poniedziałek, 24 marca 2014

xLouis westchnął, zaparkował swojego vana przed domem. Spojrzał w górę i przyglądał się nowemu domu w którym miał zamieszkać razem z matką i jej nowym mężem. Dom był dość duży, na taki przynajmniej wyglądał.

Miał duże okna, dosyć spore podwórko z kwiatami i dębem na środku. Liście byłe rozłożone po całej ziemi, w końcu była jesień.

Louis kochał jesień, wszystko było kolorowe i kochał jak padał deszcz. Jest tyle piękna w deszczu, i coś w tym jak pięknie wyglądała ulica, kiedy padał. Deszcz miał w sobie coś relaksującego.

Chłopak otworzył drzwi samochodu i wyskoczył na zewnątrz, a zimny wiatr uderzył w jego skórę, powodując dreszcz. To był koniec października, słońce straciło swoją moc i z dnia na dzień robiło się coraz chłodniej. Przyciągnął swój płaszcz bliżej siebie i udał się w stronę domu.

Dom był prawie w całości umeblowany, po prostu brakowało kilku rzeczy. Rozejrzał się, a sofa na której siedziała jego matka stała w rogu salonu, naprzeciwko kominka. Ogień się nie palił, ale łatwo było sobie wyobrazić, co by było gdyby małe światełko zapaliło się, rozgrzewając całe pomieszczenie, zwłaszcza w zimne grudniowe noce.

Louis podszedł do okna. Był w stanie spojrzeć na dom, który znajdował się na następnej ulicy, wyglądał bardzo mile, ale zasłony byłe zasłonięte, więc nie mógł zajrzeć do środka. Wzruszył ramionami i poszedł na dół, aby pomóc wypakować rzeczy, które pozostały.

***

Następny dzień rozpoczął się bardzo wcześnie dla Louisa. Był to poniedziałek, czyli pierwszy dzień w nowym liceum. Jego matka chciała, żeby uczęszczał do szkoły, tak wcześnie, jak to możliwe, żeby nie przegapić żadnej ważnej rzeczy, ponieważ był to jego ostatni rok.

Jay obawiała się, że stopnie Louisa mogłyby się pogorszyć, przez co nie mógłby udać się do dobrego college’u.

Ziewną, wyprostował się i ruszył do łazienki prosto pod prysznic. Ciepła woda spływała po jego ciele, powodując że jego umysł się ożywił. Po zakończeniu kąpieli, podszedł do zlewu, zawiną ręcznik wokół bioder i zaczął suszyć swoje brązowe włosy.

Po zakończeniu porannej toalety, poszedł do swojego pokoju i ubrał się. Jękną, gdy schodził na dół, chwycił tosta i usiadł przy stole.

- Ktoś tu ma zły poranek - Jay uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła swojego syna. Louis nie odezwał się słowem, nie był w nastroju do rozmowy. Szczerze mówiąc nie należał do porannych ptaszków, zazwyczaj spał do trzynastej, czasem dłużej.

Jay spojrzała na zegarek. - Powinieneś już iść, jest późno.

Louis skinął głową, chwycił plecak i poszedł do samochodu. Zaczął jazdę w kierunku szkoły.

***

Wszedł ma korytarz i rozejrzał się, spoglądając na studentów, którzy stali wokół. Niektórzy rozmawiali o weekendzie, inni byli zapatrzeni w telefony, natarczywie stukali w klawiaturę. Gdzieś indziej niektórzy byli mentalnie w łóżku.

Uśmiechnął się i ruszył w kierunku drzwi z srebrnym napisem “Office”, otworzył drzwi i odchrząknął.

Sekretarka podniosła wzrok znad komputera i spojrzała na Louisa. - Witam, w czym mogę pomóc?

- Eh, nazywam się Louis Tomlinson, jestem tu nowy i chciałbym odebrać swój plan lekcji.

Kobieta skinęła głową, jej białe loki skakały na jej głowie, kiedy wpisywała coś do swojego komputera. Kilka sekund później drukarka zapiszczała i wypluła kawałek papieru, który został przekazany Louisowi.

- Idź do pokoju 304. Pan Adison jest poinformowany, że przyjdziesz, po prostu wręcz mu to - dała Louisowi złożony list zanim usiadła na krześle i ponownie jej wzrok osiadł na monitorze komputera.

Kiedy Louis znalazł pokój 304, zapukał do drzwi i wszedł. Około 30 par oczu wpatrywało się w niego, jak odchrząknął po raz drugi tego ranka. Podszedł do nauczyciela i podał mu list. Pan Adison rozłożył go i zaczął czytać, po chwili skinął głową.

- Uwaga wszyscy, to jest Louis Tomlinson, nowy kolega z klasy. Spodziewam się, że będziecie dla niego mili… i Zayn - odwrócił się i spojrzał na chłopca w kruczoczarnych włosach.

- Proszę pokazać mu naszą szkołę, podczas przerwy obiadowej. Teraz możesz usiąść obok Nialla - powiedział, wskazując na puste miejsce obok blond chłopca.

Louis skinął głową i usiadł, uśmiechając się do Nialla. - Hej - chłopiec uśmiechnął się i pokazał swoje szelki.

- Porozmawiamy na lunchu, nie potrzebuję kolejnej odsiadki w kozie w tym miesiącu - skinął głową, odwracając się w stronę tablicy i zapisując w zeszycie wszystko co nauczyciel mówił.

Gdy zadzwonił dzwonek, wszyscy spakowali swoje rzeczy i udali się w stronę wyjścia. Louis opuszczał już klasę, gdy poczuł dłoń na swoim ramieniu. Spojrzał w lewo i zobaczył Nialla.

- Teraz możemy porozmawiać - powiedział z irlandzkim akcentem, jego uśmiech był pełen szczęścia. Był też strasznie zaraźliwi, więc na ustach Louisa również pojawił się szeroki uśmiech.

- Skąd jesteś? - zapytał.

- Uhm, z Doncaster, moja mama spotkała mężczyznę w Londynie, wyszła ponownie za mąż i oboje postanowili zacząć nowy życie gdzieś indziej, niż w ich rodzinnym mieście, więc… tu jesteśmy - Niall skinął głową.

- A Ty? To znaczy, nie masz brytyjskiego akcentu, nie jesteś stąd, mam rację?

Niall ponownie skiną głową i westchnął. - Cóż, urodziłem się w Mullingar w Irlandii, moja mama była samotną matką - westchnął. - Zginęła w wypadku samochodowym, gdy miałem osiem lat i od tego czasu zajmuje się mną ciotka.

Louis otworzył usta, ale natychmiast je zamknął. - Ja.. przepraszam - to było wszystko co mógł powiedzieć. Louis nigdy nie był dobry w pocieszaniu ludzi.

Niall wzruszył ramionami i uśmiechnął się. - W porządku, chodzę do terapeuty, więc mogę jakoś z tym żyć. Wierzę, że moja moja mama patrzy na mnie przez ten cały czas - na jego ustach ponownie pojawia się uśmiech. Przez chwilę Louis nie wiedział co powiedzieć, ale w następnej chwili podszedł do nich chłopak w kruczoczarnych włosach z Quiff.

- Widzę, że poznałeś już Nialla - powiedział. - Jestem Zayn. Powiedziano mi, że mam pokazać Ci szkołę - Louis skinął głową, a następnie poszedł za Zaynem.

Szkoła była naprawdę duża - miała jedną kawiarenkę, duży hol, dwie biblioteki i wiele innych rzeczy. To było niewiarygodne, można by było się w niej zgubić.

Zayn wszedł do kawiarni, a za nim podążył Louis. Usiedli przy stole, obok Nialla i dwóch nieznajomych.

- Tak więc, to jest Louis. Jest tu nowy - Zayn przedstawił Louisa, swoim przyjaciołom. - Louis, to Liam i Eleanor, a Nialla już spotkałeś - dokończył z uśmiechem na twarzy.

Louis nie lubił poznawać nowych ludzi, można powiedzieć, że tego nienawidził. Rozejrzał się po pokoju, widok był taki sam jak rano, studenci rozmawiali, używali telefonów, inni spali. Przeszukując wzrokiem pomieszczenie, na tyłach zauważył chłopca.

Siedział sam i nigdy nie spoglądał w górę. Opierał głowę na rękach. Na stole nie było niczego, żadnego telefonu, jedzenia, książek, nic. Wpatrywał się w stolik, wydawało się, że spał. Wszyscy inni ludzie unikali tego stolika.

Louis zastanawiał się dlaczego, przecież chłopak wydawał się być całkiem normalny.

Jego ciemne loki opadały na jego twarz, a jego ciemna skórzana krótka wydawała się być trochę za mała jak dla niego, ale Louis nie wiedział, dlaczego wszyscy inni go unikali.

- Zayn? - zapytał Louis, młodszy chłopiec spojrzał na niego. - Kto to jest?

Zayn obserwował Louisa i spojrzał w kierunku który mu wskazywał. - To jest Harry Styles.

- Dlaczego on siedzi sam? To znaczy… wydaje mi się, że wszyscy go unikają - spojrzał pytająco na Zayna.

- On jest szalony. Mówię prawdę. To nie jest plotka czy coś. On wskoczy na każdego, kto spróbuję się do niego zbliżyć. Kilka lat temu pobił jakiegoś chłopaka, bo przypadkowo go dotknął, gdy szedł przez korytarz.

Oczy Louisa się rozszerzyły. Harry nie wyglądał na kogoś agresywnego. Wydawał się być taki spokojny.

- Nawet nie myśli o rozmowie z nim, będziesz tego żałować - powiedział irlandzki głos. Louis skinął głową i spojrzał z powrotem na swoje jedzenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz