~*~
~ Louis ~
- H-Harry! Postaw mnie na ziemię! – jęknąłem, klepiąc go lekko po brzuchu.
Zachichotał, a wibracje jego głosu, rozchodzące się po jego ciele, przyjemnie mnie połaskotały.
- Prawie jesteśmy na miejscu. Jeeez, Lou, wyluzuj – zażartował, na co przewróciłem oczami. Nienawidziłem niespodzianek. – Zamknij oczy – nakazał. Roześmiałem się cicho na ton jego głosu, ale zrobiłem jak polecił. Ostrożnie postawił mnie na ziemi i poprowadził do przodu, wciąż obejmując mnie w pasie. – Dobrze, a teraz na trzy otworzysz oczy – szepnął podekscytowany.
- Jesteś cholernie dziecinny, Styles. – Uśmiechnąłem się, kręcąc głową.
- Raz, dwa, trzy! – powiedział i otworzyłem swoje oczy. Mój Boże, dlaczego my tu jesteśmy?
- Po prostu rób to, co mówię – szepnął, kiedy ujrzał zagubienie na mojej twarzy.
Skinąłem w odpowiedzi głową. Spojrzał w dół, zatrzymując wzrok na mojej dłoni i przez chwilę zawahał się, ale ostatecznie splótł nasze dłonie. Zarumienił się, kiedy musnąłem go w policzek; był przeuroczy. Popchnął szklane drzwi i uprzednio przepuszczając mnie do środka, zapalił światło. Cały sklep z płytami się rozświetlił.
- Idź, Lou.
Zamyśliłem się chwilę i dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie, co powiedział. Powoli kroczyłem do przodu, chłonąc wzrokiem każdy szczegół pomieszczenia.
Płatki róż zostały rozrzucone wzdłuż drogi przez sklep i prowadziły do znajomego miejsca. Tak naprawdę nie byłem tutaj odkąd Harry podpisał ze mną umowę. Poprowadził mnie do jednego z krzeseł, po czym usiadł na nim i pociągnął, tak, że siedziałem na jego kolanach, a on obejmował mnie w pasie.
- Dlaczego tu jesteśmy? – zapytałem podejrzliwie.
- Właściwie, chciałem zacząć od początku. – Otworzyłem szerzej oczy, na co Harry zachichotał. – Nie tak jak myślisz. Chodziło mi o to jak się wszystko potoczyło, umowa i tak dalej… - Kiwnąłem głową, zastanawiając się co miałbym zrobić. Zrezygnowany przewrócił oczami i zsunął mnie z siebie. Stałem nad nim i patrzyłem się w dół, a wtedy moich uszu dobiegła muzyka. Zesztywniałem, gdy usłyszałem jej pierwsze dźwięki. To jej Harry słuchał, gdy się poznaliśmy. Jak on to, do cholery, pamiętał? Ja bym nie pamiętał.
Zobaczyłem jak uśmiecha się w moją stronę i w tym momencie coś mi zaświtało. Odgrywaliśmy dzień, w którym spotkaliśmy się po raz pierwszy! Harry pochylił się zaczął cicho śpiewać.
Lay where you’re laying, don’t make a sound. I know they’re watching, they’re watching.
All the commotion, the kiddy like play. Have people talking, talking. Yeah, your sex is on fire…
Uśmiechnąłem się szeroko, kiedy skończył.
- Hej, jestem Harry. – Zachichotałem rozbawiony całą sytuacją, ale starałem się zachowywać tak jak należy.
- Louis. Louis Tomlinson.
- Miło mi cię poznać, Lou. Podobała ci się piosenka? – zapytał.
- T-tak. Masz piękny głos – mówiłem wciąż, będąc pod wrażeniem.
- Dziękuję. Dałbyś namówić się na obiad? – zadał kolejne pytanie, a ja uniosłem brwi i wybuchłem śmiechem.
- Loooooouis! – jęknął, a ja opadłem w jego ramiona.
- Przepraszam, skarbie, ale nie mogę tak dalej. I tak wiesz, że cię kocham – odpowiedziałem i złączyłem nasze usta.
- Okej, okej – mruknął, przysuwając mnie bliżej, tak, że nie było pomiędzy nami wolnej przestrzeni. Pocałował mnie czule. Kiedy się odsunął, odgarnął mi lekko kosmyki, które opadły mi na czoło. Roześmialiśmy się oboje. Siedzieliśmy tam jeszcze długo, całując się, przytulając; po prostu rozkoszując się swoim towarzystwem. W końcu wszystko było na swoim miejscu. Nie myślałem już o złamanym sercu, zostawiłem poprzedni etap życia za sobą, tworząc nowe wspomnienia, z kimś kogo naprawdę kochałem.
~*~
~ Harry
Ostrożnie położyłem Louisa na naszym łóżku, pocałowałem w czoło, po czym otuliłem kołdrą, aby było mu wygodnie i ciepło. Póki co pomieszkiwałem u Louisa. Oczywiście mieliśmy zamiar znaleźć wkrótce własny kąt, ale nie chcieliśmy być daleko od chłopaków.
Uśmiechnąłem się, kiedy zaczął wiercić się we śnie, z dłońmi wplecionymi pomiędzy jego włosy, które aktualnie były powykręcane w każdym możliwym kierunku. Powieki miał delikatnie przymknięte, a jego dolna warga była lekko wydęta. Kolczyk, który obserwowałem poruszający się na ustach, przyprawiał mnie o ciarki, kiedy mówił przez sen.
Westchnąłem szczęśliwy i wyszedłem cicho z pokoju, zostawiając za sobą na wpół przymknięte drzwi. Zobaczyłem Nialla i Zayna śpiących, przytulając się na kanapie. Niall z odchyloną głową, a brunet znalazł sobie miejsce na jego klatce piersiowej.
Nie zauważyłem też Liama, który uśmiechał się przez sen, z twarzą pomiędzy karmelowymi lokami Danielle, która ciasno go do siebie tuliła. Wszyscy w końcu byli szczęśliwi, w tym ja.
Cicho przeszedłem do kuchni i tylnymi drzwiami usiadłem na patio. Spojrzałem na panoramę miasta, rozpościerającą się przede mną. Pomimo, że wzgórze na którym mieszkaliśmy nie było wysokie, wciąż można było zobaczyć stąd połowę miasta. Wplotłem dłonie w swoje zmięte loki i rozprostowałem nogi na schodach.
Nigdy nie spodziewałem się takiego obrotu wydarzeń. Pamiętam jak jeszcze do niedawna starałem się wmówić sobie, iż nie pozwolę, żeby taka sytuacja kiedykolwiek stała się prawdą. Mimo wszystko, cieszę się, że mam Louisa. Cieszę się, że zakochał się w kimś takim jak ja, a ja z kolei wiedziałem, że jest tym, z którym chcę spędzić swoje życie.
Nawet nie wiem, dlaczego tak bardzo go nienawidziłem. I tak gdzieś głęboko, odkąd przeszył mnie swoim spojrzeniem, wiedziałem, że prędzej czy później się w nim zakocham. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, kiedy wróciłem myślami do naszej pierwszej przygody w kuchni. Zaśmiałem się cicho, a chłodne, londyńskie powietrze otuliło moje ciało.
- Harry? – usłyszałem podniesiony głos, jakby wołający o pomoc.
Zesztywniałem, ale już po chwili zrelaksowałem się, czując drobne ciało na swoich kolanach i ręce oplatające moją szyję. Louis wtulił się w moją klatkę piersiową. Cisza narastała, a ja słyszałem coraz głośniejsze pociąganie nosem swojego chłopaka. Płakał?
- Louis, Lou? – zapytałem ściszonym głosem.
Poruszył się i spojrzał na mnie. Miał lekko podpuchnięte powieki, a jego policzki były mokre od pojedynczych łez.
- Och, szkrabie, miałeś koszmar? – przytuliłem go mocniej.
Przytaknął, po czym szepnął.
- Obudziłem się i- i myślałem, że mnie zostawiłeś i wstałem i- i obszukałem całe mieszkanie, ale nigdzie cię nie było. Myślałem, że mnie zostawiłeś! – pociągał nosem.
Mój uśmiech zamienił się w grymas. Odgarnąłem grzywkę z jego czoła, abym mógł zobaczyć jego śliczne oczy.
- Shh, Louis. Jestem tu. Mówiłem ci, że nigdzie się nie ruszam. Shh, jestem tu – powtarzałem cicho, głaszcząc go po plecach.
Nie mógł przestać płakać, więc widziałem tylko jedno wyjście – zaśpiewać mu. Wybrałem tą, którą napisałem wkrótce po tym jak wyznaliśmy sobie miłość. Wymyśliłem ją, kiedy leżał we mnie wtulony, a nasze kończyny były splątane ze sobą.
Am I asleep am I awake or somewhere in between
I can’t believe that you are here and lying next to me
Or did I dream that we were perfectly entwined
Like branches on a tree, or twigs caught on a vine
Like all those days and weeks and months I tried to steal a kiss
And all those sleepless nights and daydreams where I pictured this
I’m just the underdog who finally got the girl
And I am not ashamed to tell it to the world
Truly, madly, deeply I am
Foolishly, completely falling
And somehow you kicked all my walls in
So baby say you’ll always keep me
Truly, madly, crazy, deeply in love with you
In love with you
W końcu nastała cisza i Louis przestał się trząść. Czułem jak ujmuje moją twarz w swoje dłonie.
- Napisałeś ją? – zapytał niepewnie. Skinąłem głową i pocałowałem go.
Odsunął się dość szybko.
- Dziękuję ci, Harry. – Spojrzałem na niego zdezorientowany.
- Za co? – zapytałem, a on zachichotał.
- Za wszystko. Za to, że zgodziłeś się zagrać ze mną w tą głupią grę, za naprawienie mnie, za bycie tu i teraz. Za to, że się nie poddawałeś i dotrzymałeś swojego słowa… - zatrzymał się. – Za kochanie mnie – wyszeptał ostatnie słowa.
Czułem jak łzy napływają mi do oczu i po prostu go pocałowałem. Potrzebowałem tego jak nigdy dotąd. Zassałem lekko jego dolna wargę, powodując cichy jęk. Pogłębiłem nasz pocałunek, powoli wsuwając swój język do środka, smakując herbaty, którą pił zanim poszedł spać.
Wplótł dłonie w moje włosy, oddając pieszczotę, a nogami oplótł mnie w pasie. Przebiegałem dłońmi w górę i w dół jego pleców, wywołując nimi drobne dreszcze przeszywające jego ciało. Odsunął się, a ja mruknąłem z niezadowolenia.
- Kocham cię, Harry. Bardzo. Nigdy mnie już nie zostawiaj – szepnął, opierając swoje czoło o moje.
- Nigdy. Będę z tobą na zawsze i nigdy cię nie zostawię. Też cię kocham, Louis, bardziej niż cokolwiek innego.
Uspokoiłem go tym, po czym obróciłem go na swoich kolanach, wślizgnąłem ręce pod jego nogi i przeniosłem do naszej sypialni, aby dokończyć to, co przed chwilą przerwaliśmy.
~*~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz