* Dół. Góra. Dół. Góra. Niżej. Wyżej. Niżej. Wyżej. Dłonie naparły w dół, ciało uderzyło o drewnianą podłogę, usta znalazły się o milimetr od desek, gdy z powrotem wyrzuciło go w górę, gdzie zatrzymał się na nie dłużej, niż sekundę i ponownie zaczął opadać. Za każdym razem jego oddech stawał się cięższy.
Odetchnął, gdy poczuł jak jego mięśnie zaciskają się z bólu, prosząc o to, by zwolnił tempo, ale starał się to ignorować i zamiast tego, przyspieszył jeszcze bardziej. Robił pompki trochę za mocno. Zdawał sobie z tego sprawę, ale im bardziej jego mózg wymuszał na nim wolniejsze tempo, tym bardziej on nie dawał za wygraną, mimo bólu i zmęczenia. W końcu cierpienie fizycznie pozwalało mu uciec od tego psychicznego.
Zagryzł dolną wargę, gdy Louis znów pojawił się w jego myślach i mimowolnie zwolnił. Jego pierś chciała wybuchnąć, miał sucho w gardle i w końcu pozwolił swemu ciału płasko rozłożyć się na podłodze.
Był tchórzem. Ta myśl sprawiła, że zacisnął dłonie w pięści i zmusił się, by znów się podnieść. Przez chwilę zastanawiał się, jakie ćwiczenie teraz zacząć, aż w końcu zdecydował się na pompki na jednej ręce. Rozłożył bardziej nogi, a lewą dłoń wsunął za plecy, po czym zaczął.
Każda pompka była słabsza i wolniejsza od poprzedniej, ale nie poddawał się. Nie mógł nic poradzić na myśl, ile pompek byłby w stanie zrobić dzisiaj, gdyby wcześniej nie przerwał treningów. Dziwne, że czuł się zmęczony, skoro ćwiczył zaledwie kilka godzin.
W przerwach między treningami bokserskimi z Liamem i Zaynem, co noc kontrolował statek, a dodając do tego ćwiczenia łatwo mógł przyznać, że spędzał z Louisem nie więcej, niż cztery godziny w ciągu doby. A wydawało mu się, jakby nie widział go dniami.
Przestał robić pompki, jego ciało opadło na podłogę z wyczerpania. Nie mógł być bardziej żałosny. Miał wrażenie, że jego ciało waży co najmniej pięć razy więcej, niż normalnie. Kiedy ostatni raz tak się czuł?
Niepokój. Obawa. Strach… Wszystkie trzy siedziały w nim głęboko, a on za wszelką cenę próbował to zagłuszyć. Nie potrafił powiedzieć, co wywołuje u niego taki strach. Nie zagłębiał się w swoje problemy – tak bardzo go przerażało samo ich istnienie.
Jego ciało nadal trwało otoczone morską bryzą, a górna część ciała promieniowała od ciepła. Wzdłuż skroni sunęła kropla potu, gdy wydał z siebie kolejny, ciężki oddech. Przypuszczał, że równie dobrze może po prostu przyjąć fakty takie, jakie były teraz. Uciekając, gdy masz tak mało miejsca nie było zbyt mądre i jedynie przedłużały jego cierpienia.
Statek nie miał zbyt wiele miejsc do stacjonowania i czas płynął bardzo szybko i nim się zorientował, nadszedł świt, a on był zmuszony zobaczyć Louisa po raz kolejny, a naprawdę tego nie chciał. Bo ostatnią rzeczą, na tej planecie, jaką kiedykolwiek chciałby zrobić, to ranienie Louisa ponownie.
Obiecywał sobie raz po raz, że nigdy więcej tego nie zrobi, celowo czy nie i naprawdę ciężko na to pracował, byle tylko upewnić się, iż już nigdy nie zrobi krzywdy młodemu księciu. Więc dlaczego nic nie idzie zgodnie z jego planem?
Był zbyt przejęty sprawianiem, by Louis go nie nienawidził, niż tym, czy akurat nie rani Tomlinsona. Pamiętał, jak powiedział sobie, że zatrzyma tajemnicę dla siebie trochę dłużej, bo nie chce martwić księcia. Praktycznie bolała go myśl, iż jego ukochany jest w niebezpieczeństwie i był w stanie zrobić wszystko, byle go przed tym uchronić.
Na początku chciał powiedzieć Louisowi po tym, jak udało im się zdobyć Skrzynię Stuarta. Chciał zrobić to w spokojniejszym otoczeniu. Gdzieś, gdzie mógł zapewnić księciu pocieszającą atmosferę. A nie, gdy byli wściekli na siebie nawzajem.
Spojrzenie, jakim zaszczycił go Louis, gdy wychodził, bolało bardziej niż powinno. Nic nie składało się do kupy. Był przyzwyczajony do Louisa, który po prostu wrzeszczy. Tym razem było inaczej. To był prawdziwy Louis, prawdziwszy nie istnieje.
Dobroć Ludwika była czymś większym, niż niż Harry mógł kiedykolwiek marzyć, nie miał prawa narzekać, gdyby zdecydował się go teraz opuścić. Bardziej niż prawdopodobnie, rano Louis podejdzie do niego i powie mu stanowczo, że chce wrócić do Anglii i szczerze, Harry nie byłby w stanie go powstrzymać. Nawet jego złamane serce było owinięte wokół palca Louisa.
Melancholijny uśmiech ozdobił jego usta, gdy usiadł i spojrzał w górę. Zaledwie parę latarni oświetlało pokład, ale było tak słabe, że Harry mógł bez problemu wpatrywać się w rozgwieżdżone niebo. Cóż, dostał dokładnie to, na co zasłużył.
Gdyby nie był nim tak zauroczony, jak potoczyłyby się losy kapitana? Kolejny zimny wiatr musnął twarz Harry’ego, a ten przymknął oczy. To zabawne, bo wiedział, że nawet gdyby miał szansę jakoś cofnąć się w czasie i powstrzymać się od dziecinnej miłości, bo przecież on i Louis nigdy nie będą razem… Nic by nie zmienił.
Louis jedynym na świecie, który pomagał mu się rozluźnić. Louis był jedynym, który nauczy go czuć. Louis był jedynym, którego stracił, odkąd odebrano mu wszystko, gdy jeszcze był dzieckiem.
W końcu miał szansę być szczęśliwym na dłuże, a teraz wszystko zniszczył. Wiedział, że w końcu będą musieli się rozstać, a świadomość tego boli bardziej, niż cokolwiek innego.
Przetarł twarz dłońmi i położył nagie plecy na ciepłej, drewnianej podłodze. Był zmęczony i chciał po prostu usnąć. Wiedział, że jego ciało będzie wręcz zalewać się bólem, gdy tylko się obudzi, ale było mu już wszystko jedno.
Odchrząknął i podniósł się na nogi. Napotkał wzrokiem buty, koszulę i płaszcz, po czym zgarnął je i ruszył do swojej kajuty. Sen naprawdę brzmiał atrakcyjnie. Gdy wszedł do gabinetu, poczuł się nieco zdołowany, że niektóre książki nadal nie wróciły na miejsce.
Był w połowie drogi do drzwi, gdy nagle zatrzymał się, uświadamiając sobie, iż w środku jest Louis. To byłoby takie łatwe, po prostu wejść tam i położyć się w łóżku obok niego, jak gdyby nic się nie stało. Chciał czuć Louisa w ramionach; by ten zwinął się w jego objęciach, a puszyste włosy pomieszały się z jego własnymi. Myśl była wystarczająco blisko, aby zacząć wewnętrznie skomleć, kiedy stwierdził, że najlepiej po prostu zostawić starszego mężczyznę, a znaleźć swoje własne miejsce.
Zacisnął pięści i spojrzał na fotel, stojący przy jego biurku. Czuł się, jakby minęła wieczność, odkąd ostatni raz mebel służył mu za łóżko, póki Louis nie zaproponował mu wspólnego spania. Skoro był w stanie znieść to wtedy, jedna noc nie zrobi mu różnicy, prawda?
Wyciągnął się na nim, starając się nie robić hałasu i nie zbudzić księcia. Następnie odchylił głowę do tyłu i z założonymi na piersi rękoma, pozwolił swym oczom się zamknąć.
*
Louis stwierdził, że obudził się bardziej zmęczony niż, gdy pierwotnie szedł do łóżka. Ziewnął głośno i to wystarczyło, by rozbudzić Dusty, która jak zwykle spała po stronie Harry’ego. Prawdę mówiąc, Louis spodziewał się obudzić się obok kręconych włosów mężczyzny i kiedy zobaczył tylko puste miejsce, za wyjątkiem małej kuli rudego futra, był nieco rozczarowany.
Cała sytuacja zajęła mu trochę czasu, aby wszystko zrozumieć i cóż, był pewien, że Harry jest na niego wściekły. Prawda była taka, że jego reakcja na treść tajemnicy nie mogła być gorsza. Wystarczyło, że pomyślał sobie o tym, iż znów będzie musiał stawić czoła Harry’emu, a na jego ciele mimowolnie pojawiała się gęsia skórka.
Harry był prawdopodobnie cholernie na niego wkurzony na niego, ale słowa Louisa miały swoje uzasadnienie, prawda? Nie chciał przecież urazić Harry’ego. Dlatego zszedł pod pokład i postanowił wszystko przeczekać, jak zwykle. Miał nadzieję, że tym razem coś pójdzie po jego myśli.
Miał też powiedzieć o swoim problemie Eleanor. Wiedział, że nie da mu najlepszej rady, ale sam fakt wysłuchania go by mu wystarczył. Przeczesał palcami włosy i spuścił nogi z łóżka. Od razu ruszył do drzwi, by wejść do gabinetu Harry’ego.
Ledwo zrobił krok dalej, gdy zorientował się, że ktoś jest w środku. oddał krew krótki dreszcz zaskoczenia. Widząc Harry’ego przy biurku, oddech uwiązł mu w gardle, a serce omal nie wyskoczyło mu z piersi. Książę otworzył szeroko oczy, kiedy patrzył na mężczyznę, siedzącego z rękami skrzyżowanymi w dolnej części klatki piersiowej.
Zajęło mu tylko ułamek sekundy, aby uświadomić sobie, że pirat spał. Mimo to, nie odetchnął z ulgą. Napiął się jeszcze bardziej. Cóż, nie spodziewał się tego. I z całej siły starał się nie patrzeć.
Louis zrobił krok naprzód tak lekki, jak tylko potrafił i gdy natrafił na skrzypiącą deskę – nie żeby, wszystkie takie były, ale po prostu tego nie zauważył -, zdał sobie sprawę, iż Harry nie udaje.
Hałas był na tyle głośny, że mężczyzna skrzywił się nieznacznie, po czym obrócił się lekko w drugą stronę, nie budząc się. Louis zamarł, ale widząc mocny sen, ruszył dalej.
Szargało nim poczucie winy, że z jego powodu, Harry znów śpi na niewygodnym fotelu. Pamiętał, jak na początku odkrył, że Harry dał mu swoje łóżko, gdy on objął przewodnictwo. Czuł się winny, że historia zatacza koło. I choć był wdzięczny za to, że pirat utrzymał jakiś dystans między nimi, jakby chciał dać mu czas, Louis czuł się jak skończony egoista.
Przygryzając dolną wargę szybko wrócił do sypialni. Uważając, by nie zbudzić Dusty, zabrał z łóżka koc i wrócił do gabinetu. Stanął przed Harrym i rozłożył materiał najdelikatniej, jak tylko umiał. Gdy przypadkiem dotknął Stylesa, zdziwił się, iż ten się nie zbudził. Co się stało z jego “instynktem drapieżnika”?
Odetchnął ciężko i odwrócił się, by odejść. Wtedy jego wzrok powędrował do pustych miejsc na regale Harry’ego. Doszedł do wniosku, iż właśnie znalazł sobie zajęcie. Obudził się dość wcześnie. Kiedy wyszedł na pokład, słońce dopiero wychodziło zza horyzontu i nigdzie nie kręcił się żaden z członków załogi. Louis uświadomił sobie, że jest to doskonały moment, by pozbierać książki Harry’ego. Od razu ruszył do armat - wszystkie jedenaście egzemplarzy umieścił pod jednym z wałów.
Gdy wrócił, Harry nie zmienił pozycji. Biorąc głęboki oddech, wszedł do sypialni i wziął poduszkę, na której spał, po czym delikatnie umieścił ją za głową pirata. Zamarł, gdy Harry napiął mięśnie, ale już trzy sekundy później wrócił do swojego snu.
Na własne życie, Louis nie pamiętał, by Harry miał jakieś specjalnie wymagania co do tego, gdzie konkretnie dane książki mają się znajdować. Uklęknął i przyjrzał się dokładnie każdej z osobna. Gdy udało mu się ułożyć je w kolejności alfabetycznej, zerknął na regał.
Dobra, to było głupie. Było tam mnóstwo książek
Dla życia niego, szczerze nie pamiętam, co się gdzie i jeśli Harry miał konkretnego zamówienia lub miejsca, aby umieścić swoje książki.
On cmoknął gdy dostał się na kolana i zaczął patrząc na tytuły każdej książki indywidualnie. Kiedy udało mu się w uporządkowane w kolejności alfabetycznej wziął chwilę, aby zerknąć na jego poręczne pracy.
Dobra, może to było trochę głupie. Było tam mnóstwo więcej książek o statkach i naprawdę nie miał siły układać ich wszystkich od nowa. Wypuszczając powietrze z policzków jęknął, nim zaczął układać książki na półce.
Gdy skończył, z grymasem na twarzy podniósł się z ziemi po tym, jak ciało mu zdrętwiało. Wiedząc już, jaką turę książek ma przynieść następną, obrócił się w kierunku drzwi, kątem oka zerkając na Harry’ego.
Nie spał. A przynajmniej tak to wyglądało. Wszystko dookoła zamarło. Harry siedział, tępo patrząc się na Louisa, wyczerpanie i zmęczenie na jego twarzy było aż nazbyt oczywiste, po czym poniósł jedną dłoń i przetarł oczy.
Louis był najmniej szczęśliwą osobą. Był tak blisko drzwi… Zerknął w tamtym kierunku zastanawiając się, czy zdąży…
- Louis?
Chrypka w jego głosie normalnie sprawiała, że Louis uśmiechał się, gdy spędzali ranki razem w łóżku. Tym razem przeszedł go dreszcz. Nie miał pojęcia, co się dzieje. Odchrząknął i odwrócił się, by spojrzeć na Harry’ego.
Kapitan przyjrzał się kocu na sobie i zaczął go zdejmować. Poruszył głową i pozbył się poduszki, a Louis zaczął rozmyślać nad planem ucieczki. Cholera, znowu czeka go kara. Statek był taki duży. Nie mógł biec daleko i nie mógł ukryć się na zawsze.
- Tak? - jego głos brzmiał co najmniej dziwnie. Harry zmarszczył brwi, zrzucając koc. Otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale się zatrzymał.
Louis wiedział, że ma kapitan dopiero się obudził i jest nieco zdezorientowany, ale sposób, w jaki Harry zmarszczył brwi wydawało się być faktycznie miłe. Niezręczna cisza wypełniła pokój i żaden z nich nie wyglądał na gotowego, by się odezwać. Cóż, Louis i tak nie był pewien, co mógłby powiedzieć.
Myślał o przeprosinach i teraz, gdy sobie o tym przypomniał… To nie był dobry pomysł.
- Ja tylko… - zaczął niepewnie, a jego myśli wróciły do plany ucieczki.
Harry spojrzał na niego jeszcze raz, po czym wstał z fotela.
- Wszystko w porządku? - zapytał, a serce Louisa zaczęło bić szybciej.
- T-tak, wszystko okej – zignorował drżenie swego głosu, po czym wymusił uśmiech i przeczesał palcami włosy.
Harry nie odpowiedział, a Louis mógł tylko patrzeć, jak zaczął składać koc, po czym bez słowa ruszył do sypialni. To był dobry czas, by wyjść, ale miał wrażenie, iż lepiej będzie, jeśli zostanie i na niego poczeka.
Gdy po minucie kapitan wrócił, wyglądał na całkowicie rozbudzonego i doprowadzonego do porządku, mimo że jego wyraz twarzy nadal był dziwnie zimny i pusty.
- Idę pozbierać wszystkie książki, więc nie martw się tym, że nie będziesz mógł ich znaleźć – próbował trzymać silno swoją pozycję pełną pewności siebie, co normalnie miało miejsce, ale dziś coś było nie tak. Harry skinął głową, a jego oczy skierowały obojętny wzrok na regał. Louis już był gotów do wyjścia, gdy pirat przemówił.
- Przyniosę ci buty.
Louis praktycznie zapomniał, że jest boso, ale nie miał nawet jak powiedzieć Harry’emu, że to nie było konieczne, bo kapitan odwrócił się i znów wyszedł. Westchnął, oblizał wargi i podszedł do biurka, na którym leżało kilka kartek i zeszyt. Ciekawość wzięła górę i nachylił się, by na nie zerknąć, ale wtedy wrócił Harry, tym razem z butami Louisa.
- Dziękuję – stwierdził książę. Spodziewał się, że Harry zwyczajnie go zostawi i pójdzie wypełniać swoje obowiązki kapitana, a zamiast tego stał i po prostu się patrzył. Zdezorientowany monarcha uniósł brew. - Uh…
Gdy pirat nadal milczał, zakaszlał.
- Co? Mam coś na twarzy? - zapytał z rozdrażnieniem.
- Czekam na ciebie – odpowiedział Harry, a Louis zamrugał.
- Co? - powtórzył.
- Chciałem pomóc ci przynieść książki – odpowiedział, jak gbyby nigdy nic, Harry.
Och. Cholera.
Nie mogąc znaleźć dobrej odpowiedzi, Louis po prostu tak stał, a cisza miedzy nimi robiła się coraz bardziej niezręczna. Dopiero kapitan przerwał milczenie.
- Nie wiem, gdzie są, a ponieważ jest ich wiele, po prostu założyłem, że będzie lepiej dla nas dwóch, jeśli przyniesiemy je razem – zrobił pauzę. - Oczywiście, jeśli nie chcesz mojej pomocy…
- Och! Nie! Nie! Pomoc brzmi świetnie! - Louis zreflektował się szybko.
Harry obrzucił go niewzruszonym spojrzeniem, a stoicki spokój wręcz kipiał z jego oczu. Louis za wszelką cenę próbował się uśmiechnąć.
- To ten… Uch… Chodź ze mną, co? - zasugerował.
Ignorowanie problemu. Było to cholernie dziecinne zarówno ze strony jednego, jak i drugiego mężczyzny. Ale Louis wiedział, że to tylko kwestia czasu, aż tykająca bomba wreszcie wybuchnie. Przecież nie można uciec od problemów. Bez względu na to, czy jesteś tchórzem czy nie, to i tak cię dopadnie, prędzej czy później
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz