poniedziałek, 24 marca 2014

* Harry’ego bezceremonialnie budzi głośny trzask i zduszony krzyk, pochodzący gdzieś z okolicy łazienki. Zmieszany, prostuje się na łóżku i otwiera szeroko oczy. Jego zegarek cyfrowy mówi, że jest dopiero szósta trzydzieści, a miejsce obok niego jest zupełnie puste.

- Louis? – woła zmartwiony, rozplątując się z koców tak szybko, jak to tylko możliwe.

- Tak, cholera, przepraszam – Louis odkrzykuje z łazienki, a Harry oddycha z ulgą. Ściąga z łóżka kołdrę i owija ją sobie wokół ramion, chroniąc się przed zimnem. Sen ucieka mu z powiek, kiedy dostaje się do łazienki. Szatyn ma na sobie parę jego bokserek, które wiszą mu nieprzyzwoicie nisko na biodrach oraz koszulkę Harry’ego - noszoną przez niego ostatniej nocy – która jest za duża, zwisa mu z ramion, a rękawy sięgają niemal jego koniuszków palców. Chłopak jest cały mokry od wody z kranu, mała półka, którą Harry używa do trzymania czystych ręczników, leży na podłodze, a klimatyzacja wydobywa się pełną parą z otworu wentylacyjnego w podłodze. Jego otynkowana grzywka spada mu na twarz, przez ciało przechodzi mu gęsia skórka i sam trochę szczęka zębami. Harry czuje, że wszystko w nim mięknie i otwiera swoje ramiona.

- Jestem mokry – odzywa się Louis.

- Chodź tutaj, jesteś cały przemarznięty – mówi Harry i mimo wszystko przyciąga go, łapiąc, kiedy ten potyka się o zawinięty ręcznik i owija ich kołdrą. Louis natychmiast otula się wokół Harry’ego i Harry słyszy pisk pochodzący z jego ust, zanim zdążyłby go powstrzymać. – Chryste, naprawdę jesteś zimny!

- Zamknij się! Boże, jesteś taki ciepły i uroczy, Harry. Przepraszam, że złamałem twój kran.

Harry uśmiecha się i choć czuje się senny, to jest zadowolony. Przyciska usta do jego skroni, policzka, a później do szyi, otulając go ciaśniej kołdrą.

- To nie ty to zrobiłeś. Ten mały kurek oderwał się przedwczoraj i miałem tą samą sytuację. Przypuszczam, że ktoś jutro przyjdzie i to naprawi. Zapomniałem cię ostrzec.

- Zrobiłeś to celowo – Louis przysuwa się bliżej, wciąż jest wilgotny, ale już bardziej ogrzany ciepłem ich ciał. Owija ręce wokół Harry’ego i zaczepia podbródek o jego ramię. Harry chwyta jedną ręką końce kołdry i przesuwa drugą dłoń na bok Louisa i ściąga bokserki z jego talii.

- Lubię, kiedy nosisz moje ubrania.

Louis uśmiecha się znacząco i wydaje gorący i zadowolony gardłowy dźwięk, kiedy Harry zrzuca z jego pośladków wilgotną bieliznę i chwyta jego tyłek, ściskając go mocno. Podniecenie przebiega nisko i intensywnie przez brzuch Harry’ego i Louis stoi naprzeciwko niego już pół-twardy, do czasu kiedy wychodzi z bokserek i kopie je daleko. Oboje są nadal przyciśnięci do siebie, również nadzy, tylko, że Louis ma wciąż na sobie koszulkę Harry’ego, a on sam wciąż jest jeszcze wilgotny od wody.

- Bardziej wydaje mi się, że wolisz je ze mnie zdejmować.

- To też – mówi Harry – Ale lubię…

- To, że jestem mniejszy niż ty, wiem. Masz fetysz.

Harry nie może temu zaprzeczyć.

- Wracaj do łóżka – mruczy prosto w jego usta. – Jest jeszcze tak wcześnie.

- Nie mogę – odpowiada szatyn, zaczerpując oddech. – Mam dziś parę rzeczy do zrobienia. Plany. Musze trzymać się rozkładu. Boże, jesteś w tym dobry.

- Tylko troszeczkę dłużej – szepcze. – Tylko parę godzinek. Pozwól mi cię pieprzyć pod prysznicem, a zrobię ci śniadanie przed wyjściem.

Louis opiera głowę na ramieniu Harry’ego, uśmiecha się do jego skóry i mówi:

- Okey.

***

- Harry jest zakochaaaaany – podśpiewuje Niall. Harry natychmiast siada na niego, na co blondynek zaczyna rechotać i otula go niczym ośmiornica, pociągając dalej na sofę Liama i Zayna. – Mogę być świadkiem?

- Zamknij się – mówi sztywno. – Ledwo go znam.

- Mimo to, jesteś strasznie uśmiechnięty, stary – zapewnia Zayn, siadając w fotelu z bardzo wyniosłym spojrzeniem na twarzy. Harry rzuca w niego popcornem i marszy brwi, kiedy spada on na stolik, kilka metrów dalej.

- Po prostu dobrze się bawiłem i jutro znów się z nim spotykam – Niall ściska go mocniej, a usta Zayna układają się w małym uśmiechu i Harry przewraca oczami na tą dwójkę. – Wolno mi iść na drugą randkę!

- Oczywiście, że tak – Liam – słodki, cudowny Liam – mówi ze swojego miejsca, siedząc na podłodze, naprzeciwko kanapy. Harry sięga w dół i czochra jego włosy z wdzięcznością i szatyn uśmiecha się do niego. – Więc lubisz go, co?

- Taa.

- A zrobiłeś coś więcej niż pieprzenie go do nieprzytomności? – pyta Niall.

- Tak – Harry próbuje zabrzmieć skandalicznie. – Taki wulgarny, Nialler.

- Jestem ostrożny, jeśli chodzi o twój interes. A związek jest budowany na czymś więcej niż na dobrym pieprzeniu.

- Świetnym pieprzeniu – mówi Harry. – Cholernie fenomenalnym pieprzeniu. Jest również zabawny i sam się utrzymuje, wiesz? Ma okropny gust muzyczny i nie chce wyjawiać dużo o sobie, ale jest słodki i ładny i dobrze się razem bawiliśmy.

Kiedy znów na nich patrzy, wszyscy trzej gapią się na niego z takim samym ohydnym uśmieszkiem. Harry odsuwa się od Nialla i krzyżuje ręce na piersi.

- Odwalcie się, wszyscy.

Zayn śmieje się, a Niall kelpie Harry’ego w ramię.

- Tak czy inaczej – mówi głośno, spoglądając surowo na tą trójkę. – On musi dziś wieczorem pracować, ale przyprowadzę go jutro pod pub, więc później go poznacie.

- Nasz mały Harry – mówi Liam stłumionym głosem. – Przyprowadzi kogoś, kto spotka się z naszą rodziną!

Harry ma na to kilka bardzo nieprzyjemnych odpowiedzi, ale w tym samym momencie jego komórka wibruje w kieszeni i wyciąga ją.

Mam 2 godz wolne o 5. Wczesna kolacja u mnie? Btw kolacja = seks.

Reszta chłopaków niemal grucha wokół niego, ale Harry naprawdę nie może przestać się uśmiechać. Pisze szybką odpowiedź – Tak. Spodziewam się deseru. – i opada z powrotem na wygodną kanapę, podciągając kolana do klatki piersiowej.

- Jesteś cholernie uroczy, Hazz – mówi Zayn.

***

O piątej, spędza dwie cudowne godziny z Louisem i miską lodów, zanim ten wypycha go za drzwi, by mógł wrócić tam, gdzie pracuje. Harry nie może przestać go dotykać.

- Spóźnię się – Louis narzeka, ale uśmiecha się tak cholernie słodko i pcha ręce do kieszeni Harry’ego, całując go tak długo, aż zabrakło mu tchu. – Naprawdę. Musze iść.

- Nie możesz się doczekać, kiedy znów mnie zobaczysz – mówi zadowolony z siebie, owijając ramiona wokół niego i całując w policzek.

- Cóż, jesteś cholernie dobry, nie? – mówi Louis. Odsuwa się niechętnie i odwraca się, by zamknąć drzwi od mieszkania.

- Lubisz mnie – mówi Harry. – Lubisz moje poczucie humoru i moje pociągające loki.

Louis prycha.

- Lubię twojego ogromnego kutasa i twoją otwartą buzię.

- Nie możesz przestać o mnie myśleć. B,a zawsze jestem w twojej głowie. Mieliśmy się na jutro umówić, ale oczywiście dla ciebie to za długi czas bycia beze mnie.

- Bardziej podoba mi się, kiedy twoje usta zajmują się czym innym.

- Louis.

Szatyn rozgląda się, wyciągając z kieszeni klucze.

- Mm?

- Lubię cię. Myślę, że jesteś piękny i cudowny i uwielbiam te dźwięki, jakie wydajesz, kiedy dochodzisz i to, jak wyglądasz w moich ubraniach oraz wszystko inne.

- Oczywiście, że tak – mówi Louis. – Jestem jak Mary Poppins.

- Co?

- Praktycznie doskonały pod każdym względem.

Harry wybucha śmiechem, łapie rękę Louisa i ściska ich dłonie, kiedy schodzą po schodach. Ich ramiona są rozciągnięte jak skrzydła samolotu, a klatki piersiowe i czubki ich nosów stykają się ze sobą.

- Zadzwoń do mnie wieczorem, kiedy wrócisz do domu.

Louis robi zeza, a Harry uśmiecha się

- To może być bardzo późno.

- Nie obchodzi mnie to.

- W porządku – mówi Louis po dłuższej ciszy.

Harry całuje go, a potem niechętnie pozwala mu odejść, zadowalając się trzymaniem jego ręki, kiedy wychodzą. Gdy docierają do samochodu Harry’ego, Louis już czeka aż zielonooki zapnie się, by ten mógł pochylić się do okna i posłać mu całusa w czoło.

- Ja też, przecież wiesz.

- Co? – pyta Harry.

- Lubię cię.

Harry pozytywnie uśmiecha się do niego, a ten odpowiada mu małym, wstydliwym uśmieszkiem. Louis wpija zęby w dolną wargę i Harry musi wykorzystać każdy gram swojej silnej woli, by powstrzymać się od pociągnięcia go do samochodu i uprawiania z nim seksu w okropnej pozycji, właśnie oto na tym parkingu.

Patrzy, jak Louis odchodzi w stronę metra i opiera głowę na siedzeniu, kiedy ten znika mu z oczu. Myśli, że mógłby coś tutaj znaleźć. Coś prawdziwego, właściwego i pięknego. Nie może przestać się uśmiechać, jego serce bije, a usta wciąż smakują jak truskawkowe lody.

***

- Jak ci poszło w szpitalu? – pyta Louis, następnego wieczora w drodze do pubu. Idą razem, choć pub znajduje się tylko kilka przecznic dalej i co drugi krok ich ramiona zderzają się.

Jego pierwszy dzień pracy poszedł tak gładko, jak tylko mógłby być. Znajomy jego rodziców – położnik, który dał Harry’emu staż w pierwszej kolejności – oprowadził go trochę po szpitalu i później przekazał go kobiecie – Amandzie, która będzie jego opiekunem. Była miła i zabrała go, by zrobił zdjęcie do swojej plakietki i wypełnił formularze. Resztę swojej ośmiogodzinnej zmiany spędził oglądając filmy instruktażowe na temat „czego nie robić”, „jak nie postępować” i ogólnych etykiet. Amanda pozwoliła mu wyjść o szóstej trzydzieści z obietnicą, że następna zmiana będzie już prawdziwą pracą.

- Poszło dobrze. Trochę nudziłem się, ogarniając te wszystkie rzeczy, ale myślę, że będzie dobrze.

- To super – mówi Louis, uśmiechając się do niego. Wiatr sprawił, że jego policzki zrobiły się różowe, a włosy rozczochrane, mimo, że miał na sobie czarną beanie. - Jestem pewny, że będzie szło ci świetnie.

- Mam nadzieję i myślę, że spodoba mi się ta praca. W każdym razie, jestem już ustawiony. Skręć tutaj w prawo.

Prowadzi Louisa tuż za rogiem, później idą na drugą stronę ulicy, ignorując klakson, który trąbi złośliwie, kiedy przechodzą w niedozwolonym miejscu.

- Przepraszam, często zapominam, że teraz jest tu znak stop. Wcześniej go tu nie było, więc zawsze mieliśmy pierwszeństwo.

Louis macha lekceważąco ręką i przysuwa się bliżej, otulając Harry’ego ramieniem

- A więc twoi przyjaciele…

- Ach, racja. Cóż, Liam i Zayn mieszkają po drugiej stronie korytarza, a ja i Niall na jego końcu. Spotkaliśmy się w drodze na pociąg w pierwszy dzień uniwerku i okazało się, że wszyscy chodzimy do tej samej szkoły. Poniekąd nigdy nie patrzymy wstecz, wiesz? Jesteśmy najlepszymi kumplami i tak dalej.

- Oni wszyscy też są przyszłymi lekarzami?

- Nie. Zayn studiuje inżynierię, Niall prawo, a Liam muzykę.

- Liam jest jednym z tych, którzy będą śpiewać wieczorem?

- Tak! – mówi dumnie. Trudno nie być z niego dumnym przez większość czasu. - Jest bardzo dobry. Zayn i nasza inna koleżanka Mary pracują jako barmani i Liam występuje prawdopodobnie dwa razy w tygodniu. Wszyscy czekamy, aż zrobi karierę.

Louis wygląda na zamyślonego.

- Czyli Zayn i Liam są parą?

Harry przytakuje, przyciskając Louisa bliżej, kiedy przechodzą przez ogromną grupę dziewczyn, idących zbyt wolno, również tą samą drogą do pubu. Liam zwykle ma tendencję do sprowadzania tłumów.

- Od kiedy mieli szesnaście lat, coś w tej okolicy. Są jedną z tych par, które są przeznaczone sobie w gwiazdach, takie bratnie dusze. Kiedyś myślałem, że to bardzo obrzydliwe.

- Też tak myślałem – przyznaje Louis. Harry ściska jego dłoń, rumieni się i odwraca wzrok, uśmiechając się. – Jesteś nawet trochę romantyczny.

- Trochę – Harry zgadza się. – Przeszkadza ci to?

- Nie tak bardzo, ale chyba powinno – mówi, a Harry nagle trąca go w brzuch, bo wie, że Louis ma łaskotki i szatyn nadeptuje na jego stopę.

- Dlaczego my wszyscy po prostu nie możemy się dogadać? – Harry szlocha, rozplątując ich ręce do własnej obrony, kiedy Louis próbuje tknąć go w brzuch.

Zachowują się tak w drodze do baru, odpowiednio broniąc się rękoma. Beanie Louisa jest teraz na głowie Harry’ego i szatyn kładzie się na plecach, twierdząc, że ma straszne pęcherze od tak długiego chodzenia. Tłum jest już na zewnątrz pubu i Harry wita się kiwnięciem głowy z kilkoma ludźmi, których zna, podnosi Louisa z powrotem na nogi i ciągnie go przez drzwi. Liam nie jest jeszcze na scenie, ale za to widzi Zayna i Nialla, rozmawiających przy barze.

- Harry! – mówi Niall, kiedy tylko ich dostrzega. Trzyma w ręku drinka, a dziewczyna, która stoi niedaleko, patrzy na niego, jakby chciała go zjeść na śniadanie. Harry uśmiecha się szeroko.

- Hey, Hazza – mówi Zayn, nie patrząc na niego. Jego oczy skierowane są bardziej na prawo. – Ty musisz być Louis.

- Louis, to jest Zayn – mówi Harry, wskazując. – A to jest Niall. Chłopaki, to jest Louis.

Niall natychmiast zawija Louisa w uścisku i Harry chciałby go automatycznie zabić, tyle że Louis śmieje się i klepie go po plecach.

- Miło cię poznać, kolego! – mówi z entuzjazmem blondynek. – Dużo o tobie słyszeliśmy.

- Ignoruj wszystko to, co mówi – Harry radzi Louisowi.

- Będę o tym pamiętać.

- Jak śmiesz! – mówi Niall.

- Naprawdę – odzywa się Zayn, wyciągając rękę, by ścisnąć dłoń Louisa. Szatyn przyjmuje ją z uśmiechem. – Powinieneś ignorować wszystko to, co powie. Szalonemu irlandzkiemu draniowi nie można ufać.

- Nigdy – mówi Niall.

Louis wybucha śmiechem, ale potem skupia uwagę na sportowej koszulce Nialla i dwójka z nich włącza się w bardzo pasjonującą dyskusję na ten temat. Harry unosi brew w kierunku Zayna, który uśmiecha się leniwie i wzrusza ramionami. Wygląda na to, że odpowiada mu to.

Spędzają kolejne dwadzieścia minut, rozmawiając i to jest tak, jakby Louis był częścią tej grupy przez całe swoje życie. Ochrzania Nialla, kiedy ten rozlewa swojego drinka na całym barze, opowiadając w tym czasie z entuzjazmem historię o Soho, a z Zaynem łączą go ubrania oraz lekka waga. Zayn zaczął nazywać go „Lou” w ciągu kilku minut, a Niall stał z ramieniem przerzuconym przez ramiona Louisa i Harry nie miał pojęcia, jak wiele znaczyło dla niego to, że jego przyjaciele lubią Louisa, że w ogóle to się stało i ulga zrzuca mu z ramion ciężar, o którym nie miał pojęcia.

Tłum w środku nagle staje się głośniejszy i Harry z Louisem odwracają się, by zobaczyć przepychających się ludzi, którzy chcą się do nich dostać.

- Liam – mówi Louis.

- Tak, to jest… - ale Harry urywa, bo nie brzmi to jak pytanie i Louis spogląda tak, jakby doznawał szoku. Harry już prawie pyta go, czy wszystko w porządku, kiedy Liam zatrzymuje się kilka metrów przed nimi i gapi się na Louisa z otwartymi ustami.

- O mój Boże – mówi.

Harry patrzy się na Zayna, który ma uniesioną brew i minę, tak samo zdezorientowaną, jak w tej chwili czuje się Harry. I wtedy Liam i Louis wysyłają do siebie wielkie uśmiechy i kiedy Liam otwiera swoje ręce, Louis wpada do nich i oboje przytulają się tak, jakby znali się przez całe swoje życie.

- Louis Tomlinson jest twoim Louisem? - Liam pyta Harry’ego przez ramię szatyna.

- Ja… tak? – odpowiada.

- Nie mogę w to uwierzyć! – mów Liam i to wygląda tak, jakby czytał Harry’emu w myślach, choć brzmi raczej na bardziej zadowolonego niż przypuszcza, co sprawia, że Harry czuje się kiepsko.

- Myślałem o tobie, kiedy Harry mówił na twój temat – odzywa się Louis, kiedy razem z Liamem rozwikłali to, śmiejąc się trochę. – Myślałem „oh, hey, kiedyś znałem Liama, który lubił śpiewać”. Odwraca się i spogląda na Harry’ego, który nadal jest kompletnie oszołomiony, ale podoba mu się sposób, w jaki Louis się uśmiecha i to, jak otula bok Harry’ego. – Liam i ja chodziliśmy razem do szkoły, kiedy byliśmy jeszcze małymi chłopcami.

- Lou przeprowadził się, kiedy miałam czternaście lat i rok później ja też się wyprowadziłem.

- To jak z odcinka Przyjaciół – mówi Niall. – Po długim, utraconym dzieciństwie, przyjaciele spotykają się w pubie.

Zayn przewraca oczami i Liam wybucha śmiechem.

- My naprawdę tylko mieszkaliśmy w tej samej okolicy i mieliśmy razem chórek w szkole – wyjaśnia Louis. – Byłem rok starszy niż on, więc nie chodziliśmy razem do klasy ani nic. Chociaż był gwiazdą. Harry mówił, że chodzisz do szkoły muzycznej. To świetnie!

Liam uśmiecha się szeroko i nieśmiało pociera swój kark, siada przy barze i swobodnie wyciąga swój kciuk, przesuwając nim wewnątrz nadgarstka Zayna. Harry siada sam, a Louis stoi między jego nogami, chwytając jego udo. Harry lubi udawać, że nie jest wielkim zwolennikiem losu, ale nie może oprzeć się wrażeniu, że to wszystko jest trochę dziwne. Otula ramiona wokół talii Louisa, wsuwa kciuki do jego szlufek, krzyżując ręce na jego brzuchu. Zagłębia podbródek w jego ramieniu i wdycha jego zapach, którym jest słodkie mydło i ładna woda kolońska.

- A poznałeś już Zayna? – pyta Liam. – I Nialla?

- Tak, wszyscy się sobie przedstawiliśmy.

- Więc, dorastałeś w Wolverhampton? – pyta z zaciekawieniem Harry. To musi wydawać się dziwne, że nie poruszył tego wcześniej.

- Do czasu, gdy miałem piętnaście lat – mówi Louis i razem z Liamem spoglądają na siebie uważnie. Liam nie potrafi ukryć wyraźnego przerażenia na swojej twarzy, co sprawia, że Harry pyta, czy stało się coś złego, ale Louis zerka na niego i uśmiecha się. – Kiedy moi rodzice rozstali się, przeprowadziłem się do Doncaster. Niedługo po tym wyniosłem się do Londynu.

- Ja przybyłem do Londynu tuż przed startem studiów - odzywa się Harry. - Tak samo, jak reszta. Niall przez całe życie mieszkał w Irlandii, a Liam i Zayn poznali się w Bradford. Na początku Londyn nas odrobinę przytłaczał. I był kosztowny.

- Harry, twój ojczym jest praktycznie miliarderem - śmieje się Niall i Harry rumieni się blado, zwłaszcza wtedy, gdy Louis wygina ciekawie, lekko diabelsko brew.

- Wciąż potrafię docenić wysoką cenę danej rzeczy! - sprzeciwia się.

- To nic złego - mówi Louis, sięgając do góry, by niezręcznie poklepać go po policzku. - Nic nie poradzisz, że jesteś młody, bogaty i piękny.

- Cóż - brnie odrobinę dalej Harry, chowa twarz we włosach Louisa i udaje, że Liam i Niall nie śmieją się z niego.

- Ej, spójrzcie na tamto, dobra? - rzuca nagle Niall, machając ręką, w której trzyma drinka, w kierunku miejsca po drugiej stronie baru, gdzie Zayn wydaje zamówienia i gawędzi z kilkoma dziewczynami, które trzepoczą do niego rzęsami. - Dostaje najlepsze napiwki - dodaje Niall. - Ja się nie cackam, więc otrzymuję najlepszy seks, ale to Zayn rządzi napiwkami, ponieważ jest taki tajemniczy i sexy.

- Niall czasem zapomina, że jest hetero - Harry informuje Louisa, który szczerzy się bezczelnie.

- Zayn flirtuje bez stojących za tym poważnych zamiarów - ciągnie Niall po ostrym szarpnięciu za włosy Harry’ego. - To naprawdę genialne. Mi po prostu brakuje tego rodzaju silnej woli.

Harry uśmiecha się, a sposób, w jaki Liam zerka na Zayna z wyrazem twarzy intensywnym, delikatnym, czułym i tak głupio zakochanym, mógłby sprawiać wrażenie intymnego, gdyby zielonooki chłopak nie znał ich tak dobrze. Przed tym, jak Liam wchodzi na scenę, Zayn chwyta go za kołnierz bluzy i przyciąga do siebie blisko, całując raczej zaborczo. Louis przechyla głowę, by lepiej ich widzieć, nakrywając obie ręce Harry’ego własnymi, tam gdzie spoczywają na jego talii, a kiedy Zayn wypuszcza wreszcie Liama, chłopak dyszy lekko, ale wygląda na podkręconego i szczęśliwego. Ta dwójka jest po prostu absolutnie wstrętna.

- Idź sprawić, że wszystkie majteczki tych dziewczyn się roztopią - mówi Zayn.

Liam uśmiecha się wstydliwie i dotyka delikatnie podbródek Zayna bokiem palca wskazującego, rzuca szybkie „Bądź grzeczny.”, a następnie przedziera się przez tłum, by zająć miejsce na scenie. Hałas jest niedorzeczny, a Liam uroczy, paplając do mikrofonu. Mimo to Harry nie zwraca na niego większej uwagi, ześlizguje się ze swojego stołka, żeby przyciągnąć Louisa w pełni do siebie. Zayn jest zajęty przyrządzaniem drinków grupie ludzi, a Niall zniknął w kącie z kilkoma dziewczynami. Louis obraca się w jego ramionach, uśmiechając do niego powoli.

- Lubię twoich przyjaciół.

- Oni też cię lubią - odpowiada Harry. - Ale to dziwne, że znałeś Liama już wcześniej.

Liam mruczy na zgodę.

- Minęły wieki, odkąd widziałem go po raz ostatni. Wygląda tak samo. Teraz jest gorętszy, oczywiście.

- Uważaj, żeby Zayn cię nie usłyszał. Zaborczy z niego drań.

- Zauważyłem.

- Ja nie jestem lepszy - przyznaje Harry dosadnie. Louis wygina w jego kierunku brew, uśmiechając się głupkowato. - To jedna z moich nielicznych wad.

- Twoje loki wynagradzają niemal wszystko - mówi Louis, mierzwiąc je. - A czego nie mogą, robi to za nie twoje przyrodzenie.

Harry tłumi śmiech, ponieważ Louis powiedział to całkiem głośno i ludzie odwracają się, żeby na nich spojrzeć, ale jeśli nauczył się czegoś w ciągu ostatnich kilku dni, to tego, że Louis jest zuchwały, głośny i nie wykazuje skruchy, co młodszy chłopak uważa za alarmująco atrakcyjne.

- Spędzisz ze mną noc? - pyta go.

- A powinienem?

- Mhm. Zalecenie lekarza.

- Ach - mówi Louis, a słodki uśmiech na jego twarzy kontrastuje ze sprośnym spojrzeniem niebieskich oczu. - Trzeba mnie zbadać, prawda?

- Bardzo trzeba - przytakuje Harry. - Właściwie jest już dawno po terminie. Musimy ci zrobić obszerne testy. Będę bardzo dokładny. A wszystko w twoim najlepszym interesie.

- Przypuszczam, że nie mogę tego ominąć?

Liam brzmi niewiarygodnie, jak zawsze. Harry jest przyjemnie nabuzowany, Louis upija się gdzieś przy piątej piosence i ciągnie go bliżej do sceny, dzięki czemu są częścią tłumu i młodszy chłopak obejmuje go od tyłu, przyciskając sobie jego plecy do klatki piersiowej, gdy kołyszą się do rytmu. Louis śpiewa coś odrobinę zbyt popularnego jak na gust Harry’ego, coś czego nie słyszał wcześniej, co jest powolne i śliczne, a Niall akompaniuje mu na gitarze. Wzrok Liama wyłapuje ich na widowni i chłopak uśmiecha się, gdy śpiewa, a Harry przyciska usta do ucha Louisa.

- Dlaczego wcześniej patrzył na ciebie w ten sposób? Jakby się o ciebie martwił?

Louis nie pyta, o co mu chodzi, zwyczajnie wychyla głowę do pocałunku, zanim odpowiada:

- Rozwój moich rodziców był dosyć paskudny. Liam mieszkał po sąsiedzku. Nie miałem okazji pożegnać się przed wyprowadzką. Dziwię się, że wciąż mnie pamięta. Minęło tyle czasu.

- Trudno cię nie pamiętać - mówi mu Harry i Louis kiwa uroczyście głową, zagryzając uśmiech. Zielonooki chłopak odgarnia do tyłu włosy, obraca Louisa, dzięki czemu stają twarzą w twarz.

- Przykro mi, że rozwód twoich rodziców był ciężki.

- Jesteś słodki - odpowiada Louis, ujmując jego policzek. Harry odwraca głowę, by pocałować jego dłoń. Jest szczęśliwy. Jest naprawdę, naprawdę bardzo szczęśliwy.

Po wszystkim pomagają Zaynowi zamknąć bar i całą piątką, plus znowu aktualna-nieaktualna dziewczyna Nialla, Mary - kolejny barman - wracają piechotą do domu. Mary jako jedyna jest trzeźwa, nawet Liam bardziej potyka się, niż idzie, pogrążając się w niewytłumaczalnych wybuchać śmiechu. Harry niesie Louisa na plecach; niebieskooki chłopak ogłuszająco wyśpiewuje razem z Niallem kanadyjski hymn narodowy, ściskając boki Harry’ego nogami oraz wymachując nad nim ramionami. Zayn i Liam niemal płaczą ze śmiechu.

- I krzyż potrafi nieeeeeeeeść! - krzyczą razem Niall i Louis. Harry uważa, że obaj mają całkiem ładne głosy.

- Nie mogę uwierzyć, że się z wami zadaję - odzywa się bezradnie Mary.

- Chciałbym, żebyśmy nie musieli przez cały czas nosić tak wielu ubrań - odpowiada Harry, co w żaden sposób nie wiąże się z tym, co powiedziała dziewczyna, ale chłopak czuje, że ktoś powinien wiedzieć. Marszczy brwi i jest tym głęboko dotknięty. - Po prostu… Czułbym się o wiele lepiej bez ubrań.

- Jak większość z nas, stary - mówi Zayn, a potem wypluwa. - Trzymaj swoje ciuszki na sobie.

- A wartość twa, wiarą naznaczona, chronić będzie nasze domy i nasze prawa - lamentuje Niall.

- O mój Boże - śmieje się Mary. - Przymknij się! Harry, coś ty przywiódł w nasze szeregi? Ten tutaj - wskazuje na Louisa, który harmonizuje z Niallem, trzymając rękę na piersi (jak wydaje się Harry’emu, ponieważ łokieć Louisa zagrzebany jest w jego włosach) - to podjudzacz.

- Przepraszam bardzo! - odzywa się Louis, bardzo obrażony.

Dziewczyna dźga go pod bokiem i Louis odskakuje, chichocze, czując łaskotki.

- Spójrz na niego! Spójrz na te kości policzkowe! On upił Liama!

- Nie jestem pijany, to na pewno - odpowiada Liam, jakby to był idealnie uzasadniony wniosek.

- Jesteś, kochanie - przytakuje Zayn, chwytając go mocno za ramię. - I nie nazywaj mnie Shirley.

Harry potyka się na nierówności chodnika, wyje, a potem on i Louis upadają, co kończy się tym, że obaj lądują na ziemi w plątaninie kończyn, śmiejąc się tak mocno, że nie mogą oddychać.

- Dzieci. Każdy z was - mówi sucho Mary. Jest od nich zaledwie kilka lat starsza, co Harry chce jej przypomnieć, ale Louis wierci się obok, całuje go i chłopak pozostanie raczej przy tym. - Hej, hej! Wy dwaj, zaczekajcie, aż będziecie w domu, dobra?

I, tylko dlatego, że lekko jej współczuje, Harry słucha.

Powrót do mieszkania zajmuje im kolejne dwadzieścia minut i Harry ledwo życzy pozostałym miłej nocy, zanim drzwi się zamykają i przyciska do nich Louisa.

- Powiedz mi, czego chcesz - pyta. Lubi, kiedy Louis mówi. Podoba mu się dźwięk jego głosu.

- Chcę, żebyś doszedł na mojej twarzy - odpowiada natychmiast chłopak, jakby od jakiegoś czasu o tym myślał, a zahamowania, które go wcześniej powstrzymywały, wyleciały przez okno razem z wypitym alkoholem. Harry jęczy głośno i ociera się o ostre biodro Louisa. Szatyn wplata palce w jego loki i przygryza płatek ucha. - A potem chcę, żebyś mnie pieprzył. Dla dobra mojego zdrowia, doktorze Styles.

Harry wgryza się w jego szyję i przyciąga go bliżej siebie.

- Dostaniesz takie leczenie, jakiego potrzebujesz.

Pieprzy Louisa na podłodze salonu, dopóki obaj nie ocierają sobie kolan o dywan, a następnie drugi raz pod ścianą sypialni. Zasypiają splątani ze sobą, budzą się w środku nocy i Louis jest śpiący, delikatny i bardzo, bardzo słodki. Harry całuje go powoli, głęboko, przygotowuje go palcami. Louis nakłada kolejną prezerwatywę na jego członka i Harry wsiąka bez problemu w jego wnętrze, gdzie przez chwilę zostaje, z nogami starszego chłopaka wokół swojej talii i złączonymi klatkami piersiowymi. Obściskują się, pieprzą wolno i leniwie, żar i intensywność tego wszystkiego płonie gdzieś nisko, i dochodzą w tym samym momencie, a Louis trzęsie się pod nim i z trudem nabiera powietrza przy jego szyi.

- Musisz jutro iść do pracy? - pyta Harry, kiedy obaj doszli do siebie. Louis wciąż mu nie powiedział, czym się zajmuje. Za każdym razem, gdy z ust zielonookiego chłopaka wychodzi to pytanie, otrzymuje inną odpowiedź. Louis nie poddaje się tak łatwo. A Harry lubi wyzwania.

- Nie - odpowiada Louis. Harry zaczyna z niego wychodzić, ale szatyn zaciska swoje nogi. - Zostań we mnie na kawałek.

W ustach Harry’ego zasycha. Gryzie się w język i kiwa głową, opuszając z powrotem do dołu i złączając ze sobą palce ich dłoni na poduszce obok głowy Louisa.

- Zostań w mieszkaniu. Pracuję rano tylko kilka godzin. Możesz tu zostać, albo spędzić czas z chłopakami. Bądź tutaj, gdy wrócę, hm?

- Myślę, że da się zrobić - mówi Louis. Całuje Harry’ego bardzo słodko i zielonooki chłopak ściska go za rękę. Jest tak późno, już niemal ranek. Za cztery godziny Harry musi być w pracy. Po upływie chwili niechętnie wyplątuje się z Louisa i odrzuca na bok prezerwatywę. Szatyn ponownie pociąga go w swoje objęcia, gdzie Harry bez sprzeciwu idzie, zamykając oczy. Louis mruczy cicho i bawi się jego włosami, a Harry myśli, że nigdy wcześniej nie czuł się tak zadowolony. Że może naprawę lubi tego chłopaka.

Myśli, że może go sobie zatrzyma.

—-

Następne dwa miesiące mijają w oparach lata, seksu, przyjaciół oraz wszystkich rzeczy związanych z Louisem, który zaadaptował się w ich grupie tak szybko, że wydaje się, jakby bez niego nigdy nie byli całkiem kompletni. Chodzą na randki. Spędzają ze sobą całe dni, jeśli Harry nie pracuje, oraz noce, o ile Louis nie musi iść do pracy. Kiedy mama i siostra Harry’ego przyjeżdżają z wizytą, chłopak mu je przestawia i po chwili obie są oczarowane Louisem - Anne obsypuje go pochlebstwami, a Gemma jest w połowie zakochana.

Harry pracuje od trzech do czterech dni w tygodniu, Louis o wiele dłużej, jako że ma pół etatu, ale nie zdarza się dzień, by nie udało im się zobaczyć; Harry uprawia więcej seksu, niż kiedykolwiek w swoim życiu, co jest podniecające, dobre i wspaniałe. Obaj trzymają ubrania w mieszkaniu drugiego, zielonooki ma u siebie końcówkę elektrycznej szczoteczki do zębów Sonicare Louisa, a w jego materacu odbił się kształt ciała starszego chłopaka. Jest przekonany, że się zakochał.

- Uważam, że wszystko idzie bardzo dobrze - mówi Louis któregoś ranka, nagi, spocony, ujeżdżając Harry’ego tak cholernie wolno. Harry chwyta go za biodra, wykonuje pchnięcie w górę i Louis wydaje z siebie ostry, wydarty siłą dźwięk, przyciska ręce mocniej do klatki piersiowej młodszego chłopaka. Harry go zabije, jeśli ten nie przyspieszy, dlatego przekręca ich obu, uśmiechając się głupkowato, gdy słyszy zaskoczony skowyt Louisa. Zagłębia się w niego tak mocno, jak tylko może, aż Louis łapie z trudem powietrze, a jego oczy odwracają się do wnętrza czaszki.

- Bardzo dobrze - przytakuje wreszcie, ssąc siniaki na szyi szatyna. Nogi Louisa oplatają go w pasie, mięśnie brzucha kurczą się, gdy chłopak kołysze biodrami, by wyjść na przeciw pchnięciom, kiedy Harry zaczyna wchodzić w niego mocniej i szybciej.

- Kurwa, skarbie, to podniecające, gdy rzucasz mną tak na prawo i lewo.

Harry szczerzy zęby, skubiąc napuchniętą dolną wargę Louisa i wydaje z siebie złamane stęknięcie, kiedy Louis zaciska się wokół niego, jęcząc z potrzeby. Ledwo wytrzymuje kilka kolejnych minut, pieprząc starszego chłopaka wystarczająco mocno, by rama łóżka obijała się o ścianę. Sąsiedzi prawdopodobnie tego nienawidzą, ale mało go to obchodzi. Louis jest głośny i podniecający, jego głos wypieprzony i sprośny (pierdol mnie, Harry… mocniej… wypełnij mnie… jesteś we mnie tak kurewsko duży… dajesz mi tyle przyjemności… zaraz dojdę na twoim kutasie… zaraz dojdę… spraw, żebym doszedł), a Harry znajduje się w nim po same jądra i jest tylko człowiekiem. Podlatuje na sam szczyt, przyjemność połyka go tak ostro i słodko, że czuje ból w zębach, a jego ciało pulsuje. Louis spuszcza się pomiędzy ich obu, we własną dłoń i na ich podbrzusza. Harry głaszcze go po brzuchu, pieprząc poprzez fale orgazmu, połyka jego nieskładne, rozkoszne słowa, zlizuje mu je z ust.

Później, gdy Harry znów widzi wyraźnie, jest śpiący i rozluźniony, z głową złożoną jak na poduszce na piersi Louisa, a ręce szatyna znajdują się w jego włosach, mówi:

- Wszystko naprawdę idzie bardzo dobrze i od teraz zamierzam przedstawiać cię jako mojego chłopaka, okej?

Ręce Louisa zatrzymują się w jego włosach i Harry wstrzymuje oddech. Wypuszcza go, gdy znowu zaczynają się poruszać, a loki owijają się wokół jego palców.

- Dobrze, w takim razie - odpowiada Louis i to by było na tyle.

—-

Któregoś popołudnia dobry przyjaciel Harry’ego, Nick, zaprasza do siebie kilku znajomych na drinka i lunch. Kilku znajomych zmienia się w dwudziestu lub trzydziestu, za co zielonooki chłopak jest wdzięczny. Louis i Nick nie dogadują się zbyt dobrze. Mają skłonność do działania sobie na nerwy i krytykowania poczynań drugiego, dlatego Harry nie zmusza ich, by spędzali w swoim towarzystwie zbyt wiele czasu, ale Nick to naprawdę dobry przyjaciel. Louis jest gotów znosić jego obecność, jeśli to uszczęśliwi Harry’ego, a Harry jest bardziej niż gotowy się temu sprzeciwić. A szczególnie czemuś takiemu, gdy w pobliżu jest reszta chłopaków, do których Louis może dołączyć, kiedy się zirytuje.

Popołudnie zamienia się w wieczór i Harry jest podpity, siedząc w bardzo wygodnym fotelu w salonie Nicka. Uśmiecha się leniwie, kiedy mężczyzna do niego podchodzi i wciska się obok na to samo siedzenie. Był jednym z profesorów Harry’ego na uczelni. Chłopak zaliczył te zajęcia z bardzo dobrym wynikiem.

- Młody Harold! - mówi Nick uroczyście. - Wyglądasz na bardzo zadowolonego.

Harry chichocze pijacko

- Bo jestem bardzo zadowolony, profesorze Grimshaw.

Nick uśmiecha się do niego, a następnie gestem wskazuje drzwi na balkon, za którymi Harry dostrzega ciężki do pomylenia quiff.

- Twój młody towarzysz wygląda okropnie poważnie.

Harry przekrzywia głowę, żeby wyjrzeć za framugę i przez szybę. Louis jest na zewnątrz z Liamem. Stoją całkiem blisko siebie. Liam trzyma rękę na ramieniu Louisa i przygryza dolną wargę, a jego duże, ciemne oczy są zaniepokojone. Chłopak martwi się o wszystko, ale to nie pierwszy raz, gdy Harry zobaczył go patrzącego na Louisa w ten sposób. Twarz Tomlinsona skrywa cień, jednak szatyn mówi, gestykulując dłońmi i wcale nie wygląda na zdenerwowanego ani nic z tych rzeczy.

- Ooo, menage a trois* - odzywa się Nick, poruszając sugestywnie brwiami, kiedy Zayn zajmuje miejsce po drugiej stronie Louisa i mierzwi mu włosy.

- Nie bądź chujem - mówi mu Harry. Obserwuje ruch ust Liama, gdy wychodzą z nich słowa „Przykro mi.”, a wtedy Louis przytula go do siebie i Liam ściska mocno, a jego ręka jest wielka na plecach starszego chłopaka. Harry marszczy brwi w zamyśleniu, dziwnie zaniepokojony. Kiedy odsuwają się od siebie, Zayn coś mówi i Louis się śmieje, a Liam rzuca się na Zayna i świat znów się kręci. Harry odwraca od nich wzrok w samą porę, by przygotować się na Nialla, który opada mu na kolana niczym kamień. Styles śmieje się i zaciska wokół niego ramiona.

- Wasza piątka to najbardziej czuląca się do siebie grupa chłopców, o jakiej kiedykolwiek słyszałem - prycha Nick. Harry trąca go łokciem na tyle mocno, żeby mężczyzna zakrztusił się winem, co chłopak nazywa zwycięstwem.

—-

Pewnego wieczora blisko końca sierpnia, Niall przyprowadza na obiad Brittany - dziewczynę, którą poderwał w noc, gdy Harry po raz pierwszy spotkał Louisa. Wygląda ślicznie w swojej bladoniebieskiej sukience i jest bardzo zabawna. Znajdują się w ulubionej restauracji Nialla, przedzierając się przez obsceniczną ilość greckiego jedzenia. Brittany śmieje się z czegoś, co powiedział Niall, a Zayn wyszedł na zewnątrz zapalić. Liam spędził cały dzień w pracy, rozładowując przesyłki samolotowe z innych krajów. Najwyraźniej jest to bardzo męczące zajęcie fizyczne i chłopak wygląda na wykończonego. Harry klepie go pocieszająco po głowie, kiedy Liam po raz setny ziewa.

- No już, już - mówi w kojący sposób.

Liam prycha i uśmiecha się, ponownie ziewając, aż jego szczęka strzyka.

- Gdzie podziewa się Lou?

- Pracuje.

- Lou? - pyta z zaciekawieniem Brittany. W przeciągu ostatnich kilku miesięcy wychodziła z nimi kilka razy, mimo że ona i Niall są tylko przyjaciółmi. Harry’emu nie wydaje się jednak, aby była kiedykolwiek w pobliżu, kiedy towarzyszył im Louis.

- Louis - mówi jej Niall, szczerząc się szeroko. - Pamiętasz tego faceta, którego wskazałyście tamtej nocy z Ellą? Teraz jest chłopakiem Hazzy.

To Brittany zaczęła całą plotkę, jakoby Louis był dziwką, ale Harry gotów był wybaczyć jej tę niewiedzę. Dziewczyna przez długą chwilę wygląda na tak zaintrygowaną, że chłopak zaczyna się odrobinę denerwować i irytować.

- Ale czy on nie jest…?

- Nie - odzywa się surowo Niall, zanim może to zrobić Harry, o wiele milszym głosem, niż użyłby zielonooki chłopak. - Nie wiem, skąd wzięłaś ten pomysł, kochana, ale zdecydowanie nie jest. On i Harry są ze sobą od miesięcy.

- Ale wiedziałam go zeszłej nocy - mówi słabo Brittany i coś zimnego i ciasnego wgryza się w klatkę piersiową Harry’ego. - Widziałam go w restauracji przy klubie.

Bardzo szybko zapada grobowa cisza. Harry czuje się szokująco zdrętwiały.

- Co?

- Przepraszam - odzywa się dziewczyna, a w jej dużych, brązowych oczach znajduje się jedynie zaniepokojenie. - Myślałam… Nie miałam pojęcia, że jesteście razem na poważnie. Ostrzegłabym cię wcześniej. Louis nie jest… to znaczy, jestem przekonana, że to wspaniała osoba - kończy kulawo, a wszyscy się w nią wpatrują.

- Widziałaś go z kimś? - pyta Liam delikatnie. Nagle ściska całkiem mocno rękę Harry’ego.

- Tak. Ze starszym mężczyzną. Trzymali się za dłonie na stoliku. Harry, jest mi naprawdę bardzo przykro.

Myli się, myśli Harry, nawet gdy podnosi się od stołu i wychodzi na zewnątrz, by zaczerpnąć powietrza. Niemal wywraca Zayna, którego prędko przeprasza. Ciężko oddycha.

- Haz? Wszystko w porządku? - pyta Zayn.

- Harry. - Teraz i Liam jest przed budynkiem. Zayn z niepokojem przeskakuje wzrokiem pomiędzy nimi, a Harry chce jedynie, żeby Liam powiedział mu, że Brittany jest okropnym człowiekiem, który kłamie. Payne chwyta go za ramiona. - To może nie być to, co myślisz. Musisz najpierw z nim porozmawiać.

- Ona wszystko zmyśla - mówi naraz Harry uparcie. - Ona po prostu… Od samego początku chciała w to wierzyć.

Ale myśli o wszystkich tych razach, gdy pytał Louisa, jak zarabia na życie oraz o wszystkich cholernych tajemniczych uśmieszkach, które otrzymał w odpowiedzi. Myśli o tym, że Louis pracuje najczęściej nocą, że pomimo upływu czasu oraz przekonania, iż go zna, Harry wciąż tak naprawdę nic o nim nie wie.

- Musisz z nim porozmawiać - powtarza Liam. - Zrobisz to jutro, dobrze? Albo on zwykle dzwoni po pracy. Niech do ciebie przyjdzie. Powiedz mu, że musicie porozmawiać i to nie może czekać.

- Nie mogę czekać - zgadza się Harry. Już wyciąga kluczyki z kieszeni. - Jadę do… jadę do jego mieszkania. Zamierzam tam na niego zaczekać. Znają mnie w okolicy, nic mi nie będzie. Porozmawiam z nim dzisiaj w nocy.

Liam robi minę, jakby zamierzał powiedzieć coś, co nie spodoba się Harry’emu, więc chłopak strząsa go z siebie i przebiega przez parking do swojego samochodu. Gdy jest w środku, widzi jak Liam i Zayn rozmawiają - usta Liama poruszają się, a oczy Zayna miarowo robią się większe, aż jego brwi się ściągają. Kiedy wyjeżdża na drogę, dwukrotnie dzwoni do Louisa, ale przy obu próbach łączy się prosto z sekretarką. Już prawie jedenasta w nocy. Nie jest pewny, jaka piosenka leci, pożyczył coś od Nicka, ale składa się ona z krzyków, jest ochrypła i Harry wyłącza ją cierpko. Jego dłonie się pocą.

* Menage a trois - z fr. gospodarstwo domowe trojga

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz