*1.
Blade obłoki przykryły częściowo wschodzące słońce, pozwalając jedynie cienkim promieniom przedrzeć się przez siebie i rozświetlić przyrodę, budzącą się do życia. W niemal wszystkich pokojach, uczniowie, ich opiekunowie oraz pupile spali spokojnie, ciesząc się wolnym dniem. Jedyną osobą, która zwlekła się z łóżka wraz z nadejściem poranka był Niall. Tę noc spędził w sypialni Liama, jednak wolał zniknąć stamtąd stosunkowo szybko.
Blondyn siedział nad książkami do później nocy, przeglądając wszystkie możliwe przepisy. Próbował także wymyślić coś swojego, bazując jedynie na dostępnych informacjach o zastosowaniach roślin. Mimo wszelkich starań, wszystkie próby spełzły na niczym, a zrezygnowany chłopak położył się spać. Jednakże nie mógł zmrużyć oka przez dłuższy czas, więc zawitał do pokoju opiekuna i dopiero tam zyskał zasłużony odpoczynek.
Po śniadaniu, zjedzonym na biegu i popitym mocną kawą, Irlandczyk wrócił do swojego pokoju i posprzątał go z nadzieją, że przyniesie to jakieś efekty. Rozrzucone dookoła ubrania zostały wciśnięte do kosza na brudy lub do dużej szafy. Chwilowo niepotrzebne książki trafiły na regał, a kurz zniknął ze wszystkich powierzchni.
- John? Chcesz mi pomóc? – zapytał blondyn, spoglądając na swojego zwierzaka, który stanął jak wryty i czym prędzej pognał w stronę uchylonych drzwi. – Ty mały zdrajco! – pisnął donośnie Niall, zaciskając dłonie w pięści i tupiąc nogą. – Tylko masz mi wrócić przed dwudziestą drugą! – wrzasnął jeszcze, wyglądając na korytarz. – Diabelskie nasienie – stwierdził cicho i ruszył w stronę łazienki.
Poranna toaleta zajęła mu dużo więcej czasu niż zwykle, ponieważ po krótkim prysznicu wziął jeszcze aromatyczną kąpiel. Dodał do wody kilka kropel olejku waniliowego i zanurzył się w niej po samą brodę. Usprawiedliwiał się tym, że potrzebuje relaksu, żeby móc znowu trzeźwo myśleć. Chociaż nie chodziło tylko o to – jego umęczone ciało wręcz krzyczało o chwilę odpoczynku.
Wyszedłszy z przyjemnej kąpieli, mężczyzna wytarł się puszystym ręcznikiem, który przerzucił niedbale przez krawędź umywalki. Wkrótce potem na jego wąskie biodra wsunęła się czysta bielizna oraz luźne, jasnoszare spodnie, które znalazł wcześniej na dnie szafy. Zaparowane pomieszczenie opuścił z nagą klatką piersiową, na którą naciągnął bawełnianą koszulkę.
- No to bierzmy się do roboty – powiedział do siebie, krzyżując w kostkach swoje nagie stopy i przyciągnął bliżej tom, który przeglądał jako ostatni poprzedniego wieczora. – Eukaliptus gałkowy. Z młodych gałązek wytwarza się olejek eukaliptusowy… Wykorzystywany w lecznictwie oraz perf… To są jakieś bzdury – jęknął, oburzony Horan i odsunął od siebie ciężką książkę.
Zrezygnowany mężczyzna oparł łokcie na krawędzi biurka i wsunął smukłe palce pomiędzy swoje wilgotne kosmyki. Od intensywnego myślenia zaczynała boleć go głowa, a żołądek skręcał się z nerwów, za każdym razem, kiedy odkładał na bok kolejną pozycję nie znalazłszy w niej absolutnie nic. A przecież obiecał Louisowi, że spróbuje pomóc w jakiś sposób, żeby ulżyć Zaynowi w męczarniach, które za pewne przechodził.
Irlandczyk nie przyznał tego przed nikim, nawet przed samym sobą, ale robił to także dla swojego opiekuna. Odkąd zobaczył, jak bardzo martwi go stan przyjaciela, poprzysiągł sobie w duchu, że zrobi wszystko, by Liam przestał się obwiniać. Złożył kolejną obietnicę, chociaż wcale nie musiał tego robić – nikt go przecież nie poprosił.
Kilka minut później, gdy blondyn ponownie zagłębił się w lekturze, drzwi pokoju uchyliły się i do środka wsunął się Payne. Tak, jak zazwyczaj, jego umięśniony tors opinała bawełniana koszulka, mająca kolor biały. Jasne, obcisłe dżinsy zsuwały się z jego wąskich bioder, a nogawki znikały w wysokich, czarnych butach. Ramiona mężczyzny opinała skórzana kurtka, którą zostawił rozpiętą, by wyeksponować pozostałe części ubioru.
Niebieskooki zamarł na chwilę i rozchylił usta, napawając się tym widokiem. Prawdopodobnie mógłby tak na niego patrzeć już zawsze, jednak szybko został wyrwany z otępienia. Przez krótkie chrząknięcie szatyna, spoglądającego na niego niecierpliwie.
- Wyszedłeś, zanim zdążyłem się obudzić – wypomniał mu opiekun, opierając się lekko o krawędź biurka. – Powinienem ci to wybaczyć? – zapytał, unosząc wyżej jedną brew i uśmiechnął się słabo, udzielając odpowiedzi samemu sobie. – Przyszedłbym wcześniej, ale zagadałem się z Louisem – przyznał po dłuższej chwili milczenia, przerywanej nerwowym stukaniem skuwką o drewno.
- W porządku, i tak byłem trochę zajęty – odparł Niall z westchnieniem, przesuwając wzrokiem po licznych papierach, rozrzuconych na całej powierzchni sporego blatu. – Próbuję pomóc, ale naprawdę nie umiem – szepnął, zaciskając drobne palce na zielonym długopisie.
Liam pokiwał głową ze zrozumieniem i odepchnął się od blatu, zagryzając dolną wargę. Zanim któryś z mężczyzn zdążył się zorientować w sytuacji, siedzieli obok siebie na miękkim materacu, obejmując się nawzajem. Szatyn przesunął dłonią po ramieniu młodszego i uśmiechnął się pod nosem, kiedy ten przytulił buzię do jego szyi i połaskotał ją swoim delikatnym oddechem.
Blondyn przymknął powieki i rozluźnił się w ramionach swojego opiekuna, na moment wyciszając swoje zmysły. Od kilku dni pracował na podwyższonych obrotach, próbując zająć się wszystkim, byle nie myśleć o Liamie. Kiedy wrócił, uspokoił się częściowo, ale zaraz nadeszło kolejne zmartwienie.
- Mam coś dla ciebie. W sumie to coś twojego – powiedział cicho Payne, swym tajemniczym głosem zmuszając młodszego do odsunięcia się i rozchylenia sklejonych powiek. – Nie zezłościsz się, że myszkowałem ci w mieszkaniu? – upewnił się, zanim wysunął z kieszeni małe zawiniątko. – Proszę – szepnął na koniec i położył przedmiot na chłodnej dłoni Horana.
Niall zmarszczył lekko brwi i pospiesznie rozsunął kawałki materiału. Jego oczy rozszerzyły się momentalnie do rozmiarów monety pięciopensowej, kiedy ukazał się im zegarek. I to nie byle jaki, bo ten, który wcześniej należał do jego dziadka.
Dostał go, gdy mężczyzna, będący już w podeszłym wieku, zabrał go na długi spacer po zielonej łące. Było to za czasów, kiedy Horan mieszkał w Irlandii razem z cała swoją rodziną. Irlandczyk pamiętał, że tamtego dnia słońce świeciło, jakby jaśniej niż zwykle, a dziadek Tom opowiadał mu historie o celtach. Na tamto wspomnienie, na wąskie wargi wkradł się delikatny uśmiech, a w oczach zabłyszczały kryształowe łzy.
- Dz-dziękuję – wyszeptał, drżącym głosem i złożył delikatny pocałunek na szorstkim policzku brązowookiego.
Kciuk Horana przesunął się po znajomym grawerunku, przedstawiającym inicjały zmarłego dziadka oraz rysunek Aloesu. W tym samym momencie mężczyzna zamarł i wstrzymał na chwilę oddech. Przez ten cały czas znajdował się o krok od odpowiedzi, a nazwa rośliny kilkakrotnie przewinęła się w czytanych fragmentach.
- Bingo – mruknął pod nosem blondyn i uśmiechnął się niemal szatańsko, podrywając do góry, by odtańczyć kilkusekundowy taniec radości. – Chodź, pomożesz mi, bo jest sporo do zrobienia – rzucił jeszcze, zaciskając zimne palce na nadgarstku swojego opiekuna i dopadł do biurka, by pospiesznie przewertować jeden z tomów.
Odnalazłszy odpowiedni fragment, niebieskooki przeczytał go pospiesznie i zatrzasnął książkę. Chwilę później znajdował się na drugim końcu pokoju i wyjmował z szuflad różne fiolki oraz szalki. W jego głowie powoli tworzył się przepis na lek, potrzebny w zaistniałej sytuacji.
2.
Liam stał z boku, z rękoma splecionymi na piersi. Skórzana kurtka leżała na łóżku. Jego spojrzenie sarnich oczu było intensywne i uważnie śledziło każdy najdrobniejszy ruch dłoni blondyna. Wstrzymywał oddech za każdym razem, gdy drżała mu niebezpiecznie przy sporządzaniu mikstury.
Zaufał mu. Po raz pierwszy zaufał komuś bezgranicznie, tak do końca. Niall znał się na roślinach, ich leczniczych właściwościach. Musiał więc doskonale wiedzieć z czego przyrządzić wywar dla jego przyjaciela. Więc zaufał mu, bo zasługiwał na to.
Oblizał spierzchłe wargi i spojrzał na wywar, który młodszy mężczyzna przelał do podłużnej fiolki. Miał on barwę turkusa. Nachylił się i lekko zastukał w paznokciem, przyglądając się płynowi. Po drugiej stronie spostrzegł Horana, który również spojrzał na swoje dzieło.
- I to pomoże Zaynowi? – zapytał niepewnie Liam, spoglądając na swojego podopiecznego.
- Tak. Chyba tak – odparł Irlandczyk, lekko potrząsając fiolką. – Wiesz. Ma właściwości przeciwbólowe, przeciwzapalne, bakteriobójcze, przyspiesza gojenie oraz pobudza rozbudowę komórek skórnych.
- Myślę, że byłby z ciebie dobry medyk – wyznał zgodnie z prawdą i potargał jasne kosmyki włosów. Niall zarumienił się lekko na co uśmiechnął się. – Chodźmy do Zayna.
Chwycił swoją kurtkę, którą wsunął na ramiona. Otworzył drzwi i przepuścił w nich swojego podopiecznego, po czym obije ruszyli przez zamek. Cicho zapukali do drzwi pokoju bruneta, a gdy usłyszeli ciche proszę, nacisnęli klamkę i weszli do środka.
W pomieszczeniu panował chłód. Ich oddechy od razu zamieniły się w obłoczki pary. Na szybach pojawił się mróz, malujący wzory. Louis leżał przy boku swojego opiekuna, z dłonią na jego piersi. Szatyn podniósł na nich wzrok lustrując ich uważnym spojrzeniem.
- Znów gorączkuje – wytłumaczył cicho szatyn, chcąc wytłumaczyć chłód panując w pokoju. – Chciałem tylko obniżyć temperaturę.
- Nie musisz się tłumaczyć – zapewnił go Liam, podchodząc do niego i kładąc dłoń na ramieniu. – Niall znalazł lekarstwo.
- Naprawdę? – zapytał z nadzieją w głosie Tomlinson, podnosząc się z materaca. Blondyn uśmiechnął się w odpowiedzi i podniósł do góry fiolkę z turkusowym wywarem, po czym podszedł do łóżka i ostrożnie przysiadł na brzegu materaca.
- Mógłbyś przynieść mi apteczkę? – poprosił zwracając się do Payne’a. Ten przytakną i wszedł do łazienki. W szafce odnalazł drewniane pudełeczko, z którym wrócił i podał je Irlandczykowi.
Obserwował jak Horan ostrożnie podciąga koszulkę Zayna, by odsłonić jego pierś. Zdjął zużyty opatrunek i posmarował swoją miksturą ranę. Można było dostrzec grymas rysujący się na twarzy Mulata, gdy jej dotykał. Nie było jednak innego wyjścia. Następnie rozerwał opatrunek, który przykleił, by nie wdało się zakażenie.
- Myślę, że odpowiednie będzie smarowanie rany dwa razy dziennie – odparł, podając Louisowi fiolkę, który z wdzięcznością ją przyjął. – Rano i wieczorem wystarczy. To dość silny wywar. Dodałem troszkę więcej aloesu, by wzmocnić działanie.
- Dziękuję, Niall – na twarz szatyna wkradł się delikatny uśmiech. Następnie okrążył łóżko i przyciągnął go do uścisku, który ten odwzajemnił.
- Będzie dobrze, zobaczysz – zapewnił go odsuwając się. – Pójdziemy już. Zatroszcz się o Zayna.
- Jasne – przytaknął Tomlinson, mocno zaciskając w palcach wywar.
Pożegnali się z nim uśmiechami, a Liam zaproponował, że może czuwać przy brunecie gdy szatyn będzie na zajęciach, co przyjął z wdzięcznością. Następnie zamknął za sobą cicho drzwi i wszedł na korytarz, gdzie czekał jego podopieczny. Staną przed nim i westchnął.
Jego spojrzenie stało się niezwykle łagodne i pełne wdzięczności, gdy patrzył na tego drobnego Irlandczyka. Był tak niepewny, przez co nie zdawał sobie sprawy z mocy która w nim drzemała. Miał wielkie serce, wrażliwość i współczucie, co rzadko zdarzało się w jego świecie. I przez chwilę pomyślał, że to właśnie to sprawia, iż łagodnieje przy nim.
Uśmiechnął się i wyciągnął do niego dłoń. Przebiegł palcami przez jasne włosy, a jego dłoń zjechała na kark. Przyciągnął go do siebie składając czuły pocałunek na jego czole, po czym objął go mocno.
- Dziękuję – szepnął cicho, opierając brodę na jego głowie i wzmacniając uścisk.
- Nie ma za co – odparł Nialla, odwzajemniając jego uścisk. – Też lubię Zayna.
Przymknął oczy i ucałował go w czubek głowy, pozwalając sobie na tę chwilę zapomnienia. Chciał go tak potrzymać. By zapamiętać jak ciało młodszego dopasowuje się do jego. Jak oddech muska jego obojczyki. Jak policzek opiera się na jego piersi. A gdy podniósł powieki dostrzegł na końcu korytarza Demi. Dziewczyna przyglądała im się z uśmiechem i dłońmi splecionymi na piersiach. Pomachała mu, a on odpowiedział jej uśmiechem i odsunął od Horana.
Przeczesał jego jasną grzywkę i chwycił w dłonie twarz, patrząc prosto w jego niebieskie oczy. Kciukami musnął zarumienione policzki.
- Wiesz. Będziesz wielki i poradzisz sobie z każdym wyzwaniem, które przed tobą stanie – odezwał się z niezwykłą łagodnością i ciepłem w głosie Liam. – Tylko uwierz w swoją siłę. A gdy już to zrobisz, to nikt cię nie zatrzyma.
- Nie jestem wielki – odpowiedział, a smukłe palce zacisnęły się lekko na nadgarstkach szatyna.
- Zabiłeś demona, nie wiedząc jeszcze nic o magii, którą się posługujesz. Po trzech tygodniach nauki stworzyłeś wywar, który uratuje komuś życie – przypomniał mu. – Innym zajmuje to zdecydowanie więcej czasu. Wiem co mówię. Naprawdę będzie wielki.
Jeszcze raz nachylił i złożył lekki, ledwo wyczuwalny całus na czole chłopaka. Potargał jego blond grzywkę, na co zmrużył oczy.
- Muszę lecieć, Głodomorku, pozałatwiać parę spraw – odparł. – Ale jakby co to wiesz gdzie mnie szukać.
Rzucił jeszcze jedno krótkie spojrzenie dziewczynie za plecami Irlandczyka, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył korytarzem do wąskich schodów na końcu. Czuł, coś dziwnego i przez chwilę chciał z tym walczyć. Ale poddał się, bo to było naprawdę przyjemne uczucie.
3.
Niall westchnął cicho i przechyli głowę, odprowadzając wzrokiem swojego opiekuna. Jasnoniebieskie spojrzenie sunęło przez chwilę po umięśnionych plecach, aż w końcu zniknęło pod opadającymi powiekami. Na jego wąskie usta wkradł się delikatny uśmiech, który pozostał tam na dłuższą chwilę.
- Uroczy jest – odezwał się znajomy, kobiecy głos tuż nad uchem blondyna. – Bylibyście bardzo ładną parą – dodała dziewczyna, stając obok swojego przyjaciela.
Irlandczyk zaczerwienił się i zamrugał szybko powiekami, spoglądając w dół na swoje stopy. Nie był przekonany co do usłyszanych słów, ale aż zachichotał, kiedy w jego głowie pojawił się romantyczny scenariusz. Szybko jednak wyrzucił go z myśli, żeby nie rozpraszać się za bardzo.
- No wiesz, Demi! Jak ty w ogóle możesz mówić takie rzeczy – oburzył się, krzyżując ramiona na piersi i teatralnie marszcząc brwi. – Przecież to Liam i… – urwał, odwracając się powoli w stronę brunetki, stojącej po jego prawej stronie. – Demi! – wrzasnął uradowany, zanim rzucił się jej na szyję. – Co? Jak? Ale… Skąd się tutaj wzięłaś?! – zapiszczał niebieskooki, podskakując dookoła niczym kauczukowa piłeczka.
- No już, uspokój się! – zachichotała brązowooka i przyciągnęła go do kolejnego, silnego uścisku i ucałowała w zaczerwieniony policzek. – Będziesz musiał podziękować przystojnemu koledze – stwierdziła, poruszając przy tym zabawnie brwiami. – Nie rób takich min, wiesz, że mam rację – wzruszyła ramionami i jednym z nich objęła mężczyznę w pasie.
Blondyn tylko prychnął i poprowadził ją w stronę swojego pokoju, opowiadając z podekscytowaniem o wszystkim, co do tej pory zrobił. Oczywiście pominął szczegóły niektórych treningów, ponieważ skarżenie mogło się źle skończyć dla Toma. I być może Liama, bo Demi mogła obwinić o to także jego – była do tego zdolna.
- Cieszę się, że tu ze mną jesteś – powiedział niebieskooki, wskakując na swój materac. – No… Teraz przynajmniej nie będę tak całkiem sam, kiedy on znowu wyjedzie – westchnął ze smutkiem i ponownie powił się rumieńcem. – Nieważne.
Lovato uniosła wyżej jedną brew i uśmiechnęła się pod nosem, kładąc się obok przyjaciela i całując lekko jego skroń. Też była uradowana tym, że ma go z powrotem przy sobie, ponieważ ostatnie tygodnie spędziła na zamartwianiu się o niego. Jednak z drugiej strony nie była pewna, jak poradzi sobie w nowym środowisku, z którym nie miała nic wspólnego.
Ciche westchnienie uleciało z jej warg, kiedy oparła głowę na ramieniu Nialla i przymknęła oczy. Zaraz potem poczuła na swoim czole pocałunek, delikatny jak dotyk skrzydeł motyla, przez co kąciki jej ust powędrowały do góry.
- Nie ma się czym martwić – szepnął do niej Horan, gładząc ją uspokajająco po ramieniu. – Ci ludzie w większości są… indywidualistami, ale znaczną część da się polubić – stwierdził z uśmiechem, siadając wygodniej na materacu i poprawiając poduszkę. – Jutro przedstawię ci Harry’ego. Louisa i Zayna to przy okazji, a Liama siłą rzeczy znasz – zachichotał i wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
Blondyn przymknął powieki i mocniej przytulił przyjaciółkę, nie mogąc przestać się uśmiechać czy cicho śmiać. Rozpierała go taka radość, że nie potrafił się powstrzymać. Nie dość, że zrobił coś, co mogło pomóc Malikowi, to jeszcze znowu miał przy sobie Demi. Bardzo podniosło go to na duchu, zwłaszcza po licznych porażkach, jakie odniósł pod nieobecność opiekuna.
- Dobrze, że znowu jesteś – wymamrotał w końcu, po dłuższej chwili milczenia, w czasie której oboje wsłuchiwali się w bicia swoich serc oraz zawieruchę, panującą za oknem. – Zostajesz u mnie na noc. Jeszcze się rano obudzę i pomyślę, że to był tylko sen – wzruszył ramionami, kiedy napotkał zaskoczone spojrzenie.
- A twój chłopak nie będzie zazdrosny? – wypaliła dziewczyna i zagryzła dolną wargę, uciekając w bok swoim spojrzeniem. – Zignoruj mnie, gadam głupoty ze zmęczenia – dodała szybko i zsunęła się z materaca. – To ja może jednak pójdę… Wrócę rano, dobrze? Zanim się obudzisz – zaświergotała z uśmiechem, muskając wargami policzek przyjaciela.
Mężczyzna odprowadził ją wzrokiem do drzwi, siedząc na łóżku z lekko rozchylonymi ustami. Zastanawiał się czyim chłopakiem miałby być. W końcu brunetka, jak do tej pory spotkała jedynie Liama. Więc o kogo mogło chodzić?
- O matko – Niall otworzył usta mocniej, a jego oczy rozszerzyły się do rozmiaru pięciopensówek. – Jestem ciekawy, co on jej nagadał – pokręcił głową z niedowierzaniem i zszedł z posłania, jednocześnie zsuwając z torsu swoją koszulkę.
Przez emocje, które towarzyszyły mu od rana, nie miał siły nawet myśleć, więc ponownie napuścił wody do wanny i wsunął się tam. Kiedy ciepła ciecz, pachnąca wanilią, otuliła jego zmysły, zamknął oczy i oparł głowę o krawędź.
- Mój chłopak – ponownie pokręcił głową z lekkim uśmiechem na ustach i zachichotał cicho. – Jestem tylko ciekaw, co mu odbiło, żeby tak powiedzieć – mruknął, a następnie zacisnął wargi, postanawiając się zrelaksować.
Pół godziny później, kiedy rozległo się niecierpliwe drapanie, blondyn wyszedł z jękiem z wanny i wytarł się pospiesznie ręcznikiem. Owinął go niedbale wokół bioder i wszedł do sypialni, zamierzając wpuścić Johna do środka. Fretka zapiszczała w podziękowaniu, wsunęła się do środka i od razu skuliła na jednej z miękkich poduszek.
Horan prychnął i wywrócił oczami, odrzucając na bok wilgotny ręcznik. Przez pokój przeszedł nago, zanim naciągnął na biodra bieliznę. Brudną koszulkę, noszoną przez cały dzień, zastąpił tą, którą zakładał do spania. Po ekspresowym ogarnięciu pokoju, zgasił światło i położył się na materacu, drapiąc swojego zwierzaka za uchem.
- Spóźniłeś się. Powinienem cię zostawić na korytarzu – wyszeptał, pozwalając pupilowi owinąć się dookoła swojej szyi. – Ale jesteś przyjemnie cieplutki, więc ci daruję. Ale następnym razem idziesz spać do Lokiego – ostrzegł, układając się do snu.
Ciężkie powieki w końcu przysłoniły jasnoniebieskie tęczówki, ale mimo tego blondyn nie mógł zasnąć przez dłuższy czas. Do jego myśli ciągle powracały słowa Demi oraz jego opiekun. Druga z rzeczy nie była niczym dziwnym, ponieważ myślał o nim bardzo często.
Policzki Irlandczyka pokryły się czerwienią, kiedy dotarło do niego, jak często rozmyśla o Liamie. Wcześniej nie zdawał sobie z tego sprawy, przez co zrobiło mu się wstyd. W końcu nie powinien o nim myśleć w ten czy inny sposób.
- Jeden baran… drugi baran – mamrotał gorączkowo pod nosem, próbując szybko zapaść w sen, którego bardzo potrzebował. – Trzeci baran. Czwarty baran. Dlaczego to do cholery nie pomaga. Piąty baran – sapnął pod nosem, zaciskając powieki.
Po długich godzinach, spędzonych na wierceniu się na łóżku, Niall usnął. Jednakże tym razem nie był to tak spokojny sen, jakiego zaznał, tuląc się do boku swojego opiekuna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz