czwartek, 2 stycznia 2014

epilog

*Oczami Lou*

Zamrugałem kilka razy oczami czując zimny powiew wiatru na mojej skórze. Ciarki przeszły po całym moim ciele, a ja zorientowałem się, że leżę na kanapie w salonie Liama. Podniosłem się lekko na przedramionach, ale zawroty głowy nie pozwoliły mi się ruszyć z miejsca. Żołądek zacisnął się momentalnie i w ostatniej chwili czyjaś silna dłoń pociągnęła mnie w górę i skierowała nad dużą miskę. Wymiotowałem kilka razy, czując palący płyn przedostający się przez mój przełyk.

-Mam nadzieje, że to już ostatni raz stary- Liam poklepał mnie po plecach i odszedł w nieznanym kierunku. Usłyszałem szum wody, więc domyśliłem się, że poszedł do łazienki. Ostatkiem sił przekręciłem się na plecy i wpatrywałem cię w sufit. Nie byłem do końca pewien co się stało. Pamiętam, że Harry wyszedł z sali chóru, Zayn próbował mnie pocieszać, a Niall zaproponował wyjście do baru. Chyba byliśmy w Roger Corner, a ja wlałem w siebie o wiele za dużo alkoholu, za dużo jak na moje nikłe możliwości. Dalej mieszają mi się tylko obrazy krzyczącego Nialla, głośnej muzyki, płytek w łazience i silnego ramienia podpierającego moje. Zbyt mało, żebym mógł odtworzyć wczorajszy wypad. Kolejny raz spróbowałem się podnieść na łokciach do pozycji siedzącej i tym razem nie było już tak źle. Spojrzałem na koszulkę i spodnie, które z pewnością nie należały do mnie. Kanapa, na której siedziałem była w odcieniach ciemnej, gorzkiej czekolady. Obok stał szklany stolik z dużą rysą biegnącą przez całą jego długość. Pokój był w kolorze kawy z mlekiem, a wszystkie meble były dobrane w kolorach brązów i beży. Przetarłem zaspane oczy i obróciłem się słysząc kroki za sobą.

-Masz szczęście, że moi rodzice wyjechali do babci i wrócą dopiero wieczorem, inaczej nie wiem jak wróciłbyś we wczorajszym stanie do domu- Liam stanął z założonymi rękami nade mną.
-Liam, bardzo przepraszam- wskazałem ręką na pękniętą powierzchnie- Czy to moja wina? –pokręcił potwierdzająco głową- Przepraszam, naprawdę przepraszam. Zwrócę Ci pieniądze za wszystko, ale proszę powiedz mi co się do cholery działo?
-Właściwie…-potarł ręką kark-…będę z tobą szczery. Wypiłeś z 7 szkockich, kilka kieliszków czystej i Zayn w ostatniej chwil zdążył nas zawiadomić, że zniknąłeś. Szukaliśmy cię dobre pół godziny zanim Niall zawołał nas do toalety. Musiałeś tam trochę leżeć, a wokół ciebie wszędzie były wymiociny…naprawdę nie wyglądałeś dobrze, ale miałeś siłę się wyrywać i mimo wszystko chciałeś wrócić do domu, dlatego za co z góry przepraszam, masz ten siniak na lewym policzku- dopiero poczułem jak moja twarz pulsowała w tym miejscu – musiałem cię uspokoić, wiec po prostu wymierzyłem ci cios i nieprzytomnego zawiozłem do siebie. W drodze do kanapy trochę za bardzo poluzowałem uścisk i spadłeś na ten stolik. Potem trzymałem ci głowę i wymieniałem miski na puste, bo wymiotowałeś dobre pół nocy…
-Przeprasza, cholera jestem takim idiotą…-schowałem twarz w dłonie z poczucia wstydu i winy. Pewnie narobiłem im wszystkim problemów-Będę się zbierać Liam, nie chcę ci robić więcej problemów-wstałem, ale zostałem zatrzymany przez silną dłoń szatyna.
-Zostań…moi rodzice wracają wieczorem, a obaj i tak przegapiliśmy pierwsze lekcje. Nie chcę żebyś zrobił coś głupiego-jego głos załamała się z ostatnim słowem.
-Nie zrobię. To była decyzja Harry’ego i chyba będę musiał nauczyć się z tym żyć.
-Przykro mi Louis, naprawdę myślałem, że wam wyjdzie. Byliście…- jego wypowiedź został przerwana dźwiękiem przychodzącej wiadomości mojego telefonu.
-Wybacz, ale to pewnie moja mama się martwi i…-moje oczy wytrzeszczyły się i zdobyłem się jedynie na ciche-…to Harry.

Od: Hazza

18.00 u mnie. Proszę.

Upadłem ponownie na miękkie oparcie kanapy, podając Li telefon. Przez chwilę nie myślałem kompletnie o niczym. Dosłownie moją głowe wypełniała pustka, jakby wszystkie myśli próbowały się dostać do wnętrza mojej głowy, ale zatrzymywały je drzwi, której jednak otworzyły się na oścież po pierwszych dźwiękach głosu szatyna.

-Pójdziesz do niego?

Pójdę, nie pójdę, po co, czemu napisał, może się pomylił, chce porozmawiać? Ale o czym? Skoro chce porozmawiać to czemu wtedy wyszedł? Milion myśli przebijały się jedna przez drugą jakby walczyły, która z nich była ważniejsza.

-Nie wiem Li, naprawdę nie wiem czy chce usłyszeć od niego wprost, że wszystko co było miedzy nami dla niego okazało się pomyłką…-zacisnąłem pięści i spojrzałem nieśmiało w jego brązowe tęczówki. Uśmiechną się ciepło i rozkładając szeroko ramiona zmusił mnie do uścisku.
-Daj mu szansę, może musiał to sobie wszystko poukładać- szepnął mi do ucha, po czym odsunął się i ruszył w kierunku kuchni.

-x-

Stałem przed drzwiami nerwowo stukając stopami o chodnik. Pamiętam jak pierwszy raz przyszedłem tutaj z mamą. Wiedziałem, że zaraz go zobaczę, a moje serce podchodziło mi do gardła i tym razem nie było inaczej. Zawsze tak na mnie działał, stresowałem się, pociły mi się ręce i plątałem się w zdaniach. Zapukałem dwa razy i czekałem na reakcję w głowie przygotowując sobie idealną mowę, ale wszystko co chciałem powiedzieć ulotniło się, gdy drzwi się otworzyły, a w nich staną Harry. Z uśmiechem na ustach, popatrzył na mnie swoimi przenikliwymi, szmaragdowymi oczami i nie dając mi dojść do słowa powiedział

-Poczekaj tu 10sekund i wejdź do salonu- zrobił kilka kroków tyłem i zniknął za ścianą.

Serce biło mi jak szalone, gdy po policzeniu w myślach do dziesięciu ruszyłem śladami Harry’ego i usłyszałem ciche brzdękanie gitary. Na kremowym fotelu siedział loczek z gitarą na kolanach i wpatrywał się prosto w moje oczy. W pokoju panował półmrok rozświetlany jedynie przez świeczki porozstawiane w każdym kącie i kominek, który przyjemnie dla ucha trzeszczał tworząc ten niezwykły nastrój.

(x)

You don’t understand, you don’t understand
What you do to me when you hold his hand
We were meant to be, but a twist of fate
Made it so we had to walk away

Pokój wypełnił ochrypnięty głos Harry’ego nadal wpatrzonego we mnie.

Cause we’re on fire, we’re on on fire
We’re on fire now
Yeah, we’re on fire, we’re on on fire
We’re on fire now

Czas się dla mnie zatrzymał. Stałem tam jak wryty, nie mając pojęcia, że po moich policzkach spływają łzy, ale nie smutku, tylko czystej radości i nie mogłem ich zatrzymać, gdy strużkami spadały na dywan w salonie Hazzy.

I don’t care what people say when we’re together
You know I wanna be the one who hold you when you sleep
I just want it to be you and I forever
I know you wanna leave so come on
Baby be with me so happily
It’s 4 a.m. and I know that you’re with him
I wonder if he knows that I’ve touched your skin
And if he feels my traces in your hair
I’m sorry love, but I don’t really care
Cause we’re on fire, we’re on on fire
We’re on fire now
Yeah, we’re on fire, we’re on on fire
We’re on fire now
I don’t care what people say when we’re together
You know I wanna be the one who hold you when you sleep
I just want it to be you and I forever
I know you wanna leave so come on baby be with me so happily

Wstał z fotela i odłożył gitarę na bok. Podszedł kilka kroków bliżej i dośpiewał ostatni wers

So happily

Staliśmy oboje, patrząc na siebie. Wszystko wokół wydawało się być rozmyte, jakby nie miało prawa istnieć. Tylko ja i on, tak idealni dla siebie, a zarazem tak różni, dzięki czemu uzupełnialiśmy się w idealną całość. Napięcie miedzy nami mogłoby porazić, gdy ktoś próbował nam przeszkodzić w tamtej chwili, nasze serca dudniły w piersiach, a ciała przesyłały między sobą impulsy elektryczne. Byliśmy jak różne strony magnesu zdolne do przyciągania jedynie siebie nawzajem. Nie wiem kto wykonał pierwszy ruch, kto wpadł drugiemu w ramiona, ale czy to miało znaczenie? Stałem wtulony w zagłębienie szyi Harry’ego w czasie, gdy jego ręce mocno obejmowały moją szyje i przyciągały do siebie jak najmocniej. Próbując mocniej wtulić się w jego miękka skórę, poczułem na swojej nieprzyjemne drapanie i lekko uniosłem głowę, żeby zobaczyć co mi przeszkadza. Granatowy, szorstki materiał okazał się być moim swetrem. Tym samym, który Harry zabrał mi pierwszej nocy, gdy się kochaliśmy. Tym samym, który miał pierwszego dnia w szkole, gdy go zobaczyłem. Tym samym, który miał na sobie, gdy Zayn zrobił mu zdjęcie i tym samym, z którym z opowieści Liama spał co noc. Odsunąłem się od niego, żeby popatrzeć na niego w całej okazałości. Zaśmiałem się przez łzy płynące po policzkach na co odpowiedział uśmiechem

-No mów, który Ci powiedział, że z nim śpię…-Harry próbował udawać załamanego, ale całkowicie nie przejąłem się jego naburmuszoną miną i zachłannie wpiłem się w jego usta, ciągle się uśmiechając.
-Kocham Cię głupku- szepnąłem mu do ucha.
-Też Cię kocham-pogładził moje włosy ręką i znów przylgnęliśmy do siebie w długim uścisku.

_6 lat później_

Często wspominam tamten wieczór. Wszystko było takie idealne, my byliśmy idealni i wydawało się, że nic nie może tego zmienić. Popatrzyłem na Harry’ego, który siedział obok przypięty pasem na siedzeniu dla pasażera. Jego głowa opierała się o szybę, a oczy były zamknięte już od dłuższego czasu. Śpiąc wyglądał tak niewinnie. Drobne loczki, które przez lata zdążyły już urosnąć okalały mu szczupłą twarz, usta miał zaciśnięte w cienką linie, a ręce założone na siebie i przyciśnięte do klatki. Był przy mnie tak blisko, ale jednak nie był mój…

_W ciągu kilku ostatnich lat_

Chociaż Harry bardzo się starał nigdy naprawdę nie ujawnił swojej orientacji. Wolał spędzać ze mną czas w jego lub moim domu zamiast wyjść na spacer. Często chodziliśmy do kina, ale wiedziałem że Loczek nie jest wielkim fanem filmów, a po prostu ciemności, które oferowała kinowa sala sprawiały, że nasze pieszczoty nie były tak bardzo widoczne. Nigdy mu nie powiedziałem jak bardzo mnie tym ranił, ale uczucie samotności i stres narastały we mnie z dnia na dzień i wtedy znów stało się to…poczułem, że gdy wszystko z siebie wyrzucą będzie mi lepiej, będę lekki, że moje dusza będzie oczyszczona, a cały ból zniknie. Zamknąłem drzwi łazienki, uklęknąłem na zimnych płytkach, a palce drażniły moje podniebienie i przełyk. Może to złe porównanie, ale to jak z jazdą na rowerze- nigdy się nie zapomina. Było jak dawniej i czułem się w pewnym sensie jak nastolatek. Plątałem się w myślach, bo bulimia była moim problemem przez tyle lat, a jednocześnie pamiętałem te czasy jako najlepszy okres mojego życia. Pomogło. Wszystko uszło ze mnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, więc zacząłem wracać do tego częściej…im bardziej byłem ignorowany przez Harry’ego tym więcej zamykałem się w łazience i wyrzucałem z siebie, dosłownie wyrzucałem z siebie wszystko. Niestety tak jak się spodziewałem mama szybko się zorientowała, zbyt szybko. Nie miałem szansy się z nikim pożegnać. Jednego dnia zasypiałem na łóżku w moim pokoju, a następnego na metalowym łóżku z twardym materacem w klinice leczenia zaburzeń odżywiania Williama Corleone. Nie protestowałem, gdy podawali mi posiłki o wyznaczonych godzinach, sprawdzali codziennie moją wagę i przeszukiwali szafki w razie gdybym ukrywał tam jedzenie. Posłusznie połykałem wszystkie leki i nie stawiałem oporu, gdy każde wyjście do łazienki odbywał z pielęgniarką. Nawet z nimi żartowałem, próbując uciekać myślami od Harry’ego. Wiedziałem, że nie mogę się widywać z nikim, nawet z rodziną, ale ciągle zastanawiałem się co robi, czy tęskni, czy próbuje się ze mną skontaktować. Oczywiście zabrali mi również telefon, który miałem odzyskać po miesiącu, co jedynie trzymało mnie przy zdrowych zmysłach. W moim pokoju znajdowały się dwa łóżka, ale drugie pozostawało puste przez półtora tygodnia od mojego przyjazdu. W czwartkowy ranek obudził mnie stukot kółek od walizki. Przetarłem oczy i zobaczyłem młodą, wysoką i bardzo, bardzo szczupłą brunetkę, której gęste loki opadały na ramiona. Obróciła się powoli i spojrzała na mnie przenikliwymi, karmelowymi tęczówkami, ale nie powiedziała ani słowa. Wróciła do rozpakowywania swojego bagażu na półkach białej szafy, stojącej po jej stronie pomieszczenia. Byłem zbyt zmieszany, żeby próbować nawiązać z nią rozmowę i trwaliśmy w tej ciszy przez najbliższe dwie godziny, zanim przez drzwi pewnym krokiem wszedł doktor Palker, którego szczerze uwielbiałem za osobowość. Był zabawny, a zarazem opiekuńczy i pomocny. Prawdziwy lekarz z powołania, a nie jak większość dla pieniędzy. Przyjaznym wzrokiem spojrzał na mnie zakopanego po szyje w pościeli, a następnie na dziewczynę siedzącą obok i czytającą w skupieniu książkę.

Jak się czujesz? –powiedział do niej szybko jakby nie oczekiwał odpowiedzi- Mam nadzieje, że dobrze i że niedługo zaaklimatyzujesz się tutaj- przeciągnął blisko oczu kartę z oparcia jej łóżka, notując coś długopisem.

-A ty Louis- tym razem bazgrał coś po mojej karcie- Mam nadzieje, że serdecznie przyjmiesz nową koleżankę. W pokojach dla dziewcząt jest już komplet i nie mieliśmy innego wyjścia niż przydzielić jej do twojego pokój, chyba nie masz nic przeciwko?-podniósł wzrok znad papierów.

-Um..nie, oczywiście że nie- uśmiechnąłem się lekko, bo nie byłem pewien czy wytrzymam z osobą, która najwidoczniej nie mówiła za dużo, a ja byłem jej kompletnym przeciwieństwem mogąc paplać o czymkolwiek.

-Nazywa się Eleanor i nie należy do rozmownych, co pewnie zdążyłeś już zauważyć, ale nie przejmuj się Louis. Każdy z nas ma tutaj problemy i mam nadzieje, że uda nam się je rozwiązać- puścił mi oczko i wyszedł zostawiając mnie z tajemniczą brunetką. Właściwie z El, bo pozwoliłem sobie zdrabniać jej imię w myślach. Wytrzymałem (naprawdę długo jak na mnie) do wieczora bez prób jakiejkolwiek rozmowy z dziewczyną, ale ledwo udało mi się utrzymywać swój język za zębami, zanim pod wpływem impulsu zerwałem się z łóżka, co zupełnie nie zwróciło uwagi El. Zdeterminowany podszedłem bliżej i wyciągnąłem rękę w jej stronę

-Louis-nie uzyskałem odpowiedzi, więc spróbowałem ponownie- Jestem Louis- ale to także nie przyniosło pożądanego skutku. Brunetka nadal siedziała pogrążona w lekturze jakiegoś podrzędnego melodramatu. Nie należałem do osób, które łatwo się poddają i mało myśląc wyrwałem jej z drobnych, bladych rąk książkę, na co spotkałem się z jej oburzonym, ale zarazem zaskoczonym wzrokiem.

-Co ty robisz idioto!?- wykrzyczała w moim kierunku i mówią szczerze, nie spodziewałem się tak mocnych słów z jej strony

-Tak mocne słowa do kogoś z kim masz spędzić kilka najbliższych tygodni?- uniosłem znacząco brew.

-Jesteś zbyt pewny siebie Louis- odpowiedziała, kładąc nacisk na moje imię i wykorzystując chwilę mojej nieuwagi, wyrwała mi swoją książkę z rąk- Jak również musisz popracować nad swoją zręcznością- z chytrym uśmieszkiem na ustach oparła się ponownie o dużą, białą poduszkę i przekręciła kilka kartek, wracając do poprzedniego zajęcia.

Odwróciłem się do niej plecami i powoli wracając do swojego ciepłego łóżka śpiewałem, mając pewność że usłyszy:

She’s got the best of everything
What could a guy like me ever really offer? (x)

Usłyszałem stłumiony chichot i opadłem na materac, a swoje ciało pozwoliłem okryć przyjemną w dotyku kołdrą. Zamknąłem powieki, gdy w pokoju rozbrzmiał jej aksamitny głos

-Lubię cię idioto-po samym sposobie w jakim to powiedziała, mogłem być pewien że się uśmiecha.

Następne 2 tygodnie spędziliśmy na poznawaniu się nawzajem i mimo pozorów El była najbardziej kochaną i ciepłą osobą jaką poznałem. Sposób w jaki opowiadała o świecie totalnie mnie zauroczył i sam nie mogłem uwierzyć jak to możliwe, że ta dziewczyna choruje na anoreksje od przeszło dwóch lat. Opowiadała o tym jak o najzwyklejszej, najbardziej oczywistej rzeczy w świecie i nie bała się nazywać swojej przypadłości chorobą. Chciała się leczyć, bo bała się że sama sobie nie poradzi i straci bliskich, którzy tak bardzo ją kochali. Nie pozostałem jej dłużny i opowiedziałem jej swoją historię ze wszystkimi szczegółami. Była po Harrym drugą osobą, której podałem prawdziwy powód mojej bulimii. Brunetka płakała przez całą moją opowieść, zaciskając dłoń na mojej, gdy w oczach zebrały mi się piekące łzy. Byliśmy niebezpiecznie blisko i prawie mogłem poczuć zapach jej miętowej gumy do żucia. Napięcie miedzy nami stawało się nie do zniesienia, gdy próg pokoju przekroczył dr Palker z moim telefonem w ręku. Momentalnie odskoczyłem od dziewczyny, wybiegając na korytarz z komórką w dłoni, którą od razu włączyłem. Zsunąłem się na ziemię, oparty plecami o ścian, a na wyświetlaczu pokazało się 47nieodebranych połączeń i 31wiadomości. Zniecierpliwiony przesuwałem palcem po ekranie czekając jedynie na jedną nazwę „Hazza”, ale nie doczekałem się. Trzy razy sprawdziłem spis połączeń i przejrzałem zawartość skrzynki odbiorczej. Wszędzie powtarzało się mama, Niall, Zayn, Liam a nawet Stan, ale imię loczka nie pojawiło się nigdzie. Zrezygnowany podciągnąłem kolana do siebie i schowałem twarz między nimi. To niemożliwe, żeby Harry, mój Harry nie próbował się ze mną skontaktować przez okrągły miesiąc, podczas gdy ja każdą wolą chwilę poświęcałem na myślenie o tych zielonych tęczówkach, miękkich lokach, w które tak uwielbiałem wczepiać ręce, zapachu jego jabłkowego żelu…ale najwyraźniej przeliczyłem się. To przeważyło szalę i wróciłem szybkim krokiem do pokoju, w którym zastałem Eleanor na podłodze tak jak ją zostawiłem około 10minut wcześniej. Cisnąłem telefonem na nocną szafkę, a sam przysunąłem się do brunetki złączając nasze usta razem. Wcześniej myślałem, że jestem stuprocentowym gejem, ale przy niej czułem się jakby wszystko było tak jak powinno. Dziewczyna początkowo nie odpowiedziała na moją pieszczotę, ale zachęcona przygryzaniem jej dolnej wargi, rozchyliła usta, a jej język powędrował do moich i nieśmiało pieścił podniebienie. Moje dłonie powędrowały pod jej cienki top i poczułem jej wystające żebra, przenosząc ręce na jej plecy i delikatnie kładąc ją na dywan. To była pierwsza noc, gdy się kochaliśmy. Pierwsza noc, gdy zdradziłem Harry’ego i pierwsza noc gdy uświadomiłem sobie najsmutniejszą rzecz jaką powiedział mi kiedyś Zayn.

_6 lat później_

Uświadomiłem sobie, że to nie Zayn i Liam byli parą, która pożądała siebie jak niczego bardziej w świecie, ale nie była w stanie stworzyć normalnego związku tylko ja i Harry. Ziam, bo tak pieszczotliwie nazywaliśmy Zayna i Liama byli sobie przeznaczeni już dawno temu, a los wystawiał ich tylko na próby, sprawdzając czy dadzą sobie radę przetrwać. Po skończonym liceum nie kontaktowali się ze sobą przez długi czas do momentu, aż zobaczyli się w ciasnym pokoju akademika, do którego zostali przydzieleni. Los chciał, że poszli na ten sam Uniwersytet i trafili do tego samego pokoju nr.2512. Los chciał, żeby padli sobie w ramiona i pozostali tak już na zawsze. Dokładnie 25 grudnia Liam zrobił najcudowniejszy prezent mulatowi, klękając na jedno kolano przed nim z trzymanym w dłoniach pierścionkiem. Uśmiecham się na samo wspomnienie dnia po moich 23 urodzinach, gdy ledwo mogłem zrozumieć co Zayn wykrzykuje mi do telefonu. Cieszyłem się ich sukcesem i tamtego dnia byłem szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy.

Harry przekręcił się mocniej do okna, a ja patrzyłem na ciemną drogę, oświecaną przez przydrożne latarnie. Po moim wyjściu ze szpitala Harry chciał mi wybaczyć, ale powiedziałem że to nie ma sensu, że nie mamy co ratować, pomimo, że oboje kochaliśmy się bardziej niż ktokolwiek na świecie. Jednak w Eleanor odnalazłem cząstkę tego uczucia, którym darzyłem Harry’ego. Zakochałem się w tej dziewczynie z wzajemnością. Hazza zrozumiał, że przebywanie blisko mnie było niebezpieczne dla mojego związku, bo miedzy nami pozostała ta sama chemia, którą czuliśmy do siebie już pierwszego wieczoru w Doncaster. El wiedziała o mojej przeszłości, ale ufała mi bezgranicznie i pozwalała widywać się z loczkiem, gdy tylko miałem ochotę. Pozostaliśmy w bliskim kontakcie, a dziś wiozłem go na lotnisko. Styles zawsze miał talent do śpiewania i pozostawało kwestią czasu zanim ktoś go zauważył. Wytwórnia BLN zaproponowała mu współpracę kilka miesięcy temu, ale minęło trochę czasu zanim się zdecydował. Podjechałem przed główne wejście Manchester Airport i pogładziłem policzek Harry’ego, żeby się obudził.

-Jesteśmy na miejscu- powiedziałem, gdy otworzył zaspane oczy.
-To się naprawdę dzieje- spojrzał na główne wejście, na którym podświetlał się kolorowy neon. Pchnąłem przeszklone drzwi, ciągnąc za sobą walizkę loczka. Szedł za mną niepewnym krokiem, jakby się wahał czy postępuje właściwe, czy tego właśnie chce.
-Skopiesz im tyłki Hazza- posłałem mu ciepły uśmiech, chcą rozwiać jego wszelkie wątpliwości.

Rzuciłem walizkę na taśmę, która przenosiła je do pomieszczenia, z którego zostaną zabrane na pokład samolotu. Loczek stał patrząc na bramkę, dzielącą go od wejścia w nowe życie.

-Niall odbierze cię z lotniska. Przytul go mocno ode mnie i powiedz, że cholernie tęsknie- wytrąciłem zielonookiego z rozmyślań.
-Powiem- podszedł do mnie bliżej- Za mną też będziesz tęsknił Lou?- moje oczy zaszkliły się.
-Zawsze- przyciągnąłem go do tęsknego, namiętnego pocałunku. Nasze języki nie walczyły o dominację, raczej rozkoszowały się sobą. Cały pocałunek był leniwy, długi i żaden z nas nie chciał go skończyć. Całowaliśmy się pierwszy raz od wielu, wielu lat i z pewnością ostatni. Było to jak obietnica, że nigdy nie zapomnimy o sobie i o naszym uczuciu.
-Kocham Cię Lou- szepnął tak cicho, że ledwie mogłem usłyszeć.
-Też Cię kocham Hazza- spojrzałem w jego piękne tęczówki, które pokrywała warstwa łez i całkowicie rozczuliły moje serce.
-Pozdrów Eleanor. Mam nadzieje, że da ci tyle szczęścia ile ja chciałbym ci dać- cmoknął mój policzek i ruszył do bramki. Nie odwrócił się już ani razu, aż ostatecznie zniknął z zasięgu mojego wzroku. Serce kołatało mi w piersi, a po policzku spłynęła pojedyncza, słona łza, gdy spojrzałem na tabliczkę wiszącą nad przejściem, którym przeszedł Harry.

Manchester – New York lot bezpośredni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz