*Oczami Harry’ego*
Tajemniczy chłopak nie dawał mi spokoju. Włączyłem facebooka i po chwili szukania odnalazłem jego profil ‘Stan…’-powiedziałem sobie cicho pod nosem. Czemu ten niebieskooki nie może dać spokoju moim myślom! Ciągle jest w mojej głowie. Jego włosy, dotyk, ciepły oddech, nasza wspólnie spędzona noc i jego głos. Głos tak delikatny i niespotykany…rozmarzyłem się opadając z laptopem na łóżko i zatapiając się głową w poduszkę. Był piątek, a ja spędzałem go samotnie w pokoju bo nie miałem ochoty się z nikim spotykać. Włączyłem muzykę, zdjąłem z siebie niepotrzebne ubrania, zostając tylko w bokserkach i nie wiem sam kiedy moje powieki zacisnęły się tak mocno, że zasnąłem.
_Następnego dnia_
Obudziło mnie przeszywające zimno na mojej nagiej skórze. Lekko otworzyłem oczy, żeby zobaczyć skąd dobiega. Odwróciłem się w stronę okna i przeżyłem prawdziwy szok. Przy otwartym oknie stał Louis i patrzył się na to co się dzieje za nim. Poczułem jak moje policzki oblewają się czerwonym rumieńcem, gdy uświadomiłem sobie, że jestem w samych bokserkach. Jeszcze kilka minut temu śnił mi się pikantny sen z szatynem w roli głównej przez co moje erekcja musiała być dobrze widoczna. Zanim zdążyłem wymyślić jakikolwiek plan ukrycia tego przed intruzem on odwrócił się do mnie powoli i patrząc mi prosto w oczy powiedział:
-Nie miałem pomysłu jak Cię inaczej obudzić, więc pomyślałem, że trochę rześkiego, zimnego powietrza pomoże-posłał mi ciepły uśmiech.-Nasze mamy siedzą na dole i jak zwykle plotkują.
-Jaaa…Jaa,eh znaczy…-jąkałem się nie wiedząc co mam powiedzieć. ‘Może ja nadal śnię?’-pomyślałem i postanowiłem to sprawdzić.
Owinąłem się puchatym, beżowym kocem i ruszyłem w stronę Lou. Popatrzył na mnie zaskoczony, ale nie ruszył się z miejsca. Stanąłem naprzeciwko niego i w tym momencie dziękowałem za to że byłem wyższy od niego. Powoli i ostrożnie wyciągnąłem ręce w jego kierunku i objąłem go w tali. Zobaczyłem w jego oczach charakterystyczną iskrę i nie wahałem się przed następnym krokiem. Przycisnąłem go do ciebie tak ciasno jak tylko się dało i zacząłem przybliżać się do jego ust, ale w momencie gdy zamykałem oczy poczułem odepchnięcie.
-Zaczęło Ci zależeć dopiero jak jestem już dla Ciebie niedostępny?- spytał z chytrym uśmieszkiem na ustach.- Teraz nie będę już twój, znalazłem kogoś kto nie wstydzi się tego kim jest i kto chce mnie łapać za rękę publicznie, dać mi czasem spontanicznie buziaka w policzek i sprawić że potrafię śmiać się cały wieczór, a co ty Harry dla mnie zrobiłeś? –spuścił głowę w dół i bałem się, że zacznie płakać, ale po chwili uniósł swoje niebieskie tęczówki i znów spojrzał na mnie z całą pewnością siebie.- Uwiodłeś, wykorzystałeś, porzuciłeś, ignorowałeś, odrzuciłeś moje uczucia więc…więc teraz możesz tylko żałować, że jesteś takim dupkiem i tchórzem.
-Jaa…jaa-znów zacząłem się jąkać.- Nie masz prawa tak do mnie mówić, nic do ciebie NIE CZUJE I NIE JESTEM TCHÓRZEM!-krzyknąłem, ale bez przekonania.
-Taaak Harry-zaśmiał się pod nosem kpiąc ze mnie. Podszedł bliżej, zdjął z moich ramion opadający już wcześniej koc. Zostałem w samych bokserkach stojąc przed nim, gdy zbliżył swoją rękę do mojego nadgarstka i przejechał po nim tak delikatnie, że musiałem wstrzymywać się z całych sił, żeby nie jęknąć. Następnie dotknął mojego torsu i zbliżył do niego swoje usta po czym złożył na nim kilka ciepłych, delikatnych pocałunków. Rozpływałem się nad tą chwilą, gdy odsunął się ode mnie i podszedł do laptopa leżącego na moim łóżku, jakby nic się nie stało.
-Co to miało być-spytałem, ale sam nie wiedziałem jakiej odpowiedzi oczekiwałem.
-Nic do mnie nie czujesz tak?-popatrzył na mnie, a ja nie wiedziałem o co mu chodzi, więc pokręciłem głową przecząco.-Więc spójrz w dół idioto…
Wtedy zrozumiałem co sprawiało, że Louis wątpił w moje słowa. Moja męskość ledwie mieściła się w bokserkach, a to wszystko za sprawą dotyku szatyna, który teraz siedział na moim łóżku wystukując coś na klawiaturze. Opuściłem głową w dół i szybko okryłem się ponownie kocem, który kilka minut temu został ze mnie zrzucony. Popatrzyłem na niego gniewnym wzrokiem.
-Dorośnij Harry…myślisz, że ile będziesz się jeszcze ukrywał pod osłoną ‘idealnego’ hetero chłopaka?-rzucił w moją stronę i ruszył w stronę drzwi wyjściowych z pokoju. Odwrócił się w samym progu- Może wtedy będzie dla nas szansa…-powiedział i słyszałem jak zbiega w dół po schodach.
*Oczami Lou*
-Staaaaan! STAAAAN!-krzyczałem do telefonu.-DZIĘKUJE, DZIĘKUJE!
-Louis może mi powiesz w końcu co się wydarzyło?-odpowiedział spokojnym głosem, ale słyszałem jak się ze mnie śmieje.
-Byłem u Harry’ego. Poszedłem z mamą na jej cotygodniowe pogaduchy z Anne i wtedy jego mama zaproponowała mi, żebym poszedł do jego pokoju i go obudził, bo była już 11, a on nadal spał i wtedy…o boże Stan…wtedy-plątałem się w słowach niezdolny do mówienia pod wpływem ogarniającej mnie ekscytacji-On tam leżał, na łóżku w samych czarnych bokserkach, rozumiesz? W BOKSERKACH! I pomyślałem, że wygląda tak słodko, że nie chce żeby musiał się budzić i…i stanąłem przy oknie i wtedy on i wtedy ja i boże STAN!-krzyczałem podekscytowany do telefonu jak mała dziewczynka na koncercie jej ukochanego zespołu.
-LouLou uspokój się i mów do mnie całymi zdaniami, bo nie mogę Cie zrozumieć!-próbował poskromić mnie przyjaciel.
-Już mówię…więc próbował mnie pocałować, a ja powiedziałem mu że jestem już z tobą i odepchnąłem go, a potem próbował mi wmówić głupek, że nic do mnie nie czuje i pocałowałem ego klatkę i czułem jak drży pod moim dotykiem i pragnie więcej i szczerze mówiąc ledwo się powstrzymałem od wpicia się w jego usta, ale w porę się opanowałem i wychodząc z pokoju kazałem mu dorosnąć i zamykając powoli drzwi zobaczyłem jak położył ręce na swojej twarzy i opadł na łóżko.
-Oh to świetnie, mówiłem Ci, że wszystko się uda…w poniedziałek przyjść po ciebie o ósmej?-zapytał.
-Tak, tak jasne, świetnie! Będę mógł Ci to opowiedzieć z wszystkimi szczegółami…chyba nie będę mógł dziś w nocy zasnąć z tego wszystkiego.
-Skoro tak to wpadaj do mnie, obejrzymy filmy-zaproponował przyjaznym głosem.
-Hm…dobry pomysł, będę o 19 i kupię jakieś chipsy. Do zobaczenia kochanie!
-Hahaha jesteś niemożliwy LouLou!-zaśmiał się głośno do telefonu- Papa KOCHANIE!-usłyszałem jak odkłada telefon, a sam udałem się do sklepu.
*Oczami Harry’ego*
Cały weekend w mojej głowie dudniły zdania Louisa ‘Dorośnij, może wtedy będzie dla nas szansa. To po co jest z tym chłopakiem skoro czuje coś do mnie?’-pomyślałem, a mój wzrok skupił się na stojącymi pod szafką szatynem i jego chłopakiem. Szeptali sobie coś na ucho, a Stan spoglądał w moją stronę co jakiś czas i miałem wrażenie, że wie o wszystkim co wydarzyło się w sobotę i próbuje mi pokazać swoją wyższość, że to on go ma i tylko on. W moim wnętrzu się gotowało i kipiałem ze złości. Skradali sobie delikatne buziaki w usta, a przechodzący wokół nich ludzie nie zwracali na to najmniejszej uwagi. Żadnych wyzwisk, popychania na szafki…może to tylko mój spaczony umysł wymyśla, że gdybym się przyznał do swojej orientacji byłbym skończony, ale i tak za bardzo się bałem, żeby wykonać jakikolwiek ruch w tym kierunku. Moje zamyślenie przerwał mocny klaps w pupę.
-Heeeeej Hazza!-odwróciłem się i zobaczyłem śmiejącą się w najlepsze twarz Liama.-Komu się tak przyglądasz?-wytężył wzrok i dostrzegł Louisa.-Oh…nasz złodziej solówek ma chłopaka, może powinien się nim zająć zamiast chodzi na chór.
-Ej Liam…tak tylko się zastanawiałem, nie przeszkadza Ci że Louis jest gejem?-zapytałem bardzo cicho tak, że ledwo mógł usłyszeć moje słowa.
-Nie czemu?-odpowiedział jakby to była najprostsza kwestia na świecie, ale kontynuował-Wiesz Harry jeśli ktoś darzy Cię tak pięknym uczuciem jak miłość to wtedy wszystko inne przestaje się liczyć. Nie ważne czy to chłopak czy dziewczyna, czy ma włosy koloru blond czy brązowe, czy jest wysoki czy niski…wiesz to cudowne, że ktoś czuje do ciebie tak wielki pociąg, że nie boi się wyznać Ci miłości tylko po to żeby móc przytulić się do Ciebie w zimny wieczór, albo potrzymać Cię za rękę w drodze ze szkoły. Jeśli ktoś darzy Cie miłością to powinieneś się tylko i wyłącznie cieszyć, a jeśli ty też odwzajemniasz to uczucie to już nic lepszego nie może Cie w życiu spotkać.
Patrzyłem na Liama z otwartymi ustami dobrych kilkanaście sekund zanim oprzytomniałem. Nie wiedziałem, że mój przyjaciel umie powiedzieć coś poza przekleństwami lub śmiesznymi żartami, a w dodatku że umie powiedzieć coś tak pięknego i prawdziwego. Bo w tym momencie słowa Liama uderzyły we mnie z wielką siłą i poczułem, że musze coś zrobić, żebym mógł teraz być na miejscu Stana.
-Liam. Musisz mi pomów-powiedziałem poważnym tonem.
-Tak mój loczku, czego tylko zapragniesz-potargał moją grzywkę.
-To nie czas na żarty…muszę Ci coś powiedzieć-zastanowiłem się czy jestem pewien swojej decyzji.-Bo ja się zakoch…
-O nieee Harry! Tylko mi nie mów, że nagle poczułeś coś do mnie!-powiedział najbardziej poważnie jak potrafił, a po chwili wybuchł tak głośnym śmiechem, że zwrócił na siebie uwagę całego korytarza.
-Nie, nie w Tobie…w Louisie.-powiedziałem cicho nie patrząc mu w oczy.
Kilkanaście minut nie było żadnej reakcji z jego strony, gdy nagle poczułem, że przytula mnie mocno do siebie i cicho szepcze do mojego ucha:
-To cudownie Harry.
Prawdę mówiąc bałem się jego reakcji, ale zobaczyłem w jego oczach, że naprawdę się cieszy, gdy nagle poczułem jak oblata swoim ramieniem moje i ciągnie mnie w stronę wyjścia ze szkoły.
-A teraz pójdziemy sobie porozmawiać, bo chyba mi wszystkiego nie mówisz PRZYJACIELU-powiedział z naciskiem na to słowo.-A później wymyślimy plan, żeby ten Tomlinson mógł myśleć tylko o tobie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz