niedziela, 23 marca 2014

*Telefon Louisa był wyłączony.

Właściwie nie jest pewien kiedy ostatnio było inaczej.

Nie pożegnał się z Liamem lub Zaynem gdy wyjeżdżali i kiedy na kilka dni później zdecydował się włączyć komórkę, było na niej tysiące wiadomości i nieodebranych połączeń od całej trójki.

Lecz żadna od Harry’ego.

——————

Louis usłyszał dźwięk swojej przeglądarki i automatycznie kliknął na nieprzeczytany e-mail, zaczynając krzyczeć gdy już się otworzył. Jego mama wbiegła do pokoju, wraz z siostrami, gdy Louis wskazał na ekran, nie będąc w stanie powiedzieć słowa. Wszyscy pochylili się nad monitorem i jego mama zaczęła krzyczeć jako pierwsza, przytulając go mocno. Następnie dołączyły Lottie i Fizzy, a bliźniaczki skakały w około, niepewne co dokładnie świętują.

- O co chodzi? – zapytała Daisy uśmiechając się szeroko.

Louis odpowiedział równie entuzjastycznym uśmiechem, przyciągając dwie najmłodsze siostry do uścisku.

- Juilliard – powiedział i zaśmiał się, gdy wydały z siebie okrzyki gratulacji. Odwrócił się i zobaczył jak Fizzy i Lottie skaczą po łóżku, krzycząc dziko i już miał je skarcić, kiedy jego mama zaśmiała się i dołączyła do ich radosnych pląsów. Louis wpatrywał się w nie odrobinę zaszokowany, a Daisy i Phoebe również wspięły się na łóżko, aż wszyscy krzyczeli i podskakiwali.

Oczy Louisa błyszczały od łez, lecz nie mógł przestać się uśmiechać na widok przed nim – Wszystkie jesteście chore psychicznie – zawołał wstając z krzesła i wchodząc na łóżko, wciąż się śmiejąc.

Zadzwonił do Nialla jako pierwszego, odrobinę zdyszany po zmaganiach z rozhisteryzowanym stosem kobiet, który przez długi czas owijał się koło niego.

- Halo? – odbiera Niall, odrobinę nieufnie.

- Nialler! – woła wesoło Louis, ignorując małą cząstkę jego, który przypomina mu dlaczego Niall zachowuje się tak ostrożnie – Mam pewnie dobre wiadomości i złe wiadomości i prawdopodobnie dobre wiadomości.

Niall wydaje się odprężyć odrobinę słysząc radosny ton głosu Louisa i chichocze – Dobrze. Powiedz mi. W tej kolejności.

- Dobrze. Więc dobra wiadomość: dostałem się do Juilliarda. Ze stypendium. Więc… będę przeprowadzał się tam jesienią?

- Jezu, Louis! Gratulacje!

- Zła wiadomość: to Nowy Jork. Więc muszę wyjechać.

- Jednak nie teraz?

- Nie, nie, lecz zdecydowanie w przeciągu kilku miesięcy, ponieważ będę musiał się ustatkować i takie tam, wiesz?

- Tak, dobrze. Więc gdzie są te prawdopodobnie dobre wiadomości?

- Chcę byś pojechał ze mną.

- Och.

- Okej, słuchaj. Wiem, że nigdzie jeszcze nie złożyłeś aplikacji i myślałem sobie, że wiesz Nowy Jork to wiele możliwości…

- Louis.

- Um, tak?

- Mówiłem ci, że dostałem się do szkoły pierwszego wyboru?

- …och.

- Tak.

- Och, dobrze. Na jaki kierunek?

- Biznes muzyczny.

- Wow Niall, naprawdę? Nie wiedziałem nawet, że szukałeś czegoś takiego…

- A jak myślisz, kto załatwiał wszystkie te występy dla One Direction?

- No, cholera.

- Wiem, co nie?

- Więc, um, dobrze dla ciebie.

- Louis.

- Tak?

- Nie zapytałeś gdzie.

- Co gdzie?

- Gdzie jadę.

- Och. Uh, gdzie jedziesz?

- Nowy Jork.

- …co?!

Niall zaśmiał się – Tak.

- Jesteś dupkiem – odpowiedział mu Louis.

- Może troszkę.


——-

Louis i Niall przenieśli się do Nowego Jorku pod koniec lata, wraz z całą rodziną Louisa, która przyjechała spędzić z nimi weekend, gdy zostawali przydzielani do swoich akademików.

Louis był w akademiku Julliarda, a Niall w NYU, lecz dzieliło ich zaledwie 15 minut drogi, więc resztę miesiąca spędzali naprzemiennie w swoich pokojach, co irytowało ich współlokatorów, lecz Niall i Louis zdawali się tym nie przejmować.

Wtedy zaczęła się szkoła.

Na początku było dobrze. Pierwszy miesiąc zajęć spędzili tak samo jak ostatnie miesiące lata.

Wtedy treningi Louisa zaczęły się przedłużać, a kursy Nialla stawały się trudniejsze. I zanim zdążyli się zorientować minęło kilka miesięcy od kiedy ostatni raz się widzieli. Okazyjnie wpadali na siebie na imprezach, niezręcznie wpatrując się w swoje twarze przez około minutę, po czym Niall podchodził do Louisa i przytulał go tak intensywnie, że Louis niemal zataczał się w tył, lecz odzwierciedlał jego ruchy. Reszta nocy była zamazanym obrazem zwierzeń i rozmów, obije obiecywali pozostać w kontakcie.

Tak się nie stało

Czasami Louis zauważał Nialla na kampusie, jego i kilku przyjaciół z muzycznego wydziału Julliarda i wydawało mu się, że raz zauważył blondyna w Whole Foods. Na drugim roku Louis unikał Niall, gdy tylko znalazł się w zasięgu jego wzroku, bo nie chciał siedzieć i przysłuchiwać się opowieściom o dawnych czasach i obietnicą kontaktu, kiedy była to ostatnia rzecz w jego głowie.

To naprawdę mocno go bolało, bo Niall był jego najlepszym przyjacielem i w przeszłości zrobił tak wiele dla szatyna, że Louis był mu winny porządną przyjaźń. Lecz nie mógł przemóc się i podejść do blondyna, powiedzieć cześć lub zmierzwić jego włosy i szczypnąć go w bok, jak zawsze. Louis miał teraz innych przyjaciół, przyjaciół którym nie był niczego winien, przyjaciół którzy nie oczekiwali opowieści o jego spieprzonym życiu.

Więc Louis nie rozmawiał z Niallem.

Tak naprawdę Louis nie rozmawiał z Niallem przez następne pięć lat.

————

Jest piąta rano i Louis nie śpi, lecz nie ma pojęcia dlaczego. Mruga kilka razy, wpatrując się w sufit, po czym decyduje się wstać z łóżka. Nie musi pojawiać się w firmie przed siódmą, więc ma całą godzinę zanim włączy się jego budzik. Drepta do kuchni, delikatnie drapiąc się po brzuchu i robiąc sobie filiżankę herbaty, po czym wychodzi na balkon by ją wypić. Słyszy krzątanie w kuchni, więc wraca, by zobaczyć Eleanor smażącą jakieś jajka na patelni.

- Dzień dobry Lou! – woła uśmiechając się – Jajka?

- Dzień dobry El – odpowiada Louis – Tak, poproszę.

Louis poznał Eleanor na przesłuchaniu do grupy tanecznej, kiedy zostali sparowani razem do kawałku choreografii, której żadne nie znało. Kawałek, z braku lepszego określenia, okazał się bardzo intymny i Louis nie miał żadnego problemu z powstrzymaniem swojego podniecenia. Najwyraźniej Eleanor miała problem i spędziła następne kilka miesięcy praktycznie prześladując Louisa, aż musiał posadzić ją w kawiarni i ujawnić się. Eleanor wydawała się załamana, lecz gdy szok minął, wciąż utrzymywała kontakt z Louisem i kiedy oboje otrzymali pozycję młodszych tancerzy, zdał sobie sprawę, że była dobrym materiałem na współlokatorkę.

Wciąż myśli, że dziewczyna wciąż jest nim odrobinę zauroczona, sądząc po sposobie w jaki czasami na niego patrzy, szczególnie gdy nie ma na sobie koszulki, co dzieje się właśnie teraz. Louis przewraca oczami, lecz pozwala jej patrzeć, strzelając pozę, gdy kładzie przed nim talerz z jajkami i tostami.

- Nie mogę tego powstrzymać, kiedy jesteś ładny – mówi mrugając do niego.

Louis prycha, lecz rumieni się odrobinę i skupia na swoim jedzeniu.

Wychodzą trochę wcześniej, biorąc pod uwagę jak szybko wstali i wstępują do Starbucksa w drodze do studia.

Rozgrzewają się z niektórymi tancerzami, kiedy ktoś odłącza iPoda Louisa, z którego leciała jakaś klasyczna muzyka i przełączają na delikatnie rokowe brzmienie.

- Hej! – woła Louis w wyrazie protestu, lecz jego słowa giną w tle okrzyków radości i pisków, które rozchodzą się po Sali.

- Nie unoś się Tommo! – Danielle, jedna z tancerek, mówi podając mu iPoda – To była wyraźna prośba większość ludzi z tego pomieszczenia.

- Ała. Kto to w ogóle jest?

- Poważnie? – pyta Danielle, unosząc brwi – Nigdy o nich nie słyszałeś?

- Oczywiście, że nie, Dani.

- Och. To nowy zespół, który wybił się w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Ich singiel jest teraz numerem jeden.

- Dobrze dla nich?

Danielle przewraca oczami – Są z twojego rodzinnego miasta.

- Są z… - zaczyna Louis, po czym przerywa, gdy dochodzi do niego sens jej słów. Słucha piosenki odrobinę uważniej i wokal brzmi trochę za bardzo znajomo. Wstaje i podbiega do iPoda, jego serce bije szalenie, gdy włącza ekran.

Piosenka ma tytuł ‘Kiss You’, Louis musi przyznać, że to dość chwytliwe, lecz jest też nazwa zespołu i szatyn upuszcza iPoda Daniell na podłogę, gdy przeczytał ‘One Direction’ na ekranie.

- Louis! Co do cholery?! – lamentuje Danielle, podnosząc odtwarzacz i sprawdzając czy nie jest popsuty. Spogląda zdenerwowana na Louisa, lecz wyraz jej twarzy zmienia się w koncentracje, gdy zauważa jak blady jest szatyn, jego dłonie trzęsą się -…Lou? Co się dzieje?

Louis ledwo może oddychać, gdy piosenka nadal leci i nie może uwierzyć, że nie rozpoznał głosu Zayna wcześniej. To tak bardzo oczywiste, że Louis chce uderzyć się w twarz. Wtedy drugi głos dołącza się, kompnując się z głosem Zayna i serce Louisa całkowicie się zatrzymuje, ponieważ słyszał już ten głos.

Słyszał jego śmiech, słyszał sposób w jaki chichotał, słyszał go jęczącego imię szatyna. Słyszał, gdy mówił, że go kocha i szepta słowa pożegnania. Nie słyszał tego głosu od pięciu lat i kiedy rzeczywistość uderza go, niczym ciężarówka i nagle wszystko staje się czarne, a Louis czuje jak upada na podłogę studia, Dani woła jego imię.

————

Louis budzi się we własnym łóżku, El stojąca nad nim. Wzdycha ona z ulgą, gdy otwiera oczy.

- Dobrze, że się obudziłeś – mówi uśmiechając się.

- Kurwa, co się stało?

- Zemdlałeś. W czasie rozgrzewki.

- Cholera.

- Jest dobrze, martwili się, że to zaburzenia odżywiania, lecz wtedy przypomniałam im o twoim tyłku i tak naprawdę nie mieli już argumentów.

- El!

- Żartuję! Uspokój się! Okej, okej, więc teraz muszę już wracać, lecz ty masz wolne do końca dnia, dobrze? Nie waż się wracać na trening.

Louis chce protestować, chce powiedzieć El, że wszystko jest dobrze, że zemdlał ponieważ znał zespół, lecz wtedy zdaje sobie sprawę, że to zmusiłoby go do powiedzenia jej wszystkiego co się zdarzyło między nim a chłopakami, że nie mógłby opowiedzieć tego bez wspominania Harry’ego, więc zamyka usta i przytakuje.

Gdy El wyszła, Louis wyjął swojego laptopa i gorączkowo wpisał ‘One Direction’ w pasek wyszukiwarki, jego oczy rozszerzyły się na widok liczby trafień. Automatycznie przeszedł do grafiki i spędził całą minutę gapiąc się na pierwszą stronę zdjęć. Chłopcy wyglądali o wiele dojrzalej, co nie powinno go dziwić, lecz wciąż nie był gotowy na wyraźne kości policzkowe Zayna pokryte delikatnym zarostem lub na to jak wysoki stał się Harry, jak jego ręce zaczęło pokrywać więcej tatuaży. Harry wyjął kolczyk w nosie i brwi, lecz wciąż miał te same dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechał i Louis praktycznie rozpłynął się na łóżku.

Następnie przeszedł do YouTube i spędził prawie dwie godziny oglądając ich filmiki. Ich wywiady, koncerty, niepozowane momenty, wszystko. Widzi zlepek filmików i klika na nie, oglądając nagrania z wszystkich ich występów. Jedna część filmiku wpada mu w oko, więc zatrzymuje go, zastanawiając się czemu wszystko wygląda tak znajomo. Wtedy zdaje sobie sprawę, że jest to nagranie z pierwszego występu Harry’ego z zespołem, pewnej ciepłej nocy jakieś pięć lat temu, kiedy Louis skakał w tłumie, przytulając dwójkę najlepszych przyjaciół, jego serce biło w tym basów.

W dwóch następnych kliknięciach odnajduje nagranie całego tego występu i Louis pokazuje się mniej więcej w połowie filmu. Osoba nagrywająca wszystko stoi zaraz obok niego, więc Louis może usłyszeć swoje okrzyki i zobaczyć jak ciągle skacze w górę. Wygląda tak młodo i przegryza wargi, oglądając jak szczęśliwy był przy boku Liama i Nialla.

Louis nie wie, co nim kierowało, lecz sekundę później podnosi telefon i wykręca numer Nialla.

Panikuje, gdy zdaje sobie sprawę co robi, dzieje się to, gdy telefon już dzwoni i zanim zdąża się rozłączyć słyszy głos Nialla.

-… Louis?

Szatyn wydycha ostro powietrze i zaciska powieki, ściskając grzbiet nosa. Oczywiście Niall wie kto dzwoni, jest pieprzonym menażerem 1D i Niall nigdy nie usunąłby numeru ze swojej listy kontaktów, szczególnie nie numeru Louisa.

- Uch, hej Niall – mówi chicho Louis, odchrząkując – Część.

- Wow – mówi Niall – Myślałem, że wykopałeś mnie ze swojego życia. Czym sobie zawdzięczam ten zaszczyt?

- Czy facet nie może po prosty zadzwonić do swojego najlepszego przyjaciela po pięciu latach?

- Nie wiedziałem, że jesteśmy przyjaciółmi, a co dopiero najlepszymi.

Louis czeka na moment wybuchu śmiechu Nialla, ten który pokazuje, że chłopak żartuje i po prostu się drażni, lecz Niall nie mówi nic więcej i serce Louisa kruszy się.

- Um. Zemdlałem dzisiaj.

- Och?

- Kurwa. Nie dzwonie do ciebie, bo dzisiaj zemdlałem. Dzwonie z powodu przez który zemdlałem.

- A to dlaczego?

- Słyszałem piosenkę na kogoś iPodzie.

- Taaa, wiem, dość dobry wynalazek. Muzyka gra prosto z pudełka. To jak magia.

- Słyszałem ‘Kiss You’.

-…och. Więc?

- Ja nie… nie wiedziałem nawet, że oni jeszcze śpiewają, a co dopiero o ich popularności na taka skalę.

- A kogo to jest wina?

- Dobrze, więc jak to się stało, że nikt mi nie powiedział?

- Powiedzieć ci?Lou, chyba sobie kurwa żartujesz! Liam, Zayn i ja staraliśmy się skontaktować z tobą przez lata, a ty po prostu to ignorowałeś. Chłopaki powiedzieli, że nie odbierasz, więc próbowałem utrzymać z tobą kontakt, lecz unikałeś mnie. Mnie. Wiedziałem, że mnie widziałeś i wtedy po prostu się obracałeś i odchodziłeś bez słowa, więc poddałem się. Po tym całym gównie przez które przeszliśmy? Po prostu odchodziłeś i ignorowałeś nas w ten sposób? Czy więc to naprawdę jest tak wielka pieprzona niespodzianka, że dowiedziałeś się o zespole w ten sposób?

Louis przestaje oddychać i zdaje sobie sprawę, że płacze, więc bierze drżący oddech – Niall, ja… ja nie mogłem się z tobą widywać. Widywanie ciebie przypominało mi o wszystkim i ja po prostu chciałem zacząć tutaj od nowa.

- To najgorsza wymówka jaką kiedykolwiek słyszałem.

- Nie dzwoniłbym do ciebie, gdyby nie było mi przykro – szepta Louis – I jest mi przykro. Przepraszam, naprawdę.

Niall wzdycha i nie mówi nic przez moment. Louis niemal boi się, że rozłączy się wraz z następnymi słowami – Więc dlaczego naprawdę dzwonisz, Lou?

- Ja… oni są popularni, Niall. Tak naprawdę popularni.

- Wiem. Jestem ich menadżerem.

-…co?

- A myślisz, że w jaki sposób nagle udało im się podpisać kontrakt płytowy po czterech latach robienia niczego? Oni są tylko małą bandą nieudaczników.

- Więc po prostu posypałeś ich swoim magicznym, Niallowym pyłem, co?

- Wiesz, że tak – śmieje się Niall, po czym nagle powstrzymuje się – Kurwa. Powinieniem być na ciebie zły Louis.

Louis uśmiecha się, przegryzając wargę – Przepraszam.

- Okej. Więc..co jeśli są popularni?

- Potrzebuję… zamknięcia? Nie mogę mdleć za każdym razem, gdy usłyszę ich piosenki lub zobaczę ich twarzę.

- Zamknięcia?

- Muszę ich przeprosić. Wszystkich, Niall. Wydaje mi się, że to jedyny sposób w jaki mogę to naprawić. W innym wypadku będę mdlał po całym Nowym Jorku.

Niall bierze głęboki wdech – Dobrze. Dobrze, tak, wydaje mi się, że mogę to załatwić. My, uh, właściwie przyjeżdżamy niedługo do NY. Wszyscy.

Louis siada – Jak niedługo jest ‘niedługo’?

-… jesteśmy w Nowym Jorku w tej chwili?

- Cholera, Niall.

- Chcesz spotkać się wieczorem na drinki?

- Tak. Boże, tak, proszę.

————

Louis pojawił się w barze odrobinę wcześniej, będąc pewnym, że musi być przynajmniej delikatnie wstawiony, by nie chcieć skoczyć z klifu, gdy zobaczy chłopców. Zdecydował się ubrać strój w dawnym stylu, ciemno czerwone spodnie podwinięte przy kostkach i krótka bokserka, mając nadzieje, że wpasuje się w ubiór reszty chłopaków. Ostatnie czego potrzebował to więcej powodów do czucia się wyobcowanym.

- Mogę dostać piwo? – zapytał barmana i podał mu należną kwotę pieniędzy. Wziął swój napój i znalazł pusty stolik w kącie, czując ukłucie nostalgii kiedy zdał sobie sprawę, że wszystko przypomina mu miejsce, gdzie spotykali się na kolacjach co tydzień, lata temu. Zagryza wargę i siada, biorąc długi łyk swojego piwa.

Może usłyszeć, kiedy wchodzą chłopcy, ponieważ zdaje się, że cały bar przestał oddychać i Louis nie może ich winić. Jest pewien, że wszyscy gapią się na nich z powodu sławy, lecz Louis jest po prostu przerażony tym jak inaczej każdy wygląda.

Włosy Niall prawie w ogóle nie są blond, swobodnie widać odrastające brązowe pasma, jedynie końcówki wciąż są jasne. Uśmiecha się, gdy zauważa Louisa, ten cholerny aparat nareszcie zniknął z jego zębów.

Twarz Liama rozjaśnia się na widok Louisa i szatyn wzdycha. Wciąż ma on te same ciepłe, brązowe oczy, lecz jego włosy są niemal całkowicie ścięte, miękkie fale zniknęły. Ma odrobinę dłuższe pasma z przodu o poprawia je, a Louis prawie dusi się, gdy zauważa tusz na jego ramionach, ponieważ Liam i tatuaże nie są dwojgiem rzeczy, które Louis połączyłby razem.

Zayn stoi zaraz za Liamem, lecz wciąż uśmiecha się, jego dłoń zaplątana w tą Payna. Wygląda jak na tych wszystkich zdjęciach, które wcześniej przeglądał Louis, lecz jego włosy są odrobinę krótsze i dzięki bogu bez tego przerażającego blond pasemka, które zdobiło jego głowę na niektórych fotografiach.

Louis zatrzymuje się, zanim spogląda za Zayna, a całe powietrze ucieka z jego płuc, gdy to robi, ponieważ Harry tam jest i wygląda wspaniale. Niesamowicie. Fantastycznie. Louisowi wydaje się, że ma za mało przymiotników, by opisać to jak cudownie wygląda Harry i ubrany on jest w czarne, opięte spodnie i luźną, białą koszulkę, której wycięcie jest tak duże, że widać jego tatuaże. Nawet on uśmiecha się delikatnie do Louisa i dzięki temu uśmiechowi Louis automatycznie rozpromienia się.

- Chłopcy – mówi Louis, a potem Liam zgarnia go w uścisk, miażdżąc mu kości. Niall dołącza się i cała trójka jest owinięta wokół siebie, jak za starych czasów i Louis oddycha nimi, czując się dokładnie jak w domu. – Hej – mówi i Liam śmieje się, a Niall łapie twarz Louis, by dać mu mokry, szybki pocałunek po oby stronach, wybuchając śmiechem na grymas szatyna.

Zayn jest następny, chwytając ramie Louisa i przyciągając go do ciasnego uścisku – Dobrze cię widzieć, Lou – mówi, jego głos jest głębszy niż wcześniej, lecz wciąż tak samo mocny i Louis przytula go równie mocno.

- Gratulacje – mówi i Zayn tylko się śmieje.

Harry robi krok do przodu i Louis nie wie co powiedzieć, nie wie nawet jak się poruszać, lecz nie musi, gdyż Harry przygniata go niedźwiedzim uściskiem. Louis czuje jak jego ręce wznoszą się nieświadomie i obejmują szyję Stylesa, tak jak zwykli robić i oboje stoją tak prawdopodobnie odrobinę za długo jak na zwykły uścisk, lecz Louisa to nie obchodzi. To daje mu więcej czasu, by poczuć skórę Harry’ego, by poczuć delikatny zapach jego wody po goleniu. Jest tak, do póki ktoś nie odchrząkuje i chłopcy odrywają się od siebie, Louis rumieni się odrobinę, a Harry uśmiecha się – Hej – mówi i szatyn mruga kilka razy jak całkowity idiota, zanim odpowiada.

- Część.

Kiedy wszyscy mają przed sobą drinki, rozmowa zaczyna się rozwijać i jest prawie tak, jakby nic się nie zmieniło między ich piątką. Louis wie, że cała czwórka prawdopodobnie spotyka się regularnie, lecz jest szczęśliwy widząc, że wciąż są w jakiś sposób jednością. Harry również jest zaangażowany w konwersację, a Louis jest zbyt zaskoczony, by śmiać się z żartów chłopaka, mając nadzieje, że nikt nie zauważył. Nawet Niall i Liam dogadują się z Harrym, nie wykazując żadnych oznak chłodnego dystansu, jaki starali się stworzyć lata temu.

- Wszystko w porządku, Lou? – pyta Niall, szturchając go łokciem. Louis spogląda na jego skoncentrowany wyraz twarzy i uśmiecha się.

- Tak. Naprawdę dobrze – mówi i Niall odwzajemnia uśmiech, odchrząkując.

- Dobra, chłopcy! – woła blondyn, sprowadzając na siebie uwagę czterech par oczu – Louis ma wiadomość.

Louis posyła Niallowi zdezorientowane spojrzenie, po czym przewraca oczami, gdy zdaje sobie sprawę, o co chodzi chłopakowi – Dobrze, tak, wydaje mi się, że mam – odchrząkuje – W zasadzie… przepraszam za bycie ciotą.

Oboje, Niall i Liam unoszą swoje szklanki na to wyznanie i Louis uderza ich, sprawiając że śmieją się.

- Byłem idotą. To było nowe miejsce i byłem przestraszony utrzymywaniem kontaktu, gdyż bałem się, że wszyscy go ze sobą stracimy, co brzmi teraz naprawdę głupio, wiem, lecz nie było tak kiedy byłem nowicjuszem w Nowym Jorku, wiecie? Myślałem, że odcięcie się od was wszystkich będzie dobre, lecz nigdy nie myślałem co mogłoby się stać, jeśli nigdy bym was już nie zobaczył, co było naprawdę głupie z mojej strony i oczywiście nie było zbyt dobrze, gdy to się stało.

- Louis zemdlał, gdy usłyszał ‘Kiss You’ – wyjaśnił Niall i trójka chłopaków zaśmiała się.

- Naprawdę? – zapytał Zayn, uśmiechając się – To znaczy wiem, że jesteśmy dobrzy, lecz…

- Jesteś dupkiem – odpowiedział Louis, pokazując mu język.

- Podły Zayn, tak go nazywami – zgadza się Liam i Zayn unosi brwi, przewracając oczami.

- Chodzi o to, że zemdlał gdy tylko usłyszał głos Zayna – mówi Niall.

- Głos Harry’ego – poprawia szybko Louis, bez namysłu, a potem czerwieni się, biorąc łyk swojego piwa.

Przy stoliku zapada niezręczna cisza, z Liamem i Niallem wymieniającym spojrzenia jak zwykli robić i Louisem gapiącym się na Harry’ego, by zobaczyć jak marszczy brwi i gapi się w stół.

- Wspomnienia, co? – mówi Zayn, poruszając brwiami i Liam uderza go z łokcie, marszcząc brwi. Harry również krzywi się w kierunku Zayna.

- Co masz na myśli? – pyta, jego krew płynie szybciej, ponieważ dokładnie wie co ma na myśli Zayn I jest przerażony, ponieważ to nie jest czas na wspominanie tego, teraz nie jest pora na mówienie o którejkolwiek części tego.

- Wiesz, ty i Harry – mówi Zayn, biorąc następny łyk piwa. Odpycha dłoń Liama, gdy ten ponownie go szturcha – Och, odwal się Liam! To nie jest tak, że żadne z nas nie wiedziało.

Policzki Louisa płoną i nawet nie chce on myśleć o tym, jak bardzo czerwony się stał – To nic nie znaczyło – łapie samego siebie na mówieniu, co wie jest błędem, gdy tylko zauważa wściekłe spojrzenie Harry’ego.

- Er… - zaczyna Niall patrząc pomiędzy nimi, starając się załagodzić napięcie.

- Tak, nic – mówi szorstko Harry, zaskakując Louisa – Tylko kilka szybkich numerków między dwojgiem przyjaciół. Naprawdę nic nie znaczących.

- Boże, zamknij się Harry! – mówi Louis, jego pięść zaciska się tak samo mocno jak jego szczęka.

- Whoa, jak daleko to zaszło? – pyta Zayn unosząc brwi - Myślałem… myślałem, że to była tylko jedna impreza, pierwsza na którą przyszedł Harry, lecz…

- Och, nie Zayn, to były prawie wszystkie twoje imprezy – wyznaje Harry, zdecydowanie za słodko i Louis zgrzyta zębami.

- Tak – dodaje Louis – Każda impreza, do póki Harry nie zamienił się w małą dziwkę.

- Chłopcy… - zaczyna Liam, lecz Harry obraca się w jego stronę, jego oczy płoną.

- Nie waż się kurwa mówić słowa. To wszystko i tak jest twoją winą.

Liam spogląda na Harry’ego zdezorientowanie –Co? O czym ty mówisz?

- To ty, ty i Niall – mówi Harry, jego głos ocieka jadem – nie daliście mu przyzwolenia. To wy uważaliście, że nie byłem wystarczająco dobrzy dla ich pieprzenie cennego Louisa.

Zayn gapi się między Liama a Harry’ego, jego usta zaciskają się w wąską linię – Liam, o czym on mówi?

Liamowi brakuje słów – Ja… co? Harry o czym to mówisz?

- Wy powiedzieliście Louisowi, że jestem poza zasięgiem. Dlaczego? Przez to jak wyglądałem? Ponieważ Niall mieszkał blisko mnie i nie raz łapałem go, gdy przyglądał się i marszczył brwi, gdy wpadali do mnie znajomi?

- C… o mój boże! – mówi Liam, przebiegając dłonią przez włosy – Harry to było lata temu, nie znaliśmy cię wtedy…

- Tak. I kogo to jest wina? – zapytał Harry, wstając od stolika i stukając o niego dłońmi – Louis przynamniej poświęcił cholerny czas, by mnie poznać, wiesz? Ty i Niall po prostu nadaliście mi nalepkę. Nienawidzę rozmawiać z wami każdego dnia, ponieważ zaczęliście lubić mnie tylko wtedy, gdy nie mieliście wyboru i musieliście ze mną rozmawiać – Harry rzucił pieniędzmi za swoje drinki – Pieprzcie się chłopaki! –powiedział, po czym wyszedł z baru.

Zayn odprowadził go wzrokiem, po czym obrócił się do Liama – Jesteś kutasem – wyznał i wyglądał na tak samo wściekłego jak Harry, Louis nie miał jednak pojęcia czemu.

- Zayn, ja…

- Wiedziałeś jak zrujnowany był, gdy opuściliśmy dom, Liam. Widziałeś go. Płakał całą podróż i to może sprawiało, że zdałeś sobie sprawę, że nie jest złą osobą?

- Czekaj, co? – pyta cicho Louis – Co zrobił Harry?

Zayn obraca się w kierunku Louisa, a jego wzrok zdaje się być odrobinę bardziej sympatyczny – Nie jadł przez tydzień. Był zniszczony. Był chory, wyglądał i grał tak źle, gdy spotkaliśmy się z wytwórnią płytową, że faceci dla których graliśmy wzięli mnie na stronę i powiedzieli, że podpiszą z nami kontrakt jeśli wywalimy Harry’ego z zespołu. Kurwa, gdybym to zrobił… - mówi – Nie powiedział nam czemu, lecz… wiedziałem, że zatrzymał się u ciebie przed odlotem, Louis.

Zayn wstaje, strząsając dłoń Liama, która spoczywała na jego ramieniu – Byłem na ciebie zły, Louis, wydaje mi się, że wiesz, za skrzywdzenie go. Lecz wydaje mi się, że to nie była twoja wina – jego wzrok wędruje w kierunku Liama i Nialla – Miło było cię zobaczyć, Louis – kończy, machając do szatyna i wychodząc z pomieszczenia.

Louis wciąż siedzi, jego serce bije zbyt mocno, na wszystko co się właśnie stało.

- Cholera – mruczy Liam i przywraca Louis ponownie do rzeczywistości, więc marszczy on brwi na dwójkę siedzącą przy nim.

- Dobrze wiedzieć, że jesteście teraz takimi dobrymi przyjaciółmi z Harrym. Dobre wyczucie czasu – mówi krótko, kładąc pieniądze na stół i wychodząc z baru. Słyszy jak Niall i Liam wołają jego imię, lecz nie obraca się i biegnie całą drogę do mieszkania, dysząc, gdy otwiera drzwi i wpada do swojej sypialni, ignorując skupiony wyraz twarzy Eleanor. Zatrzaskuje drzwi i opada na łóżko, emocje buzują w jego głowie. Czuje się wściekły i smutny i samotny i rozżalony w tym samym czasie, wrzeszcząc na El, gdy otwiera drzwi.

- Zamknij te pieprzone drzwi, Eleanor!– woła, słysząc jak podskakuje i pokornie zamyka drzwi sekundę później. Louis żałuje tego, tak szybko jak tylko słowa wychodzą z jego ust, ponieważ wie, że zranił ją, lecz czuje się za bardzo spieprzony, by się przejąć.

Zamyka oczy, starając się zablokować wydarzenia dzisiejszej nocy, oczyścić umysł z całego gówna. Zasypia myśląc o niczym innym jak o pustej scenie i sobie występującym przed publicznością, która nie istniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz