********http://anterothy.tumblr.com/post/57250881152/bad-choice
Koledzy? Nie mam. Przyjaciele? Owszem. Dwóch na ponad 1000 dzieciaków w szkole. Wiem, jednak, że to ci prawdziwi, na których mogę zawsze liczyć. Liam i Niall. Pierwszy to ten bardziej dorosły, drugi bardziej roztrzepany. Jednak po mimo naszych różnych charakterów i zachowań jesteśmy dla siebie najważniejsi. Dosłownie, jak bracia. Kochamy się. Nie w ten sposób, co myślicie. Zboczeńcy. Wszystko wam się ze wszystkim kojarzy.
Liam ma dziewczynę Danielle i są ze sobą od podstawówki. Trochę mnie to przeraża. Ile można być w związku? Nie umiałbym się do kogoś w takiej kwestii przywiązać. Co z Niallem? Zakochany jest po uszy w jedzeniu. A tak serio? Chodzi ze skromną dziewczyną Alex z Polski, która dwa lata temu przeprowadziła się do Londynu.
Co ze mną? Status: wolny spośród całej społeczności szkolnej. Jestem wyrzutkiem. Nie przeszkadza mi to. Nie potrzebuje nikogo u boku, by być szczęśliwym. Tak, chłopaki wiedzą, że nie kręcą mnie dziewczyny. W sumie to cała szkoła wie, ale tylko tych dwóch umie to zaakceptować. Cieszę się, że za rok mnie już tu nie będzie. Będę wolny jak ptak. Zamierzamy w trójkę wyjechać gdzieś za granicę na studia. Daleko od domu. Zero zahamowań. Każdy to kocha. W końcu poczuć, że możesz podbić świat. Być niezwyciężonym.
***
Zaciągnąłem się świeżym powietrzem. Czekałem na ten moment od miesięcy. Szwajcaria to odpowiednie miejsce dla mnie. Tak biało. Zapiszczałem w myślach, jak pięcioletnia dziewczynka.
Zapomnę, chociaż przez pewien moment o tej zasranej szkole i tych okropnych ludziach. Chociaż na te dwa tygodnie. Uwolnię się. Nikt nie będzie mi wytykał, jaki naprawdę jestem. Tutaj stanę się anonimowy. Nikt mnie nie zna i bliżej nie pozna. Nie pozwolę na to. W Alpach jestem tylko ja i śnieg. Nikt więcej.
Ostro zacierałem ręce. Mogłem tutaj przeżyć bardzo wiele. Przyjaciele mieli inne plany na ten okres, ale nie przeszkadzało mi to. Każdy chciał odpocząć. Pobyć sam. Na pewno wyjdzie to nam na dobre. Jest coś takiego, jak telefony, czy Internet. W każdej chwili możemy się ze sobą skontaktować i odbyć godzinne rozmowy.
To świeże powietrze sprawiało, że aż chciało się żyć. W Londynie było ono bardziej zanieczyszczone. A! Na dodatek oddychało nim tam bardzo wielu hipokrytów i egoistów. Nie chciałem tego wspominać. Będę się tym martwić za dwa tygodnie, gdy wrócę. Na nowo będę słyszeć wszystkie te oszczerstwa. Czasami serio zastanawiam się czy to moja wina, że jestem homoseksualny. Jednak potem sobie przypominam, że taki się urodziłem. Nie wybrałem tego. Tak chciał los. Zgodzę się z tym, że ludzie hetero mają łatwiej. Nie muszą cały czas udawać i szukać akceptacji. Moja mama zawsze mi powtarzała, że gdyby Bóg nie akceptował homoseksualistów i uznawał tak jak każdy, że są zniszczeniem ówczesnego świata, to by ich nie stworzył. To by było bez sensu. Miał w tym jakiś cel. Wiem, że jestem dla Niego ważny. Inaczej by mnie tu nie było. Podobno ludzi ocenia się po wnętrzu, ale to wszystko gówno prawda. Nic takie nie jest. Każdy ocenia książkę po okładce, jak jest brzydka i niezadbana to nie stara się jej przeczytać czy zrozumieć. Tak jest właśnie wśród społeczeństwa. Każdy patrzy jak jesteś ubrany, jak się zachowujesz. Gdy nawet najmniejszy szczegół, drobnostka mu przeszkodzi to nie będzie starał się ciebie bliżej poznać. Taki jest dzisiejszy świat i na razie nikt go nie zmieni. Nawet chyba nikt nie stara się by stał się odrobinę lepszy.
Ledwo mogłem wnieść te wszystkie walizki. Zastanawiałem się, co ja mogłem tam spakować, że są takie ciężkie. Z tego, co pamiętam były to głównie ubrania.
Mogłem się domyślić, że moje kochane promyczki coś tam wsadziły. Miałem zamiar ich udusić, jak wrócę. Czasami się zastanawiam, dlaczego się z nimi zadaję. Są strasznie frustrujący. Cicha woda brzegi rwie. Tak ich bym określił. W sumie to samego siebie także. Przykładny uczeń i syn to tylko pozory. Zaśmiałem się ponownie w myślach.
Gdy przekroczyłem próg pokoju, w którym miałem mieszkać przez najbliższe dwa tygodnie oniemiałem z wrażenia. Piękny widok. Mogłem o takim pomarzyć. Pomieszczenie było ogromne. Nie sądziłem, że rodzice załatwią mi coś tak wspaniałego. Przez pewien moment myślałem, że to pomyłka. Jednak nie obchodziło mnie nic, gdy podszedłem pod drzwi balkonowe. Nie oddam tego pokoju nawet, gdyby miałby tu zamieszkać jakiś owłosiony i spocony facet.
Przez wielkie okna można było dostrzec cudowny widok gór, a w tle przedzierające się przez obłoczki słońce. Lekko prószący śnieg nadawał temu miejscu magii i czaru. Zamyśliłem się. Usiadłem na… oczywiście ogromnym łóżku stojącym na najmniejszej ze ścian. Za dużo używam słowa “ogromny”. Nie powiem, ale zaczyna mi się to kojarzyć. Jednak wracając do opisu. Wystrój był raczej klasyczny niż nowoczesny. W pokoju nadal panowały święta. Otworzyłem masywne, drewniane drzwi. Znalazłem się w łazience. Była ogromna, a wanna pomieściłaby dwie osoby. Nie chodzi o to, że o czymś myślę. Nie wyobrażajcie sobie zboczuchy. Jestem przyzwoity, a raczej za takiego uchodzę, bo w rzeczywistości wszystko mi się ze wszystkim kojarzy. Czasami mam wrażenie, że nie ma gorszego zboczeńca ode mnie na świecie. Westchnąłem. Tak, to zdecydowanie musi być prawda.
Powróciłem do mojej walizki i uśmiechnąłem się, gdy moim oczom ukazał się starodawny kominek. W sumie nie wiem czy taki był, po prostu wyglądał na taki. Wyobraziłem sobie te samotnie spędzone wieczory w ciepełku z książką, gdy na dworze prószy mocno śnieg. Rozmarzyłem się. Po chwili powróciłem do rzeczywistości. Nie chciałem później tracić czasu na pierdoły, dlatego szybko się rozpakowałem. Poszedłem wziąć krótki prysznic, gdyż moja obecna łazienka była wyposażona w takie cuda.
Nie chciałem tracić czasu na jakieś duperele, którymi zajmę się zdecydowanie później. Ciepło się ubrałem i wyruszyłem na zwiady. Mój pokój to nic w porównaniu z holem przy recepcji. Świąteczny wystrój sprawiał, że coraz bardziej chciałem tu zostać. Na zawsze. Jednak pewnie z czasem zatęskniłbym za rodziną i przyjaciółmi.
Udałem się do kuchni. Przez tą całą podróż zrobiłem się strasznie głodny. Odszukałem pomieszczenie. Hotel miał to do siebie, że klienci, jak chcieli to mogli się sami obsłużyć.
Miałem szczęście, że lodówka była pełna. Mogłem, w czym wybrać. Od razu moje kubki smakowe zaczęły działać, gdy zobaczyłem te wyśmienite przeróżności. Nie jestem jednak wybredny. Postawiłem na coś klasycznego. Zrobiłem sobie kanapkę i postanowiłem udać się na długi spacer.
Chciałem trochę pozwiedzać. Poprzyglądać się, abym w kolejnych dniach wiedział, gdzie mam się udać, a gdzie całkowicie unikać niektórych miejsc.
***
Śnieg nadal prószył. Było to trochę uciążliwe, ale zachowałem siłę woli i brnąłem nadal przez zaspy. Po dłuższej chwili mógłbym się do tego przyzwyczaić. Jednak nie byłem przyzwyczajony do panującego wokół mnie zimna. Postanowiłem, że za chwile wrócę do pokoju. Mogłem się cieplej ubrać. Jednak jak zwykle najpierw robię, a później myślę.
Gdy patrzyłem jak ludzie jeżdżą na nartach, coś we mnie pękało. Zawsze marzyłem, aby się nauczyć na nich jeździć. Miałem też wielką ochotę na snowboard, ale to tym bardziej by się nie udało. Takie rarytasy były dostępne dla przysłowiowej szlachty u mnie w szkole. Moja rodzina nie miała zbyt dużo kasy, aby takie rzeczy mi zapewnić. Wiedziałem, jaka jest sytuacja w domu i nawet o nic nie prosiłem. I tak się zdziwiłem, że za moimi plecami rodzice załatwili mi taki hotel. Jestem posłuszny. Umiem się zachować. Szczególnie w towarzystwie osób starszych. W szkole jestem jednym z najlepszych. Co oczywiście tylko podwyższa mi opinię u nauczycieli i rodziców. Może to, dlatego. Kocham swoją rodzinę jak nikogo na świecie. Nie zapominając również o tych moich dwóch głupkach. Jestem ciekawy, co każdy z nich teraz robi. Może jednak nie jestem. Nie wiadomo, co wyprawiają w czasie wolnym ze swoimi dziewczynami. Nie jestem gotowy, aby w głowie wyobrażać sobie heteroseksualny stosunek. Wzdrygnąłem się, aż z przerażenia.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie moment, w którym jakiś popapraniec wjechał we mnie na snowboardzie. Nie zauważyłem nawet jak wyglądał. Nic. Można powiedzieć, że zwalił mnie z nóg. Oczywiście całkowicie dosłownie.
- Naucz się debilu jeździć! - Krzyknąłem w chwili, gdy oboje się przewróciliśmy. Zamilkłem, gdy spostrzegłem, że nasze twarze dzielą milimetry. Jednak ten moment nie trwał wiecznie. Powoli zacząłem rejestrować jego twarz. Te rysy. Mój żołądek się ścisnął, a w gardle poczułem wielką gulę. Otworzyłem szeroko oczy. - O ja cie pieprzę! - Nie zastanawiałem się, jak to może brzmieć. Byłem w kompletnym amoku.
- No raczej nie mnie! Co ty tu do cholery robisz?! - uniósł głos, tak samo jak wcześniej ja, znienawidzony przeze mnie, jeden z młodszych o rok uczniów mojej szkoły. Odkąd pamiętam zatruwał mi życie. Wyzywał od najgorszych. On podburzał wszystkich, aby byli przeciwko mnie. Słuchali się go jak jakiegoś bóstwa. Byli ślepo w niego zapatrzeni. Nie wspominając o dziewczynach. Latały za nim jak muchy do gówna. Młodszy o zaledwie rok, a podskakiwał na każdym kroku. Nienawidziliśmy się.
- To miały być najlepsze ferie! A będą najgorsze! Bo ty tu jesteś! - wysyczałem w złości. Tego było za wiele. Wygramoliłem się spod jego ciężkiego ciała. Musiałem stąd uciec. To miały być najcudowniejsze dwa tygodnie.
- A co ja mam niby powiedzieć, pedale? - zapytał retorycznie. Zabolało. Nie umiałem tego powstrzymać. Musiałem bronić mojej orientacji. Nie dam się jakimś homofobicznym dupkom.
- Możesz się, chociaż raz zamknąć? Odwal się raz na zawsze ode mnie. Nie wstydzę się tego, jaki jestem. To ty zwracasz uwagę na to, co o tobie mówią. - powiedziałem dobitnie. Koniec cackania. Nie ma tu jego koleżków. Mogę mu w końcu wygarnąć.
- Nie mam zamiaru z tobą dyskutować. Nie podskakuj dzieciaku. Jesteś nikim. Spieprzaj! - każde jego słowo uderzało we mnie z podwójną siłą. Wiedziałem, że nie mogę go słuchać, ale jednak zawsze to robiłem.
- Nawet nie wiesz, z jaką chęcią to zrobię. Powiedzieć ci komplement? Jak nie pijesz i nie palisz to myślisz, bo o dziwo to twój najlepszy pomysł. - powiedziałem z udawanym sarkazmem. - Nie rób takiej miny. Ja też jestem zaskoczony, bo uważałem, że u ciebie takie coś jak racjonalne myślenie to nie występuje, ale przyznam myliłem się. Na razie pacanie. - odwróciłem się. Wiedziałem, że nie pozostanie dłużny za to wyzwisko i za moje słowa.
- I kto to mówi! - wykrzyczał i jak to ja pokazałem mu środkowy palec i odszedłem. Miałem nadzieję, że go już nie zobaczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz