niedziela, 23 marca 2014

*Szedłem. Nie odwracałem się. Miałem tego dosyć. Bez przesady nie dam robić z siebie debila. Jeszcze przez niego. Co on sobie w ogóle myślał? Ja dla niego poświęcam swój cenny czas, a on będzie się uganiał wtedy za facetami. Pożałuje tego. Nienawidziłem być na drugim planie. Czułem się pominięty. Jakbym nie istniał. Nie cierpię tego uczucia. Jeszcze ten zasrany Tomlinson doprowadził mnie do takiego stanu.

- Louis! Przestań za mną iść! – wykrzyczałem, gdy chłopak nadal podążał moimi śladami. Jeszcze mnie śledził. Tego było już za wiele.

- To mnie wysłuchaj. - odwróciłem się. Zacisnąłem usta w jedną linie. Nie będzie mi rozkazywał.

- Nie mam zamiaru! Pokazałeś właśnie jak bardzo puszczalski jesteś. - Co ja w ogóle gadam? Zachowywałem się jak zazdrosna panienka. Sam się teraz jeszcze dobijałem.

- Harry! Wytłumacz mi, bo serio nie rozumiem twojego zachowania. Zrozumiałbym jakby coś nas łączyło, ale nic między nami nie ma. - Zabolało. Chciałem żeby było. Zamknąłem ściekły oczy. Nie mogłem tak o tym myśleć.

- A nasza przyjaźń? - wypaliłem nagle z grubej rury.

- Przyjaźń? Chyba nienawiść. Bo cały czas wytykasz mi moje wady. - W tym samym momencie weszliśmy do kolejki górskiej. - Cały czas się mnie czepiasz! Nie mam pojęcia, jak do kurwy nędzy możesz teraz pieprzyć o przyjaźni, jak zachowujesz się w stosunku do mnie okropnie.

- Wyłaź stąd! Chyba nie myślisz, że będziemy razem jechać. - zakpiłem.

- Nie wszystko musi być, jak po twojej myśli. A tak na marginesie to chyba już za późno, żeby zmieniać zdanie. - ruszyliśmy. No wkurzał mnie jeszcze bardziej. Te jego pojebane gadki. Milczeliśmy, ale nie na długo. Nie patrzyłem na niego. - Nadal jesteś obrażony? - usłyszałem cichy głosik. Westchnąłem. - Jestem ciekawy, o co? Nie chciałeś, abym okazywał, że mi się podobasz, zrobiłem to. Chciałeś się pogodzić ze mną, przystałem na twoją propozycję. Czego ty jeszcze chcesz? - byłem wkurzony i po prostu nie wytrzymałem.

- Tego! - Nie myślałem nad tym, co robię. Odwróciłem się i nie umiałem tego powstrzymać. Samo przyszło. Dotknąłem jego warg. Brutalnie jest zmiażdżyłem. Na początku był to jak ostry buziak, ale później wszystko zostało pogłębione. Nie był to delikatny pocałunek. Raczej bardziej brutalny, namiętny i miałem ochotę… na jeszcze? Delikatny smak jego warg przyprawiał mnie o dreszcze. On był jedną z nielicznych osób, z którą się całowałem i która potrafiła to porządnie zrobić. Owszem nigdy nie miałem takich momentów z chłopakiem. Nie wpychałem się z językiem do jego ust. Byłem kulturalny. Oddał mój pocałunek. Coś ciepłego rozlało się po moim ciele. Miałem ochotę na więcej. Złapałem go za kark. Przyparłem do szyby. Jęknął przez pocałunek. Miałem wrażenie, że mi stanął na ten piękny dźwięk. Teraz to dopiero mnie podniecił. Muzyka dla mych uszu. Mógłbym go mieć na zawsze jęczącego pode mną. Bałem się, że to niedługo mogłoby się stać moim fetyszem. Jak to w ogóle brzmiało? Człowieku wyjdź za mnie. Nawet seks z dziewczyną nie spodobał mi się tak bardzo, jak zwykłe migdalenie z Louisem. Człowiek miał wprawę. Wiedział, jak dogodzić.

Nadal podtrzymuje, że mnie nie kręci. No może trochę. Ehh… może bardziej niż trochę. Sam już nie wiem, co mam myśleć. Mam mętlik w głowie.

Uśmiechnąłem się przez pocałunek i właśnie wtedy zaczęło się coś psuć. Może nie powinienem ujawniać mojego zadowolenia? Jednak był to odruch bezwarunkowy w tym momencie. Po chwili dopiero poczułem, że się wierci i kładzie swoje ręce na mojej klatce. Próbował mnie odepchnąć. Byłem nieugięty. Jednak w końcu udało mu się osiągnąć zamierzony cel.

- Harry! Przestań! - oderwał się ode mnie. Był wściekły. Z jego oczu biły pioruny. Jeszcze mi tego brakowało.

- Tylko powiedz, że ci się nie podobało? – zapytałem zaciekawiony jego odpowiedzi. Mógł to odebrać, jako kpinę. Naprawdę tak to zabrzmiało.

- Nie o to chodzi. Nie całuj mnie nigdy więcej. - powiedział dobitnie. Mina mi w tym momencie zrzedła. No, bo co on odpierdala? Myślałem, że na mnie leci. Rozczarowanie.

- Dlaczego?

- Bo ta cała sytuacja tutaj, jak i w Londynie świadczy tylko o tym, że jesteś rozpieszczonym bachorem, a ja potrzebuję kogoś dorosłego i odpowiedzialnego. Pomijam już fakt, że jesteś hetero i takimi akcjami, chcesz zaspokoić swój popęd seksualny. Nie obchodzi mnie co myślisz. Nie całuj mnie. Krzywdzisz mnie tym. Daj sobie lepiej spokój

- Tak Lou. Rozgryzłeś mnie. Nie będę już prowokował takich akcji. Lepiej chodźmy. - Mógł pomyśleć, że olałem całe to zdarzenie. Jednak nie. Myślicie, że nie zabolały mnie jego słowa? Myślałem, że się rozpłaczę. Owszem. Ja też mam takie coś jak uczucia. A po drugie, co raz częściej zastanawiałem się, czy nie jestem czasem biseksualny. Przy tym idiocie nie wiedziałem, co czuję. Nienawidziłem go, a zarazem pragnąłem. Ehhh…. Louis! Nie prowokuj mnie! Ja dłużej tak przy tobie nie pociągnę. Wykrzyczałem w myślach. Zdenerwowani, a zarazem zawstydzeni całą sytuacją, która rozegrała się w kolejce, skierowaliśmy się w kierunku hotelu.

***

Nie chciałem przerywać tego pocałunku. Naprawdę. Możecie mi nie wierzyć. W moim umyśle panowało tyle sprzecznych myśli. Sam się w nich gubiłem.

Zależało mi na nim coraz bardziej. Wiedziałem to od momentu, gdy zgubił się na oprowadzaniu po górach przez przewodnika. Pragnąłem go, ale wiedziałem także, że on chciał się tylko zabawić. Ja mu się nawet nie podobam. Sam to kiedyś powiedział. Pamiętacie? Nawet, gdyby był gejem nie miałbym u niego szans. To jego słowa. Nic nie cofnie czasu. To właśnie o mnie myśli. Moim marzeniem stało się teraz jeszcze raz poczuć smak jego delikatnych ust, które wywoływały w moim ciele tak wielkie podniecenie. Przez sam jego dotyk mało, co nie dostawałem erekcji. Matko! Louis! Opamiętaj się! To był kiedyś twój wróg numer jeden. Właśnie kiedyś.

Nie moja wina, że pobudzał moje myśli na kilkaset sposób i nie moja wina, że z tego wszystkiego musiałem sobie obciągać pod prysznicem wyobrażając sobie buźkę tego głupka. Fantazjowałem, że to właśnie on mi to wszystko robi. Pieści moje zmarznięte ciało doprowadzając do białej gorączki.

Nigdy nie musiałem robić takich rzeczy. Nigdy nie byłem, aż tak bardzo sfrustrowany seksualnie. To dobijające.

Nie spodziewałem się tego wszystkiego. Czułem nadal smak jego ust. Pragnął ich ponownie zasmakować.

Postanowiłem położyć się spać. Musiałem to wszystko przeanalizować. Nie miałem pojęcia, co mnie zaskoczy rano. Koszmar.


Następnego ranka po upojnym pocałunku z Harry’m obudziłem się z twardym i dużym problemem. Dziwię się, że nie miałem przy okazji polucji w nocy. Od tych wydarzeń minął dokładnie tydzień. Myślicie pewnie, co się wydarzyło pomiędzy mną, a Harry’m od tego feralnego zdarzenia? Powiem wam. Nic. Nie odzywamy się do siebie. Unikamy. Myślicie, że to nie boli? Gdy nasze oczy się napotykają, to szybko uciekamy wzrokiem w inną stronę. Mam ochotę się wtedy popłakać jak jakaś mała dziewczynka. Zachowujemy się jak pięcioletnie dzieciaki. Brakowało mi go. Może nie, jako kochanka, ale jako znajomego. Nie miałem, do kogo ust otworzyć. Zayn spędzał każdą chwilę z Perrie, a ja zostałem sam. Po użalam się trochę nad sobą. Mam nadzieję, że wam to nie będzie przeszkadzać. Jestem tragedią ludzkości.

Dzisiaj ma być impreza pożegnalna, gdyż Mulat wyjeżdża wraz ze swoją żoną do domu. Dziwne byłoby gdyby mnie nie zaprosili. To normalne. Zaprosili cały hotel, nawet osoby, z którymi nie rozmawiali, ani razu. Nie będę udawać, że mnie to cieszy. Pewnie spotkam tego pacana.

Wspomniałem już, co on wyprawia każdej nocy? Nie? To wyobraźcie sobie, że co wieczór słyszę jęki podniecenia i pożądania. To jest okropne jak osoba, na której ci zależy pieprzy się z jakąś pierwszą lepszą dziwką. To boli. No może nie osoba, na której mi zależy, ale tak oczywiście lepiej brzmi. W sumie nie jestem lepszy. Swoim urokiem osobistym zawróciłem pewnej dziewczynie w głowie. Ma na imię Susan. Jest piękną kobietą. Ma rude, lekko pofalowane włosy i te piękne duże usta, że kiedy na nie patrzysz, masz ochotę do niej podejść i pocałować. Zatopić się w tej chwili przyjemności. Poczuć dotyk czyjegoś ciała. Czuć, że kogoś obchodzisz. Nie mówiąc już o tym, gdy odda twój spragniony pocałunek. Masz ochotę na więcej, ale wiesz, że za kilka sekund cały czar pryśnie. Nie zostanie nic z tego pięknego momentu. Jeśli wymusiłeś tą przyjemność na drugiej osobie to zaraz się o to pokłócicie. Nawet jakby wybuchło pomiędzy wami ogromne pragnienie i pożądanie siebie nawzajem to i tak żadne z was się do tego nie przyzna. Będziecie czuć zawstydzenie, a druga strona niechęć za skradziony, ale mimo wszystkiego przyjemny pocałunek. Mam wrażenie, że taka sytuacja panuje między mną, a Harry’m. Susan nie wie, że nigdy się nią nie zainteresuję. Jest to smutne, ale prawdziwe.

Czasami mi jej żal, że tak bardzo zabiega o moje względy, a ja nie wyprowadzam jej z błędu. Jestem w końcu dla kogoś ważny. W aspekcie pragnień i fantazji. Nie czuje się przy niej jak kumpel. To całkowicie inna znajomość. Można powiedzieć, że niedługo zamieni się w seksualną znajomość. Pomijam oczywiście, że mnie kobiety nie kręcą, ale przecież mogę wyobrazić sobie kogoś innego na jej miejscu.

***

Muzyka, alkohol, anonimowość, tak to było moje marzenie… kiedyś. Teraz chce ciszy, ciepłej herbaty i bliskości osoby, na której mi zależy. Stop! Znów ta osoba. W głębi duszy ja tego nie chce, tylko potrzebuje, pragnę. Ta chwila, ten moment, gdy osoba, którą uwielbiasz dotyka delikatnie twojego ciała, wywołując przy tym lekkie dreszcze, a tym samym podniecenie. Nagle poczułem silne uderzenie. Zrozumiałem, że jakiś idiota zdzielił mnie z bara. Wkurzyłem się. Gdy skapnąłem się, kto to był, całe moje ciało wypełniło ciepło. Harry… tak, właśnie Harry, który kierował się w stronę korytarza z jakąś panienką. Nie powiem, że była brzydka. Była idealna. To był typ urody, który pociągał tego pacana. Nie zostawię tego tak. Nikt nie będzie bezczelnie mnie popychał.. Podążyłem wkurzony za zakochaną parą. Nie będę jego popychadłem. Wygarnę mu wszystko, co mi leży na sercu. Tak, bardzo go nienawidzę, a zarazem tak bardzo pragnę jego bliskości.

Myślicie, że co ujrzałem, gdy wyszedłem z przepełnionej sali? Stali na schodach. Byli pochłonięci sobą. Taa.. dosłownie. Podszedłem bliżej. Gdy miałem zamiar się przywitać, a raczej wykrzyczeć, co miałem mu do powiedzenia, usłyszałem zza moich pleców kobiecy głos. Bardzo przyjemny i delikatny dla moich uszu. Po mimo tego, jak bardzo byłem wkurzony, to nie powiem, ale sama jej obecność sprawiła, że poczułem ulgę i spokój.

- Hej Louis! - To była Susan. Ślicznie wyglądała. Miała zieloną sukienkę, która podkreślała jej duże oczy.

Harry oderwał się od swojego chwilowego momentu pożądania i skierował wzrok na nas. Bez zastanowienia przyciągnąłem do siebie rudowłosą dziewczynę i ją pocałowałem. Oddawała każdy mój pocałunek. Zamknąłem oczy i dałem się ponieść chwili. Jak wcześniej już mówiłem, nie mógłbym się oderwać. Jej delikatne, duże wargi pieściły moje spierzchnięte usta. Wiedziałem wtedy, że kogoś obchodzę. Nie obchodziło mnie, że to dziewczyna. Była człowiekiem, a ja wtedy potrzebowałem jakiejkolwiek bliskości i ciepła. Nie zważając na to czy patrzą ludzie czy też nie, skierowaliśmy się w kierunku mojego pokoju. Nie wiem, czy chciałem zrobić na złość Harry’emu czy też nie. Samo wyszło. Nie powiem, ale było przyjemnie. Brakowało mi czyjejś bliskości. A teraz ją miałem. Zatrzasnęliśmy drzwi od pokoju. Zaczęliśmy się rozbierać. Susan zdjęła moją koszulę, a ja rozpiąłem jej zieloną, koronkową sukienkę. Odskoczyliśmy od siebie, gdy do pokoju wtargnął nieproszony gość.

Stał tam.

- Co ty tu robisz? - zapytałem się, a raczej wykrzyczałem.

- Mógłbym cię zapytać o to samo. - powiedział z wściekłością w głosie.

- Susan… - zacząłem. Dziewczyna krzywo na mnie spojrzała. Zerknąłem, na Styles’a. Westchnąłem. Nie miało to sensu. - Pogadamy jutro. Muszę coś wyjaśnić z tym idiotą, bo chyba nie rozumie co to jest pukanie. - Była trochę zaskoczona całą sytuacją i może trochę zdenerwowana, ale nic nie odpowiedziawszy po chwili wyszła z wielką niechęcią z pomieszczenia.

- Co ty wyprawiasz? - Matko, jakie wyrzuty. Co on miał do tej sprawy, to nie mam pojęcia. Podobno dziewczyny są trudne, a Harry zaprzeczał temu wszystkiemu.

- O co ci chodzi? Już nie mogę przelecieć jakiejś dziewczyny? - cała ta sytuacja wydawała się bardzo śmieszna.

- Nie!

- A to niby, dlaczego? I nie krzycz. Jesteś w moim pokoju.

- Bo wolisz pieprzyć chłopaków. – Zabiło mnie to. Nie mogłem uwierzyć, w to, co usłyszałem.

- Jesteś skończonym zerem. Jakim prawem w ogóle tak do mnie mówisz? Jesteś dla mnie nikim. Wyjdź stąd! Jesteś ostatnią osobą, jaką chce widzieć w całym moim pieprzonym życiu! Wypierdalaj stąd!

- Nigdzie się nie ruszę! Nie krzycz na mnie!

- Ja nie krzyczę! Dopiero mogę zacząć! Wynoś się stąd!

- Uspokój się! Daj mi dojść kurwa do słowa. – zamilkłem. Ja krzyczę? A co on robi? Uspokoiłem się chwilowo i dałem znak, aby zaczął gadać. - Dobra! Koniec! Nie chce się jeszcze gorzej pokłócić. Możemy na spokojnie pogadać? – Podkreślił ostatnie dwa słowa, bardzo wyraźnie. Westchnąłem. A co niby miałem zrobić?

- Tak. - odpowiedziałem. Jestem ciekawy, co z tego wyniknie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz