*- Lou! - Eleanor zaświergotała machając z podekscytowaniem, gdy Louis wyszedł na pokład.
Schodki do zejścia ze statku zostały obniżone tak bardzo, jak tylko książę mógł zobaczyć. Jego niebieskie oczy nie mogły nic na to poradzić, więc błądziły po górzystym terenie na zewnątrz, poza wodą, nim zwrócił uwagę na machającą Eleanor.
Członkowie załogi zdawali się pragnąć opuścić okręt tak bardzo, jak Louis, jednakże nie to młodym mężczyznom w rzucaniu dwuznacznych uśmieszków, gdy mijali księcia, idąc na most.
Gdy Louis przytulił Eleanor, odsunął się nieznacznie, by obejrzeć jej absolutnie radosną twarz. Odkąd przebywali na morzu, Louis był całkowicie pewien, że to był pierwszy raz, gdy widzi ją tak szczęśliwą. Nie mógł jej o to winić.
- Więc, to jest to, hm? - Louis westchnął w zamyśleniu, spoglądając na członków One Direction, którzy schodzili z okrętu. Eleanor odrzuciła kosmyk włosów, który opadł jej na oczy.
- Tak. Chyba jutro wszystko powinno wrócić do normy – brunetka uśmiechnęła się czule.
- Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to wrócimy do tego, co było – Louis zaśmiał się, krzyżując dłonie na piersi.
- Jaki jest plan, gdy zejdziemy ze statku? - Eleanor zapytała cicho, a Louis skinął głową na krawędź okrętu, którędy piraci wychodzili na zewnątrz. Pochylił się i oparł twarz na swoje dłoni, kładąc łokcie na parapecie.
- Mam wrażenie, że Harry podejrzewa, co chcę zrobić, więc bez wątpienia będzie mnie bacznie obserwował – skrzywił się lekko. - Musimy po prostu trzymać się razem, gdy wyjdziemy, nawet jeśli Harry tam będzie. Kiedy poczuję, że jego ochrona mnie gaśnie, powiem coś w stylu: Eleanor, twoje włosy wyglądają okropnie, napraw to. Wtedy pójdziesz szukać toalety, a w rzeczywistości odnajdziesz policję i naprowadzisz ją na Harry’ego. Gdy mnie zobaczą, wszystko powinno być załatwione – poinformował ją, skinąwszy głową.
- Moje włosy naprawdę wyglądają tak źle? - Eleanor zamrugała, zawijając kosmyk na palcu, przyglądając się mu. Spoglądając dalej, Louis odchrząknął.
- Tak czy siak, czuję się, jakbyśmy byli tu dłużej, niż to konieczne – rzekł, a brunetka przechyliła głowę.
- To dziwne myśleć, że minął już ponad tydzień, odkąd tu jesteśmy.
- Doskonale – Louis pokręcił głową z sarkazmem. - Cóż, ten dzień zniknie razem z nami, a to jest dla mnie wystarczająco dobre – odrzucił włosy i spojrzał na ludzi, opuszczających port. Byli bardziej szczęśliwi, niż by się to wydawało.
- To będzie mój pierwszy raz w Irlandii – Eleanor zachichotała.
- Mój także – Louis westchnął szczerze.
- Louis.
Zaskoczony słysząc swoje imię, Louis odwrócił się, by spojrzeć, kto go woła. Zayn patrzył na niego dość obojętnie, wyraz jego twarzy znacznie kontrastował z tym rozbawieniem, która zazwyczaj nosił. Teraz wyglądał zupełnie poważnie, więc Louis przekrzywił nieco głowę.
- Tak? - grzecznie odpowiedział, obracając się wraz z kobietą całkowicie przodem do niego.
- Dzień dobry, Zayn – Eleanor uśmiechnęła się. - Danielle właśnie cię szukała i…
- Tak, wiem. Rozmawiałem z nią już – Zayn przerwał szorstko, a jego głos był nieco ostrzejszy, zarówno Louis ja i brunetka mogliby się spodziewać.
- Och – brunetka zamrugała i potulnie schyliła głowę. - Okej.
Ściszyła głos, a Louis, niczym lwica broniąca swych młodych, spojrzał gniewnie na Zayna.
- Powiedziałbym, że mi przykro za bycie tak dosadnym, ale nie jest. Jaki jest, kurwa, twój problem? Wszystko było w porządku z tobą jeszcze dziesięć minut temu!
- Widziałem się z Danielle, idąc tutaj, El – Zayn stwierdził do zarumienionej kobiety, która skinęła głową. - Nie chciałem brzmieć niegrzecznie. Przepraszam.
Eleanor próbowała uśmiechnąć się do niego, by uspokoić go, że wszystko w porządku, ale Zayn nie odwzajemnił tego, dlatego Louis skrzyżował swe ręce na piersi, marszcząc czoło.
Napięcie w powietrzu wyraźnie rosło i pewnie rosłoby dalej, gdy Liam i Niall nie doskoczyli do nich, przybywając z przodu statku. Liam był wyraźnie zdezorientowany, widząc trójkę na pokładzie.
- Co się dzieje? Czemu tu jesteś, Louis? - zapytał, marszcząc brwi, na co Louis spojrzał na niego.
- Chcieliśmy z Eleanor spytać, czy możemy iść do miasta. Wiesz, dotknąć suchej ziemi.
Twarz Nialla zmieniła się w zdziwionego szczeniaka, a Liam patrzył na Louisa, jakby książę czymś go obraził.
- Chcecie iść do miasta? - Liam zapytał, a wtedy Zayn zbliżył się do niego. Brunet objął pierwszego oficera ramieniem, szepcząc mu coś do ucha. Liam skłonił głowę, przyjmując informację i patrzył na oddalającego się pirata w zrozumieniu.
Louis spojrzał na Eleanor i Nialla, którzy najwyraźniej nie mieli pojęcia, co się dzieje, przez co książę poczuł się bardziej komfortowo, że nie został w niewiedzy jako jedyny.
- Wybacz, stary, ale nie możesz iść – Liam skrzywił się, a Louis spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Co? Czemu nie?- jego wybuch sprawił, że Eleanor westchnęła, a Niall niespokojnie przygryzł wargę.
- Jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej, ja też nie mogę iść – Niall odezwał się, lekko podnosząc rękę. Louis potrząsnął głową i spojrzał na Liama.
- Liam, nie rozumiem. Czemu?
- Czy naprawdę myślisz, że jesteśmy tacy głupi? - Zayn zapytał teraz, a jego ton głosu był pełen ironii, gdy patrzył na Louisa gniewnie.
Liam ostrzegawczo dłoń na dole pleców Zayna, a Niall był coraz bardziej zdezorientowany.
- Że co, proszę? - książę starał się bronił, patrząc na ciemnoskórego mężczyznę. Ręka Zayna gwałtownie odepchnęła Liama, a pirat podszedł do Louisa szybko. W tle, Louis słyszał ostrzeżenia Nialla i Liama, jednakże książę stał przed nim nieustraszony, a Zayn dostał w twarz.
Obaj mężczyźni spojrzeli sobie w oczy, nim Zayn syknął.
- Wiesz, próbowałem grać z Tobą, moimi głupimi żartami, ale szczerze mówiąc, to zaczyna już być irytujące, Louis. Jesteśmy piratami, ale nie idiotami i nie pozwolę ci po prostu zmiażdżyć serce mojego najlepszego kumpla, swoim egoistycznym planem ucieczki.
Usta Louisa otworzyły się ze zdziwienia, a oczy rozszerzyły się w panice. Jakim cudem Zayn o tym słyszał? W ferworze tej sytuacji, książę doszedł do wniosku, że pirat musiał usłyszeć jego i Eleanor kilka minut temu. Prawdopodobnie mówili zbyt głośno, gdy tędy przechodził.
Pirat skrzywił się, a jego brązowe oczy ściemniały.
- Uczucia Harry’ego prawdopodobnie nie pozwalają mu oddać cię w odpowiednie miejsce, ale jeśli zdecydujesz się go zranić, nikt mnie nie zatrzyma przed zrobieniem tego osobiście. Uważaj, co robisz, Louis.
- Zayn, daj spokój – dłoń Nialla pojawiła się na ramieniu Zayna, odsuwając ciemnoskórego mężczyznę. - Harry nie byłby zadowolony, gdyby zobaczył, że terroryzujesz jego faceta – jego próba obrócenia to w żart spełzła na niczym, gdy Zayn nadal cisnął gromami w niebieskie oczy Louisa.
- Wiesz, Eleanor, myślę, że ty możesz opuścić statek. Ale twoje ubrania są brudne – Liam poinformował kobietę, która spojrzała na swoją starą sukienkę. - Idź poproś Danielle o czystsze ubranie. Zayn, ty i ja musimy porozmawiać – ramiona Liama ściśle objęły mężczyznę, ciągnąc go za sobą. Liam spojrzał przez ramię ze słabym uśmiechem na Louisa. - Ty i Niall możecie iść do gabinetu Harry’ego.
Gdy odwrócił się, by odprowadzić Zayna, Eleanor żachnęła się.
- To wstyd. Chciałam iść do miasta tak kobieco, jak to tylko możliwe!
- Wszystkie ubrania Dani są tak dalece od kobiecych, jak to tylko możliwe – Niall zachichotał.
- Dlatego, że jej ubrania są męskie! - Eleanor westchnęła. - Ostatni raz, gdy nosiłam jej ubrania, koszula była zbyt luźna – zwiesiła głowę, spoglądając na przód swojej sukni. Następnie podniosła wzrok na Louisa. - Och, przykro mi, że nie możesz iść do miasta, Lou… Plan jest w takim razie nadal aktualny?
- Nie będzie mnie tam, więc zapomnij – Louis westchnął, kręcąc głową. - Pomyślę o czymś innym. Po prostu bądź czujna, gdy tam będziesz, okej?
Eleanor skinęła głową i pożegnała się, a Niall spojrzał na księcia, gdy ruszyli do gabinetu Harry’ego.
- Plan? - zapytał z zaciekawieniem. - Jaki plan?
- Nic takiego – ręka Louis zatrzymała się na klamce, a on spojrzał na statek przy porcie, a kujący ból rozniósł się po jego brzuchu, gdy jego plany upadły.
Zayn bez wątpienia powiedział Liamowi o tym, co usłyszał, a oni zapewne powiedzieli Harry’emu. I skoro podejrzenia pirata się sprawdziły, Louis miał zero szans na powrót do domu kiedykolwiek, bo nigdy nie będzie mógł opuścić okrętu. Nadal była tu jeszcze Eleanor, ale przecież powiedział jej, że jest tu do odwołania. Więc… Utknął na One Direction. Na zawsze.
Próbował walczyć z drżeniem i agonią, która wybuchała w jego klatce piersiowej. Jeden głupi błąd kosztował go wolność. Już nigdy nie opuści statku. Nigdy nie wróci do domu, by zobaczyć swoją rodzinę. To miało być jego nowe życie, aż do dnia, w którym umrze. Miał być małą zabaweczką Harry’ego, póki jego serce nie przestanie bić.
- Louis, jeśli chcesz wejść do środka, wydaje mi się, że musisz przekręcić klamkę – Niall poinformował go, wyrywając go z rozmyśleń.
Książę potrząsnął głową, próbując wyrzucić ze swojego umysły wszelkie przygnębiające wnioski.
- Och, przepraszam – mruknął, nim pchnął drzwi i weszli z Niallem do gabinetu.
- Ostatnim razem chciałeś uciec, gdy oglądałem sypialnię Harry’ego – Niall zachichotał. Irlandczyk pobiegł do drzwi po drugiej stronie pokoju, z podnieceniem wypisanym na twarzy. Jego ręce ułożyły się na drzwiach, gdy uśmiechał się bezczelnie. - Teraz mogę zobaczyć prawdziwą przestrzeń, w której żyje Kapitan Hazza.
Louis uniósł brew, gdy patrzył na blondyna, który zachowywał się specyficznie, jakby podejrzewał, że Harry założył jakąś pułapkę, trzymając wszystkich z dala od wejścia.
- Kapitan Hazza? - Louis powtórzył, ale Niall zignoroał go, gdy doszedł do wniosku, iż może bezpiecznie wejść.
- Wchodzę. Osłaniaj mnie, Wasza Wysokość – Niall zakazał żartobliwie, mrużąc oczy, nim otworzył drzwi i zanurkował w pokoju. Wywracając oczami, Louis poszedł za nim.
- Spałem tu wiele razy. Jak dla mnie, to nic specjalnego, ambrazura* jest za mała, bym mógł wyskoczyć – Louis wskazał na małe okno w boku pomieszczenia, gdy poruszył się, by zrobić miejsce na łóżku, skąd obserwował Nialla, krążącego po pokoju z wyciągniętymi rękami. Blondyn żachnął się.
- No, cholera! Myślałem, że to jakieś tajemnicze miejsce, czy coś! A to jest nudne! - sapnął, nim zajął miejsce obok Louisa.
Brunet spojrzał na oburzonego Irlandczyka, kręcąc głową.
- Wiesz, nie zachowujesz się jak pirat… Ani szlachcic – Louis przyznał uczciwie, na co Niall westchnął ciężko.
- Nigdy nie zachowywałem się jak szlachcic, więc to chyba jest dla ciebie usprawiedliwienie, tak myślę.
- Nie lubisz o tym mówić, czy coś? - Louis patrzył na niego z zaciekawieniem.
Blondyn wzruszył ramionami, spuszczając wzrok.
- Nie czuję się komfortowo, mówiąc o tym, tak mi się wydaje. Ale zawsze to skracam, wchodzenie w szczegóły nie jest potrzebne. Ja chyba… Cóż, życie szlachty mi nie pasowało.
- Naprawdę nie rozumiem – Louis schylił głowę w dół. - Ponadto, Harry powiedział, że masz anty-królewskie poglądy – skrzywił się. - To prawda?
- Cóż, nie chcę cię obrazić, Wasza Wysokość, ale twój ojciec jest okropnym władcą – Niall roześmiał się wesoło, by załagodzić napięcie rosnące w pokoju.
- Nic, czego bym już nie usłyszał, odkąd tu jestem – Louis skrzyżował nogi i przeczesał dłonią włosy. - Znam jego politykę odnośnie religii…
- Nie chodzi tylko o politykę religii – Niall przerwał. - Jego polityka ogólnie… Jest straszna. - Niec nie mówiąc, Louis obserwował jak Niall puknął w swoje nogi, nim kontynuował. - Irlandia jest wyspą rzymskokatolicką i jesteśmy traktowani jako gorsi, nie tylko dlatego, że Wielka Brytania jest protestancka, ale dlatego, iż tamtejsza szlachta uważa się za lepszą od nas. Nasi ludzie głodują i są usuwani z ziem na rzecz osadników angielskich i szkockich, zwłaszcza w kierunku północnym. Nie są uznawani za pełnoprawnych obywateli, ba! Nawet za ludzi. To znaczy, nie mówię o szlachcie – Niall zaśmiał się. - Szlachta żyje jak wszyscy na świecie, którzy nie borykają się z problemem nieposiadania domu czy bycia na skraju śmierci głodowej. Nienawidziłem tego. Nienawidziłem świadomości, że ja mam te wszystkie dobre, których nawet nie chciałem, ale inni żyją na ulicy, kilka kilometrów dalej. To, że moich rodziców to nie obchodziło, doprowadzało mnie do szału, zwłaszcza gdy dzieliłem się z nimi moją opinią. Nic nie widzieć, nic nie słyszeć wydaje się być głównym celem dla ludzi, którzy mają zbyt wiele pieniędzy – wzruszył ramionami. - Nie jestem taki. Nigdy nie byłem.
Niall zwyczajnie nie wierzył w siebie. Naprawdę był dziwakiem w wyższej klasie społecznej, jeśli było to przypadkiem. Louis nie mógł przypomnieć sobie, kiedy ostatni raz spotkał szlachcica, który dbałby o biednych ludzi. “To nie byłeś ty, więc czemu cię to obchodzi?”
Ale gdy o tym myślał, jego umysł wrócił do początków życia Harry’ego i zorientował się, jak bardzo egoistycznie to brzmiało. Takie działania mogą zrobić dużo. Może trochę za dużo. Louis skrzywił się, a blondyn przekręcił się, patrząc na niego spokojnie.
- Kiedy myślę o tym… Jestem tchórzem, uciekając z własnego domu. Nie mogłem nawet pożegnać się z rodzicami, ani nikim innym. Strażnicy widzieli, jak Zayn mnie prowadził, więc wszyscy są zmuszeni myśleć, iż zostałem porwany. Wiem, że to ich boli, ale… - zacisnął usta. - Nie wrócę tam. Nie mogę wrócić. Kocham ten statek i ludzi tutaj zbyt mocno, aby wrócić do życia w zamkniętych ścianach.
- Szczerze mówiąc, - usłyszawszy to, Louis poderwał się. - jestem naprawdę zdumiony tym, jak chętny do współpracy jesteś. Kochasz to aż tak? Tylko dlatego, że to ucieczka od twojego dawnego życia?
- Myślę, że uwielbiam to tak bardzo, bo wreszcie żyję tak, jak zawsze chciałem, bez mówienia mi, co mam robić, a z możliwością pomocy innym ludziom, gdy tylko mogę. Oczywiście nie w Leinster, ale wszędzie indziej, gdzie mogę wysiąść ze statku, oszczędzić trochę złota i ukraść jabłkło czy dwa dla osób w potrzebie – Niall uśmiechnął się radośnie.
- Wciąż nie mogę Cię w pełni rozumieć – Louis westchnął. - Gdybym ja miał takie same możliwości do wolności jak ty, nie byłoby mnie tu.
- Dlatego nie powiedziałem ci, że byłem szlachcicem, kiedy się poznaliśmy – Niall rozpromienił się. - Ty mnie rozumiesz tylko częściowo, ale uważaj, niedługo pojmiesz to całkowicie. Ale do tego czasu, o czym chcesz jeszcze porozmawiać?
Jego dziecinny sposób zmienia tematu powodował u Louisa uśmiech. Irlandczyk był tak energiczny i uroczy.
- O niczym konkretnym. Ale czy powodem, dla którego nie masz broni, jest to, że nadal jesteś nowym piratem?
- Co? Och, nie! - zaśmiał się z machnięciem ręki. - Mam broń! Nie jestem aż tak nowy, by być piratem. Jestem już nim sześć miesięcy. Zayn pomaga mi, ucząc mnie nowych sztuczek, nie zważając na to, jak doświadczony już je, oraz jak Harry lubi patrzeć na mnie upadającego na twarz, gdy ćwiczę.
- Harry mógłby być takim dupkiem. Ale to ładnie ze strony Zayna. Czemu Liam ci nie pomaga?
- On ciągle mnie przepraszał, gdy tylko w jakiś sposób mnie skrzywdził, nawet jeśli to były tylko ćwiczenia – Niall westchnął. - Zayn jest dobrym nauczycielem, nawet jeśli trochę mnie sponiewiera.
To brzmiało dość znajomo, biorąc pod uwagę charakter Liama. Ale Zayn… Louis wiedział, że jest silny, nie raz potwierdził to Liam czy Niall, nawet Harry i Danielle. Dla większości był po prostu żartownisiem, oraz nadzwyczajnie czułym względem Liama i Nialla. Lecz wcześniej, gdy nagle zaatakował go przez wzgląd na Harry’ego, Louis był zaskoczony.
Zastanawiał się, dlaczego tak bardzo chciał bronić Harry’ego. Ale teraz, gdy o tym myślał, zorientował się, że usłyszał historię każdego tutaj, oprócz właśnie Zayna.
- O co chodzi z Harry’m i Zaynem? Jaka jest historia Zayna? - Louis zapytał niepewnie, na co Niall zamrugał.
- Historia Zayna? Ech, będziesz miał problem z odnalezieniem tego – blondyn pokręcił głową, gdy Louis zerknął na niego zmieszany. Irlandczyk zmarszczył brwi. - Zayn to dość tajemniczy facet. Nikomu nie powiedział o swoim pochodzeniu, oprócz Harry’ego. Wydaje mi się, że jest to coś mrocznego, skoro nie chcą mówić, ale Zayn uważa, iż to nic wielkiego i po prostu chce to zachować dla siebie. Harry zdecydowanie nikomu w najbliższym czasie nie powie, więc Zayn jest swego rodzaju wielką zagadką.
Zagadką?
- Zagadką? To naprawdę dziwne.
- Pewnego dnia, – Niall wzruszył ramionami. - gdy będzie gotowy, jestem pewien, że nam powie, skąd jest i co się wydarzyło.
- Wow, to napraw…
Słowa Louis zostały przerwane głośnym hukiem, który odbił się echem w pomieszczeniu, gdy drzwi od sypialni trzasnęły. Zaskoczeni, zarówno Louis jak i Niall, spojrzeli w stronę wejścia, gdzie stał Harry. Pirat przyszedł do pokoju szybciej, niż Louis mógł się spodziewać, podobnie jak Niall, który pozdrowił kapitana, lecz ten nie zwrócił na niego uwagi, a złapał agresywnie nadgarstki Louisa.
Nieprzygotowany na atak, książę krzyknął w proteście, gdy ramiona pirata objęły go, a następnie popchnęły na materac.
- Uhm, Harry? - zaczął niepewnie Niall, przyglądając się brunetowi, który z kolei wpatrywał się w Louisa oczyma pełnym emocji, a wzrok ten mówił, że Louis ma totalnie przejebane.
- Wynoś się, Niall – Harry rzekł stanowczo i w mniej, niż pięć sekund, Niall był już przy drzwiach. Gdy blondyn wyszedł z pokoju, Louis spojrzał niecierpliwie na Harry’ego.
- Czego chcesz? - to było puste pytanie i oboje o tym wiedzieli.
Harry opuścił tylko jedną rękę, by powstrzymać dłonie Louisa, drugą zaś zaczął zdzierać jego spodnie i bieliznę, aż spadły poniżej jego pośladków.
- Szybki numerek, to wszystko – Harry wydał przyśpieszony oddech. Brunet zdjął spodnie, ukazując wyraźnie twardego penisa. Louis poruszył się niespokojnie na materacu.
- Nie sądzę, że rzeczywiście możesz…
Jego słowa znów zostały przerwane, tym razem przez napierające na niego wargi Harry’ego. Pocałunek był szorstki, jak zawsze, ale teraz Louis był praktycznie wbijany w materac, którego Harry używał do swoich małych ataków. Gdy Harry zassał jego usta, Louis był gotów usiąść, ale wtedy ostry ból spowodowany penisem pirata sprawił, że wydał z siebie jęk przepełniony bólem.
Ich usta spotkały się z pasją, jednocześnie uciszając księcia, który wiedział, że wszelki opór w tym momencie był daremny. Jeśli Harry chciał szybkiego numerku, najprościej było mu się poddać i mieć wszystko z głowy.
Louis nie mógł uwolnić swych rąk z uścisku Harry’ego nad swoją głową, ale próbował odwzajemnić pocałunek tak bardzo, jak tylko potrafił, odsuwając usta pirata na kilka centymetrów w tył. Harry wykonał pchnięcie i Louis wzdrygnął się, przygryzając wargę Harry’ego, nim jęknął.
Kapitan zdawał się nie zauważać, jak jego biodra wykonały kolejny ruch w tyłek Louisa, tym razem bardziej agresywny, niż za pierwszym razem. Louis zacisnął dłonie i zamknął oczy z bólu, gdy poczuł jak jego penis zaczyna twardnieć.
- Nie jestem zabawką – próbował wydyszeć pomiędzy pocałunkami. - Przestań być tak cholernie okrutny.
Pirat uśmiechnął się przez pocałunek, nim oderwał się i spojrzał w dół z aroganckim wyrazem twarzy.
- Ale księżniczko, ostatnim razem byłeś taki wytrzymały – jego głowa zniżyła się, by przygryźć ucho Louisa. - Obiecałem, że zrobię to szybko – zaczął kręcić biodrami, a znajome uczucie przyjemności wybuchnęło w organizmie Louisa, że książę zaczął jęczeć o wiele głośniej, niż przedtem.
- Ale teraz, - Harry westchnął. - chcę trochę to przeciągnąć – wyszedł gwałtownie z niego, by po chwili wejść całkowicie, na co Louis znów jęknął. - Jestem pewien, że się zgadzasz, księżniczko.
Gdy Harry to powiedział, książę postanowił odpuścić. To było bolesna przyjemność, gdy Harry poruszał się tak ostro i z pewnością za szybko. Zaczął wić się, a brunet wyraźnie to poczuł.
- Ku…Kurwa – Louis dyszał. - Harry, docho…
Nim zdążył dokończyć, usta Harry’ego naparły na jego i Louis wyrwał swą dłoń z uścisku pirata, gdy jego ciało wyginęło się w łuk, a on doszedł. Harry uśmiechnął się triumfalnie, gdy odsunął się na moment.
- Księżniczko, chciałem tego – zatrzymał się na chwilę, a Louis podniósł się mimowolnie, by złączyć ich usta w krótkim pocałunku, gdy usłyszał, że Harry tłumi coś i wtedy kapitan doszedł w nim.
Czuł, jak gorący płyn Harry’ego wypełnia jego wnętrze, kiedy pirat wykonał ostatnie pchnięcie, ciężko dysząc. Opadł na księcia, uwalniając jego ręce.
- To było wystarczająco szybkie – Louis westchnął, próbując uspokoić oddech.
Harry ucałował go krótko raz jeszcze i Louis czekał, aż odsunie się i wyjdzie. Jednak Harry podniósł tylko głowę, by spojrzeć w oczy szatyna.
- Pozwolę ci pójść ze mną do miasta, ale obiecaj mi coś. Nie opuścisz mnie.
Jeszcze trochę zdezorientowany, Louis potrzebował kilku sekund, by przeanalizować jego słowa, lecz najwidoczniej było to o kilka sekund za dużo, bo Harry warknął nisko, przyciskając go swym ciałem.
- Obiecaj mi – powtórzył, na co Louis skrzywił się boleśnie.
- Obiecuję – szybko odpowiedział, aby uspokoić kapitana.
- Dobrze. Bo jesteś mój – sapnął dziecinnym tonem, nim zszedł z księcia, który wpatrywał się teraz w sufit.
Louis nadal miał zawroty głowy od seksu, jaki miał przed chwilą miejsce. Nie miał nawet siły kłócić się z Harry’m odnośnie jego zaborczego stylu bycia. Jednakże, gdy uderzyła go świadomość, iż ma szansę opuścić statek, Louis miał ochotę skakać z radości, a światło nadziei zabłysnęło przed nim.
Wreszcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz