niedziela, 23 marca 2014

* Znalezienie sobie jakiegoś zajęcia wydawało się być czymś łatwym. Jednak Louis szybko zorientował się, że nie umie zapomnieć o całym tym incydencie z Harry’m i Nickiem. Miał wrażenie, że przyjmuje tę wiadomość “na raty”, bo szok nie ustępował. Sam sobie się dziwił, że tak gwałtownie na to zareagował. A biorąc pod uwagę okoliczności, nie powinien.


Miał dwadzieścia lat, był dziedzicem tronu, a fakt, że jego siostra tak niedawno miała wyjść za mąż właśnie przez niego… Tak. Ta wiadomość nie powinna być tak szokująca. Louis próbował pozbyć się tych myśli, zmierzając do kajuty Harry’ego. Nie miał do roboty nic, prócz czekania, aż ten wróci.

Zrzucił płaszcz Harry’ego i ułożył go na krześle w gabinecie, po czym wszedł do sypialni i zaczął bawić się z Dusty. Kotek był jeszcze mały, ale w porównaniu do tego, jaki był, gdy pojawił się na statku, ilość energii jaką uzyskał w ciągu paru tygodni, była imponująca. Usiadł na krawędzi łóżka i obserwował, jak kotek idzie w jego kierunku.

Zdarzało się, że Dusty w jakiś sposób zdejmowała wstążeczkę ze swojego karku, a Louis biegał za nią po całym pokoju, aby odebrać ją, nim zwierzątko całkiem ją zniszczy. W efekcie był cały podrapany, ale nie przeszkadzało mu to.

Ale za czwartym razem, gdy wstążeczka była w pyszczku kota, Louis zniżył się do poziomu podłogi. Jego palce musnęły materiał, ale nie zdołal go złapać.

- Dusty, nie! Oddawaj! - zawołał, na co kotek zaczął uciekać.

Zastanawiał się, czy wstać i gonić ją po całym pokoju, czy może pędzić za zwierzątkiem na czworakach. Westchnął, jednocześnie obserwując, jak kotek chowa się za biurkiem Harry’ego, które było już stałym miejscem jej kryjówki przed Louisem, aby nie zabrał jej tego, co do niej należało.

Stracił poczucie czasu. Musiały minąć godziny, odkąd wrócił na statek bez Harry’ego. Co on i Nick mogli robić tyle czasu? Starał się zrozumieć, że pewnie nie widzieli się naprawdę długo i mają parę rzeczy do omówienia, ale poważnie… Biorąc pod uwagę to, iż Harry był świadomy, iż Louis nie czuje się komfortowo, zostawienie go było co najmniej irytujące.

Przeczesał dłonią włosy, po czym na czworakach ruszył w stronę biurka, gdzie ukryła się Dusty. Gdy dotarł, nie potrafił się nie uśmiechnąć, gdy zobaczył jak kotek zerkał na boki, próbując uciec.

- Nie musiałbym cię gonić, gdybyś nie uciekała za każdym razem z tą wstążką – powiedział spokojnie i wyciągnął rękę, ale nim zdążył złapać zwierzątko, futrzak przebiegł mu między nogami.

Książę skrzywił się do siebie i odwrócił się, by ponowić pogoń, lecz wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Zerknął zza biurka w tamtym kierunku.

- Proszę! - zawołał głośniej, niż by tego chciał.

Kiedy drzwi się otworzyły, a w progu pojawił się Zayn. Powinien się go spodziewać. Bo, po jaką cholerę, Harry miałby pukać do swojego własnego pokoju?

- Twój rudy kot właśnie zwiał – powiedział Zayn, wskazując za siebie palcem, gdzie futrzak pędził w stronę pokładu, na co Louis westchnął i wstał z podłogi.

- Złapię ją później – strzepnął dłonie. - Potrzebujesz czegoś?

To nie było normalne, bo Zayn nigdy nie pojawiał się nigdzie bez powodu. Zwłaszcza, że odkąd pojawił się ponownie na pokładzie, nie widywał pirata zbyt często. To było zastanawiające.

- Harry… - Zayn zamknął za sobą drzwi i zmarszczył brwi, spoglądając na fotel Harry’ego. - Jest w swojej garderobie, czy coś? Szukałem go po całym statku, ale wszyscy mówili mi, że ty jesteś tu, więc myślałem, iż on też… Mylę się?

- Och, Harry – usta Louisa ułożyły się w literkę “o”. - Nie ma go na pokładzie. Wróciłem sam.

- Czekaj, serio? - zdziwił się Zayn. - Pokłóciliście się? A może nie podobał ci się piknik? On się bardzo starał i wiesz…

- Nie, nie. Nic się nie stało – Louis natychmiast zaczął się bronić. - Piknik był cudowny, naprawdę. Po prostu… Kiedy oboje wracaliśmy, nagle coś się stało i po prostu kazał mi wrócić, a on sam poszedł ze swoim przyjacielem.

- Przyjacielem? - Zayn zmarszczył czoło, na co Louis przygryzł wargę, jednocześnie karcąc się w głowie, iż ma tak długi język.

- Tak, przyjacielem. Nick Grimshaw? Podobno usłyszał jakieś plotki o tym, że miałem być zaangażowany w małżeństwo z jakąś niemiecką księżniczką i to było powodem, iż mój ojciec ruszył w podróż po Europie. Kiedy powiedział, że niby jestem podobny do księcia, Harry postanowił dowiedzieć się więcej… Nie jestem pewien, czy ten koleś, Nick, jest wiarygodny?

Jego niebieskie oczy napotkały spojrzenie Zayna, na co ten skinął głową.

- Nick jest przyjacielem Harry’ego, nim ten zdobył swoją reputację. Jeszcze sprzed czasów na Lionheart i tym całym byciem Księciem Szkarłatnego Mrza – brunet uśmiechnął się. - “Oni” są tylko przyjaciółmi. Nick jest filozofem i jest bardzo inteligentny, ale też tępy. To chyba dlatego on i Harry tak dobrze się dogadują, hm?

Louis nie rozumiał, czemu zaczął czuć się tak cholernie poirytowany.

- Tylko przyjaciele? Tak jak ty i Harry jesteście tylko przyjaciółmi, ale kiedyś się pie…

- Whoa! - Zayn przerwał mu, unosząc dłonie. - Nie tak! Przysięgam, tak dobrze jak ich znam, a uwierz mi, kiedy mówię, że kogoś dobrze znam, to naprawdę dobrze znam. I poważnie, oni są tylko przyjaciółmi, nie żadnymi przyjaciółmi z korzyściami. Zwykłymi przyjaciółmi, więc nie myśl tak – mimo uspokajającego tonu pirata, Louis nadal był nieco zdenerwowany.

- Cóż, mogę spać spokojnie, skoro już to wiem – mruknął ironicznie, unoszą w górę kciuki.

- Okej, teraz mnie wkurzyłeś. Co chcesz, żebym powiedział? Że byli kochankami czy coś? To naprawdę nie jest miłe z twoje strony. Nie dziwię się, że Harry ma takie trudności z tobą i…

- Martwiłem się związkiem Nicka i Harry’ego bardziej, niż powinienem – przerwał mu Louis, mrużąc oczy. - Teraz koncentruję się na słowach Nicka. Jeśli to, co powiedział, jest prawdą… Czy to oznacza, że jestem zaręczony?

- Nie byłeś nigdy zaręczony? - Zayn spojrzał na niego w zaciekawieniu.

- Nie… - książę potrząsnął głową. - Wiem, że to dziwne, biorąc pod uwagę mój wiek i status…

- To naprawdę dziwne – brunet ponownie zmarszczył brwi. - Ale zakładam, iż nie jesteś zadowolony z tych wiadomości, hm?

- Co o tym myślisz? - wymamrotał Louis, spoglądając na mężczyznę.

- Jeśli to sprawia, że jesteś smutny, rób to, na co naprawdę masz ochotę. Znaczy się, na końcu wszystko to i tak nie ma znaczenia, prawda?

- Robić to, na co mam ochotę? - owa rada sprawiła, że oczy Louisa rozszerzyły się. - Wiesz, że nie mogę. Mam obowiązki względem mojego kraju, nie mogę tak po prostu…

- Hej, ja tylko wyrażam swoją opinię, jasne? Nie musisz brać na poważnie tego, co mówię, ale ogarnij, Louis. Dlaczego miałbyś przez to wszystko przechodzić, skoro to czyni cię złym lub smutnym? Zmuszasz się do czegoś, czego tak naprawdę nie chcesz, więc jeśli pytasz mnie o zdanie, to nie ma sensu dalej tego ciągnąć – powiedział Zayn, na co Louis pokręcił głową.

- To takie samolubne, Zayn – odpowiedział. - Tylko dlatego, że to sprawia, iż jestem zdenerwowany… Nie mogę pozwolić, by mój ojciec, mój naród, upadł. Uczono mnie, by być liderem od tak dawna, jak jestem w stanie pamiętać. Od czasu, gdy mój ojciec przejął tron, uczyłem się, jak być właściwym królem. Te zaręczyny to dopiero pierwszy krok i jeśli od niego ucieknę, pozostawię ciężar odpowiedzialności na barkach mego rodzeństwa, które nie jest długo szkolone, jak ja – zmarszczył brwi. - Nie podoba mi się ta myśl, ale jeśli naprawdę jestem zaręczony, to nie mogę od tego uciec. Nie mogę zerwać zaręczyn… Będę musiał wziąć ją za żonę, by zostać królem, jak moi poprzednicy.

Zapadła chwila ciszy i Louis zastanawiał się, czy jego opinia uraziła Zayna w jakiś sposób. Ten odetchnął ciężko, wsuwając dłonie do kieszeni, po czym zerknął na Louisa i odwrócił się, ruszając do drzwi. Kiedy jego dłoń opadła na klamce, zerknął na księcia przez ramię.

- W porządku. Chociaż muszę przyznać, że przez sposób, w jaki przyjąłeś tę wiadomość, dochodzę do wniosku, iż nie chciałbym mieszkać w Wielkiej Brytanii, ponieważ jeśli przejmiesz tron, będziesz cholernie nieszczęśliwym królem.

Otworzył drzwi i po cichu wyszedł, a jednocześnie Dusty wkradła się do środka, wciąż trzymając w pyszczku wstążkę, po czym drzwi się zamknęły. Kotek zamiauczał i upuścił tasiemkę, po czym ruszył w stronę biurka Harry’ego, by ułożyć się do snu.

Louis wziął sobie do serca słowa Zayna bardziej, niż by tego chciał. Gdy Dusty spała, zorientował się, że czyta książki Harry’ego, by nie myśleć o niczym innym. Miał zamiar przestać, gdy Harry wróci, a wtedy mogliby porozmawiać o wiadomościach, które przyniósł Nick. Jednak z każdą kolejną chwilą wydawało się, że Harry nie ma zamiaru wracać.

Prawie zasypiał, ale szybko otrząsnął się. Jego oczy ponownie wróciły do książki, która Bóg wie, była o czym, przez co jeszcze bardziej czuł się zmęczony. Ziewnął, po czym podniósł się z fotela, delikatnie, by nie obudzić śpiącej kotki. Podniósł płaszcz Harry’ego i ruszył do drzwi, które prowadziły do sypialni, dzierżąc w dłoniach świecę.

Nie chciał iść spać, póki Harry nie wróci, a doskonale wiedział, iż ten w każdej chwili może przekroczyć próg. Louis był jednak tak zmęczony, że nie był w stanie nawet powiesić płaszcza kapitana na odpowiednim wieszaku i w efekcie z materiałem w dłoniach, rzucił się na łóżko.

Wszystko, czego pragnął, to rozmowa z Harry’m o tej całej sytuacji. Nie rozumiał, dlaczego właśnie teraz Harry kazał mu zostać. Czuł się trochę zdradzony, co było nieprawdopodobne. Jego powieki stawały się coraz cięższe, a umysł walczył, aby nie zasnąć, jednak nie potrafił nic zrobić.


*



Kiedy Louis otworzył oczy, światło wewnątrz sypialni Harry’ego było całkowicie naturalne, co sprawiło, że położył rękę na ustach, aby stłumić ziewnięcie. Fakt, że zasnął nie było dużą niespodzianką dla niego. Zajęło mu chwilę, aby naprawdę pogodzić się z tym, co się wokół niego dzieje.

Czuł kołysanie się statku, który najwyraźniej był już w ruchy. Wniosek był taki, iż opuścił Francję. Jego dłoń wciąż trzymała płaszcz Harry’ego, co sprawiło, iż poczuł się nieco zawstydzony tym faktem.

Jednak coś innego uderzyło jego myśli. Skoro spał z płaszczem całą noc, a jego pozycja w łóżku się nie zmieniła, oznaczało to, iż Harry nie wrócił w nocy. Louis zacisnął zęby i wstał z łóżka. Harry obiecał mu, że wróci, bo wiedział, jak wiele to znaczy dla Louisa. Obiecał i dupek miał czelność po prostu bawić się nim w taki sposób. I jeśli myślał, że wyjdzie z tego bez szwanku, był w błędzie.

Kiedy się podniósł, Louis rzucił ostatnie spojrzenie na ciemny płaszcz Harry’ego, zastanawiając się, czy ubrać go czy nie. W końcu poddał się i złapał za tkaninę, po czym wyszedł z pokoju. Gdy znalazł się na pokładzie, jego oczy zwęziły się niebezpiecznie, gdy zaczął poszukiwać Harry’ego.

Dostrzegł Nialla, Liama i Zayna, stojących przy krawędzi statku i spoglądających w wodę. Cała trójka trzymała się za ręce, na co on przygryzł wnętrze swego policzka. Myślał nad podejściem do nich i spytaniem się, gdzie jest Harry, ale nie był pewien, czy jest gotów na jakiekolwiek spotkanie z jakimś człowiekiem, nie licząc kędzierzawego kapitana.

Książę nie zdążył zrobić nawet kroku, gdy usłyszał ten głupi głos, gdzieś zza siebie.

- Dzień dobry, Księżniczko.

Usta Louisa wykrzywiły się w grymasie, po czym obrócił się, by spojrzeć na Harry’ego, który schodził po schodach z górnego pokładu.

- Żadnego “dzień dobry, Księżniczko”, jasne? - Louis syknął, na co Harry uniósł w górę brwi. - Przyjemny poranek? Bo zdecydowanie wyglądasz na zadowolonego.

- Wstałeś lewą nogą, czy coś? - pirat prychnął.

- Sugeruję, by się zamknął, do jasnej cholery i przestał starać się być tak pojebanie śmiesznym – Louis zawarczał. - Powiedziałeś wczoraj, że masz zamiar wrócić.

- I wróciłem? - Harry zmarszczył czoło.

- Powiedziałeś, że masz zamiar wrócić w nocy. Nie wróciłeś, okłamałeś mnie, dupku.

Twarz Harry’ego pozostała obojętna, na co Louis stał się jeszcze bardziej zły. Wypuścił rozdrażnione westchnienie, przeczesując palcami włosy.

- Dobra, nieważne. Tylko… Możesz mi powiedzieć, czego dowiedziałeś się od Nicka? - usta kapitana piratów wykrzywiły się w grymasie. - Więc?

- W sumie nie powiedział nic innego, szczerze mówiąc – Harry wzruszył ramionami.

- Co to ma znaczyć? - Louis zapytał z niedowierzaniem.

Dlaczego Harry był taki trudny? Próbował się uspokoić, bo może to nie była wina Harry’ego, może to on wywołał te wszystkie złe rzeczy. Louis zaczął tupać nerwowo nogą. Harry wiedział, jak ważne dla niego to było i wyraźnie unikał odpowiedzi na pytanie, z jakiegoś chorego powodu.

- Zdecydowanie powiedział ci więcej, niż słyszałem, więc odpowiedz mi – zażądał Louis, nawet nie próbując ukryć zniecierpliwienia w swoim głosie.

- Wolałbym się tym z tobą nie dzielić, póki nie jesteśmy ze sobą całkowicie szczerzy – usta młodszego mężczyzny zacisnęły się w wąską linię. Louis parsknął, nim zdołał się powstrzymać.

- Mówisz, kurwa, poważnie?! Powiedziałeś mi wczoraj w nocy…

- Tak, powiedziałem kilka rzeczy w nocy, których teraz żałuję – Harry przerwał mu brutalnie. - Ale wydaje mi się, że najlepiej będzie, jeśli…

- Nie obchodzi mnie, co uważasz za najlepsze dla mnie, bo jakbyś nie zauważył, Harry, nie jesteś mną. Wiem, co dla mnie najlepsze i wiem, że jest to to, czego się dowiedziałeś na temat tych pierdolonych zaręczyn! - jęknął Louis.

Nie mógł uwierzyć, że kłócą się o to wszystko. Ta cała sprawa go dotyczyła. Fakt, że Harry uważał, iż wie, co jest najlepsze dla Louisa bardziej od niego, było co najmniej śmieszne.

- Jeśli będziesz mówił do mnie w taki sposób, nie mam obowiązku powiedzieć ci czegokolwiek – Harry odpowiedział, marszcząc brwi. Louis spojrzał na niego groźnie.

- Porozmawiam z tobą, do kurwy nędzy, nawet jeśli masz zachowywać się tak, jak teraz. Jesteś zobowiązany, by mi powiedzieć.

- Dlaczego?

- Obiecałeś mi.

- Wiem, że tak. Ale obietnice są po to, by je łamać, prawda? Zaufaj mi.

Nie mogąc znaleźć odpowiedzi, Louisowi pozostało wpatrywać się w puste oczy Harry’ego przez chwilę tak długą, że wydawało mu się, iż upłynęły minuty, choć w rzeczywistości były to zaledwie sekundy. Z pomrukiem cisnął płaszczem w wyższego mężczyznę.

- Nieważne, pierdol się – wymamrotał. - Jeśli obietnice są po to, by je łamać, w takim razie twoja ręka będzie pieprzyć cię sama. Jesteś definicją absolutnie zepsutego dziecka i nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! - Harry nic nie odpowiedział, ale nawet jak Louis się odwrócił, czuł to przenikliwe spojrzenie. - Nie śpię już w twoim pokoju. Użyję choćby samego brygu*, jeśli będę musiał, jednak póki nie przestaniesz zachowywać się, jakbyś pozjadał wszystkie rozumy, nie potrafię być przy tobie nawet podczas snu.

Ruszył w kierunku niższego pokładu, a jego myśli natychmiast wróciły do pokoju Zayna lub Liama, który mógłby pożyczyć tak, jak miał okazję kilka miesięcy temu. Nie potrafił się powstrzymać przed ironiczną myślą, jak cholernie te dwie sytuacje są do siebie podobne.




* - bryg - typ ożaglowania statku, posiadający dwa maszty, oba zożaglowaniem rejowym. Maszty brygu, kolejno licząc od dziobu to fokmaszt oraz grotmaszt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz