Harry nielegalnie parkuje przed blokiem Louisa i wchodzi po schodach, gdyż widna jest zbyt powolna. Gdy dociera na miejsce, czuje się o wiele lepiej, mimo że siedzi tylko pod drzwiami szatyna i na niego czeka. Ale kiedy Harry tam trafia, nie są one do końca zamknięte. Przełyka głośno ślinę i cicho przemierza korytarz, popycha drzwi i robi jeden krok, mając imię Louisa na końcu języka i zamiera.
W środku zastaje przystojnego mężczyznę, co najmniej dwa razy starszego od Louisa, który owija go w swoje ramiona i szepcze mu do ucha. Jest to intymny, zaborczy dotyk, jego ręka dotyka pleców Louisa, a Harry czuje się tak, jakby ktoś po prostu wpadł na niego i wyciągnął całe jego wnętrze, pozostawiając je obnażone na podłodze. Jego stopa ślizga się na płytce, co wydaje lekki pisk i zarówno Louis jak i ten mężczyzna oglądają się na niego. Oczy Louisa robią się szersze, jego twarz blednie i Harry w niewytłumaczalny sposób ma ochotę wybuchnąć śmiechem. Jego oczy płoną.
- Harry - Louis bierze głęboki wdech i robi kilka kroków, odchodząc od mężczyzny, ale Harry cofa się.
- To dlatego nie chciałeś mi powiedzieć - mówi, a jego głos jest bardziej złamany niżeli chciał. - Ta twoja praca, akrobata, błazna, cukiernika i profesjonalnego degustatora milkshake’ów. I przez cały czas to było tym?
- Harry – mówi ponownie Louis. Brzmi okropnie, jego oczy nadal są szerokie, ale sam jest tak cholernie wspaniały i Harry nie może już dłużej wytrzymać, by na niego nie spojrzeć.
- Muszę iść.
- Nie, Haz, czekaj…
Ale Harry nie słucha, tylko zatrzaskuje za sobą drzwi. Wie, że Louis za nim idzie, ale nie może zmusić samego siebie, by obejrzeć się w tył i zatrzymać się. Przez szum krwi w uszach ledwie słyszy dźwięk własnych kroków. Łzy spływają mu po policzkach i po prostu to wszystko go boli.
Louis dogania go na parkingu. Jest boso i wygląda na spanikowanego. Harry wyrywa jego rękę z uścisku, odwraca się szybko i spostrzega jego lodowaty wzrok. Louis jest wściekły.
- Co ty tu robisz, do cholery? – żąda wyjaśnień. – Mówiłem ci, że dziś muszę pracować! Czemu tutaj jesteś?!
Harry’ego ogarnia coś pomiędzy wściekłością a wszechogarniającym smutkiem. Wpatruje się w niego przez kilka pełnych sekund z otwartymi ustami, zanim jest w stanie odnaleźć swój głos.
- Czy ty… Czy ty naprawdę jesteś przez to na mnie zły?
- Nie możesz tak po prostu włazić do mojego mieszkania, kiedy tylko najdzie cię taka cholerna ochota.
- Drzwi były otwarte – Harry krzyczy. Jego żołądek ściska się i czuje ból. – Byłeś zbyt zajęty tym facetem, by je zamknąć!
Louis stanowczo potrząsa głową, zaciskając usta w wąską kreskę. Jego oczy robią się ciemne, a ręce zaczynają się trząść. – Jezu Chryste, Harry. Nie możesz…
- Przyszedłem do ciebie! – Harry warczy, bo w tej sytuacji gniew jest dużo bezpieczniejszy i o wiele łatwiej mieć do czynienia z nim, niż z bólem, który właśnie grozi mu załamaniem. – Ponieważ przyjaciółka Nialla powiedziała, że widziała cię ostatniej nocy z kimś innym i chciałem o tym z tobą porozmawiać. Poza tym, twoje drzwi były otwarte!
- Mówiłem ci, że będę pracował – Louis wrzeszczy, ale brzmi teraz bardziej na spanikowanego niż na rozłoszczonego.
- Powiedzieli mi – prychnął. – Powiedzieli mi w klubie. Koleżanka Nialla mówiła, że jesteś tam sławny. Słynna pieprzona kurwa, która zajmuje się tam biznesami!
Louis przeczesuje palcami swoje włosy i wściekle zaciska ręce, wbijając w nie paznokcie. Robi się bardzo blady. – To nie tak, jak myślisz – zacina się. – Harry, to nie jest tak. To nie….
- Więc co to było? – krzyczy. – Albo mnie zdradzasz, co jest… - Harry potrząsa głową i przeciera dłonią usta. – Albo okłamujesz mnie przez cały czas. To wszystko było zmyślone? Co ty kurwa … Dlaczego ty… – Boże, nawet nie potrafi dokończyć zdania. – Myślałem, że po prostu grasz, że chciałeś doprowadzić mnie do szału z tą zgadywanką! Nie przeszło mi przez myśl, że coś ukrywasz! Nie sądziłem, że TO ukrywasz.
- Harry…
- Co?! Jest z tobą spokrewniony? Jest twoim wujkiem? Ojcem? Bo jego ręka na twoim tyłku sprawiła, że raczej w to wątpię.
- On… On jest przyjacielem. Po prostu starym przyjacielem.
Harry wybucha szaleńczym śmiechem, dławiąc się łzami. Boli go nawet same oddychanie.
– Jezu Chryste, Louis. Gdzie go poznałeś? Skąd jest?
Louis odwraca wzrok, patrzy w dół na swoje stopy i Harry czuje, jak jego serce kruszy się w piersi. Czuje, że jest głupi, młody i naiwny.
- Sprawiłeś, że ci ufałem, że ci wierzyłem. Jestem tak cholernie w tobie zakochany, że nie mogę nawet normalnie funkcjonować, a ty jesteś…
Louis energicznie potrząsa głową, kiedy Harry wypowiada te słowa. Wygląda źle pod latarnią, jego oczy są wilgotne, ale nic nie mówi.
- Nadal nie możesz mi odpowiedzieć – wzdycha. – Nie możesz nawet tego wyjaśnić. Wolałbyś zachować swój sekret niż… - znów ukrywa, przegryzając dolną wargę. Ostatecznie zraniony, przestraszony i otoczony złością, potrząsa głową i otwiera drzwi samochodu.
- Harry…
- Wracaj do środka, Lou. Masz klienta.
Przez sekundę, Harry widzi, jak złość błyska w oczach szatyna.
- Nie wiesz, o czym, kurwa, mówisz – prycha.
- Naprawdę, naprawdę nie wiem – Harry zgadza się łamiącym głosem. – To już tak jakby twój problem.
- Harry, Boże, proszę, tylko… po prostu poczekaj, okey? Wróćmy na górę i porozmawiajmy, dobra?
Harry potrząsa głową przeciwko tej pokusie i nie chce słyszeć niczego więcej od Louisa. Chciałby wydrzeć się na niego i powiedzieć Sorry, Lou, ale na pewno ci na to nie pozwolę, ale nie potrafi. Nie jest taki. Nie chce być taką osobą.
- Musze iść – to wszystko, co mówi i wsiada do samochodu.
Louis nie próbuje ponownie go powstrzymać, więc Harry zostawia go skulonego na środku parkingu. Wszystko, co widzi przed sobą, to tylko jasne światła i piękne londyńskie niebo, rozmyte przez łzy, które spływają mu po policzkach. Myśli jedynie o tym, że ma dziewiętnaście lat i przypuszcza, że to najwyższy czas, by mieć złamane serce.
***
Tej nocy szlocha w klatkę piersiową Zayna, kiedy zarówno brunet, jak i Liam otulają go w swoim łóżku, a on nie jest nawet w stanie im powiedzieć, co się stało, że jest tak bardzo rozbity, zasmarkany, zapłakany i pełen bólu. Ich dom jest piękny, ich życie jest cudowne, są zakochani i owijają się wokół Harry’ego, niemal go chowając. Liam kładzie rękę na jego brzuchu, palce Zayna gładzą jego włosy i jest to jedyna chwila, kiedy łatwiej łapie oddech.
***
Dwa dni później, dzwoni do pracy i zamyka się w swoim mieszkaniu, pomijając to, że chodzi na siłownię, gdzie ćwiczy aż do samego przemęczenia, wraca do domu i zasypia. Rano budzi się na tyle długo, by napić się sporej ilości alkoholu i później znów wraca do spania.
Trzeciego dnia, ma ponad pięćdziesiąt nieodebranych połączeń od Louisa i ponad sto smsów, ale żadnego z nich nie czyta. Czuje się źle, okropnie i strasznie i wszystko, co chciałby zrobić to zapomnieć.
Czwartego dnia, około 7 wieczorem, budzi się z niezaplanowanej drzemki i znajduje obok siebie rozłożonego na łóżku Liama, który delikatnie głaszcze go po włosach. Chłopak wygląda na zmartwionego, ale jest pełen ciepła. Harry marzy o dotyku, więc kiedy Liam przyciąga go, Harry oddaje mu się chętnie. Liam przytula go mocno, obraca go na plecy, kładzie się przy jego boku i Harry opiera głowę na jego sercu, które bije w stałym rytmie. Tęskni za Louisem tak bardzo, że aż mu niedobrze.
Przez długi czas, Liam po prostu trzyma go, głaszcze jego włosy i kark, masuje plecy i nuci bardzo cicho, co jest tak kojące, że Harry prawie zasypia, gdy Liam zaczyna mówić.
- Haz, nie powiedziałem ci tego wcześniej, bo naprawdę nie jest to historia, którą miałbym ci do opowiedzenia.
To brzmi złowieszczo. Harry podnosi się powoli, zwijając koc wokół ramion. Liam robi to samo, więc teraz siedzą naprzeciwko siebie.
- Co masz na myśli? – pyta Harry, szorstkim i zachrypniętym głosem.
- Dorastałem, mieszkając obok Louisa, wiesz o tym.
- Taa, powiedział, że byłeś tam i widziałeś, jak okropny był rozwód jego rodziców.
- Co jest prawdą – mówi Liam. – Ale nie powiedział ci dokładnie, jak bardzo był okropny.
- Chryste, Liam, przestań wymyślać. Jestem cholernie zmęczony gadaniem o tym w kółko, po prostu…
- Louis nie wyprowadził się, dlatego że jego rodzice wzięli rozwód. On i jego siostry zostali im odebrani.
- Nie rozumiem – mówi przestraszony Harry.
Liam wzdycha ze smutkiem.
- Wiesz. Według policji. Dla własnego bezpieczeństwa.
Harry mruga, rozchylając usta.
- Och - to wszystko, co myśli i ma do powiedzenia. A potem przypomina sobie blizny Louisa. Widział je milion razy, odkąd pierwszy raz się spotkali. Nigdy o nie nie zapytał.
- Ma… Ma ślady po papierosach na plecach.
Liam krzywi się.
- To… To nie jest takie zaskakujące, naprawdę. Nie znam wielu szczegółów. Moi rodzice trzymali mnie od tego najdalej, jak tylko było to możliwe, ale i tak było tam wiele incydentów. Louis przez całe życie był głośny, nieco buntowniczy i złośliwy, więc łatwo było przypisać niektórym urazom, że były po prostu wypadkiem. Ale jego rodzice walczyli cały czas. Jego matka była uzależniona od pigułek i nie wiem, jak jego ojciec, ale był wtedy bardzo złym człowiekiem. W nocy przyszli i zabrali od nich Louisa i jego siostry. Louis nie chodził do szkoły przez prawie tydzień. My…
Harry przerywa mu, przegryzając usta. Poczucie winy na jego twarzy jest niemal namacalne.
- Liam.
Szatyn powoli kręci głową.
- On. Krzyczał. Słyszeliśmy to z mojego domu. Mój ojciec wpadł do środka i zobaczył, że w salonie byli Louis i jego ojciec, który zbliżał się do niego z końcówką klamry od pasa. Tato i ja musieliśmy odciągnąć go od Louisa. Tam było… Było tak wiele krwi. Siedziałem z Louisem, kiedy czekaliśmy na policję i karetkę, i całą resztę. Był cały obolały, ale to nie wszystko. On po prostu ciągle przepraszał za to, że przerywał nasz obiad. Nie wiem. To było straszne. Tam było tak wiele krwi.
Harry zakrywa usta ręką, myśląc o tych okropnych bliznach na plecach Louisa. Czuje, jak łzy spływają mu po policzkach i nawet nie pamięta, kiedy zaczął płakać. Czuje, że chyba będzie chory. Liam wpatruje się pustym wzrokiem w ścianę. Jest przygnębiony.
- Li – mówi zachrypniętym głosem Harry. To wszystko, co może powiedzieć. Liam bierze go za rękę, ściska ją i jednocześnie uspokaja. Harry boleśnie łapie oddech. Punkt widzenia Liama sprawia, że wszystko, co związane z Louisem zaczyna nabierać nowego sensu, ale on sam chyba wolałby o tym wszystkim nie wiedzieć.
- Nie miał łatwego dzieciństwa ani dokładnie nikogo, kto nauczyłby go, że trzymanie tajemnic w sekrecie nie jest dobrym rozwiązaniem. Jest wrakiem człowieka, ale czekał na ciebie przez cały ten czas, Haz. Wiem, że go kochasz. Powinieneś dać mu trochę więcej luzu.
To niesprawiedliwe, myśli Harry, że Liam przyszedł tutaj i powiedział mu te wszystkie rzeczy, bo teraz ma poczucie winy, czuje się strasznie i w głębi duszy martwi się. Nie wie, co powiedzieć.
- Masz prawo być zły - mówi surowo Liam, zmuszając Harry’ego, aby patrzył na niego, a nie na ręce, które wykręca na kolanach. – To dotyczy ciebie… a przede wszystkim to, że spał z innymi ludźmi… było złe. Nie czuj się winny przez to, jak zareagowałeś, kiedy zobaczyłeś to, co zrobił. Ale może nie rezygnuj z niego tak szybko. Może pozwól mu to wyjaśnić.
Po tym, Liam wychodzi, a Harry bierze prysznic i spędza pełne trzydzieści minut, krążąc po swoim salonie, zanim w końcu sięga po telefon, wybiera z kontaktów numer Louisa i słyszy sygnał.
Ledwo nadchodzi drugi sygnał, zanim Louis odpowiada, a jego głos brzmi słabo i nędznie, gdy wypowiada imię Harry’ego. Harry uświadamia sobie, że bardzo za nim tęskni.
- Tak - mówi. Jego głos się trzęsie. Jego ręce się trzęsą. - Cześć, Lou.
Louis wydaje zduszony dźwięk.
- Jestem… Cześć. Jak… Jak się czujesz?
Harry śmieje się cicho.
- Czuję się trochę jak gówno, szczerze mówiąc.
- Och – mówi Louis. – Ja też.
Harry przegryza wargę. Boi się, jest zmęczony i po prostu … jedyne czego nie potrzebuje, to zamknąć się.
- Mogę przyjść?
- Tak – mówi niemal natychmiast Louis. - Boże, tak. Oczywiście. Proszę. Jestem… Tęsknię za tobą.
Harry przejeżdża dłonią po twarzy, lekko uśmiechając się do siebie.
- Też za tobą tęsknię.
***
Droga do Louisa trwa dwadzieścia minut, dwadzieścia długich, długich minut. Najdłuższe dwadzieścia minut w historii wszechświata. Ale kiedy Harry dostaje się tam, potrzeba mu jeszcze dziesięciu, aby zebrać w sobie odwagę i wydostać się z samochodu, a drugie pięć na to, by przełamać strach i zapukać do drzwi Louisa.
I wtedy one otwierają się. Louis stoi tam w swetrze, który skradł Harry’emu kilka miesięcy temu i wygląda w nim na jeszcze mniejszego, co jest niewiarygodne. Jego oczy są czerwone i widnieją pod nimi sińce, a włosy wyglądają tak, jakby przeczesał je wcześniej palcami i zdaje się, że nie spał przez kilka dni. Jest tak bardzo oszałamiający, że Harry nie może powstrzymać się, by go nie dotknąć.
- Hey – mruczy. Trzyma kubek herbaty w dłoni i Harry widzi jeszcze jeden parujący na stoliku do kawy. – Wejdź.
Harry próbuje się uśmiechać, ale bardziej wygląda to jak grymas. Idzie za Louisem do środka, siada na kanapie, podczas gdy Louis kuli się na krześle naprzeciwko. Jak nigdy dotąd przez pierwszą chwilę jest między nimi niezręcznie i Harry po prostu nie może tego znieść. Otwiera usta, by powiedzieć Louisowi w bardzo dojrzały i kojący sposób, że chciałby usłyszeć od niego jego historię, prosząc, że chciałby się dowiedzieć, jak się wtedy czuł, ponieważ w ogóle nie ma o tym pojęcia.
Zamiast tego wychodzi mu coś w rodzaju:
- Liam powiedział mi o twoich rodzicach.
Louis mruga na niego zza swojej herbaty, jest zaskoczony i Harry walczy z pragnieniem uderzenia się w twarz.
- Och.
- Przykro mi – mówi, machając do niego ręką nieco rozpaczliwie. Louis pewnie myśli, że stracił rozum. – Wydawało mi się, że było to…..
- To – mówi powoli Louis, patrząc przez jakiś czas w dół na swoją herbatę, a potem znów na Harry’ego. On po prostu wygląda na tak zmęczonego. - Co ci powiedział?
- Tylko tyle, że ty i twoje siostry zostaliście odebrani od rodziców dla własnego bezpieczeństwa.
Louis kiwa głową z roztargnieniem. Jego ręce trochę się trzęsą, kiedy stawia swój kubek na stoliku i szarpie w dół rękawy bluzy Harry’ego, tak, że teraz wystają z nich tylko palce.
- Tak.
- Louis, nie musisz mi nic mówić. Naprawdę nie rób tego. Nie chcę, żebyś czuł się do tego zobowiązany. Nie jesteś mi nic winien. - Szatyn wzdryga się tak, jakby Harry go uderzył i w tym czasie Harry przegryza wargę, jest zdesperowany, zraniony i niepewny. - Po prostu … Po prostu potrzebuję wiedzieć, kim był ten człowiek. Dlaczego tutaj był. Nie wiem, czy to pomoże, ale nie mogę … Chcę tylko zrozumieć.
Louis powoli bierze głęboki wdech i wydech. Patrzy przez okno w dal, milion mil dalej i Harry daje mu tyle czasu, ile tylko potrzebuje, przy czym jego serce pulsuje.
- Obawiam się, że jeśli ci powiem, zaczniesz mnie nienawidzić – ostatecznie mówi w bardzo prosty sposób. Powinno zabrzmieć to melodramatycznie, ale Louis patrzy na niego tak poważnie i słusznie się obawia. Harry wydaje cichy gardłowy dźwięk i kręci głową z wściekłością, a strach zwija się w jego wnętrzu.
- Nie - mówi bezradnie. - Boże, Lou, nie. Nic, co mógłbyś mi powiedzieć, nie sprawiłoby, że cię znienawidzę. Nic. Jestem w tobie zakochany. Po porostu boję się i jestem zły, i martwię się, i za tobą tęsknię.
Louis patrzy na niego z lekko otwartą buzią i wydaje się przerażony, a Harry nie wie, co powiedzieć albo jak mu pomóc, albo jak pomóc sobie. Nienawidzi czuć się w ten sposób.
- Haz…
- Powiedz mi po prostu, że on był nikim i nic nie znaczy. Powiedz mi cokolwiek.
Mija długi czas, zanim Louis zaczyna mówić.
- Przyjaciółka Nialla nie pomyliła się na temat… na temat kurwienia się. - Wywraca oczami, jakby to miało sprawić, że wszystko przestanie brzmieć tak poważnie i oddech Harry’ego więźnie w gardle. Louis wygląda jakby był chory, garbi odrobinę ramiona. - Moim siostrom pozwolono zostać razem. Zostały zaadoptowane i żyją w Doncaster z małżeństwem, które nie mogło mieć własnych dzieci. Są szczęśliwsze, niż kiedykolwiek byłyby przy moich rodzicach. Co jakiś czas je odwiedzam. Ich rodzice to dobrzy ludzie.
- A co z tobą? - pyta Harry, zszokowany, że jego głos wciąż pracuje, choć jest ochrypły.
- Przewinąłem się przez kilka domów zastępczych. Jestem naprawdę… Jestem pewny, że zauważyłeś, że czasem zachowuję się niesfornie. - Zmusza usta do uformowania samo-dezaprobującego uśmiechu. Nie utrzymuje kontaktu wzrokowego dłużej, niż kilka sekund. - A w ostatnim było… źle. Po paru miesiącach uciekłem do Londynu. Moja mam przebywała tam na odwyku i pomyślałem, że mógłbym… Kiedy ją odnalazłem, nie pamiętała, kim jestem, a minęło zaledwie pół roku. Brała prochy odkąd pamiętam, nawet kiedy byłem całkiem mały. Myślę, że jej umysł po prostu się załamał, gdy mój tata stracił nad sobą kontrolę.
- Lou - mówi Harry słabo, czując się prawdziwie bezużytecznym. - Tak mi przykro.
- Dzięki - odpowiada Louis, uśmiechając się ponownie, lekko, choć uśmiech jest autentyczny. - To… Sam nie wiem. Zdarza się, co nie? W każdym razie, byłem tutaj sam i nic nie miałem. Po kilku tygodniach na ulicy stawałem się coraz bardziej zdesperowany. Którejś nocy facet w barze zaoferował mi stówę za loda. Umierałem z głodu. Powiedziałem… Powiedziałem „tak”.
- Miałeś piętnaście lat - jest wszystkim, co może wymyślić Harry, a obraz ten - obraz o sześć lat młodszego Louisa na kolanach w jakiejś zapuszczonej alejce - jest zbyt wyraźny w jego głowie. Musi przełknąć gulę, która urosła mu w gardle.
- Ale zeszłej nocy - kontynuuje Louis, jakby Harry w ogóle się nie odzywał, a jego spojrzenie jest intensywne - było inaczej. Nie robiłem tego prawie od roku, Harry, przysięgam.
Harry chce sięgnąć przez stolik, wziąć Louisa za rękę, ale szatyn jest teraz zwinięty w sobie, ramionami obejmując się w pasie, więc Harry pozostaje przy zaciśnięciu uchwytu na ciepłym kubku w dłoniach.
- Mężczyzna, z którym byłem wczoraj na kolacji, ten sam, z którym mnie zobaczyłeś, jest lekarzem w szpitalu, w którym pracujesz.
Harry mruga, otwierając buzię i rozszerzając oczy.
- Co?
Louis wyplątuje jedno ramię, aby pociągnąć się nerwowo za włosy, obserwując niespokojnie młodszego chłopaka.
- Jakieś dziesięć miesięcy temu zostałem… skrzywdzony. Przez kilku kolesi. To znaczy, nie wyglądali na niebezpiecznych, ale wstrzyknęli mi coś, gdy tylko wsiadłem do samochodu. Rzeczy nie poszły po obopólnej zgodzie, nawet jak na tamtejsze standardy, nie użyli zabezpieczenia i po prostu… no wiesz. - Wzrusza ramionami, jakby to nie miało znaczenia, a Harry naprawdę nie wie. Naprawdę nie chce wiedzieć. - Sam wsiadłem z nimi do samochodu. Jestem zaskoczony, że nie przytrafiło mu się to wcześniej, serio. Zostawili mnie w pokoju motelowym i skończyłem w szpitalu. Tam poznałem doktora Evansa. On i jego żona przygarnęli mnie do siebie, pomogli skończyć szkołę i znaleźli mi pracę.
- Pracuję na pogotowiu weterynaryjnym, więc moje zmiany często wypadają nocą. Skłamałem o tym tylko dwa razy, ponieważ doktor Evans przybył z wizytą i nie wiedziałem, jak to wytłumaczyć. Tylko mnie przytulił. Przytulał mnie na pożegnanie, a ty na nas wszedłeś. Kurwa - śmieje się Louis, ale jest to koszmarny i zraniony dźwięk. Pociera oczy ręką i wygląda żałośnie. - Bardzo starałem się trzymać to wszystko z dala od ciebie. Kiedy wszedłeś na nas tamtej nocy, to było jak koniec świata, wiesz? Miałeś się o dowiedzieć i zaraz potem mnie zostawić, a ja byłem na ciebie wściekły, za rujnowanie wszystkiego.
Umysł Harry’ego wiruje, jego serce boli.
- Wiedziałem, że nie będę w stanie ukrywać wszystkiego przez wieczność - mówi Louis, a jego głos jest teraz bardzo miękki. - Po prostu… To wszystko było jak sen. Jesteś wspaniały, słodki i zabawny, a ja zakochałem się w tobie całkiem głęboko. Nie chciałem, żeby to się skończyło.
- Ale dlaczego myślałeś, że się skończy? - pyta Harry, zaszokowany, że jego głos wciąż działa.
Twarz Louisa wykrzywia grymas, chłopak na moment przyciska do ust opuszki dwóch palców.
- Ponieważ… Ponieważ jesteś przyszłym neurochirurgiem Harrym Stylesem, wiedziesz cudowny żywot u boku cudownych przyjaciół, masz wspaniałe serce i całe życie przed sobą. A ja jestem w rozsypce i lepiej wychodzi mi kłamanie, niż mówienie prawdy oraz sprzedawałem swój tyłek, by przeżyć.
Harry ma ochotę się rozpłakać. Jego oczy szczypią. Louis wygląda tak drobniutko, jest taki zmęczony. Harry myśli o bliznach na jego ciele, o sposobie, w jaki szatyn się uśmiecha, o ich pierwszej wspólnej nocy, gdy zawinięci w kołdrę i przemoczeni stali na środku jego łazienki. Zastanawia się, ile czasu Louis spędził nienawidząc samego siebie.
- Liam… - zaczyna, zatrzymuje się, żeby zwilżyć wyschnięte usta i trzyma spojrzenie zawieszone na Louisie, którego niebieskie oczy są mokre. - Liam powiedział, że nie miałeś nikogo, kto nauczyłby cię, że trzymanie czegoś w sekrecie jest złe.
Louis przełyka ciężko.
- Był tam tej nocy. On i jego rodzice. Pamiętam, że siedział obok mnie, gdy leżałem na podłodze. Naprawdę dobrze było znów go zobaczyć. Dobrze było znowu spędzać razem czas. Nigdy nie byliśmy zbyt blisko, ale mieszkał po sąsiedzku. W pewnym sensie razem dorośliśmy. Jaki ten świat mały, prawda?
- Lou, nie… Dlaczego po prostu mi nie powiedziałeś? - Ponieważ jest to część, którą ciężko Harry’emu minąć. - Nie o tym wszystkim, ale o pracy?
- Nie wiem - odpowiada bezradnie Louis, jakby spodziewał się tego pytania. - To jedyne pytanie, którego przez lata unikałem, jedyna rzecz, na temat której kłamałem częściej, niż o czymkolwiek innym. Po prostu… Nie wiem. Bałem się, że pociągnie to za sobą więcej pytań, na które nie chciałem odpowiedzieć. A praca w klinice wciąż jest czymś nowym i prawdziwym, i moim własnym, nawet jeśli nie zdobyłem jej samodzielnie. To pierwsza legalna rzecz, jakiej kiedykolwiek się podjąłem. Myślę, że chciałem po prostu zatrzymać to przez chwilę tylko dla siebie.
Harry jest cicho przez długi czas, na tyle długi, że Louis zaczyna żyć jeden ze swoich paznokci oraz machać nerwowo nogą. Umysł Harry’ego wiruje. Czuje się, jakby coś wywróciło go na lewą stronę. Potrzebuje pomyśleć.
- Czy mogę zostać tu na noc? - pyta.
Louis unosi na niego spojrzenie, zszokowany.
- Tak. Boże, tak, oczywiście. Jestem… Możesz zająć mój pokój, jeśli chcesz? Albo przygotuję miejsce na kanapie?
Harry wstaje i okrążą stolik do kawy, opada na kolana przed fotelem Louisa, dzięki czemu lepiej go widzi. Szatyn wygląda na przerażonego, pełnego nadziei i zniszczonego. Harry ujmuje go za rękę.
- Gdziekolwiek sam będziesz spał. Jeśli nie masz nic przeciwko.
Uśmiech Louisa jest wątły, wilgotny. Harry ponownie wstaje i ciągnie go razem ze sobą. Zajmują się swoją zimną herbatą i w ciszy przygotowują się do spania. Louis bierze szybki prysznic, podczas gdy Harry szczotkuje zęby i myje twarz. Nakłada na siebie strój szpitalny, który podkradł Louis i wziął, by móc go nosić w domu w czasie leniwych dni. Gdy Louis opuszcza łazienkę, Harry leży na swoim zwyczajowym miejscu na jego łóżku, czekając.
Przez kilka minut jest niezręcznie. Louis ubrany jest w spodnie od piżamy oraz koszulkę, ale nigdy wcześniej nie był bardziej odsłonięty. Harry głaszcze go po policzku, a jego serce boli na widok łez w oczach szatyna. Bierze go w ramiona sekundę przed tym, jak Louis traci panowanie i łamie się ostrożna kontrola, którą posiadał. Harry przygarnia go do siebie i zaciska oczy. Louis płacze, jego ramiona się trzęsą, a Harry nie potrafi powstrzymać obrazków, które przebiegają mu przez głowę, wyobrażając sobie rzeczy, o których opowiedział mu starszy chłopak i Liam.
Ochronnie otula tył głowy Louisa ręką, czuje jego łzy na swojej szyi. Chłopak stara się być cicho i przestać płakać, ale jest taki zmęczony. Harry zastanawia się, ile minęło czasu, odkąd komukolwiek o tym wszystkim powiedział. Jego twarz też jest mokra i kiedy wślizguje rękę pod koszulkę Louisa, a opuszki jego palców dotykają jednej z blizn pozostawionych na jego plecach przez pas ojca, Louis bełkocze niemal maniakalnym, desperackim szeptem:
- Zasłużyłem na to, zasłużyłem. Czuję, jakbym na to zasłużył.
Harry obraca twarz w jego włosy.
- Nie, Lou - odpowiada również szeptem. - Nie zasłużyłeś. Nigdy, przenigdy, nie mógłbyś na to zasłużyć.
Ostatecznie Louis wypłakuje się do końca, a kiedy leży przy piersi Harry’ego, jest rozluźniony i nieruchomy, jego usta przyciskają się do ramienia młodszego chłopaka. Harry czuje, jak szatyn mruga sennie; rzęsy są miękkie na jego skórze. Wolnym, okrężnym ruchem pociera w górę i w dół ramię Louisa, dopóki jego oddech nie staje się głęboki i spokojny. Ręce Harry’ego trzęsą się, kiedy wplata palce w delikatnie splątane włosy starszego chłopaka. Przez długi czas pozostaje przytomny, myśląc o wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, o tym, co Louis powiedział mu zeszłej nocy, co czuje, czego chce.
Louisa. Chce Louisa.
—-
Kiedy Louis budzi się następnego ranka, Harry zdążył już usiąść i teraz obserwuje go z czułym wyrazem twarzy. Szatyn mruga mgliście, jego oczy są podpuchnięte od płaczu, usta spierzchnięte. Harry zachęca go do zajęcia pozycji siedzącej, całuje jego czoło, powieki i usta. Louis wygląda na zranionego, posiniaczonego, z ramionami zgarbionymi, jakby czekał na odrzucenie. Harry ujmuje jego twarz w obie ręce.
- Harry?
Harry pociera kciukami miejsca pod jego oczami. Nigdy nie wiedział, że coś mogłoby tak boleć, jak widok cierpiącego Louisa.
- Nie możesz mnie okłamywać. Zniosę wszystko, tylko nie to, Lou.
- Przepraszam - mówi Louis złamanym głosem. Harry potrząsa głową i go całuje.
- Kocham cię. Kocham cię i uważam, że jesteś piękny i wspaniały. Jesteś dla mnie wszystkim.
- Wcale nie, jestem… dziwny, zbyt głośny i-i zużyty i…
- Jesteś kochany. I w żadnym wypadku, kurwa, zużyty. Zostałeś okaleczony i nie miałeś innego wyjścia. Miałeś piętnaście lat - odzywa się Harry. - To w najmniejszym stopniu nie była twoja wina.
- Ja…
Harry przykłada do jego ust opuszek kciuka.
- Nie okłamuj mnie i niczego przede mną nie ukrywaj, ponieważ trzymanie wszystkiego w środku boli bardziej i nic, co kiedykolwiek mi powiesz, nie sprawi, że przestanę być tak prawdziwie, niedorzecznie i głupio w tobie zakochany.
- Harry.
- Nie dbam o to, Lou - mówi gorliwie. - To znaczy, obchodzi mnie to, co się stało i nienawidzę, że byłeś krzywdzony i musiałeś przejść przez to wszystko, ale jedyna rzecz, która jest dla mnie ważna, to jaki jesteś teraz. Przepraszam, że się na ciebie zdenerwowałem. Po prostu… pomysł, że mógłbym cię stracić… jest ciężki do zniesienia.
- Harry.
- Będzie dobrze. Jeśli tylko tego chcesz. Jeśli wciąż chcesz mnie. Myślę, że będzie dobrze. Z nami będzie dobrze - szepcze Harry. - Zaufaj mi. Będę lekarzem.
Louis wydał z siebie czkający odgłos śmiechu.
- Ja też cie kocham - to wszystko, co mówi. Harry ciągnie go za włosy, aż unosi jego głowę i Louis ujmuje go za policzek, a wtedy znowu się całują. Czuje słony posmak ich wspólnych łez.
Louis mówi:
- Kocham cię tak bardzo. Chcę być z tobą przez cały czas i jestem tak szczęśliwy, że to trochę straszne i jest mi tak bardzo, bardzo przykro, i…
Harry ucisza go kolejnym pocałunkiem. Mają czas, by poukładać wszystko później, żeby przedyskutować zaniechane problemy Louisa oraz kłopoty Harry’ego z ufaniem innym, może poszukać odrobinę, ponieważ najwyraźniej Louis posiada okropnie niezdrową postawę względem całego gówna, przez jakie przeszedł i prawdopodobnie potrzebuje pomocy psychologa, co przydałoby się także Harry’emu. Wciąż mają dużo czasu, żeby o tym porozmawiać. Ale podstawy zostały pokryte. Są w sobie zakochani, silniejsi we dwóch. Harry uważa, że jest to naprawdę dobry Pierwszy Krok.
- Mam cię - szepcze, ich czoła się stykają, a ręce Louisa chwytają jego plecy. - Bez względu na wszystko, mam ciebie.
I Louis uśmiecha się słabym, szczerym uśmiechem i mówi:
- Wiem. Ja ciebie też.
—-
Dwa tygodnie po rozpoczęciu się letniej przerwy pomiędzy drugim a trzecim rokiem studiów Harry’ego klinika weterynaryjna, w której pracuje Louis, urządza kiermasz adopcyjny. Jest przepiękny sobotni poranek. Harry spaceruje z Liamem, Zaynem, Nialem oraz Mary, która jest jego znów-obecną-dziewczyną. Wciąż dzieli ich jeden budynek, a mogą już usłyszeć szczekanie.
- Nie bierzemy psa - mówi Liam Zaynowi, który wygląda buntowniczo. Zayn otwiera usta, a Liam celuje z niego palcem, zanim zdąża wypowiedzieć słowo. - Ani kota.
- Obaj jesteście uroczy - odzywa się Mary, jakby uważała to za odpychające. Harry ją lubi. Myśli, że Niall prawdopodobnie ją kocha.
W zasięgu wzroku pojawiają się białe namioty, które zajmują większość parkingu i pomagają osłonić go przed słońcem. Znajdują się tam także stoiska ze ślicznymi, małymi przyrządami do zabawy, wybiegi oraz nieduże zagrody, w których harcują zwierzęta. Są tam tony wolontariuszy, z których część Harry rozpoznaje, jako współpracowników Louisa - Matt, Aiden, Hannah i Stan. Louis przyklęka przed małym chłopcem i jego ojcem, trzymając w ramionach puszystego rudego kotka.
- Cholera - wzdycha Harry i nie obchodzi go, jak bardzo widoczne są serduszka w jego oczach. Przywykł do widoku Louisa w szpitalnym stroju, choć patrzenie na niego w stroju, którzy rzeczywiście na niego pasuje, jest odrobinę dziwne. Jest jednak w kolorze jasnego turkusa z drobnymi ciastkami, co czyni całą rzecz trochę bardziej w stylu Louisa. No i trzyma puszystego rudego kotka. Jest idealny.
Nie mijają sekundy, gdy Zayn dostrzega zagrodę z psami do adopcji, w stronę której oddala się obojętnie. Liam obserwuje go z niezadowoloną miną. Niall i Mary odchodzą, żeby zerknąć na wybieg dla szczeniaków Border Collie, a Harry rusza do swojej drugiej połówki, która spogląda na niego jasnoniebieskimi oczami i oślepiającym uśmiechem, gdy tylko się przybliża. Ostrożnie wręcza małemu chłopcu rudego kotka i wstaje, żeby przyjąć powitalnego buziaka, jakim obdarowuje go Harry.
- No cześć, kochanie.
- Wolę cię w moich ubraniach - szepce mu Harry do ucha, na co Louis prycha i mruga do niego, żeby móc wrócić do zatwierdzania adopcji biednych, puszystych zwierzątek.
Harry obserwuje go, gdy szatyn podaje dokumenty ojcu, a potem mówi surowo chłopcu, jak ważne jest, by w prawidłowy sposób opiekować się kotkiem. Chłopiec nazywa kota Andrzej i zwierzątko próbuje wyrwać się z jego pucołowatych ramion, dopóki nie opada w geście porażki i nie spogląda na Louisa nieszczęśliwie. Harry wie, co kotek czuje. On też nie chciałby opuścić Louisa.
Po odejściu małej rodziny, Louis odkłada podkładkę do notowania na wierzch klatki pełnej puszystych rudych kotków i nie traci czasu, rzucając się na Harry’ego. Zielonooki chłopak łapie go z cichym „uff”, podkładając ramiona pod jego tyłek, żeby podtrzymać go w górze, kiedy Louis owija nogi wokół jego talii.
- Zayn i Liam wezmą psa - szepcze do niego poufnie.
Louis na sekundę zerka ponad jego ramieniem.
- A Liam o tym wie?
- Myślę, że gdzieś głęboko w środku wie, że ulegnie. - Obraca ich, żeby odnaleźć przyjaciół. Zayn trzyma małego szczeniaka rasy myśliwskiej i patrzy na niego pełnymi adoracji oczami Bambiego. Liam wygląda zarówno na bezradnie zakochanego, jak i wysoce potępiającego.
- Uważam, że powinieneś się do mnie wprowadzić - mówi nagle Harry.
Louis mruga w jego stronę. Harry stawia go z powrotem na ziemi.
- Co?
- Uważam, że to powinno być nasze wspólne mieszkanie, nasz dom i myślę, że powinniśmy dzielić czynsz, rachunki i adres. - Harry nie może przestać się uśmiechać (co zdarza się bardzo często w pobliżu Louisa). Minął rok, odkąd się poznali. Najwyższy czas.
- I zdecydowałeś się przyjść tutaj, do miejsca, gdzie pracuję, i zrobić scenę na oczach wszystkich tych ludzi swoim absurdalnym pytaniem?
Harry rozgląda się na boki. Nikt nie zwraca na nich najmniejszej uwagi. Niall i Mary obserwują Zayna, który wydaje się zamienić w metaforyczną kulkę rozpływającej się słodyczy, gdy zobaczył, że szczeniak rasy myśliwskiej polizał Liama po twarzy. Harry patrzy na Louisa wyczekująco i Louis wywraca oczami. Uśmiech, który rozciąga się na jego twarzy jest jak słońce.
- No dobra, w porządku - wzrusza ramionami, jakby to nie było nic wielkiego, a potem piszczy głośno, kiedy Harry podnosi go w powietrze i obraca wokoło, krzycząc w triumfie i z niezmiernego szczęścia. Teraz ludzie zaczynają się im przyglądać. Co raczej podoba się Harry’emu. Stawia Louisa na nogi, ale tylko po to, by poprowadzić go do wnęki i pocałować. Szatyn poddaje się, jest lekki, pozwalając Harry’emu przejąć większość swojej wagi, dzięki czemu może kopnąć go w kostkę. Jest przyzwyczajony do bycia noszonym. Harry całuje czubek jego nosa.
- Podoba mi się, że jesteś ode mnie mniejszy - mruczy, jakby to był sekret. Powtarza mu to co najmniej trzy razy w tygodniu i zazwyczaj dwa w niedzielę.
- Lubię, gdy przenosisz mnie z miejsca na miejsce, gdy nie chce mi się dłużej chodzić - wzrusza ramionami Louis, wciąż unosząc się kilka stóp nad ziemią, z ręką Harry’ego na plecach. - Wszystko pracuje bez zarzutu.
Harry uśmiecha się do niego promiennie, Louis odwzajemnia ten gest i żaden z nich się nie porusza, dopóki Niall nie uderza Harry’ego w głowę za pomocą pluszowego psa-zabawki.
Spędzają resztę dnia na kiermaszu, a następnie całą szóstką wracają razem do ich mieszkania, Harry otaczając Louisa ramieniem, Niall z ramieniem wokół Mary oraz Liamem i Zaynem, którzy trzymają się za ręce. Ich nowy piesek prowadzi drogę do domu.
KONIEC
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz