Rano zastał wysprzątaną na wysoki połysk kuchnię i kilka tostów na talerzu przykrytym szklaną pokrywką. Obok leżał mały świstek papieru z krótkim „Jestem na plaży.’’. Louis z ukłuciem zazdrości przyznał, że nawet zwykłe zimne tosty przygotowane w minutę przez Harry’ego były lepsze od jego wczorajszego omleta, którego zrobienie kosztowało go wiele wysiłku i mozolnego odmierzania składników, ale i tak pochłoną je ze smakiem. Potem chwycił kurtkę przeciwdeszczową i na bosaka wyszedł z domu, kierując się w stronę wybrzeża. Przechodząc z trawy na piasek zobaczył Stylesa brodzącego powoli w spienionej wodzie. Nogawki dżinsów podwinął do kolan, a w ręku trzymał buty. Od samego patrzenia robiło się zimno.
- Ty chyba naprawdę planujesz złapać zapalenie płuc - powiedział z rezygnacją Louis, podchodząc do mokrej granicy fal. – A dopiero co wyszedłeś ze szpitala.
Chłopak obrócił się w jego stronę.
- Sprawdziłem w kalendarzu, mamy lipiec- odpowiedział. – Woda jest teraz najcieplejsza. Chodź to się przekonasz.
- Może innym razem. I dziękuję za śniadanie.
- Nie ma sprawy, to miały być przeprosiny za wczoraj. Nie powinienem tak wychodzić bez słowa.
Tominson machnął lekceważąco dłonią. Zrobił kilka kroków i podniósł nieduży, prawie idealnie okrągły kamień, który rzucił najmocniej jak umiał przed siebie. Odbił się dwa razy od wzburzonej powierzchni i zniknął w odmętach wody.
- Pomogło chociaż?
- Nie za bardzo, ale chyba powoli zaczynam się przyzwyczajać, w każdym razie postanowiłem spokojnie czekać. Co ma być to będzie - Harry uśmiechnął się niewesoło, a w jego oczach pojawiły się jakieś iskierki, których Louis nigdy wcześniej u niego nie widział i nie wiedział, co oznaczały. – Cieszę się, że jesteśmy tu tylko we dwóch.
- Dlaczego?
- Mniej twarzy, mniejszy zamęt w głowie, mniej osób, które powinienem znać. Ogólnie wszystkiego jest mniej. Wczoraj chyba za dużo na raz na siebie wziąłem. Przejdziemy się? Jestem ciekawy, co znajduje się za tamtym klifem.
- Dalej plaża. Tutaj nie ma nic w promieniu kilkunastu kilometrów- odparł, ale ruszył na przyjacielem, mile zaskoczony tak dojrzałym podejściem Harry’ego do całej sprawy.
***
Kolejne dni upływały w podobnym, nieśpiesznym rytmie, tak różnym od tego sprzed wypadku, gdy ciągle byli w trasie. Louis tęsknił za śpiewaniem, koncertami i imprezami do białego rana. Brakowało mu tego całego szaleństwa związanego z One Direction i poczucia, że cały świat jest w zasięgu jego rąk. Odciął się całkiem od Internetu i telewizji, a do komunikacji służyła mu tylko komórka. Jednocześnie widział, że Harry coraz bardziej się otwiera i chociaż nadal był całkowitym przeciwieństwem dawnego Hazzy, to potrafił doskonale skupić na sobie całą uwagę Louisa. Oglądali mnóstwo filmów, które wypełniały głęboką szufladę pod telewizorem, urządzali sobie wyścigi na plaży, pływali, wygrzewali się na słońcu w ogrodzie, a wieczorami śpiewali stare piosenki z programu do karaoke.
Któregoś wieczora z powodu burzy wyłączono prąd i musieli posłużyć się świeczkami znalezionymi w schowku pod schodami. Ich migoczące płomienie otaczały potem miękką poświatą leżącego na podłodze Harry’ego, który z uśmiechem na ustach i przymkniętymi powiekami nucił cicho melodię z „Króla lwa’’. Louis rzucił w niego poduszką i usiadł po turecku po jego lewej stronie, mierząc go rozbawionym spojrzeniem.
- Nie krępuj się, czekam na jakąś kąśliwą uwagę - wymruczał Styles.
- Zadziwiający fakt, ale nic mi nie przeszkadza - odciął się Louis. – W końcu wydajesz się całkowicie rozluźniony i to chyba dobry znak.
- Cóż, tak już jest, gdy przebywasz w znajomym otoczeniu.
- To fajnie - zastanowił się, jak najlepiej ująć w słowa myśl, która od kilku dni krążyła po jego głowie. – Wiesz, tak sobie myślałem, że może potrzebujemy małej odmiany… w okolicy jest wioska rybacka, gdzie można zjeść naprawdę dobrego pstrąga…
- N-nie wiem, Louis - zająknął się Harry, momentalnie spinając całe ciało. – To znaczy, nie czuję się jeszcze na tyle pewnie, żeby spotykać innych ludzi.
- Spokojnie, nie musimy jechać od razu! - Tomlinson miał ochotę przywalić głową w ścianę za zrujnowanie nastroju. - To tylko taka luźna propozycja, mamy pełno czasu. Gdybyś się namyślił to daj znać.
Chłopak przytaknął, jego mina powoli zaczęła powracać do poprzedniego stanu i ponownie ułożył się wygodnie na splecionych za głową ramionach. To właśnie była kolejna konsekwencja utraty pamięci- nastrój i emocje Harry’ego ulegały zmianom jak w kalejdoskopie, nigdy nie było wiadomo, jak zareaguje na daną rzecz.
Louis uśmiechnął się do siebie. Wyciągnął z kieszeni komórkę i zrobił zdjęcie nieświadomemu niczego przyjacielowi, a potem wysłał je do Liama, który od jakiegoś czasu dopominał się o wiadomość. Potem ściągnął z pobliskiego fotela poduszkę i położył się obok Harry’ego, czując z niewiadomego powodu błogie zadowolenie.
- Hej, Louis… tyle mi o mnie opowiadałeś, a o sobie nie wspomniałeś nawet słowa- zagadnął go Styles z nutą oskarżenia w głosie. – Nic o tobie nie wiem.
- No to pytaj. Jestem do twojej dyspozycji.
- Okej - Harry zastanowił się nad pierwszym pytaniem. – Dlaczego to dla mnie robisz? Mam na myśli to, że zostawiłeś wszystko i przywiozłeś mnie tutaj, spychając własne życie na boczny tor.
- Jestem twoim najlepszym przyjacielem, głupku. Nie mógłbym cię zostawić na pastwę tych okropnych lekarzy w szpitalu. To wszystko.
- A co na to Eleanor?
- Rozumie - powiedział Louis, odpychając od siebie myśli o przebywającej setki kilometrów od niego dziewczynie. – Męska przyjaźń i te sprawy…
- A jeżeli nie odzyskam pamięci? - słychać było, ile kosztowało go wypowiedzenie tych słów.
- Odzyskasz - odparł z mocą Tomlinson, patrząc na ciemne cienie rzucane przez płomienie świec na sufit. – Nieważne ile ci to zajmie, ale w końcu wszystko będzie jak dawniej.
Harry przez chwilę milczał, a gdy z powrotem się odezwał, jego głos brzmiał normalnie.
- Co najbardziej lubisz jeść?
- Marchewki - zaśmiał się Louis, przypominając sobie lawinę komentarzy w Internecie, gdy po raz pierwszy o tym wspomniał. – Są najlepsze. Oprócz nich nie pogardzę oczywiście pizzą i dobrą kanapką z krewetkami.
- Ulubiony film?
- „Grease’’ i… nie, tylko „Grease’’.
- Gdzie byś pojechał mając nieograniczony czas i pieniądze?
- Jeździłbym po całym świecie, zaliczał dzikie imprezy w najdziwniejszych możliwych miejscach, a potem kupiłbym wyspę i wykorzystał na niej całą zdobytą wiedzę.
- Dlaczego nigdy nie nosisz skarpetek?
- Bo dziwnie wyglądają i są niewygodne. Stopy potrzebują swobody.
- To dlatego chodzisz po dworze na bosaka? Nawet w deszcz?
- Tak.
Louis zerknął na profil przyjaciela i dostrzegł, że po jego wargach błąka się słaby uśmiech. Mimowolnie też się uśmiechnął.
- No i co, to już wszystko, co chciałeś wiedzieć?
- Nie - Harry parsknął śmiechem. – Po prostu nie chcę żebyś za szybko skończył. Będę zadawał ci po kilka dziennie, żeby ich starczyło dopóki nie wróci moja pamięć.
- Dziwne. Dlaczego?
- Po prostu tak chcę. A teraz cicho, lubię słuchać odgłosów burzy.
- Wariat - mruknął Louis, ale posłusznie ucichł.
***
Obudził się cały zesztywniały i z bolącym karkiem. Podłoga nie była najlepszym miejscem do spania, a im jakimś udem udało się wczoraj właśnie na niej usnąć. Podniósł głowę i rozejrzał się po salonie. Z jego lewej strony leżał zwinięty w kłębek Harry, a wokół walały się wypalone świeczki i strzępy opakowań po słodyczach. Louis podniósł się i na palcach przemknął do kuchni, żeby sprawdzić, która godzina; było dopiero kilka minut po ósmej. Rzadko kiedy sam z siebie wstawał tak wcześnie.
Nastawił wodę w czajniku, a kiedy się zagotowała, zaparzył sobie kawę i zabrał ze sobą parujący kubek do łazienki, gdzie zamierzał wziąć długą, rozluźniającą mięśnie kąpiel. Szybko napełnił wannę i zanurzył się w pianie, popijając zbawienny napój. Zdecydowanie tak mogłoby wyglądać niebo, pomyślał z błogim uśmiechem.
Nagłe skrzypnięcie drzwi nawet go nie zaskoczyło. Rozwarł lekko powieki, żeby zarejestrować wchodzącego do łazienki Harry’ego, który z zaspaną miną próbował właśnie wycisnąć żel do włosów na swoją szczoteczkę do zębów. Chyba jeszcze nie do końca się obudził.
- Druga tubka, Harry - powiedział przeciągle i zamknął oczy, zanurzając się głębiej w gorącą wodę. Była może zbyt ciepła, ale taką właśnie lubił.
- Och, nie zauważyłem cię - ziewnął Styles, a sądząc po odgłosach zdołał już odnaleźć prawdziwą pastę do zębów i włożyć szczoteczkę do ust. Louis po omacku wymacał na obudowie wanny kawę i dokończył ją jednym łykiem, żałując, że zrobił sobie tylko jedną porcję.
Od umywalki dobiegł dźwięk zakręcanego kranu i szelest ręcznika ściąganego z wieszaka.
- Kiedy skończysz się kąpać? Po twojej twarzy przypuszczam, że nieprędko i nie wiem, czy opłaca mi się tyle czekać.
- Możesz skorzystać z prysznica, jest wolny.
- Tak, ale stoi obok wanny, której ty używasz, więc…
- Daj spokój, Harry. Nie raz widziałem cię nagiego. A jeżeli tak ci to przeszkadza, to mogę obiecać, że nie będę otwierać oczu.
Styles nie wydawał się zadowolony z tej informacji, jednak chwycił za kołnierzyk swojej koszulki i ściągnął ją przez głowę, odsłaniając klatkę piersiową oraz wystające bardziej niż zwykle kości. Kiedy zabrał się do odpinania klamry paska przy spodniach, Louis opuścił powieki, chcąc udowodnić, że dotrzymuje danego słowa.
- I co, chyba nie było tak strasznie? - zawołał, gdy Harry zasunął za sobą drzwiczki od kabiny prysznicowej. Uśmiechnął się do siebie słysząc w odpowiedzi niewyraźne, gniewne pomruki dochodzące spośród szumu lecącej wody. Cała łazienka wypełniła się gęstą parą. Po chwili Louis złapał się na tym, że uważnie śledzi każdy ruch rąk przyjaciela, które błądziły po całym ciele Stylesa, pokrywając jasną skórę mydłem. Niewiele widział przez grube szkło obudowy, ale dokładnie wiedział, że jedna z dłoni Harry’ego właśnie zjeżdżała w dół brzucha, przekraczając granicę szczupłych bioder chłopaka i poczuł, że zasycha mu w ustach. Przełknął ślinę i kompletnie zbity z tropu swoją reakcją, oderwał wzrok od szyby. Szybko wyskoczył z wanny, wytarł się dokładnie i w samym ręczniku opuścił łazienkę, kierując się do swojego pokoju. Na miejscu uspokoił oddech i wmówił sobie, że to przez długą rozłąkę z Eleanor. W jego wieku to normalne, że po jakimś czasie ciało zaczyna dopominać się uwagi i dotyku drugiej osoby, a że od dwóch tygodni przebywał tylko z Harrym… zaczynało wariować.
***
- Louis… LOUIS! Na miłość boską! - głos Harry’ego był zdecydowanie poirytowany. Tomlinson westchnął, odłożył książkę na półkę nad łóżkiem i wyszedł na korytarz, stając twarzą w twarz z przyjacielem.
- O co chodzi? - zapytał, ignorując ostrzegawcze błyski w zielonych oczach. Nie był dzisiaj w nastroju do kłótni, a w zasadzie nie był dzisiaj w nastroju do niczego. Najchętniej przesiedziałby cały dzień sam.
- Obiad! - warknął młodszy chłopak, łapiąc go za rękaw swetra i ciągnąc do kuchni, a Louisowi zajęło dobrą chwilę pozbieranie szczęki z podłogi. To było… tak dziwne i absurdalne, że nie mógł wydobyć z siebie słowa. Hazza krzątał się przy szafkach, układając przygotowane jedzenie na dwóch talerzach, które później cisnął na stół, niemal wywalając ich zawartość na blat. Tomlinson popatrzył na niego zaniepokojony, ale odkroił sobie kawałek kurczaka pod zniecierpliwionym wzrokiem Harry’ego i włożył go do ust.
- Smakuje? - głos Harry’ego był tak ostry, że zmusił Louisa do odłożenia sztućców na bok i odsunięcia od siebie talerza.
- No dobra, Harry, co się dzieje? - odpowiedział pytaniem, zaplatając ręce na piersiach i mierząc go spojrzeniem spod ściągniętych brwi. – To nie jest normalne.
- Zrobiłem obiad i miło by było, gdybyś choć raz to docenił!
- Tysiące razy ci mówiłem, że gotujesz po mistrzowsku. O co tak naprawdę ci chodzi?
Styles zacisnął zęby, kręcąc głową. Po minucie, albo dwóch wypuścił jednak wstrzymywane w płucach powietrze i ukrył twarz w dłoniach.
- Chyba zaczynam sobie coś przypominać - wyrzucił z siebie.
Louis wytrzeszczył oczy, przyswajając sobie tę informację. W jednej sekundzie cała jego złość na przyjaciela wyparowała, zastąpiona dziką radością. Nareszcie!
- To świetnie! - zawołał, pragnąc podbiec do chłopaka i zmusić go do uśmiechu. Nie rozumiał jego zachowania, przecież to była wspaniała wiadomość.
- Nie, wcale nie - powiedział gorzko, wciąż ukrywając się za kaskadą włosów. – Wiesz co sobie przypomniałem? Siedzieliśmy w jakiejś restauracji i jedliśmy kurczaka. Nic więcej. Wyobrażasz to sobie? Ze wszystkich rzeczy, które mógłbym sobie przypomnieć, zobaczyłem coś takiego! Powiedz chociaż, że smakuje ci ten cholerny kurczak!
- Harry… - Louis okrążył stół i przykląkł przed przyjacielem, zmuszając go do spojrzenia sobie w oczy. Zrozumiał już, co tak zdenerwowało Stylesa i starał się przybrać najpoważniejszy ton, na jaki go było stać. – Ważne, że cokolwiek zaczyna się dziać. Jak to mówią: nie od razu Rzym zbudowano, dlatego powinniśmy teraz skakać ze szczęścia! Dzisiaj przypomniałeś sobie tylko jedzenie obiadu, ale jutro może będzie to już całe twoje dzieciństwo, więc głowa do góry. Poza tym, to najlepszy kurczak jakiego jadłem w swoim życiu i chciałbym go dokończyć zanim wystygnie, a nie mogę tego zrobić, dopóki masz taką minę.
- Pieprz się - burknął Styles, ale na jego ustach wykwitł słaby uśmiech. Nadział na widelec kawałek brokuła i wpakował go sobie do ust, nie czekając aż Louis usiądzie na swoim krześle. Tomlinson wywrócił oczami i podniósł się z klęczek, czując ogarniający go spokój.
- Te twoje wahania nastroju kiedyś mnie wykończą - mruknął pod nosem, zajmując miejsce po drugiej stronie stołu. – Normalni ludzi nie rozpaczają z powodu odzyskiwania pamięci, ale już dawno się przekonałem, że ty nie jesteś normalny. Mógłbyś mi podać serwetkę?
- No to jesteśmy siebie warci - usłyszał odpowiedź. Harry podał mu serwetkę i przez chwilę jedli w milczeniu, każdy pogrążony w swoich myślach. Louis prawdopodobnie powinien od razu zadzwonić do chłopaków i podzielić się z nimi dobrą nowiną, ale jakaś część jego duszy kazała mu zaczekać aż wydarzy się coś naprawdę dużego, w dodatku coś szeptało mu w tyle głowy, że mógł to być tylko fałszywy alarm i mózg Harry’ego sam wygenerował fałszywe wspomnienie. Nie, to nieprawda, zganił się w duchu i odgonił niechciane myśli, odzywając się głośno do przyjaciela:
- Musimy jakoś to uczcić. Co powiesz na całonocny biwak na plaży?
- Przecież ten dom prawie na niej stoi.
- Ale biwak pod gołym niebem! Dzisiaj ma być jedna z najcieplejszych nocy w tym roku, nie daj się prosić! Rozłożymy koce i będziemy patrzeć na gwiazdy, popijając oranżadę, bo nie możesz na razie dotykać alkoholu.
- Okej, okej. Jeżeli pozmywasz, to się zastanowię.l
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz