Gdy Louis się obudził jego pokój był ciemny. Otworzył oczy i powoli usiadł, przeciągnął się, pozwalając sobie na ziewnięcie.
Zamrugał i chwycił telefon. Odblokował ekran, była 17:30. Zablokował z powrotem ekran, wepchnął telefon do kieszeni i poszedł na dół.
Jay siedziała w salonie, oglądając telewizję. Spojrzała w górę, kiedy usłyszała kroki Louisa. Uśmiechnęła się. - No nareszcie się obudziłeś. - Louis ziewnął ponownie i usiadł na kanapie.
- Wszystko w porządku, Boo? - zapytała Jay, teraz nieco zaniepokojona. Louis spojrzał na matkę i pokręcił głową. - Dopiero co wstałem. - odpowiedział, chowając twarz w poduszkę.
Jay skinęła głową i odwróciła głowę z powrotem w stronę telewizora.
***
Niall szedł ulicą, niosąc w worku artykuły spożywcze.
Wyciągnął ze swoich kieszeni klucz i otworzył drzwi wejściowe. Przedarł się przez drzwi, ściągając swoje buty z nóg.
Powiesił płaszcz na stojak i wszedł do kuchni, kładąc torbę na ladzie.
Jego ciotka nie wróciła jeszcze z Irlandii. Zadzwoniła do Nialla w niedzielę rano, mówiąc mu, że będzie dopiero we wtorek, bo to, co musiała zrobić w Irlandii będzie trwało dłużej niż oczekiwała.
Niall westchnął i zaczął rozpakowywać zakupy. Gdy już skończył, udał się do swojego pokoju, rzucając się na łóżko, jego oczy powędrowały na nocny stolik.
Stała tam szklanka z pigułkami, nietknięta odkąd jego ciocia wyjechała, licząc przy tym cztery dni.
Niall wziął szklankę, co spowodowało, że pigułki zagrzechotały. Obrócił ją we wszystkie strony, patrząc na małe, różowe tabletki, które miał połknąć. Jego lekarz przepisał mu je w wieku dziewięciu lat, od czasu, gdy zdiagnozowano u niego depresję.
Nie podobały mu się tabletki, dlatego unikał ich połykania, gdy jego ciotki nie było. Powodował tym, pogarszanie swojej choroby, która stawała się coraz bardziej widoczna.
Każdy myślał, że wysyłanie go do terapeuty pomagało mu, podczas gdy rzeczywistość była gorsza. Nic nie było w porządku. Niall nienawidził pigułek, nienawidził terapeuty, nienawidził swojego życia. Nic dziwnego, dlaczego jego ojciec nie chciał go zobaczyć. Nic dziwnego, że Greg przebywał w Irlandii, nie odzywając się do Nialla. Po prostu nie było warto. Czasem chciał umrzeć zamiast swojej matki.
Westchnął i otworzył szufladę, umieszczając w niej tabletki.
Położył się z powrotem na łóżko i patrzył w sufit. Louis podejrzewał go, że nie czuł się dzisiaj najlepiej. Westchnął i owinął się ramionami.
Nie miał na sobie bluzy, więc oba jego nadgarstki były nagie, były tam blizny, niektóre nowe, a niektóre już wyblakłe. Nie zawsze się ciął, robił to wtedy, kiedy nie chciał wziąć tabletek.
Odwrócił się na bok i zamknął oczy, powoli oddalając się w niespokojny sen.
***
Louis usiadł przy oknie, patrząc na ulicę. Słuchał muzyki na swoim iPodzie. Jego myśli błąkały się i jego mózg panikował, myśląc o tym, co może być nie tak z Harrym i Niallem. Jasne, Niall stracił matkę, ale wszyscy (w tym Niall) powiedzieli mu, że jest z nim wszystko dobrze. Minęło prawie dziesięć lat od wypadku, ale może dla Nialla to wcale nie było tak dużo?
Poszedłby do Nialla, gdyby nie został uziemiony. Mógłby się wymknąć, ale jego mama miała dobry słuch, a każda próba wymknięcia się, zawsze była nie udana i dostawał karę, a raczej przedłużał aktualną.
Później Harry, który zdawał się otwierać, ale zdystansował się tak szybko, jak zdążył otworzyć. To było denerwujące.
***
Louis opierał głowę na swojej ręce i westchnął. - Jesteś pewien, że wszystko w porządku? Wstałeś wcześnie i jesteś niezwykle blady. - zapytała mama. Louis skinął głową. - Idę do szkoły. - Chwycił swoją torbę. - Na pewno? Mogę Cię podwieźć, Lottie i Fizzy mają szkołę niedaleko Twojej. - Louis uśmiechnął się słabo, zbyt zmęczony. Naprawdę krótko spał tej nocy.
Złapał klucze i wyszedł z domu. Zadrżał, gdy listopadowy wiatr uderzył w jego skórę.
Westchnął i ruszył przed siebie. Zatrzymał się, gdy zobaczył dom Harry’ego. Zastanawiał się, czy powinien zadzwonić do drzwi, czy nie.
Zanim Louis zdążył pomyśleć, stał przed drzwiami domu. Nacisnął dzwonek i czekał na kogoś, kto otworzy.
Kobieta w średnim wieku z czarnymi włosami otworzyła mu drzwi, posyłając mu uśmiech. - Cześć, kochanie, jak mogę pomóc? - Louis spojrzał na nią, miała worki pod oczami, najwidoczniej źle sypiała. - Ja… uhm… - Louis nie wiedział co powiedzieć, ponieważ Harry pojawił się za nią. - Louis, co Ty tu robisz? - zapytał zdezorientowany.
- Ja… wyszedłem z domu wcześniej i zastanawiałem się, czy może nie moglibyśmy pójść razem do szkoły… - Harry wzruszył ramionami. - Dlaczego nie? - Louis uniósł brwi, co się stało z Harrym? Louis patrzył, jak wkłada płaszcz i buty.Chwycił torbę i wyszedł z domu, nie zamieniając słowa z matką.
Szli chwilę, zanim Louis westchnął. - Wszystko jest w porządku pomiędzy Tobą i Twoją mamą? - spojrzał w górę i uniósł brwi. - Co sprawiło, że myślisz o stosunkach moich i mojej matki? - Louis wzruszył ramionami. - Nie wiem, nie porozmawiałeś z nią, nawet na nią nie spojrzałeś i… - Harry zatrzymał się i odwrócił się do Louisa. - Nie wiem, dlaczego Cię to obchodzi, trzymaj się z dala od rzeczy, które nie dotyczą Ciebie! - Louis westchnął, otworzył usta żeby coś powiedzieć. - Przestań, nie chcę tego słyszeć. - Harry warknął i szybko odszedł. Louis spojrzał za nim, robiąc notatki dla siebie, aby dowiedzieć się, dlaczego jego matka, jest tak drażliwym tematem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz