********** ******************** ****** *****
Louis patrzy na mijane domy, gdy wygląda przez okno. Stara się, by to nie wyglądało tak, że podsłuchuje rozmowę Harry’ego i Lou. Omawiają oni właśnie związek Harry’ego z Taylor i Harry opisuje ich ostatnią randkę, która była „totalnym niepowodzeniem”.
Za każdym razem, gdy Taylor jest wspomniana, Louisowi robi się niedobrze, ponieważ a) pamięta, że dąży do kradzieży cudzego chłopaka i b) zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno będzie nakłonić Harry’ego do odpuszczenia sobie związku z Taylor.
Jest sfrustrowany, ale nie na tyle, by przestać spotykać się z Harrym. To prawie tak, jakby w te kilka dni rzeczywiście go poznał, zaczął lubić go bardziej. Ale Louis nie może uwierzyć, że to jest w ogóle możliwe; niezbyt chętnie to przyznaje, ale myślał, że wiedział wszystko, co można wiedzieć o chłopcu z lokami.
Ale bardzo się mylił. W tym krótkim czasie, który spędził z Harrym, Louis zaczął dostrzegać tę stronę chłopaka, o której nie miał pojęcia, że istnieje.
To tak, jakby ludzie zbudowali tę osobowość Harry’ego. Mówią o nim, jakby był najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek chodziła po planecie, ale prawda jest taka, że nikt naprawdę nie zna Harry’ego, ponieważ on jest tak prywatną osobą.
Ale teraz, kiedy Louis ma wgląd w to, kim Harry naprawdę jest, jest bardzo zadowolony. Jeśli wcześniej nie byłby zadurzony w Harrym po uszy, to teraz na pewno oszalałby dla niego.
Harry ma to pokręcone, brudne poczucie humoru, które zawsze używa i śmieje się z Louisa, nawet wtedy, kiedy Louis nie stara się być zabawny i uśmiecha się tak jasno, kiedy Louis staje się niezręczny, a potem wyśmiewa jego niezręczność i Louis wie, że te wszystkie rzeczy powinny go wkurzać, ale tak nie jest. Ponieważ Harry jest z nim prawdziwy… Prawdziwy, jak z nikim innym. Robi te rzeczy, ponieważ znajduje w Louisie przyjaciela. Robi to, by mieć pewność, że Louis się cieszy i mówi do niego bez osądzania i szczerze mówiąc, to wszystko, co Louis mógł kiedykolwiek chcieć: kogoś, kto traktuje go tak, jakby był coś warty.
I tu, siedząc w samochodzie Lou Teasdale z dzieckiem obok niego, serce Louisa przyspiesza raz jeszcze, ponieważ uświadamia sobie, że może zrobić jedną z dwóch rzeczy: może nadal usychać z tęsknoty do Harry’ego, dopóki Harry nie zacznie zauważać jego zauroczenia a potem przestanie z nim rozmawiać, ponieważ pomyśli, że Louis jest straszy lub może zacząć skupiać się na byciu tylko przyjacielem Harry’ego, a resztę zostawić i pozwolić, by po prostu wydarzyła się sama.
Gardło Louisa zwęża się na myśl o nie byciu przyjaciółmi z Harrym; domyśla się, że subtelność to droga, którą musi iść i jeśli mają być razem, to będą.
Louis odwraca się do dziecka, które patrzy na niego wielkimi, niebieskimi oczami. Zaczyna robić do niej głupie miny, a ona chichocze, wymachując rączkami w podnieceniu.
Po usłyszeniu chichotu Lux, Harry odwraca się i widzi Lux, wyciągającą rączkę do Louisa.
Wstrząśnięty, Louis bierze dłoń dziecka i potrząsa nią raz. Potem układa jej dłoń na swojej własnej i zaczyna łaskotać. Lux krzyczy z radości, a Harry promienieje, patrząc na nią i Louisa, zachwycony tym, jak się dogadują.
- Jesteś bardzo dobry z dziećmi, Louis – oznajmia Lou.
- Kocham dzieci – odpowiada Louis, uśmiechając się ulubionym uśmiechem Harry’ego (tym, który sprawia, że skóra wokół jego oczu się marszczy).
- Masz rodzeństwo? – pyta Lou, patrząc na niego we wstecznym lusterku.
- Nie – odpowiada, kręcąc głową. – Ale latem pracowałem w żłobku. To było naprawdę miłe.
- Naprawdę? – pyta Harry, zszokowany.
Louis kiwa głową.
- Może zatem powinnam zatrudnić ciebie do opieki nad moim małym potworkiem. – Mruga Lou. – Założę się, że ty nie zapomniałbyś jej nakarmić, w przeciwieństwie do innych opiekunek, które znam. – Znacząco patrzy na Harry’ego.
- To był jeden raz! – Protestuje Harry.
Louis prycha.
- Opiekujesz się Lux?
- Cały czas. To właśnie zrobimy teraz.
Louis marszczy nieznośnie nos.
- Więc mówisz mi, że kazałeś mi „zmienić moje plany”, bym mógł opiekować się z tobą dzieckiem?
- Zasadniczo. – Harry uśmiecha się. – Dlaczego? Chcesz robić coś innego? – Porusza brwiami.
Louis pochyla się i dźga palcem dołeczek w policzku Harry’ego.
- Nie licz na to, Styles.
W tym czasie Lou śmieje się tak mocno, że Louis boi się, że może rozbić samochód.
- Jesteś maniakiem. – Harry mruczy w kierunku Lou. – Masz w samochodzie dwóch gorących chłopaków i dziecko, ale nadal wybierasz lekkomyślną jazdę. – Drwi.
(Louis próbuje – i zaskakująco mu się udaje – kontrolować swój krzyk z podniecenia. Harry nazwał go gorącym!)
- O! Mogę cię wyrzucić, jeśli chcesz resztę drogi przejść na nogach! – Lou pochyla się, by dać Harry’emu prztyczka w nos.
- Oczy na drodze! – krzyczy Louis, dołączając się do przekomarzania. – Jestem zbyt młody, by umrzeć!
Lou obraca się, by spojrzeć na Louisa, zgorszona.
- Wybierasz strony!? Jak niegrzecznie!
- Ja tylko troszczę się o twoje dziecko! I siebie!
- A co ze mną? – pyta Harry, robiąc kwaśną minę.
- Co z tobą? – pyta Louis, uśmiechając się złośliwie.
- Och – mówi Harry, kiwając głową. – Rozumiem.
- Aww – śmieje się Louis. – Nie płacz, Harry. Wciąż cię kocham.
- Nie wystarczająco. – Harry pociąga nosem. – TO BOLI! BOLI!
- Przestań krzyczeć! – Lou marszczy brwi, szturchając Harry’ego. – Wystraszysz moje dziecko.
- Nigdy nie skrzywdziłbym mojej chrześniaczki. – Harry zaciska dłoń na swoim sercu i patrzy na Lou.
- Chrześniaczka? – pyta Louis, unosząc brwi. – Czy nie jesteś trochę za… młody?
Harry wzrusza ramionami.
- Długa historia.
Louis odnotowuje w pamięci, by spytać go o to później. Po komentarzu Harry’ego, nastaje naturalna cisza. Harry używa telefonu, niecierpliwie poruszając nogą. Lou koncentruje się na jeździe – w końcu – ponieważ wjechali na wąską drogę w dzielnicy. Lux ssie kciuka, a Louis, cóż. Louis z powrotem patrzy przez okno.
Kiedy auto się zatrzymuje, stoją pod małą kamienicą. Bez odrywania wzroku od telefonu, Harry wyskakuje z samochodu i otwiera Louisowi drzwi.
- Dziękuję ci, miły panie. – Louis uśmiecha się złośliwie.
Harry chowa telefon do kieszeni i przewraca oczami.
- Nie przeginaj.
- Nie przeginaj czego?
- Nie wiem. Chodźmy. – Harry szybko obraca się na pięcie, pochylając się nad drzwiami Lux i biorąc na wpół śpiące dziecko. – Do zobaczenia niedługo – woła do Lou.
W tym momencie, Louis podchodzi do Harry’ego i Lux, a kiedy Lou macha, on i Harry jej odmachują. Potem, Harry wskazuje Louisowi, by podążył za nim do domu. Po tym, jak Harry otwiera drzwi, ich trójka wchodzi do chłodnego domu (za który Louis jest wdzięczny, bo przez cały dzień było strasznie wilgotno od nieustannego deszczu), który pachnie balsamem dla niemowląt i pizzą.
- Rozgość się. – Harry szepce do Louisa. – Położę Lux do łóżka. Zaraz wracam. – I z tym pędzi w dół korytarza.
Louis zdejmuje buty i kładzie je na macie przed drzwiami. Potem idzie tam, gdzie, jak zakłada, jest salon, zdejmując z pleców torbę z książkami i rozglądając się.
Pokój jest zawalony zabawkami dla dzieci, gitarami i zdjęciami w ramkach. Louis ogląda ramki na kominku i zauważa, że na większości zdjęć jest Lou, Lux i mężczyzny, który, jak zakłada, jest ojcem Lux. Jest kilka zdjęć Harry’ego i serce Louisa zaciska się, gdy dostrzega zdjęcia z młodości Harry’ego.
Chodzi o to, że Louis nie zawsze był zauroczony Harrym. Pamięta czas, kiedy zwykł po prostu na niego patrzeć. Harry zawsze był chłopakiem z promieniującą pewnością siebie, kimś, kogo wszyscy kochali. A Louis, będąc małym nieśmiałym chłopcem, który zawsze był mniejszy od innych (w rozmiarze i w ważności, jak sądzi) pragnął być jak Harry. Kiedyś chciał nieskończoną ilość przyjaciół; kiedyś chciał być zauważony.
Ale potem, pewnego dnia, Louis uważa, że dostał pewnego rodzaju objawienia. Nagle odpowiadało mu to, kim był i nie chciał być kimś, kim po prostu nie był. Wciąż chciał być na tyle towarzyski, by mieć kilku przyjaciół, ale uświadomił sobie, że był szczęśliwy będąc “niepopularnym”, co okazało się całkiem dobre.
W czasie jego objawienia, Harry zaczął rosnąć i jego wygląd się zmieniał.
Louis pamięta jak jadł lunch na dziedzińcu pewnego dnia, gdy nagle dostrzegł chłopca spacerującego dróżką, z rękami w kieszeniach. Louis uniósł brew, zastanawiając się kim był ten nowy widok dla oka i dlaczego nie widział go wcześniej. Potem, ktoś zawołał imię Harry’ego i kędzierzawy chłopiec się obrócił. Szczęka Louisa opadła, kiedy go rozpoznał. Harry przeszedł z niskiego chłopczyka z dziecięcym tłuszczykiem do wysokiego, muskularnego przystojniaka. Przejście z aniołka do modela strojów kąpielowych była tak niespodziewana, że, szczerze mówiąc, wszyscy byli w szoku. I jeszcze bardziej go pokochali (o ile to w ogóle możliwe).
Louis uśmiecha się na te wspomnienia i przechodzi do kolekcji gitar, które zaśmiecają podłogę. Kuca i patrzy, boleśnie wyciągając rękę by zagrać, ale jednocześnie waha się, wiedząc, że nie może dotknąć tego, co nie jest jego (co jest ironiczne, zważając na sytuację z Harrym).
Słyszy kroki na skrzypiących deskach podłogi i obraca głowę by spojrzeć w kierunku wejścia do salonu. Harry pojawia się szybko, uśmiechając się do Louisa.
- Widzę, że zauważyłeś gitary Toma.
- Wszystkie należą do jednej osoby? – pyta Louis z niedowierzaniem.
- Nie do końca – mówi Harry, siadając na kanapie za Louisem. – Tom – który, przy okazji, jest chłopakiem Lou i ojcem Lux – posiada sklep z gitarami i je naprawia.
- Mmm – mruczy Louis, odwracając się do Harry’ego.
Harry kiwa głową.
- Chociaż nie wiem dlaczego przynosi je do domu. Nigdy nic z nimi nie robi.
- Skorzystałbym z nich, gdybym był tobą – mówi Louis, przebiegając dłonią po strunach jednej z gitar. – Zawsze chciałem nauczyć się grać.
- Mogę cię nauczyć. – Harry oferuje niemal natychmiast. – Jeśli chcesz, mam na myśli.
Louis uśmiecha się.
- Tak, proszę! Ale to w porządku w stosunku do Toma?
- Tak – potwierdza Harry. – Nie ma nic przeciwko, dopóki nie roztrzaskamy ich o podłogę, jak gwiazdy rocka.
Louis chichocze.
- Będę się powstrzymywać, by zbytnio nie zaszaleć.
- W porządku. Pokażę ci jak grać, po tym jak zjemy?
- Zjemy? Co mamy do jedzenia?
- Lou zrobiła pizzę czy coś. W porządku? – Harry wstaje i wyciąga rękę do Louisa, by pomóc mu się podnieść.
- Bardziej niż w porządku – mówi Louis, przyjmując dłoń Harry’ego (i szybko ignorując motyle w brzuchu).
- Potrzebujesz pomocy? – pyta, idąc za Harrym do kuchni.
- Tylko przy dokończeniu tej pizzy – śmieje się Harry, sięgając do piekarnika i wyciągając pizzę z serem. – Eee, to jest, nie gorące. Nie wiem. Powinienem to dla
ciebie podgrzać?
- Jak dla mnie jest w porządku. Kocham zimną pizzę. – Louis uśmiecha się.
- Hej! Ja też! – Harry odwzajemnia uśmiech. Potem umieszcza pizzę na stole, przynosząc talerze z szafki. Podając jeden Louisowi, wskazuje w kierunku pizzy. – Jedzmy.
- Mniam. – Louis wzdycha z rozkoszy, chwytając kawałek.
Harry robi to samo i obaj wracają do salonu, znów siadając obok gitar. Jedzą w wygodnym milczeniu. Ciszę akcentuje tykanie zegara i dźwięk kropel deszczu uderzających w dach. Louis jest dość pewien, że jego nieregularne bicie pulsu jest słyszalne, ale udaje, że tego nie zauważa. Wreszcie, kiedy kończą jeść, Louis odchrząkuje.
- Gotowy, by mnie uczyć?
Harry odpowiada przez podniesienie najbliżej gitary.
- Pozwól mi ją nastroić – mówi, szybko się koncentrując.
Kilka minut mija i Louis z zainteresowaniem obserwuje zwinne palce Harry’ego. Wygląda, jakby wiedział, co robi, z tymi zmarszczonymi brwiami i językiem wystawionym w kąciku ust w koncentracji. Louis chichocze, ponieważ to jest urocze.
- Z czego chichoczesz, Tomlinson? – mówi Harry, nie odrywając wzroku od strojenia gitary.
Louis pochyla się i szturcha język Harry’ego bez zastanowienia. Nagle żałuje tego, kiedy Harry spogląda z nad gitary ze zmarszczonym nosem, ale wtedy…
- Jak śmiałeś, Louis. Całkowicie zniszczyłeś moją ciężką pracę.
Louis śmieje się i potrząsa głową, kiedy Harry przysuwa się do niego, kładąc gitarę na jego kolanach.
- Jesteś praworęczny*, prawda? – pyta.
Louis przewraca oczami na dobór słów Harry’ego, ale kiwa głową. Harry instruuje go, gdzie ma umieścić swoje dłonie i Louis podąża za jego instrukcją.
- Zamierzam nauczyć cię, jak grać „Re: Stacks” Bona Ivera. – Harry mówi cicho. (Jego głos jest tak surowy i głęboki, i jest on tak blisko Louisa, że Louis czuje wibracje w swoim kręgosłupie. Musi powstrzymać dreszcze). – To pierwsza piosenka, jaką nauczyłem się grać.
- Uwielbiam tę piosenkę – szepce Louis w zachwycie.
Patrzy na Harry’ego i ich spojrzenia się spotykają i nagle Louis nie widzi nic poza Harrym. Wszystko inne jest rozmyte, a jego oczy są w stanie widzieć tą miękką zieleń w oczach Harry’ego, które są tuż przed nim. Zastanawia się, czy Harry przeżywa te małe wybuchy zdumienia, kiedy są razem. Wydaje się, że w jednym momencie wszystko jest normalne i spokojne, a potem wszystko zmienia się w naładowane energią.
- Dobrze, zacznij grać – mówi Harry, nie odwracając wzroku.
Louis kiwa głową i zaczyna grać, przypominając sobie sposób, w jaki piosenka się zaczyna. To zajmuje kilka prób, ale wkrótce, z pomocą Harry’ego, jest w stanie zagrać powtarzające się akordy. Louis nie waha się przed zaśpiewaniem tekstu, który zna tak dobrze.
- This my excavation and today is kumran. Everything that happens is from now on – bierze wdech, wciąż patrząc w dół na gitarę na której, niewiarygodne, gra. – This is pouring rain, this is paralyzed.
Zanim Louis ma szansę kontynuować, słyszy inny głos.
- I keep throwing it down two-hundred at a time. – Głos Harry’ego jest surowy i zachrypnięty, i tak czysty.
Louis patrzy na niego i widzi niewielki rumieniec na jego policzkach, jego wzrok przebija deski podłogowe. Widok i dźwięk są równie pięknie i Louis po prostu siedzi, brząka na gitarze, obserwując. Harry kontynuuje, nie tracąc rytmu.
- It’s hard to find it when you knew it. When your money’s gone and you’re drunk as hell.
Louis wciąż gra piosenkę, obserwując Harry’ego.
- On your back with your racks as the stacks as your load. – Obaj, Louis i Harry śpiewają razem. Patrzą na siebie z szeroko otwartymi oczami. – In the back and the racks and the stacks are your load. In the back with your racks and you’re un-stacking your load.
Wkrótce, dłonie Louisa przestają poruszać się na strunach i znów nastaje cisza.
- Nie wiedziałem, że umiesz tak śpiewać – mówi Harry, mrugając.
- I ty to mówisz! – woła Louis. – Ja to nic w porównaniu z tobą. To było genialne!
Harry uśmiecha się, rumieniąc się i po raz kolejny patrzy na podłogę.
- Myślę, że nasze głosy rzeczywiście całkiem nieźle wzajemnie się uzupełniają – mówi, powstrzymując uśmiech. Choć nie może. W jego policzku pokazuje się dołeczek.
- Tak. – Louis wzdycha szczęśliwie. – Tak czy inaczej, naprawdę kocham tę piosenkę.
- Ja też. – Harry zgadza się, kiwając głową. – Bon Iver to liryczny geniusz. Ta piosenka jest po prostu piękna. Szczerze mówiąc, nie wiem jak to się stało, że się nie rozpłakałem!
Louis śmieje się.
- Mam to samo!
Nagle obaj słyszą płacz dochodzący z elektronicznej niani ustawionej w kącie pokoju. Serce Louisa się zaciska.
- To cholerstwo mnie przestraszyło – mruczy, zaskoczony.
- Przepraszam – mruczy Harry, wyglądając na zakłopotanego. – Myślę, że powinienem po nią iść?
Louis przygryza wargę.
- Przeszkadzałoby ci, gdybym poszedł z tobą?
Harry marszczy brwi.
- Nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego chcesz, ale jasne. – Wstaje i prowadzi Louisa korytarzem, gdzie, jak zakłada chłopak, jest pokój Lux.
Rzeczywiście, wkrótce są w pokoju, w którym znajduje się łóżko królewskiego rozmiaru. Jest także dziecięce łóżeczko przy ścianie i Louis widzi dwoje niebieskich oczu wpatrujących się w niego w ciemności.
- Możesz włączyć lampkę? – prosi Harry.
Louis robi to, o co go poproszono, a potem wraca na do miejsca, gdzie są Harry i Lux. Dziecko płacze w ramionach Harry’ego, a on ponownie marszczy brwi.
- Co jest? – pyta Louis, nie pewien do kogo mówi.
- Myślę że miała koszmar – szepcze Harry.
Kołysze lekko Lux, podczas gdy jej główka spoczywa na jego ramieniu. Louis odwraca wzrok do dziecka i widzi bardzo smutne niebieskie oczy, patrzące na niego.
- Mogę ją potrzymać? – pyta z wahaniem.
- Wyciągnij ręce i bądź gotów, by ją wziąć – odpowiada Harry.
Kiedy Louis to robi, Lux podnosi główkę i chwyta jego dłoń.
- Aww – grucha Louis, oczarowany.
Potem podnosi ją i układa jej główkę na swoim ramieniu. Lux oddycha i wtula głowę w zgięcie szyi Louisa. Harry patrzy na nich, uśmiechając się.
- Ona nigdy wcześniej nie przyjmowała nikogo tak… Tak bezproblemowo – komentuje z nutą zaskoczenia.
- Jestem Louis Tomlinson. Każdy podchodzi do mnie bezproblemowo. – Louis mruga.
Harry przygryza mocno wargę, starając się stłumić chichot. Wkrótce Lux zapada w sen i dwójka chłopaków wraca na dół. Harry uczy Louisa jak grać na gitarze początek kilku innych piosenek, a potem siadają na sofie, rozmawiając nad gorącym kakao.
Kiedy Lou wraca później tego wieczoru do domu, wchodzi na dwóch chłopaków śpiących na kanapie. Harry jest wyciągnięty na całej długości sofy, a Louis tuli się do niego, z głową na jego piersi. I Lou nie widzi tego, ale pod kocem, który jest na nich rozłożony, dłonie Harry’ego i Louisa są splecione.
*użyto słowa „righty”, które w głównej mierze oznacza osobę praworęczną, ale w slangu także kogoś, kto wyszedł z szafy (w sensie ujawnił swoją orientację seksualną).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz