*Bar za barem, kolejka za kolejką Zayn krążył po najciemniejszych ulicach Londynu, ledwo utrzymując równowagę na chwiejnych nogach. Sypiał w samochodzie, przetracając ostatnie pieniądze na alkohol i barowe przekąski, które od dwóch dni zastępowały mu normalne posiłki. Z głową opartą na brudnym, barowym blacie wpatrywał się w zakochaną parę siedzącą naprzeciwko. W głowie wirowały mu obrazy miękkich, wilgotnych ust Liama na jego szyi i delikatnej skóry, która uginała się pod dotykiem opuszków palców. Zacisnął pięść na samą myśl o nim. Nic nigdy nie zraniło go tak mocno, nawet odejście jego ojca było dla niego mniejszą traumą, ale kto by pomyślał że Zayn Malik nie bojący się nocnych maratonów alkoholowych, nie stroniący od narkotyków i często wdający się w bójki z najgroźniejszymi typami z jego szkoły będzie spędzał dnie na zapijaniu cierpienia. Na dodatek zapijaniu cierpienia, które zadał mu nie kto inny jak Liam Payne, jego znienawidzony współlokator, z którym nie chciał mieć nic wspólnego. Życie potrafi się zmieniać o sto osiemdziesiąt stopni i najlepszym przykładem na to była właśnie osoba Malika. Mulat uniósł głowę, czując jak spożyty alkohol podchodzi mu do gardła. Spojrzał przed siebie na całującą się parę młodych ludzi, który siedzieli w rogu pomieszczenia. Niewiele myśląc chwycił kufel z na pół dopitym trunkiem, ciskając nim w zakochanych i przy okazji rzucił pod ich kierunkiem kilka epitetów i przekleństw. Na jego szczęście naczynie nie doleciało do zamierzonego, celu spadając nieopodal stolika. Młody mężczyzna krzyczał w jego kierunku pytając czy jest normalny, co jeszcze bardziej wzbudziło w chłopaku agresję. Rzucił się na niego z pięściami, ale szybka interwencja ochrony, która odciągała obu na boki, zapobiegła kłopotom, w które Zayn niechybnie by się wpakował. Wyrzucony przez wyrośniętego mężczyznę na zewnątrz, upadł twarzą na zimny chodnik, jednak uczucie bólu złagodziły procenty krążące w jego krwi. Podsunął nogi pod siebie i podtrzymując się rękami wstał z kostki brukowej, która pozostawiła małe obtarcia na jego kolanach, dłoniach i twarzy. Rozejrzał się po spowitej mrokiem ulicy Londynu, którą oświetlała jedynie jedna latarnia. ‘Czas wracać do domu’ pomyślał i zrobił krok w głąb ulicy, szukając samochodu.
~☆~
Po kilku dniach spędzonych w pracy i na uczelni, Liam postanowił wykorzystać weekend i posprzątać w mieszkaniu, które składało się z wąskiego przedpokoju, kuchni, małego pomieszczenia, które zwykł nazywać salonem, łazienki, w której znajdowała się półścianka oddzielająca miejsce na toaletą i jego sypialni. Nie było wykwitnie urządzone, sprzęty w kuchni wydawały się z lekka przestarzałe, ale chłopakowi zupełnie to nie przeszkadzało. Poprzedni właściciel zadbał, żeby mieszkanie było przytulne i ciepłe, a Liamowi odpowiadał ten staroangielski styl, który pomagał mu odetchnąć od zgiełku miasta. Leniwie zsunął się z łóżka, przecierając zaspane oczy i udał się do kuchni, żeby zaparzyć kawę. Włączył ekspres, który pamięcią sięgał do początków panowania angielskiej królowej , następnie sprawdzając ilość jedzenia nadającego się do spożycia w lodówce. Po wyrzuceniu kilku przeterminowanych jogurtów, sera i nieznanego pochodzenia marchewki, zdecydował się na jajka z nadzieją, że nie zaskoczą go niemiłym zapachem po rozbiciu na patelni.
Z pachnącym naparem i talerzem jajecznicy rozsiadł się na kanapie włączając telewizję. Na wszystkich kanałach powtarzali odcinki seriali z ubiegłego tygodnia, więc nie rozpraszając swojej uwagi skonsumował posiłek, a następnie ubierał na siebie białe polo i szare, wyraźnie za duże dresy, które wisiały opierając materiał jedynie o jego nieznacznie wypukłą pupę i odsłaniając widocznie zarysowane kości biodrowe. Wyjął odkurzacz i zabrał się za sprzątanie rozpoczynając od swojej sypialni. Ciągnąc za rurę, przeciągnął urządzenia za próg, a następnie odstawił je w kąt. Postanowił na początku poukładać ubrania w szafie i zetrzeć kurze z pokrytych warstwą białego osadu mebli. Zajęło mu to trochę więcej czasu niż się spodziewał i zanim się obejrzał świat za oknem spowiła ciemność, a z ulic zniknęły matki z rozbrykanymi dziećmi, ustępując miejsca nastolatkom i studentom, którzy rozpoczynali noce życie w Londynie. Chcąc zdążyć przed ciszą nocną, zostawił układanie książek na później i chwycił odkurzacz , którego końcówkę wetknął pod dziurę między łóżkiem a podłogą. Pracę odkurzacza, zakłócił dziwny dźwięk, jakby coś zaklinowało się w rurze. Liam pospiesznie wyłączył urządzenie i rozkładając je na części, zauważył duży skrawek papieru blokujący, zsyp paprochów do worka. Wyciągnął intruza, zainteresowany skąd kartka znalazła się pod jego posłaniem. Rozprostował jej rogi, kilkukrotnie pocierając o róg łóżka, żeby doprowadzić ją do stanu, w którym można będzie coś z niej przeczytać. W oczy od razu rzuciło mu się charakterystyczne, nierówne pismo. ‘Zayn’ pomyślał, po czym usiadł pośrodku materaca, opierając obolałe plecy o stos puszystych poduszek i wstrzymując oddech zabrał się za lekturę listu.
„Drogi Liamie, nigdy nie pisałem listów, więc nie wiem czy tak powinienem zacząć?
Myślę, że nie ważne jest jak zacznę, ale to jak zakończę ten list, który mam nadzieje wyjaśni czemu jestem w twoim mieszkaniu w Londynie. Nie jestem najlepszy w pisaniu, ale chyba zdążyłeś to już zauważyć? Pamiętasz jak pierwszy raz pojawiłeś się w moim domu? Jak mógłbyś nie pamiętać, skoro zrobiłem wtedy wielką awanturę i wyrzuciłem klucz od twojego pokoju za okno przez co musiałeś spać na kanapie, a cały następny dzień spędzić na poszukiwaniu go w ogrodzie. Przepraszam za to, że utrudniałem Ci wtedy i tak nienależące do najłatwiejszych chwile, ale bałem się że stracę kontakt z mamą. Od chwili, gdy opuścił nas mój ojciec była dla mnie oparciem w każdej chwili, nawet wtedy gdy przepłakiwałem całe dnie w pokoju, bo bałem się że kiedyś wszyscy ode mnie odejdą, głupie prawda? Wtedy byłem tylko małym, nieznającym świata dzieckiem, ale teraz nadal boję się, że osoby najbliższe mogą mnie opuścić, dlatego tak bardzo nie chciałem cię wpuścić do mojego życia. W końcu łatwiej jest kogoś znienawidzić i nie żywić do niego żadnych uczuć niż pozwolić mu wtargnąć do swojego życia i pozwolić, żeby mógł cię zranić. Równocześnie zacząłem nienawidzić siebie za to co robiłem, ale nie mogłem tego powstrzymać, to wszystko działo się zbyt szybko. Nie mogąc radzić sobie z emocjami wyżywałem się na tobie i mamie, z którą oddaliliśmy się od siebie jak nigdy wcześniej, a ja nie potrafiłem odnaleźć w tym swojej winy, więc widziałem ją w tobie i tak zataczałem koło. Niepotrzebnie się rozpisuj, ale chcę trochę odciągnąć uwagę od tego co mam zaraz napisać. Gdy znalazłem twój pamiętnik to pierwsze o czym pomyślałem to ‘Pieprzona ciota, pewnie podglądał mnie w łazience’ teraz chciałbym przeprosić, za to że zamiast martwić się o Ciebie leżącego w szpitalu z mojej winy, wolałem przeglądać twoje prywatne rzeczy i mówić o tobie w ten sposób. Prawdę mówiąc schlebiało mi to co pisałeś, bo nigdy nie uważałem się za szczególnie atrakcyjnego i nie zauważałem w sobie takich szczegółów jak ty. Cholera Liam, nie wiem jak mam Cię przeprosić za to wszystko co ci zrobiłem. Za to jak Cię wykorzystywałem… jest mi tak strasznie wstyd i żałuję, że do tego wszystkiego doszło, ale nie mogę tak po prostu cofnąć czasu. Nie rozumiem co mną wtedy kierowało, wydaje mi się że w tamtym czasie tylko tak umiałem pokazać swoje uczucia do Ciebie, o których jeszcze wtedy nie do końca wiedziałem. Trochę pokręcone, prawda? Nie umiem tego inaczej wyjaśnić, z dnia na dzień nieświadomie się w Tobie zakochiwałem i chciałem Cię mieć więcej, bliżej, ale jednocześnie nie mogłem pokazać, że mi zależy, bo wtedy mógłbyś to wykorzystać przeciwko mnie. Byłem pieprzonym tchórzem i nie mam nic, kompletnie nic na swoje usprawiedliwienie i mogę mieć tylko nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Chciałbym…chciałbym, żebyś wiedział jak ważną osobą stałeś się dla mnie. W dniu, w którym wyjechałeś moje serce rozpadło się na milion kawałków, których nie jestem w stanie poskładać do dziś. Przechodząc obok pustego pokoju, po którym kiedyś roznosił się zapach twoich korzenno-piżmowych perfum, czuję pustkę nie do zapełnienia nawet przez litry alkoholu i najtwardsze narkotyki. Często zamykam się w swoim pokoju, myśląc jak mogłoby się potoczyć moje życie, gdybym nie był takim dupkiem. Myślisz, że byłaby dla nas wtedy szansa? Mam zamiar powiedzieć Ci dzisiaj coś bardzo ważnego, pomimo że cholernie się boję, będę musiał to przezwyciężyć i przyznać się przed samym sobą, że Cię..że Cię kocham. Tak, napisałem to. Kocham Cię i chcę Ci to dzisiaj powiedzieć, mam nadzieję, że nie złamiesz mi serca i nie odrzucisz moich uczuć, bo jesteś osobą przed którą chciałbym się otworzyć, bez strachu że mnie opuści.
Zayn”
Liam siedział wpatrzony w kartkę, nie mogąc zebrać myśli. Nie wiedział, że był dla Malika tak ważny, że skrzywdził go tak mocno, ale cholera skąd miał wiedzieć skoro nigdy z nim o tym nie porozmawiał? Złapał dłonią za najwęższą część nosa pomiędzy oczami, zaciskając na niej lekko palce. Już dawno mu wybaczył i naprawdę kochał chłopaka o karmelowych tęczówkach, ale w przeszłości Payne’a było coś o czym Zayn nie mógł mieć pojęcia. Szatyn poderwał się z łóżka, wyciągając z szafy podróżny plecak i pakując do niego parę niezbędnych ubrań, po czym w pośpiechu założył płaszcz i buty wybiegając z mieszkania.
~☆~
-Zayn? Zaaayn? – krzyk Liama rozniósł się po domu Malików.
Nie otrzymując odpowiedzi, szatyn odrzucił plecak na bok i wszedł przez długi korytarz do salonu, w którym zastał jedynie otoczoną wiankiem chusteczek Patricię. Kobieta miała czerwone, mocno zapuchnięte oczy, z których strumieniami spływały łzy. Makijaż zrobiony prawdopodobnie wczesnym rankiem, spłynął tworząc czarne smugi na bladych policzkach. Jej wzrok był wbity w ekran telewizora, stojącego naprzeciwko kanapy.
-Patricia? Gdzie jest Zayn? Czy on ci coś zrobił? – Payne nie wiedział co ma myśleć o zachowaniu matki Malika.
-Liam –pociągnęła nosem, zwracając na niego uwagę – Kochanie, czy mógłbyś usiąść obok mnie? – odjęła mokrą chusteczkę od twarzy poklepując miejsce obok.
Chłopak niepewnie zbliżył się do niej, zajmując wskazane miejsce. Nie zdążył powiedzieć słowa, gdy silne ramiona, z pozoru drobnej kobiety przycisnęły go do siebie, a jej głowa zajęła miejsce we wgłębieniu szyi. Mokre krople spływały z oczu Patrici, mocząc bawełnianą koszulkę i przedostając się na plecy, gdzie stworzyły zimne strumienie, sprawiając że ciało Liama przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
-Co się stało?- odsunął ją od siebie trzymając za ramiona.
-Kochanie, ja…-przełożyła dłoń do jego policzka, gładząc kciukiem linię kości policzkowej – Tylko proszę, nie rób nic głupiego…
-Głupiego? Patricia powiedz mi natychmiast co się stało – powiedział nieco głośnie, chcąc zabrzmieć poważnie.
Patricia tylko pokiwała głową mocno zaciskając oczy, z których ponownie pociekły pojedyncze łzy. Wskazała dłonią na ekran telewizora, na którym z widoku helikoptera widać było jedną z głównych dróg wyjazdowych z Londynu. Wokół małego obszaru stało kilka radiowozów, karetka i dwa wozy strażackie, z który pociągnięto węże. W środku zdarzenia stało coś na kształt samochodu, ale zidentyfikowanie czym jest polewany wodą obiekt, było prawie niemożliwe. Szatyn zsunął się z kanapy, podchodząc bliżej do szklanego ekranu. Kadr z wysokości, został zmieniony na około trzydziestoletnią reporterkę.
- Zaledwie godzinę temu, na krajowej siódemce prowadzącej z Londynu, doszło do zderzenia się dwóch samochodów, które skutkowało wyciekiem benzyny, z baku jednego z nich i potężnym wybuchem, który doszczętnie spalił oba, pozostawiając tylko niewielkie fragmenty nieuszkodzonych aut. Kierowcy obu pojazdów zginęli na miejscu, ich tożsamość nie jest jeszcze znana. Porozmawiamy teraz z komendantem głównym policji, który…
Liam przestał reagować na docierające do niego dźwięki. Za postaciami przedstawionymi na pierwszym planie, leżały oderwane, samochodowe drzwi i szatyn doskonale znał te drzwi. Na środku ich powierzchni widniała duża czerwona plama ze zdartego lakieru, która powstała gdy Patricia pół roku temu wjechała na słup na sklepowym parkingu.
-Czy on…to znaczy…Czy od momentu, gdy u mnie był nie wrócił do domu? –próbował tworzyć w głowie możliwe scenariusze, odciągając myśli od tych najgorszych.
-Nie kochanie, on nie wrócił – kobieta wybuchła głośnym płaczem.
Szatynowi ugięły się kolana i bezwiednie upadł na podłogę, nie mogąc uwierzyć w to co się właśnie stało. Złapał się za boki głowy, mocno szarpiąc włosy. Niemo poruszał ustami, pragnąc cokolwiek powiedzieć, ale słowa grzęzły mu w gardle, a powietrze stało się suche. Klęczał z otwartymi ustami, po chwili uderzając z całej siły pięściami o podłogę. Pieprzona krajowa siódemka prowadząca z Londynu do Bradford, pieprzona siódemka, która zawsze wydawała się mu szczęśliwą liczbą. Na tej samej drodze rozbił się z mamą, która zginęła. Dokładnie ta sama droga zabrała mu dzisiaj kolejną osobę którą kochał.
~☆~
Zmęczeni wydarzeniami ostatniej nocy Liam i Patricia, leżeli w swoich objęciach na kanapie, ze stosem porozrzucanych wokół nich chusteczek. Kobieta gładziła jego głowę, opartą o jej kolana, gdy młody chłopak próbował zasnąć. Oboje wyłączyli wczoraj swoje telefony, pragnąc nacieszyć się ostatnimi chwilami, gdy to wszystko co się stało jeszcze do nich całkowicie nie dotarło. Chcieli mieć chwilę na przemyślenia, zanim do drzwi ich domu zapuka policja, oświadczając smutną prawdę, a im przyjdzie zmierzyć się z organizacją pogrzebu i pożegnaniem Zayna na zawsze.
-Liam, już czas. Nie możemy się przed tym ukrywać…-zaczęła cichym głosem, nie zaprzestając dotykać jego włosów.
-Jeszcze chwile, proszę – odpowiedział łamiącym się głosem, a kobiecie pękało serce. Straciła swoje jedyne ukochane dziecko i musiała patrzeć na cierpienie chłopaka, którego traktowała jak syna.
~☆~
Po upływie około dwóch godzin, usłyszeli dźwięk otwieranych drzwi i głośnych kroków kogoś, kto wszedł do domu jak do siebie.
-Mamooo? – z przedpokoju dobiegł ich znajomy głos, a chwilę później w progu stanął Zayn – Coś się stało?- popatrzył na nich zaskoczony- Mamo, przepraszam, że nie dzwoniłem, ale ukradli mi samochód i … - nie zdążył dokończyć, gdy silne ramiona Payne oplotły jego szyję i przygwoździły do ściany.
-Jak mogłeś nam to zrobić, jak mogłeś!- z oczu Liama popłynęły łzy, gdy wypuścił z objęć mulata i zaczął okładać go pięściami w brzuch.
-Co ja takiego zrobiłem? – Malik nie miał pojęcia o co szatyn ma pretensje, bronił się zasłaniając brzuch i twarz swoimi przedramionami – Liam uspokój się!
Szatyn przestał atakować, odsuwając się krok w tył. Stał ze spuszczoną głową, a z jego oczu na jasny dywan kapały łzy.
-Mamo, co się dzieje?- brunet popatrzył na swoją matkę, która w osłupieniu siedziała na kanapie.
-Był wypadek…my myśleliśmy, że…Zayn ktoś się rozbił twoim samochodem i byliśmy przekonani, że nie żyjesz- Patricia podeszła do syna, mocno przytulając go do swojej piersi.
-Ja-ja…boże nie wiedziałam, przepraszam – Malik nie wiedział, co powiedzieć. Był świadomy jak wielką traumę musieli przeżyć – Ukradli mi samochód, miałem w nim telefon, pieniądze, musiałem wracać na stopem i przepraszam, gdybym tylko wiedział, próbowałbym zadzwonić z jakiejś stacji, ale naprawdę chciałem jak najszybciej wrócić- plątał się w zdaniach, czując się winnym tego co się stało. Przecież miał tylko okazji, żeby zadzwonić, ale nigdy nie pomyślał, że może dojść do czegoś takiego.
Cała trójka stała w salonie pogrążona w ciszy. Nie istnieją słowa, które byłyby w stanie opisać jakie uczucia im towarzyszyły. W jednej chwili cały ból i smutek odeszły, ustępując miejsce radości, której nie potrafili okazać.
-Moglibyśmy porozmawiać? – szatyn przerwał ciszę, patrząc na Zayna czerwonymi, zapuchniętymi oczami, które ocierał wierzchem dłoni.
-Teraz? Um…-odpowiedział zaskoczony chłopak, ale pokiwał głową na znak zgody.
-Nie tutaj, w twoim pokoju – Payne pociągnął nosem i ruszył w stronę schodów.
~☆~
-Więc..um…o czym chciałeś ze mną porozmawiać? – Zayn usiadł na łóżku, zaciskając i rozluźniając na zmianę pięści. Czuł jak pocą mu się ręce i bał się usłyszeć co ma mu do powiedzenie Liam.
-Daj mi chwilę, żeby ochłonąć – szatyn zajął miejsce po przeciwnej stronie posłania – Jeszcze dziesięć minut temu byłem przekonany, że nie żyjesz i cholera Zayn ,ale uświadomiłem sobie, że nie wybaczyłbym sobie gdybyś nie żył, bo to by była moja wina…
-Co? Nie, nie byłoby w tym twojej winy!
-Nie prawda, gdybym nie powiedział wtedy, że nie możemy być razem wszystko potoczyłoby się inaczej i…
-Liam – mulat złapał jego dłoń – Nie mogę cię do niczego zmusić, to była twoja decyzja i potrzebowałem czasu, żeby to do siebie przyjąć, chociaż prawdopodobnie nigdy się z tym nie pogodzę, ale…
-To nie tak Zayn – Payne wysunął swoją dłoń z jego ręki – Wiesz, że nie jesteś mi obojętny i um…naprawdę to co się w tedy wydarzyło było jak spełnienie dziecięcego marzenia, mogłem mieć cię na wyłączność, przy swoim boku i poczuć, że moja miłość jest odwzajemniona, ale jest coś o czym nie wiesz. Coś co blokuje mnie przed zaufaniem, szczególnie zaufaniem osobie która mnie zraniła.
-Rozumiem, za mocno cię zraniłem i nie mogę wymagać, żebyś mi wybaczył – wstał z łóżka, chcąc wyjść z pokoju, ale został pociągnięty za ramię do tyłu i zmuszony do ponownego zajęcia swojego miejsca.
-Nie jest mi łatwo o tym mówić, ale masz prawo znać prawdę – szatyn usiadł, głośno wypuszczając powietrze – Kiedy byłem mały, moi rodzice wydawali mi się najszczęśliwszą parą na świecie. Dużo się śmiali, przytulali, a mnie traktowali jak dopełnienie ich miłości, przez co czułem się naprawdę chciany i kochany, ale potem wszystko się zmieniło. Tata stracił prace, przez co był wiecznie zdenerwowany i zaczął pić. Początkowo niewiele i czasem to bywało nawet zabawne, gdy przychodził do mojego pokoju opowiadając mi niestworzone historie, z których śmiałem się do rozpuku – poprawił się na swoim miejscu, splatając palce razem i mocno zaciskając , tak że jego knykcie pobielały – Z dnia na dzień pił więcej, a ja częściej widywałem go pijanego, niż trzeźwego. Pamiętam jak uderzył mnie pierwszy raz…-wstrzymał oddech, zaciskając powieki. Zayn siedzący naprzeciwko otworzył usta ze zdziwienia, ale powstrzymał się przed mówieniem, pozwalając Liamowi kontynuować - …był wieczór, gdy siedzieliśmy z moją mamą w kuchni. Ojciec wpadł przez drzwi, mówiąc że jesteśmy porażką jego życia. Mama próbowała go ode mnie odciągać, gdy potrząsał za moje ramiona, ale została odepchnięta na bok. Widziałem w jego oczach, jak płonie z nienawiści do mnie i wiedziałem, że nie mogę nic na to poradzić. Byłem mniejszy, słabszy, zakochany w swoim tacie-bohaterze. Obarczałem siebie za jego zachowanie, tłumacząc sobie, że gdybym tylko był lepszym synem..-zaśmiał się pod nosem-…Zabawne, jak siedmioletnie dziecko mogłoby być czemuś winne? Potem było już tylko gorzej, obrywałem codziennie za cokolwiek-nieposprzątane klocki, nieodrobione lekcje na czas, nie zjedzenie kolacji. Mieliśmy z mamą tego dość, ale nie mieliśmy dokąd uciec, na szczęście tata postanowił od nas odejść do jakiejś młodej dziewczyny, którą jak się potem dowiedziałem traktował tak samo jak nas. Tylko, że ona nie wytrzymała i…ona jest teraz w więzieniu, a mój ojciec nigdy już nikogo nie skrzywdzi. Pewnie się zastanawiasz czemu ci to mówię? Odpowiedź jest prosta – tata za każdym razem obiecywał mi, że się zmieni. Chciał przestać pić, znaleźć pracę, chciał żeby było jak dawniej, ale to były tylko puste obietnice, a ja nauczyłem się że ludzie się nie zmieniają. Dlatego teraz trudniej mi uwierzyć w twoją zmianę, bo jakiś głos w mojej głowie ciągle podpowiada, że nie powinienem ci ufać i robisz to wszystko, tylko po to żeby mnie znowu skrzywdzić…
-Liam, przepraszam gdybym wiedział. Ja tylko…um, teraz rozumiem czemu nie potrafisz mi zaufać, ale chce żebyś wiedział, że moje słowa to nie są puste obietnice. Mógłbym się starać nawet latami o ciebie, o twoje zaufanie, o twój uśmiech o poranku i pocałunek o zmroku. Chciałbym móc rozpieszczać się śniadaniem do łóżka i wykwitną kolacją przy świecach wieczorem. Chciałbym trzymać twoją dłoń w drodze do sklepu i przytulać cię w kinie, pokazując światu jakiego mam cudownego chłopaka.
-Więc zrób to – odpowiedział Payne z oczami pełnymi łez – Niedługo skończy się ten rok, a od stycznia zaczniemy wszystko od początku. Będę potrzebował trochę czasu, żeby to wszystko ułożyć w swojej głowie, a ty w tym czas będziesz miał czas na ponowne podejście do matury.
-Dobrze, zrobię dla ciebie wszystko – brunet uronił łzę.
~☆~
Styczeń
Zayn nie robił sobie nadziei, że uda usłyszeć mu się głos Liama w tym miesiącu. Było za wcześnie, zdecydowanie za wcześnie na ‘pogaduchy przez telefon’. Spędzał wieczory na lekturach książek, które w święta przywiózł mu szatyn. Nie obyło się oczywiście bez kilku imprez, z których wrócił chwiejnym krokiem z pijackim uśmieszkiem na ustach, ale zdarzyło się to tylko kilka razy, co było zupełnie niepodobne do wiecznie zabawiającego się mulata. To był dla Malika pierwszy krok, pierwszy z wielu jakie musiał zrobić, żeby odzyskać miłość swojego życia.
Luty
Zaczytany po uszy w książkach, spędzał wieczory na parapetowej powierzchni, w blasku księżyca poprawiając nałożone na nos okulary z czarnymi oprawkami- czekając. Czekając na ten jeden, konkretny telefon, na ten jeden konkretny głos po drugiej stronie słuchawki, który ukoi nadszarpnięte nerwy i da nadzieję na lepsze jutro. Nadzieję na szczęście. Lecz i w tym miesiącu w domu panowała głucha cisza.
Marzec
Pięćdziesiąt dni- tyle pozostało mu czasu na naukę przed przystąpieniem do poprawy matury. Język angielski, historia i wiedza o społeczeństwie stanowiły dla niego wyzwanie, któremu chciał podołać dla niego. Obiecał mu i chciał dotrzymać obietnicy, nie oczekując niczego w zamian. W połowie miesiąca usłyszał cichy śmiech dochodzący z sypialni mamy, do której podkradł się na paluszkach i przystaną przed drzwiami przysłuchując się rozmowie telefonicznej. To był Liam. Przez chwilę chciał wtargnąć do pokoju i wyrwać rodzicielce słuchawkę, żeby tylko powiedzieć jak bardzo za nim tęskni, ale może to nie był jeszcze ten czas? Może było za wcześnie.
Kwiecień
Ściskając w dłoni dwa czarne długopisy i małą karteczkę z numerem sali, Zayn szedł korytarzem, ubrany w czarny, ciasno dopasowany garnitur, nie zwracając na nikogo uwagi. W myślach powtarzał nazwy środku stylistycznych, budowę wypowiedzi pisemnej i autorów lektur obowiązkowych. Nabrał powietrza przekraczając próg ogromnej auli, w której miała odbyć się matura z języka angielskiego, popatrzył na odświętnie ubranych już prawie absolwentów liceum i cicho westchnął pod nosem ‘Dam radę’. Kolejnego dnia przyszło mu się zmierzyć ze znienawidzoną matematyką, której wyuczył się na wymagane minimum i modli się, żeby tym razem to wystarczyło. Język francuski, który wybrał jako język obcy poszedł mu zaskakująco dobrze, a matura z historii czwartego dnia nie stanowiła dla niego najmniejszego problemu. Zaskoczony z jaką łatwością poradził sobie z egzaminami, wyszedł z sali spoglądając na zmartwione twarze innych uczniów, którzy najwyraźniej nie mieli tyle szczęścia. Oddychając z ulgą, ściągnął z siebie niewygodną marynarkę i zarzucił ją przez ramie, wychodząc przez główne wyjście szkoły. Obejrzał się za siebie, żeby ostatni raz popatrzyć na mury placówki, w której przeżył swoje najlepsze i najgorsze chwile w życiu. Szkoła wybudowana z ciemnoczerwonej, wypalanej cegły z dużym zegarem pośrodku, przypomniała mu czasy, gdy jeszcze nie był ‘tym’ Malikiem, któremu wszyscy ustępowali z drogi i bali się powiedzieć coś na jego temat. Zaśmiał się pod nosem na samo wspomnienie o pierwszej klasie liceum, gdy swój styl opierał na kolorowych i luźnych ubraniach. Swoją radością zwrócił na siebie uwagę przechodzących uczniów, którzy pomimo że nie znali go osobiście, doskonale wiedzieli kim jest. Prawdopodobnie widok uśmiechniętej twarzy bruneta był dla nich ogromnym zaskoczeniem, bo w ciągu roku szkolnego zdarzało się to sporadycznie. Niewzruszony ich zdziwionymi minami, kontynuował omiatanie budynku wzrokiem, przewieszając marynarkę przez przedramię, a drugą dłonią sięgając do kieszeni po paczkę papierosów. Odpalił jednego z nich, zanim powrócił do stania przodem do schodów. Z uniesionym w górę prawym kącikiem ust, spojrzał przed siebie, a z jego ust uleciał w powietrze biały dym, który zniknął po kilku sekundach. ‘Pieprzony nałóg’ przeklął pod nosem, przekładając ubranie do ręki i zbiegł po schodach z jasnego kamienia.
-Hej, nie widziałeś mnie cztery miesiąc i już mnie nie poznajesz? – lekko ochrypnięty głos odezwał się zza jego pleców. Odwrócił się napięcie, dostrzegając szatyna o brązowych tęczówkach, który uśmiechał się do niego niewinnie.
-Liam? –powiedział niedowierzając własnym oczom. Zlustrował jego ciało od góry do dołu i podbiegł uwieszając mu się na szyi – Przepraszam, ja nie powinienem – odsunął się od niego – Zobaczyłem cię i to był przypływ chwili, nie chciałem, naprawdę nie chciałem tego zrobić ja…
-Jest okej, Zayn – jego głos zmienił się nie do poznania, był pełen głębi w którem można było utonąć.
-Um…okej, tak myślę – oszołomiony kojącym zmysły głosem, popatrzył z pożądaniem na jego usta, w które pragnął się wpić z całą frustracją jaka towarzyszyła mu przez ostatni czas – Co właściwie tutaj robisz?
-Chciałem tylko zapytać jak ci poszło.
-Mogłeś zadzwonić , przecież to kilka godzin jazdy z Londynu tutaj, naprawdę nie musiałeś tego robić.
Liam uśmiechnął się, patrząc na mulata z politowaniem, zanim objął go w tali i przysunął się bliżej.
-Nie mógłbym zrobić tego – szepnął mu do ucha, drażniąc płatek ciepłym powietrzem – Powinieneś to rzucić – wytrącił mu z ręki papierosa i zadeptał sportowym obuwiem.
-Długo zostajesz? – Zayn całkowicie zignorował zalecenie Liama, wiedząc że nie da sobie rady bez tej szkodliwej przyjemności, jaką dawały mu papierosy.
-Wyjeżdżam za godzinę, jutro musze być w pracy.
-Więc, może pójdziemy na…kawę? – Malik przetworzył kilkukrotnie w głowie miejsca, do których mogliby pójść. Kawiarnia wydawała się najsensowniejsza opcją.
-Tak, jasne. Kawa brzmi świetnie – z twarzy Payne’a nie zstępował uśmiech.
Maj
Miesiąc pachnący konwaliami, który nie przerwał ciszy. Zayn chłonął każdą nową książkę, zatracając się w niej i przeżywając historie razem z bohaterami. Nauczył się wrażliwości na cudze cierpienie. Maj okazał się miesiącem, w którym podjął decyzję o swojej przyszłości.
Czerwiec
-Prawo? Przecież to jeden z najtrudniejszych kierunków! Jesteś pewien, że dasz sobie radę? – Patricia nie ukrywała zdziwienia decyzją syna – A twoja matura? Wynik są dopiero pod w połowie sierpnia, co jeśli nie masz wystarczającej liczby punktów?
-Podjąłem decyzje mamo, będzie dobrze. Obiecuję ci, że jeszcze będziesz ze mnie dumna – uśmiechnął się do niej i mocno oplótł ją ramionami. Wiedział, że tym razem musi się ułożyć po jego myśli, w końcu po każdej burzy musi wyjść słońce, a burza jego życia właśnie chyliła się ku końcowi.
Lipiec
Zayn obracał telefonem w ręce, wahając się nad naciśnięciem przycisku ‘wyślij’. Wiadomość widniała na wyświetlaczu od dobrych kilku godzin, a on zamiast po prostu ją wysłać, chodził po domu próbując zająć swoje myśli czymś innym. Podniósł komórkę do góry, przygryzając dolną wargę. Przysunął kciuk do przycisku, kilkukrotnie odsuwając go od niego. Przymknął powieki i szybko nacisnął, odrzucając od siebie telefon na łóżko jakby miało to coś zmienić. Wiadomość poszła w świat i już prawdopodobnie dotarła do adresata. Brunet nie ruszał się z miejsca, oczekując dźwięku oznaczającego odpowiedź. Mijały sekundy, minuty i powoli tracił nadzieje, gdy nagle po pokoju rozbrzmiał znajomy, piskliwy odgłos wywołujący u niego uśmiech na twarzy. Rzucił się na łóżko jak małe dziecko zabierające się w gwiazdkę do otwierania prezentów i szybko wyświetlił wiadomość, zagryzając ze stresu palec wskazujący.
Do Liam:
Złożyłem podanie na studia w Londynie.
Tęsknię za tobą x
Od Liam:
Cieszę, że zdecydowałeś się studiować.
Też za tobą tęsknie x
Sierpień
-Udało mi się! Mamo udało mi się! – wbiegł do domu trzymając w rękach list z londyńskiej uczelni – Od dziś jestem oficjalnie studentem Europejskiej Szkoły Prawa i Administracji w Londynie na wydziale prawa! – uściskał rodzicielkę, z nerwów mnąc papier w dłoniach.
Wrzesień
- Tak dostałem się, zaczynam zajęcia od czwartego października – podekscytowany brunet siedział na łóżku, rozmawiając przez telefon.
-Mówiłem, że ci się uda. Jestem z ciebie dumny – Liam wydawał się być naprawdę zadowolony z sukcesu Zayna.
-Teraz tylko musze znaleźć sobie mieszkanie, najlepiej z kimś bo finansowo nie dam rady-w jego głosie można było odczuć zmartwienie.
-Hm…mam u siebie wolną kanapę. Wiem, że to nie są luksusy, ale…
-U ciebie?! Miałbym mieszkać z tobą ?– Malik poderwał się z łóżka, szczypiąc kawałek skóry, sprawdzając czy to nie sen, ale nie. To była rzeczywistość i Liam właśnie zaproponował mu mieszkanie u siebie.
Październik
Mieszkanie Liama kipiało od nadmiaru nierozpakowanych pudeł, stojących w każdym kącie. Pachniało w nim świeżo paloną kawą i jajecznicą, a sprawcą tych zapachów był sam Payne. Krzątał się po kuchni w szarych dresach, czekając na powrót Zayna z pierwszego dnia na uczelni. Mieszkali razem od tygodnia, ale wolny czas poświęcali na rozmowy i wspólne granie w staromodne gry wideo, które zostały po poprzednim właścicielu.
Malik sypiał na kanapie, która okazała się niezbyt wygodna, ale nie narzekał. Nie chciał na nic naciskać szatyna, który zajmował w sypiali obok małżeńskie łoże.
Listopad
Leniwa sobota przywitała współlokatorów wysoko świecącym na niebie słońcem. Pogoda była niespotykana jak na listopadową porę, więc postanowili wykorzystać ostatnie promienie słońca na zwiedzenie Londynu.
-Od czego chciałbyś zacząć?-Liam spojrzał na Zayna, który rozglądał się po kamienicach w starszej części Londynu.
-Ostatnio, gdy tu byłem poznałem tylko ulice z najtańszymi barami- odpowiedział śmiejąc się – Więc może dla odmiany moglibyśmy zwiedzić centrum?
-Tower Bridge? – szatyn uniósł brew pytająco.
-Z tobą mógłbym pójść gdziekolwiek- mulat przygryzł policzek z zażenowania, uświadamiając jak głupio i tandetnie musiało to zabrzmieć.
Payne odpowiedział małym uśmieszkiem i spojrzał w stronę przystanku, na którym właśnie zatrzymał się autobus jadący na Tower Hill.
-Zayn, chodź musimy biec!- złapał jego rękę i splótł ich palce razem, biegnąc w stronę autobusu.
Malik pierwszy raz w życiu poczuł jak po wnętrzu jego brzucha rozchodzą się łaskoczące motylki. Życzliwy kierowca zaczekał z zamknięciem drzwi, aż oboje byli już wewnątrz. Liam kupił dwa bilety i zajął miejsce na siedzeniach w końcowym rzędzie. Brunetowi nadal wirowało w głowie, ale nie był pewien czy z braku kondycji, czy przez jego serce które kołatało w piersi na samo wspomnienie o miękkiej skórze szatyna, oplatającej jego palce. Zajął miejsce obok chłopaka i niewinnie wsunął dłoń pomiędzy jego splecione ręce i złączył z jego własną. Obawiał się reakcji, ale Payne nie odwrócił nawet głowy wpatrzonej w przestrzeń z oknem, odpowiadając jedynie mocniejszym zaciśnięciem rąk.
Trzymając się za ręce, przeszli przez most podziwiając statki płynące przez Tamizę. Głośno śmiali się z robiących sobie zdjęcia turystów, zwracając na siebie uwagę przechodniów, ale zupełnie się tym nie przejęli. Byli wpatrzeni w siebie, a wokół nich rozciągała się niewidzialna osłona dzieląca ich od rzeczywistości. Wsiedli w kolejny autobus, zajeżdżając aż pod pałac Buckingham, pod którym próbowali nieskutecznie rozśmieszyć stojących żandarmów, a ich próby były śmieszniejsze dla nich samych niż kogokolwiek wokół.
Pod koniec dnia wracali ciemną uliczką, oświecaną jedynie przez słabe światło latarni. Ich buty stukały o kostkę, roznosząc dźwięk po okolicznych ścianach budynków. Towarzyszyła im cisza, ale nie przejmowali się tym ciesząc się miło spędzonym popołudniem. Tego dnia Zayn pożegnał się ze spaniem na kanapie, zamiast tego zasypiając w miękkiej pościeli i tuląc do siebie ciepłe ciało szatyn.
Grudzień
Liam otworzył drzwi ich wspólnego mieszkania, otrzepując się z płatków śniegu, które pokryły jego włosy. Za nim wszedł Malik, który po wejściu odrzucił w bok dwie ciężkie torby, które mieli ze sobą w Bradford w święta. Był trzydziesty pierwszy grudnia, a w mieszkaniu nad nimi prawdopodobnie trwała sylwestrowa impreza. Głośna muzyka przebijała się przez cienkie ściany, ale dwójce chłopaków kompletnie to nie przeszkadzało. Opadli na kanapę, wcześniej zdejmując z siebie ubrania i odetchnęli głośno, rozkoszując się chwilą odpoczynku po męczącej podróży. Zayn rozchylił powieki i patrzył z zachwytem na leżącego przed nim chłopaka, który skulił się w rogu siedziska. Przysunął się bliżej niego i błądził ręką po jego udzie.
-Wiesz, tak się zastanawiałem nad tym, że obaj w życiu dostaliśmy więcej niż jedną szansę – oczy Liama pozostawały zamknięte, gdy odezwał się przerywając panującą ciszę.
-Tak, wiem – mulat siedział zastanawiając się jak lepiej ubrać w słowa swoją wypowiedź – Tylko nadal nie wiem czy tą najważniejszą z nich wykorzystałem.
Payne podniósł głowę z oparcia i spojrzał na zegarek stojący na telewizorze. Uśmiechał się do siebie, pociągając za ramię bruneta i wychodząc na mały balkon. Potarł z zimna ramiona, które pokryły się warstwą gęsiej skórki i spojrzał w niebo, które było wyjątkowo gwieździste tej nocy.
-Liam, zamarzniesz. Wracajmy do środka – Zayn próbował zaciągnąć chłopaka do wnętrza mieszkania, ale nie widząc reakcji z jego strony, objął go ramieniem w talii i mocno przyciągnął do siebie. Szatyn wtulił się w jego szyję i szepnął cicho:
-Kocham cię.
Zayn wzdrygnął się i otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Nie wiedział czy się przesłyszał czy naprawdę usłyszał jak Liam mówi, że go kocha.
-Co powiedziałeś? – uniósł ramię, zmuszając szatyna do podniesienia głowy.
-Kocham cię. Czy to nie jest odpowiedź na twoje pytanie? – Payne uśmiechnął się do niego szeroko.
-Ja..ja nie wiem co powiedzieć, nie spodziewałem się…ja
-Po prostu odpowiedź, że też mnie kochasz idioto! – zaśmiał się głośno, widząc zdezorientowaną minę Malika i wpił się zachłannie w jego usta nie czekając na odpowiedź.
Nad Londynem rozbłysły światła fajerwerków, oświetlając ich złączone w pocałunku, uśmiechnięte twarze. Oderwali się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza, a ich czoła nadal pozostawały zetknięte ze sobą.
-Ja też cię kocham – nieśmiało wyszeptał Zayn, zanim ponownie złączył ich usta.
»opinie?/pytania«
Od autorki: Po napisaniu ostatniego zdania, poczułam w sobie pustkę. Naprawdę mocno związałam się z tym opowiadaniem i pomimo, że planowałam je jako krótki ciężko mi się z nim rozstać. Dziękuję, że czytaliście,klikaliście serduszka i komentowaliście to dla mnie naprawdę ważne.Byłoby miło, jeśli dotarliście do końca, gdybyście skomentowali, ale oczywiście do niczego nie zmuszam x
Ps. W marcu pojawi się nowe opowiadanie z Ziamem —>Zapowiedź
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz