował poprawić koszulę, która przekręciła mu się, Zayn praktycznie zmiażdżył go w uścisku.
- Za co cię szanuję, naprawdę - Zayn odpowiedział. - Ale chciałbym, byś ty też mnie szanował, przez nie uciekanie ze statku w taki sposób.
Był w stanie zrozumieć, dlaczego Zayn nie chce tego, bo oczywiście, jeśli Harry w jakiś sposób dowiedziałby się, wówczas nie tylko Louis miałby przejebane, ale także Zayn. Louis wzruszył ramionami.
- Więc w jaki sposób powinienem zwiać, aby było to z “szacunkiem”?
- Nie opuszczaj statku wcale.
- Zayn.
Brunet pokręcił głową, obracając się na pięcie, aby podejść do drzwi i zamknąć je delikatnie. Zayn zerknął przez ramię na szatyna.
- To nic osobistego ani nic, Louis. To znaczy, wiem, że nie chcesz zrobić nic złego i powód twojego wyjścia jest naprawdę uroczy, ale Harry by mnie zabił.
- Ale on nie musi wiedzieć.
- On dowie się o tym w jakiś sposób.
- Skąd wiesz, że tak?
- Harry ma na to radę.
- A więc naprawdę boisz się Harry’ego? Co się stało z “byciem najlepszymi kumplami”? To nie tak, że on cię zabije albo coś, gdyby się dowiedział, czego nie oczywiście nie zrobi - grymas na twarzy Louisa pogłębił się, gdy niecierpliwie tupnął nogą. Zayn przewrócił oczami z irytacją, nim oparł się plecami o drzwi.
- Nie powiedziałbym, że dokładnie się go boję. Wiem, że mnie nie zabije, ale on nadal jest moim kapitanem i jeśli złamię jego rozkazy, ukarze mnie – po namyśle spojrzał na Louisa. - Jesteś naprawdę pewny siebie, że nie zostaniesz przyłapany.
- Pomyśl o tym – wzruszył ramionami. - Jeśli mamy zatrzymać się tu na krótką chwilę, Harry najwyraźniej ma coś do zrobienia i zrobi to, gdyż jest całkowicie pewny, iż jesteśmy tu razem. W takim wypadku moje wyjście do miasta nie powinno być problemem - Louis zatrzymał się na chwilę z rosnącym uśmiechem nadziei. - A może powinienem powiedzieć, że NASZE wyjście do miasta nie będzie problemem? Chodź, Zayn.
Louis próbował być przekonujący, podczas gdy powoli zbliżał się do pirata, który stanowczo pokręcił głową/. To nie zniechęciło księcia, by używać swego daru przekonywania ludzi do swojego widzimisię, odkąd był dzieckiem. Nieważne, czy było to zmienienie nieśmiałej, młodej Eleanor do bycia nieco złośliwą, czy przekonać swe siostry, by nie wyjawiły jakieś sekretu. Oczywistym było, że będzie musiał wykorzystać słabe strony Zayna. A o ile dobrze wiedział, jedną z tych stron był zarówno Liam i Niall, ale też Harry.
- Sam to powiedziałeś: emocjonalne rany są najtrudniejsze do leczenia. Może, jeśli faktycznie zdobędę coś dla Harry’ego, proces tego leczenia będzie szybszy? - jego ręka wylądowała na ramieniu młodszego mężczyzny, a on spojrzał na księcia swymi ciemnymi oczami. - Mam na myśli to, że jeśli dałbym mu coś, to powinno wiele znaczyć, prawda? Dlatego uważam, że należy wyjść i to zdobyć. Wyobraź sobie, że jesteś w mojej skórze i chcesz coś dla Nialla oraz Liama, ale nie możesz przejść, bo cię blokuję.
Zayn pozornie zesztywniał, a jego tęczówki wpatrywały się sceptycznie w Louisa, jednak wraz z jego zastanawianiem się, Louis był w stanie wykryć wahające się emocje pirata.
- W porządku. Dobrze. Pójdziemy, ale to będzie naprawdę szybkie i nie chcę słyszeć narzekania, jeśli nas złapią i Harry przywiąże nas obu do kotwicy, po czym spuści do wody, jasne? - Zayn westchnął po chwili ciszy, przerywając kontakt wzrokowy z księciem. Louis przygryzł wargę, by powstrzymać uśmiech zwycięstwa, który próbował pojawić się na jego twarzy. Skinął uprzejmie.
- Fantastycznie.
Mężczyzna podniósł rękę, by go uciszyć, gdy Louis patrzył na niego jak Zayn ruszył ze swojego miejsca przy drzwiach. Pirat sięgnął do kieszeni, zanim jego ręka wyciągnęła coś, co wyglądało jak ciemno-czerwona szmata. Louis zmarszczył brwi ze zdziwieniem, gdy mężczyzna podał mu zawiniątko.
- Co to jest?
- To jest chustka. Wiem, że Harry prawdopodobnie kazał by ci nosić coś takiego, nim pójdziemy, więc po prostu ją załóż.
Przyjmując materiał, Louis spojrzał na to łagodnie. Założył ją na głowie, chowając wszystkie włosy, nim mocno związał ją z tyłu. Kiedy skończył, Zayn uśmiechnął się.
- Teraz wierzę, że najlepiej będzie, jeśli już pójdziemu. Ale tak, jak powiedziałem, to musi być bardzo szybkie.
- Cokolwiek powiesz – Louis uśmiechnął się, gdy stanął obok Zayna i chwycił za klamkę. Spojrzał na niego w rozbawieniu. - Choć potrzebuję jakichś pieniędzy, bo wciąż jestem w niewoli i dlatego nie posiadam nic.
Zayn głośno prychnął z irytacją, jak Louis przeszedł przez gabinet Harry’ego, po czym wyszedł na pokład. Most został obniżony i dwójka powoli zaczęła się do niego zbliżać, a wtedy Louis poczuł coś dziwnego, gdy począł zastanawiać się, co byłoby odpowiednim prezentem dla kapitana. Ostatniej nocy, mimo wszystko, nie dowiedział się zbyt wielu rzeczy prócz tego, kiedy stracił dziewictwo, czy jakie jest jego ulubione zwierzę.
Jego rozmyślania przerwał silny ucisk między jego łopatkami. Zdezorientowany, obrócił się i zatrzymał się, by spojrzeć na Zayna.
- Dobra, nie jestem pewien, czy myślisz o ucieczce z moją pomocą, ale ostrzegam cię teraz, Louis… Jeśli jesteś naprawdę tak głupi, aby spróbować uciec, choć mam nadzieję, że wiesz, iż bez problemu cię znajdę, a gdy cię znajdę, Harry jako pierwszy się o tym dowie, jasne?
- Twoje ostrzeżenie nie ma znaczenia, bo nie zamierzam uciekać – powiedział Louis, mrużąc oczy. - Masz moje słowo. Wiesz, gdy chcę coś zrobić, jestem dość uparty, dopóki nie tego dostanę. I chcę dać coś Harry’emu, nic mnie nie powstrzyma. Rozumiesz? - odparł pewnym siebie tonem.
- W porządku, po prostu zyskałeś dużo szacunku z mojej strony. Teraz, jeśli można, po prostu zdobądź to, co chcesz i wróćmy tu jak najszybciej się da – Zayn zauważył, kiedy wreszcie opuścili statek.
Co jakiś czas ludzie zatrzymywali na nim swoje spojrzenia, by ściągnąć brwi w zamyśleniu, po czym potrząsali głowami i odwracali się, by wrócić do poprzednich rozmów. Na początku było to trochę niepokojące, ale wtedy Louis zaczął się nad tym zastanawiać…
Nie byli w Irlandii, co było oczywiste, biorąc pod uwagę fakt, że ich akcenty nie brzmiało na irlandzki w najmniejszym stopniu. Nie były też szkockie. A nie mogli być w Anglii. Ale za to mogli znajdować się w Walii… Przecież Zayn nie ryzykowałby pojawienia się w Anglii po tym wszystkim.
- Gdzie jesteśmy? - Louis zapytał, spoglądając w prawo na Zayna, który zwolnił swe kroki. Ciemnowłosy pirat spojrzał na niego z zaciekawieniem.
- Uhm, Whitehaven.
- Whitehaven? - Louis zatrzymał się, a jego oczy rozszerzyły się w zdumieniu. Oparł dłonie po bokach, gapiąc się w Zayna z szerokim uśmiechem. - Whoa. Dziwię się, że masz we mnie tyle wiary, Zayn.
Jedna z brwi Zayna uniosła się w górę i Louis zachichotał.
- Jesteśmy w Anglii i tak dalej, a ty szczerze ufasz mi na tyle, że nie ucieknę, gdy wszystko, co mogę zrobić, to wykrzyczeć: “Jestem Księciem Wielkiej Brytanii” i wtedy zostanę zabrany do swojego pałacu podczas oglądania ciebie, gdy bezradnie będziesz wyjaśniał Harry’emu, co się stało. To zabawne, że tak bardzo we mnie wierzysz.
To wyjaśniało, dlaczego ci ludzie tak się w niego wpatrywali. Przyglądali się, ale jednak nie rozpoznawali go. To było zresztą nieco zrozumiałe, aby myśleć o zaginionym księciu, skoro ostatnio widziany był po drugiej stronie kraju. Ich zdrowy rozsądek wyraźnie podpowiadał im, iż jest to zwyczajnie ktoś jedynie podobny do monarchy brytyjskiego.
- Myślę, że moje zaufanie jest bardziej głupie, niż jest śmieszne, szczerze mówiąc.
- Hah - Louis uderzył mężczyznę po przyjacielsku w plecy, nim znów ruszyli do przodu. - Bez obaw, Zayniekins. Nie ucieknę i nie sprawię, by Wielce Okrutny Kapitan Styles był zły, iż pozwoliłeś uciec jego księżniczce.
Zgodnie z prawem, był to doskonały sposób, aby uciec i wrócić do domu. Jeśli on zdjąłby bandanę i zrobił przedstawienie, jednocześnie oznaczając Zayna jako tego złego, który go porwał, był pewien, że uzyskałby poparcie, nawet jeśli jego ubrania nie wskazują na to, kim naprawdę był.
Ale… Wiedział, że to nie w porządku. Zayn umarłby, a reakcja Harry’ego nie byłaby najlepszą rzeczą. W najgorszym przypadku mógłby po prostu zobaczyć Harry’ego, który morduje wszystkich wkoło, po czym dostaje się do niego samego. Wtedy już nie byłoby tak pięknie. Zwłaszcza, że Louis chciał tylko dać mu prezent.
- Za to cię kocham, kochanie – Zayn parsknął, wsuwając dłonie w kieszenie. - Więc, czego szukamy dla Wielce Okrutnego Kapitana Stylesa, Wasza Wysokość?
- Chcę, by to miało jakieś emocjonalne znaczenie, ale nie będzie też dużo kosztować – Louis ściągnął usta z dezaprobatą, nim pokręcił głową.
Jego wzrok przesunął się po wszystkim dookoła. Nie wiedział zbyt wiele o Harry’m, mimo dużej ilości czasu, którą z nim spędził.
- Wygląda na to, że masz egzystencjalny kryzys, kochanie. Co się stało? - Zayn zapytał z rozbawieniem, kiedy spojrzał na Louisa.
- Nie wiem, co mam mu dać – Louis przyznał szczerze z ciężkim westchnieniem. - Ty jesteś jego najlepszym przyjacielem, prawda? Co powinien dostać?
- Wow. To jest dobre pytanie.
- Powinieneś się wstydzić, bo nie wiesz, co twój najlepszy przyjaciel lubi!
- Hej, nie obwiniaj mnie! - Zayn uniósł ręce w obronie. - Gdybyś nie zauważył, Harry nie jest najbardziej otwartym człowiekiem na świecie!
- Ale to jeszcze nie pretekst, aby nie wiedzieć, co on lubi. Skoro o tym mowa - Louis wzruszył ramionami, a Zayn zamrugał.
- Oh! Musisz więc wiedzieć wszystko o Eleanor, co nie? Panie Idealny Najlepszy Przyjacielu?
Mrużąc oczy, Louis skrzyżował ręce na klatce piersiowej z oburzeniem.
- Wystarczy wiedzieć, co byłoby korzystnym i sensownym prezent dla niej! Jezu, ty przynajmniej wiesz o czymś, co Harry zawsze chciał mieć, ale nie mógł dostać? - niecierpliwie zapytał. Mężczyzna jęknął.
- Tak, ale to jest tak oczywiste, że nawet ty to wiesz.
- Co masz na myśli… - Louis przestał mówić, bo dotarło do niego, co dokładnie Zayn ma na myśli. Czuł, jak jego policzki oblewają się rumieńcem i wiedział, że musi zmienić temat. Sapiąc, odwrócił twarz od pirata.
- Nie jestem typem nierządnicy, czy coś.
- Nie musisz - Zayn wzruszył ramionami. - Obaj wiemy, że on już cię fizycznie miał, nawet nie próbuj kłamać - posłał mu uśmieszek. - Ale on nigdy nie miał cię w taki sposób, jak Niall i Liam mają mnie, prawda? Więc może po prostu pokaż mu swoją dobrą stronę. Jestem prawie pewien, że to coś, czego chce.
- Ale to nie może równać się wartością z jego kapeluszem – Louis zagryzł dolną wargę.
Jeśli nawet Zayn nie wiedział, co mógłby mu dać, był w ślepym zaułku. Naszyjniki, biżuteria i ubrania w całości były bezwartościowe dla pirata, który praktycznie miał te wszystkie bogactwa na swoim statku. Boże, zakupy nie powinny być dla niego tak trudne.
Nagle Louis podskoczył, gdy poczuł coś ocierającego się o jego nogi. Spojrzał w dół, a gdy jego wzrok zatrzymał się na małym, rudym kotku, nie mógł powstrzymać cichego “aww”.
Nie dbając o to, co pomyśli sobie Zayn, Louis schylił się, by podnieść zwierzątko.
- Jest słodki – książę zaśmiał się i pogłaskał delikatnie kotka. - Zastanawiam się, gdzie jego matka? - mruknął z roztargnieniem, rozglądając się po brukowanej uliczce.
- Jest bezpański, a jego mama jest prawdopodobnie martwa - Zayn łatwo odpowiedział. - Bezpańskie koty i kociaki nie są rzadkością na rynku. Ale normalnie ktoś by go zdeptał, gdyby tylko pojawił się w tej części miasta. Ma szczęście, że żyje.
Uwagę Louisa zwróciło coś na grzbiecie kociaka; fragment ciałka był bez sierści, jakby coś niedawno go pogryzło. W pałacu, Louis spotykał jedynie rasowe koty. Ale to nie znaczyło, iż ten bezpański był wart mniej, niż tamte fantazyjne zwierzęta.
- Bierzemy go - Louis poinformował w skrócie, na co Zayn spojrzał na niego zszokowany.
- Co?
- Bierzemy go i to moja ostateczna decyzja – książę powtórzył, tym razem z obnażonymi zębami, uśmiechając się do pirata. Zayn zmrużył oczy.
- Louis, zdajesz sobie sprawę, że nie możesz po prostu przynieść kota na pokład statku, prawda?
- Nie obchodzi mnie to. Biorę go, a nazwę go… Hm.. Jak można nazwać rudego kota? Może Ed, hym? Co sądzisz?
- Nie możemy go zatrzymać.
- Bierzemy go.
- Louis - Zayn próbował zainterweniować.- Bądź rozsądny. Jak myślisz, co Harry zrobi, gdy to zobaczy? Wyrzuci biedactwo za burtę! Wiesz, ile trzeba pracy poświęcić opiekowaniem się nim?
Instynktownie, Louis wzruszył ramionami, by pokazać, że go to nie obchodzi, ale pewna myśl pojawiła się w jego głowie. Harry nie zrobiłby nic kotu, nie tylko dlatego, że Louis będzie go bronić swoim własnym ciałem, ale również dlatego, że ulubionym zwierzęciem Harry’ego był właśnie kot. Poza tym… Był zbyt słodkim, by móc go zranić. Nawet Harry nie mógłby temu zaprzeczyć.
- Nie, nie zrobi tego - Louis uśmiechnął się bezczelnie. Jeśli ja mu go dam w prezencie, nie będzie miał odwagi wyrzucić go za burtę.
Zayn patrzył na niego, a jego wzrok wyrażał niemałe wrażenie, lecz Louis po prostu poprawił kotka w swoich ręką, po czym uśmiechnął się.
- Musimy iść kupić coś dla niego. Jak łóżko kota, kilka zabawek i żywności, aby przetrwał jakiś czas. Chodź, Zayn - Louis rozkazał, gdy odwrócił się na pięcie i zacząć iść.
Słyszał narzekanie Zayna pod nosem, ale zdecydował się zignorować to, skupiając się na zwierzątku, które trzymał w ramionach. Głaskał rudego kociaka po głowie, aby uspokoić jego nerwy, spowodowane tłumem na rynku. Biorąc pod uwagę ogrom osób, które przesuwały się obok niego, Louis domyślił się, iż musiało być południe, gdyż większość zatrzymywała się, by kupić jedzenie na obiad czy coś podobnego.
W pewnym momencie był w stanie poprawnie przejść bez dotykania nikogo. Biorąc oddech ulgi, rozluźnił chwyt na kociaku, po czym zatrzymał się przy jednym ze stoisk, które ukazywało wstążki i różne akcesoria do włosów na sprzedać. Myślał o czymś, co mógłby zawiązać na szyi kotka…
Zielony powinien wyglądać dobrze, ale wszystkie odcienie tego koloru były pastelowe i wiedział, że musi znaleźć coś bardziej intensywnego. Cmoknął ustami, po czym przesunął się, by rozejrzeć się za czymś innym.
- Przepraszam.
Louis poczuł, jak jego krew zmroziła się, gdy tylko usłyszał znajomy, głęboki głos. Jego ciało zesztywniało w miejscu przy stole ze wstążkami, a kot w jego uścisku zaczął się wiercić. Głos był tak blisko, że jego właściciel musiał być tuż za nim i w tym momencie poczuł, jak jakaś gula urosła mu w gardle. Louis nie był w stanie się obrócić, ponieważ jakaś niewielka część jego modliła się, że nawet jeśli Harry jest tuż za nim, nie mówi do niego. Powoli zaczął przesuwać się dalej, przekrzywiając głowę w prawo.
- Powiedziałem, przepraszam.
Ręka dotknęła jego lewego ramienia i Louis wewnątrz syknął z nieszczęścia. W tym momencie przyszło mu do wiadomości, że Zayna nigdzie nie było, a jeśli był, to prawdopodobnie oglądał rozwój sytuacji ze strachem. Jak, do królewskiej kurwy, Harry pojawił się w tym samym miejscu, co Louis?! To było niemożliwe!
- Uh… - Louis szorstko odpowiedział, po czym kontynuował przeszukiwanie towaru. Harry wciąż był za nim, a jego kroki były tak uporczywie blisko, że Louis rozważał zatrzymanie się oraz wytłumaczenie, ale to i tak nie skończyłoby się dobrze, patrząc na to z perspektywy Harry’ego.
Potem uścisk Harry’ego wzmocnił się do tego stopnia, że książę skrzywił się z bólu.
- Louis, można się już zatrzymać.
Louis natychmiast stanął i powoli obrócił się w stronę, gdzie stał Harry. W przeciwieństwie do tego, czego się spodziewał, Harry nie nosił ten sam wyraz, który miał, gdy złapał księcia w katedrze, w Irlandii – surowo zimna i pozbawiona emocji, przyprawiająca Louisa o dreszcze, gdy praktycznie krzyczał. Ale tym razem… Wyglądał bardziej na rozdrażnionego. Jak matka, która właśnie odkryła, że jej dziecko robi coś, czego ona wyraźnie mu zabroniła. Louis nie wiedział, czy powinien się obrazić o to, czy nie.
- Harry…
- Co mogę zrobić, Louis?
A potem wszystko stało się takie, jakby nic dookoła nie istniało, a byli tylko oni dwaj. Louis poczuł, że jego skóra robi się coraz cieplejsza, gdy wpatrywał się w zielone oczy Harry’ego, które zdawały się być kwintesencją wszelkich emocji. Emocji, które stopiły tę lodową bryłę, jaką Harry zbudował. Oniemiał, kiedy ręka Harry’ego złapała go za drugie ramię, a pirat nadal się w niego wpatrywał.
- Powiedz mi, co mogę zrobić, abyś zechciał ze mną zostać? - jego głos był silny, a jego tęczówki zachwiały się z bólu, co było jak kopnięcie w brzuch. - Zdałem sobie sprawę, że straszenie cię i ranienie nie było tym, co powinienem był robić, dlatego teraz staram się być łagodny i miły, a to też nie działa. Więc powiedz mi, proszę.
Harry pokazywał swoją wrażliwą stronę jeszcze raz i tym razem to bolało, gdy Louis po prostu patrzył na niego. Jego twarz była tak bezradna i Louis nie mógł znieść widoku młodej twarzy, która wręcz pałała bólem. Harry został zraniony, bo myślał, że Louis znów chce od niego uciec. Został zraniony, bo myślał, iż Louis chce trzymać się z daleka. Chłopak dosłownie odsłaniał swoje prawdziwe emocje z powodu braku jakiekolwiek uczucia dla niego. To było trochę przerażające, aby o tym myśleć, ale Zayn, Liam i Niall oraz wszyscy pozostali zdawali się mieć rację. Harry dbał o niego. I myśl, że Louis mógłby uciec bolała go bardziej, niż cokolwiek innego.
Emocjonalny ból, o którym mówił Zayn po pierwszej ucieczce Louisa i kapelusz Harry’ego pojawiły się w głowie księcia raz jeszcze, nim odwrócił wzrok od bolesnego spojrzenia Harry’ego. Biorąc głęboki oddech, Louis pokręcił głową delikatnie, powoli odsuwając się od kapitana. Brunet opuścił ręce, po czym monarcha posłał mu słaby uśmiech i podniósł dłonie.
- Mam dla ciebie kotka – Louis powiedział, pokazując rudego kociaka w swoich dłoniach. - Mam też wyjaśnienie, dlaczego tu jestem, nim się rozpłaczesz, Haz – próbował mu dokuczyć, posyłając piratowi figlarny uśmiech, który dziecinnie skrzyżował ręce na klatce piersiowej i spuścił wzrok na ziemię.
*
- Czy wy naprawdę myślicie, że Harry nie odpłynie bez nas? - Eleanor zapytała z niepokojem , kiedy szła do przodu wraz z resztą grupy.
Niall był położony na plecach Liama, zbyt pijany, aby prawidłowo wymówić proste zdanie, nie wspominając już o chodzeniu, ale mimo to, Liam był w stanie biegać szybciej, niż piracka pielęgniarka. Danielle biegła na przodzie, na ramionach trzymając kilka worków z ubraniami i przedmiotami, które wcześniej wybrali.
- Harry wywali mnie za burtę! Nie sądzę, by miał problem z podniesiem kotwicy, gdy nas tam nie ma – prychnęła.
- Mówiłem ci, byś pilnowała czasu! Teraz będziemy spóźnieni i Harry będzie zły! Wszystko dlatego, że nie umiecie wybrać jednej rzeczy! Liam skarcił je, gdy dotarli do portu.
Ku uldze Eleanor, One Direction wciąż tam stał, most został jeszcze rozebrany, a Harry nie czekał na nich. Jednak to nie sprawiło, że Danielle lub Liam zwolnili i para nadal biegła w dół, na molo. |Eleanor walczyła o utrzymanie tempa, prawie wyrywając sobie z piersi płuca. Chciała tylko zrobić szybkie zakupy Louisowi, ale gdy wzięła ze sobą Danielle, wszystko zmieniło się w wielkie przymierzanie sukienek przez El, by znaleźć odpowiednią. I tak czas przemknął pomiędzy ich palcami, jak piasek, z czego trzy godziny wolnego czasu stały się nagle pięcioma.
Danielle obiecała wziąć na siebie winę, ale wtedy Liam powiedział, że to on to zrobi, przez co Eleanor czuła się okropnie, ale obiecała sobie, iż gdy tylko spotkają się z Harry’m, powie całą prawdę.
- Proszę, nie mów mi, że jesteśmy ostatnimi pokładzie - Liam zawołał do Zayna, gdy tylko podbiegli do mostu.
Zayn stał przy wejściu, opierając się łokciem o półkę z leniwym uśmiechem, a gdy Liam podszedł do niego, przywitał go słodkim pocałunkiem.
- Przepraszam, kochanie. Jesteście. Ale nie przejmuj się tym - Zayn lekko wypowiedział, nim spojrzał na Nialla, który wtulony był w szyję Liama. - Mały krasnoludek wypił zbyt dużo? - zapytał, kręcąc głową, na co Liam przytaknął.
- Nic nowego.
- Niall, byłoby naprawdę miło, gdybyś chociaż raz wrócił na pokład trzeźwy, wiesz? - Zayn stwierdził, czochrając blond czuprynę. Niall wymamrotał coś niespójnego, na co Malik wywrócił oczami.
- Gdzie jest Kapitan Styles? - Eleanor przerwała grzecznie, a jej oddech nadal nie wrócił do normalności. Zayn uniósł w górę brwi, uśmiechając się chytrze.
- Rozmawia z księżniczką, która w zasadzie uratowała wam dupy od rozstrzelania za spóźnienie.
- Chciałabym podziękować Bogu za pojawienie się Louisa na pokładzie i uratowanie mnie oraz innych ludzi, których kocham, od kuli w dupie. Amen – kędzierzawa kobieta prychnęła.
- Tak czy inaczej - Zayn uszczypliwe zauważył z uśmiechem. - Chodźmy z Niallem do łóżka, co? - zapytał Liama, który pokiwał energicznie głową.
- Haha, tak. Jak spędziłeś czas z Louisem na pokładzie? I przepraszam, że trwało to tak długo.
Było w porządku i nawet nam to zleciało. Chociaż bardzo ęskniłem za tobą i Niallem.
- Oni tak cholernie mają zamiar się pieprzyć – Danielle zanuciła, gdy spojrzała w kierunku drzwi, prowadzących na niższy pokład.
Eleanor zachichotała, zbyt dobrze znając to przekomarzanie się Danielle ze świętym trio. Było to żenujące na początku, słuchając o tym, jak trójka mężczyzn żyje tak swobodnie, ale w końcu zrozumiała zabawną część sytuacji i śmiała się, gdy słyszała żarty choćby na swój temat. Oczywiście ona i Danielle nie podjęły jeszcze tego kroku w ich związku i Eleanor była całkowicie wdzięczna, że Danielle nie była nachalna, w zwyczajnym życiu razem i szybkim całowaniu warg. Zayn drażnił Dan, ale ta, na szczęście, nie brała tego na poważnie.
- Więc księżniczka rozmawia z kapitanem i widocznie przestał być wkurzony faktem, że się spóźniliśmy. Haha, Louis chyba umie czarować - Danielle potrząsnęła głową, po czym podniosła torby ubrań, które spadły na podłogę. Eleanor natychmiast ruszyła, by jej pomóc, gdy uśmiechnęła się.
- Kapitan Styles musi go naprawdę lubić. Myślę, że Louis to odwzajemnia – stwierdziła.
- Oh? Naprawdę? - kędzierzawa kobieta spytała ze zwątpieniem. - Czy masz na myśli… Coś podobnego, jak u nas?
- Cóż, muszę zapytać. Ale jestem więcej niż pewna, że po prostu “lubi” go jak przyjaciela? Spędza tyle czasu z Kapitanem Stylesem, iż to niemożliwe, aby nie było w tym dosłownie nic więcej, bo za każdym razem, gdy rozmawiamy, Louis prędzej czy później o nim wspomina. A gdy kogoś nie lubi, to raczej nigdy o nim nie wspomina – poinformowała Eleanor, podczas gdy razem z Danielle ruszyły do swojej kwatery, która znajdowała się nieopodal pokoju Zayna, Liama i Nialla.
- Tak, możemy dać księżniczce te ubrania później - Danielle zaśmiał się, a jej oczy obdarzyły spojrzeniem brunetkę, gdy zobaczyła, że Eleanor wpatruje się w miejsce, gdzie Harry powinien rozmawiać z Louisem. Dziewczyna zachichotała i skinęła głową.
*
- Kto nazywa ptaka “Kevin”?
- Możesz nie porównywać imienia “Kevin” dla ptaka do nazywania kota “Molly”. To naprawdę straszne porównanie - Louis odpowiedział, kręcąc głową i spuszczając wzrok na wodę poniżej.
Słońce nie było już tak wysoko jak wcześniej i powoli chowało się za horyzontem. On i Harry wyjaśnili sobie wcześniejsze nieporozumienie i kapitan był naprawdę uradowany prezentem Louisa. Tak jak wzruszające to było, prawdopodobnie zostanie tajemnicą, bo tak szybko jak Harry pokazał swe emocje, równie gwałtownie je ukrył. Kiedy myślał o umiejętności odczytywania uczuć Harry’ego jak o wyzwaniu, był pewien, że w odpowiednim czasie będzie w stanie czytać w kapitanie, jak w otwartej księdze.
Po tym, Harry wziął go do siebie na spotkanie z pewnym mężczyzną. Louis nie został wpuszczony do sali konferencyjnej, ale obiecał Harry’emu, że będzie czekał, jednocześnie uspokajając zakłopotanego kapitana. Dotrzymał obietnicy i zajął się zabawą z nadal bezimiennym kociakiem, aż Harry wyszedł i ku jego zdziwieniu, powitał go szybkim uściskiem.
Dwójka spędziła czas na zakupie ubrań, ale Louis szybko zrozumiał, że wyczucie stylu u kapitana jest okropne i książę musiał robić wszystko za nich dwóch. Następnie wrócili na statek i Louis schował swoje nowe ubrania do szafy, po czym razem z Harry’m przystanęli przy sterze, jak poprzedniej nocy. Była to forma relaksu.
- Nie sądziłem, że ludzie dają imiona ptakom – Harry prychnął.
- Nazywałem moje ptaki, a jeden był Kevin, nie zapominaj – Louis rzucił, na co Styles zachichotał.
- Dobra, dobra. Tak więc kot nie będzie nazywał się Molly… więc jak?
Louis zamrugał oczami, myślami wracając do kotka, który zapewne nadal spał na łóżku Harry’ego.
- Czemu mnie o to pytasz? To twój kot.
- Bo zależy mi na tym, co masz do powiedzenia - Harry szczerze odpowiedział, na co Louis zamarł. To było tak, jakby czuł na sobie wzrok kapitana, który analizował każdy jego ruch.
- Tak, to miłe i w ogóle, ale to ja ci go dałem. Ty powinieneś go nazwać - Louis przeczesał palcami swe brązowe włosy. Harry skinął głową.
- Ale kiedy proponuję imię, krytykujesz mnie.
- Ponieważ imiona, które wybierasz, są śmieszne.
- Więc dlaczego nie możesz wybrać go zamiast mnie?
- Bo to jest twój kot.
- Jesteś bardzo skomplikowany.
- Cieszę się, że wiesz, jak wygląda bycie z tobą - Louis uśmiechnął się słodko.
- Touché - Harry wzruszył ramionami. - Tak czy siak, podam nazwę, ale nie możesz narzekać, dobrze?
Jego głos brzmiał na zmęczony i Louis miał ochotę zachichotać na fakt, że udało mu się wyczerpać siły kapitana samą próbą znalezienia imienia dla kota.
- Haha, tak, nazwij go jak chcesz - Louis nakazał machnięciem dłoni, na co Harry przewrócił oczami.
- Dziękuję, Wasza Wysokość. Co bym zrobił bez twojego królewskiego błogosławieństwa? - spytał sarkastycznie, nim Louis zmrużył oczy. - Okej, więc myślę, że nazwę kota… Dusty. Wygląda na takiego, Dusty*.
- W ten sam sposób, jak wyglądał na “Molly”, dwie minuty temu? - Louis prychnął.
- Pozwoliłeś mi nazwać go jak chcę, bez twojego narzekania! - Harry spojrzał na niego groźnie, unosząc palec w ostrzeżeniu. Louis przykrył dłonią usta.
- Ups. Zignoruj mnie.
- Nie mogę tego robić – kapitan powiedział szczerze, patrząc szatynowi w oczy.
Louis poczuł, że zaczyna się topić pod intensywnością spojrzenia Harry”ego. .Nienawidził tego, co kapitan z nim robił. Próbował wymyślić sposób, aby włączyć się do rozmowy, więc odwrócił się do Harry’ego ze zmrużonymi oczami.
- W porządku, jeśli nie możesz mnie ignorować, to wyjaśnij, dlaczego mnie okłamałeś na temat spania.
Harry uniósł brwi w sposób, który pokazał, że nie był przygotowany na pytanie, ale tak szybko, jak jego zdziwienie się pojawiło, także zniknęło, podczas gdy nadal patrzył na Louisa.
- Jaki, do cholery, sens to miało? Naprawdę nie rozumiem. Jeśli spałeś w fotelu, spałeś w swoim fotelu. Nie kłam bezsensownie - Louis wystrzelił do kapitana piratów, który skrzywił się, a jego zielone oczy spojrzały na miasto.
- Kłamałem dla własnych powodów. Nie przejmuj się tym.
- Twoich własnych powodów? Co za bzdury - Louis jęknął. - Wiesz co, ja już zdecydowałem. Dziś wieczorem śpię z Zaynem. Możesz mieć swoje łóżko z powrotem. Nie obchodzi mnie to - Louis warknął, po czym minął Harry’ego i zaczął schodzić po schodach, aby ruszyć w stronę dolnego pokładu.
Gdy tylko to zrobił, spojrzał na most, który zaczął być wciągany na okręt przez członków załogi. Przysunął się bliżej, by wyjrzeć za burtę. Spojrzał na port z zamyślonym wyrazem twarzy. Miał rację, kiedy powiedział sobie wcześniej rano, że musi ponownie ocenić jego związek z Harrym. Bariera przyjaźni między nimi dwoma już dawno została przekroczona. Obaj byli bardziej otwarci w rozmowie i wydawało się, że nie ma już między nimi żadnych większych spięć. Nie wspominając twarzy Harry’ego, gdy ten myślał, iż Louis go opuścił. Książę czuł z tego powodu dziwne przygnębienie. Może dlatego, że czuł się winny zranienia emocjonalnie kogoś, nad kim nawet nie miał kontroli?
Będzie musiał porozmawiać o tym z Eleanor, bo duszenie tego w sobie w końcu doprowadzi go do szaleństwa. Słuchając kogoś innego, mógł podjąć stosowniejszą decyzję, ponieważ nie wiedział, dokąd obecnie jego umysł zmierza. Czuł się tak, jakby ciągle krążył w kółko.
Tęsknił za rodziną, ale wiedział też, że Harry nie miał nikogo i najbliższą mu osobą był teraz właśnie Louis. I gdyby książę był na miejscu kapitana, wiedział, że mimo iż to egoistyczne, nie może odejść
- Książę Louis!
Dziwnie głęboki głos zawołał jego imię, na co szatyn natychmiast zerknął przez ramię, by sprawdzić, czy był to jeden z członków załogi. Skupił uwagę z powrotem na porcie, a wraz z momentem, w którym to zrobił, jego oczy rozszerzyły się w zdziwieniu, widząc wielu żeglarzy, którzy stali na molo.
- To jego wysokość!
- Powiadomcie miasto, że książę został znaleziony!
- Wiadomość musi dotrzeć do Londynu!
Louis zbladł, gdy patrzył w dół na ludzi, którzy gorączkowo machali, by zszedł. Teraz zorientował się, że zmienił ubrania pirackie i rzeczywiście wyglądał, jak członek rodziny królewskiej. Statek szarpnął się gwałtownie i Louis złapał się za półkę, by nie upaść na podłogę. Nawet gdyby chciał zejść, most zatrzymał się tak, że nie może… A jeśli by skoczył, to mogłoby to zakończyć się samobójstwem.
Z niepokojem zagryzł dolną wargę, rozważając to, co działo się po drugiej stronie statku. Byłby w stanie dopłynąć do przystani, a stamtąd dotarłby do domu za darmo, ale musiałby uczynić to teraz, póki nie jest zbyt daleko od brzegu.
Spojrzał przez ramię i zdał sobie sprawę, że był tylko jeden na pokładzie. Jeśli skoczy… Nikt nie zauważy.
-* Dusty - imię to oznacza “zakurzony”, “brudny”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz