czwartek, 2 stycznia 2014

493

Opis: “Najpiękniejsza miłość to ta, w której dwa plus dwa nie równa się cztery, to wyjątek, który potwierdza regułę, to to, co wykluczasz, mówiąc nigdy. Co ja mam wspólnego z twoją przeszłością, ja jestem oszalałą zmienną twojego życia.” via F. Moccia

Inspiracja: Dwie piosenki od których uzależniłam się w krótkim czasie.

Something I need - OneRepublic

Ho Hey - The Lumineers

Od autorki: Myślę, że z tego miejsca dedykuje shot kilku osobom. Joanowi i Reniferowej. Pierwszej za to, że mimo nie czyta takich rzeczy dzisiaj przeczytała kawałek i za to, że zawsze mnie wspiera. Reni za to, że jest i mimo, że sama pisze pełno rzeczy zawsze znajdzie czas, żeby przeczytać coś mojego. Juls i Gabi za to, że obie znoszą moje gadanie o tym jak wszystko co napiszę jest beznadziejne i to, że obie mają cierpliwość by wybić mi te myśli z głowy. I na końcu Kiki za to, że dzięki tobie uwierzyłam, że ten shot ma moc.

Ps. Jeśli chcecie posłuchać piosenki, którą śpiewa Niall wystarczy kliknąć w tekst.

XXX

I had a dream the other night,

About how we only get one life

Byłem w mieście, które było moim drugim domem. Londyn witał wszystkich pierwszymi promieniami słońca. Muskał swoimi promieniami Big Bena wywołując uśmiech na twarzach nielicznych przechodniów. Szedłem krętymi uliczkami przez miasto uśmiechając się do siebie. Ciepły czerwcowy wietrzyk muskał moja skórę, powodując, że na moich policzkach pojawiły się rumieńce. W sumie nienawidziłem tego, że można było czytać ze mnie jak z otwartej księgi. Rumieniłem się, gdy byłem zły, pijany, zmęczony czy zawstydzony, albo najgorsze ze wszystkich - zakochany. Nogi same poniosły mnie nad brzeg Tamizy. Usiadłem na jej brzegu, wpatrując się w wodę. Momentami podziwiałem błękit porannego nieba, który tak bardzo przypominał jego oczy. Podniosłem z ziemi kamień, próbując odgonić z umysłu jego widok, który stanął mi przed oczami. Te brązowe włosy, w których miałem ochotę zanurzyć swoje palce, ta skóra, która wręcz paliła pod każdym dotykiem. Czułem ogień, który każdego dnia palił mnie od środka. Płomień, którego on prawdopodobnie nigdy do mnie nie poczuje. Zdjąłem czapkę i przeczesałem moje blond włosy palcami. Podciągnąłem nogi do klatki piersiowej i położyłem na nich głowę. Słonce przyjemnie ogrzewało moje ciało. Czułem się tak niesamowicie wolny od całej sławy i tych oceniających spojrzeń.

Poczułem jak czyjeś zimne palce owijają się wokół mojego ciała, przyciągając mnie do siebie. Ciepły oddech tej osoby muskał moje ucho, a usta musnęły moja szyję, na co z moich ust wydobył się cichy jęk przyjemności. Oddech momentalnie przyspieszył, a serce biło mi jak oszalałe.

- Wiedziałem, że cię tu znajdę - szepnął, a ja poczułem to przyjemne uczucie w podbrzuszu. Odwróciłem się, a on jakby na to czekając wpił się w moje usta.

It woke me up right after two,

I stayed awake and stared at you ,

So I wouldn’t lose my mind

W momencie, gdy jego malinowe dotknęły moich czar prysnął, a ja się obudziłem. Przeciągnąłem się na łóżku, powoli otwierając oczy. Tour bus jechał po Ameryce, a ja słyszałem dokładnie każdy stukot koła. Wymacałem pod poduszka miejsce gdzie był mój telefon i wyciągnąłem go. Odblokowałem go jednym sprawnym ruchem. Zegarek wskazywał kilka minut po drugiej. Z cichym jękiem opadłem na łóżko. Wiedziałem, że już nie zasnę. Poczułem się jeszcze gorzej niż sekundę temu. Ten sen był tak prawdziwy, że na sekundę uwierzyłem w to, że on może coś do mnie czuć. Okłamywałem sam siebie. On nigdy mnie nie pokocha, na pewno nie w taki sposób jak ja kocham jego. Dlaczego to nie może być proste? Dlaczego nie mogłem zakochać się w kimś, kto to odwzajemni? Byłem beznadziejne zakochany w swoim przyjacielu. Odrzuciłem kołdrę wiedząc, że dzisiaj już nie zasnę. Wstałem rozciągając wszystkie kości. Rozejrzałem się. Harry leżał rozwalony na swoim łóżku. Liam spał z telefonem w dłoni prawdopodobnie zasnął smsując Dan. Zayn leżał nakryty po same uszy. A Louis? Louis był po prostu czarującym sobą, tyle, że w cichszej wersji. Podszedłem w jego stronę. Podziwiałem ten kościsty podbródek i malinowe usta ułożone w błogim uśmiechu. Zacząłem wyobrażać sobie, co on może zrobić z tymi ustami… STOP! Niall! Przecież on jest hetero. To nie jego wina, że jesteś Louisoseksualny.

Odgarnąłem włosy, które wpadały mu do oczu.

- Niall? - Zapytał otwierając zaspane oczy. - Czemu nie śpisz?

- Ja nie mogę… Miałem sen i…

Odrzucił swoją kołdrę na bok. Spojrzałem na niego pytająco, a on wzniósł oczy do nieba. O ile niebo znajduje się na suficie jego łóżka.

Pociągnął mnie w swoją stronę, układając się obok niego. Czułem jak to uczucie w moim brzuchu rośnie, jakby miało zaraz eksplodować tysiącem motyli. Przyciągnął mnie do siebie, a jego ramiona otoczyły moja talie. Odwróciłem się w jego stronę i położyłem głowę w zagłębieniu jego szyi, a on zachichotał cicho. Natychmiast się odsunąłem, ale jego uścisk nie zelżał.

- Jest dobrze Ni. Tylko połaskotałeś mnie w nos.

Zachichotałem cicho, jakbym był nastolatka. Pieprzony Tomlinson sprawia, że zachowuje się jak rozchwiana emocjonalnie dziewczyna. Wiedziałem, że chodziło tu o mnie. Gdyby Harry walnął się do łóżka z Lou, wyleciałby z hukiem szybciej niżby się tam dostał. Moje relacje z Lou były dziwne, jednak mi to nie przeszkadza. Mam zamiar korzystać z tego tak długo jak to możliwe, jakkolwiek egoistycznie to brzmi. Wsłuchiwałem się w jego coraz bardziej płytki oddech i mógłbym czuć się tam już zawsze. Świadomość, że zasypiam w jego ramionach sprawiała, że czułem niemal 3 metry nad niebem. Nawet nie wiem, kiedy moje powieki opadły a ja odpłynąłem w tych bezpiecznych ramionach.

And I had the week that came from hell,
And yes I know that you could tell,
But you’re like the net under the ledge,
When I go flying of the edge,
You go flying of as well

Słońce nie zaszczycało nas swoją obecnością. Jak na złość pojawiało się tylko wtedy, gdy nas akurat nie było w kraju. Ten tydzień zaczął się po prostu strasznie. Nie dość, że praktycznie zaspałem na samolot, to jak na złość taksówka ochlapała mnie wodą. Ten dzień nie wróżył nic dobrego.

Zdyszany wbiegłem na lotnisko, gdzie z daleka widziałem Harry’ego, bo on swoim wzrostem był naszą prywatną wieżą Eiffela. Podbiegłem do nich szczęśliwy, że widzę ich po tak długim czasie. Mulat od razu porwał mnie w swoje objęcia. Wiedział, że taki tłum działa na mnie stresująco. Odetchnąłem głęboko, gdy mnie wypuścił, bo praktycznie zmiażdżył mi żebra.

- Hey Li – przywitałem się, posyłając mu szeroki uśmiech.

- Niall! Jak ci się spało? Sądząc po tym, że się spóźniłeś uznaje, że aż za dobrze.

- E tam spanie. Tatuś musiał nakarmić swój głodny brzuszek.

- Nigdy pełny, co Ni?

- Cześć - usłyszeliśmy za sobą czyjś głos.

- Hej – odpowiedział Liam.

- Boże nie wierzę! Kochamy One Direction! Możemy zrobić sobie zdjęcie?

- Hm czemu nie? – Odpowiedział mój przyjaciel, wzruszając ramionami.

Ustawiliśmy się do zdjęcia. Uśmiechnąłem się szeroko.

- Co ty tu jeszcze robisz? – Zapytała jedna z nich. – Ty nie zasługujesz na to, żeby należeć do 1D. Nie z tym głosem. Widziałeś siebie w lustrze? Boże wyjdź nam z kadru!

Momentalnie w moich oczach pojawiły się piekące łzy, a ja za wszelką cenę starałem się nie rozpłakać. Chciałem odejść, ale Liam przytrzymał mnie za kaptur mojej bluzy. Lampa błysnęła, a ja natychmiast ruszyłem przed siebie. Słone łzy kapały po mojej twarzy. Słyszałem za sobą krzyk Liama, jednak nie odwróciłem się. Chciałem jak najszybciej się stamtąd wydostać. Wtedy wpadłem w czyjeś ramiona. Ręce tej osoby owinęły się wokół mojej talii, przyciągając mnie do siebie. Ułożyłem głowę w zagłębieniu jego szyi, która pachniała mieszaniną mięty i płynu do płukania tkanin. Louis. Wszędzie rozpoznałbym ten zapach, na który moje serce biło szybciej.

- Niall? – Zapytał, wyciągając mnie na długość swoich ramion, żeby spojrzeć w moją twarz. Opuściłem wzrok na podłogę, spoglądając ze zbyt wielkim zainteresowaniem w moje buty. Gorące łzy spływały po mojej twarzy. To bolało. Przy Louisie, Liamie, Zaynie i Harrym czułem się jak coś niewartego, coś niechcianego. Dałbym sobie rękę uciąć, że lepiej byłoby im beze mnie. – Niall? – Ponowił pytanie, łapiąc moją twarz w swoje dłonie, zmuszając mnie tym samym bym spojrzał w jego błękitne oczy. – Boże, co ci się stało?

Ocierał łzy spływające w dół mojej twarzy, które z minuty na minutę przybierały na sile.

- One.. One powiedziały…

Tylko tyle zdołałem z siebie wykrztusić, bo moim ciałem wstrząsnął potężny spazm.

- Co powiedziały?

Wziąłem głęboki oddech, ignorując drgania mojego ciała, zanim dokończyłem to zdanie cicho pod nosem, modląc się o to by Louis go nie usłyszał.

- Że nie powinienem być w zespole, bo na to nie zasługuje.

- Zabije je! – Krzyknął Zayn. – ZAYN! Urwę im łby. Ni, błagam nie płacz – mówił przytulając mnie do siebie. – Zayn do cholery jasnej!

- Czego się pieklisz Lou? Dawno nikogo nie zaliczyłeś czy okres się zbliża?

- Czasami zastanawiam się, dlaczego się z tobą przyjaźnie.

- Bo nie możesz się mi oprzeć skarbie.

- Jesteś pojebany – odpowiedział Louis, kręcąc młynka oczyma. – Niall…

Podniosłem na niego swoje zapłakane oczy.

- Ni? – Zapytał niepewnie mulat.

Louis delikatnie przekazał mnie w ramiona Zayna. Patrzyłem jak odchodzi w jakimś kierunku cały rozdygotany z wściekłości. Liam próbował go zatrzymać, zapewne coś mu tłumacząc i gorączkowo przy tym gestykulując.

- Niall?

- Zayn? Czy ja naprawdę jestem aż tak beznadziejny?

- Nie jesteś beznadziejny! Jesteś najbardziej kochaną osobą, jaką znam. Pomijając fakt, że praktycznie przeklinasz na każdym kroku, ale… Jesteś naszym farbowanym aniołkiem Ni i nigdy nie słyszałem równie cudownego głosu, niż twój. Dodając do tego Horan Hug, który jest najlepszy na całym świecie, wychodzi nam Niall Perfect Horan. Idziemy coś zjeść, czy będziemy tak stali?

Uśmiechnąłem się do niego. On zawsze wiedział, czym może poprawić mi humor.



Wszyscy byli czymś zajęci. Liam rozmawiał o czymś z Zaynem, delikatnie gestykulując. Louis od czasu tamtego wybuchu nie pokazuje mi się na oczy. To znaczy widziałem go w przelocie, gdy wsiadałem do samolotu, jednak nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa od tamtej pory. Teraz leży na kanapie obok Harry’ego i przytula się do młodszego chłopaka. W mojej klatce piersiowej rośnie nieznośne uczucie. Miałem ochotę zamordować Loczka gołymi rękoma, byleby znaleźć się na jego miejscu. Zazdrość. Byłem zazdrosny o Louisa, a ta myśl nie pozwalała mi być spokojnym.

Usiadłem wygodnie w fotelu przez chwilę przyglądając się pasu startowemu, po czym wyciągnąłem telefon. Włączyłem twittera, chcąc napisać coś do fanów. Odpaliłem stronę główną i być może był to największy błąd, jaki dzisiaj zrobiłem.

„@NiallOfficial nie dość, że wylansował się na Katy Perry to jeszcze nie umie śpiewać. Dobra robota sędziowie z X-factor -.-„

„@NiallOfficial spójrz na chłopaków. Nie pasujesz do nich. Gdzie twoje muskuły? Plus twoje krzywe zęby. Nie pasujesz tam”

„@NiallOfficial Dupa a nie śpiewak. Już moja babcia potrafi śpiewać lepiej pod prysznicem”

„@NiallHoran biedne dziecko. Spójrzcie na jego przesłuchanie. Dno. Nie wiem, co oni w nim widzieli, bo ja widzę zwykłą ciote.”

Wszędzie tylko hejty. Co ja im złego zrobiłem? Przytłaczało mnie to. Wszystkie te raniące słowa zapadły mi głęboko w umysł. Czytałem ich coraz więcej i powoli zaczynałem w nie wierzyć. Pochłaniałem każde słowo, a moje oczy zaczęły nieprzyjemnie piec pod ich ciężarem. Emocje szukały ujścia, a ja nie chciałem wyjść na babę rycząc już drugi raz dzisiaj.

- Co czytasz? – Usłyszałem czyjś głos.

Wzdrygnąłem się, upuszczając wcześniej telefon, który upadł na podłogę z cichym brzdękiem. Oboje schyliliśmy się po niego, jednak Louis był szybszy. Jego palce musnęły moje, gdy chłopak podnosił się do pozycji siedzącej. Przez moje ciało przebiegł przyjemny prąd, który pojawiał się tam za każdym razem, gdy czułem jego dotyk. Moja komórka spoczywała w jego dłoni a jego oczy sunęły po ekranie czytając kolejne linijki tekstu. Wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie.

- Niall? Po jaką cholerę to czytasz? Słyszysz mnie?

Odwróciłem wzrok, nie chcąc patrzeć w jego tęczówki, które na pewno spoglądały teraz we mnie z obrzydzeniem. Samolot podjechał na pas startowy i powoli wznosiliśmy się do lotu. Patrzyłem wszędzie, tylko nie w jego oczy.

- Ni, proszę spójrz na mnie.

Podniosłem wzrok i zawiesiłem go w okolicy jego ust.

- Niall, wiesz, że to jest stek kłamstw prawda? Piszą to idioci, którzy zazdroszczą ci twojego talentu i tego, co osiągnąłeś, bo im się to nigdy nie uda. Wiesz, że uwielbiam twój głos i ciebie. Całego ciebie. Nic nie równa się z twoim uśmiechem, czy tymi rumieńcami na policzkach.

Zarumieniłem się lekko pod wpływem tych słów. Nienawidzę tego, że moje policzki tak reagują na każdy komplement.

-, Ale mam krzywe zęby – szepnąłem cicho.

- I co z tego? A ja mam jedną nogę krótszą od drugiej. To nie ma znaczenia. Są wyjątkowe, bo należą do ciebie. Chodź tu do mnie – powiedział, rozpościerając swoje ramiona, którymi oplótł moje ramiona. – Nie czytaj tego dobrze? Obiecaj, że już nie będziesz.

Kiwnąłem głową zgadzając się na jego warunki.



Każdy kolejny dzień był gorszy od poprzedniego. Codziennie przybywało mi krytyki, którzy nie tylko na twitterze wyrażali swoje opinie. Spotykałem się z wrogimi spojrzeniami ze strony fanów nawet na spotkaniach z nimi. To wszystko wprowadzało mnie w stany depresyjne. Dlaczego nikt nie kochał mnie? Nie mówiłem nic nikomu, bo wiedziałem, że zrobiliby z tego, co najmniej wielką inkwizycję.

- Wszystko w porządku? – Zapytał Liam przed koncertem, a ja kiwnąłem głową.

Jako jedyny zauważył, że jest coś nie tak. Mimo wszystko przytuliłem się do niego. Louis od ostatniej rozmowy praktycznie udawał, że mnie nie zna. Przykre, ale prawdziwe. Mijaliśmy się w drzwiach hotelowych i na tym się kończyło. Ani ja nie chciałem wpychać się na siłę do jego pokoju, a jemu też widocznie nie spieszyło się do mojego.

Koncert był jak każdy inny. Już dawno straciłem nad nimi rachubę. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie Larry. Jebany Larry Stylinson. Już same te dwa wyrazy przyprawiały mnie o gęsią skórkę i wymioty. Nie wiem, co fani w nich widzieli. Trafiał mnie szlag, gdy widziałem sposób, w jaki na siebie patrzą. Było to pod koniec koncertu, kiedy Harry pocałował Louisa. KTÓRY POWINIEN BYĆ CAŁOWANY PRZEZE MNIE. POWINIEN BYĆ MÓJ. Dlaczego Lou chichotał jak jebana nastolatka? Wtedy dotarła do mnie prawda. On nigdy nie będzie mój. On… On już należy do Harry’ego. Jak mogłem być tak głupi i nie zauważyć, że są w sobie zakochani. Wypadłem ze sceny prosto do garderoby, odprowadzany przez pytające spojrzenie Zayna. Stanąłem przy lustrze spoglądając w swoje odbicie.

Jesteś niczym.

Ze złością rzuciłem szczotką w ścianę, która rozleciała się na dwie części. Poszedłem pod prysznic, starając się ochłonąć. Szybko przebrałem się i już miałem wychodzić, gdy drogę zagrodził mi Liam.

- Idziesz z nami do klubu?

- Nie.

- Bo?

- Nie najlepiej się czuje. Wybacz Li.

Minąłem go, praktycznie wybiegając z budynku.

Last night I think I drank too much,
Yeah, call it a temporary crutch,
With broken words I tried to say,
Honey don’t you be afraid,
Cause we got nothing we got us

Nogi same poniosły mnie do przypadkowego klubu. Potrzebowałem alkoholu. Dużej ilości alkoholu. Chciałem wymazać z umysłu obraz Harry’ego dotykającego mojego Lou. Usiadłem przy barze nie zwracając uwagi na dziewczyny posyłające mi powłóczyste spojrzenia. Niewiele pamiętam z tamtego czasu. Szła kolejka za kolejką. Kolejny alkohol spływał prosto do mojego gardła, zostawiając pieczenie i częściowe zapomnienie. Powoli zaczynałem tracić świadomość.

- Jefsze jefdną kolejfkę poprofę! – Krzyknąłem.

- Temu panu już podziękujemy – powiedział znajomy głos Lou.

Obróciłem się, zataczając się na krześle.

- Lou?

- Chodź Ni. Idziemy do pokoju?

- O mójf Bofe! Ale ja mufe byśś naebany! Ja cięęę fidzę! Ale ty mash śmiefną tfasz! – Mówiłem, uwieszając się na nim ramieniem.

- Wszystko okej? – Zapytał, szukając upewnienia w moich półświadomych oczach. Pokiwałem głową, wgapiając się w jego oczy.

- Nje! Jesftem i zaffsze będę sam!

- Masz mnie Niall słyszysz? Mamy siebie!

- Lufiss… Ja… ja cięę chypa… - powiedziałem, czując jak coś nieprzyjemnego przewraca mi się w żołądku.

- Tak Ni?

Otworzyłem usta chcąc coś powiedzieć, jednak zanim zdążyłem to zrobić zwymiotowałem na nowe buty Louisa. A potem urwał mi się film.

I know that we’re not the same
But I’m so damn glad that we made it to this time,
this time now

Leżałem na kanapie leniwie wpatrując się w telewizor. Mieli kilka dni wolnego, bo wolnymi krokami zbliżała się Gwiazdka, którą One Direction planowali spędzić razem. Pierwotnym planem był powrót do domu, jednak oni już dawno byli jedna wielką, szalona rodzina. Westchnąłem przyglądając się kobiecie, która histeryzowała, bo jej mąż jeszcze nie wrócił. Położyłem głowę na poduszce. Byłem sam w domu i cieszyłem się tym niezmiernie. Spałem, gdy wszyscy wyszli. Cieszyłem się, bo chociaż raz nie musiałem udawać, że wszystko jest w porządku, że dogadujemy się z Lou, bo ostatnio nasza przyjaźń coraz częściej stawała pod znakiem zapytania.

Sam już nie wiedziałem, kim jestem. Czy to normalne, że za…zako… zakochałem się w swoim przyjacielu? To nie powinno mieć miejsca. Te uczucie jest zakazane, nieprawidłowe.

Teraz sam nie wiedziałem, co czuł Lou.

Widziałem jak szatyn rzucał mi ukradkowe spojrzenia, jednak nigdy nie zwracałem na nie szczególnej uwagi czy też na delikatne muskanie mojej dłoni. Czy to było przypadkowe?

- Nawet stąd cię słychać – rzuciłem przykrywając głowę poduszką.

- Czy mój maluszek chce się przytulić? – Zapytał szatyn siadając na brzegu kanapy.

- Idź przytulaj Harrego – odburknąłem, podnosząc się.

Skierowałem się do kuchni. Otworzyłem drzwi lodówki, wpatrując się w środek. Sam nie wiedziałem, co chce zjeść, ale czułem potrzebę skonsumowania czegoś.

- Od twojego wzroku ona się nie zapełni - rzucił Tomlinson. (via @Reniferowa_ )

- Nieśmieszne – odrzekłem z przekąsem.

Ruszyłem w kierunku drzwi, a drogę zastąpił mi szatyn. Jego błękitne oczy wpatrywały się we mnie, jakby próbowały zajrzeć w głąb mojej duszy. Moje serce nieznacznie drgnęło i przyspieszyło, a ja marzyłem tylko o tym by nie zarumienić się na widok przyjaciela. Odwróciłem wzrok wbijając go w punkt za Lou.

- Jaki masz problem Horan?

- Ty jesteś moim problemem - odburknąłem. - Och spójrzcie kurwa na mnie! Jestem jebany Louis Tomlinson! Chcę się przytulić, więc chodźcie wszyscy.

- O co ci kurwa chodzi?

- O nic! O nic, o nic. Naprawdę nie ma tu już nikogo, do kogo mógłbyś się przytulić? Bo mi się wydaje, że jestem tutaj dla wszystkich ostatecznością, do kurwy nędzy.

- Źle ci się wydaje Niall.

- Jasne, bo ty na pewno jesteś wyjątkiem od tej reguły - zironizowałem. - Bo to ja ciebie unikam i uciekam, kiedy znajdziesz się w moim pobliżu. Ja pierdole Louis, kogo ty oszukujesz?

- Chyba ci się przywidziało. Sam nie jesteś lepszy.

- To nie ja z naszej dwójki noszę okulary Tomlinson.

- Niall nie bądź chujem, okej? - Poprosił Louis, zarzucając dłoń na moje ramię. Natychmiast zrzuciłem ją, jakby mnie patrzyła i popchnąłem Boo. Bear spojrzał na mnie zdzwiony i odwzajemnił gest. Popchnął mnie z całej siły, tak, że poleciałem na szafkę. Uderzyłem się ręką o róg szafki. Syknąłem z bólu rozmasowując bolące miejsce.

- Jaki masz do cholery problem Horan? Przyszedłem wcześniej, żeby spędzić z tobą trochę czasu. Ja pierdole. Bądź kurwa dobry, to ci się odpłacą. Też ci to nie pasuje?

- Mam do w dupie, idź spędzaj czas z zajebistym Harrym.

- Pewnie kurwa, bo przynajmniej Haz nie jest takim chujem.

- Więc teraz to moja wina?

- Nikt do cholery tego nie powiedział. Nie zachowuj się jak ciota Horan. Czego ty w ogóle chcesz? Brakuje ci kurwa seksu, czy okres się zbliża?

- Gówno ci do tego.

- Serio? Bądź tak zajebiście miły i oświeć mnie, o co chodzi ci tym razem?

- Idź gwałć Harry’ego, bo on rozumie cię bez słów.

- A co zazdrosny?

- Wiesz co Tomlinson? W dupie mam takich przyjaciół jak ty.

- Tu cię kurwa boli. Jesteś po prostu zazdrosny.

- Hahahaha NIE. Na pewno nie o ciebie. Żart roku, chcesz mnie kurwa zabić? Nie obchodzisz mnie, jesteś zwykłym chujem.

- I vice versa Horan. Wiesz, co? Teraz tak myślę, może fani mają rację? Jesteś nic, kurwa nieznaczącym, irlandzkim chujem. Wściekasz się Bóg wie, o co i mnie prowokujesz. Idź zastanów się, czego kurwa chcesz, albo poczytaj, co fani mają do powiedzenia na twój temat, bo chyba ostatnio to twoje ulubione zajęcie.

Spojrzałem na niego z niedowierzaniem. Przesłyszałem się? W moich oczach pojawiły się łzy. Tomlinson trafił w czuły punkt i doskonale o tym wiedział.

- Niall, ja…

- Daruj sobie Tomlinson - powiedział ktoś z boku.

Podniosłem, a moje oczy napotkały Zayna. Wtuliłem się w mulata, zaciągając się jego zapachem, który go uspokajał. Gorzkie łzy rozpaczy spływały po mojej twarzy.

- Nialler.

- Przesadziłeś Tomlinson - odparł Zayn kręcąc głową. - Jesteś zwykłym dupkiem. Chodź Niall, spokojnie ćśśśś.

Wyrwałem się z ramion Zayna. Pobiegłem do swojego pokoju. Wziąłem jedynie gitarę i zarzuciłem na siebie bluzę, która leżała na krześle. Wybiegłem z domu. Dopiero w pobliskim parku wziąłem głęboki oddech i opanowałem drżący oddech. Skarciłem się w myślach za bycie jak baba.

Nogi poniosły mnie na przystanek autobusowy. Wsiadłem do pierwszego lepszego autobusu, który przyjechał. Wyglądałem za okno, przypatrując się miastu, które rozciągało się za szybą. W pojeździe rozbrzmiał mój dzwonek, więc wyciągnąłem telefon z kieszeni. Obróciłem go wokół własnej osi, a ten momentalnie przestał grać. Dzwoni Louis. W sumie mogłem się tego spodziewać. On był zarazem ostatnią osobą, z którą chciałem rozmawiać, jednak był też pierwszy, którego chciałem usłyszeć. Wyciszyłem telefon, wcześniej wysyłając krótkiego sms, po czym schowałem go do kieszeni.

Wiedziałem, że przyszedł czas.

Wysiadłem, zarzucając gitarę na plecy. Stanąłem na rogu dzielnicy, rozglądając się wokoło. Tłumy ludzi przelewały się przez to miasto i dzięki temu miałem nadzieję na to, że będę anonimowy.

- Chciałeś się ze mną widzieć? – Zapytał, a ja kiwnąłem głową.

Włożyłem okulary na nos, nie zaszczycając go spojrzeniem.

- Ni….

Uciszyłem go ręką. Nie chciałem słuchać tych całych gówno wartych przeprosin

Dzielnica Chinatown w NY.

- Co tu robimy? – Zapytał cicho, przy moim uchu, a ja wzruszyłem ramionami.

Po prostu odszedłem dalej w kierunku, w którym ciągnęły mnie nogi. Szedłem, przyglądając się pamiątkom czy też targom rybnym, które wręcz wypełniały tą ulicę.

Nawet nie wiem, kiedy znaleźliśmy się na Bowery. Miejsce zachwycało ilością hoteli, które tu stały.

Następnym i ostatnim przystankiem był po prostu brzeg rzeki Hudson i Atlantyku. Usiadłem, zdejmując gitarę z pleców. Wiedziałem, że usiadł obok mnie. Nie zastanawiając się, wyciągnąłem ja z pokrowca, a moje palce przejechały delikatnie po strunach.

I’ve been trying to do it right
I’ve been living a lonely life
I’ve been sleeping here instead
I’ve been sleeping in my bed,
sleeping in my bed

So show me family
Or the blood that I would bleed
I don’t know where I belong
I don’t know where I went wrong
But I can write a song

I belong with you, you belong with me
You’re my sweetheart
I belong with you, you belong with me
You’re my sweet

I don’t think you’re right for him
Think of what it might have been if we
Took the bus to chinatown
I’d be standin on Canal
And Bowery
And you’d be standin next to me


I belong with you, you belong with me
You’re my sweetheart
I belong with you, you belong with me
You’re my sweetheart

The love we need is now
Let’s hope for the some
Cause oh, we’re bleedin now

I belong with you, you belong with me
You’re my sweetheart
I belong with you, you belong with me
You’re my sweet

- Niall? Co ty…

Odwróciłem się w jego stronę, lustrując go wzrokiem. Jego brązowe włosy opadały mu na czoło, częściowo zakrywając jego błękitne oczy. Jego różowe usta były lekko otwarte, a wzrok utkwiony we mnie. Nie czekając ani chwili, chwyciłem jego twarz w swoje dłonie, przyciągając do siebie, po czym zamknąłem jego usta w pocałunku tak delikatnym jak skrzydła motyla.

You got something I need,
Yeah, in this world full of people there’s one killing me

Uciekłem od niego. Uciekłem od rzeki, na której praktycznie powiedziałem Louisowi, że go kocham. Jak burza wpadłem do domu i wrzuciłem do plecaka najpotrzebniejsze rzeczy i już chwilę potem siedziałem w taksówce. Zmierzając tym żółtym pojazdem, wyłączyłem telefon. Zostawiając to miasto czułem się tak, jakbym tracił część siebie.

Byłem wdzięczny okularom, czapce i bluzie, dzięki którym nikt mnie nie rozpoznał. Uciekanie to było moje nowe hobby i może, dlatego znajdowałem się w przestworzach uciekając od osoby, którą kocham. Wracałem do Irlandii myśląc o tym, jak będzie wyglądało moje życie po powrocie na scenę. Byłem pewny, że nie chciałem się tego dowiadywać.

Mama powitała mnie z rozłożonymi ramionami, nie pytając mnie o nic, gdy wpadłem w jej ramiona. Łzy zalśniły w kącikach moich oczu, szukając ujścia.

- Cieszę się, że tu jesteś Niall – powiedziała, całując mnie w policzek, a moje serce wręcz krajało się na jej widok.

Tak cholernie za nią tęskniłem.

Spędziłem czas z rodziną i dzięki temu, chociaż na chwilę wyrwałem się od myśli o Louisie, które wróciły wręcz ze zdwojoną siłą w nocy, kiedy przekręcałem się z boku na bok, myśląc o tym, co ten drobny szatyn może czuć. Zasnąłem, a moje serce płakało z tęsknoty za tym niebieskookim chłopakiem.

Kolejne dni nie przynosiły ukojenia, a moje myśli cały czas zaprzątał Louis. Każdą najdrobniejszą rzecz kojarzyłem właśnie z nim. Nawet w sklepie przechodząc koło stoiska z warzywami przypomniałem sobie jak Lou z Zaynem grali w prawdziwe Fruit Ninja. I wtedy spotkałem Amy.

Amy była moją przyjaciółką od zarania dziejów. Nasze wspólne przygody zaczęły się w piaskownicy i nie wyglądało na to, żeby miało się zakończyć. Spotkałem się z nią kilka razy, jednak może to chore, ale zamiast twarzy dziewczyny rumieniącej się na coś, co powiedziałem, wyobrażałem sobie, że to może być Louis.

Starałem się z całej siły poczuć coś do tej dziewczyny, jednak towarzyszyła mi siostrzana miłość. Świat jest taki niesprawiedliwy. Dlaczego, gdy mam idealną osobę dla siebie, nie mogę ot tak po prostu się w niej zakochać? Serce podpowiadało, że ona nie jest mi pisana, a rozum po prostu śmiał się z tego głupiego narządu.

Wtedy też zapominając o tym, jak w Irlandii potrafi być zimno w grudni, przeziębiłem się, co przekształciło się w grypę, której tak bardzo nienawidziłem. Dlatego podczas któregoś wieczoru postanowiłem zrobić twitcama, bo tak czy siak nie mogłem wyjść do baru na piwo.

Stukałem cicho w laptop, czekając aż kamerka się załaduje.

Już na starcie na tc było minimum 20 tysięcy osób. Nie zdziwiłem się tym, aż tak bardzo. Dostawałem naprawdę miłe tweety, a większość z nich wyrażała radość, że żyje i lekkie zmartwienie moim głosem.

- @eatpuddingg Ile masz wzrostu?

- Tyle ile zapragniesz, love – odpowiedziałem śmiejąc się.

- Jaki jest twój ulubiony smak budyniu?

- Zadajesz dziwne pytanie, wiedząc, że uwielbiam jeść, więc odpowiem, że wszystkie.

- Co z Nouisem? Dlaczego nie ma już Nouisa? Moje serce płacze z tego powodu – prześledziłem wzrokiem to pytanie.

Wypuściłem głośno powietrze z płuc.

- Nouis to stek bzdur. Nie ma nic pomiędzy mną, a Louisem. Jesteśmy przyjaciółmi i nie łączą nas inne więzi.

Powiedziałem to z bólem serca, ale to była prawda, prawda?

Wyciągnąłem gitarę, śpiewając kilka naszych piosenek i coverów, chcąc uniknąć podobnych pytań. Po dwóch godzinach z fanami czułem się padnięty, a temperatura dawała już o sobie znać. Zasnąłem, śniąc o krainie pełnej Nando’s.

If we only die once, I wanna die with
If we only live once, I wanna live with you

Dzień przed Świętami Bożego Narodzenia nie zapowiadał się wspaniale, nie tak jak sobie to wyobrażałem. Budziłem się w nocy zlany potem, przez nieustępującą gorączkę. Około szóstej rano wstałem nie mogąc znieść tego uczucia, że moje ciało płonie. Wziąłem szybki prysznic, który lekko zbił mi temperaturę. Wziąłem przy okazji chusteczkę, wydmuchując nos. Nienawidziłem być chory. Zszedłem na dół. Zrobiłem sobie kanapkę, po czym wróciłem do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku, odpalając komputer. Sprawdziłem twittera, a coś podkusiło mnie, żeby wejść na konto Louisa. Oparłem się o framugę łóżka, wkładając za plecy poduszkę. Odkaszlnąłem ciężko, ledwo łapiąc oddech.

Louis Tomlinson: ’Cause love comes slow and it goes so fast.

Louis Tomlinson: Maybe one day I’ll understand why everything I touch surely dies.

Nacisnąłem ‘n’ na klawiaturze. Otarłem łzawiące oczy.

„@Louis_Tomlinson Happy Birthday mate.”

Nie mogłem zdobyć się na nic innego.

Odłożyłem komputer i zakopałem się ponownie w kołdrę. Zasnąłem, odczuwając chwilową ulgę, dlatego, że podczas snu nic nie czułem.

Jakiś czas później obudziło mnie pukanie od drzwi.

- Mamo – jęknąłem, przewracając się na drugi bok, wracając do snu.

Drzwi otworzyły się powoli, a na podłodze słychać było ciche kroki. Łóżko ugięło się pod czyimś ciężarem, a ja przykryłem się szczelniej kołdrą, karcąc siebie za wyobrażenia.

Poczułem jak czyjaś delikatna dłoń odsuwa moje spocone blond kosmyki z czoła. Zadrżałem pod wpływem tego dotyku. Ta sama osoba przejechała opuszkiem palca po moim rozpalonym policzku. Czyjeś usta dotknęły moje, całując mnie delikatnie, jakbym był najcenniejszym skarbem. Motylki w moim brzuchu łaskotały mnie swoimi skrzydłami. Otworzyłem usta, pozwalając na to, aby jego język całkowicie zdominował moje usta. Jęknąłem, gdy przygryzł moją wargę. Oderwaliśmy się od siebie, gdy zabrakło nam tlenu. Oddychałem szybko, otwierając oczy i napotykając jego niebieskie oczy, wręcz świecące z pożądania.

- Jeśli umieramy tylko raz, chcę umrzeć z… Jeśli żyjemy tylko raz, chcę żyć z tobą – wyszeptał, pochylając się, by złożyć na moich ustach kolejny pocałunek.

XXX

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz