W tym czasie Louis wyszedł z wanny, woda schłodziła się do nieprzyjemnej temperatury. Wiedział, że czekanie w wodzie tak długo było dla niego ryzykowne, biorąc pod uwagę, że nie miał pojęcia, kiedy Harry ponownie wejdzie do pokoju.
Gdy kapitan wychodził, powiedział mu tylko, by nie wychodził z pokoju, póki nie wróci. Louis był wdzięczny, że mały zboczeniec zniknął.
Po drugiej stronie drzwi usłyszał głos Nialla, przekrzykujący wszystkich, oraz chyba głos Liama. Louis nie był zbytnio skupiony na rozmowie, zamiast tego myślał podczas kąpieli.
Eleanor miała zostać sprzedana, bo Harry był typowym douchebag*. Jak, do diabła, był w stanie zobaczyć słodką i niewinną Eleanor, dostarczaną na słodki rynek?! Ta cenna dziewczyna ledwie potrafiła upiec ciasto bez oparzenia się w palec, a co dopiero przetrwać bycie pieprzoną przed jakiegoś gigantycznego, tęgiego mężczyznę, który prawdopodobnie ją kupi.
To doprowadzało Louisa do szaleństwa. Gdy musiał martwić się tylko o siebie, wszystko było łatwiejsze, ale teraz musiał znaleźć wyjście z tego dla Eleanor.
Liam był pierwszym oficerem statku i wydawał się całkiem przyjazny, jeśli już Louis miałby powiedzieć o nim cokolwiek po jednej, dwuminutowej rozmowie. Może będzie łatwo nim manipulować? Jeśli Louis miałby Liama po swojej stronie, byłby on niezwykle przydatny w ucieczce zarówno swojej, jak i Eleanor, ze statku.
Louis musiałby po prostu poznać Liama lepiej, lecz było to praktycznie niemożliwe, jeśli Harry będzie obserwował jego tyłek w każdej sekundzie, z tym intensywnym, zielonym spojrzeniem jak sokół.
Wyraźnie było widać, że Harry posiadał jakieś sadystyczne uczucia względem Louisa i miał wrażenie, że im więcej czasu spędzi na statku, tym bardziej gwałtowna stanie się postawa Harry’ego. Co prawda, teraz było tylko dwuznaczne upokorzenie, lecz działo na tyle wcześnie, iż mogło jeszcze przybrać na sile.
W każdym bądź razie, Harry miał przygotowany jakiś rodzaj zemsty na rodzinie królewskiej, co nie było to dużą niespodzianką.
Jaki kapitan piratów z Wysp Brytyjskich nie ma z nimi problemu?
Plany Harry’ego wciąż nie były mu znane, poza faktem, że wiedział, iż nie zostanie sprzedany jak Eleanor. Mimo, że był to jakiś plus, tak naprawdę nim nie był…
Możliwości były pozornie nieograniczone. Chociaż łańcuch był symbolem tego, że żyje, to życie byłoby tak naprawdę bez znaczenia, gdyby miał głodować i wykończyć się przez tortury oraz zaniedbanie.
To było przerażające w samych myślach, ale wiedział, że musi pogodzić się z faktem, iż nie był w tym momencie na spokojnych wodach. Nawet jeśli czuje się, jakby to wszystko było pokręconym koszmarem i że zaraz obudzi się w swoim wielkim łóżku, spocony, wyśmiewając straszne, przypominające życie, doświadczenia.
Do tego czasu…
Louis spojrzał na swoje pobrudzone, zwinięte ubrania. Nie mógł ich ubrać z powrotem. Wiedząc, że naprawdę nie ma innego wyjścia, rozejrzał się rozpaczliwie po sypialni w poszukiwaniu czegoś, co może zastąpić jego strój, ale gdy przypomniał sobie, gdzie naprawdę jest, ponownie spojrzał na swoje rzeczy.
Po osuszeniu się, Louis zaczął wkładać koszulę przez głowę. Gdy skończył, rozważał swą aktualną sytuację…
Harry nadal nie wrócił. Mimo, że Harry zdecydowanie zabronił Louisowi wychodzenia z pokoju, to była to faktycznie królewska okazja, by wyjść i spotkać się z Liamem, w celu omówienia ewentualnych interesów.
Wypuścił szybki oddech i poklepując mokre włosy, ukradkiem podszedł do pojedynczych drzwi kajuty. Jego ręka spoczęła na gałce klamki, gdy przystawił ucho do drzwi, czy jakiś hałas nie dochodzi z drugiej strony, gdzie znajdowała się kwatera Harry’ego. Kiedy nic nie usłyszał, powoli przekręcił klamkę, zanim otworzył drewniane drzwi.
Zgodnie z oczekiwaniami, pokój był pusty. Louis stąpał na palcach, by uniknąć niepotrzebnego hałasowania, które ostrzegłoby kogokolwiek z jakiegokolwiek miejsca na statku o jego obecności, biorąc pod uwagę, że był pozornie sam.
Skradając się, podszedł do dużego biurka Harry’ego, całkowicie pokrytego mnóstwem papieru i kopert. Gdyby Louis chciał uciec, wiedza, dokąd statek zmierzał, byłaby dobrym początkiem. Pochylając głowę i czytając zawartość listów, próbował znaleźć jakąś wskazówkę odnośnie trasy okrętu.
Jego ręka delikatnie przeczesywała dokumenty, z których jedne zachodziły na drugie, a on sam skrzywił się, gdy rezultaty jego poszukiwań były nijakie.
Wpisy z dziennika, rachunki, obliczenia, listy…
Przywrócił położenie dokumentów do poprzedniej pozycji, gdy coś musnęło go, a Louis zadrżał, gdy uderzył go powiew. Jego włosy były jeszcze mokre, przez co kropelki wody sunęły w dół jego pleców, wywołując chłód.
Wraz z potarciem nosa, zrzucił kroplę, która spadła na jeden z zapisów dziennika Harry’ego, który ponoć pochodził sprzed dwóch dni, jeśli data na górze była aktualna.
- “Pokonanie załogi Scarlet Eye przez Bailiwick Jersey… Więcej przydziałów z bitwy… Liam ocenił wszystko… hm… - Louis niecierpliwie czytał nisko bełkocząc. - Wreszcie uwolniłem Ryana z kary postu od zeszłego tygodnia… Załoga zdaje się sama przypominać mi o moim braku tolerancji wobec nieposłuszeństwa…”
Czytając te słowa, Louis poczuł coś niepokojącego w żołądku.
- “Nikt nie rozumie głównej idei One Direction, że zdrada jest uleczalna jedynie dzięki śmierci tych, którzy mieli odwagę sprzeciwić się samemu Księciu Siedmiu Mórz…” - Louis skulił się z grymasem. Zarozumiały gówniarz, mruknął, gdy jego palec przesunął się w dół na litery. - “W końcu wracamy do Irlandii, bo…”
- Poczekaj, kapitanie, gdzie ona będzie spać?
Głos był wyraźniejszy, niż pozostałe, stłumione na zewnątrz pokłady an tyle, by sprawić, że Louis zamarł przy biurku Harry’ego. To było za blisko.
- Skąd, do diabła, mam wiedzieć? Gdziekolwiek chce. Ale jeśli zostanie w nocy zgwałcona przez zły układ, to nie moja wina. Ale jestem pewien, że Danielle będzie skłonna podzielić się kwaterą, wydaje się wręcz nalegać na to.
Słysząc szybko zbliżający się głos Harry’ego, Louis uświadomił sobie, że kapitan po raz kolejny był w drodze do pokoju. Jeśli zobaczy Louisa tutaj, będzie wściekły. Bardzo wściekły.
Znając niebezpieczeństwo, Louis natychmiast próbował odtworzyć pierwotny obraz dokumentów, rasując je, zanim usłyszał rękę Harry’ego na gałce klamki.
Zdając sobie sprawę, że nie zdąży wrócić do sypialni, wziął głęboki oddech i schował się pod biurkiem tak dokładnie, jak tylko mógł i w tym samym momencie Harry wszedł do pokoju.
Plecami do ściany biurka, mógł tylko słuchać, jak grube, czarne buty Harry’ego uderzały w drewnianą podłogę, powoli mijając go i udając się do sypialni. Louisa uderzyło to, że Harry poszedł tam, spodziewając się go zobaczyć, kiedy Louisa tam nie było. Gdy tylko o tym pomyślał, usłyszał trzaśnięcie drzwiami.
- Pierdolona, mała suka – kapitan przeklął w dość spokojny, ale wyraźnie też zdenerwowany sposób. Pochrząkując, zorientował się jak głupi był, że o tym zapomniał. Louis próbował ponownie wymyślić jakiś plan, który pozwoli mu wyjść z tego bez szwanku, ze strony napędzonego gniewem pirata.
Plecy Louisa zaczęły zaczynały nieco boleć, ale wiedział, że ukryje go przed złym mężczyzną w pomieszczeniu, więc pozostał tam, chowając szyję bliżej piersi.
Kiedy Harry opuściłby pokój w poszukiwaniu go, Louis byłby w stanie wrócić do sypialni. To wydawało się być jedynym wyjściem dla niego w tej sytuacji.
Harry zatrzymał się i Louis wewnętrznie prosił młodego człowieka, by po prostu wyszedł na tyle czasu, aż książę zdąży szybko pobiec do sypialni, ale gdy pirat znów zaczął chodzić, nic nie szło w tym kierunku, w którym Liam chciał.
Harry milczał teraz, choć jego kroki wydawały się cięższe, jakby wyrzucał swój gniew przez nogi, jednocześnie zbliżając się do biurka.
Jego stopy i nogi zatrzymały się tuż przez blatem i Louis wstrzymał oddech, obawiając się, że kapitan może usłyszeć nawet bicie jego serca.
Każda, mijająca sekunda wydawała się zbyt długa dla Louisa, w oczekiwaniu, aż mężczyzna po prostu wyjdzie w poszukiwaniu go na zewnątrz, na pokładzie, a nie tam…
W końcu, co zdawało się być wiecznością, Louis usłyszał niski chichot Harry’ego, pełen całkowicie innych emocji, niż we wcześniejszym nastroju samca. Louis zagryzł dolną wargę w niepokoju, zastanawiając się, co mogłoby ewentualnie zmienić humor mężczyzny przed najbardziej powstrzymującym bicie serca wypadkiem.
Pióro Harry’ego spadło na ziemię, ostatecznie oddzielając Louisa od nóg Harry’ego.
- Ups – stwierdził mężczyzna wyżej.
Louis otworzył szeroko oczy, wpatrując się w pióro, do którego Harry będzie musiał się schylić, by je dostać, a wtedy go zobaczy, co ostatecznie skończy się dla Louisa jakąś surową karą, podobną do tej Ryana, którego Harry trzymał przez tydzień bez jedzenia i wody.
Błyskawicznie modląc się, Louis skulił się czekając, aż Harry go złapie, całkowicie akceptując fakt, że złapany zostanie. Jednak Harry wcale nie schylił się po swoje narzędzie do pisania.
- Jestem bardzo niezdarny – mówił do siebie ze śmiechem, który zdawał się być tak fałszywy, że Louis miał ogromne wrażenie, iż Harry wie, że tam siedział i po prostu bawił się z nim. Ale to nie może być prawda… Nie było mowy, by wiedział…
W odpowiedzi na jego modlitwy, stopy Harry’ego zaczęły się oddalać i Louis chciał westchnąć z ulgą, ale nie zdecydował się, wciąż słysząc buty pirata idące w kierunku wyjścia na otwarty pokład.
Drzwi otworzyły się i natychmiast zostały zamknięte, a ciało Louisa natychmiast zrelaksowało się pod drewnianym biurkiem, gdy zorientował się, że właśnie uniknął kulki w łeb.
Chwytając ręką za krawędź, podciągnął się spod biurka z ciężkim oddechem. Tak szybko, jak wyprostował się, by rozciągnąć sztywne mięśnie, tak jego oczy spotkały się oczami Harry’ego, jako Kapitana piratów, który z rękami założonymi na piersi, opierał się o framugę drzwi i patrzył na Louisa z poważnym wyrazem twarzy.
- No, więc… Wiesz, co? To jednak nie jest kuchnia! - Louisa zauważył, niezdarnie pocierając kark oraz odwracając wzrok od rażące spojrzenia bruneta. - Po prostu byłem w drodze – profesjonalnie stwierdził, po czym strzepnął kurz z ramion.
- Dlaczego grzebałeś w moich notatkach? - Harry odsunął się od ramy drzwi z podniesioną ręką, idąc w stronę księcia.
- Nie grzeba… - zanim zdążył dokończyć, Harry po drugiej stronie biurka, podniósł jeden z listów i praktycznie przycisnął go do twarzy Louisa.
- Nie kłam, gdy praktycznie złapałem cię na gorącym uczynku, księżniczko. Twoje włosy nadal wyglądają na wilgotne, a gdy ostatni raz sprawdzałem, moje notatki nie miały tych małych, wodnych kleksów na sobie. Nie mogąc znaleźć odpowiedzi, Louis przekręcił twarz, gdy Harry wymierzył mu policzek. - Ty. Byłeś nieposłuszny.
- Ja tylko…
- Ja mówię! - Harry zainterweniował surowo. - Zbuntowałeś się, kiedy kazałem ci zostać w pokoju.
- Nie, musisz pozwolić mi wyjaśnić, po prostu byłem… - Louis po raz kolejny próbował się bronić – jego słowa ucichły, gdy Harry gwałtownie pociągnął go za kołnierz, wręcz przeciągając przez biurko, wpatrując się w księcia jeszcze bardziej niebezpiecznym, rozdrażnionym spojrzeniem, jakie kiedykolwiek miały te zielone oczy.
- Zamknij się. Nie obchodzą mnie twoje wyjaśnienia. Nie słuchałeś mnie, więc teraz zostaniesz ukarany.
Przeklinając, pociągnął za końce kołnierza, a Louis jęknął z bólu, kiedy został szarpnięty wokół stołu, zanim stanął przed Harry’m, który nadal patrzył na niego, jakby Louis zamordował rodzinę mężczyzny lub coś podobnego.
Próbował ponownie otworzyć usta, zanim Harry zrobi coś irracjonalnego, ale nim to zrobił, jego oczy szeroko się otworzyły i zorientował się, że jego spodnie po prostu się zsunęły.
- Co ty…
- Zamknij się, kurwa! Nie masz prawa głosu – Harry rzucił i chociaż Louis się opierał, kapitan piratów agresywnie pociągnął w dół jego bieliznę, odsłaniając męskość, aż złapał jego penisa, na co Louis zareagował niskim syczeniem. Harry obserwował go z błyskiem w oczach. - W normalnych okolicznościach nie daję tej kary byle komu – wraz z naciskiem na ostatnie słowo, uścisk na penisie zelżał, a dreszcz natychmiast przeszedł wzdłuż kręgosłupa księcia.
Louis próbował ignorować przyjemne uczucie, które wybuchło w nim całym, gdy dłoń Harry’ego głaskała go. Nie powinien czerpać z tego przyjemności. Harry dotykał go w sposób, w który nie powinien. To nie było w porządku. Ta brudas z niższej klasy bezkarnie go molestował i Louis powinien być w stanie odepchnąć go. On nie miał prawa.
Nawet, jeśli jakaś racjonalna część jego umysłu miała taki zamiar, Louis mógł tylko próbować powstrzymać swe jęki, gdy Harry przyspieszył ruchy na jego penisie, a tarcie rosło wraz z kłopotliwą erekcją.
Louis czuł, że jego twarz płonie, gdy Harry popchnął go do biurka sprawiając, że gwałtownie się zakołysało. Zaczynał właśnie osiągać szczyt, chociaż jego mózg brutalnie próbował sprzeciwić się własnemu orgazmowi, lecz Louis był zbyt odporny na posłuszeństwo i zbyt zadowolony uczuciem ręki Harry’ego, sunącej po nim.
I tak po prostu, zatrzymał się, gdy w kajucie rozległo się pukanie do drzwi.
Tętno Louisa, które w ciągu ostatnich minut pędziło jak szalone, powoli godziło się z brakiem ręki na twardym penisie, które teraz niezgrabnie zwisał.
Stopniowo Louis otworzył oczy, by spojrzeć na Harry’ego, który wyglądał na dość spokojnego, gdy spojrzał w stronę wejścia.
- Tak? - zawołał, gdy pukanie ustało.
- Mogę wejść, Kapitanie? - irlandzki głos odezwał się po drugiej stronie i Louis uświadomił sobie, że jeśli mężczyzna wejdzie i zobaczy zarówno jego, jak i Harry’ego w tego rodzaju sytuacji, hipotezy zostaną potwierdzone.
Ludzie dowiedzieliby się, że Louis Tomlinson, Książę Zjednoczonego Królestwa, był najzwyczajniej pieszczony przez pierdolonego pirata. To nie było prawdziwe życie. Nie może być.
Kiedy doprowadzał się do porządku, Niall wszedł w momencie, gdy Louis kończył zakładać spodnie i poprawiał się. Blondyn zatrzymał się zdezorientowaniu, skacząc wzrokiem między mężczyznami i unosząc brwi, aż odważył się wejść, trzymając w ręku talerz pełen jedzenia oraz duży kubek.
- Przerwałem coś? - zapytał niewinnie.
Harry spojrzał na Louisa, a książę nigdy nie czuł się bardziej wściekły, gdy zobaczył uśmiech wkradający się na twarz kapitana, gdy ten pokręcił głową.
- Nie, nie, wcale
Wiedząc, co musiał zrobić, aby utrzymać się w garści, Louis ryknął z uciążliwością, zanim popchnął Harry’ego do tyłu z taką siłą, jaką mógł w swym ciele, które dopiero teraz zaczęło odzyskiwać czucie.
Wyraźnie nieprzygotowany do ataku, Harry ledwo utrzymał się na stopach. Niall gapił się na nich, gdy Louis przesunął go, by wyjść na pokład, w ogóle nie przejmując się tym, co Harry miał mu do powiedzenia.
- Ale ja tylko przyniosłem mu jedzenie… - rzekł Niall z dezaprobatą, gdy obserwował oddalające się plecy księcia.
*- douchebag - pojawiło się to w poprzednim rozdziale, dla przypomnienia osoba o charakterystycznej fryzurze i kolorze skóry, mająca o sobie zbyt wysokie mniemanie. Po prostu kutas :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz