sobota, 4 stycznia 2014

4

~ Louis ~

- Niall, stary, chodź! Weźmiemy jedzenie gdzieś po drodze.

- A-ale obiecujesz, Zaynie?

- Tak, Nialler, obiecuję. Chodźmy.

Jęknąłem i schowałem głowę w poduszkę, starając się zagłuszyć wszelkie dźwięki wydawane przez moich współlokatorów.

- Niall! – Usłyszałem wrzask Zayna.

- Czy możecie się w końcu zamknąć?! – krzyknąłem, naciągając sobie kołdrę na twarz. Minęło kilka minut, po czym usłyszałem dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi, oznaczających, iż w końcu byłem sam.

- Nareszcie – mruknąłem i ponownie zamknąłem oczy z zamiarem zaśnięcia, ale zamiast tego dostałem zawału serca przez wibrujący na stole telefon.

- Cholera – wymamrotałem i schyliłem się. Zobaczyłem ID dzwoniącego Harry’ego. Szybko podniosłem się i uśmiechnąłem się. Chwila… Co? Jaki uśmiech?! Szybko usunąłem go ze swojej twarzy. To tylko gra. Seks i tylko seks, nic więcej – powtarzałem sobie w myślach. Stuknąłem palcem w ekran i usłyszałem powolny, ochrypły głos po drugiej stronie linii.

- Louis? – odezwał się, a ja mimowolnie uśmiechnąłem się, wiedząc dlaczego dzwoni.

- Tak, Harry? – odpowiedziałem, zrzucając z siebie kołdrę i udałem się do łazienki.

- Nie ma ich? – zapytał, kiedy wciągałem na siebie białe rurki. Potknąłem się o własną nogę, ale szybko odzyskałem równowagę.

- Um, tak, tak, nie ma ich. Mam po ciebie przyjechać? – Cholera. Pytałem się już go o to wczoraj.

Boże, Louis, zaczynasz brzmieć jakby naprawdę ci się podobał – pomyślałem i zajrzałem do szafki po moje rzeczy. Odłożyłem telefon, włączając tryb głośnomówiący. Wciągnąłem na siebie czarny sweter.

- Um, nie. Właściwie jestem tuż przy twoim mieszkaniu i tak sobie myślałem, że moglibyśmy pójść do Starbucksa? – powiedział, a w tym czasie zdążyłem przytrzasnąć sobie palec drzwiczkami. Skrzywiłem się.

- Kurwa. – Wziąłem telefon z powrotem do ręki, przykładając go do ucha i jednocześnie zasysając palec. – W porządku, brzmi dobrze. Uwielbiam Starbucksa. – wymamrotałem z trudem.

- Okej. Widzimy się za dziesięć minut, czy to za szybko? – zapytał.

- Nie, super. Do zobaczenia. – Pożegnałem i rozłączyłem się.

Poczułem jak zaczynam się denerwować. Dlaczego się denerwowałem? To na pewno nie z powodu spotkanie z Harrym. Pff, to ja jestem Louis i to ja wywieram na wszystkich wrażenie i sprawiam, że się denerwują, nie na odwrót. Potrząsnąłem głową wkładając kolczyki i zrobiłem eyelinerem kreski. Postanowiłem zostawić włosy, ponieważ w fryzurze „prosto z łóżka” wyglądałem cholernie seksownie. (dop.tł. – Sassy Tommo xD) Wyszedłem i udałem się do kuchni, żeby coś przegryźć, zanim przyjdzie Harry.

~*~

Siedziałem na kanapie, jedząc jabłko, kiedy usłyszałem dzwonek do drzwi. Cholera, cholera, cholera, on tu jest! Chwila. Nie panikuj, spokojnie. Nie ma potrzeby. To tylko twoja seks-zabawka. Wstałem i rzuciłem ogryzek do kosza na śmieci. Szybko przejrzałem się ostatni raz w lustrze i otworzyłem drzwi, żeby wpuścić Harry’ego. Ja pierdolę, kurwa mać! Nie wiem czy coś mi się przywidziało, czy też nie, ale, cholera, wyglądał niesamowicie. Przepraszam, bardziej niż niesamowicie; jak bóg seksu.

Miał na sobie zwykły, biały t-shirt, ciasno dolegający do szyi. Na niej wisiały twa naszyjniki – srebrny samolot i coś w rodzaju jakiegoś kółeczka. Jego jeansy były jeszcze bardziej opięte niż wczoraj; czarne, a do nich białe conversy. Wyglądało to jakby miał tylko jeden styl, ale co tam, ujdzie. Na nadgarstku widniał także zegarek i troszeczkę wyżej mały, pojedynczy tatuaż. Nie zauważyłem go wczoraj, ale, Boże, to było gorące.

Usłyszałem kaszlnięcie i spojrzałem w górę. Śmiał się do mnie.

- Podoba ci się? – zapytał, na co mu przytaknąłem.

- Tak, zdecydowanie – wykrztusiłem z siebie i lekko się uśmiechnąłem. Roześmiał się, podchodząc bliżej. Pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Kidy przeszedł mnie dreszcz, zachichotał.

- Poczekaj, aż zobaczysz co mam pod spodem – wymruczał. O Boże, spojrzałem w dół i zobaczyłem jak mój penis stwardniał. Wow, jestem przy nim słabszy niż myślałem. Ledwie cokolwiek zrobił, a ja już jestem twardy. Hej, Tomlinson, wracaj do gry – odezwał się głos w mojej głowie.

Przebiegłem palcami wzdłuż jego ramienia i czułem jak dostaje gęsiej skórki, co spowodowało, że się uśmiechnąłem. Stanąłem na palcach i delikatnie pocałowałem go w szyję. Przejechałem językiem po ciepłej skórze.

- Och, nie mogę się doczekać – wyszeptałem uwodzicielskim tonem, odsuwając się rozpromieniony. Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczyma, po czym potrząsnął głową; jego loczki były wszędzie.

- Chodźmy – powiedział i wyszedł, a ja podążyłem tuż za nim. Ha, mam go. Teraz na pewno nie wygra.

~ Harry ~

Podszedłem do naszego stolika z kawą w dłoniach, podczas gdy Tomlinson bawił się językiem swoim kolczykiem. Cholera, to było seksowne. Nigdy nie pieprzyłem się z facetem, który nosiłby kolczyki, albo malowałby się eyelinerem. W sumie nie był może i w moim typie, ale, cholera, mógłbym się do tego przyzwyczaić. Uśmiechnąłem się do niego, siadając na krześle i upijając łyk swojej kawy. Nie chciałem teraz spotkać jego elektryzującego, niebieskiego spojrzenia.

Jego oczy nie były niebieskie jak wszystkie inne; z początku myślałem, że nosi soczewki, ale nie. Miał jasnoniebieskie tęczówki, jak kryształki, a wokół źrenicy były lekko szare, co sprawiało, że wyglądał jeszcze bardziej uroczo. Co więcej, jego włosy były koloru czekolady. Oprócz tego, trafiały się w nich jakieś blond kosmyki. Miały całkiem ładny odcień brązu, nie tak jak moje. Był jeszcze jego kolczyki i, cholera, tatuaże – jeden z nich ciągnął się aż od szyi, a na obu ramionach miał sleevy*. Wyglądał w tym wszystkim naprawdę pociągająco.

Ale był tylko graczem i łamaczem serc; jedynym powodem dla którego to robiłem była zemsta za wszystkie złamane serca. Owszem, pieprzę innych, ale w przeciwieństwie do niego rozmawiam z nimi po wszystkim i czasami nawet zostajemy przyjaciółmi.

Louis tylko cię zwodzi, dopóki się w nim nie zakochasz. Dlatego staram się, aby ludzie się do mnie nie przywiązywali. Wolę jednonocne przygody. A on będzie cię zwodził, i zwodził, szepcząc czułe słówka, aż się nie zakochasz. A później BUM! Znika z twojego życia, a ty cierpisz.

Byłem wkurzony, kiedy dowiedziałem się, że to robił. Nie zdawał się być złym facetem, pomijając fakt, że grał w tą pieprzoną grę. Wiedziałem, że był całkiem słodkim facetem, ale po prostu tego nie pokazywał. Nie miałem pojęcia dlaczego. Pomijając fakt, że pieprzył wszystkich facetów wzrokiem, albo bawił się uczuciami. Mógłbym się z nim umówić, kręciłe mnie jego osobowość. Czekaj, Harry. Zapędziłeś się. Nigdy się z nim nie umówisz, nigdy – skarciłem się w myślach.

- Um, nad czym tak mocno** myślisz, Harry? – usłyszałem niski głos. Och, Louis. No tak.

- Taa, po prostu rozkoszuję się tą kawą. Jest naprawdę dobra – skłamałem, po czym oblałem się rumieńcem. Zachichotał.

- Jesteś dziwny.

Wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się do niego. Zobaczyłem jak się rumieni i zaczyna bawić się swoim telefonem. O co chodziło?

~*~

Wskoczyliśmy do mojego samochodu i włączyłem radio. Louis niemal pisnął, kiedy usłyszał piosenkę Green Day. Nie lubiłem ich. Może i są fajni, ale nie w moim typie. Już chciałem zmienić stację, ale Lou klepnął moją dłoń.

- Nie, Loczuś – wysyczał, na co przewróciłem oczami i zacząłem wycofywać z parkingu.

Zaczął śpiewać razem z zespołem. Miał niezły głos, naprawdę.

Don’t want to be an American Idiot

Don’t want a nation that under the new media

Can you hear the sound of hysteria?

The subliminal mind fuck America

Zamiast w słowa, wsłuchiwałem się w jego głos. Jego piskliwy Brytyjski akcent był uroczy. Śpiewał idealnie, ale miał swoją intonację. Bosko.

W końcu, piosenka zaczęła doprowadzać mnie do szału i zmieniłem stację. Usłyszałem jak jęczy.

- Serio?

Zachichotałem.

- Mój samochód, moje radio, moja muzyka – odpowiedziałem mu z chytrym uśmieszkiem. Przewrócił oczami.

- Nieważne.

Przełączyłem na Outsider Ramones i zacząłem mruczeć sobie piosenkę pod nosem. Czułem na sobie jego spojrzenie. Kontynuowałem, lecz później, jakimś cudem, zacząłem śpiewać.

I’m an outsider, outside of everything

I’m an outsider, outside of everything

I’m an outsider, outside of everything

Everything you know

Everything you know

It disturbs me so

Everybody tried to push me push me around

Everybody tried to put me try to put me down

Usłyszałem jak piosenka się urywa i zaczyna się Metallica. Louis się uśmiechnął. Zmienił ją. Najwyraźniej fałszowałem.

- Masz naprawdę dobry głos, Harry – usłyszałem jego szept. Uśmiechnąłem się.

- Naprawdę? – zapytałem.

Przytaknął.

- Tak, Loczuś, naprawdę. Bardzo dobrze. – Odwróciłem głowę, żeby na niego spojrzeć, ale natychmiast odwrócił wzrok.

- Ty również masz niezły głos. Jest naprawdę wyjątkowy i uro… - uciąłem – Jest dobry – wymamrotałem i z powrotem skierowałem swój wzrok na drogę.

Zerknąłem jeszcze raz i zobaczyłem jak na jego ustach formuje się mały uśmiech, a jego policzki stają się różowe. Harry, co ty robisz? Nie możesz stracić tego, co zarobiłeś. On tylko gra i wszystko, co mówi to kłamstwo. Wygram, nie złamie mi serca i nikomu innemu. Już nigdy.

Potrząsnąłem głową i westchnąłem. Może nie zakochanie się w nim, było trudniejsze niż myślałem? Potrafi oczarować, ale uodporniłem się już na to. Również wiedziałem, jak go zdobyć. Nasz pierwszy raz z pewnością, nie będzie ostatnim. Ale za pierwszym razem zostawiasz po sobie ślad. I tak właśnie planowałem zrobić.

-

*sleeve (z ang. od rękawa) – tatuaż na całym ramieniu

** hard - oznacza równie mocny jak i twardy; Louis użył go specjalnie dla dwuznaczności ;)

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz