* Louis nienawidził bardziej niż czegokolwiek uczucia bezradności. Utknąć w sytuacji bez wyjścia. Przyprawiło go to o ból brzucha, bo lubił być jedyną osobą, która miała kontrolę, lecz od momentu, w którym znalazł się na statku, bywał bezsilnym nieco częściej, niż mu się to podobało. I oczywiście robił się przez coraz bardziej zmęczony.
Myślał, że gdy wróci na statek, brak równowagi w ich związku będzie już tylko przeszłością. |Niestety, był nieco naiwny. Harry był kapitanem statku, a on był członkiem załogi. To było logiczne.
Jedna z dłoni uniosła się, by naciągnąć kapelusz Harry’ego na oczy, by nieco odpocząć. Nie wiedział, ile czasu minęło, ale oczywistym było, że Harry nie wrócił do pokoju. Nie trzeba było dużo czasu, aby przerwać walkę, szczególnie biorąc pod uwagę, że osobiście wątpił, by trwało to dłużej niż pięć minut i książę był bardzo był pewien, iż utknął tu na dobre dwie godziny.
Z jakiegoś powodu, nie czuł się z tym w porządku, więc zdecydował przejrzeć książki Harry’ego, tak z nudów. Szybko stwierdził, że większość jego podświadomych działań koncentrowało się wokół elementu, który spoczywał w jego głowie. Nie mógł przebrnąć przez choćby pół strony, kapelusz spadł z jego głowy już dwa razy, a on sam usypiał.
Książki Harry’ego było niemożliwe nudne i Louis nie miał pojęcia, co z tym fantem zrobić. Wystarczyło mu, że nie wiedział, co czytał przed minutą, a co dopiero stronę remu. Kiedy był już tak zmęczony, że nawet nie miał siły się ruszyć, zerknął w stronę drzwi.
Nie był gotowy, by wyjść na zewnątrz i znaleźć Harry’ego. To była tylko kwestia czasu, aż ponownie znajdą się w tym samym pokoju. Louis próbował wymyślić jakiś powód, by usprawiedliwić swój brak motywacji, choć tak naprawdę po prostu chciał ponosić kapelusz Harry’ego trochę dłużej.
Jego wzrok ponownie zatrzymał się na biurku, gdzie leżały książki. Wszystkie wyglądały na często używane i stare, ale nie mógł powstrzymać się przed myślą, że Harry prawdopodobnie siedzi na dole i jest zdecydowanie bardzo szczęśliwy. Rozejrzał się, by znaleźć inną książkę, która mogłaby przykuć jego uwagę, ale nic takiego nie było.
Z westchnieniem otworzył szufladę. Wiele luźnych kartek papieru wypadło na zewnątrz i próbował wcisnąć je z powrotem. Wtedy jego palce natknęły się na coś, co leżało na samym dnie. Twarda okładka, za którą pociągnął, wyglądała wciąż nudno i prosto, ale w dziwny sposób go zaciekawiła.
Kapelusz Harry’ego ponownie zaczął zjeżdżać mu na twarz i Louis pchnął go z powrotem w górę, podczas gdy usiadł przy biurku i zaczął przeglądać dziennik. Wyglądał na jeden z tych, w których kapitan zapisywał dni swojej “pirackiej” pracy.
Ciekawość wzięła górę, gdy przypomniał sobie, że nie tak dawno znalazł się w podobnej sytuacji i nie był to bezpieczny ruch. Przekraczanie granic przestrzeni osobistej Harry’ego było równe igraniu z diabłem. Wewnętrznie zadecydował, że gdyby zobaczył coś, czego widzieć nie powinien, natychmiast zamknie dziennik i go odłoży.
Tak naprawdę nie pamiętał pisma Harry’ego zbyt dobrze. czy coś mniej niż obiektywne fakty były w nim. To było smutne, że jego kaligrafia była piękniejsza od Louisa, chociaż ten ćwiczył ją całe życie.
Nie mógł powstrzymać małego uśmieszku, wpełzającego na jego twarz, ale to dlatego, że w gruncie rzeczy był wdzięczny za wszystko, co nie zostało wypowiedziane na głos. Jego oczy śledziły pierwsze wpisy Harry’ego. Louis poszukiwał daty i skinął głową w milczeniu, gdy zorientował się, że wpis pochodzi sprzed półtora roku. To było niesamowite, jak jego nazwisko na przestrzeni tak krótkiego odcinka czasowego, stało się tak rozpoznawalne. Niemożliwe? A jednak.
Skrzyżował nogi i pochylił się, by czytać dalej. Pierwszy opowiadał o tym, jak wylądował w Nassau na Bahamach, w celu zwiększenia załogi. Fakt, załoga składała się głównie z młodych ludzi był spowodowany tym, że gdyby byli starsi, było większe prawdopodobieństwo, że podważaliby autorytet Harry’ego, biorąc pod uwagę, jak młody był on sam.
Jego dni w Nassau sprawiły, że poznał kilka nowych ludzi i dowiedział wielu rzeczy, które mogą pomóc mu w przyszłości. Między innymi powiedziano mu, że może prawdopodobnie znaleźć coś w Tortudze.
Im więcej czytał, tym bardziej Louis pogrążał się w ciekawości. Kciukiem wyraźnie śledził litery, gdy kilka pomarszczonych stron utrudniało mu czytanie. Z powodu sztormowej pogody, jego urlop na Bahamach nieco się przedłużył, został zmuszony do pobytu, a gdy to zrobił, odbył więcej niż kilka walk.
Fakt, że Harry zamordował dwie osoby i nie został złapany, przeraził Louisa. Książę skrzywił się lekko. Jego frustracja była praktycznie widoczna przez charakter pisma, który stawał cię coraz bardziej wyrazisty i kanciasty.
Louis prychnął na myśl, że Harry traci kontrolę nad swoimi emocjami i pozwala, aby wszystko znalazło się w dzienniku. Data na górze strony opisywała wydarzenia dziejące się przez około osiem dni, kiedy Louis przerzucił stronę i wciąż był zainteresowany.
Przywoływanie przeszłości Harry’ego na własne oczy było fascynujące. To było tak, jakby czytanie w umyśle młodszego mężczyzny, tylko że w przeszłości. Gdy zaczął czytać o tym, jak Harry przybył na Tortugę, podskoczył, słysząc pukanie do drzwi.
Jego ruch spowodował, że kapelusz Harry’ego ponownie upadł na twarz i po chwili paniki wyciągnął rękę, by zamknąć dziennik i w tym momencie drzwi otworzyły się. Wiedząc, że ma mało czasu, szybko wcisnął książeczkę między nogi, a kapelusz umieścił na głowie.
- Louis?
Kiedy spojrzał w stronę wejścia, napotkał wzrok Nialla. Cóż, mogło być gorzej.
- Tak? - starał się zachować spokój, choć jego serce praktycznie wyskoczyło mu z piersi. Posłał blondynowi uśmiech. - Potrzebujesz czegoś?
- Nie bardzo – Niall zrobił krok do przodu, chowając dłonie w kieszeniach. - Po prostu nie widziałem cię jakiś czas. Harry powiedział, że tu będziesz, więc pomyślałem, iż mogę wpaść.
- Ach, tęskniłeś? - szatyn uniósł brwi, na Niall zaśmiał się wesoło.
- Tak, no i przede wszystkim staram się uniknąć brania odpowiedzialności za taniec z mopem po pokładzie.
- Jesteś ze mną, więc Harry nie będzie krzyczał, że się lenisz, co? - Louis spojrzał na niego z grymasem.
- Nie sądziłem, że to brzmi aż tak źle. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?
- Wiesz, kiedy ostatni raz Zayn próbował to zrobić, skończyło się skokiem za burtę. Nie jestem pewien, czy chcę tego spróbować ponownie.
- Nie jesteśmy nawet na pokładzie!
- Wypadki się zdarzają.
- Pff – Niall zamknął za sobą drzwi. - Nawet, jeśli jakimś cudem spadniesz ze statku, nasz kapitan znowu cię uratuje – grymas na twarzy księcia sprawił, że Irlandczyk kontynuował. - Jeśli będziesz miał szczęście, może zdejmie coś więcej, niż tylko płaszcz, gdy będzie po ciebie skakał.
- Och, spierdalaj – odpowiedział poirytowany.
Nie był pewien, czy zdoła doczekać momentu, w którym nie będzie mu przeszkadzało to, co inni mówią. Cóż, będzie musiał do tego przewyknąć w ciągu najbliższych paru miesięcy, bo po tym, prawdopodobnie już nigdy się nie zobaczą…
Kapelusz Harry’ego przerwał jego przemyślanie, gdy spadł na jego oczy. Poprawił go i zauważył, że Niall mu się przygląda.
- Co robisz? Czytasz? - podniósł jedną z książek i skrzywił się. - Fuj. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem jakąś książkę.
- Poważnie? - Louis zaśmiał się lekko. - Myślałem, że język i literatura to coś, czego kochałeś się uczyć.
To nie było tak, jakby był całkowicie odcięty od bardziej cywilizowanego świata, w którym nikt go nie rozumiał. Niall nie był dokładnie na poziomie swojej pozycji społecznej, ale był na tyle blisko, by wiele wiedzieć.
- Taaa, kocham język. Uczyłem się go jak szalony… Tylko nie bardzo angielski. Wolałem hiszpański - wzruszył ramionami, po czym odłożył książkę. - Musieli mnie zmuszać do czytania tych wszystkich nudnych książek w Irlandii, to była tortura.
- Nie wszystkie książki są nudne - Louis próbował się bronić. - Niektóre książki są bardzo interesujące.
- Nie. Nie dla mnie. W zasadzie umierałem za każdym razem, gdy skończyłem książkę i mój opiekun wpychał mi nową. Boże, to było najgorsze - zadrżał gwałtownie na samo wspomnienie.
- Musisz znaleźć dobrą książkę – Louis pokręcił głową. - Może mogę ci coś poradzić?
- Jedną z tych? Uh, nie, dziękuję - powiedział szybko, pozwalając by książka spadła z powrotem na biurko z niskim hukiem.
- Na pewno nie jedną z tych – książę zadrwił. - Chrystusie, literatura Harry’ego to gówno. Nie mam pojęcia, jak mógłbym to czytać bez zasypiania. Kiedy zatrzymamy się w porcie, pójdę z tobą na zakupy czy coś takiego.
Twarz blondyna sprawiła, że coraz trudniej starszemu mężczyźnie było zachować kamienną twarz i poprawił się w fotelu, zagryzając dolną wargę, żeby się nie uśmiechać, podczas gdy starał się utrzymać na głowie kapelusz
- Chyba odpuszczę.
- Nie jesteś zabawny.
- Powiedział ten, który chce dostać więcej książek. Obrzydliwe - Niall odparł kręcąc głową. - Jeśli chcesz się zabawić, to dlaczego nie spróbujesz czegoś spontanicznego… Jak przemeblowanie pokoju Harry’ego, by się zgubił, gdy wróci.
Plan wydawał się być podstępny i Louis nie mógł się powstrzymać od podjęcia takich kroków.
- Dlaczego przemeblowanie, skoro możemy po prostu pochować jego rzeczy po całym statku?
- Ale dla jasności, bierzesz całą winę na siebie – na twarzy Nialla pojawił się uśmieszek.
- Co?
- Jeśli podzielimy winę, ty nie będziesz miał kłopotów, ale ja prawdopodobnie skończę przywiązany do masztu statku na dzień. Jeśli weźmiesz winę sam, nie będziesz miał kłopotów w ogóle. To wygrana nasz wszystkich - Niall wyjaśnił skinieniem głowy.
Louis ściągnął usta w zastanowieniu. To była kusząca propozycja i przypuszczał, że Harry zasługiwał na to, przez odwlekanie wyjawienia tajemnicy. Louis wyprostował się i uśmiechnął się szeroko.
- Okej. Więc, jak ukryjemy to wszystko tak, aby nikt nas nie złapał?
- Mam coś idealnego! Tutaj, po prostu poczekaj, aż wrócę! - Niall zapewnił, po czym odwrócił się i wybiegł z pokoju.
Sam na sam, Louis przypomniał sobie o dzienniku. Wyciągnął go i wsunął ponownie do szuflady. Chciał przeczytać o tym, co się stało, kiedy Harry dostał się na Tortugę. Jego niebieskie oczy zerknęły w stronę zamkniętych drzwi, a następnie ponownie na dziennik. Idąc za ciekawością, umieścił broszurę na kolanach, aby było mu ją łatwiej zamknąć i ukryć, zaczął skakać po stronach.
Gdy Harry przybył na Tortugę, był zaskoczony faktem, że jego nazwisko znało tak wiele osób. Został rozpoznany przez garstkę ludzi, ale mimo to, większość z nich nie bardzo go lubiła i krytykowała ze względu na wiek, uważając go za niedoświadczonego. Co ciekawe, spotkał sporo ludzi, których uważał za przydatnych, a on mógł nawet rozszerzyć swoją załogę jakby chciał.
Jeden z ludzi, których spotkał najwyraźniej miał informacje na temat jego ojca, coś, przez co Louis stał się bardziej uważny. Jak daleko sięgał pamięcią, nigdy nie słyszał nic o ojcu Harry’ego… Tylko o jego matce i siostrze… Ale Harry był chłopem, jego ojciec nie powinien być znany, na pewno nie z małej miejscowości Cheshire, na Karaibach wśród piratów.
Książę kontynuował czytanie, zainteresowany tematem rodziny Harry’ego, nagle wzbudzając inną stronę tego, który często pragnął dowiedzieć się więcej… Pismo Harry’ego teraz wydawało się coraz bardziej nieczytelne, mimo to książę nie dawał za wygraną, chociaż zgadywał praktycznie co drugie słowo.
- Ja chyba… Nie powinienem… Nie, nie… - Louis czytał cicho na głos do siebie. - Czekaj .. Okej - odchrząknął i przeczytał prawie bezgłośnie. - Chyba nie powinienem wierzyć w to, co mówi, ale jego twarz powinna być wystarczającym dowodem. Podał informacje w zamian za… - Louis skrzywił się na ogromnego kleksa, który zajmował większość strony. Przeniósł wzrok na niego, patrząc na następne słowa dobre do odczytania.
Cała reszta strony był rozmazana przez czarny atrament. Cmoknął z irytacją i spojrzał na bok strony, marszcząc brwi, kiedy zorientował się, że następne dwie strony zostały wyrwane. Krawędzie papieru pozostały w książce jako pamiątka tego, co formalnie tam było i Louis prychnął z irytacją na straconą szansę dowiedzenie się czegoś więcej o Harry’m i jego przeszłości.
Przygotowany do przejrzenia następnej strony, usłyszał pukanie do drzwi, jak wcześniej. Stanął na nogi i złożył dziennik pod koszulą. Niall wszedł do pokoju z uśmiechem na twarzy, co sprawiło, że Louis niemal zapomniał o sytuacji z dziennikiem.
- Jesteś gotowy?
- Oczywiście. Więc, jak mamy ukryć te bzdury? - Louis zapytał i w tym momencie Dusty przyszła, łasząc się o nogi Nialla. Kotka udała się prosto do swojego “sanktuarium” po biurkiem i Louis tylko pokręcił głową, przez co kapelusz się zachwiał. Niall rozłożył prześcieradło na podłodze.
- Wystarczy umieścić to tutaj, a my owiniemy to i zostawimy je rozrzucone wokół.
- Brzmi idealnie – Louis uśmiechnął się i zaczął zbierać rzeczy z biurka.
- Zayn i Liam też w to weszli. Liam pilnuje, by Harry został zajęty, a Zayn czatuje przy drzwiach – Niall zaśmiał się, a książę mu zawtórował.
- Jeśli dowie się, że wszyscy spiskujecie przeciwko niemu ze mną, zabije nas wszystkich.
- Myślę, że zabije mnie, Liama i Zayna – prychnął blondyn. - Ciebie po prostu pocałuje w czółko i powie, byś nie robił tego ponownie.
- To to samo. Jego pocałunki mogą być śmiertelne – Louis wysunął język z udawanym obrzydzeniem. Irlandczyk przewrócił oczami i wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Zayn spojrzał na nich niecierpliwie.
- Pospieszcie się.
- Kradniemy książki, nie planujemy zamachu. Nie wydaje mi się, byśmy musieli się spieszyć – powiedział Louis, na co Malik zmrużył oczy.
- Kiedy masz do czynienia z karami Harry’ego, cały ten system może być równie zamachem, biorąc pod uwagę cenę, jaką będziemy płacić, gdy nas złapią.
- Tak, tak - Louis machnął lekceważąco dłonią. To powinno wystarczyć, chodźmy – nakazał, po czym Niall zrobił zawiniątko. Zayn zachichotał, gdy wszyscy wyszli na pokład.
- Czasem nie wiem, czy mam do czynienia z dziećmi czy spragnionymi krwi piratami.
- Mamy prawo być trochę jak dzieci, kiedy chcemy.
- Nasz statek ma być wypełniony najlepszymi z najlepszych, a właśnie chcemy nabrać naszego kapitana, ukrywając jego rzeczy. Myślę, że mamy nieco więcej dziecka w nas, niż tylko trochę - Zayn pokręcił głową z małym uśmiechem. - Boże, jesteśmy śmieszni.
- Wciąż jestem nowy, więc to moja wymówka. Reszta to naprawdę źli piraci – Louis prychnął i pchnął Nialla w kierunku schodów.
- Wow, dzięki - Niall sarkastycznie stwierdził, gdy zaczął biec na dół po schodach, z Zaynem i Louisem za nim.
Jako trójka członków załogi z workiem, Louis nie mógł powstrzymać się od śmiechu za każdym razem, gdy gubili jakąś rzecz Harry’ego. W pewnym momencie, dziennik omal nie wypadł spod koszuli Louisa i w ostatniej chwili go złapał, a Zayn i Niall na szczęście nic nie zauważyli.
Zayn zaoferował się dokonać krótkiego zwiadu, na wypadek, gdyby Liam nie zdołał dłużej powstrzymywać Harry’ego. Biorąc pod uwagę fakt, że worek Niall był praktycznie opróżniony, Louis zdecydował, że nie będzie to nic wielkiego, jeśli uda się z nim, a wtedy będzie mógł nieco rozproszyć Harry’ego. Przez całą tę sytuację tak się uśmiechał, że zaczęły boleć go policzki.
- Więc, jaki jest plan, kiedy pójdzie do swojego gabinetu i zauważy, że spora część jego rzeczy zniknęła? - Louis zapytał Zayna, gdy wyszli na słońce.
- Mam zamiar spojrzeć na niego z niepokojem i udawać, że nie wiem, co się stało. Co jeszcze?
- Tylko się upewniam - Louis roześmiał się. - Boże, on będzie tak wkurzony, gdy nie będzie mógł znaleźć tego wszystkiego, to będzie świetnie.
- Nie jesteśmy dobrymi ludźmi. Cieszymy z cudzego nieszczęścia – Zayn westchnął dramatycznie.
- Och, zamknij się – Louis ułożył dłoń na jego ramieniu. - To nie jest tak, że nie będzie śmiesznie.
- Tak, tak. Ale nie możemy dokładnie zobaczyć, jak to jest śmieszne, chyba że… Cholera – urwał nagle, a Louis przeszedł kilka kroków dalej, nim zorientował się, że jego towarzysz się zatrzymał.
- Co?
- Louis, odłóż dziennik, teraz – Zayn mruknął przez zęby, nawet na niego nie patrząc.
Nie do końca rozumiejąc, co się dzieje, Louis zmarszczył brwi i podążył za jego wzrokiem. Zaczął w duchu przeklinać, kiedy zobaczył Harry’ego, wychodzącego z gabinetu wraz z Liamem. Nie mogło być gorzej. Przez chwilę tylko rozmawiali, ale intensywność spojrzenia Harry’ego wyraźnie mówiła, że wiedział.
- Och, Louis miło cię widzieć. Nie sądzę, byś wiedział, co się stało z resztą moich rzeczy w moim gabinecie, prawda? - kapitan zapytał, z każdym krokiem będąc bliżej księcia. Louis jęknął wewnętrznie, chcąc uzyskać jakieś wsparcie od Zayna, ale ten tylko milczał.
- Nie jestem pewien, co masz na myśli - szybko odpowiedział, ale nie ośmielił się pokazać wahania. Harry zmrużył oczy.
- Jestem pewien, że tak.
- Cóż, mylisz się. Powinieneś raczej mi to wyjaśnić. Przepraszam, jestem trochę powolny.
- Jak słodko – kędzierzawy mężczyzna warknął, nim jego ręka wystrzeliła w kierunku Louisa. Skutek był taki, że książę nie miał czasu na reakcję, gdy Harry podniósł w górę dziennik, jaki Louis nadal trzymał.
- Ale nadal jestem całkiem pewny, że wiesz. Teraz, gdzie, do cholery, jest reszta?
Louis zacisnął usta, teraz zdając sobie sprawę, że nie było sposobu, by mógł jakkolwiek wyjść z tej sytuacji.
- Chciałbyś wiedzieć, prawda?
- Louis - jego ostry ton ostrzegał i Louis wiedział, że prawdopodobnie kroczy po niebezpiecznych wodach. Choć, szczerze mówiąc, tak naprawdę go to nie obchodziło.
- Och, jesteś zdenerwowany? Co cię tak wkurzyło? To nie jest tak, że ktoś, komu myślałeś, że możesz ufać, trzyma informacje, od których może zależeć twoje życie, ze względu na osobiste pobudki - Louis sarkastycznie stwierdził, wzruszając ramionami. Jego słowa sprawiły, że oczy Harry’ego pociemniały.
- To nie powiązania ze sprawą. Nie waż się próbować używać tego jako obrony.
- Nie, myślę, że jest to istotne - Louis odpalił. - Wiem, gdzie są książki, ale nie powiem ci nic, dopóki nie powiesz mi wszystkiego, co Nick powiedział o moich zaręczynach.
- Powiedziałem, że powiem ci później.
- Teraz jest później. Powiedz mi, a ja powiem, gdzie są książki.
- Twój brak szacunku naprawdę zaczyna mnie brzydzić, Louis. Staram się to ułatwić, bo się o ciebie martwię, a ty traktujesz mnie jak śmiecia. Chyba nie muszę ci przypominać, kto tu jest kapitanem.
- Och, co masz zamiar zrobić? - Louis zapytał, składając ręce na piersi.
Wiedział, że Harry nie miał zamiaru go zranić. To było zupełnie oczywiste. Dopiero po chwili Louis uwierzył na chwilę, że wygrał, ale potem nagle Harry chwycił go za ramię tak mocno, że Louis jęknął z bólu.
- Co ty? - próbował wydusić, ale mężczyzna począł ciągnąć go po pokładzie. Na stronie mógł zobaczyć, jak Zayn i Liam opuszczają jeden z masztów.
Louis mruknął ze zdziwieniem, gdy był popychany, a zanim zarejestrował, co się dzieje, jego oczy rozszerzyły się, kiedy poczuł coś owijającego się wokół brzucha.
- Harry, co ty robisz? - zapytał. Ten nic nie odpowiedział, a jedynie docisnął linę, mocując Louisa do masztu statku. - Nie możesz być poważny!
- Jesteś oficjalnie członkiem mojej załogi. Nie spodziewaj się specjalnego traktowania, nigdy więcej. Brak szacunku będzie karany, więc po prostu wykorzystaj swój czas, póki nie przypomnisz sobie, kto jest twoim kapitanem – brunet rzekł ze stoickim spokojem. Louis warknął.
- To nie jest w porządku!
- Ukrywanie moich rzeczy jako odwet za tę pieprzoną tajemnicę, kiedy powiedziałem ci, że wszystko wyjawię jeszcze dziś, też było nie fair.
- To nawet nie było tak! - Louis wykrzyknął. - Ja po prostu chciałem zastosować analogię, a ty oczywiście się wkurwiłeś! Ukryłem twoje rzeczy, bo myślałem, że to będzie zabawne, na litość boską!
- Zabawne. Tak. Bardzo zabawne, prawda? - następnie odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie, pozostawiając spanikowanego Louisa.
- Poczekaj, Harry! Nie zostawisz mnie tutaj, prawda? - nie otrzymał odpowiedzi, przez co zaczął się szarpać. - Harry! Do kurwy nędzy, to musi być żart!
Ale wiedział, że to nie był żart i mógł tylko oprzeć się pokusie jęknięcia, gdy promienie słoneczne w pełni przypominały mu o swojej obecności. Nie miał pojęcia, jak długo tu będzie, ale miał nadzieję, na Boga, że nie będzie to tak długo, jak się obawiał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz