piątek, 28 marca 2014

*Noc, tak jak przewidział Louis, rzeczywiście należała do jednych z najcieplejszych w te wakacje. Jeszcze za dnia razem z Harrym rozłożyli na plaży leżaki oraz koce, więc kiedy przybyli na miejsce po zmroku, wszystko było gotowe do biwakowania. Przez kilka godzin wylegiwali się na miękkich leżakach, patrząc w gwiazdy i słuchali odprężającego szumu fal rozbijających się o brzeg. Nie rozmawiali ze sobą zbyt wiele, ale wcale im to nie przeszkadzało, ponieważ ta cisza nie należała do rodzaju krępujących.

W pewnym momencie Harry jednak wstał, przeciągnął się i zdjął koszulkę, przez co został w samych spodenkach kąpielowych.

-Ostatni w wodzie przegrywa- zawołał i ze śmiechem rzucił się w stronę morza, zakopując się po drodze w sypkim piasku. Louis przyjął wyzwanie, zerwał się z miejsca i pobiegł za oddalającym się chłopakiem, nie zawracając sobie głowy ściągnięciem wcześniej ubrania. Harry okazał się dla niego za szybki i Tomlinson dogonił go dopiero w wodzie, gdzie skoczył na plecy młodszego chłopaka, posyłając ich obu pod wzburzoną powierzchnię morza. Chwilę później wypłynęli, krztusząc się i śmiejąc jednocześnie.

-Wygrałem- wydyszał Harry, odgarniając z oczu mokre włosy. –Należy mi się nagroda.

-Proszę bardzo- niewiele myśląc, Louis złapał go za barki i wepchnął z powrotem w czarną toń, uniemożliwiając mu wynurzenie. Chłopak szamotał się, wymachując dziko ramionami i Tomlinson już miał zwolnić uścisk, gdy z przerażeniem uświadomił sobie, że Harry ułamek sekundy wcześniej przestał się ruszać. Szybko złapał go pod pachy i pociągnął do góry bezwładne, upiornie blade w świetle Księżyca, ciało. Chłopak zaklął głośno i czym prędzej wyciągnął przyjaciela na brzeg, gdzie ułożył go płasko na podłożu, sprawdzając jego oddech, a następnie przystępując do reanimacji, gdy go nie wyczuł. Łzy zaczęły spływać mu po policzkach, mieszając się z kroplami morskiej wody, a Harry nadal nie odzyskiwał przytomności i Louis był już na skraju rozpaczy, gdy wtem… dwie dłonie zacisnęły się na jego nadgarstkach i został brutalnie przewrócony na plecy. Styles otoczył udami jego biodra , przyciskając go z całej siły do ziemi i uniemożliwiając mu wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Pochylił się nisko nad twarzą Louisa, przytrzymując jego ręce nad głową.

-Jesteś nienormalny!- krzyknął Louis, na próżno podejmując próby oswobodzenia się. Był wściekły! Nie wierzył, że przyjaciel mógł zrobić mu coś takiego. –Wiesz, co przez ciebie przeżyłem?! MYŚLAŁEM, ŻE JUŻ PO TOBIE. Złaź ze mnie!

-Sam jesteś sobie winny- odparł Harry bez cienia skruchy. Usta drżały mu z zimna lub tłumionego śmiechu. -Trzeba było mnie nie podtapiać! Teraz pożałujesz swoich czynów.

W mgnieniu oka zwinne ręce Stylesa wpełzły pod mokrą koszulkę Louisa, wywołując tym falę zaskoczenia i podniecenia, a potem Tomlinson ryknął śmiechem obezwładniony bezlitosnym atakiem łaskotek. Nawet gdyby chciał, nie dałby rady w tym momencie strząsnąć z siebie przyjaciela. Tortura trwała wieczność, a kiedy w końcu ustała, Harry przetoczył się przez niego i położył się obok, łapiąc ciężko oddech.

-Dobra, teraz jesteśmy kwita- wydyszał Louis, przeklinając w duchu swoje przyspieszone tętno. Doprawdy, nic takiego przecież się nie zdarzyło. –Nigdy więcej podtapiania i łaskotek.

Harry w odpowiedzi zaśmiał się cicho i Tomlinson zerknął na niego kątem oka. W perłowej poświacie rysy twarzy chłopaka były pogłębione i wyostrzone, nadając mu wygląd nie młodego chłopca, a mężczyzny. Jego skóra była pokryta gęsią skórką oraz setkami błyszczących kropelek, które osiadły też na rzęsach i brwiach Harry’ego, a w jego włosy zaplątał się kawałek jakiejś morskiej rośliny. Cała złość już dawno wyparowała z Louisa, a na jej miejscu pojawiło się dziwnie tkliwe uczucie, które ciepłą falą rozlewało się po wnętrzu jego klatki piersiowej. Nie wiedział, co się z nim dzieje, wszystko wokół ucichło. Z zafascynowaniem przejechał wzrokiem po nagim ramieniu, które przechodziło w obręcz barkową zwieńczoną wyraźnie zarysowanym obojczykiem. Chciał dotknąć tej zziębniętej skóry i rozgrzać ją swoim własnym, równie chłodnym ciałem. Ile w takim razie zabrałoby mu czasu doprowadzenie Harry’ego do gorączki? Zaczął się nad tym zastanawiać, śledząc wzrokiem idealną krzywiznę szyi Stylesa.

-Wyglądasz jakbyś chciał mnie zjeść- niski ton Harry’ego wyrwał go z niebezpiecznych myśli. Odchrząknął i spojrzał mu w oczy, przygotowując się na zawarte w nich oskarżenie, jednak nic takiego tam nie znalazł. Zamiast tego Harry wybuchnął śmiechem i usiadł, strząsając z siebie piasek. –Żartowałem. Wracamy na leżaki? Muszę się czegoś napić, od tej całej soli dosłownie nie czuję języka.

-Yhym, tylko…- Louis nie mógł się powstrzymać. Sięgnął do jego włosów i wyciągnął tkwiący w nich kawałek wodorostu, a początkowo zaskoczony Harry, podziękował mu pogodnym uśmiechem. –Teraz możemy iść.

Harry wstał i pobiegł w stronę ich obozowiska, a Louis zamknął oczy, czując ucisk w żołądku. Nie mógł już dłużej udawać przed sobą, że nic się nie dzieje. Rozwarł palce, wypuszczając z nich roślinkę. Najwidoczniej już wtedy w łazience nie była to jednorazowa sytuacja, wywołana długą abstynencją od seksu i Harry rzeczywiście pociągał go fizycznie. A skoro tak, to ma wielki problem, bo Styles prędzej wyrwie sobie wszystkie włosy, niż odpowie mu tym samym. Louis do tej pory pamiętał ulgę, która malowała się na twarzy Harry’ego, gdy zapewniał go, że nigdy nie łączyło ich nic prócz przyjaźni.

Podniósł się na nogi i ruszył wolno w stronę przyjaciela, przyrzekając sobie już nigdy o tym nie myśleć.

***

Od przygody na plaży Louis starał się nie dopuścić do tego, by znaleźć się zbyt blisko Harry’ego. Siadając obok niego na kanapie zawsze zachowywał bezpieczną odległość, przestał go obejmować i czochrać jego włosy, a każdego wieczora rozładowywał pod prysznicem nagromadzone za dnia napięcie. Z rozpaczą uświadamiał sobie, że z biegiem czasu jest mu coraz trudniej, a pod koniec lipca doszło nawet do tego, że robił się twardy na sam dźwięk głosu przyjaciela. Niedługo Styles się zorientuje i to będzie koniec ich przyjaźni. Louis podjął więc jedyną decyzję, która mogła mu pomóc.

-Chciałbym spotkać się z Eleanor- powiedział któregoś ranka przy śniadaniu. Harry spojrzał na niego swoimi zielonymi oczami i przyzwalająco skinął głową. Louis z pewnością by go za ten gest wyśmiał, gdyby nie chciał jak najszybciej wyrwać się z domu. –Jeżeli nie masz nic przeciwko, to wrócę wieczorem…

-Możesz wrócić kiedy chcesz, poradzę sobie- Styles przewrócił oczami. –Nie jestem małym dzieckiem. A tobie dobrze zrobi taka odmiana. Widzę, jak się tu dusisz z tęsknoty za dziewczyną.

Owszem, duszę się z tęsknoty, ale za tobą, głupku.

-A ty nie chciałbyś pojechać?

-Raczej nie. Może kiedy indziej- odparł wymijająco.

Tominson przyjął to za koniec rozmowy, pożegnał się, łapiąc kluczyki z pojemnika na lodówce i wyszedł na podwórze do samochodu. Włożył kluczyki do stacyjki, w międzyczasie wysyłając dziewczynie wiadomość o swoim przyjeździe, i ruszył z podjazdu, zastępując obraz loków Harryego, włosami Eleanor, które kiedyś tak uwielbiał, a teraz wydawały mu się zbyt długie i zbyt wyprostowane.

Dojechał na miejsce, zaparkował pod kamienicą, w której mieszkała dziewczyna i kilkoma susami pokonał schody na drugie piętro, zatrzymując się dopiero pod jej drzwiami. Szukał w sobie tej ekscytacji, jaka zawsze towarzyszyła ich spotkaniom, ale znalazł tylko pustkę i rozpaczliwą potrzebę spełnienia. Z poczuciem, że na nic więcej nie powinien liczyć, odetchnął szybko i zapukał. Po kilku sekundach wszedł do środka i bez słowa powitania wpił się w pełne usta Eleanor, dając jasno do zrozumienia, że potrzebuje jej tu i teraz. Nie protestowała.

***

Seks z nią był dobry, ale czegoś mu brakowało. Eleanor była w łóżku zbyt przewidywalna i poprawna, ciężko było ją namówić na coś nowego, chociaż Louis nie mógł powiedzieć, że się nudzili i go nie podniecała. Wręcz przeciwnie, stanowiła idealne połączenie cech, które zawsze działały na jego wyobraźnię, ale… nie była Harrym. I chociaż Tomlinson nigdy nie miał okazji się o tym przekonać, to był przekonany, że synonimem seksu ze Stylesem było czyste szaleństwo i pasja.

Spędzili w sypialni długie godziny, a kiedy Louis w końcu musiał wracać do Brighton, czuł się kompletnie wykończony, ale szczęśliwy, że nie będzie musiał przez jakiś czas obawiać się kontaktu z Harrym.

-Zaczyna sobie wszystko powoli przypominać- powiedział, zapinając spodnie i mimowolnie uśmiechając się na wspomnienie dnia, w którym Harry niemal spadł z fotela, rozpoznając na filmie kawiarnię, gdzie w dzieciństwie mama kupowała mu ciastka, gdy przyjeżdżali do Londynu.

-Jesteś wspaniałym przyjacielem- Eleanor przesunęła się na krawędź łóżka i przyciągnęła twarz Louisa do krótkiego pocałunku. Czuł się okropnie, wykorzystując ją w taki sposób, ale nie mógł zrobić nic innego. Brakowało mu odwagi, żeby wyznać jej prawdę.

Nałożył koszulkę i zapiął szelki. Potem spojrzał w oczy Eleanor, na twarzy której malował się wyraz czystego szczęścia i z całego serca zapragnął kochać ją znowu tak, jak na to zasługiwała.

-Muszę już iść. Dzięki za wszystko.

Wyszedł z mieszkania, ze wstrętem patrząc w przedpokoju w lustro.

Pokonując po raz drugi drogę do Brighton, posępne myśli wyparowały jednak z jego głowy, a ich miejsce zajęło podekscytowanie. Ciekawe, jak Harry sobie bez niego poradził? Co robił? Co jadł? Czy Myślał o nim chociaż trochę? Wiedział, że nie powinien, ale nie mógł sobie odmówić snucia fantazji o usychającym z tęsknoty przyjacielu, który podczas jego nieobecności uświadomił sobie, że Louis jest miłością jego życia i… naprawdę powinien przestać o tym myśleć.

Z uśmiechem na ustach przekroczył próg, kierując się najpierw do kuchni, gdzie zostawił torby z zakupami, a potem wspiął się na piętro, żeby powiadomić Harry’ego o swoim powrocie. Zastał go siedzącego na balkonie i wygrzewającego się w pomarańczowych promieniach zachodzącego słońca. Nie wyglądał na usychającego z tęsknoty, a raczej na… pijanego? Louis zmarszczył brwi widząc stojący obok koniak.

-Lekarz zabronił ci pić- upomniał go, delikatnie wyjmując mu z rąk butelkę, którą chłopak instynktownie próbował ukryć na plecami. W środku nie zostało już zbyt wiele alkoholu i Louis westchnął, patrząc z irytacją w zamglone oczy przyjaciela. –W dodatku od razu się upiłeś.

-Nie jestem pijany- zaprotestował od razu Harry, z trudem wypowiadając słowa. Parsknął śmiechem, słysząc samego siebie. –Cóż, może jednak jestem. Ale raz mi chyba wolno, prawda?

Tomlinson mruknął wymijająco, osuwając się po ścianie, żeby usiąść obok niego i wzdrygnął się, gdy poczuł łaskotanie na karku. Obrócił głowę i twarz mu złagodniała, gdy zobaczył gęstwinę loków opadających na jego własne ramię. Przysunął się bliżej, umożliwiając tym Harry’emu zajęcie wygodniejszej pozycji i chłopak z wdzięcznością wtulił się w jego koszulkę, zamykając przy tym oczy. Louis przygryzł dolną wargę, ignorując szum przyspieszonej krwi w uszach. Całe jego opanowanie trafił szlag.

-Co ty ze mną robisz, Harry?- wyszeptał w jego włosy, patrząc na równomiernie unoszącą się klatkę piersiową śpiącego Stylesa i objął go mocno ramionami, chcąc jak najlepiej zapamiętać ten moment.

***

-Umieram- jęczał Harry, podpierając głowę na ramionach opartych o blat kuchennego stołu. Wyglądał okropnie. Louis wzruszył ramionami.

-Trzeba było wczoraj tyle nie pić- powiedział, stawiając przed chłopakiem specjalną mieszankę witamin i środków na ból głowy rozpuszczonych w szklance wody mineralnej. Usiadł naprzeciwko, patrząc ze współczuciem na głębokie sińce pod zielonymi oczami Harry’ego. –Chyba ci odbiło.

-Przypomniałem sobie wypad do jakiegoś klubu- odparł niechętnie, upijając łyk mikstury. –To nie było zbyt dobre wspomnienie, Lou. Naprawdę jestem taki… łatwy?

Chcąc być szczerym, Tomlinson musiałby powiedzieć „Tak!’’, ale nie miał zamiaru jeszcze bardziej przytłoczyć przyjaciela, więc zaprzeczył. Harry musiał jednak wyczytać prawdziwą odpowiedź z jego miny, bo skrzywił się i spuścił oczy na swój kubek, mrucząc pod nosem coś, co brzmiało jak „Cudownie’’.

-Nie jest tak źle, jak ci się wydaje- starał się go pocieszyć Louis. –Po prostu lubisz się zabawić, korzystałeś z życia pełną parą. W twoim wieku każdy chce zaliczyć jak najwięcej dziewczyn, a kiedy jest się bardzo znanym one same pchają się do twojego łóżka. Spójrz na to jak na poszukiwanie Tej Jedynej, okej?

Harry kiwnął głową i wstał z nietęgą miną.

-Łazienka- rzucił krótko, zakrywając usta dłonią i zniknął w korytarzu, a po chwili rozległ się charakterystyczny odgłos wymiotów. Louis po raz drugi westchnął, myśląc, że jego magiczna mikstura na kaca na nic się w tym przypadku nie przyda i pomaszerował do łazienki, gdzie zastał Stylesa na kolanach obejmującego muszlę klozetową. Napełnił szklankę wodą z kranu i podał ją przyjacielowi, który natychmiast przepłukał nią usta.

-To żenujące- wychrypiał, nie patrząc w jego stronę. –Lepiej stąd wyjdź.

-Żenujące czy nie, od tego są przyjaciele, żeby pomagać w każdej sytuacji- rzekł filozoficznie Louis, przysiadając na brzegu wanny. –W dodatku czuję się za to wszystko odpowiedzialny.

-Dlatego, że jestem młodszy?- Harry wyraźnie nie rozumiał jego pobudek. –Dla twojej informacji: mam już osiemnaście lat i biorę na siebie konsekwencje własnych wyborów. Denerwujesz mnie tym swoim ciągłym zamar… Och, nieee, znowu.

Włożył głowę z powrotem do sedesu, pozbywając się resztek zawartości swojego żołądka. Tomlinson bardzo chciał, aby chłopak przestał mu wreszcie wszystko utrudniać. Nie miał ochoty zastanawiać się teraz nad jego pytaniem i przeczuwał, że odpowiedź nie ucieszyłaby żadnego z nich.

-Dobra, to był chyba ostatni raz- głos Harry’ego był słaby i dochodził jakby z daleka. Louis popatrzył na jego mizerne próby postawienia się do pionu, więc pomógł mu się podnieść i dotrzeć spokojnie do sypialni. Po drodze uparcie Ignorował ciepło jego ciała tuż przy swoim. Kiedy Harry leżał już opatulony w łóżku, a Tomlinson miał wyjść, chłopak uścisnął lekko jego przegub, mrucząc ciche „Dziękuję, Lou’’. Potem obrócił się twarzą do ściany, a Louis ze ściśniętym gardłem pomyślał, że to najsłodsze podziękowanie, jakie kiedykolwiek usłyszał.

Zamknął za sobą drzwi i bezszelestnie oparł się o ścianę tuż przy futrynie. Gdyby kilka tygodni temu ktoś powiedział, że mógłby mu się spodobać jakiś chłopak, na pewno zaśmiałby się tej osobie w twarz. Teraz jednak miał wątpliwości. Miesiąc, który spędził w tym domu z Harrym, obrócił wszystko o sto osiemdziesiąt stopni i już sam nie wiedział, jak nazwać to, co czuje widząc te niesforne loki lub szeroki uśmiech obejmujący całą twarz Stylesa. Na początku mógł udawać, że ogarniająca go potrzeba dotknięcia Harry’ego wynika wyłącznie z tęsknoty za Eleanor, że to zwykłe pożądanie, że nadal jego serce należy do dziewczyny. Dzisiaj utwierdził się w przekonaniu, jak bardzo się mylił. Nie chciał nazywać tego miłością, ale zdecydowanie przekroczył granicę łączącej go z Harrym przyjaźni i nie wiedział już, co ma w tej sytuacji zrobić.

Nie chciał stracić przyjaciela, a był pewny, że tak właśnie by się stało, gdyby wyznał Harry’emu prawdę, dlatego postanowił zdusić w zarodku niechciane uczucie i nadal udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz