sobota, 29 marca 2014

*Louis miał prawo się zdenerwować. Mało tego, powinien być w tej sytuacji wściekły! Był podejrzewany o kłamstwo i spiskowanie przeciwko zespołowi, w dodatku takie oskarżenia wysnuli przeciwko niemu jego właśni przyjaciele. To najgorszy dzień w życiu Tomlinsona.

-Pozwólcie, że zbiorę wszystko do kupy- powiedział trzęsącym się ze złości głosem, wbijając spojrzenie w stojących naprzeciwko niego chłopaków. –Myśleliście, że Harry udawał amnezję, żebyśmy mogli zamknąć się w stojącym na kompletnym pustkowiu domu mojego dziadka oraz olać One Direction, a wraz z nim koncerty, noce w klubach i całą resztę? Tak, to bardzo, kurwa, prawdopodobne! Wy chyba straciliście mózgi!

-To mogło się zdarzyć- bronił uparcie swojej teorii Zayn, zakładając ręce na piersi. –Zwłaszcza, że w ogóle o niczym nas nie informowałeś. Co mieliśmy w takim razie sobie myśleć?

-A nie przyszło ci do głowy, że nie mam ochoty dzwonić do was i bez przerwy powtarzać, że nic się nie zmieniło?- warknął Louis, przejeżdżając miażdżącym spojrzeniem po całej trójce. –Proszę bardzo: Harry nadal mało pamięta, ma jedynie przebłyski wspomnień, które na nic mu się jednak nie przydadzą. Mam nadzieję, że to cię wystarczająco usatysfakcjonowało.

-Lou, po prostu się martwiliśmy- wtrącił Liam rozkładając bezradnie ramiona. –Może nie zrobiliśmy najlepiej włamując się do tego domu, ale mieliśmy dobre intencje i myślę, że powinniśmy przeprosić się nawzajem, zapomnieć o wszystkim i rozejść w idealnej zgodzie.

-Dla ciebie wszystko jest takie proste! Jednak teraz przesadziłeś, stary- rzucił Louis, trochę udobruchany. Payne miał w sobie coś, co zawsze koiło jego nerwy i pozwalało trzeźwo ocenić sytuację. Niechętnie uniósł kąciki ust do góry. Niall odetchnął z ulgą, a Liam uśmiechnął się szeroko, podchodząc do Tomlinsona, aby go po męsku uścisnąć. Malik jednak wciąż nie wydawał się przekonany. Odwrócił się w stronę zdezorientowanego Harry’ego i ze zmrużonymi oczami zaczął się do niego zbliżać, niczym gotowy do ataku wąż. W połowie kuchni został powstrzymany przez Nialla.

-Przestań, Zayn. Daj sobie spokój, słyszałeś, co powiedział- ostrzegł go blondyn i odciągnął z powrotem pod ścianę. Louis całkiem zapomniał o Stylesie. Nawiązał z nim kontakt wzrokowy, a kiedy chłopak lekko skinął głową, miał pewność, że wszystko jest porządku. Harry prawie niezauważalnie przysunął się bliżej.

-To są właśnie Liam, Zayn i Niall- powiedział Louis łagodnie, wskazując na odpowiednie twarze. –Pokazywałem ci kiedyś zdjęcia, pamiętasz? Nie martw się, na ogół zachowują się w miarę normalnie, chociaż i tak są okropni.

-A wy dwaj najbardziej- wymamrotał Zayn, robiąc jednak na tyle skruszoną minę, że Louis był w stanie mu wybaczyć. Nigdy nie potrafił zbyt długo się gniewać, zwłaszcza na przyjaciół.

-To prawda- przyznał mu rację Tomlinson, odwracając wzrok od zielonych tęczówek Stylesa. –Ale to dzięki nam nigdy nie było nudno. Dobra, skoro już tu jesteście i nie zapowiada się na to, abyście mieli prędko się wynieść, to może coś zjemy?

-Popieram. A co wy właściwie robiliście o tej porze na nogach?- zaciekawił się Niall, podchodząc do lodówki. Otworzył szeroko drzwi i uważnie zlustrował jej zawartość, wyciągając w końcu mrożoną pizzę z zamrażalnika. –No wiecie, jest po piątej.

Louis zaniemówił, czując lekki rumieniec na policzkach. Gdyby powiedział prawdę, nie tylko Horan, ale też pozostała dwójka, z miejsca padłaby trupem. Na szczęście Harry wydawał się czytać mu w myślach, bo ukradkiem ścisnął jego przegub i pierwszy raz tego ranka się odezwał.

-Graliśmy na konsoli, nie zauważyliśmy godziny i dosłownie zdążyliśmy wejść po schodach, gdy usłyszeliśmy, że ktoś jest w salonie- skłamał gładko, przypominając w tym momencie Harry’ego Stylesa sprzed wypadku. Louis pokiwał głową, potwierdzając jego słowa, a chłopaki bez sprzeciwu w to uwierzyli. Po chwili cała piątka zaczęła krzątać się po kuchni, jakby ostatnie dwa miesiące nie istniały.

***

Przed południem Liam z Zaynem rozbili w salonie całkiem miłe obozowisko, wyściełając fragment drewnianej podłogi kocami, śpiworami i poduszkami, na których zamierzali się przespać. Niall, gdy to zobaczył, szybko umościł się na największej i najwygodniejszej dostępnej poduszce, leżącej pośrodku legowiska i prawie natychmiast zasnął. Chcąc tego czy nie, pozostała dwójka musiała zadowolić się mniej wygodnymi miejscami po jego bokach, ale wkrótce i oni odpłynęli do krainy snów.

Widząc to i mając pewność, że nie zostaną zaskoczeni, Louis zaciągnął Harry’ego do swojego pokoju, gdzie z zakłopotaniem oparł się o biurko, patrząc na przyjaciela niezdecydowanym spojrzeniem.

-Przepraszam, tam w kuchni po prostu spanikowałem- powiedział w końcu wprost. –Nie myślałem, że to stanie się tak szybko. Ja… chyba na razie nie powinniśmy im o nas mówić. Musimy ich na to jakoś przygotować.

Harry przez chwilę milczał z zagadkową miną, jakby był rozdarty wewnętrznie, ale po chwili zgodził się, posyłając Louisowi zmęczony uśmiech.

-To była długa noc- powiedział, sugestywnie oblizując usta. –Louis, ja nawet ich nie pamiętam. Myślisz, że będę się upierał przy ujawnieniu naszego związku, skoro nie trwa on nawet dwunastu godzin?

-Chciałem po prostu być fair w stosunku do ciebie.

-Wiem i dziękuję ci za to- Harry odbił się od ściany i skierował w stronę drzwi. –Lepiej prześpię się u siebie, nigdy nie wiadomo, co two… nasi przyjaciele wymyślą.

-Słusznie. Harry, ja…

-Tak?- chłopak odwrócił się, patrząc na niego uważnie. Tomlinson nagle przestraszył się słów, które chciał powiedzieć i machnął lekceważąco ręką.

-Nic takiego. Dobrych snów.

Styles opuścił pokój, bezszelestnie zamykając za sobą drzwi.

***

Wieczorem, gdy cała piątka odespała zarwaną noc, Liam zaproponował rozpalenie ogniska na plaży. Wszystkim spodobał się ten pomysł, więc zabrali z szopy zapas drewna i zanieśli je na miejsce, a potem wrócili na chwilę do domu, aby przygotować jedzenie oraz ubrać cieplejsze bluzy. Harry, który zdążył oswoić się z obecnością nowych osób, zaczął po drodze żartować i przekomarzać się z Zaynem.

-No i co z tego?- denerwował się Malik, mimowolnie dotykając włosów, aby sprawdzić ich ułożenie, gdy Styles wytknął mu, że na głupie ognisko szykował się jak na wyjście do teatru. –Nigdy nie wiadomo, co się wydarzy, więc chcę zawsze mieć idealną fryzurę.

-Spodziewasz się spotkać na plaży jakieś dziewczyny?- dopytywał złośliwie Harry, podrzucając do góry koc, żeby chwycić ciągnący się po ziemi róg. –Jeżeli tak, to się rozczarujesz, bo w okolicy nikt oprócz nas nie mieszka. Nie ma szans, aby kogokolwiek spotkać.

-NO I CO Z TEGO?- powtórzył Zayn z obrażoną miną i nawet Louis nie mógł powstrzymać uśmiechu. Niall, który szedł na przedzie, od dawna śmiał się w głos, a niesione przez niego butelki z napojami pobrzękiwały rytmicznie. –Zajmij się sobą, Styles!

-Och, nie muszę. Louis się mną opiekuje, prawda, Lou?

-Tak, ale musisz wiedzieć, że nawet nie będę próbował cię bronić, gdy Malik straci w końcu cierpliwość i się na ciebie rzuci- poinformował go spokojnie Tomlinson, a Harry wymierzył w niego dramatycznie palcem, jednocześnie dusząc się od powstrzymywania śmiechu. Już dawno nie był tak wesoły.

-Złamałeś moje serce- zawołał, przykładając wierzch dłoni do czoła. –Wydany na pastwę Zayna przez najlepszego przyjaciela… O, ja nieszczęsny!

-Nie martw się, Harry, ja bym ci pomógł- pocieszył go Liam i Styles natychmiast do niego podbiegł.

-Właśnie awansowałeś na stanowisko Mojego Najlepszego Kumpla, które przed chwilą stracił Louis- powiedział uroczyście, klepiąc chłopaka po łopatce, a Tomlinson wywrócił oczami. –To duże wyróżnienie, możesz być z siebie dumny!

-Też mi zaszczyt- prychnął Zayn.

-Będziemy wszędzie razem chodzić, nagrywać we dwóch filmy dla fanek, kupimy sobie identyczne koszulki z nadrukiem, napiszemy piosenkę o naszej przyjaźni… -wymieniał Harry, nieświadomy słów Malika. Liam skrzywił się komicznie i odwrócił twarz do Louisa, popychając w jego stronę Hazzę.

-Zmieniłem zdanie, możesz go sobie zatrzymać. Już zapomniałem, ile on potrafi gadać.

-Co? Niall, a może ty chcesz być moim Najlepszym Kumplem? Obiecuję, że będziesz miał z tego same korzyści!

-Przykro mi, Harry, ale raczej nie. W moim sercu jest tylko jedno miejsce, które aktualnie zajmuje Nando’s- odparł blondyn poważnie, choć zdradzało go podejrzane drżenie ramion. Styles westchnął i niepocieszony zrównał krok z Tomlinsonem, patrząc na niego z rezygnacją.

-Wygląda na to, że odzyskałem swoje stare stanowisko- rzekł Louis, zatrzymując się w miejscu, gdzie mieli rozpalić ognisko. –Jesteśmy na siebie skazani.

-Niestety- westchnął Harry. Rzucił koce na piasek i szeptem dokończył zdanie, aby tylko oni mogli je usłyszeć. –Nie, żebym się skarżył. Czasami jesteś całkiem użyteczny.

-Dzięki, miło być docenionym- powiedział kwaśno Louis, po raz kolejny wywracając oczami, ale odwzajemnił porozumiewawczy uśmieszek. Harry był nieznośny w tak uroczy sposób, że nie można było mieć mu cokolwiek za złe, zwłaszcza, gdy wiedziało się doskonale, że chłopak bez przerwy się wygłupia i przeważnie nie myśli tego, co mówi.

Zayn z Liamem podjęli próbę rozpalenia ogniska, a Niall otworzył przyniesiony koszyk piknikowy i zaczął w nim grzebać, wyjmując z niego kiełbaski i pianki. W tym czasie Louis ułożył krąg z kamieni, uniemożliwiający rozprzestrzenienia się ognia, chociaż w pobliżu był tylko piasek, który w żaden sposób nie mógł się zapalić, czego Harry nie omieszkał mu przypomnieć.

W końcu wszystko było gotowe i cała piątka rozsiadła się wygodnie wokół paleniska.

-Chce ktoś piwo?- zawołał Zayn, wyciągając skądś reklamówkę pełną butelek z alkoholem. Niall i Liam wzięli po jednej, a Harry z przekornym spojrzeniem pokręcił głową.

-Louis nie pozwala mi pić- powiedział niewinnie, dmuchając na swoją piankę, którą następnie wpakował sobie do ust i zaczął powoli przeżuwać.

-To polecenie lekarzy- sprostował Tomlinson i poczuł się trochę głupio pod ironicznymi spojrzeniami reszty chłopaków. Westchnął. Nikt w tym towarzystwie nie docenia jego troski. –Ale jeżeli chcesz, to proszę bardzo. I tak już złamałeś zakaz.

-W takim razie rzuć mi jedno, Malik- Harry z zadowoleniem odkorkował butelkę i pociągnął łyk bursztynowego płynu, robiąc przy tym rozmarzoną minę. Louis pacnął go lekko w ramię, żeby przestał sobie żartować i również zaczął swoje piwo. Zapowiadała się całkiem miła noc.

Z każdą kolejną opróżnioną butelką, Louis przestawał zwracać uwagę na resztę i koncentrował się na Harrym, którego kontury śmiesznie rozmazały się w blasku migoczących płomieni, a skóra przybrała odcień głębokiego brązu. Starał się ignorować natrętnie powracają pokusę, aby w jakiś sposób zabrać go w ustronne miejsce i pocałować, bo przecież nie mógł tego zrobić przy chłopakach. Tylko, że ten przeklęty Styles wciąż i wciąż muskał kolanem jego biodro i przypadkiem ocierał się o jego ramię, gdy sięgał po coś do koszyka z jedzeniem, przez co Louisowi było naprawdę ciężko się powstrzymać.

W dodatku zdecydowanie za dużo wypił, bo Niall przecież nie mógł właśnie ściągnąć ubrań i biec nago w stronę morza… prawda?

-Czy widzę to, co myślę, że widzę?- powiedział, starając się brzmieć w miarę trzeźwo, co widocznie mu nie wyszło, bo Harry obrzucił go rozbawionym spojrzeniem.

-Tak, on naprawdę to zrobił. Nie jesteś zbyt mocnym zawodnikiem, Lou- odparł i Louis nie był w stanie stwierdzić, czy wyobraził sobie czułość w jego głosie, czy ona rzeczywiście tam była. –Liam, ty chyba nie zrobisz tego samego?

-Idę przypilnować, żeby ten głupek się nie utopił- uśmiechnął się Payne, ruszając w kąpielówkach w stronę blondyna.

-Właściwie też bym popływał- dodał w zamyśleniu Zayn i dołączył do Liama lekko chwiejnym krokiem, a po chwili obaj zniknęli im z oczu. Louis obrócił twarz w stronę Harry’ego, który leniwie przesypywał piasek przez palce, patrząc na Tomlinsona z trudną do odgadnięcia miną.

-Zostaliśmy sami- stwierdził oczywistość Louis, podciągając się na łokciach do pozycji siedzącej. Serce zaczęło głupio tłuc się w jego piersi, a wzrok się zamazał, więc szybko zamrugał.

-Tak- odpowiedział cicho Harry, przysuwając się bliżej, tak że zetknęli się udami wyciągniętych nóg i Louis trochę nieporadnie otoczył jego szczupłą talię, przyciągając go do siebie. –Nareszcie.

Wypity alkohol szumiał mu w głowie, gdy nakrywał usta Harry’ego własnymi, przejeżdżając językiem po dolnej wardze i wślizgując się do mokrego wnętrza, gdzie już czekał na niego chętny język chłopaka. Jedna z dłoni Stylesa powędrowała na plecy Louisa, drugą gładził jego policzek, zahaczając kciukiem o linię szczęki, na której zaczął po chwili składać powolne pocałunki, przesuwając się w górę do tego wrażliwego miejsca tuż za uchem Tomlinsona, któremu taki dotyk zawsze sprawiał dużą przyjemność. Chłopak wsunął dłonie pod koszulkę Harry’ego, przejeżdżając po gorącej skórze wzdłuż linii kręgosłupa i zaśmiał się cicho, gdy Styles w odpowiedzi zahaczył zębami o jego kość obojczykową, zapewne pozostawiając na niej czerwone ślady.

-Ktoś tu chyba nieźle się upił! Lou, to nie Elera… Eleanor, tylko Harry- uradowany głos Nialla rozległ się gdzieś z boku, niemal podrywając ich do góry. Oderwali się od siebie zmieszani i trochę przestraszeni, że zostali nakryci przez Horana, który przyglądał im się teraz z nieco osobliwą miną, jakby sam nie wiedział, co powinien o tym sądzić. –Wiem, że przez te dziecinne rysy twarzy wygląda pod pewnym kątem jak dziewczyna, ale mimo wszystko…

-Hej! Wcale tak nie wyglądam- oburzenie Harry’ego zdołało przebić się przez warstwę zakłopotania, tracąc jednak na efektywności, gdy chłopak bezwiednie pogładził się po policzkach, jakby szukał na nich śladu zarostu.

-Niall, szybko wróciłeś- wtrącił Louis, próbując wymyślić na poczekaniu jakąś sensowną historyjkę, ale jak na złość nic nie przychodziło mu do głowy. –My tylko… no wiesz…

-Za dużo wypiliście, rozumiem, zdarza się każdemu- blondyn owinął się szarmancko ręcznikiem i opadł nieopodal na ziemię, kręcąc szybko głową i rozpryskując na wszystkie strony krople morskiej wody.

-Nie, Lou, nie ma sensu dłużej kłamać - powiedział dramatycznie Harry, patrząc chłopakowi hardo w oczy, na co Tomlinson otworzył z niedowierzania usta. – Mamy romans, Niall. Jesteśmy razem. Nie chcieliśmy wam o tym mówić, ale skoro nas przyłapałeś…

Horan popatrzył na nich z przerażeniem, a potem wybuchnął głośnym, niepohamowanym śmiechem. –Tak, jasne- wykrztusił, gdy zdołał się opanować. –Zawsze żyliście w swoim świecie, a to pewnie było jego częścią i miało mnie nabrać, ale nie tym razem, Styles! Powiedzcie Liamowi, że wróciłem do domu, bo chyba ciągle mu się wydaje, że jestem w wodzie.

Podniósł się, targając za sobą swoje rzeczy, a Louis poczuł, że to dla niego zbyt wiele.

-Nie uwierzył- rzucił, a w jego głosie ciągle pobrzmiewało zaskoczenie. –Niall nas zwyczajnie olał.

-Cóż, można się było tego spodziewać- odparł Harry lekko.

-Wiedziałeś, że tak będzie?

-Przypuszczałem i właśnie dlatego to powiedziałem. Obaj umawialiśmy się do tej pory tylko z dziewczynami, no i, jak to określił Niall, żyliśmy w „swoim świecie”, więc łatwo było wziąć to za wygłup. Każdy by pomyślał, że znowu robimy przedstawienie.

Louis popatrzył na niego ze ściągniętymi brwiami, przetwarzając w myślach jego słowa. Harry niezaprzeczalnie miał trochę racji, ale to nie przebiegłość przyjaciela wzbudziła w Tomlinsonie niepokój. Coś innego zaczęło formować się w jego mózgu, coś wspaniałego i okropnego jednocześnie, czego do tej pory nie zauważył.

Teraz był już jednak pewny.

Wbił zszokowane spojrzenie w Harry’ego,

-Kiedy twoja pamięć wróciła?



***

O ile to było możliwe, Louis czuł się jednocześnie niewiarygodnie szczęśliwy i strasznie przygnębiony. Miliony sprzecznych emocji wirowało w jego głowie, przyprawiając go o mdłości, gdy siedział na podłodze w sypialni Harry’ego i opierał plecy o starą komodę, udając, że słucha stojącego nieopodal Stylesa.

-Czyli od kiedy wszystko pamiętasz?- zapytał nagle, chcąc wreszcie uzyskać jasność. Być może Harry dopiero co o tym wspominał, ale Louis kompletnie nie mógł się skupić na słowach płynących z jego ust.

Jeżeli chłopak poczuł się tym urażony, nie dał tego po sobie poznać.

-Odkąd zeszliśmy do salonu słysząc hałas i zobaczyliśmy tam chłopaków- odpowiedział szczerze, bez cienia skrępowania patrząc Louisowi prosto w oczy. –Wtedy wszystko do mnie wróciło. To było tak niezwykłe, że nie potrafię nawet opisać tego uczucia, gdy w jednej chwili mgła zasnuwająca moje wspomnienia po prostu zniknęła.

-To świetnie… Ale dlaczego mi nic nie powiedziałeś?- To była właśnie kwestia, która nie pozwalała Louisowi do końca podzielać szczęścia Harry’ego, ponieważ czuł się w pewnym sensie oszukany. Zdradzony. I co z tego, że Harry odzyskał pamięć niecały dzień wcześniej? Nie powiedział mu tego, a gdyby Louis sam się nie domyślił, prawdopodobnie nie wiedziałby o tym do tej pory. –Było tyle okazji do rozmowy.

-Hej, opanuj trochę swój entuzjazm, nie ma się z czego AŻ TAK cieszyć- powiedział sarkastycznie Harry, zaplatając ramiona na piersi. Wydawał się być rozdrażniony reakcją przyjaciela, który z kolei był na niego zły za utrzymywanie wszystkiego w tajemnicy.

-Po prostu mi odpowiedz. Dlaczego?

-Nie rozumiem, o co tyle hałasu. Zwyczajnie nie zdążyłem ci tego powiedzieć, co nie oznacza, że nie zamierzałem! Jesteś w stanie to zrozumieć i przestać choć na chwilę zachowywać się jak palant?

-Nie, dopóki nie powiesz mi całej prawdy. Harry, zbyt długo jesteśmy przyjaciółmi, żebym nie wiedział, że coś tutaj nie pasuje.

-W takim razie kiepscy z nas przyjaciele, skoro mi nie ufasz.

To zdanie uderzyło Tomlinsona jak celnie wymierzony policzek. Zamknął usta, świadomy nagle tego, że Harry ma rację. Byli nawet kimś więcej niż przyjaciółmi i jeżeli Styles mówi, że niczego nie ukrywa to tak właśnie jest, a on nie ma prawa wytaczać przeciwko niemu bezpodstawnych oskarżeń.

Wstał, podszedł do młodszego chłopaka, który wciąż patrzył na niego wyzywająco spod opadających na jego czoło loków i zatrzymał się tuż przed nim, zachowując między nimi niewielką odległość.

-Przepraszam- wymamrotał cicho, mając nadzieję, że Harry zrozumiał, bo nie miał ochoty tego drugi raz powtarzać. –Masz rację, jestem głupi. To wspaniale, że odzyskałeś pamięć. Teraz możemy wrócić do Londynu, zadzwonić do Cowella i reaktywować One Direction. Wszystko będzie tak jak dawniej.

Paradoksalnie żaden z nich się nie ucieszył, bo doskonale wiedzieli, jakie będą konsekwencje ich powrotu.

Harry ujął rękę Louisa, bawiąc się przez chwilę jego palcami i obrysowując linię szwów w miejscu, gdzie niedawno było paskudne rozcięcie.

-Odzyskałem pamięć wtedy, gdy w końcu byłem szczęśliwy nie pamiętając- szepnął, przytulając się do Tomlinsona, który z rosnącą gulą w gardle otoczył go ramionami i przycisnął mocniej do siebie, oddychając jego zapachem.

Dzień, w którym Harry wyleczy się z amnezji miał być dniem szczęśliwym, ale dla nich oznaczał teraz jedynie koniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz