niedziela, 23 marca 2014

. Louis obudził się z jękiem. Otwierając jedno oko, poprawił się na łóżku, a pierwsze, co zauważył, był sufit. Jaskrawe światło wpadał przez okno kabiny, rażąc go w oczy. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nadal jest w ramionach Harry’ego. Uścisk nie był mocny, ale książę potrzebował dużo determinacji, by obrócić się na bok, aby móc spojrzeć na młodszego mężczyznę.


Oczy Harry’ego wciąż były zamknięte, a twarz zdawała się być oazą spoko, co sprawiłoby, iż każdy uwierzyłby, że pirat śpi. Zwłaszcza, biorąc pod uwagę równomierny oddech. Ale Louis nie dał się zwieść, dlatego uniósł dłoń i przeczesał nią loki Harry’ego.

- Dzień dobry, Curly – przywitał się, a jego głos był zachrypnięty. Zakaszlał lekko, by oczyścić gardło. Harry milczał, a Louis nie przestawał bawić się jego włosami.

Wspomnienie poprzedniej nocy i tego, co się wydarzyło natychmiast wróciło i młodym księciem wstrząsnął dreszcz na samą myśl o ustach Harry’ego wokół jego penisa. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie doznał, nie dotykali się w taki sposób od czasu pierwszego dnia na pokładzie, kilkanaście tygodni temu. To było jak wieczność. Szczególnie, że ledwo zasmakował seksu z Harry’m, a już wiedział, że niczego bardziej nie pragnął.

Jego samokontrola poszła się jebać. Mimo to musiał pamiętać, że chociaż dla Louisa to wszystko było przyjemnością, to prawdopodobnie Harry odczuwał to także z emocjonalnego punktu widzenia. Jednak książę potrzebował czasu, by dowiedzieć, czy czuje do kapitana to samo.

Wydawało mu się, że za każdym razem, gdy myślał, iż to koniec, to samo zaczynało się powtarzać i w efekcie Louis wracał do punktu wyjścia. Ręką wciąż przeczesywał włosy bruneta, po czym odgarnął kilka kosmyków z czoła, na co Harry zaczął mruczeć. Louis odsunął dłoń i schował ją pod poduszkę, wzdychając cicho.

- Naprawdę musisz umyć włosy – powiedział zwyczajnie.

- Dzień dobry – odezwał się nagle Harry, na co książę uśmiechnął się blado. Pirat z jękiem wcisnął twarz w poduszkę, próbując się nie uśmiechnąć. - Większość ludzi wita się “dzień dobry” albo “kocham cię”. A nie “twoje włosy są brudne, umyj je”.

- Nie udawaj, że nie słyszałeś, jak mówiłem ci dzień dobry – Louis przewrócił oczami. Podniósł się do pozycji siedzącej i zmierzwił swe włosy. - Masz szczęście, że w ogóle się odezwałem.

- Cóż, nie wiem. Obudziłeś się dziś przede mną – powiedział Harry, na co Louis uniósł brwi w zdziwieniu.

- Czekaj, co?

- Obudziłeś się dziś przede mną – powtórzył i Louis miał nadzieję, że jego zdziwienie nie jest widoczne na jego twarzy.
Nie był dumny, czy coś, ale musiał przyznać, że czuł się jak podekscytowany dzieciak, na samą myśl o tym. To nigdy wcześniej się przecież nie zdarzyło.

- Wow. Czy to pierwszy raz? - Louis zapytał spokojnie. - Kiedy obudziłeś się później? Myślałem, że nie śpisz… Dlatego bawiłem się twoimi włosami.

- Obudziłem się, gdy dotknąłeś mojego czoła – ramiona Harry’ego rozpięły się, by naciągnąć na siebie kołdrę. - Jeśli mam być szczery, ostatnia noc była chyba najlepszą, jeśli mówimy o spaniu – przed oczyma Louisa znów pojawiły się obrazy tego, co między nimi się stało.

- Wow, jesteś taki mądry. Absolutnie genialny. Jeśli seks jest wszystkim, czego potrzebujesz, by spać spokojnie, powinieneś częściej używać swojej ręki przed snem.

Harry zachichotał, po czym złapał Louisa i przyciągnął go bliżej siebie.

- Tak kusząco jak to brzmi, muszę przyznać, iż najwyraźniej moje ciało uznało, że czuję się wygodnie tylko wtedy, gdy mam cię obok.

- Słucham? - zapytał książę, nie będąc pewnym, czy dobrze zrozumiał.
To wydawało się naprawdę nierealne, jeśli Louis miałby coś powiedzieć. A gdy pomyślał o Harry’m, przy nim, jeszcze bardziej nie mógł w to uwierzyć.

- Potrafię spać spokojnie tylko wtedy, gdy mam cię przy sobie. Wówczas nie jestem taki czujny… albo przynajmniej tak mi się wydaje. Dzisiaj zdarzyło się to po raz pierwszy, więc może uda się to powtórzyć też później?

Jego słowa wprawiły starszego mężczyznę w uczucie szczęścia. Miło było wiedzieć, że Harry mu ufa i nie jest dla niego źródłem dyskomfortu. To było rzeczywiście zabawne. Biorąc pod uwagę to, jak ich związek się zaczął, Louis powinien stopniowo uczyć się zaufania do Harry’ego. Ale kłamałby, gdyby powiedział, że Harry nie jest w stanie ochronić go własnym ciałem przed kulą…

Może właśnie dlatego Louis ufał mu bardziej, niż powinien. Wiedział, że Harry go nie skrzywdzi. Kiedy myślał o tym, zauważył, iż Harry ponownie zasypia. Był poszukiwany, więc nawet we śnie musiał czuwać. To było wręcz zaskoczeniem dla księcia, że tak wiele czasu zajęło piratowi, by czuć się przy starszym mężczyźnie swobodnie.

- Przykro mi, jeśli wydaję się być zbyt zafascynowanym tym zjawiskiem, ale to całkiem interesujące. Czyli ogólnie śpisz z jednym okiem otwartym, hm? - Louis spytał, skinąwszy głową. Harry wzruszył ramionami.

- Coś w tym stylu. Budzę się, gdy statek mocniej się zakołysze, albo jakiś gówniany sen mnie dręczy.

- Gówniany sen? W sensie, koszmar? - zapytał ciekawsko, a Harry odwrócił wzrok. Było oczywiste, że Louis miał rację, ale kapitan najwyraźniej nie chciał poruszać tego tematu. - Czyli teraz, skoro śpimy razem, czujesz się spokojniejszy?

Harry patrzył na niego w milczeniu, aby kontynuował.

- Czyli mógłbym cię zabić we śnie?

- Księżniczko.

- Muszę to zapamiętać – szatyn zaśmiał się.

- Pewnie bym się wkurzył, ale wątpię, czy wiesz jak zabić owada, a co dopiero człowieka.

- Wiesz, mam trochę déjà vu, gdy o tym wspomniałeś. Czy jedna z takich rozmów nie skończyła się naszym pojedynkiem na miecze? - Louis zmarszczył brwi. Harry, całkowicie rozbudzony, usiadł gwałtownie na łóżku, patrząc na księcia zwężonymi oczami.

- Myślisz, że pokonałeś mnie tamtej nocy?

- Jestem pewien po tym, jak twój tyłek wycierał pokład – Louis uśmiechnął się chytrze.

- Z tego co pamiętam, to na końcu właśnie ty byłeś na łasce mojego miecza – wypowiedział te słowa nieco agresywnie, ale książę nie mógł się powstrzymać od przewrócenia oczami.

- Och, uspokój się. Doskonale wiesz, że pokonałem cię w pierwszej rundzie. Nie musisz być taki drażliwy, skoro raz udało mi się wziąć górę.

- Nie jestem drażliwy – Harry odwrócił wzrok.

- Jesteś! Słuchaj, jeśli chcesz, może znów zorganizować pojedynek, jestem gotowy! Możemy to zrobić nawet teraz. Jestem zdrowy, więc gwarantuję, że skopię ci tyłek i to ty będziesz na łasce mego miecza! - podkreślił z uśmiechem. Brunet nadal nie spojrzał mu w oczy, a jedynie pokręcił głową. - Chodź, Curly. Nie boisz się, prawda?

- Zorganizujemy rewanże, jeśli naprawdę tego chcesz – Harry wreszcie zaszczycił go spojrzeniem. - Ale sugeruję tego nie robić, no chyba że znów jesteś chory.

- Huh? Dlaczego, gdy jestem chory?

- Bo ostatnim razem nie upokorzyłem cię, nie ze względu na twoje pochodzenie, a głównie na stan zdrowia. Nie poszedłem na całość, bo wiedziałem, że nie czujesz się dobrze. A jeśli zrobimy rewanż teraz, gdy jesteś zdrowy, nie będę się powstrzymywał – powiedział, a jego szmaragdowe oczy pożerały Louisa. Ten wcale nie wydawał się być przestraszonym.

- A myślisz, że chcę, byś się powstrzymywał?

- Dosłownie sam wpędzasz się do grobu, prosząc mnie teraz o pojedynek.
- W takim razie upewnij się, że Zayn, Liam i Niall zrobią mi ładną trumnę, gdy Eleanor i Danielle będę układać kwiaty na moim nagrobku.

Jego odpowiedź sprawiła, że Harry wpatrywał się w niego przez chwilę, po czym prychnął i wygrzebał się spod kołdry. Usiadł na krawędzi łóżka, przeczesał palcami włosy, a następnie spojrzał na Louisa przez ramię.

- Okej. Jeśli naprawdę tego chcesz, daj mi się ubrać.

Czując, że serce zaczyna bić mu szybciej z podniecenia, Louis nawet nie próbował kryć swoim emocji, gdy posłał młodszemu mężczyźnie uśmiech.

- To będzie bardzo ciekawe, gdy po raz drugi upokorzę cię przed twoimi ludźmi – choć wiedział, że wyśmiewanie się z pirata w tym momencie nie jest najrozsądniejszym rozwiązaniem, książę nie mógł się powstrzymać. Nawet nie wiedział jak to się stało, że w jednej sekundzie rozmawiali o śnie, a już w następnej przeszli do pojedynku.

- Skoro nadal wydajesz się być taki pewny siebie, powinniśmy się o coś założyć – rzekł Harry, wkładając płaszcz. Louis zerknął na niego z zaciekawieniem.

- Zakład?

- Tak, zakład. Jeśli masz zamiar wygrać, to chyba żaden problem, prawda?

- Oczywiście, że nie – książę odpowiedział natychmiast.

Wrócił do wiązania butów, a adrenalina w jego organizmie dała się we znaki, chociaż pojedynek nawet się nie rozpoczął.

- O co się zakładamy? - Harry zapytał, a Louis zamarł. Co mógłby postawić?

- Uh… - urwał, nie będąc pewnym, czego chce. Przygryzł dolną wargę, wpatrując się w sufit, nim położył się na łóżku z głośnym jękiem.

- Dobrze – Harry odpowiedział. - Wróć do mnie, gdy już coś wymyślisz.
Czego chciał? Nie było zbyt wiele rzeczy, które przyszły mu do głowy. Myślał nad czymś żenującym do wykonania przez kapitana… Wtedy przypomniał sobie o tym, że Harry nie dotrzymał obietnicy odnośnie wiadomości od Nicka.

Oczy Louisa się rozszerzyły i zmarszczył brwi, wyskakując z łóżka, po czym spojrzał gniewnie na Harry’ego. Ten zaś, zatrzymał się w pół kroku.

- Wymyśliłeś coś?

- Ty draniu, nie próbuj mnie rozpraszać! To jutro! Masz mi powiedzieć o niemieckiej księżniczce, w tym momencie! - zażądał, a jego temperament wybuchnął jak wulkan energii. Harry zesztywniał i Louis zerknął na drzwi, do których kierował się kapitan. Czym prędzej rzucił się w tamtym kierunku i zakrył wyjście swoim ciałem. - Nie wydostaniesz się z tego pokoju, dopóki mi nie powiesz tego, co chcę wiedzieć.

- Trzymasz mnie jako zakładnika?

- Tak. Mam zamiar ściskać twoją szyję tak długo, aż nie braknie ci tchu.

Kapitan piratów nie odpowiedział, a jedynie zaczął iść w kierunku Louisa, który poczuł jak sztywnieje. Zacisnął dłonie po swoich bokach. Harry stanął przed nim, układając ręce na jego ramionach, po czym zjechał nimi na biodra księcia.

- Nigdy więcej ukrywania się, nigdy więcej uciekania, nigdy więcej… niczego – Louis wydyszał. - Tylko… Powiedz mi, proszę?

- Tak – Harry skinął głową. - Przepraszam, że tak długo to ukrywałem. Nie wiedziałem, że aż tak ci to przeszkadza. Myślałem, że ufasz mi na tyle, by…

- Ufam ci – Louis przerwał mu. - Gdybym ci nie ufał, myślisz, że spałbym z tobą w jednym łóżku? Myślisz, że w ogóle wróciłbym z Londynu, by spędzić z tobą te kilka miesięcy, z dala od bezpiecznego domu? Harry, ufam ci do tego stopnia, że każdy rozsądny człowiek na moim miejscu nazwałby się kompletnym idiotą!

- Tak… - uśmiechnął się lekko pirat. - W takim razie przepraszam, że proszę o tak wiele. Ja po prostu nie chcę cię niczym obciążać.

- Mówiłem ci już to wiele razy – Louis przewrócił oczami. - Jestem dużym chłopcem. Nic mi nie będzie.

- Mhmm… - Harry zanucił, a Louis tupnął niecierpliwie nogą.

- Dobra, skończmy z tym. Co to za sekret?

Harry spojrzał na Louisa, a gdy tylko otworzył usta, rozległo się pukanie do drzwi. Książę podskoczył w miejscu, a pirat odsunął go na bok, niewzruszony sytuacją, gdy wpatrywał się w wejście.

- Czego? - zapytał, na co od razu dostał odpowiedź.

- Parę kolesi walczy ze sobą pod pokładem, kapitanie.

- Nie rozumiem, czego ode mnie oczekujesz? Niech ci idioci rozwiążą to między sobą.

- Tak, ale… Jeden z nich wyjął miecz i wydaje mi się, że to może skończyć się na czymś krwawym.

- Przyjdę za minutę, cholerni kretyni – stęknął Harry, zaciskając zęby.

Głos po drugiej stronie zamilkł, więc domyślił się, iż człowiek odszedł. - Zaraz wracam – powiedział, a Louis powstrzymał go ręką.

- Um. Nie pójdziesz, dopóki nie powiesz mi, czego dowiedziałeś się od Nicka.

- Księżniczko.

- Nie księżniczkuj mi teraz – warknął Louis, na co kędzierzawy mężczyzna zdjął kapelusz.

- Cóż, nie jestem pewien, czy to przeznaczenie mówi mi, że nie powinienem ci wyjawiać prawy, ale… Trzymaj – rzekł, oferując księciu swoje nakrycie głowy. Louis spojrzał zdezorientowany na przedmiot, który trzymał teraz w dłoniach.

- Co?

- To nam pomoże, prawda? Z naszym zaufaniem? Wiem, że to nie jest sekret, ale mam nadzieję, iż to nadal coś znaczy. Ufam ci z moim kapeluszem tak długo, jak trzymam tę wiadomość, więc teraz musimy nawzajem sobie zaufać, jak jeszcze nigdy przedtem.

- Harry, ja nie… - próbował jakoś zareagować Louis.

Kapitan piratów pochylił się do niego, jakby chciał powiedzieć mu coś tajemniczego na ucho, a książę poczuł przypływ gorąca, gdy owionął go oddech mężczyzny.

- Możesz go zatrzymać, dopóki ci nie powiem i obiecuję, że to nie będzie trwało długo, w porządku? Wiem, że proszę o wiele, ale błagam, księżniczko… Zaufaj mi trochę bardziej – szepnął błagalnie Harry.

Odsunął się i minął Louisa, po czym wyszedł z pokoju. Książę stał w miejscu, trzymając kapelusz w swych dłoniach, a jego ucho było bardziej rozgrzane, niż mógł tego chcieć.

Zaufanie nie jest tak skomplikowane, jak niektórzy ludzie myśleli i nie mógł nic na to poradzić, że czuł, iż słowo to znaczy dla Harry’ego więcej, niż mu się wydawało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz