Zayn znajdował się w kulinarnym raju, wzdychając i pojękując z przyjemności przy każdym kęsie, kiedy nie przeklinał akurat Louisa za jego szczęście, jakim było posiadanie pomocnika kucharza jako współlokatora.
- Stary… stary, po tym jak będziesz miał jaja, żeby zadeklarować swoje uczucia, musisz poślubić tego gościa, w przeciwnym wypadku ja to zrobię.
Louis chlasnął go w ramię, gapiąc się na niego.
- Przestań mówić o tym tak głośno, idioto.
Zayn parsknął, do pełna ładując sobie buzię duszonymi żeberkami, podczas gdy Louis wypił łyk wina. Jedzenie było wspaniałe, co nikogo nie zaskoczyło; szatyn pozwolił Harry’emu i Niallowi dokonać za nich wyboru i dania, które wytypowali były idealne. Dobrane do nich wina były równie wyśmienite i Louis wiedział, że jego policzki pokryły się rumieńcem od alkoholu oraz wyczekiwania.
Przedmiot oczekiwania przybył, gdy Louis i Zayn pochłaniali co do ostatniego okruszka swój deser - ciasto z orzechów laskowych z gałką lodów dla Zayna oraz klasyczny crème-brulée dla Louisa. Mieli już na sobie wyjściowe ubrania, a także oczyścili się odrobinę, przy czym Harry jak zawsze wyglądał olśniewająco w swoich ciemnych obcisłych jeansach, czarnej koszulce z wcięciem w kształcie litery v oraz wełnianym swetrze na guziki. Był po prostu zniewalający. Styl Nialla był podobny, choć trochę bardziej eklektyczny: czarne rurki, buty i luźna, sprana koszula polo w kolorze czerwonym z rozpiętym kołnierzykiem, a na ramiona zarzucił swój długi płaszcz. Zayn zamarł w połowie kęsa, jego oczy rozszerzyły się. Coś, co Louis zdecydowanie przegapił, jako że wstał, aby ich powitać, przytulając Harry’ego krotko i z uśmiechem potrząsając rękę Nialla.
- Co u was, chłopaki?
Niall pokazał sławny gest „okej”, szczerząc się szeroko i sprawiając, że Harry zachichotał.
- Jak dotąd wieczór przebiegał pomyślnie, mieliśmy sporo pracy, ale obyło się bez zgrzytów, więc jesteśmy całkiem zadowoleni. Niall, to jest przyjaciel Louisa, Zayn. - Harry przedstawił blondyna Zaynowi, który wciąż siedział z rozdziawioną buzią i rumieńcem.
Biorąc się szybko w garść, Zayn ujął oferowaną mu dłoń, podziwiając teksturę tej mocno zrogowaciałej skóry po latach siekania i krojenia w kostkę, oraz ten biały uśmiech, który rozświetlał całą twarz blondyna.
- Miło mi cię poznać… - udało mu się powiedzieć z suchymi ustami, gdy Niall mignął do Harry’ego, nie przerywając kontaktu wzrokowego z Zaynem.
- Mówi, że on też bardzo się cieszy, że cię poznał - przetłumaczył Harry z głupim uśmieszkiem, widząc oblicze swojego szefa, którego nigdy wcześniej nie widział, kiedy blondyn zmierzy Zayna wzrokiem spod opuszczonych rzęs.
Coś definitywnie wisiało w powietrzu.
***
Klub był zatłoczony, ale mieli na tyle szczęścia, że znaleźli małą odosobnioną alkowę z okrągłym stołem i wygodnymi siedzeniami z zamszu. Niall i Harry prowadzili ożywioną rozmowę, rozluźnieni przez wino oraz kilka piw, a także drinki, które tłoczyły się na małym blacie. Dzielili jedną stronę siedzenia, Zayn i Louis siedzieli po drugiej, a wszyscy czterej byli nieźle podpici, włączając w to Harry’ego, mimo że miał on całkiem dobrą głowę do alkoholu. Pokazywane przez niego gesty stawały się niechlujne, tak samo jak tłumaczenie języka migowego, sprawiając, że Niall trząsł się od bezdźwięcznego śmiechu, kiedy chłopak coś pokręcił.
Zayn nie mógł nacieszyć się uśmiechem Nialla, jego niebieskimi oczami, które były - jak zauważył - bardziej niebieskie niż te Louisa, emocjonującą gestykulacją tych dłoni, przy pomocy których się porozumiewał. Studiował ze zdeterminowaną uwagą każdy jego ruch, co pochłonęło go na tyle, aby niemal zapomniał o zaciskającej się ręce Louisa na jego udzie pod stolikiem.
Napięcie pomiędzy Louisem i Harrym było tak gęste, że można było je prawie poczuć i nie dało się go zignorować. A Harry zachowywał się zupełnie inaczej, niż zwykle, kiedy gdzieś z nimi wychodził. Wydawał się być rozkojarzony, odległy myślami, jak gdyby czuł się niewygodnie, jak gdyby… Zayn naprawdę nie potrafił ubrać tego w słowa. Jak gdyby Harry czuł, że z jakiegoś powodu przeszkadza Zaynowi i Louisowi, patrząc na nich spod opuszczonych rzęs, jak gdyby nagle ogarnęło go onieśmielenie. To było bardzo dziwne, bardzo nie w jego stylu, Harry poświęcał większość swojej uwagi Niallowi, jak gdyby korzystał z wymówki, żeby na nie patrzeć na pozostałą dwójkę.
To niepokoiło Louisa. Czemu Harry tak uważnie unikał jego spojrzenia? A ten mało entuzjastyczny uścisk, którym obdarzył go wcześniej - wydawał się pusty, niechciany, jakby Harry bał się go dotknąć. Anioł od dwóch dni zachowywał się dziwnie, ale teraz, kiedy bariery opadły dzięki alkoholowi, Louis mógł wyraźnie zauważyć, że Harry nie był sobą nawet odrobinę. I to niepokoiło Louisa bez końca.
- Idę zapalić, chcesz pójść ze mną? - zapytał Harry’ego, wbrew obawom mając nadzieję, że chłopak powie tak, ale rozczarował się, kiedy ten potrząsnął głową.
- Zostanę z Niallem. Jestem pewny, że Zayn nie będzie miał nic przeciwko pójściu z tobą - odparł, a jego słowa zabrzmiały fałszywie i wystudiowanie.
Louis poczuł, jak jego serce ściska się w piersi. Czemu to tak bardzo bolało? Co takiego spieprzył w ciągu ostatnich dwóch dni, że Harry zachowywał się w stosunku do niego inaczej? Wzruszył ramionami, wymieniając szybkie i przygnębione spojrzenie z Zaynem, który po prostu skinął głową, gdy ściągnął swój płaszcz z siedzenia, wślizgując się w niego, żeby dotrzymać Louisowi towarzystwa na zewnątrz.
Zimne powietrze przyniosło ulgę rozgrzanej skórze demona i szatyn zmusił się do nabierania wolnych oddechów, gdy wyjął nową paczkę z kieszeni płaszcza, a jego ręce trzęsły się w czasie odwijania celofanowej osłonki. Zayn stał obok niego, wzdychając i wyjmując mu paczkę rąk, kiedy mężczyzna dostrzegalnie szarpał się z folią, i odwinął plastikową otoczkę, zanim otworzył paczkę, rozrywając cienką powłoczkę w jej wnętrzu i oddając ją Lousowi.
- Dzięki… - wymamrotał szatyn, wyciągając papierosa, a potem zaoferował jednego Zaynowi, ponieważ zawsze to robił.
Zayn odmówił, jak to miał w zwyczaju. To była tradycja pomiędzy nimi dwoma - Louis oferował, a Zayn odmawiał, mimo że sam palił więcej, niż Louis - i wszystko we wszechświecie było dobrze. Poza tym, że dzisiaj wszystko wydawało się nie takie, jakie powinno być. Wszystko. Podpalił papierosa i zaciągnął się głęboko, trzymając szkodliwe opary w płucach tak długo, jak mógł, zanim powoli wypuścił oddech, już czując się trochę spokojniejszym.
- No więc nie oszalałem, co nie? To on zachowuje się, kurwa, dziwnie.
- Wydaje mi się, że on wie.
Louis parsknął, ponownie się zaciągając.
- Wie o czym?
- O nas. Zachowuje się, jakby miał się na baczności. Myśli, że jesteśmy razem.
Louis prosto z mostu zachichotał.
- Jak to miałoby być możliwe? To znaczy, do tej pory byliśmy bardzo ostrożni.
Tym razem przyszła kolej Zayna, żeby zachichotać. Chłopak owinął się ciaśniej kurtką.
- Byliśmy też nierozważni, pieprząc się w twoim mieszkaniu. Ale nie rozumiem, jak mógł tak po prostu wywnioskować, że jesteśmy… razem. Nawet jeśli nas widział, to znaczy, czy on nie był wcześniej w luźnym związku?
Louis nie mógł mu wyjaśnić, że jeszcze kilka miesięcy temu Harry nie był człowiekiem, prawda?
- Nie… nie wiem. Nie wiem, co on myśli. Właściwie nie mam na ten temat pieprzonego pojęcia, ale chciałbym wiedzieć.
- Widzisz, to dlatego musisz wziąć się na odwagę i mu, kurwa, powiedzieć. To wymyka się spod kontroli i jeśli czegoś z tym nie zrobisz, w końcu go stracisz. Ktoś skradnie ci go sprzed nosa. Mówię ci, te dołeczki w policzkach nie będą długo czekać.
***
W momencie, w którym Zayn z Louisem zniknęli w tłumie, Harry wypuścił długi, zdławiony oddech i złapał wielki łyk piwa. Niall poklepał go uspokajająco po ramieniu, pozwalając swej ręce spocząć na umięśnionym przedramieniu anioła.
- Myślisz, że to dlatego, że nie jestem dla niego wystarczająco dobry? - zapytał Harry, strapiony.
Niall westchnął, zabierając swoją rękę.
- Czemu tak mówisz? Jesteś mądry, zabawny i bardzo, bardzo atrakcyjny.
- Nie wiem nic o miłości, może to dlatego. Nie wiem, jakie to uczucie. - Twarz Nialla wyrażała zaintrygowanie. - Byłem… cóż, byłem zakochany tylko raz. Nawet nie pamiętam, jak to jest… A to była bardzo… bardzo niewinna miłość.
Niall był tak pochłonięty jego wyzwaniem, że nie zauważył, kiedy Harry obrócił się ostro w jego kierunku, z mieszaniną dzikiej nadziei i prawdziwej nietrzeźwości w oczach.
- Pokaż mi…
- Co?
- Pokaż mi, jak to jest… kochać… proszę…
- Nie wiem, czy…
Harry wychylił się do przodu, przesuwając ręce w górę tych ciepłych ramion, aż spoczęły one na wąskich barkach Nialla.
- Pocałuje mnie… pocałuj mnie, jak pocałowałbyś ukochanego - wymruczał.
Niall nie wiedział, czy to za sprawą gorąca w klubie, drinków, czy złotych plamek w zielonych i proszących oczach Harry’ego stracił zdrowy rozsądek, ale nie zastanawiał się nad tym, kiedy pochylił się wprzód i złączył ze sobą ich usta. Wargi Harry’ego były pełne, ciepłe i tak niewiarygodnie miękkie, rozchylając się bez wahania, gdy język blondyna prześliznął się pomiędzy nimi, żeby odnaleźć język Harry’ego. Uczucie było dziwne i obce przez całą sekundę, ale nie dłużej, jako że pocałunek w pełni pochłonął anioła, który zatracał się w cieple, poślizgu oraz namiętnym wrażeniu, jakie pozostawiały ich tańczące ze sobą języki, przeplatając się i głaszcząc wzajemnie. Smukłe ramię Nialla otoczyło jego szyję, gdy Harry wciągnął sobie blondyna na kolana, a ich usta wciąż stopione były ze sobą i chętne, gdyż Harry odkrył, jak to było być całowanym. Prawdziwie całowanym, przy użyciu ust, zębów i języka, z pasją, macając rękami i jęcząc cicho. I chciał więcej, o wiele więcej, pragnął, żeby Niall połknął go w całości, aż zapomni, kim był i co czuł. Aż zapomni o wszystkim, prócz tych pełnych ust, tych palców wplatających się w jego włosy, tego palącego żaru w podbrzuszu.
Louis zamarł w połowie kroku, z oczami wielkimi z powodu tego, co widział. Zayn wpadł na niego od tyłu. Wrócił do zaciemnionego klubu, zdeterminowany, żeby raz na zawsze wyjaśnić sobie wszystko z Harrym, tylko po to, żeby zatrzymać się, absolutnie zszokowany, kiedy uchwycił widok stolika, który opuścili zaledwie kilka minut wcześniej. Czekał zbyt długo, a teraz płacił za swoje niezdecydowanie, za odmowę zmierzenia się z własnymi uczuciami, kiedy wiedział gdzieś tam głęboko, że Harry je odwzajemni. Odwzajemniłby.
Harry całował Nialla.
To w żadnym wypadku nie był obojętny pocałunek po pijaku. Przy stoliku delikatny blondyn siedział okrakiem na wysokim aniele, ręce Harry’ego ślizgały się w górę i w dół po jego kręgosłupie, zaglądając pod wypłowiały rąbek jego koszulki, a własne dłonie Nialla wychylały twarz Harry’ego ku sobie. Ich usta spotykały się nieubłaganie, złączone ze sobą, dopóki nie przerwali, żeby zaczerpnąć powietrza i po chwili wznowić działania, witając się językami, zanim ich usta zdążyły się dotknąć. Kiedy Harry ujął ręką kark Nialla, przechylając jego głowę do tyłu, aby przejechać wargami po zakrzywieniu jego szczęki, Louis po prostu poczuł, że to za wiele. Nie mógł oddychać, nie mógł znieść stania tam przez kolejną minutę. Odwrócił się do Zayna, który przystanął za nim, równie zaszokowany sceną, a niekontrolowane łzy wezbrały w jego oczach.
- Zabierz mnie do domu… proszę… - wyszeptał złamanym głosem.
Bolało. Złamane serce bolało tak bardzo, że nie zaczął nawet sobie wyobrażać, jakie to okropne uczucie. Powoli rozumiał, dlaczego Harry chciał umrzeć. Zayn wyprowadził go z klubu, składając sobie młodszego mężczyznę w ramionach, gdy Louis wybuchnął płaczem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz