*Patrzyłem się na niego. Zieleń mych oczu zatapiała się jego pięknym lazurowym morzu. Przyspieszyło moje serce. Ręce zaczęły drżeć. Bałem się. Pierwszy raz od wielu lat się bałem.
- Zaczniesz gadać? Czy tak będziemy stać jak dwaj idioci? - Nie wiedziałem, od czego zacząć. Przerażał mnie jego natarczywy wzrok. Miałem wrażenie, że stoję przed nim nagi.
Chciałem mu to powiedzieć, lecz bałem się jak zareaguje. Musiałem w końcu z siebie to wszystko wyrzucić. Byłem w pewnym stopniu przerażony. Ta niepewność doprowadzała mnie do szału, ale nie będę teraz ryzykować. Zrobię z siebie pewnie jeszcze gorszego idiotę, którym i tak już jestem. Zachowywałem się przy nim, jak jakiś ograniczony umysłowo. Nie umiałem się wysłowić.
Pewnie jak wrócimy do Londynu to wszystkim by wszystko rozpowiedział. Mogę się założyć. Jestem tego stuprocentowo pewny. Więc nie - nie powiem mu. Nie jestem ryzykantem. Najlepiej wszystko przeanalizować na spokojnie. Nie mogę tego zrobić. Na pewno nie teraz. Może kiedyś zdobędę się na taką odwagę…
- Mów za siebie. Myślałem, że cię nie kręcą… dziewczyny… - zmieniłem całkowicie temat. Może wyjść, że jestem zazdrosny. Mam to gdzieś.
- Bo nie. - burknął.
- To czemu chciałeś ją przelecieć? - zapytałem spokojnie.
- Każdy człowiek potrzebuje czyjejś bliskości, ciepła, dotyku, pocałunków, a nawet seksu. Nawet z dziewczyną. Ale, po co ja ci to mówię i tak tego nie zrozumiesz. Zawsze myślisz tylko o sobie. Nie obchodzą cię uczucia i myśli innych ludzi. Bo, po co? Liczysz się tylko ty. Mam wrażenie, że nie masz czegoś takiego jak uczucia. - Czułem jak każde jego słowa rozcina mi serce. Czułem wewnętrzny ból. Psychicznie zadany był gorszy od tego fizycznego. Sprawiał, że zacząłem cierpieć i żałować. Po części miał rację. Zawsze myślałem, co dla mnie jest najlepsze. Nie brałem zdania innych do siebie. Nie liczyło się, co ludzie o mnie myślą, aż do teraz. Jego słowa były takie szczere. Mimo, że bolesne, ale szczere.
- A ty je masz? – spytałem. Sam zaczął, więc muszę się bronić. Nie będzie przecież mnie wyzywał. Styles! Weź się w garść i mu dogryź! Broń się pacanie! Zacząłem toczyć w mojej głowie walkę.
- Ja w przeciwieństwie do ciebie nie jestem jak dziwka, która co noc wymienia kogoś na nowszy towar, który nie dawno pojawił się w okolicy. - splunął. Wbił mi sztylet prosto w moje roztrzaskane serce.
- Nie przesadzasz? To nie prawda. - zacząłem zaprzeczać, ale w głębi wiedziałem, że ma rację. Brakowało tylko tego, żeby mi płacono.
- Jak to nie? Codziennie z kimś się bzykasz! Nie mogę tego znieść. - spojrzałem na niego badawczo. Zamyśliłem się przez jego słowa, a następnie uśmiechnąłem. - Co się tak szczerzysz?
- Coś mi się wydaję, że… chyba… jesteś zazdrosny.
- Co?! - zarumienił się
- Odrobinę. - rzekłem z cwanym uśmieszkiem.
- Wcale nie. - Rzucił we mnie poduszką. Zaśmiałem się perliście.
- Dobra, i tak wiem swoje, kochanie. - posłałem mu buziaka. Zaśmiał się.
- Jesteś stuknięty, ale za to cię lubię. - wyznał szczerze. Moje serce przepełniła ulga. Darzył mnie jakimś pozytywnym uczuciem. To cudownie!
- Serio? - spytałem lekko niedowierzając.
- Tak, pacanie. – uśmiechnął się do mnie. Mimo, że mnie obraził wiedziałem, że to tylko na żarty.
- To zgoda? - zaproponowałem.
- Zgoda.
***
Dni szybko mijały. Nawet nie zauważyłem, jak mało zostało. To trochę przerażające. Zostały tylko trzy dni wypoczynku, a później znów do tej zasranej szkoły. Ile takie ferie mogły zmienić? Ja i Louis zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Przynajmniej ja miałem takie odczucia. Kto by w ogóle tak pomyślał jeszcze dwa tygodnie temu? Zażarci wrogowie, a tu taka miłoś… nie chciałem powiedzieć tego słowa… po prostu przyjaźń. Oboje od zawsze chcieliśmy mieć brata i nasze marzenia się spełniły. Mamy siebie. Wspieramy się, a nawet czasami kłócimy. Dokładnie tak jak rodzeństwo. Kochałem takie rozwiązanie. No może nie do końca darzyłem je takim uczuciem. Czasami chciałem czegoś więcej, ale nie mogłem na to liczyć. Wiedziałem, czego chce Louis i moje zachcianki tego nie obejmowały, a raczej nie mieściły się w tych standardach.
Na dworze było strasznie zimno, ale czego się nie robi dla odrobiny przyjemności. Ten smak, który powodował, że miałem ochotę na więcej. Trochę dusił, ale po pewnym czasie już się do tego przyzwyczaiłem. To nie był pierwszy wypalony przeze mnie pet. Jednak nic chyba nie pobije momentu, gdy się zaciągnę. Czuje jak ten dym wędruje moimi drogami wraz z odrobiną powietrza, aż trafia do płuc, które z każdym dniem coraz bardziej niszczy. Powoli z powrotem je wypuszczam. Kocham to uczucie. W ten sposób się uspokajam. Najlepsze połączenie to z wódką. Tak zapominajka. O wiele lepsza. Powoduje, że choć przez chwilę nie otaczają mnie problemy.
- Harry… zmarzniesz…- urwał. Nie dokończył już tej myśli. - Mam prośbę.
- Jaką? Dla ciebie wszystko. - zachichotałem.
- Naprawdę? - zawahałem się. O co mu chodziło? - Chciałbym, żebyś rzucił to świństwo. - zmarszczyłem brwi. Nie spodobało mi się to. Nie chciałem, żeby mnie zmieniał. Lubiłem palić. Zaciągać się. Smakować dym papierosowy. Kochałem jak z każdą chwilą wypełnia moje wnętrze. - Dla mnie. - dodał. Zerknął na niego. Westchnąłem i zgniotłem papierosa o metalową barierkę balkonu.
- Zachowujesz się jakbyśmy byli po dwudziestu latach małżeństwa. - zaśmiałem się.
- Haarrry…. po prostu się martwię i troszczę o ciebie. - Nawet nie wiedział jak bardzo tego pragnąłem. Oddałbym wszystko, abym był w jego oczach kimś ważny. Bo byłem? Prawda? Spojrzałem na niego. Od razu uformował mi się pewien pomysł.
- Zastanowię się i dam ci odpowiedź wieczorem. Dobra?
- Co?! Dlaczego nie teraz? - dopytywał się. Zmierzyłem go groźnym wzrokiem i zamilkł.
- Wieczorem LouLou. - ciężko westchnął. Musiałem go wkurzać. Ze mną nie było łatwo. Dosłownie szkoła przetrwania.
- Niech ci będzie - Miałem chytry plan, co do Louisa. W głębi duszy miałem nadzieję, że się zgodzi. Chociaż nie byłem tego do końca pewny. Jednak w końcu trzeba ryzykować. Postanowiłem zaufać moim myślom i postawić wszystko na jedną kartę. Kiedyś tak robiłem, dlaczego nie mogę zrobić tego teraz? Bo to Louis. Westchnąłem. Rzeczywiście. Zawsze zastanawiałem się, co on powie. Wszystko robiłem, żeby mu się przypodobać. Czasami nie wychodziło i były tego całkowicie przeciwne skutki.
Tym razem jednak miałem nadzieję.
Byliśmy w jednym pokoju, na jednym łóżku i byliśmy pochłonięci… telewizją. Wiedziałem, że pomyślicie ”sobą”. Otaczają mnie zboczeńcy. Jeszcze z Louisem nie doszliśmy do tego momentu… hmm… etapu? Zaśmiałem się na samą tą myśl. Może nigdy nie dojdziemy. Kto to wie…
- Z czego się ryjesz? - musiałem się jakoś wykręcić, aby nie spostrzegł, że o nim myślę.To byłoby strasznie kompromitujące.
- Z filmu. - spojrzał na mnie jak na idiotę. Zaliczyłem wtopę. Czemu zawsze muszę coś powiedzieć bez zastanowienia? Jestem okropny.
- Oj… Harry, Harry… nie umiesz kłamać. – Przez cały czas dotykaliśmy się ramionami. Czułem jak delikatnie, może po prostu bezinteresownie, muska moją skórę. Przeszył mnie dreszcz. Nie chce nic mówić, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem biseksualny. Ale kurde, dlaczego? To wszystko przez tego idiotę. Nie wiem, co się ze mną dzieję. Może wszystko wróci do normy, gdy wyjedziemy z tego pięknego miejsca i powrócimy do szarej i nudnej codzienności.
- Dlaczego uważasz, że to robię? - starałem się to jakoś zatuszować, lecz nie bardzo mi wyszło. Mógłbym nawet powiedzieć, że w ogóle.
- Bo oglądamy dramat, a przed chwilą jeden z bohaterów umarł, więc nie wiem co jest tu zabawnego… - Rzeczywiście, wcześniej tego nie zauważyłem. A tak szczerze? To nawet nie oglądałem tego filmu. Był strasznie nudny. Wolałem filmy akcji, ale mieliśmy tylko do wyboru komedie romantyczną lub dramat, który jak później się okazało także był o miłości tylko, że nieszczęśliwej.
- No dobra. Skłamałem. - Zawahałem się, ale na krótko. Wiedziałem, że jemu mogę powiedzieć o wszystkim. Pomimo tego, czego się dowie to mnie nie skrytykuje… Już to wiedziałem. Mogłem na nim polegać.
No tak! Mój plan! Zapomniałem o nim całkowicie! Muszę go, chociaż spróbować zrealizować. Nie poddam się tak łatwo.
- Myślałem o naszym pocałunku. – Nagle wypaliłem i spłonąłem delikatnie rumieńcem. W sumie w pewnym sensie myślałem. Nie mogłem spać, bo wyobrażałem sobie tamtą scenę. Nagle odwrócił głowę w moją stronę i zmarszczył brwi w charakterystyczny dla niego sposób. Kochałem w nim to. - No, co? - powiedziałem niewinnie. Zaczęło się. Zobaczymy, z jakim skutkiem. Nie ma już odwrotu. Wypowiedziałem już te słowa. Teraz mogłem tylko czekać na rezultat.
- Nie nic. – delikatnie się uśmiechnął. - Tylko mnie zaskoczyłeś. Myślałem, że się tego wstydzisz. - Załamał mnie teraz psychicznie. Jak mógł tak pomyśleć? Owszem byłem wtedy wkurzony, ale nie o pocałunek tylko byłem zazdrosny, o Zayna. Teraz już to wiedziałem. Nie musiałem zaprzeczać. Kolejny powód na potwierdzenie moich przypuszczeń. Mógł źle to zinterpretować. Musiałem to wszystko analizować i trudno mi to mówić, ale powoli zakochiwałem się w Louisie Williamie Tomlinsonie. Chciałem więcej, niż tylko przyjaźni. To czasami bolało. Niestety taka jest miłość.
- A czy kiedykolwiek tak powiedziałem? - zapytałem się.
- No nie… - nie dokończył, bo mu przerwałem.
- To nie wiem, dlaczego tak uważasz. Nie wstydzę się tego, co między nami zaszło, ani ciebie. Mogę nawet powiedzieć, że się z tego cieszę. - zapanowała niezręczna cisza, którą po chwili przerwałem. - Chciałbyś to powtórzyć? - Chłopaka zatkało. Jest nieźle. Może mój plan okażę się sukcesem?
- Nie rób sobie ze mnie jaj. - zagroził.
- Nie zamierzam. Mówię całkiem poważnie. - Uśmiechnąłem się. Louis spojrzał na moje wargi, a następnie lekko rozchylił swoje. Nagle jakby ktoś wylał na niego wiadro zimnej wody, oprzytomniał, podniósł wzrok, spojrzał prosto w moje oczy i przemówił.
- Oglądamy ten film? – Chciał zmienić temat, ale ja się nie dam. Za bardzo teraz tego pragnę. Nakręciłem się i mimo, że on nie będzie chciał, ja i tak to mam zamiar zrobić.
Nie słuchałem już go w ogóle. Usiadłem na jego biodrach, a następnie pochyliłem się tak, aby dzieliło nas bardzo niewiele. Czułem, jak jego ciało drży.
- Nie zaprzeczaj. Chcesz tego tak samo bardzo jak ja. - powiedziałem szeptem. Zacząłem się schylać.
Złożyłem na jego ustach delikatnego buziaka. Oderwałem się, ale tylko na chwile.
- Harry, złaź. Wcale tego nie chce. – Pomimo jego zaprzeczeń i tak wiedziałem, że tego pragnie. Znałem go. Wiedziałem, jak reaguje na mój dotyk. To coś pięknego.
- Oj… kochanie… nie umiesz kłamać. - Uśmiechnąłem się. Przygryzłem dolną wargę.
Tym razem to nie ja, tylko Louis połączył nasze usta w upojnym pocałunku. Przekręcił się i to ja tym razem leżałem pod nim. Kochałem smak jego ust. Delikatny dotyk opuszków jego palców przyprawiał mnie o dreszcze. Pozwoliłem mu na tą chwilę dominacji. Nie przeszkadzało mi to.
Wiedziałem, czułem, że mój oddech stał się szybszy i nierównomierny. Bardziej płytki. Nie chciałem, aby kończył, pragnąłem go całego. Wiedziałem, że mi na nim zależy. Był pierwszą osobą, do której poczułem coś więcej. Ja nie kochałem, a raczej starałem się nie zatracać w tym uczuciu, które gubi wszystkich zakochanych ludzi. Jedni sięgają po papierosy, żyletkę, alkohol, a niektórzy nawet po narkotyki. Nigdy nie wiedziałem, nie pragnąłem zrozumieć, dlaczego ludzie to robią. Zawsze twierdziłem, że miłość jest do dupy. Nikt nie umiał mnie przekonać, że jest inaczej. Tak twierdziłem, dopóki nie pojawił się ten błazen, który zaczął mnie prowokować na każdym kroku. Na dodatek jeszcze sprawia, że coś do niego czuję. To nie ma najmniejszego sensu. Całowaliśmy się, jednak na wszystko przychodzi koniec. W pewnym momencie… chłopak oderwał się ode mnie. Spojrzał na mnie wrogo.
- Nigdy więcej tego nie rób. – powiedział. Następnie zsunął się ze mnie. Zszedł później z łóżka i wyszedł z pokoju zostawiając mnie samego. Czułem się w pewnej części wykorzystany.
Po prostu świetnie. Mój plan okazał się do dupy. I co z tego, że go pocałowałem, jak on teraz odszedł. Ma mi to za złe. W sumie tak, jakby to jeszcze była moja wina. Ja tylko zacząłem, ale to on to pociągnął dalej i niestety zakończył w tak perfidny sposób. Zebrało mi się na płacz. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Szybko ją starłem wierzchem dłoni. Czułem suchość w gardle i dziwne mrowienie. Nie chciałem, ani nie mogłem tego zrobić. W końcu wyjdzie na to, że mi zależy, a to się nigdy nie wydarzy. Taki jestem i taki pozostanę. Jednak, chociaż raz mogłem sobie przecież pozwolić na płacz. Nikt tego nie zobaczy. Nikt nie zobaczy, jaki jestem teraz słaby. Nikt nie zobaczy, jak powoli opadam na dno. W końcu nastanie jutro, a ja zamierzam wstać z podwójną siłą i chęcią do życia. Miejmy nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz