wtorek, 11 marca 2014

*Byłem spóźniony.
Cholernie bardzo cholernie spóźniony. Najgorsze było to, że nie miałem żadnego dobrego wyjaśnienia.
Bo kto uwierzy, że pół godziny szukałem głupiego szalika po całym mieszkaniu? I w dodatku, że go nie znalazłem? Możliwe, że zgubiłem go gdzieś po drodze, jednak za każdym razem, gdy starałem się odtworzyć wczorajszy powrót do domu, przed moimi oczami pojawiała się jedynie czarna plama. Nic więcej.
Wszedłem szybko przez drzwi baru i podbiegłem do lady, opadając na nią zdyszany i podpierając się na ugiętych rękach. Pochyliłem się delikatnie, łapiąc kilka głębokich wdechów, po czym uniosłem głowę i spojrzałem na barmana.
-Przepraszam za spóźnienie stary..- wydyszałem cicho, zsuwając ze swoich ramion płaszcz.
-Nic się nie stało, Harry. Każdemu może się zdarzyć.-blondyn uśmiechnął się szeroko i kiwnął głową w stronę zaplecza dając mi znak, żebym poszedł się przygotować.- Poczekam jeszcze chwilę. Idź.
Uśmiechnąłem się wdzięcznie i poklepałem go po ramieniu, po czym ruszyłem w stronę szatni, nadal cicho dysząc. Odłożyłem swoje okrycie i czapkę na wieszak, następnie ubierając kamizelkę i zmieniając spodnie. Podszedłem do dużego lustra i lekko przeczesałem dłonią włosy, po czym uśmiechnąłem się do swojego odbicia, lekko przechylając głowę i lustrując je wzrokiem.
-Hej.-dźwięczny głos Nathana, sprawił, że podskoczyłem zdziwiony i szybko odwróciłem się w jego stronę.-Nie przeglądaj się tyle. Wyglądasz świetnie.-uśmiechnął się, przejeżdżając wzrokiem wzdłuż mojego ciała co wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie.
-Cześć.-odpowiedziałem oschle, wymijając go w progu i starając się, kolejny raz, nie zwracać uwagi na jego słowa.
Wróciłem do barmana, szybko zacierając dłonie, które nadal były zmarznięte od chłodnej temperatury panującej na zewnątrz.
Popatrzyłem na niego pytająco, gdy podszedł do mnie ze zmarszczonymi brwiami i pochylił się do mojego ucha.
-Ten koleś..-wyszeptał, wskazując na bruneta siedzącego na jednym z barowych krzeseł.-Wypił już cholernie dużo, ale nadal jest dziwnie trzeźwy..-stwierdził, sam do końca temu niedowierzając-Uważaj na niego..-poklepał mnie po ramieniu i uśmiechnął się delikatnie.
Niall, nie był zwykłym kolegą z pracy. Przyjaźniliśmy się od najmłodszych lat i traktował mnie jak młodszego brata, o którego zawsze się troszczył i za wszelką cenę starał się chronić mnie przed złem. Nawet mimo tego, że nie zawsze był w stanie to zrobić.
-W porządku. Wracaj do domu. Należy ci się odpoczynek po całym dniu pracy-przytuliłem go na pożegnanie, a gdy odszedł poprawiłem swoją zapaskę i przybliżyłem się do baru,
Popatrzyłem na niego.
Nie od razu, by nie wzbudzić jego podejrzeń, ale popatrzyłem.
I dostrzegłem, że również się we mnie wpatruje. Co więcej, kiwał dłonią na znak, że powinienem do niego podejść, jednak nie mogłem oderwać stóp od podłogi, ciągle wpatrując się w jego oczy.
Te idealne, wspaniałe, piękne, głęboko niebiesko-złote oczy.
Ich obraz widniał gdzieś na tyłach mojej podświadomości. Były tam, zamknięte w niewielkim pokoju moich myśli, lecz za żadne skarby nie mogłem przypomnieć sobie gdzie wcześniej je widziałem.
Podejdź do niego Harry.
Potrząsnąłem głową podchodząc bliżej i omijając jego spojrzenie, zapytałem w czym mogę służyć.
-Chciałbym kolejnego drinka-odpowiedział i mimo tego że nie patrzyłem na niego, wiedziałem, że wbija we mnie swój wzrok.
Zerknąłem na resztkę napoju w jego szklance, rozpoznając jeden z najtrudniejszych do zrobienia i jednocześnie najdroższych drinków jakie dostępne były w naszym bardzo rozbudowanym menu.
Chwyciłem nową szklankę, starając się nie zwracać uwagi na to w jak głęboki sposób chłopak intensywnie zawieszał spojrzenie na kolejnych częściach mojego ciała.
Przygryzłem wargę, przechylając jedną z kolejnych butelek alkoholu i przekręcając przy tym szklankę by ciecz spłynęła po szklanej powierzchni, zdobiąc brzeg naczynia.
Przestąpiłem z nogi na nogę sięgając po szczypce i chwytając nimi dwie kostki lodu, by następnie umieścić je w napoju i postawić przed brunetem, który nawet nie zamrugał wypowiadając ciche „Dziękuje”.
Przeszedłem na drugą stronę, gdzie jakaś skąpo ubrana dziewczyna wzywała mnie głośnymi okrzykami, opierając swój wystawiony na pokaz biust na blat baru.
To będzie długa noc..

|PB|

-Kurwa, Louis, wszędzie cię szukam!- uniosłem wzrok znad szklanki trzymanej w dłoniach, spoglądając na bruneta, który podszedł właśnie do lady, siadając obok, właściciela pięknych lazurowych oczu, które swoim kolorem i głębią przypominały ocean. Tak piękny i głęboki, że gdybym tylko miał możliwość, zanurzyć się w nim, nigdy nie chciałbym wychodzić.
Każdy może stwierdzić, że to głupota by zajmować swoje myśli czymś takim jak tęczówki nieznajomego mężczyzny, ale błagam nie wińcie mnie za to, że to najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek dane było mi zobaczyć , naprawdę.
Po za tym, on wcale nie był mi taki obcy. Odkąd trzy godziny temu zacząłem swoją zmianę, on cały czas siedział na tym samym miejscu, co jakiś czas odganiając kolejną dziewczynę, która chciała wyciągnąć go na parkiet, wypełniony ludźmi bezwstydnie ocierającymi się o ciała innych i popijał wolno drinki, niezbyt dyskretnie przyglądając się moim ruchom, przez co bez końca przygryzałem moje wargi dzięki czemu były czerwone i opuchnięte.
Dodatkowo, teraz znałem jego imię.
Louis.
Tak, właśnie tak. Jego imię było wspaniałe. Idealnie opisywało delikatne rysy twarzy, gładką skórę, piękne niebiesko-złote oczy i doskonałe wąskie usta.
Tak, myślałem o jego ustach i ponownie błagam nie patrzcie tak na mnie.
Drgnął delikatnie, niechętnie odrywając wzrok od moich dłoni i przenosząc go na chłopaka jednocześnie odwracając się w jego stronę na barowym krześle.
-Coś nie tak?- zmarszczył brwi, oblizując delikatnie swoje usta, na co ponownie zagryzłem wargę, starając się zająć myśli czym innym.
-Następnym razem, gdy przywleczesz do domu jakąś pamiątkę, pamiętaj, że Zayn jest nowy i może sobie nie poradzić z zapachem.. -sięgnął do skurzanej torby przewieszonej przez jego ramie i odpiął ją szybkim ruchem- Szczególnie gdy jest tak mocny i idealny że nawet ja ledwo wytrzymuję..-mruknął cicho i wyciągnął z niej podłużny, granatowy materiał, wystawiając go w stronę Louisa, który automatycznie szerzej otworzył oczy.
Czy to..
-Przepraszam bardzo-powiedziałem, opierając dłonie na blacie, by wyciągnąć szyję ku górze i lepiej przyjrzeć się tkaninie, która zatrzymała się w trakcie drogi do rąk bruneta- Skąd ma pan ten szalik?- uniosłem brwi, starając się patrzeć gdzieś pomiędzy ustami a oczami Louisa, byleby nie zatracić się w jego tęczówkach.
-Ja..-wydukał cicho, mocno chwytając jego krawędź i przyciągając ją w swoją stronę- To moje.
Zmarszczyłem brwi i przechyliłem głowę, spoglądając na niego podejrzliwym wzrokiem.
-Mogę go zobaczyć? -wystawiłem do przodu dłoń, opierając ją na barze by nikt nie dostrzegł tego, że drga mocno, ukazując tym samym moje zdenerwowanie.
Mimo pewności w moim głosie, byłem bardzo, cholernie bardzo zdenerwowany.
Jego oczy rozszerzyły się bardziej i mocno ścisnął materiał w dłoni, nerwowo przenosząc spojrzenie na swojego przyjaciela, który przechylał się w moją stronę, mając na wpół przymknięte powieki i wdychając mój… Zapach?
Czy on właśnie mnie wąchał?
-Liam, przestań!- warknął zdesperowanym głosem, trącając bruneta w ramię.
Wykorzystałem moment i chwyciłem szalik w szybkim tempie przeciągając go przez ladę. Ująłem jego koniec, błądząc palcami po miękkim materiale i wstrzymałem powietrze, dostrzegając ”H” wyszyte, delikatną, niebieską nitką.
-Kurwa..-jęknął Louis, nagle bezszelestnie znajdując się przede mną- Liam, przypilnuj baru.-mruknął, chwytając moją dłoń i ciągnąc mnie za sobą w stronę zaplecza.
Za każdym razem gdy starałem się ją wyszarpać jego żelazny uścisk, zacieśniał się jeszcze bardziej, do momentu gdy jęknąłem z bólu, sprawiając że zatrzymał się w połowie korytarza i spojrzał na nasze dłonie.
-Boże.. Harry.. Przepraszam..-wyszeptał, puszczając moje palce by po chwili ponownie je ująć, tym razem delikatniej i ostrożniej.
-S-skąd..-wyszeptałem i skrzywiłem się wspomnienie niebieskich oczu i tych samych słów, które… Wypowiadałem dzień wcześniej, kiedy… Kiedy on… Trzymał mnie na rękach i… Skakał między… Między… Budynkami-Boże, to ty!- krzyknąłem przerażony cofając się w tył- N-nie dotykaj mnie!
-Harry..-westchnął zdesperowany, przecierając twarz dłonią.- Wszystko okej, nic ci nie zrobię.
-Odsuń się!- pisnąłem, napotykając zimną ścianę za swoimi plecami.
Podszedł bliżej, odszukując moje spojrzenie i zagłębiając się w zieleni moich tęczówek.
W tamtym momencie poczułem pustkę i jedna myśl, która krążyła po mojej głowie to ”Louis” i to było żałosne i głupie, ale czułem, jakby powoli zagłębiał się we mnie, w mojej duszy, w myślach, w przeszłości dosłownie we wszystkim co tworzyło mnie.
-Przestań..-jęknąłem, zamykając oczy- Przestań, przestań, przestań!
Harry, spokojnie.
-Nie! Zostaw mnie!- jęknąłem zdesperowany, mocno zaciskając powieki.
Uczucie jego obecności stało się delikatniejsze i powoli zaczęło mnie uspokajać, przywołując miłe wspomnienia z przeszłości, najwyraźniej ukazując te z dzieciństwa.
Już w porządku, Harry. Nie bój się.
-Harry? Wszystko okej?- rozchyliłem powoli powieki i popatrzyłem w bok skąd docierał do mnie głos Nathana.
-Tak, dlaczego pytasz?- przygryzłem nerwowo wargę, mocno pocierając o nią zębami.
-Wydawało mi się, że krzyczałeś…-zmarszczył brwi, powoli podchodząc bliżej nas i wycierając ubrudzone dłonie w bordową zapaskę zwisającą z jego bioder.
Powiedz, że nie musi się martwić.
-Jest okej, nie martw się-uśmiechnąłem się delikatnie, czując dotyk palców Louisa na ramieniu.
Zjechał niżej na moje plecy i potarł je opiekuńczo, sprawiając że przez moje ciało przebiegł delikatny dreszcz przyjemności i spokoju. To było tak… Dziwnie znajome i… Uspokajające, że pragnąłem więcej. Każda część mojego ciała potrzebowała więcej i więcej.
Więcej kogoś kogo w ogóle nie znałem.
Spław go. Chcę cię gdzieś zabrać.
-Możesz już iść. Naprawdę jest w porządku.-pokiwałem powoli głową na początku próbując upewnić samego siebie, że rzeczywiście nie dzieje się nic złego.
Jednak głupie uczucie we wnętrzu mojej podświadomości mówiło, że wcale nie jest dobrze.
I że w najbliższym czasie nie będzie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz