niedziela, 23 marca 2014

. Statkiem gwałtownie szarpnęło z jednej strony, co sprawiło, że Louis wyskoczył z łóżka Serce mu waliło, kiedy przyłożył dłoń do twarzy i wtedy rozległ się kolejny, na co łóżko przesunęło się na drugi koniec pokoju. Zagubiony i zdezorientowany powoli wstał na nogi. Natychmiast się potknął, gdy usłyszał kolejny wybuch, a przeraźliwy dźwięk uderzył w jego uszy. Dopiero wtedy zorientował się, co to było.


Armaty. To musiały być armaty. Statek najwyraźniej został zaatakowany. Jego oczy rozszerzyły się, a pierwszym odruchem było wydostanie się z sypialni. Adrenalina natychmiast podziałała, lecz statkiem znów zakołysało i książę prawie się przewrócił. Mimo trudu, znalazł się w gabinecie Harry’ego. Wyglądało to tak, jakby wszystkie książki, które Louis, Zayn i Niall zabrali, nagle znalazły drogę powrotną na swoje miejsca. Szybko odrzucił tę myśl i ruszył do następnych drzwi, które prowadziły na otwarty pokład.

Z każdym kolejnym krokiem coraz bardziej się wahał, jakby jego ciało podświadomie sygnalizowało mu, że to nie jest dobry pomysł. Gdy w końcu złapał za klamkę, jego ciało się napięło. Co, właściwie, wyprawiał? Statek został zaatakowany, to było oczywiste od ciągle wystrzeliwujących armat. Strach zaczął rozprzestrzeniać się w całym jego ciele.

Jeśli pójdzie tam bez broni, umrze. Bóg jeden wie, jaki chaos panuje po drugiej stronie drzwi, a sądząc po dźwiękach, wiedział, że nie było dobrze. Kolejna armata strzeliła i poczuł, jakby kula trafiła w powierzchnię pod nim. Mruknął, patrząc tępo przed siebie.

Nie miał pojęcia czy to strach, czy naprawdę tracili statek. Ale to niemożliwe – One Direction nie może zniknąć. Nie z niepokonanym Kapitanem Stylesem na jego pokładzie. Przecież nikt nie mógł pokonać Harry’ego, prawda?

Nagle wśród hałasu Louis wydobył kobiecy krzyk i od razu dopasował go do Eleanor. Musiał coś zrobić, ale nie miał ani miecza, ani pistoletu. Jednak wszystko jest lepsze niż bezczynne siedzenie w pokoju. Strach całkowicie go sparaliżował. Coraz więcej krzyków dało się słyszeć z zewnątrz i mógł przysiąc, że rozpoznał Liama i Zayna wołających Nialla z rozpaczą w głosie. Nie mógł tu zostać! Musiał coś zrobić!

Wtedy ktoś pchnął drzwi i gdyby Louis w porę się nie cofnął, prawdopodobnie zostałby zmiażdżony. Jego ciało było nadal w bezruchu, gdy nieznajomy wszedł do środka. Twarz była tak dziwnie znajoma, że czuł jak jego żołądek opada na dno. Jego pierwszym odruchem było zawrócić i biec z powrotem do sypialni, aby zobaczyć, czy znajdzie jakąś broń do obrony, ale jego organizm odmówił współpracy.

W tym czasie człowiek, który się pojawił, chwycił go za ramię i kiedy Louis próbował krzyczeć w proteście, jego usta nie chciały się otworzyć. Panika zawładnęła nim całym, gdy został pociągnięty na pokład, a wszystko, co widział, to martwe zwłoki na ziemi.

Książę otworzył szeroko oczy i zemdliło go na widok krwi na podłodze. Zaczął gorączkowo rozglądać się za Harrym. Wszędzie byli obcy. Jedno spojrzenie w kierunku tłumu sprawiło, że zrozumiał, iż próbują przeciągnąć go na swój okręt. Nie mógł się ruszyć - nie wierzył, że strach aż tak bardzo go sparaliżował.

- Louis! - krzyk był krótki, lecz książę natychmiast go rozpoznał. Zerknął przez ramię i zobaczył przerażonego Harry’ego, którego na drugim końcu statku trzymało czterech mężczyzn. Cała uwaga Louisa spoczęła na kapitanie, starającym się walczyć z oprawcami.

Oczy Harry’ego były prawie niewidoczne spod krzak jego zakrwawionych włosów, lecz gdy tylko nawiązali krótki kontakt wzrokowy, jeden z piratów uderzył go w twarz. Niecierpliwy człowiek, który wciąż ściskał rękę Louisa, poluzował uchwyt. Ten próbował się uwolnić, a jedyne, o czym myślał, to zabrać miecz i uratować Harry’ego.

Jego myśli zostały przerwane, gdy piraci zaczęli bić kapitana bardziej. Kopali go po brzuchu i policzkowali. Po raz kolejny strach paraliżował Louisa i nie był w stanie się poruszyć. Czy to żart? Harry nie był w stanie się nimi zająć. Jeśli Harry nie mógł tego zrobić, nie było mowy, że Louis jest w stanie.

Kolejny cios trafił w szczękę Harry’ego i Louis był przekonany, że gdy głowa bruneta opadła, krew wypłynęła mu z ust. Musiał spróbować. Nie mógł tylko stać i patrzeć. Nie, póki Harry żył.
Louis zerknął na podłogę w poszukiwaniu jakiejś broni, ale zanim zdążył coś zrobić, ponownie zerknął na Harry’ego.

Jeden z mężczyzn przyłożył pistolet do boku głowy Harry’ego. Grupa śmiała się głośno z kapitana. Nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę i przerażenie zmroziło jego ciało. Patrzył w oczy Harry’ego, na jego posiniaczoną twarz. Powieki zamknęły się, gdy nieznany pirat pociągnął za spust. Ciało Louis zaczęło drżeć, łzy napłynęły do oczu, a usta otworzyły się szeroko, gdy wreszcie krzyknął:

- Harry!

Szarpnęło nim i Louis poderwał się, a przed oczyma zobaczył sufit sypialni. Jego pierś ciężko falowała. Wszystko wyglądało tak, jak przed drzemką. Dopiero po chwili zorientował się, że to był sen. Mimo to, oblał go zimny pot. Obrazy martwych ciał, które zdobiły podłogę statku, były tak realne, że jęknął. Potrząsnął głową by szybko oczyścić umysł. To tylko sen.

Powoli wstał z łóżka, lecz w ogóle nie rozróżniał rzeczywistości. Próbował założyć buty, a skończyło się na schowaniu twarzy w dłonie. Gdyby to faktycznie się stało… Nie potrafił nawet dobrze myśleć. Jego ciało było zmęczone, jakby nie spał w ogóle. Przetarł lewe oko, podczas gdy otworzył drzwi do gabinetu Harry’ego.

Poczuł ulgę, gdy nie znalazł “zagubionych” książek Harry’ego. Nie mógł nic poradzić, ale na twarzy pojawił się mały uśmiech na myśl o Harry starającym się szukać swoich rzeczy. Dusty zerknęła na Louisa zza biurka i Louis schylił się, starając się ją złapać. Kotka próbowała uciec, lecz potknęła się o jego nogi i w końcu znalazła się w ramionach księcia.

Wreszcie się przemógł, podszedł do drzwi i pociągnął za klamkę. Na pokładzie było jak zawsze o zachodzie słońca; członkowie załogi chodzili spokojnie, podłoga była stosunkowo czysta, oprócz samego sprzętu, które leżał na ziemi. Louis ruszył przez pokład w celu dotarcia do Liama, który rozmawiał ze swoim przyjacielem.

- Podobała się drzemka? - szatyn zwrócił się przyjaźnie, wysuwając język.

- Mogło być lepiej - odpowiedział po prostu Louis.

- Wyglądasz, jakbyś nie spał w ogóle. Kara na maszcie to naprawdę przesada – rzekł, a Louis przewrócił oczami.

- To nie to. Ciesz się, że nie wkopałem Nialla… - urwał, gdy przypomniał sobie sen. Zamrugał i spojrzał znów na Liama, który przyglądał mu się z zaciekawieniem.

- Wszystko w porządku, stary? Myślę, że powinieneś się przespać trochę dłużej.

- Nie, nie, jest dobrze - Louis pokręcił głową. - Wiesz, gdzie jest Harry?
Liam zmarszczył brwi, jakby nie chciał nic powiedzieć. Jednak skinął głową i wskazał w kierunku steru.

- Prowadzi szkolenie, więc nie idź tam.

- Szkolenie?

- Ćwiczenia w zasadzie. Dawno tego nie robił, więc postanowił wrócić.

- Widzę…

- Masz zamiar udać się tam i odwrócić jego uwagę, nie? - Liam zapytał świadomie.

- To zachód słońca, powinien mi na to pozwolić tak czy inaczej - Louis odparował.nim machnął dłonią. - Dziękuję.

Ruszył w stronę steru nagle rozumiejąc, że sen był tylko snem i Harry był na pewno więcej niż w porządku, lecz mimo to chciał go zobaczyć. Dusty zacisnęła pazurki na jego koszuli i skrzywił się podczas próby usunięcia jej łapy z piersi. Dwóch członków załogi stało przy sterze, jeden trzymał kompas i mówił cicho do tego obok. Oczy Louis zsunęły się w dół, by zobaczyć Harry’ego, robiącego pompki.

Zagryzł dolną wargę gdy zatrzymał wzrok na ciele młodszego mężczyzny. Harry zdjął koszulkę i to wystarczyło, by Louis zapomniał o bożym świecie. On sam był naturalnie opalony, ale Harry już dawno go przebił. Był cholernie atrakcyjny.

Dusty zaczęła się kręcić i nim Louis zdążył zareagować, wyskoczyła z jego ramion i podbiegła do Harry’ego. Kotek zatrzymał się zaledwie kilka centymetrów od jego twarzy, gdy ten ciągle ćwiczył. Dusty wzięła kilku kroków w jego stronę, nim odwróciła się i uderzając go w twarz swoim ogonem, co wywołało uśmiech na twarzy Louisa.

- Czy to nowa sztuczka, której ją nauczyłeś, księżniczko? - Harry zapytał z rozbawieniem. Fakt, że kapitan był świadomy obecności szatyna sprawił, iż ten podskoczył w miejscu.

- To, że umie bić ludzi nie znaczy, iż mam z tym coś wspólnego - Louis próbował bronić się ze śmiechem. Harry usiadł i posadził Dusty na szczycie kapelusza, który znajdował się obok. Zerknął na Louisa i westchnął.

- Wyglądasz okropnie.

- Każda Księżniczka chce to usłyszeć - Louis przesunął dłonią po włosach, po czym parsknął śmiechem.

- Powiedziałem, że wyglądasz strasznie, a nie, że nie jesteś piękny. Nie stracisz swojej tiary, kochanie.

- Bardzo śmieszne – mruknął Louis i zamarł, wbijając wzrok w nagą pierś Harry’ego. Przerwał dopiero, gdy kapitan odchrząknął.

- Nie musisz patrzeć. Wiem, że moje ciało nie jest w najlepszej formie teraz… Ale pracuję nad tym.

- Czekaj, co? - książę zmarszczył brwi, na co Harry wzruszył ramionami.

- Moje ciało nie jest w dobrej formie. Nie martw się jednak, mam zamiar to zmienić. To zajmie trochę czasu.

- Myślisz, że twoje ciało nie jest dobre? Co- Dlaczego?

To było prawie żenujące, jak oburzony brzmiał, szczególnie biorąc pod uwagę, że to Harry zaczął temat. Jednak nie może być obojętny, gdy Harry jest niezadowolony z wyglądu swego ciała. Czy to w ogóle możliwe?

- Odpuściłem sobie ćwiczenia, odkąd pojawiłeś się na pokładzie – stwierdził, wstając na równe nogi.

Nagle obrazy ze snu wróciły. Harry jest przytrzymywany i bity na jego oczach, pomimo jego starań. To było faktycznie możliwe, ponieważ niezwyciężony Styles nie był tak niepokonany, jak był, nim Louis się pojawił.

- Księżniczko? - Harry zagaił, na co Louis zrobił krok do przodu, a jego oczy wciąż patrzyły na pierś Harry’ego. Mięśnie były większe, niż Louis mógł kiedykolwiek pomarzyć, a blizny były wręcz wyblakłe. Niepewnie uniósł dłoń, by dotknąć tej najświeższej.

- Louis – Harry szepnął, choć nie próbował go zatrzymać.

Przypomniał sobie moment, gdy obronił go przed pociskiem, na wyspie. On nigdy nie będzie w stanie pomóc i ochronić Harry’ego w ten sam sposób, jak Harry jest w stanie dla niego. Gdy tylko sobie to uświadomił, poczuł dziwną gorycz. Nie mógł uwierzyć, że tak naprawdę nigdy nie myślał o różnicy mocy pomiędzy nimi aż do teraz.

- Louis, co się stało? - Harry delikatnie zapytał, łapiąc dłoń księcia. Oczy Louisa spotkały się z tymi Harry’ego. Ten prawdopodobnie zrozumiał, o co chodzi. Mimo to, Louis nie chciał drążyć tematu.

- Nic! Jestem w porządku! - roześmiał się. - Twoje blizny po prostu są interesujące!

Harry zmarszczył brwi, gdy niepokojąca wypowiedź trafiła do niego.

- Musisz założyć koszulę – zaczął książę, rozglądając się dookoła. - Robi się ciemno. Możesz się przeziębić.

Książę ruszył złapać Dusty w celu stworzenia pewnej odległości i przestrzeni pomiędzy sobą i Harrym. Kotek nadal bawił się ozdobami na szczycie kapelusza Harry’ego i Louis musiał być ostrożny. Gdy ponownie się wyprostował, Harry miał już na sobie koszulę i płaszcz.

- Kapelusz – rzekł Louis, podając mu nakrycie głowy.

- Jesteś pewien, że nic ci nie jest?

- Mówiłem, że nie.

- W porządku - Harry zakończył jasno, a jego ton wyraźnie zamykał rozmowy między nimi. Bez słowa, kapitan ruszył do schodów, a Louis podążał krok za nim.

Oglądając w plecy Harry’ego, wspomnienia koszmaru wróciły do jego umysłu. Nie wiedział, co czeka ich w przyszłości. Uważał się za członka załogi, ale to był taki żart… Jeśli coś takiego kiedykolwiek by się stało, nie dałby rady się ruszyć, a co dopiero posługiwać się mieczem? Harry powiedział mu, że życie pirata go zachwyciło, ale Louis nie był tak tego pewien. Nagle uderzyła go pewna myśl…

- Harry… - zaczął powoli. Dusty zerwała się z jego ramion, ale nie zawracał sobie nią zbytnio głowy. Zamiast tego patrzył na Harry’ego. Kapitan spojrzał na niego tępo. - Nadszedł czas, aby wydać sekret - Louis przypomniał.

Neutralny wyraz twarzy Harry’ego nie zawahał się, po czym skinął na Louisa, by poszedł za nim. Weszli z powrotem do gabinetu i Louis miał nadzieję, że tym razem pójdzie gładko.

- Jak mamy zacząć? - Louis zapytał, gdy Harry usiadł przy biurku. - Powiedz mi, co wiesz od Nicka

- A to, że zachowujesz się dziwnie nie jest sekretem? - zapytał Harry. Louis zamarł.

- Co? Ni! Jestem w porządku!

- Nieprawda.

- Prawda. Co jeszcze chcesz?

- Byś powiedział prawdę - Harry odparł gładko, opierając głowę na jednej z rąk. Louis cmoknął.

- Nie martw się o to. Tylko powiedz mi teraz.

- To niezbyt ciekawa transakcja.

- Mów, kurwa.

- Cóż, w porządku – Harry skrzyżował ramiona i odchylił się w fotelu. - Nie wiem, co mam naprawdę powiedzieć, poza tym, że gdy wrócisz z powrotem do Wielkiej Brytanii będziesz szykował się do wspaniałego ślubu z niemiecką księżniczką.

- Co? - Louis zamarł. Ślub? Tak szybko? Nawet nie wiedział,że jest zaręczony. Nie było dobrze. Nagle poczuł mdłości.

- Co więcej - Harry cmoknął. - Zaraz po ślubie nie zostaniesz w Wielkiej Brytanii długo. Pojedziesz do Niemiec, a potem na studia do Francji.

Tego było zbyt wiele. Już teraz bolała go głowa.

- To wszystko, co Nick mówił, prawda?

Harry nie spojrzał mu w oczy i tylko skinął głową.

- A co, jeśli się myli? Co jeśli on kłamie?

- Możesz powiedzieć sobie, że kłamie, ale oboje wiemy, że po powrocie do Londynu, masz zamiar zostać zmuszony do ceremonii, czy chcesz, czy nie - Harry zauważył, a jego ton głosu stał się szorstki.

Cóż, to był sposób Harry’ego na powiedzenie: Powinieneś był mnie słuchać oraz Miałem rację, a także Gdybyś mi zaufał, tak by się nie stało.

- Nie zachowuj się, jakbyś znał przebieg zdarzeń od początku! - warknął Louis. - Kiedy miałeś zamiar mi powiedzieć?! Naprawdę sądzisz, że dzień przed powrotem do Londynu to idealny czas?!

- Uspokój się – zainterweniował Harry. - Pozwalasz emocjom wziąć górę.

- Nie każ mi się, kurwa, uspokoić! Zachowujesz się jakbyś, kurwa wszystko wiedział i to naprawdę cholernie irytujące! Myślałeś, że to wyjdzie mi to na dobre? To było rzeczywiście najgorsze! - Louis syknął, zaciskając dłonie w pięści. - Wiesz co? Faktycznie, może byłbym spokojny teraz, jeśli byś tylko powiedział mi, kurwa, o wiele wcześniej. Ukrywanie przed kimś daty jego ślubu nie jest odpowiednią rzeczą. Nieważne, czy jesteś piratem, chłopem czy czymkolwiek, kurwa. Chyba masz zdrowy rozsądek!

Harry wstał w milczeniu. Kapitan poprawił kapelusz na głowie i zaczął iść w kierunku drzwi.

- Przepraszam za moją postawę. Nie chcę zachowywać się jakbym wiedział wszystko, szczerze mówiąc, po prostu chciałem tego, co jest najlepsze dla Ciebie - chwycił za klamkę i otworzył drzwi nieco. - Planowałem powiedzieć ci po tym, jak odzyskaliśmy kufer. Wtedy miałbyś więcej czasu, by wszystko przemyśleć, ale to, co stało się po drodze pokrzyżowało mi plany.

Bez słowa wyszedł i zamknął za sobą drzwi, pozostawiając Louisa samego w gabinecie. Nawet mimo słów pirata, był zdenerwowany. Frustracja nad nim zapanowała i był gotów wyrwać sobie włosy z głowy.

Był zaręczony i miał mieć niedługo ślub. Miał ochotę krzyczeć i płakać. Jedyne, o czym myślał, to by się położyć i przespać się z tym problemem. W ten sposób wszedł do sypialni i praktycznie rzucił się na łóżko i zwinął się w kłębek pod kołdrą.

Nie martwił się o kolejny koszmar, ponieważ każdy koszmar nie mógł być gorszy od tego, co działo się w rzeczywistości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz