epilog
Ciało Louisa ostatni raz ciężko opadło na szpitalne łóżko. Przeciągły dźwięk oznaczający to, że Louis umarł ciągle był w głowach Liama i Zayna. To było dla nich nie do zniesienia. Najpierw stracili Nialla, potem Harry'ego a teraz... Louisa.
Dusza opuściła już jego ciało, a zdezorientowany Louis zawisł nad nim.
-Co się dzieje? - zapytał.
-Umarłeś - odpowiedział mu zachrypnięty głos. Znał go. Aż za dobrze. Gwałtownie się obrócił i dostrzegł burzę ciemnych loków, na którymi tęsknił niesamowicie.
-Harry! - krzyknął i podbiegł do chłopaka wpadając w jego rozłożone szeroko ramiona.
-Louis, sweetheart... - zamruczał Harry, całując go w czubek głowy.
-Co teraz będzie? - Louis zadal był niesamowicie wystraszony tym wszystkim.
-Teraz pójdziesz ze mną - odpowiedział Harry, nadal głaskając go po głowie.
-Gdzie? - spytał, wpatrując się w zieleń oczu Harry'ego. Zdecydowanie mu tego brakowało.
-Do Nieba, szkrabie - szepnął Harry, uśmiechając się zniewalająco.
-Jak to? - Louis uśmiechnął się przenikliwie.
-Jesteś Aniołem. Ja też nim jestem - wytłumaczył mu Lokaty.
-O czym Ty mówisz? - spytał Louis, marszcząc zabawnie brwi.
-Ludzie, którzy mają skaleczone nadgarstki to Anioły, Lou - powiedział Harry niskim głosem.
-Nie jestem Aniołem... - powiedział Louis.
-Ależ jesteś. Tylko Anioły się okaleczają, bo nie lubią życia na ziemi. Ten świat ich niszczy, więc próbują znów wrócić do Nieba. Są zbyt wrażliwi na ból innych i ten własny* - wytłumaczył Harry nadal zdumionemu Louisowi. -Myślisz, że nie widziałem? - spytał po chwili. Louis uciekł wzrokiem.
-Przepraszam - powiedział słabo Louis.
-Nic się nie stało, sweetcheeks. Teraz jesteś tutaj, ze mną. I to się liczy - powiedział do niego z uśmiechem. Louis spojrzał na niego. Był piękny. Jeszcze piękniejszy niż kiedy żył na ziemi.
-Jesteś piękny, Harry - wyznał Louis. Harry się uroczo zarumienił.
-Ty też jesteś piękny, Louis - Harry odpowiedział mu tym samym. Louis takie nie mógł się powstrzymać i po prostu czerwień oblała jego policzki. -Mogę Cię pocałować? - spytał Harry po chwili. Louis kiwnął niepewnie głową. Harry uśmiechnął się delikatnie pod nosem i objął policzki Louisa dłońmi. Louis zawiesił ramiona na jego szyi i przysunął się. Lokaty chłopak gładził kciukiem delikatną skórę Louisa na polikach, po czym przysunął się blisko. Przez chwilę oddychali tym samym powietrzem, aby moment później połączyć ze sobą ich spragnione wzajemnego dotyku wargi. Oddali się cali temu pocałunkowi. Pogrążyli się w nim bez pamięci. Wypełnieni po brzegi pasją, uczuciem, namiętnością i po prostu miłością. Ich miłość była wieczna i oboje doskonale o tym wiedzieli.
*Retrospekcja - oczami Louisa*
Leżałem na łóżku, a Harry zwisał nade mną. Patrzył na mnie z góry i mogłem bez przeszkód wpatrywać się w jego cudowne zielone oczy, czego nigdy nie miałem dość.
-Czy Twoje wykłady na temat tego, że nie mogę dla Ciebie rezygnować ze swoich pragnień i planów życiowych, nie mają zastosowania do Ciebie? - spytałem wreszcie.
-Po pierwsze, to wspaniała praca w kawiarni i do Ciebie będę miał tylko pół godziny drogi, a Ty zostaniesz tutaj i nadal będziesz uczęszczał na studia. A po drugie, to jestem ambitny i mogę odnosić sukcesy niemal wszędzie - prychnąłem na to, ale Harry mnie pocałował i zapomniałem o wszystkim. -Jednego tylko nie mogę robić wszędzie: być z Tobą - zbliżył się i musnął językiem moje wargi, a tors opuszkami palców, aż wygiąłem się i objąłem wargami jego usta. Uwolnił moje ręce z szczelnego uścisku, więc natychmiast wplotłem je w jego idealne włosy. Czułem bicie jego serca, w tym samym rytmie, w jakim jego wargi wędrowały od mojego ucha w dół. -Wybór pozostania z Tobą to nie była trudna decyzja, Louis - szepnął, odsuwając się ostatni raz, zanim wbił się we mnie, a ja sapnąłem. -To było łatwe. Niesamowicie łatwe.
*Koniec retrospekcji - oczami narratora*
-Pamiętasz, jak powiedziałem Ci, że zawsze chcę być z Tobą? - spytał Harry.
-Pamiętam - odpowiedział Louis.
-Teraz jest to zawsze - Harry uśmiechnął się, co Louis od razu odwzajemnił i ponownie pogrążyli się w pocałunkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz