sobota, 4 stycznia 2014

13

~*~

~ Niall ~

- Zayn – zachichotałem, kiedy zassał skórę na mojej szyi. Roześmiał się i odsunął się, po czym podniósł mnie z kanapy.

- Ładna malinka – powiedział, uśmiechając się i natychmiast pobiegłem do lustra, w którym zobaczyłem dość dużą sino - fioletową plamę. Skrzywiłem się.

- Dobrze, że nie zrobiłeś tego na tatuażu.

Wybuchł śmiechem i objął mnie w pasie. Kołysaliśmy się w przód i w tył. Oparł głowę na moim ramieniu i zaczął nucić cicho jakąś melodię.

- Wiesz, cieszę się, że jesteś moim chłopakiem – szepnął mi do ucha, liżąc przy tym jego płatek, sprawiając, że zadrżałem.

- J-ja też – jęknąłem, kiedy scałowywał sobie ścieżkę wzdłuż mojej szyi. Usłyszeliśmy kaszlnięcie i oboje spojrzeliśmy na obserwującego nas Louisa. Dziwnie się zachowywał od całego incydentu z Harrym. Obaj z Zaynem wiedzieliśmy o tym, że Louis kocha Harry’ego z wzajemnością, ale nie mieliśmy pojęcia, dlaczego żaden nie chciał się do tego przyznać.

- Kaszlnąłem, a to oznaczało, że macie stąd wyjść i okazywać sobie miłość gdzie indziej. Mam dość patrzenia na waszą dwójkę, gruchających gdziekolwiek pójdę – warknął. Zayn rozluźnił uścisk i wsunął dłoń w moją.

- Boże, Louis, co cię ugryzło? – odpowiedział.

- Teraz nic – fuknął. Zachichotałem.

- Słuchaj, Boo, - zacząłem, ale nie zdążyłem dokończyć, bo uciął mi.

- Dlaczego nazwałeś mnie Boo? Nikt nie ma prawa mnie tak nazywać. – powiedział jednym tchem.

- Słyszałem jak Harry tak do ciebie się zwracał.

- Tak, Harry, nie ty, a Harry. Po prostu nazywaj mnie Louisem, okej? Nie jestem żadnym pierdolonym Boo, a z pewnością już tak nie wyglądam. Po prostu nie./.. – syknął, a Zayn spojrzał na mnie porozumiewawczo.

- Słuchaj, Louis, wiemy, że nie jesteś w najlepszym humorze, ale, stary, nie wyzywaj się na swoich przyjaciołach.

On jednak tylko przewrócił oczami i kontynuował nakładanie swojego eyelinera.

- Louis, czy ty mnie słuchasz? – Zayn puścił moją dłoń i pokazał mi, że idzie zapalić. Nienawidziłem tego, ale z kolei ja piłem 24/7, więc chyba jest po równo.

Kiedy spojrzał na mnie ponownie, jego niebieskie oczy były inne niż zwykle, a przy eyelinerze, wyglądały jeszcze bardziej mrocznie. Również jego tatuaż był ciemniejszy; zastanawiałem się czy był bez nas go przyciemnić.

- Chcesz pogadać, Lou? – zapytałem, uśmiechając się ciepło.

Westchnął ciężko, a ja widziałem jak jego oczy zachodzą łzami. Tylko dwa razy w życiu widziałem go płaczącego, ostatnio przez Harry’ego i wcześniej przez jego byłą dziewczynę.

- Nie, po prostu tęsknię za Harrym i tak bardzo chcę, by odwzajemniał to co do niego czuję – powiedział ściszonym głosem, a po jego policzku spłynęła łza. Szybko ją otarł. Źle się z tym czułem, nie widziałem jeszcze, żeby aż tak cierpiał.

- On czuje to samo! Czy ty tego nie widzisz?! – zaśmiałem się, a on otworzył szerzej swoje oczy. – Louis, przecież to oczywiste, że Harry cię lubi. Obaj boicie się po prostu do tego przyznać. Bądź facetem i mu powiedz! – Potrząsnął lekko głową i roześmiał się.

- Ty nic nie rozumiesz. Nie mogę tak po prostu tego zrobić.

- Louis, cholera, oczywiście, że możesz! Powiedz, kurwa, chłopcu z loczkami co czujesz! Widzę jak to zabija od środka. Po prostu mu, kurwa, powiedz. Zaproś go, a ja z Zaynem wyjdę gdzieś i będziecie mogli spokojnie sobie pogadać. Po. Prostu. Mu. Kurwa. Powiedz. – Nakrzyczałem na niego.

Westchnął i przebiegł palcami przez swoje włosy. Po chwili poczułem jak przytula się do mnie. Odwzajemniłem jego uścisk, a on wsunął głowę w zagłębienie mojej szyi. Ja i Louis byliśmy ze sobą bliżej niż Louis z Zaynem i to nie przez jego seks z Harrym, ale znałem Lou od piaskownicy. Od zawsze byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Tymi, których wyrzucano często z klasy za drzwi. Zawsze mieliśmy dla siebie czas.

Potarłem dłonią jego plecy, kiedy jego ciało zaczęło się trząść z płaczu. Stałem tam razem z nim, kołysząc się na boki i śpiewając mu jego ulubioną piosenkę.

Give me love like her,

'cause lately I've been waking up alone,

Paint splattered teardrops on my shirt,

Told you I’d let them go,

And that I’ll fight my corner,

Maybe tonight I’ll call ya,

After my blood turns into alcohol,

No I just wanna hold ya.

Ulubioną piosenką Louisa nie była żadna punkowa, czy heavy metalowa piosenka, jak mogłoby się wydawać. Zawsze jej to śpiewał. Śpiewał jej piosenki Eda Sheerana.

Odsunął się, przysuwając twarz do mojego policzka i lekko muskając ją ustami.

- Lepiej? – zapytałem.

- Troszeczkę. Zawsze wiesz jak mnie uspokoić, Ni – odpowiedział, a ja lekko go przytuliłem jeszcze raz.

- Ja i Zaynie wyjdziemy, a ty masz zadzwonić do Harry’ego i z nim pogadać. Dla mnie, dla Harry’ego, dla siebie, dobrze, Lou? – zapytałem, na co skinął głową.

- Dobrzę, zadzwonię.

Uśmiechnąłem się i wyszedłem na balkon.

- Jak poszło? Zajęło wam to dłuższą chwilę. Już się bałem, że mój Nialler wskoczył do łóżka Louisowi – droczył się ze mną Zayn.

- Nie. Po prostu rozmawialiśmy i kazałem mu zadzwonić do Harry’ego. Wyjdziemy, żeby ta dwójka mogła wszystko sobie wyjaśnić, a później zrobimy sobie noc filmową, co ty na to?- zapytałem.

Rozpromienił się.

- Oczywiście! Tylko wezmę kurtkę i możemy wychodzić. – Posłał mi swój uroczy uśmiech, a moje serce się topiło. Śliczny uśmiech na pięknej twarzy i idealny quiff z blond pasemkiem. (dop. tł. Tęsknię za tym Zaynem! :(( ) I te dwa sleevy. Boże, był taki seksowny.

Podszedł do mnie i ujął mój policzek, a ja się zarumieniłem. – Ty prowadzisz, czy ja? – zapytał. Pomyślałem chwilę, ale jednak zdecydowałem, że chciałbym co nieco wypić.

- Ty – zachichotałem.

- Chodź skarbie! A później noc filmowa Zialla! – krzyknął. Spojrzałem na niego zdezorientowany.

- Co? – zapytałem wychodząc za nim. – Ziall? – dźgnąłem go, a on się roześmiał.

- Nasze imiona połączone w jedno. – powiedział radośnie, na co przewróciłem oczami, wskakując do samochodu.

- Cokolwiek, Zaynie – powiedziałem, całując go w usta.

Odjechaliśmy z podjazdu i kątem oka zauważyłem Louisa krzątającego się z telefonem przy oknie. Miałem jedynie nadzieję, że dzwonił do Harry’ego, ponieważ wyglądał strasznie i naprawdę było mi go żal.

-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz