czwartek, 2 stycznia 2014

g 492

Opis: Liam jest członkiem gangu i nie ma uczuć. Nie podejrzewa, że jeden zwykły autostopowicz potrafi wzbudzić w nim uczucia, których nigdy nie miał. Ale co się stanie, gdy Louis od tak zniknie? A gdy znika osoba, na której zależy Liamowi, dzieją się bardzo złe rzeczy.

Od autorki: To shot dedykowany w całości Gabi, która kazała mi go tu wstawić. Mam nadzieję, że wam też przypadnie do gustu :) x

XXX

[P!nk - How come you’re not here]

Są ludzie i są taborety. Ludzie dzielą się na tych dobrych, tych złych i tych, których nie uznaje społeczeństwo. Liam Payne należy do dwóch z trzech powyższych grup.

Liam Payne jest dość wysokim, umięśnionym chłopakiem. Ma cholerny sześciopak, którym się szczyci. Większość osób odprowadza go tęsknym wzrokiem, wpatrując się w jego ciało. Ma brązowe, wręcz czarne oczy i każdy dobrze wie, że lepiej w nie nie spoglądać, jeśli chce się dożyć wieczora. Chłopak ma tendencję do nagłego wyrastania przed ludźmi, gdy ktokolwiek z nich wspomina jego imię. Mówi się, że gdziekolwiek się pojawia niesie śmierć. Ponoć, gdy Liam spojrzy na jakąkolwiek osobę ona następnego dnia ginie w niewyjaśnionych okolicznościach.

Prawda o Liamie jest taka, że jest on niebezpiecznym człowiekiem. Nie ceni sobie ludzkiego życia, które znaczy dla niego tyle, ile nowy telefon w jego dłoni. Oczywiście ma ludzi, których kocha bardziej niż cokolwiek na świecie, ale nikt nie wie, kim oni są. To jest tak pilnie strzeżoną tajemnicą, której nikt poza Liamem nie zna. A jeśli ktoś interesuje się tym za bardzo Liam wyciąga swoją spluwę, którą nosi przy pasku i po prostu naciska spust, nie oglądając się za siebie.

Liam jest przywódcą miejskiego gangu. Można nawet powiedzieć, że rządzi Londynem, bo każdy boi się na niego spojrzeć. Chłopak czuje strach na kilometr i napawa się tym uczuciem, które jest dla niego droższe niż najdroższe perfumy. Payne nie czuje się w jakikolwiek sposób zagrożony, bo prawdę mówiąc po części współpracuje z policją, zabijając tych, których nie uda im się złapać. Ale prawda jest taka, że nawet oni się go boją. Czasami chłopak zastanawia się ile statystycznie osób zesra się w swoje spodnie, kiedy on niespodziewanie przed nimi wyrośnie.

Cała egzystencja Liama była i jest jedną wielką radością. Od najmłodszych lat fascynowało go zabijanie innych i gdy spróbował tego po raz pierwszy było to lepsze, niż pieprzenie.

Kolejnym faktem o Liamie jest to, że chłopak jest gejem. Każdy to wie, ale nikt o tym nie mówi.

I podczas jego dziewiętnastoletniego życia było idealnie do momentu, w którym zupełnie przez przypadek pojawił się Louis Tomlinson.

To było zupełnie przypadkowe tak jak wybór koszuli.

Liam jechał samochodem drogą krajową, bo niestety jego kochająca matka zmusiła go do przyjazdu do pierdolonego domu, który równie dobrze mógł uchodzić za psychiatryk. Nikt nigdy go tam nie chciał. Począwszy od ojca, który bił go, po matkę, która uwielbiała jego siostrę, a nie Liama. Liam był niechcianym dzieckiem i nie dawali mu o tym zapomnieć, przypominając mu to na każdym kroku. Może to był powód, dlaczego był taki, a nie inny. Liamowi to nie przeszkadzało. Jechał po prostu do miejsca, które było dla niego piekłem, chociaż teraz każdy bał się odezwać do niego wiedząc, do czego zdolne było ich dziecko. Albo to może był sposób bycia Liama. On sam tego nie wiedział, ale cieszył się, że w końcu znaczy coś w tej rodzinie.

I wtedy zobaczył chłopaka stojącego na poboczu. Szczerze mówiąc wyglądał strasznie. Rozdarte ciuchy, posiniaczona twarz, a wszystko, o czym umiał myśleć Liam to to, co za skurwysyn go tak urządził. I wtedy Payne po raz pierwszy poczuł, że jego serce nie jest z kamienia. Zatrzymał się, wpuszczając go do środka.

- Gdzie chcesz się dostać? – Zapytał, nie odrywając wzroku od drogi. Starał się, by jego głos zabrzmiał milej, niż zwykle miał to w zwyczaju.

- Gdzie…Gdziekolwiek, byle daleko stąd – odparł szatyn, a Liam czuł jego strach.

Może to był impuls, albo niechęć widzenia swojej rodziny, którą Liam najchętniej rozpiedoliłby w jednej sekundzie. Dlatego zawrócił z piskiem opon swoim najnowszym Audi R8. Jego ręce niebezpiecznie drgały na kierownicy, gdy jego wzrok odpływał w kierunku tego chłopaka, który kulił się na jego siedzeniu. Cisza, która zapadła między nimi, przyprawiała Liama o ból i to był pierwszy moment, w którym Payne poczuł jebane ludzkie, nędzne uczucia.

- Zawsze podwozisz nieznajomych, czy jestem wyjątkowy? – Ciszę przerwał ten nieznajomy, którego imienia Liam nie znał.

- Wyjątkowy to twoje drugie imię.

Liam uwielbiał flirt. Ale od tego jeszcze bardziej uwielbiał uśmiech tamtego chłopaka, który rozpromienił się, słysząc jego słowa.

Liam zaopiekował się nim. Zabrał go do domu i był przy nim, kiedy szatyn tego potrzebował. Przy nim Liam nie był gruboskórym Liamem postrachem całego Londynu, był po prostu Liamem. I tak Louis zamieszkał u Liama i został jego przyjacielem, pierwszym przyjacielem, jakiego miał Liam. Tomlinson powierzył mu każdy swój sekret, a Liama zalała wręcz wściekłość, gdy dowiedział się, co zaszło tamtej nocy, której go znalazł.

Dlatego Liam nie tracił ani chwili. Zostawił Louisa, nic mu nie tłumacząc. I tak stanął przed niejakim Harrym Stylesem, mierząc go spojrzeniem swoich czarnych oczu. Wiedział, że ten chłopak tego nie przeżyje. Liam zajebie go prostym skinieniem ręki. Nie było osoby, która mogła przestraszyć Liama, bo on nie znał tego uczucia. Zielone oczy świeciły w jego kierunku, a ten marny chłopczyna przypominał mu kota, który miał za chwilę rzucić się na niego. I tak oto Liam stał przed człowiekiem odpowiedzialnym za śmierć wielu kobiet i mężczyzn, których uprzednio zgwałcił. Stylesa poszukują latami, a Liam ot tak po prostu wdarł się do jego kryjówki. Dla Liama nie ma rzeczy niemożliwych.

Payne szczycił się każdą chwilą tego momentu.

- Zajebie cię jak tanią dziwkę Styles – powiedział, strzelając mu w nogę. Nie omieszkał pominąć również jego krocza. Patrzył jak zielone oczy gasną. Kochał te uczucie i ten widok, gdy życie uchodzi z człowieka.

Liam był zepsuty i doskonale o tym wiedział. Ale w tamtym momencie patrząc na te zwłoki był tego pewien. Zakochał się w Louisie i nie było rzeczy, której nie zrobiłby dla niego.

To nie było tak, że od razu oświeciło go, że kocha Louisa. Wypierał się tego, jak najdłużej mógł nienawidząc siebie za te beznadziejne ludzkie uczucia, ale to wciąż było w nim i nie chciało odejść.

A wszystko przez jedną osobę – Louisa Tomlinsona.

Liam siedzi na parapecie swojego okna odliczając minuty. To go uspokaja i pozwala wyrzucić z głowy wszystkie jego myśli, które go dręczą. Nie wie, jak dłużej potrafi udawać przed Louisem, że wszystko z nim w porządku.

Chłopak wyciąga broń i zaczyna opuszkiem palca studiować jej fakturę. To pozwala mu skoncentrować się na następnej sprawie, która czeka go już w nocy.

I tak mknie ulicami Londynu, nie mogąc się wręcz doczekać kolejnego widoku śmierci, mając nadzieję, że to odciągnie go od myślenia o Louisie.

Nawet nie wie, kiedy to się wszystko stało. Dzisiaj obrywa, ale jakoś nie przejmuje się tym, że z jego ręki płynie krew. Nie czuje bólu. Liczy się tylko kolejne pociągnięcie za spust, kolejne błagania o nędzne życie, na które nie zasługuje. Liam wcale nie twierdzi, że zasługuje na życie, bo od dziecka wpajano mu, że jest odwrotnie. Doskonale wie, że jest mordercą i odbiera ludzkie życia i nie przeszkadza mu to szczególnie. Louis wie, że Liam jest przywódcą gangu i nie wnika w jego zajęcia, ale akceptuje Liama takim, jakim jest i to może powód, dla którego Liam kocha go tak bardzo?

Payne wraca do domu i od razu czuje, że coś jest nie tak. Jest już dobrze po dwudziestej trzeciej, a dom wydaje się cichy jak jeszcze nigdy. Louis. Panika uderza Payne’a, który czuje jakby tracił grunt pod nogami. Gdzie do cholery jest Louis? Przecież o tej porze powinien już być w domu!

Panuje tu wręcz głucha cisza. Słychać jedynie stukot butów Liama i krótkofalówki ochroniarzy na zewnątrz. Jego dom to twierdza, której nikt nigdy nie zdobędzie. Wydaje miliony na ochronę tego miejsca i nie ma takiej opcji, żeby ktokolwiek dowiedział się, gdzie mieszka Payne.

Z jego ust wydobywa się ciche westchnienie. Gdzie jesteś Lou? Przeszukuje każdy zakamarek mieszkania, ale nigdzie nie znajduje tej pogodnej, brązowej czupryny, która przyprawia go o uśmiech na twarzy. Czy poszedłeś na długi spacer po krótkim moście? Niall powiedział mu, że ona kręciła się obok ciebie, ale nie sądził, że to coś poważnego. Może zaczeka tu na ciebie, aż przyjdziesz do niego ze złamanym sercem, a on będzie mógł zapierdolić tamtą dziwkę?

Chowasz się, gdzieś przed nim? Może schowałeś się pod łóżkiem albo w szafie? Powinien się martwić?

Oczywiście, że się kurwa martwi. Jak może cię tu nie być Lou? Wróć szybko albo po prostu umrę.

Z letargu wyrywa go telefon. Muzyka sączy się z tego urządzenia, a on nie ma cholernej ochoty na jakiekolwiek pieprzone rozmowy. Unosi brwi, gdy widzi zastrzeżony numer.

Dostał wiadomość. Ta dziwka ma go, ma jego kochanego Louisa. Pluje sobie w brodę za to, że dał mu niedostateczną ochronę. Mała Eleanor, biedna szmata pragnąca uwagi. Od zawsze chciała jego miejsca w gangu, ale nigdy nie miała i nie będzie miała na to szansy. Jest po prostu za słaba. W jej piersiach bije małe, kobiece serce i kurwa, Liam aż śmieje się w głos, widząc jej drobną posturę i rękę grożącą bronią w jego stronę, przy ostatnim ich spotkaniu. Mała szmata, znana z tego, że obciąga wszystkim naokoło. A że Liam nigdy nie był podatny na jej względy to inna broszka. Wyciąga z szuflady magazynek i załadowuje swojego Glocka 17. Tym razem nie będzie się z nią pieprzył. Mała kurwa pożałuje swoich decyzji. Jeśli jego Louisowi spadł włos z głowy, już postara się o to, żeby nikt z jej marnego gangu nie przeżył jutra. Liam zawsze był przygotowany na każdą możliwą opcje, ale nie na to. Bez zastanowienia wsiada do swojego Audi i wyjeżdża z garażu. Deszcz zacina w szyby, ale on się tym nie przejmuje. Zajebie tą dziwkę i jej zwolenników. Nie to, że Liam jest sam. Ma zaufanych ludzi, ale robotę lepiej robić samemu, bo wtedy jest pewność, że wykonuje się ją dobrze. Sprawi, że brunetka będzie błagała o jego litość, a on po prostu zaśmieje się w jej twarz, wpakowując jej kulkę między oczy.

Liam wpada do pomieszczenia nie oglądając się za siebie. Widzi zadowoloną brunetkę, która siedzi na jednym z krzeseł. Podła dziwka.

- Gdzie on jest do kurwy nędzy? – Liam nie owija w bawełnę. Jest facetem do chuja pana.

- O Liam, ty tutaj? Może usiądziesz, napijemy się herbaty, porozmawiamy…

- Nie będę prowadził z takim ścierwem rozmów. Powiedz mi do chuja gdzie on jest, a może będę łagodny.

- Jesteś drażliwy na punkcie swojego chłopaka, to dobrze – odpowiada siadając.

Żyła drga na szyi Liama, a on nie jest pewien ile będzie się w stanie jeszcze kontrolować. Ma ochotę torturować tę dziwkę i sprawić, żeby płakała.

- Widzisz, mój interes z dragami nie idzie za dobrze. Ludzie nie chcą nic kupować, a wiesz jak to na mnie wpływa. Więc tak sobie pomyślałam, że ty mi w tym pomożesz, czyż nie? Przecież nie chcesz, żeby stała mu się krzywda – kontynuuje.

- Przyprowadź tu Louisa. Słyszysz kurwa? A może wtedy porozmawiamy.

Dziewczyna robi leniwy gest dłonią. Do pomieszczenia wprowadzają ledwie żywego Louisa, który jest zbyt wycieńczony by stać. Popychają go w kierunku Liama, a szatyn upada pod jego nogami. Liam kuca, jednak wciąż jest uważny. Nie da się tak łatwo podejść, nie jest przecież pierwszym lepszym w tej robocie.

- Louis – szepcze cicho, szturchając ramię Louisa. – Louis kochanie…

- Liam? – Pyta się nieprzytomny głos, a na twarz wyższego chłopaka wpływa lekki uśmiech.

- Louis musisz mnie teraz posłuchać. Wstaniesz i wyjdziesz. W kieszeni masz kluczyki do mojego Audi – tłumaczy mu Payne, wsuwając mu kluczyki do kieszeni. – Pojedziesz prosto do domu słyszysz? Pojedziesz tam i się schowasz. Nie wychodź nigdzie. Obiecaj mi to Louis.

- Nie zostawię cię.

Jest bohaterem, oczywiście. To powoduje, że Payne przewraca oczami. Nie ma mowy, żeby jego mały Louis brał w tym udział. Nie ma mowy, żeby oglądał tą krwawą jatkę, którą tu urządzi.

- Louis nie bądź śmieszny. Na trzy. Dobrze? Poradzę sobie.

- Liam… Obiecaj mi, że wrócisz do mnie – prosi szatyn, spoglądając w brązowe oczy Liama.

- Obiecuje. TRZY!

Szatyn podrywa się, a zaskoczona Eleanor nie spodziewa się takiego obrotu spraw. Żaden z jej pionków nie rusza się, co staje się dla Liama oczywiste, że się go boją. Brunetka wyjmuje broń, a Liam jest o wiele spokojniejszy, gdy słyszy dźwięk samochodu.

- Payne, wychujałeś mnie – syczy, a pistolet niebezpiecznie drga w jej dłoni.

Liam nie może powstrzymać się przed śmiechem. Ona nawet nie umie trzymać prawidłowo broni. To dla niego istna komedia.

- On nie był tutaj potrzebny. To sprawa między nami. Więc Eleanor, każdy wie, że jesteś małą kurwą ssącą kutasy. Na mnie twój urok nie zadziałał, więc to logiczne, że się na mnie mścisz.

- Nawet za milion dolarów nie dobrałabym ci się do spodni Payne, przeceniasz się.

- Mała, biedna poszkodowana Eleanor. Zawsze byłaś na szarym końcu, a teraz robisz z siebie pierdoloną ofiarę. Takie osoby jak ty, nie powinny stąpać po tej ziemi.

Pistolet dziewczyny niebezpiecznie drga, a Liam jest pewny, że trafił w sedno.

- A pamiętasz tego? Tego… Stylesa. O właśnie. Był twoim kochasiem czyż nie? Nawet nie wiesz, jaką przyjemność sprawiło mi oglądanie jego śmierci. Jego małe zielone oczka tak po prostu zgasły. Wystarczył jeden strzał, a on nawet o tobie nie wspominał. Byłaś i zawsze będziesz niczym Calder. Jesteś zwykłą dziwką, a ja brzydzę się tobą – rzuca, plując dziewczynie w twarz.

Wszystko dzieje się tak szybko. Pistolet dziewczyny wystrzela trafiając Liama w obojczyk. Chłopak nawet nie czuje bólu.

- I co Payne? Komu jest teraz do śmiechu? Wiedz, że po twojej śmierci odnajdę tego małego chuja. Był twoją dziwką, co Payne? Powiedz mi dobry jest w te klocki? Już rozkoszuję się samą myślą, że zerżnę tego chłopaka.

Liam nie wytrzymuje. Nikt, a szczególnie ta mała kurwa, nie będzie obrażać Louisa.

W mgnieniu oka wyciąga pistolet. Wystarczy jeden strzał prosto w serce, a dziewczyna upada nieprzytomna na ziemię. Z gardła Liama wydobywa się gardłowy śmiech, kiedy życie upływa z dziewczyny. Wydaje się, że w pomieszczeniu wszystko zamiera. Jedynie w oddali słychać ciche „nie”. Liam odwraca się do pionków Calder.

- Może powinienem zabić ciebie? – Pyta wymachując bronią w kierunku pierwszego lepszego faceta, po czym przenosi ją na innego. – A może ciebie? Niech ktoś się kurwa ruszy. Niech usłyszę, chociaż jeden jebany krok, rozpierdolę was tak jak ją. Słyszycie? SŁYSZYCIE TO KURWA?

Wszyscy zebrani tutaj potakują, ale Liam wie, że śmierć jest blisko. Odwraca się i wychodzi. Wcześniej jednak strzela w kierunku kilku beczek z ropą, którą nielegalnie przechwyciła ta dziwka. Odpala jedną zapałkę i rozkoszuje się wybuchem. Krzyki rozdzierają pomieszczenie, a on jest jak urzeczony, słuchając tego.

- Nie powinieneś iść tam sam – słyszy obok ucha, czyjś głos. – Jesteś popierdolony Payne. Mogłeś, chociaż po mnie zadzwonić.

- Horan, ty pierdolony kutasie. Chcesz, żebym skończył tu na zawał?

Niall jakby nie dosłyszał tych słów, wskazując głową na swój samochód – najnowsze BMW i8 (uznajmy, że już wyszło :D).

- Wszystko z nim dobrze? – Pyta Niall.

- Był trochę słaby jak go tu znalazłem, ale myślę, że dojechał do domu.

Jadą przez chwilę w ciszy.

- Stary ty krwawisz.

- Odkryłeś Amerykę Horan? – Fuka Liam.

- Jesteś pierdolnięty, jedziemy do szpitala.

- Uspokój gacie Niall. To tylko jedna kulka, nie rób z tego takiej kurwa afery. Jedna kulka w tą czy w tamtą. Na coś trzeba umrzeć – wyszczerza się w szerokim uśmiechu. – Chcę wpierw sprawdzić, czy z nim wszystko w porządku.

Liam wchodzi do swojego domu, wyłączając wcześniej alarm. Nie wie, czego powinien się spodziewać, ale idzie niewzruszenie dalej, dopiero teraz odczuwa to, jak jego ręka rwie.

- Liam? – Słyszy niepewny głos, dobiegający z salonu.

Po chwili w przedpokoju pojawia się brązowa burza włosów, która jest dosłownie wszędzie, tak jakby Louis skakał wokół niego.

- Chyba nie św. Antoni Lou. Pewnie, że to ja – odpowiada Liam, uśmiechając się pod nosem.

- Liam tak się bałem – mówi mu głos jego najlepszego przyjaciela, który niemal natychmiast wpada w jego ramiona. – To moja wina – mówi głosem pełnym żalu, a on nie może znieść winy w głosie swojego przyjaciela.

- Tak, rzeczywiście to twoja wina – potwierdza, bo Liam nie ma zamiaru kłamać.

- Gdybym cię posłuchał… Gdybym… Boże Liam mogłeś zginąć przeze mnie… - łka starszy chłopak. – Gdybym nie poszedł za nią… Liam…błagam…ja…ja…ja nie chciałem…mogła cię zranić…Co bym zrobił, jeśli byś umarł? Liam… powiedz coś…Liam…

Szatyn chowa twarz w dłoniach, a szczęka Liama niebezpiecznie drga.

- Do chuja pana Louis! Przestań słyszysz? Masz kurwa przestać, albo po prostu stąd wyjdę! Nie powiem, że nie, ale ostrzegałem cię przed tym! Przed ludźmi, ale byłbym egoistą zakazując ci wychodzić! Jedyne, czego chciałem to twojego szczęścia i jakim byłbym potworem, gdybym pozwolił jedynej osobie, którą kocham być nieszczęśliwej? Louis kurwa jestem tutaj dla ciebie, dlaczego tego nie widzisz? Zrobiłbym dla ciebie wszystko! – Wybucha Payne, nie kontrolując tego, co wydobywa się z jego ust.

- Kochasz mnie? – Pyta starszy chłopak, mrugając oczami.

- Czy to dziwne? Lepsze pytanie, jak mógłbym cię nie pokochać?

- Liam…

- Zawsze mówiłem, że jesteś wyjątkowy Louis. I ja rozumiem, nie musisz nic mówić – odpowiada, zaciskając szczękę.

- Ale Liam…

- Serio Louis, będzie tak jak dawniej, naprawdę nie musisz nic mówić.

- DO KURWY NĘDZY PAYNE! – Wybucha Louis, prawdopodobnie po raz pierwszy, odkąd trwa ich znajomość. – Kocham cię.

Liam spogląda na niego jak na idiotę. Nadal te słowa nie dochodzą do niego, bo jak ktoś może kochać jego – potwora, który z zimną krwią morduje innych.

- Ale… - jęczy.

- Pieprz się Payne.

- Z tobą zawsze Tomlinson – odpowiada.

I Liam naprawdę nie czuje motylków w brzuchu, kiedy Louis go całuje. Wcale nie czuje, jakby całe jego ciało płonęło. Nie czuje również, jak Boo Bear przygryza jego usta oraz wcale nie kocha tego chłopaka coraz bardziej. Cóż, właśnie dokładnie tak jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz