* Było cholernie gorąco. Louis jęknął, a jego głowa opadła na ramię, gdy patrzył przed siebie jak członkowie załogi kontynuują swoje codzienne prace i nikt nawet nie zerka w jego kierunku. Jakby w ogóle go tu nie było. Gdyby nie zrobił wcześniej wielkiej sceny, w wyniku której wszystko stało się bardziej szkodliwe niż korzystne, a co za tym idzie – stał się dla wszystkich niewidzialny. Szczerze nienawidził każdego z nich.
O dziwo, jego klatka piersiowa nie było tak ściśnięta, jak się pierwotnie mu zdawało. Było całkiem możliwe, że jest bliski uduszenia się i przez to tak się czuł. To nowe odkrycie sprawiło, że coraz bardziej chciał stąd uciec, ale najpierw musiał jakoś poluzować węzeł, który znajdował sie niestety po drugiej stronie masztu. Ostrożnie podniósł wzrok, by sprawdzić, czy ktoś go obserwuje.
Oczywiście, nikt nie miał czasu, aby chociaż na niego spojrzeć, kiedy krzyczał, więc był pewien, że nie zauważą, jeśli trochę naruszy swoją niewolę. Starając się skupić większość swoich mięśni na brzuchu zaczął się powoli wić. Pomimo tego, liny na nim pozostały stabilne, a on cmoknął próbując poruszać rękami.
Starał się nie wzdychać, gdy słońce prażyło intensywniej niż przedtem. Boże, było tak gorąco. Skłonił głowę, próbując ochronić się przed promieniami. Czuł, że pot zaczyna spływać z jego twarzy.
- To jest głupie… Pieprzony Harry… - mruknął złośliwie.
Kto wie, jak długo tu sterczy. Louis po raz kolejny zaczął zastanawiać się, jak stąd uciec.
- Pst… Louis…
Zaskoczony zamrugał podnosząc nieco głowę. Jego włosy opadły na oczy, a on zerknął w bok. Nikogo nie zauważył, więd doszedł do wniosku, że ma zwidy. Dopiero po chwili zauważył Nialla z mopem i odetchnął z ulgą.
- Niall, o do cholery! Gdzieś ty był i…
- “Louis, nie! Sssh! Nie tak głośno! - Irlandczyk ostrzegł go przez zaciśnięte zęby, a jego twarz nie spotkała się z Louisa i zamiast tego oczy wbił w podłogę.
- Nie, kurwa, zabraniaj mi być głośno. Gdzieś ty był do cholery!?
Niall zakaszlał w dłoń, umieściwszy mopa w wiadrze, nim zaczął myć pokład dalej. Louis obserwował go z irytacją.
- Niall…
- Jeśli mnie złapią na rozmowie z tobą, będę przywiązany do tego samego masztu – syknął. Książę zmrużył oczy.
- Powinieneś być tutaj tak czy inaczej! Twój głupi pomysł mnie tu sprowadził!
- Ściśle mówiąc, twoje usta cię tu sprowadziły.
- Przepraszam! - To ty…
- To ty byłeś tym, który powiedział, aby ukryć jego rzeczy! Ja chciałem tylko zrobić przemeblowanie! - Niall pospiesznie wyraził, kiedy na chwilę odwrócił głowę i spojrzał na Louisa. - Poza tym, nie jestem tu, aby mówić o twoich seksualnych eskapadach z Harry’m, Louis. Jestem tutaj, aby pomóc ci uciec.
- Naprawdę? - Louis poderwał głowę w nadziei.
Nigdy nie myślał, że Niall może być jednym z tych, którzy sprzeciwiają się zdaniu Harry’ego i ryzykują własne dobro, aby pomóc, ale Louis nie komentował tego. Patrzył na Irlandczyka w oczekiwaniu.
- W porządku. Węzeł znajduje się po drugiej stronie masztu, nie powinien być zbyt mocny, więc możesz po prostu przeciąć linę - Louis wyjaśnił jasno. - Boże, jestem tak zmęczony, bardzo dziękuję, Niall. Myślę, że skoro to jest twoja droga do uwolnienia mnie, ja mogę pomóc ci później. - brak reakcji ze strony blondyna nieco go zdziwił. - Co?
- Zwariowałeś! Nie przetnę tego! - Niall prychnął.
- Więc jak dokładnie chcesz mi pomóc uciec?
- Nie przetnę cię… Harry to zrobi - kiedy Louis spojrzał na niego, ten się uśmiechnął. - Pamiętam jak mówiłeś wcześniej, że kochasz dramat.
Mrugnąwszy, książę kiwnął powoli głową. Kiedy jakiś członek załogi przechodził obok, a jego oczy zatrzymały się na Niallu i Louisie w zdumieniu, Louis mógł tylko patrzeć, jak Niall wytrzeszczył oczy, zanim szybko odwrócił się. Zanurzył mopa w wiadrze i po chwili odchrząknął.
- Tak, tak, mam nadzieję, że wiesz, jak się zachować.
Minęło kilka sekund, aby Louis zrozumiał, o co mu chodzi.
- Zaufaj mi, mogę być cholernie przekonywujący – rzekł Louis z wyższością. Niall nie powiedział nic więcej, a jedynie ruszył w dół statku w kierunku rufy. Louis zaczął się niepokoić.
Zawsze był chętny do odgrywania dramatu, odkąd był młodszy. Osobiście uważał, że był dobry w przywoływaniu fałszywych emocji… Ale przekonać kogoś takiego jak Harry, który okazał się mistrzem w tłumieniu emocji, Louis kłamałby, gdyby powiedział, że nie był w najmniejszym stopniu przestraszony.
Spuścił głowę i rozluźnił ramiona, nadając sobie bardziej wygodną pozycję na podłodze. Co dokładnie Harry mu zrobi, jeśli zorientuje się, że Louis tylko udawał? Nawet nie chciał sobie wyobrażać.
Louis zamknął oczy. Nie do końca żałował okazania braku szacunku wobec Harry’ego, a powinien czuć się nieco winy za to. Harry zapewne martwił się brakiem zaufania między nimi, ale to nie było to, że Louis mu nie ufał, a to, że był tylko niecierpliwy i chciał informacji, niezależnie od konsekwencji, które miały nastąpić.
- Louis.
Podskoczył na dźwięk głębokiego głosu.
- U..ble – jęknął, próbując grać jak najlepiej. Harry pochylił się nad nim.
- Cholera – usłyszał. Mrucząc głośno, ponownie spuścił głowę.
- Jest tak gorąco…
- To ledwo trzydzieści minut… Jak mogło stać się to tak szybko, księżniczko? - westchnął Harry, przykładając dło do czoła Louisa. - Myślę, że od teraz na maszcie czas zawsze wynosi trzydzieści minut zamiast czterdziestu pięciu.
To było naprawdę dopiero trzydzieści minut? Louis czuł jakby minęła godzina. Jego myśli zniknęły, kiedy poczuł, że liny spadają z jego ciała. Nim zdołał się ruszyć, Harry mocno go złapał. Wiedział, że musi udawać chorego i słabego, dlatego oparł się na piersi kapitana i wtulił twarz w jego obojczyk.
- Czasami niedocenianie okazuje się przecenianiem – rzekł, a następnie złapał Louisa i wziął go na ręce.
- Puść mnie, co ty robisz? - wystraszył się książę, na samą myśl, że może spaść.
- Mam cię tu zostawić?
- Nie! Ja tylko…
- Pozwól mi cię zabrać. Jestem pewien, że Twoje nogi są słabe. I nie chcę, żebyś bardziej się męczył, skoro to nie jest konieczne.
Louis natychmiast odwrócił wzrok, chcąc ukryć zakłopotanie wynikające z tej ślubnej pozycji w ramionach Harry’ego. Harry złapał się na jego aktorstwo, nie mógł tego zrujnować.
Czuł oczy innych członków załogi, którzy ich obserwowali. Mógł tylko modlić się, że jego emocje nie były zbyt wyraźnie ukazane na jego twarzy. Kiedy Harry wszedł do gabinetu, Louis zauważył, że książek nadal tu nie ma. To znaczyło, iż Harry nie zabrał się za ich szukanie. Jeszcze.
Harry otworzył drzwi do sypialni, po czym ułożył Louisa delikatnie na łóżku.
- Pij - Harry polecił i przyłożył manierkę z wodą do twarzy Lou. Po wyjściu z szoku, książę złapał pojemnik i zaczął łapczywie pić. Nawet jeśli był tam tylko pół godziny, jego gardło wyschło na pieprz.
- Pójdę po więcej, jeśli chcesz – powiedział Harry, przeczesując dłonią włosy. Louis powiódł za jego spojrzeniem, aż dotarł do dużej wanny.
Natychmiast przypomniał sobie tamtą kąpiel, gdy sytuacja między nimi była napięta bardziej niż kiedykolwiek. Za każdym razem, gdy Harry był obok, Louis był pewien, że jest traktowany jako nieruchomość, a nie osoba.
- Po prostu wypij, wykąp się, a kiedy skończysz, przyniosę ci jakieś czyste ubrania i więcej wody do picia. Wtedy możesz się zdrzemnąć, w porządku? - Harry zasugerował po prostu i przez chwilę Louis musiał powstrzymać się przed spojrzeniem na mężczyznę, który był taki spokojny.
- Podoba mi się to – szepnął Louis, biorąc ostatni łyk. - Dziękuję.
- Nie dziękuj mi - Harry rzucił w dość nieprzyjazny sposób. - Musimy porozmawiać później o paru sprawach.
- Rozmawiać? - Louisowi nie spodobał się ten ton głosu. - O czym?
- Zobaczysz. Wystarczy się umyć. Wrócę tu za około dziesięć minut z ubraniami i wodą, więc skończ szybko - kapitan machnął dłonią i wyszedł z sypialni.
Usta Louisa wykrzywiły się w grymasie. Z jakiegoś powodu, nie był pewien, o czym miała być rozmowa. Nie chcąc być złapany nagi, szybko zaczął się rozbierać. Ilość potu i brudu, które poczuł na swej skórze sprawiły, iż miał ochotę je chociażby zlizać. Postanowił zrobić to jak najszybciej, byle Harry na niczym go nie przyłapał.W sumie, nawet nie wiedział, co próbuje ukryć. To nie tak, że Harry nie widział jego najbardziej intymnych miejsc.
Wysuszył włosy ręcznikiem i usiadł na łóżku, tyłem do drzwi. Nie minęło dużo czasu, aż usłyszał Harry’ego.
- Nie ubierzesz znów moich ubrań, prawda? - Harry zapytał i rzucił zestaw ubrań na łóżku. Louis zacisnął usta, gdy dotarł złapał za koszulę.
- Nie, przepraszam, ale do diabła, nie dla mnie twoje spodnie, nie mamy tego samego rozmiaru.
- Mogę dać ci pasek.
- Twoja koszula mi wystarczy. Daj mi moje spodnie.
- To nie wystarczy. Ubierz spodnie.
- Naprawdę teraz? - Louis westchnął, robiąc młynka oczami. - Jesteś takim dzieckiem, przysięgam – mruknął.
Różnica nie była tak zła, jak sobie to wyobrażał, ale wiedział, iż potrzebuje paska i wszystko będzie w porządku. Złapał koszulę i zaczął ją wkładać, gdy Harry usiadł na brzegu łóżka.
- Więc, o czym chcesz rozmawiać? - spytał z ciekawości.
- Porozmawiamy później – Harry wzruszył ramionami. - Nie powinieneś się zdrzemnąć?
- Może później. Powiedz, drzemka może poczekać.
- Zwykle po wiszeniu na maszcie sen jest pierwszym, o czym myślisz. Właściwie, jestem zaskoczony faktem, że nie zasnąłeś w wannie.
- Jestem padnięty, uwierz mi. Ale naprawdę chcę usłyszeć, co masz mi do powiedzenia. Przepraszam za moją ciekawość.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła*.
- Naprawdę chcesz znów przez to przechodzić? - Louis uprzejmie zapytał.
- Czy nie możesz po prostu wyjaśnić teraz? Zaoszczędzimy sobie smutków.
Harry zawahał się przez chwilę, a Louis odchrząknął.
- Nie będę miał koszmarów.
- Może – kapitan parsknął i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Nim książę mógł odpowiedzieć, pirat kontynuował. - Czuję się tak, jakby w ogóle nie było między nami zaufania. Rozumiem, że się niecierpliwisz, bo w dalszym ciągu proszę cię o czas. I widzę, dlaczego znów mnie nienawidzisz.
- Nie nienawidzę cię – Louis zmarszczył brwi. - I nie mam zamiaru zacząć. Po prostu jestem niecierpliwy i sfrustrowany. To wszystko.
- Wybacz mi błędną interpretację – powiedział Harry. - Niezależnie od tego, wciąż przepraszam i chcę powiedzieć ci wszystko, co będę mógł. Ale to nie jest dokładnie jedno zdanie… Dlatego chcę, żebyś się wyspał, zanim ci powiem - jego głos znacznie złagodniał i Louis zagryzł dolną wargę.
To było to. W końcu usłyszy całą tajemnicą “zaręczyn”.
- Nie możesz po prostu powiedzieć mi teraz? - jego głos był bardziej podekscytowany niż by chciał, ale nie mógł się powstrzymać. Harry wydawał się być rozbawiony i uśmiechnął się delikatnie.
- Mógłbym, ale nie zrobię tego. Po prostu śpij. Powiem ci, kiedy się obudzisz, jestem pewien, że jesteś naprawdę wyczerpany.
- Ale…
- Nie dyskutuj - Harry stanowczo stwierdził. - Kiedy się obudzisz, obiecuję.
- Tej obietnicy nie złamiesz, prawda? - Louis zapytał niepewnie, gdy posłusznie zaczął wchodzić pod kołdrę. Harry zaśmiał się nisko, po czym pochylił się ku twarzy Louisa i dał mu szybki pocałunek w policzek.
- Może.
- Harry.
- Żartowałem, kochanie - Harry potrząsnął głową w radości. - Musisz po prostu poczekać.
Kapitan wstał i ruszył do drzwi, by opuścić pokój, ale zatrzymał się przy drzwiach, na co Louis uniósł brwi w zaciekawieniu.
- Mówiłem, że byłeś na maszcie 30 minut, tak?
- Uh … Tak? - Louis skinął głową.
- Następnym razem zrobię z tego dwadzieścia, więc lepiej pamiętaj, kto kogo powinien szanować.
Mimo, że Harry całkowicie wyszedł, książę nie był w stanie powstrzymać uśmiechu. Wyplątał się od całkowitej kary, a co więcej, był blisko prawdy.
* dosłownie jest “ciekawość zabiła kota”, jakby się ktoś pytał. #lol
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz