* Ludzie mają tendencję do przewidywania większości rzeczy. Gdybyś w jakiś najdrobniejszy sposób wiedział, jaka dana osoba zareaguje w pewnej sytuacji, mógłbyś domyśleć się, do czego jest zdolna w nowej sytuacji. Dzięki temu wszystko było łatwiejsze. Ale bez względu na to, jak łatwe to było, w tym momencie Harry nie był dumny z tej umiejętności.
Nie miał wątpliwości, że był uznawany w tym za mistrza. Zresztą każdy był w stanie to zrobić, bez żadnych umiejętności czy talentu. Bo przecież, jeśli przedstawisz komuś mężczyznę i kobietę, to wiadome jest, że zakończy się to seksem, albo gdy spotkasz kogoś smutnego i ten ktoś powie ci, że jego przyjaciel odszedł, to łatwo zgadnąć, że zacznie płakać.
W większości przypadków był to zdrowy rozsądek. I to on doprowadził go do Louisa. Louis był zupełnie inny. Harry wiedział to od momentu, w którym zdecydował, iż zachowa wiadomości od Nicka dla siebie. Wiedział, jak Louis wyobrażał sobie to spotkanie, ale nie spodziewał się takiej reakcji z jego strony. Ile Louis miał lat? Pięć?
Patrzenie w oczy księcia, kiedy ten przyglądał się Harry’emu, mroziło krew w żyłach. To nie była zwyczajna burza emocji, do której kapitan był przyzwyczajony. Tym razem było pełne złości i wściekłości. Po tym, jak Louis rzucił płaszczem i wyszedł, Harry nie wiedział, co zrobić. Jego myśli błądziły po głowie, nie przewidując czegoś takiego.
Louis nie miał być na niego zły. Louis nie miał wyć z wściekłości. Louis miał mu zaufać i zgodzić się z nim, nawet po małej kłótni. Harry był człowiekiem i tak, jak bardzo chciał być w porządku, wiedział, iż nie może. Zrobił wiele niesprawiedliwych rzeczy, ale kiedy znalazł się w takim miejscu jak teraz, nie mógł polegać na niczym moralnym w naturze, nie potrafił uwierzyć, że się pomylił. Nie miał pojęcia, jakim cudem pomylił się co do Louisa.
Kiedy następnego dnia pracował na pokładzie, ta myśl go nie opuszczała. Gdyby miał szansę cofnąć czas, kiedy Louis po raz pierwszy go unikał, może wiedziałby, co powinien teraz zrobić. Musiałaby minąć chwila, nim obaj zostaliby zmuszeni do konfrontacji ze sobą nawzajem, bo to było nieuniknione, skoro mieli zamiar żeglować przez następne kilka tygodni.
Sama myśl, że mógłby nie rozmawiać z Louisem przez tyle czasu sprawiła, że wstrząsnął nim dreszcz. Mieli dla siebie tylko parę miesięcy i koszmarem byłoby, gdyby spędzili ten czas w takich nastrojach. Wiedział, że bez względu na wszystko, Louis w końcu mu wybaczy. Przeszkadzał mu jedynie fakt, iż nie wiedział, kiedy to nastąpi.
Jego ręce zsunęły się ze steru, po czym nakazał innemu członkowi załogi, by przejął dowodzenie statkiem. Po samym tonie głosu zorientował się, jak bardzo jest spięty. Mimowolnie sapnął do siebie samego i ruszył schodami w dół. Jego oczy zwróciły się do zamkniętych drzwi, które prowadziły pod pokład, jakby z nadzieją, że książę wyjdzie na zewnątrz. Jednak nadzieja matką głupich…
- Kapitanie!
Harry zatrzymał się i spojrzał beznamiętnie w kierunku, z którego dobiegał głos. Niall patrzył na niego, podskakując z Joshem u boku, który był wyraźnie zdenerwowany, na co Harry uniósł brew.
- Myślę, że statek handlowy jest na tej samej drodze, co my, nieco na południe.
- Myślisz, czy wiesz? - zapytał Harry.
Wiarygodność jego słów nie znaczyła dużo w opinii Harry’ego. Przecież usłyszałby wieści od kogoś w bocianim gnieździe, a tak się nie stało, więc jakim cudem Niall i Josh doszli do takiego wniosku?
- Dobrze, widzieliśmy coś przypominające statek, niedaleko portu – odezwał się Josh. - Przez moją lunetę - wyjaśnił jednocześnie pokazując swoje urządzenie.
Oczy Harry’ego patrzyły na niego przez kilka sekund, zanim przerwał kontakt wzrokowy. Jeśli oni sugerowali mu nalot, to był na to najlepszy czas. Wszyscy byli zdrowi, wypoczęci. Ekwipunek ze statku handlowego mógłby im się przydać. Już miał im podziękować i nakazać, by zmienili kurs, lecz nagle zamarł.
Louis. I nagle gorycz zebrała się w jego ustach, po czym wziął głęboki oddech i ponownie zerknął na drzwi pod pokład. Nie chciał ryzykować, kiedy Louis był na pokładzie. Komplikacje, wynikające z jakiegokolwiek zranienia go w czasie nalotu, były najgorszym, co mogło ich teraz spotkać. Najlepiej byłoby po prostu tym razem odpuścić.
- Zostawmy to. Kontynuujemy naszą podróż bez zakłóceń – przemówił Harry. Tamci dwaj zerknęli na siebie zaskoczeni, lecz kapitan to zignorował. - Nie widziałem dziś Liama. Gdzie on jest, Niall?
Był pewien, że znają odpowiedź. Po dramatycznym odejściu Louisa było oczywiste, że Liam ma z tym coś wspólnego. Widział już Zayna, Danielle, nawet Eleanor rzuciła mu się w oczy raz czy dwa. Jednak Liama nigdzie nie było, podobnie jak i księcia. Szczerze mówiąc, na samą myśl o tym Harry był jeszcze bardziej rozdrażniony.
Niall wyraźnie nie był gotowy na to pytanie, zaczął się plątać, na co oczy Harry’ego pociemniały.
- Och… Nie jestem pewien. Myślę, że gdzieś pod pokładem?
- Myślisz, czy wiesz? - Harry powtórzył surowym tonem. Oboje wiedzieli, że Liam był z Louisem.
- Ja, uh… Nie jestem pewien w stu procentach…
- Ostatni raz widzieliśmy Liama, gdy byliśmy pod pokładem, ale to było jakiś czas temu – przerwał mu Josh. - Skąd mamy wiedzieć, co robi teraz? Nie chcemy dać ci fałszywych informacji, Kapitanie.
Odpowiedź została wypowiedziana tak łatwo, iż Harry był pewien, że została przygotowana. Brunet zwrócił się do Josha, by odkryć, czy naprawdę kłamie.
- Ciekawe – mruknął po chwili milczenia. Zauważył, że na wskutek jego spojrzenia, Josh robi się niespokojny. Poprawiając swój kapelusz, ruszył w stronę swojej kabiny. - Jeden z was ma znaleźć Liama i powiedzieć mu, że chcę go widzieć w moim gabinecie tak szybko, jak to tylko możliwe.
Nie widział ich reakcji, bo natychmiast trzasnął drzwiami. W momencie, gdy wszedł, Dusty ruszyła się pod biurkiem i rzuciła mu leniwe spojrzenie. Podszedł do mebla i zgarnął kotka z podłogi, po czym ułożył ją na kolanach, jednocześnie siadając w fotelu. Wierciła się przez chwilę, a Harry przygryzł wargę, drapiąc ją za uszkiem. Zrobiło mu się jej żal, że zaniedbywał ją przez ostatnie dwa dni.
Kiedy głaskał główkę Dusty, wolną dłonią wertował dziennik. Oprócz notatek pogodowych i tego, że wszystko na pokładzie działa w porządku, postanowił przejrzeć bardziej osobiste wpisy. Wyciągnął arkusz, a za nim wysunął się następny. Podniósł go i okazało się, iż jest to wpis z dnia, w którym zorganizowali napad na statek Louisa.
Jego usta zacisnęły się w wąską linię, kiedy dotarł do stron, które opisywały wszystko skrupulatnie. Był profesjonalistą w tym, co robił, nawet w to nie wątpił. Jednak wciąż czuł ucisk w sercu na myśl o wszystkim, co zdarzyło się miesiąc temu.
Nagle dostrzegł kilka słów, napisanych nieco krzywo: Louis, Książę, Król. Nie wiedział, czy ma się śmiać czy płakać na myśl o tym, jak straszny był, gdy to opisywał. Nienawidził siebie z tego powodu. Był potworem. I chociaż Louis mu wybaczył, Harry nie potrafił wybaczyć sobie.
Było ciężko. Każdego dnia starał się o tym nie myśleć, ale mimo wszystko nie zdołał zapomnieć o tym, jak wiele razy zranił Louisa tylko dlatego, że był nieświadomy swoich uczuć i traktował księcia jak przedmiot.
Jego głowa przechyliła się w bok, lustrując książki i bawiąc się nimi, gdy znów w jego głowie pojawiła się myśl, jak wiele razy, z pobudek egoistycznych, zranił Louisa. Każde słowo, jakie wypowiedział. Każda rzecz, jaką zrobił. Wszystko. On nie powinien nawet być zdenerwowany, że Louis był zdenerwowany w tej chwili.
Harry miał szczęście, że Louis mu przebaczył. Miał szczęście, że Louis chciał wrócić. Miał szczęście, że Louis chciał mieć z nim cokolwiek do czynienia. zrobić z nim w pierwszej kolejności. To dlatego Harry czuł się winny, że nie powiedział Louisowi tego, czego dowiedział się od Nicka.
Louis nie zasługuje na złe wiadomości. Nie, kiedy uciekł z pałacu. Nie zasługuje na jeszcze większą presję i stres. Życie pirata było dla niego łatwiejsze.
Harry jęknął wewnętrznie, gdy poczuł, jak Dusty zeskakuje z jego kolan zaraz po tym, jak do drzwi rozległo się pukanie. Harry schował dziennik do szuflady i spojrzał w kierunku wejścia. Gdy zobaczył Liama, jego usta wykrzywiły się w grymasie. Jednak starał się ignorować rosnącą irytację, a jedynie spojrzał na pierwszego oficera.
- Wzywałeś mnie? - Liam zapytał, a Harry skinął krótko głową. Mężczyzna zamknął za sobą drzwi. - Coś się stało, Kapitanie?
Kędzierzawy mężczyzna spojrzał ponownie na biurko, po czym zaczął przeczesywać dokumenty, jakby czegoś szukał.
- Chciałbym poznać twoją opinię na pewien temat – zaczął Harry, przerywając ciszę. - Jesteś moim pierwszym oficerem i ufam ci, nie tylko dlatego, ale również przez to, iż prawdopodobnie cały dzień włóczysz się gdzieś z Księżniczką… Powinieneś mieć świadomość, co to znaczy w tej sytuacji.
Liam wydawał się być przygotowany na to pytanie, bo jego uśmiech się poszerzył, po czym ruszył do przodu, w stronę biurka Harry’ego.
- Prosił, bym ci nic nie mówił, ale…. Chcę, żebyście się jak najszybciej zeszli – powiedział szczerze. - Pomagałem mu zadomowić się w moim pokoju, obserwowałem go i tak wydaje mi się, iż najmniejszy drobiazg, jaki powiesz w jego kierunku, potrafi go zaskoczyć.
- Ciekawe – Harry skinął głową. Był gotów chłonąć wszelkie informacje.
- Czuję się jak szpieg, czy coś, bo był święcie przekonany z tym, że się nie wygadam – starszy pirat kołysał się na piętach. - Prawda jest taka, że bez siebie nawzajem kompletnie sobie nie radzicie.
Harry nie mógł mówić w imieniu Louisa, ale wiedział, iż dla niego to było ważne, gdy ponownie się spotkali. Teraz naprawdę czuł się żałośnie, kiedy książę był odseparowany.
- Jest w moim pokoju. Powiedział, że zostanie tam do końca podróży, jeśli będzie musiał – Liam powiedział, na co Harry’ego przeszedł dreszcz.
- Chyba, że powiem mu to, czego chce się dowiedzieć.
- Tak. Cokolwiek to jest, on naprawdę chce wiedzieć i jest mu strasznie przykro, że nie chcesz się z nim tym podzielić – brunet stwierdził ze smutkiem. Harry jęknął w odpowiedzi. - Jeśli chcesz znać moje zdanie na ten temat, uważam, iż powinieneś mu powiedzieć.
- Nie mogę.
- Nie możesz czy nie chcesz? - w odpowiedzi Harry natychmiast uniósł brwi. Wpatrywał się w Liama, który miał wzrok, jakby chciał go zastraszyć.
- Chcesz znów to powiedzieć, Liam? - Harry zapytał, mrużąc oczy. Liam skrzywił się.
- Bez obrazy, Kapitanie. Przepraszam za przekroczenie granic, ale poprosiłeś mnie o radę i daję ją. Myślę, że trzeba powiedzieć Louisowi dokładnie to, czego się dowiedziałeś, bo okłamywanie go nie jest fair.
- Jakbyś nie zauważył, życie też nie jest fair, Liam – walczył z nim Harry.
- To jego sprawa. To jego życie. I nie przepraszam za to, co teraz powiem, ale nie masz żadnego prawa, by trzymać go w niewiedzy, bez względu na to, co uważasz za stosowne. Tylko on może decydować, co powinien, a czego nie powinien wiedzieć, prawda? - zapytał Liam, krzyżując dłonie na piersi. Kapitan milczał przez chwilę, na co oficer kontynuował. - Słuchaj, zawsze jestem tym, który trzyma się z dala, jeśli chodzi o sekrety. Ty i Zayn nigdy nic mi nie powiedzieliście, choćbym nie wiem, jak bardzo chciał, ale szanuję waszą prywatność, bo wasze sekrety nie miał żadnego związku z moim życie. Jednak z Louisem jest kompletnie inaczej i nie winię go za to, jak zareagował. Harry, nie możesz kontrolować jego życia, nawet jeśli tego bardzo chcesz. Nawet, jeśli to coś złego, czy nie lepiej, aby dowiedział się prawdy od ciebie, zamiast od kogoś innego?
Harry siedział nieruchomo przez cały, nieoczekiwany wywód Liama. To było coś całkiem innego. On zawsze brał stronę Harry’ego, cokolwiek by to nie było. Teraz wstawił się za kimś innym i to zabolało kapitana.
- Dobrze. W takim razie pójdę – Liam mruknął, gdy zorientował się, że Harry mu nie odpowie. Zasalutował i skinął głową, po czym opuścił gabinet.
Harry siedział w fotelu, z głową opartą o jedną rękę, która opierała się na podłokietniku. Poczuł, że Dusty drapie go po nogach, więc schylił się, by ją złapać i po raz kolejny zaczął głaskać kota.
Musiał wiele rzeczy przemyśleć. I im dłużej się nad tym wszystkim zastanawiał, tym bardziej dochodził do wniosku, że ma czas, by zdecydować. I tak właśnie postawił zrobić, jednocześnie ruszając do łóżka, które było tak samo puste, jak przez ostatni tydzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz