sobota, 4 stycznia 2014

6

Wiec oto jest. Drugi dzień szkoły.

Harry ubrał się w ładną koszulkę i swoje duże okulary. Czuł, że ten wygląd spodoba się za równo jemu, jego mamie, jak i Louisowi.

- Kochanie, jesteś spóźniony! – zawołała Anne do syna i była wdzięczna, że posłuchał jej wczorajszej rady.

- Okej mamo, idę! Kocham cię! – cmoknął ją w policzek wychodząc do szkoły.

*

Nie widział się jeszcze z Louisem, więc szedł sam, w ciszy, w kierunku budynku, gdy usłyszał za sobą wołanie.

- Hej Harry! – zawołał Stan podbiegając do niego z Niallem i Louisem.

Od terenu szkoły dzieliło ich zaledwie kilka kroków.

„Dlaczego teraz?”, jęknął w duchu Harry.

- Oh spójrzcie tylko! Mały chłopiec Harry wygląda dziś odrobinę lepiej. Nie licząc dupowatych, gejowskich okularów. – parsknął śmiechem blondyn – Louis, co masz do powiedzenia do tej cioty? – trącił go łokciem i uśmiechnął się.

- Taa… Musi stracić te okulary. To nie czwarta klasa… cioto. – powiedział, a uśmiech na jego twarzy powoli zaczął rosnąć. To nie był Louis, który był w porządku.

- Naprawdę Louis? Nie byłeś taki wczoraj. – mruknął Harry, a Niall i Stan spojrzeli na szatyna wyraźnie zdezorientowani.

- Harry, zamknij się. – warknął głęboko Louis nie chcąc by dwójka jego przyjaciół to usłyszała.

- Nie, nie zamknę się Louis. Wczoraj wyraźnie nic do mnie nie miałeś, gdy przyszedłeś ze mną do domu. Żadnych niemiłych komentarzy. Nic. – uśmiechnął się kpiąco.

- Oh czyżby? – zapytali równocześnie Niall i Stan, zaintrygowani.

- Czyżby, nawet mnie pocałował. – powiedział cicho, a chwilę później tego pożałował.

- Co do diabła Harry! Nigdy bym cię nie pocałował! Jesteś tylko zwykłą ciotą, której nikt nie lubi! Nikt cię nie lubi bo jesteś brzydki, jesteś gejem i ugh… pierdol się Harry! – krzyknął Louis i zaczął okładać go pięściami z lewej i prawej strony.

Uderzył go w klatkę piersiową, a łzy spłynęły mu po twarzy, kiedy to zrobił. Zadając Harry’emu ostatnie uderzenie w jelita chłopak osunął się na ziemię i zwinął w kulkę. Jego oczy wręcz wrzeszczały podczas, gdy Louis kopał jego stronę.

- Louis, wystarczy! – Niall i Stan odciągnęli go natychmiast i pociągnęli do szkoły, zdumieni i zszokowani.

- Pierdol się Louis Tomlinson, pierdol się! – krzyknął do siebie Harry przez łzy.

Jego okulary leżały rozbite na ziemi, tuż obok jego roztrzaskanego na kawałki serca. Jak Louis mógł mu to zrobić?

Po krótkiej chwili Harry podniósł się z ziemi, zakrwawiony i posiniaczony, po czym pokuśtykał do domu wiedząc, że jego mama wyszła do pracy. Gdy tylko przekroczył próg domu zaczął głośno płakać i krzyczeć. Wpadł jak burza na górę do swojego pokoju.

- Pierdol się, pierdol się, pierdol się… - krzyczał do poduszki dławiąc się łzami i brudząc ją krwią, smarkami i łzami.

Jego mama miała rację, Louis nie był tym jedynym

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz